Archiwum dla czerwiec, 2011
cze
20

W prywatnej korespondencji z kolegami rozgorzała dyskusja o tym, czy Grzegorz Gajewski faktycznie odkrył ruch 10…d5!?, czy go tylko spopularyzował.

Osobiście uważam, i w tej kwestii nie jestem osamotniony, że nie można odkryć czegoś, co już było znane wcześniej. Argument, że jakiś fuszer zagrał pierwszy ruch 10…d5!? i to się nie liczy, jest – według mnie – nie do zaakceptowania. To byłaby dyskryminacja zawodników niższych kategorii i ich wkładu w rozwój szachów. Ten problem poruszyłem już dawno w artykule w Magazynie Szachista (12/2005). Wtedy napisałem: „Nie tylko arcymistrzowie potrafią wnieść do teorii szachów nowe idee. Praktycznie każdy szachista, niezależnie od klasy gry, może stać się autorem nowych i cennych pomysłów. Odrzucając, z reguły, partie misiów skazujemy się sami na dezinformację. co szczególnie w pracy nad debiutami ma bardzo duże znaczenie!”.

Nie można więc propagować jakiś abstrakcyjnych teorii, że tylko arcymistrzowie wiedzą najlepiej i tylko ich twórczość jest godna uwagi. W teorii debiutów jest wiele przypadków odkrycia jakiś koncepcji przez słabszych szachistów i ta informacja nie ginie w przestworzach. A to, że często pewne idee odkryte przez zawodników niższych klas, mają inne nazwy, to już jest inna sprawa. Takich przypadków w teorii otwarć jest rzeczywiście dość sporo.

Nie mam żadnych zastrzeżeń do nazwy „Gambit Gajewskiego”. Polski arcymistrz spopularyzował ten wariant i należy mu się za to miejsce w teorii debiutów. Ale powtarzam: nie mogę się zgodzić z oceną, że Grzegorz Gajewski zastosował nowinkę. Bo to jest niezgodne z prawdą!

Nie można opierać się wyłącznie na informacji jakieś osoby z Chess Base, która nie sprawdziła w banku z partiami, czy ta koncepcja była już wcześniej grana. Określenie „Nowinka 2007 roku” było zwykłą „kaczką dziennikarską”.

cze
19

Prawda – cecha wypowiadanych zdań określająca ich zgodność z rzeczywistością. W mowie potocznej oraz w logice tradycyjnej prawda to stwierdzenie czegoś, co miało faktycznie miejsce lub stwierdzenie nie występowania czegoś, co faktycznie nie miało miejsca.

Problemem zdefiniowania tego pojęcia zajmowali się filozofowie od starożytności. Klasyczna definicja prawdy pochodzi od Arystotelesa i jest to zgodność sądów z rzeczywistym stanem rzeczy, którego ten sąd dotyczy.

Wikipedia

Okazuje się jednak, że pewna grupa szachistów w Polsce nie rozumie tego pojęcia albo nie chce zrozumieć. Dowodem tego są komentarze dotyczące problemu wyjaśnienia przeze mnie autorstwa ruchu 10…d5!? Można je obejrzeć w części 12 tego tematu.

Wczoraj otrzymałem taką ocenę mojego dążenia do wyjaśnienia prawdy: „Nie rozumiem Pańskiej krucjaty. Właśnie w taki sposób zraża Pan do siebie ludzi. No na prawdę nie rozumiem, jaki w tym cel.”

Mam wrażenie, że niektórzy polscy szachiści wypracowali sobie nową teorię:

„Prawda jest pojęciem płynnym, która w swej codzienności zatraciła swe pierwotne znaczenie i można ją dostosowywać do każdej sytuacji. Tak, aby służyła pewnym celom”.

cze
18

Historia z gambitem Gajewskiego wywołała wiele emocji. Zaatakowano mnie ostro. Jeden z moich oponentów wysyłał nawet swe zjadliwe komentarze z różnych adresów emailowych, ale z jednego komputera. Oczywiście został bez problemu zdemaskowany. Kolega to tak skomentował: „Widocznie mu się nudzi i musi przypodobać się nowej władzy, a honor to zamierzchła przeszłość. To se ne vrati! Atakują Ciebie ze wszystkich stron, bo pewnie chodzi o coś większego. Było cudownie, a Ty piszesz, że nie jest tak wspaniale i sponsorzy mogą odkryć prawdę”.

Inny z moich obrońców tak się wyraził: „I tak zbyt pochlebnie piszesz o Gajewskim. Zastosowanie nieznanego wariantu i nawet dobra analiza nie daje jeszcze prawa do nazwy teoretyk. Po prostu przeanalizował wariant i zastosował go w odpowiednim turnieju. Teoretyk musi mieć liczne prace, a nie znalezienie jednego ruchu. Autorów nowinek jest wielu i nikt nie nazywa ich teoretykami. Analityków też jest masa i ich też nie nazywa się teoretykami. Analitykiem w obozie Ananda był Radek Wojtaszek. Bardzo skromnie mówiąc Szirowa, który wprowadził dziesiątki nowych ruchów i kontynuacji np. g4 w Philidorze, co ostatnio widziałem, to nikt nie nazywa teoretykiem. Teoretyk szachów to człowiek, który prowadzi badania teoretyczne, analizuje i publikuje nowe koncepcje gry, a nie zawodnik, który odkryje nawet 50 ruchów. To są dwie różne rzeczy”.

Otrzymałem jeszcze wiele innych ciekawych komentarzy. Dziękuję wszystkim za miłe słowa, które mobilizują mnie do dalszego pisania prawdy o polskich szachach!

Teraz do rzekomego odkrycia ruchu 10…d5!? przez Grzegorza Gajewskiego. W Wikipedii jest taki komentarz: W lipcu 2007 r. podczas turnieju w Pardubicach, Grzegorz Gajewski zastosował gambitową nowość 10… d5!? w partii hiszpańskiej[8], która pozwoliła mu odnieść efektowne zwycięstwo nad Wiktorem Kuzniecowem, a następnie została określona przez magazyn ChessBase „nowinką 2007 roku”[9]. Wariant, nazwany gambitem Gajewskiego, szybko stał się popularny i w tym samym roku zastosowali go m.in. Magnus Carlsen, Laurent Fressinet, Radosław Wojtaszek czy Kamil Mitoń.

Napisałem do redaktora tego tekstu i wyjaśniłem problem. Otrzymałem odpowiedź: „Oparłem się na źródłach Chess Base”. A ja właśnie w materiałach Chess Base, dokładnie w zbiorach partii tej firmy, już dawno znalazłem trzy partie korespondencyjne na ten temat, które były grane wcześniej. Załączam je niżej jako dowód.

W tej sytuacji trzeba skorygować tekst w Wikipedii np: Grzegorz Gajewski zastosował w lipcu 2007 r. podczas turnieju w Pardubicach gambitową kontynuację 10… d5!? w partii hiszpańskiej[8], która wcześniej została wypróbowana w turniejach korespondencyjnych. Efektowne zwycięstwo nad Wiktorem Kuzniecowem spowodowało duże zainteresowanie tym wariantem. Został nazwany gambitem Gajewskiego, szybko stał się popularny i w tym samym roku zastosowali go m.in. Magnus Carlsen, Laurent Fressinet, Radosław Wojtaszek czy Kamil Mitoń.

Uważam, że taka wersja oddaje prawdę. Jestem uczulony na prawdziwe informacje w publikacjach szachowych. Jest bowiem wiele błędów w różnych książkach. Sam też korzystałem wcześniej z radzieckiej literatury, w której gloryfikowano zasługi Rosjan. Omijano natomiast wkład zawodników innych krajów w rozwoju teorii debiutów. Dlatego w moich wcześniejszych książkach można spotkać pewne niedokładności. Staram się to korygować w nowszych wydaniach, korzystając z zachodniej literatury i informacji z Internetu.

Często można spotkać jeszcze dzisiaj komentowane partie z adnotacją: „Nowy ruch”, „Nowinka” itp. Komentatorzy nie zadają sobie trudu sprawdzić, czy rzeczywiście jest to zgodne z prawdą. Po konfrontacji z MEGA Chess Base, okazuje się, że rzekoma nowinka ma „długą brodę”. Dlatego apeluję do wszystkich komentatorów: sprawdzajcie to wszystko w zbiorach partii, które są ogólnie dostępne.

cze
17

Polanickie wspomnienia.

W 1991 roku po raz kolejny odwiedziłem Polanicę Zdrój. Tym razem jednak jako „człowiek od wszystkiego” . Memoriał A. Rubinsteina został reaktywowany, ale termin był wrześniowy.
Rundy rozgrywane były po południu i okazało się, że sala turniejowa „nie trzymała ciepła”. Konstrukcja ściany zewnętrznej charakteryzuje się dużą przeszkloną powierzchnią, przez którą słońce wślizgiwało się na szachownice arcymistrzów, ale ciepło okazało się deficytem.
Pierwszy zmarzł świetnie mówiący po polsku, Oleg Romaniszyn. Miał najbliżej do drzwi wejściowych, które często otwierały się dzięki miłośnikom królewskiej gry.
Oczywiście sala wyposażona była wówczas w „grzejniki” w postaci żeliwnych długich segmentów, raczej montowanych w robotniczych pakamerach a nie w salach koncertowych!
Cóż było robić, były one ledwie letnie, a zapewnienia organizatorów, że palą, żywcem przypominały odpowiedź palacza z kultowego „Misia”:” Pani kierowniczko pani się pyta czy ja palę?”- pytał palacz trzymając ramieniem słuchawkę i odpalał kolejnego papierosa od papierosa. Dr A. Filipowicz powiedział krótko: Andrzej zrób coś z tym!
Przypadła mi więc w udziale wizyta w kotłowni pobliskiego DW nr 1, skąd miało płynąć kojące „ciepełko” do sali koncertowej. Byłem zaskoczony pozytywnie rozmiarem kotła, spodziewając się jakiegoś zabytku. Spojrzałem na manometr, zajrzałem na palenisko i już wiedziałem. Okazało się, iż po krótkim i owocnym szkoleniu, które udało mi się przeprowadzić, palacz zmienił bieg rusztu na szybszy i ciepło popłynęło..

W turnieju polanickim brał udział (trzykrotnie) Andras Adorjan. Prócz gry w szachy zajmował się swoistym „marketingiem”. Rozdawał miłośnikom szachów folder „Black is OK”, w skład którego wchodził także komplecik plastikowych figur i szachownicy. Załączam fotografie tego cuda.
Sam arcymistrz sprawiał dziwne wrażenie. Ponieważ przygotowywałem salę do kolejnych rund, miałem możliwość obserwowania go przed rundami. Pojawiał się najwcześniej, zasiadał przy swoim stoliku i odprawiał swoiste czary. Okazało się, że jest zwolennikiem eliksirów i maści z tajemniczych węży. Pachniało to dziwnie a on smarował sobie skronie i przy okazji figury, ale raczej przeciwnika..
Widocznie jednak były one niezbyt dobrej jakości, zaWĘŻAły go, i po zdobyciu 6 punktów nawet nie załapał się na pudło. Może podziałały na przeciwników, zwłaszcza polaka Roberta Kuczyńskiego, który wypełnił normę arcymistrzowską.
Zresztą przyniósł szczęście w 1970 roku Wł. Schmitdowi, który wówczas także wypełnił normę arcymistrzowską.
W nawiązaniu do smarowania zdarzyła mi się komiczna sytuacja: na jednym z turniejów najmłodszy uczestnik, klęczący na krzesełku, jest obserwowany przez kibiców w końcowej fazie partii. Jednym z obserwatorów jest emerytowany nauczyciel, który z niezmiernie poważną miną zwraca się do mnie:
-Panie Andrzeju, ten dzieciak oszukuje!!
Spoglądam na szachownicę, na nauczyciela, znów na szachownicę!
-Ależ skądże- stwierdzam..Na czym polega to oszustwo?
-No przecież on dłubie w nosie i potem figury się kleją!!- odpowiedział poważnie emeryt.
Ledwie powstrzymałem się od głośnego wybuchu śmiechu a on razem ze mną – dałem się nabrać.

Andrzej Sobolewski
Czerwiec 2011

Andras Adorjan

cze
16

Jeszcze raz podkreślam, że nie jestem publicystą jednej opcji. Dlatego przedstawiam obiektywnie wszelkie problemy naszej dyscypliny. Nigdy nie pisałem negatywnie o polskich szachach, szachistach czy Polskim Związku Szachowym. Zawsze pisałem prawdę. Opieram się tylko na prawdziwych faktach!

Nikt nie będzie mnie narzucał, co mam pisać i jak mam pisać. Czasy komunizmu już dawno minęły i nikt mnie nie zmusi do pisania tekstów w stylu „Propagandy sukcesu” albo „Wszystko jest super”!

Jestem Polakiem i mam prawo głosić w kraju takie poglądy, które są zgodne z konstytucją i własnym sumieniem! Jeśli komuś to się nie podoba, to nie musi czytać moich tekstów.

Powtarzam jeszcze raz, że nie mogę się zgodzić z opinią Mateusza Bartla: „Cieszy zwłaszcza to, że sekundantem Radka został na stałe Grzesiek Gajewski, który jest uznanym teoretykiem na całym świecie od czasów wynalezienie wariantu… Gajewskiego”.

Grzegorz Gajewski nie wynalazł żadnego gambitu i nie jest uznanym teoretykiem w świecie. Odpowiednio to uzasadniłem. Ale faktem jest, że niektóre źródła nazwały ten wariant „Gambitem Gajewskiego”. Na pewno zgodna z prawdą jest ocena komentatora „Obserwator”: „Może pan Gajewski dzieli się swoimi pomysłami z innymi ludźmi, jak np: z Mateuszem Bartlem i Radosławem Wojtaszkiem”.

Moim zdaniem prawdziwa byłaby wersja: Cieszy zwłaszcza to, że sekundantem Radka został na stałe Grzesiek Gajewski, który jest uznanym teoretykiem w kraju i osobiście przyczynił się do rozwoju ostrego wariantu w partii hiszpańskiej, nazwanego nawet przez niektóre źródła gambitem Gajewskiego, który powstaje po ruchach: 1.e4 e5 2.Sf3 Sc6 3.Gb5 a6 4.Ga4 Sf6 5.0-0 Ge7 6.We1 b5 7.Gb3 d6 8.c3 0-0 9.h3 Sa5 10.Gc2 d5!?

Taka wersja nie budziłaby żadnych wątpliwości i byłaby zgodna z prawdą. To co przedstawił Mateusz Bartel jest nie do zaakceptowania!

Mam takie odczucie, że w ostatnich czasach w polskich szachach wytworzyła się bardzo niezdrowa atmosfera. Osoby mające inne poglądy od oficjalnej linii Polskiego Zawiązku Szachowego, stają się z miejsca wrogami polskich szachów. Za czasów prezesury Janusza Wody i Jana Kusiny pisałem też krytyczne artykuły i nikt mnie za to nie atakował.

Polska to nie Białoruś! Żyjemy w kraju cieszącym się od wielu lat pełną wolnością. Nikt nie neguje znaczenia opozycji, bo bez niej nie może być dynamicznego rozwoju Polski. Podobnie jest w sporcie i prezes Polskiego Związku Szachowego Tomasz Sielicki powinien w końcu to zrozumieć!

cze
16

Dzisiaj odbyła się w Essen premiera filmu dokumentalnego o życiu i karierze sportowej dwóch znakomitych bokserów Witaliego i Władimira Klitscho. Obaj pochodzą z Ukrainy, lecz od dawna mieszkają w Niemczech.

Ich wielką pasją są szachy. W czasie superturnieju w Dortmundzie 20 lipca 2002 roku doszło do pokazowej partii błyskawicznej pomiędzy mistrzem świata Kramnikiem i Witalim Klitscho. Partia zakończyła się remisem. Klitscho miał do namysłu 5 minut, natomiast Kramnik 1 minutę.

Byłem świadkiem tego niezwykłego spotkania. Zainteresowanie mediów było ogromne. Była to wspaniała reklama dla szachów.

Władimir i Witalij przy partii szachów

Remis w pojedynku Witalij Klitscho – Władimir Kramnik

cze
15

Mateusz Bartel na swoim blogu napisał: „Cieszy zwłaszcza to, że sekundantem Radka został na stałe Grzesiek Gajewski, który jest uznanym teoretykiem na całym świecie od czasów wynalezienie wariantu… Gajewskiego”.

Mam duże wątpliwości, co do zasług Grzegorza Gajewskiego w rozwoju teorii debiutów. Arcymistrz nie opublikował żadnej książki w tej dziedzinie i nie widziałem żadnego jego artykułu o wariantach debiutowych w prasie fachowej. A to jest przecież istotnym warunkiem oceny: „Uznany teoretyk”.

Co do wynalezienia przez Grzegorza Gajewskiego gambitu po ruchach: 1.e4 e5 2.Sf3 Sc6 3.Gb5 a6 4.Ga4 Sf6 5.0-0 Ge7 6.We1 b5 7.Gb3 d6 8.c3 0-0 9.h3 Sa5 10.Gc2 d5!? to mam też duże obiekcje. Na ten temat opublikowałem mały artykuł teoretyczny „Partia hiszpańska – ciekawy wariant!” w Panoramie Szachowej Nr 7/8 2010 roku i zwróciłem w nim uwagę, że ta idea została prawdopodobnie po raz pierwszy zastosowana w partii Martin-Maltz (Email 1995). Grzegorz Gajewski musiałby udowodnić, że wcześniej wpadł na tę koncepcję. Ale nie ma żadnych złudzeń, że polski arcymistrz ma swój wkład w rozwoju tego gambitu!

Grzegorz Gajewski w Wikipedii

cze
15

W Libii leje się krew, mimo tego dyktator Muammar al-Gaddafi gra sobie spokojnie w szachy! Jego przeciwnikiem był prezydent FIDE Kirsan Iljumszinow. Wywołało to szerokie komentarze w świecie i krytykę. Była to rzeczywiście dobra reklama dla królewskiej gry?

ChessBase News po niemiecku
ChessBase News po angielsku
Wiadomości po niemiecku
Inne wiadomości po niemiecku
Stanowisko Niemieckiego Związku Szachowego
Stanowisko FIDE

cze
14

Każdy ma prawo do wyrażania swych poglądów, bo to jest przecież dobrodziejstwo demokracji! Ale niedopuszczalne jest manipulowanie faktami w celu zdyskredytowania oponenta. Od „Shreka1953” mogłem spodziewać się konstruktywnej polemiki. Tymczasem skoncentrował się on na przekręceniu sensu mojego tekstu.

////////////////////////////

„Shrek1953” pisze (tekst oryginalny) na blogu Mateusza Bartla (09/06/2011 o 01:08)
Panie Krzysztofie!
Jak powiadają „uderz w stół…” takich trenerów „malkontentów” jest wielu a ten O Którym Wszyscy Wiemy z pewnością im przewodzi. jego problemy emocjonalne i to, ze jest niedoceniany i niszczony to wszystko jego problemy, które nie wiedzieć czemu maja się stać problemami polskich szachów. jakimś dziwnym trafem jak atakował naprawdę bezpodstawnie i osobiście i osobowo dyrektora Akademii to była to „rzeczowa i merytoryczna krytyka” podobnie jak i i taka zapewne jest krytyka polskich trenerów. Wynika z tego ,że juniorskie sukcesy zawdzięczamy tylko wyjątkowej odporności młodych ludzi na nauki . wystarczy zatem rozwiązać Akademię a trenerów- szkodników dać na trawkę zielona boć czas jest ku temu sprzyjający…
Ów trener -malkontent doszedł nawet do tego, że Dworecki to w sumie człowiek jakiejś minionej epoki, który nie wie co jest grane. Bo Małachow i wielu innych go nie czytało a są arcymistrzami i to nawet dobrymi. Dobry argument, chociaż zapytałbym ilu z tych lub innych arcymistrzów czytało książki Tego O Którym Wiemy i jak to ma się do ich klasy szachowej?

//////////////////////////////

Przypominam co napisałem:

Zalecam zapoznanie się z ciekawym wywiadem arcymistrza Małachowa Polemiki

Mnie najbardziej zaciekawiło stwierdzenie arcymistrza, że nigdy nie korzystał z podręczników Marka Dworeckiego, i mimo tego został silnym graczem. Dla mnie to nic nowego. W trakcie turniejów w Dortmundzie rozmawiałem z wieloma arcymistrzami z Rosji na temat szkolenia z książek Dworeckiego, którzy mieli podobne zdanie.

W tej chwili inaczej pracuje się nad szachami i najważniejszym poletkiem treningowym są otwarcia, aby w tej wczesnej fazie partii walczyć o uzyskanie przewagi. Tymczasem w Polsce jest inaczej. W czasie mojego uczestnictwa na trzech Akademiach Młodzieżowych Polskiego Związku Szachowego książki Dworeckiego były polecane przez trenerów jako pierwszoplanowa literatura. Natomiast znaczenie debiutów przesuwano na dalszy plan. Te skutki szkolenia widać wyraźnie w partiach naszej czołówki, gdyż repertuar debiutowy polskich arcymistrzów jest bardzo skromny i to nie wystarcza do rywalizacji z czołówką światową.

Może to jest właśnie przyczyną, że ta nasza „złota” młodzież na pewnym etapie swego rozwoju staje nagle w miejscu?

///////////////////////////////

Nie widzę tutaj miejsca, w którym wyraziłem się negatywnie o książkach Marka Dworeckiego. Wręcz przeciwnie, zawsze miałem o nich pozytywne zdanie i w swej pracy trenerskiej bardzo często z nich korzystałem. W moim tekście podałem tylko pewne fakty i przedstawiłem je jako wskazówki do pracy z młodzieżą. Może tutaj trzeba szukać tych właśnie prawidłowych rozwiązań? „Shrek1953” przeinaczył moją wypowiedź i to jest oczywiste i niedopuszczalne. Może ma jakiś w tym cel? Z tego co wiem, to znalazł stałą pracę w Akademii Młodzieżowej w roli trenera i jako publicysta w piśmie resortowym „MAT”.

Cytuję fragment interesującego emaila pewnego działacza:

Zawiść z pewnością stoi na pierwszym miejscu. Najzabawniejsze jest to, że Ty im nie przeszkadzasz, jesteś daleko. Proponujesz tylko pewne rozwiązania, których nie potrafią wymyślić, czy nie chcą zastosować. Zamiast po prostu zgodzić się czy modyfikować, to obrzucają Ciebie obelgami. To jest bzdura sama w sobie. Bo jeszcze rozumiem, że stając w obronie prezesa – ukochanego – liczą na profity. Ale niewybredne ataki, to totalna głupota!

cze
14

Od redakcji 1

O tym się mówi 2
MŚ szkół, Kraków 2011 3
MP do 14 lat, Suwałki 2011 8
ME w rozwiązywaniu zadań, Łowicz 2011 12
Partie komentowane 14
Krynica 2011 17
Sławoborze 2011 19
Szachowe epizody A.F. (18) 20
W sędziowskim kotle (57) 24
Nauka gry (90) 26
Poradnik sędziego (86) 30
Prenumerata 31
Rozwiązania kombinacji 31
Kombinacje

Od redakcji

Piękną obsadę miały Mistrzostwa Świata Szkół rozegrane w pierwszych dniach maja w Krakowie. Na starcie stanęli reprezentanci z 32 krajów, z czterech kontynentów. Okazało się, że szachy w szkołach są bardzo popularne na całym świecie. Liczne ekipy przybyły z Kazachstanu, Turcji, Azerbejdżanu, Chin, Mongolii, Sri Lanki, Peru, Zimbabwe, nie wspominając już o Rosji czy o naszej ekipie. Wiele krajów przygotowało piękne narodowe stroje, względnie dresy lub koszulki i znakomicie zaprezentowało się na pięknym otwarciu MŚ. Ponad 350 uczestników przemaszerowało od historycznego Barbakanu, ulicą Floriańską, przez Rynek Główny, na plac Szczepański, gdzie w krótkich przemówieniach powitano młodych szachistów i ich opiekunów oraz pokazano wspaniały spektakl baletowo-pantomimiczny „Szachy“ wg Jana Kochanowskiego.

Orszak prowadził jeździec ma koniu w historycznym stroju. Wraz z uczestnikami maszerował prezydent FIDE Kirsan Iljumżinow, który po raz pierwszy w historii przybył na światowe rozgrywki szkolne, spotkał się z uczestnikami i licznymi osobami towarzyszącymi i z uśmiechem pozował do zdjęć ze wszystkimi ekipami oraz uczniami. Wyniki naszych reprezentantów cieszą – Polki zdobyły 5 medali, w tym dwa złote, Polacy dodali dwa – złoty i brązowy.

Na Podlasiu, w Suwałkach, rozegrano MP do 14 lat w ramach Ogólnopolskiej Olimpiady Młodzieży. Podlaski Związek Szachowy nadał odpowiednią rangę i oprawę mistrzostwom, co oznacza, że powinna następować rotacja w przyznawaniu MP mężczyzn, kobiet i juniorów w różnych grupach wiekowych. Zarówno indywidualne, jak drużynowe MP powinny wędrować po całym kraju i propagować królewską grę. Dla wielu wojewódzkich związków czy klubów jest to często jedyna okazja zaprezentowania się władzom miasta czy województwa i tym sposobem wygospodarowania środków na szachy w kolejnych latach. Również Polski Związek Szachowy powinien wykorzystywać takie okazje do rozmów z marszałkami województw czy prezydentami miast. Tak, jak to czyni prezydent FIDE, który rokrocznie odwiedza dziesiątki federacji zrzeszonych w FIDE i to na różnych kontynentach. Zmartwiła tylko głoszona w kuluarach informacja, że był to już ostatni pożegnalny występ szachistów w OOM, bowiem Resort Sportu zamierza podobno wykreślić naszą dyscyplinę ze sportów halowych, czyli w ogóle. Nawet, jeśli to są tylko pogłoski, to trzeba rozpocząć walkę o utrzymanie finansowania naszych 14-latków przez Ministerstwo Sportu i Turystyki.

Rozegrane w Łowiczu ME w rozwiązywaniu zadań przyniosły nam tradycyjne medale indywidualne i drużynowe. Z podziwem patrzyłem na czwarty złoty medal bezkonkurencyjnego na świecie Piotra Murdzi, który ustanowił medalowe rekordy nie do pobicia. Szkoda tylko, że dobrze przeprowadzone ME wyeliminowały organizację MP w solvingu.

Andrzej Filipowicz
Redaktor Naczelny