Archiwum kategorii ‘Polemika z Mateuszem Bartlem’

wrz
30

Wielokrotnie podkreślałem, że zawodowy szachista powinien skoncentrować się na treningach i aktywnym uczestnictwu w godnych siebie imprezach. Tak jest na całym świecie. Zawodowcy bowiem muszą sami zadbać o swoją egzystencję. Nikt nikomu nie da pieniędzy za darmo. Starty w turniejach są więc nieodzowne. Zawodowcy żyją głównie ze zdobytych nagród. Życie szachisty nie jest więc łatwe. Niektórzy nie wytrzymują tego stresu i po jakimś czasie wycofują się z czynnego uprawiania szachów, albo traktuję grę jako hobby.

Aby osiągać sukcesy trzeba intensywnie i systematycznie się szkolić i grać. W żadnym wypadku nie można marnować cennego czasu na jakieś bezprzedmiotowe zajęcia, np. dyskusje na różnych forach, które prowadzą do niczego. Ten błąd popełnił przed laty mistrz Europy z 2002 roku Bartłomiej Macieja. Skutki tego okazały się fatalne. Arcymistrz stracił swój autorytet jako zawodnik i obecnie nie liczy się już w europejskich szachach.

Wszystko wskazuje na to, że podobną drogą zmierza Mateusz Bartel. Redagowanie „MATA” i prowadzenie bloga kosztuje wiele energii i dlatego w tym roku mistrz Polski zagrał tylko w jednym turnieju międzynarodowym. Ale najbardziej niepokojący jest styl walki młodego arcymistrza z ludźmi, którzy mają inne spojrzenie na problemy polskich szachów, niż on i jego pryncypał prezes Tomasz Sielicki. Wystarczy zaznajomić się z „twórczością” Mateusza Bartla na jego blogu.

24 września arcymistrz m.in. napisał: „I zapraszam do tworzenia swoich blogów na ChessBrains.pl – np. użytkownika Shrek1953. Jego wpisy są zawsze interesujące i merytoryczne – a przede wszystkim na poziomie…”

Moje gratulacje! Mateusz Bartel znalazł godnego siebie kumpla. „Shrekowi1953” poświęciłem na moim blogu i w tym temacie dwa wpisy. Proszę zaznajomić się z „Shrek 1953” polemizuje z 13 i 14 czerwca 2011. „Shrek1953” przez jakiś czas był bardzo aktywny na moim blogu jako komentator. Dopuszczałem jego jadowite i pełne nienawiści do pewnych osób wpisy. Ale miarka się w końcu przebrała. Nie mogłem dalej tolerować jego prostackiej „prozy”. Dostał bana! „Shrek1953” znalazł więc stały przytułek u swego idola.

W tym wpisie postanowiłem zdradzić wreszcie prawdziwe oblicze „Shreka1953”, gdyż byłem o to wielokrotnie pytany. Zresztą już to wcześniej uczyniono na innym zaprzyjaźnionym blogu.

Szanowni Państwo! Pod tym pseudonimem ukrywa się trener I klasy Waldemar Świć z Łodzi. Moi koledzy, którzy go osobiście znają, byli tą informacją całkowicie zaskoczeni. „Waldek to przecież fajny chłop. Co mu się stało, że produkuje takie bzdury. Może ktoś nim steruje, albo po prostu ma jakieś problemy…?”

Mnie też dziwi, że Waldemar Świć wdał się w pisaninę w takiej formie. Przypuszczam, że wchodzi tutaj w grę zwykła zazdrość. Na pewno nie może tego strawić, że w porównaniu z moimi osiągnięciami zawodowymi i szachowymi jest tylko malutkim Pikusiem!

Shrek1953 – zdjęcie znalezione w Internecie

wrz
28

Po ostatnim wpisie Mateusza Bartla na jego blogu otrzymałem sporo emaili od różnych osób z zapytaniem, dlaczego moje teksty – mimo takiej agresywności mistrza Polski i jego anonimowych popleczników – utrzymane są w tak łagodnym tonie. Wyjaśniam, że moim celem nie jest walka z chamstwem. Nie mam zamiaru dać się wciągnąć w bitwę w stylu niektórych osób, jaki jest prezentowany na blogu arcymistrza.

Kiedyś postawiłem sobie jasne zadanie wyjaśnienia problemu zdolnej polskiej młodzieży, która zdobywa medale na mistrzostwach świata i Europy i potem nagle znika z pola widzenia. Konsekwentnie dalej zdążam w tym kierunku. Nie odstraszą mnie więc kalumnie pod moim adresem, które są publikowane na blogu Mateusza Bartla, który jest oficjalnie reklamowany na witrynie Polskiego Związku Szachowego.

Komentowanie wpisów oraz zamieszczanie własnych tekstów na moim blogu jest dostępne dla wszystkich osób, pod jednym warunkiem, że teksty utrzymane są na odpowiednim poziomie intelektualnym. Tutaj przykładem są merytoryczne i o dużej kulturze wpisy Krzysztofa Kledzika, atakowane przez samego Mateusza Bartla i jego najwierniejszego fana Shreka 1953.

Zaznaczam, że nie jestem jedyny, który ma krytyczne spojrzenie na działalność Polskiego Związku Szachowego np. blog Zbigniewa Nagrockiego.

wrz
27

Po ostatnim swoim występie w Kavali (30 lipiec-6 sierpień 2011) było cicho na blogu Mateusza Bartla. Przypuszczałem więc, że mistrz Polski przygotowuje się intensywnie do kolejnych imprez. Wszyscy bowiem czekamy z niecierpliwością na udział młodego arcymistrza w jakimś renomowanym turnieju międzynarodowym, aby swoim fanom pokazać wreszcie klasę godną mistrza Polski!

Redaktor pisma „MAT” na pewno nie próżnował. To widać po długim wpisie w dniu 24 września na swoim blogu. Mateusz Bartel zapewnia już na początku swojego tekstu wszystkich swoich sympatyków, że jest nadal czynnym zawodnikiem. Ta wypowiedź mnie osobiście uspokoiła i bardzo ucieszyła. Czekamy Panie Mateuszu na czyny!

Następnie arcymistrz przystąpił do ataku. Obiektem tej akcji stałem się oczywiście ja. Mateusz Bartel drąży dalej temat mojej wypowiedzi dotyczącej partii Świercz-Piorun. Kolega, który pierwszy zauważył ten wpis, stwierdził w swoim emailu: „Mateusz chyba zerwał się z choinki. Przyczepił się jak rzep psiego ogona, a problem jest powszechnie znany”.

Powtarzam fragment mojego tekstu w kategorii „Polskie zwycięstwa” z dnia 23 sierpnia w tej kwestii:

Przy tej okazji chciałbym wyjaśnić jeszcze problem mojego komentarza w tekście „Vivat Darek!” z 15 sierpnia: Wyjątkowo zagrał przeciwko Piorunowi 1.d4, ale to była z pewnością uzgodniona partia.  Nie byłem na miejscu. Jest to więc moje przypuszczenie, które oparłem na następujących wnioskach:
1. Darek zagrał tylko w tej partii 1.d4.
2. Zawodnicy powtórzyli do 13 posunięcia partię Dambacher-Chenkin, Amsterdam 2005. Potem wykonali szybko kilkanaście mało znaczących ruchów i zakończyli partię remisem. Tutaj nie było żadnej walki!
Decyzja zawodników była – moim zdaniem – jak najbardziej logiczna. Partia była grana w 7 rundzie, kiedy obaj mieli jeszcze szanse na zwycięstwo w turnieju. Postąpili zgodnie z klasyczną taktyką turniejową: jako zawodnicy jednego kraju nie zrobić sobie krzywdy, odpocząć w tej rundzie i od następnej partii grać na pełnych obrotach.  Jestem więc przekonany o słuszności mojej oceny!

Tutaj jestem winny dokładnego wyjaśnienia. Imprezy szachowe mają swoją specyfikę. Niektóre turnieje trwają kilkanaście dni. Zawodnicy mają do rozegrania wiele wyczerpujących partii. Niektóre mogą trwać 5-6 godzin, albo jeszcze dłużej. Szachista musi mieć więc znakomitą kondycję, aby wytrzymać wszystkie trudy poszczególnych walk. W celu oszczędzenia sił, zawodnicy robią sobie często odpoczynek w pojedyńczych pojedynkach. Wystarczy obejrzeć zbiory partii z różnych turniejów. Nawet mistrzowie świata korzystają z tej formy „relaksu”.

Przypominam sobie pewną sytuację sprzed laty w trakcie turnieju w Dortmundzie. Jeden z zawodników dość szybko zremisował partię. Dyrektor turnieju poprosił o wyjaśnienie. Reakcja zawodnika była zdecydowana: „Myśli pan, że jestem maszyną szachową. Rozegrałem do tej pory pięć trudnych partii. Dzisiaj musiałem się odprężyć. Czekają mnie jeszcze trudne pojedynki”.

Moją ocenę pojedynku Świercz-Piorun oparłem właśnie na tych znanych przesłankach. To było przypuszczenie, a nie zdecydowana wersja! Jeśli obaj juniorzy grali rzeczywiście tę partię poważnie, to mogę w tej sytuacji tylko ocenić pracę trenera za błędne przygotowanie Dariusza do tego pojedynku. Nie zagrał 1.e4, co mu w pozostałych partiach przyniosło wiele punktów. Wybrany wariant był słaby i nie dał białym żadnej przewagi debiutowej. Także Piorun nie stanął na wysokości zadania, bo mógł zagrać lepiej! Czyli w tej rundzie można wystawić trenerowi Jakubcowi ocenę „2”.

Krytyczne uwagi Mateusza Bartla zmobilizowały mnie do wzięcia pod lupę jego twórczość. Okazuje się, że sam często korzysta z tej formy wypoczynku w trakcie turniejów. Wybrałem tylko kilka przykładów:

1. Szymczak-Bartel, Frydek-Mistek 1997, remis po 4 ruchach.
2. Deszczyński-Bartel, Warszawa 1998, remis po 13 ruchach.
3. Czerwoński-Bartel, Polańczyk 2000, remis po 17 ruchach.
4. Miśta-Bartel, Trzebinia 2000, remis po 6 ruchach.
4. Miśta-Bartel, Brzeg Dolny 2001, remis po 15 ruchach.
5. Gajewski-Bartel, Łączna 2002, remis po 15 ruchach.
6. Bartel-Gajewski, Warszawa 2006, remis po 15 ruchach.
7. Bartel-Soćko, Lublin 2008, remis po 16 ruchach.

cze
20

W prywatnej korespondencji z kolegami rozgorzała dyskusja o tym, czy Grzegorz Gajewski faktycznie odkrył ruch 10…d5!?, czy go tylko spopularyzował.

Osobiście uważam, i w tej kwestii nie jestem osamotniony, że nie można odkryć czegoś, co już było znane wcześniej. Argument, że jakiś fuszer zagrał pierwszy ruch 10…d5!? i to się nie liczy, jest – według mnie – nie do zaakceptowania. To byłaby dyskryminacja zawodników niższych kategorii i ich wkładu w rozwój szachów. Ten problem poruszyłem już dawno w artykule w Magazynie Szachista (12/2005). Wtedy napisałem: „Nie tylko arcymistrzowie potrafią wnieść do teorii szachów nowe idee. Praktycznie każdy szachista, niezależnie od klasy gry, może stać się autorem nowych i cennych pomysłów. Odrzucając, z reguły, partie misiów skazujemy się sami na dezinformację. co szczególnie w pracy nad debiutami ma bardzo duże znaczenie!”.

Nie można więc propagować jakiś abstrakcyjnych teorii, że tylko arcymistrzowie wiedzą najlepiej i tylko ich twórczość jest godna uwagi. W teorii debiutów jest wiele przypadków odkrycia jakiś koncepcji przez słabszych szachistów i ta informacja nie ginie w przestworzach. A to, że często pewne idee odkryte przez zawodników niższych klas, mają inne nazwy, to już jest inna sprawa. Takich przypadków w teorii otwarć jest rzeczywiście dość sporo.

Nie mam żadnych zastrzeżeń do nazwy „Gambit Gajewskiego”. Polski arcymistrz spopularyzował ten wariant i należy mu się za to miejsce w teorii debiutów. Ale powtarzam: nie mogę się zgodzić z oceną, że Grzegorz Gajewski zastosował nowinkę. Bo to jest niezgodne z prawdą!

Nie można opierać się wyłącznie na informacji jakieś osoby z Chess Base, która nie sprawdziła w banku z partiami, czy ta koncepcja była już wcześniej grana. Określenie „Nowinka 2007 roku” było zwykłą „kaczką dziennikarską”.

cze
19

Prawda – cecha wypowiadanych zdań określająca ich zgodność z rzeczywistością. W mowie potocznej oraz w logice tradycyjnej prawda to stwierdzenie czegoś, co miało faktycznie miejsce lub stwierdzenie nie występowania czegoś, co faktycznie nie miało miejsca.

Problemem zdefiniowania tego pojęcia zajmowali się filozofowie od starożytności. Klasyczna definicja prawdy pochodzi od Arystotelesa i jest to zgodność sądów z rzeczywistym stanem rzeczy, którego ten sąd dotyczy.

Wikipedia

Okazuje się jednak, że pewna grupa szachistów w Polsce nie rozumie tego pojęcia albo nie chce zrozumieć. Dowodem tego są komentarze dotyczące problemu wyjaśnienia przeze mnie autorstwa ruchu 10…d5!? Można je obejrzeć w części 12 tego tematu.

Wczoraj otrzymałem taką ocenę mojego dążenia do wyjaśnienia prawdy: „Nie rozumiem Pańskiej krucjaty. Właśnie w taki sposób zraża Pan do siebie ludzi. No na prawdę nie rozumiem, jaki w tym cel.”

Mam wrażenie, że niektórzy polscy szachiści wypracowali sobie nową teorię:

„Prawda jest pojęciem płynnym, która w swej codzienności zatraciła swe pierwotne znaczenie i można ją dostosowywać do każdej sytuacji. Tak, aby służyła pewnym celom”.

cze
18

Historia z gambitem Gajewskiego wywołała wiele emocji. Zaatakowano mnie ostro. Jeden z moich oponentów wysyłał nawet swe zjadliwe komentarze z różnych adresów emailowych, ale z jednego komputera. Oczywiście został bez problemu zdemaskowany. Kolega to tak skomentował: „Widocznie mu się nudzi i musi przypodobać się nowej władzy, a honor to zamierzchła przeszłość. To se ne vrati! Atakują Ciebie ze wszystkich stron, bo pewnie chodzi o coś większego. Było cudownie, a Ty piszesz, że nie jest tak wspaniale i sponsorzy mogą odkryć prawdę”.

Inny z moich obrońców tak się wyraził: „I tak zbyt pochlebnie piszesz o Gajewskim. Zastosowanie nieznanego wariantu i nawet dobra analiza nie daje jeszcze prawa do nazwy teoretyk. Po prostu przeanalizował wariant i zastosował go w odpowiednim turnieju. Teoretyk musi mieć liczne prace, a nie znalezienie jednego ruchu. Autorów nowinek jest wielu i nikt nie nazywa ich teoretykami. Analityków też jest masa i ich też nie nazywa się teoretykami. Analitykiem w obozie Ananda był Radek Wojtaszek. Bardzo skromnie mówiąc Szirowa, który wprowadził dziesiątki nowych ruchów i kontynuacji np. g4 w Philidorze, co ostatnio widziałem, to nikt nie nazywa teoretykiem. Teoretyk szachów to człowiek, który prowadzi badania teoretyczne, analizuje i publikuje nowe koncepcje gry, a nie zawodnik, który odkryje nawet 50 ruchów. To są dwie różne rzeczy”.

Otrzymałem jeszcze wiele innych ciekawych komentarzy. Dziękuję wszystkim za miłe słowa, które mobilizują mnie do dalszego pisania prawdy o polskich szachach!

Teraz do rzekomego odkrycia ruchu 10…d5!? przez Grzegorza Gajewskiego. W Wikipedii jest taki komentarz: W lipcu 2007 r. podczas turnieju w Pardubicach, Grzegorz Gajewski zastosował gambitową nowość 10… d5!? w partii hiszpańskiej[8], która pozwoliła mu odnieść efektowne zwycięstwo nad Wiktorem Kuzniecowem, a następnie została określona przez magazyn ChessBase „nowinką 2007 roku”[9]. Wariant, nazwany gambitem Gajewskiego, szybko stał się popularny i w tym samym roku zastosowali go m.in. Magnus Carlsen, Laurent Fressinet, Radosław Wojtaszek czy Kamil Mitoń.

Napisałem do redaktora tego tekstu i wyjaśniłem problem. Otrzymałem odpowiedź: „Oparłem się na źródłach Chess Base”. A ja właśnie w materiałach Chess Base, dokładnie w zbiorach partii tej firmy, już dawno znalazłem trzy partie korespondencyjne na ten temat, które były grane wcześniej. Załączam je niżej jako dowód.

W tej sytuacji trzeba skorygować tekst w Wikipedii np: Grzegorz Gajewski zastosował w lipcu 2007 r. podczas turnieju w Pardubicach gambitową kontynuację 10… d5!? w partii hiszpańskiej[8], która wcześniej została wypróbowana w turniejach korespondencyjnych. Efektowne zwycięstwo nad Wiktorem Kuzniecowem spowodowało duże zainteresowanie tym wariantem. Został nazwany gambitem Gajewskiego, szybko stał się popularny i w tym samym roku zastosowali go m.in. Magnus Carlsen, Laurent Fressinet, Radosław Wojtaszek czy Kamil Mitoń.

Uważam, że taka wersja oddaje prawdę. Jestem uczulony na prawdziwe informacje w publikacjach szachowych. Jest bowiem wiele błędów w różnych książkach. Sam też korzystałem wcześniej z radzieckiej literatury, w której gloryfikowano zasługi Rosjan. Omijano natomiast wkład zawodników innych krajów w rozwoju teorii debiutów. Dlatego w moich wcześniejszych książkach można spotkać pewne niedokładności. Staram się to korygować w nowszych wydaniach, korzystając z zachodniej literatury i informacji z Internetu.

Często można spotkać jeszcze dzisiaj komentowane partie z adnotacją: „Nowy ruch”, „Nowinka” itp. Komentatorzy nie zadają sobie trudu sprawdzić, czy rzeczywiście jest to zgodne z prawdą. Po konfrontacji z MEGA Chess Base, okazuje się, że rzekoma nowinka ma „długą brodę”. Dlatego apeluję do wszystkich komentatorów: sprawdzajcie to wszystko w zbiorach partii, które są ogólnie dostępne.

cze
16

Jeszcze raz podkreślam, że nie jestem publicystą jednej opcji. Dlatego przedstawiam obiektywnie wszelkie problemy naszej dyscypliny. Nigdy nie pisałem negatywnie o polskich szachach, szachistach czy Polskim Związku Szachowym. Zawsze pisałem prawdę. Opieram się tylko na prawdziwych faktach!

Nikt nie będzie mnie narzucał, co mam pisać i jak mam pisać. Czasy komunizmu już dawno minęły i nikt mnie nie zmusi do pisania tekstów w stylu „Propagandy sukcesu” albo „Wszystko jest super”!

Jestem Polakiem i mam prawo głosić w kraju takie poglądy, które są zgodne z konstytucją i własnym sumieniem! Jeśli komuś to się nie podoba, to nie musi czytać moich tekstów.

Powtarzam jeszcze raz, że nie mogę się zgodzić z opinią Mateusza Bartla: „Cieszy zwłaszcza to, że sekundantem Radka został na stałe Grzesiek Gajewski, który jest uznanym teoretykiem na całym świecie od czasów wynalezienie wariantu… Gajewskiego”.

Grzegorz Gajewski nie wynalazł żadnego gambitu i nie jest uznanym teoretykiem w świecie. Odpowiednio to uzasadniłem. Ale faktem jest, że niektóre źródła nazwały ten wariant „Gambitem Gajewskiego”. Na pewno zgodna z prawdą jest ocena komentatora „Obserwator”: „Może pan Gajewski dzieli się swoimi pomysłami z innymi ludźmi, jak np: z Mateuszem Bartlem i Radosławem Wojtaszkiem”.

Moim zdaniem prawdziwa byłaby wersja: Cieszy zwłaszcza to, że sekundantem Radka został na stałe Grzesiek Gajewski, który jest uznanym teoretykiem w kraju i osobiście przyczynił się do rozwoju ostrego wariantu w partii hiszpańskiej, nazwanego nawet przez niektóre źródła gambitem Gajewskiego, który powstaje po ruchach: 1.e4 e5 2.Sf3 Sc6 3.Gb5 a6 4.Ga4 Sf6 5.0-0 Ge7 6.We1 b5 7.Gb3 d6 8.c3 0-0 9.h3 Sa5 10.Gc2 d5!?

Taka wersja nie budziłaby żadnych wątpliwości i byłaby zgodna z prawdą. To co przedstawił Mateusz Bartel jest nie do zaakceptowania!

Mam takie odczucie, że w ostatnich czasach w polskich szachach wytworzyła się bardzo niezdrowa atmosfera. Osoby mające inne poglądy od oficjalnej linii Polskiego Zawiązku Szachowego, stają się z miejsca wrogami polskich szachów. Za czasów prezesury Janusza Wody i Jana Kusiny pisałem też krytyczne artykuły i nikt mnie za to nie atakował.

Polska to nie Białoruś! Żyjemy w kraju cieszącym się od wielu lat pełną wolnością. Nikt nie neguje znaczenia opozycji, bo bez niej nie może być dynamicznego rozwoju Polski. Podobnie jest w sporcie i prezes Polskiego Związku Szachowego Tomasz Sielicki powinien w końcu to zrozumieć!

cze
15

Mateusz Bartel na swoim blogu napisał: „Cieszy zwłaszcza to, że sekundantem Radka został na stałe Grzesiek Gajewski, który jest uznanym teoretykiem na całym świecie od czasów wynalezienie wariantu… Gajewskiego”.

Mam duże wątpliwości, co do zasług Grzegorza Gajewskiego w rozwoju teorii debiutów. Arcymistrz nie opublikował żadnej książki w tej dziedzinie i nie widziałem żadnego jego artykułu o wariantach debiutowych w prasie fachowej. A to jest przecież istotnym warunkiem oceny: „Uznany teoretyk”.

Co do wynalezienia przez Grzegorza Gajewskiego gambitu po ruchach: 1.e4 e5 2.Sf3 Sc6 3.Gb5 a6 4.Ga4 Sf6 5.0-0 Ge7 6.We1 b5 7.Gb3 d6 8.c3 0-0 9.h3 Sa5 10.Gc2 d5!? to mam też duże obiekcje. Na ten temat opublikowałem mały artykuł teoretyczny „Partia hiszpańska – ciekawy wariant!” w Panoramie Szachowej Nr 7/8 2010 roku i zwróciłem w nim uwagę, że ta idea została prawdopodobnie po raz pierwszy zastosowana w partii Martin-Maltz (Email 1995). Grzegorz Gajewski musiałby udowodnić, że wcześniej wpadł na tę koncepcję. Ale nie ma żadnych złudzeń, że polski arcymistrz ma swój wkład w rozwoju tego gambitu!

Grzegorz Gajewski w Wikipedii

cze
12

Wbrew temu, co głosi Mateusz Bartel, nigdy nie pisałem negatywnie o naszych szachach. Natomiast przedstawiałem prawdę o kondycji polskich szachów, oczywiście w oparciu o własne spostrzeżenia. Nie było moim celem szkodzenie naszej dyscyplinie, o co mnie niektórzy posądzają, lecz przedstawiałem pewne koncepcje w celu poprawy metod szkolenia polskiej młodzieży!

Natychmiast po osiedleniu się w Dortmundzie, rozpocząłem załatwianie zaproszeń dla polskich zawodników do startu w tutejszych turniejach. Skorzystała z tego duża grupa, m.in. Hanna Ereńska-Radzewska, Włodzimierz Schmidt, Jacek Gdański i inni. Załatwiałem też kontakty z organizatorami innych imprez szachowych na terenie Niemiec.

Przez kilka lat wysyłałem literaturę szachową znajomym i tym, którzy mnie o to poprosili. Tę listę mam w swoim archiwum. Zapewniam, że jest pokaźna.

Moja działalność publicystyczna w Polsce jest ogólnie znana. Napisałem sporo książek i artykułów fachowych dla polskiej młodzieży. Jest to na pewno spora cegiełka włożona w rozwój szachów wyczynowych w kraju!

O mojej idei połączenia poszczególnych sesji Akademii Młodzieżowej z konsultacjami poprzez pocztę elektroniczną i mojej czteroletniej współpracy tym sposobem z Radosławem Wojtaszkiem, pisałem już bardzo obszernie na mojej stronie w temacie „Akademia Szachowa” i „Komputery w szachach” oraz na moim blogu „Mateusz Bartel w nowej roli”.

Koncepcja ta uzyskała w wielu kręgach poparcie, jako nowoczesna forma dodatkowego szkolenia. Nie uzyskała jednak akceptacji dwóch szkoleniowców Polskiego Związku Szachowego Marka Matlaka i Ryszarda Bernarda. Dlaczego? Jeden z kolegów wyjaśnił mnie ten problem w taki sposób. Gdyby oni sami wpadli na ten pomysł, to ta idea zostałaby na pewno od razu wprowadzona w życie. Ale oni nie mogli dopuścić do tego, aby koncepcja Konikowskiego z Niemiec stała się jedną z form szkolenia polskiej młodzieży. Zresztą później, bo 1 czerwca 2005 roku, ci dwaj szkoleniowcy powołali Wirtualną Młodzieżową Akademię Szachową. Jej funkcjonowanie miało inny cel, ale tym sposobem Marek Matlak i Ryszard Bernard stali się prekursorami tej nowej formy szkolenia w szachach w Polsce!

Dlaczego ci dwaj szkoleniowcy uzyskali wsparcie zarządu PZSzach pod władzą Przemysława Gdańskiego i Jana Maciei w walce przeciwko mojej koncepcji i mojej kilkuletniej pracy na rzecz polskich szachów? Jest na to wyjaśnienie. Przytaczam artykuł Rafała Przedmojskiego, który został opublikowany w Panoramie Szachowej Nr 11 (143) listopad 2004.

Ten tekst wyjaśnia w pełni problem naszej dyscypliny w tamtym okresie. Panowie Przemysław Gdański i Jan Macieja postawili inne priorytety w polskich szachach. Tak więc moja koncepcja ogólnej poprawy metod szkolenia polskiej młodzieży nie wchodziła w ogóle w zakres ich pola działania.

Do walki ze mną delegowano syna Jana Maciei arcymistrza Bartłomieja – ówczesnego rzecznika PZSzach. Bitwa rozegrała się na forum Polskiego Związku Szachowego w 2003 roku. Szczegóły znajdziecie Państwo na mojej witrynie w temacie „Komputery w szachach”.

Obecnie tę rolę przejął rzecznik prezesa Tomasza Sielickiego arcymistrz Mateusz Bartel!

Akademia Szachowa
Komputery w szachach

cze
05

W rozwoju każdej dyscypliny sportowej uczestniczą:

1. Działacze – swym postępowaniem tak kierują swoją dyscypliną, aby rozwijała się z rozmachem i były sukcesy na arenie międzynarodowej. Ich zadaniem jest organizowanie imprez i pozyskiwanie sponsorów, także wspieranie sportowców i promowanie danej konkurencji. Działacz to osoba, która poświęca swój wolny czas na działalność. Jego nagrodą jest satysfakcja, że działa w dobrze zorganizowanym stowarzyszeniu, gdzie się go szanuje i wyróżnia.

2. Trener – ma jasne zadania: doprowadzić zawodników do wysokiej klasy sportowej. Powinien się też sam systematycznie szkolić i zdobywać nowe doświadczenia w swej pracy. Powinien wprowadzać ciągle jakieś ulepszenia w działalności trenerskiej, aby jego podopieczni podnosili swe kwalifikacje sportowe i osiągali sukcesy. Powinien być kreatywny w swym działaniu! Trener, który ma zawężone metody szkoleniowe do kilku stereotypowych czynności, nie może być przedstawiany młodzieży jako ideał szkoleniowca. Tak samo odnosi się to do trenera, który sam się nie szkoli, nie unowocześnia własnego warsztatu pracy i nie publikuje owoców swych doświadczeń w prasie fachowej.

Teoria rozpowszechniona przez pewne osoby w Polsce, że najlepszym trenerem to aktywny arcymistrz jest po prostu pozbawiona wszelkiej logiki! Wiadomo, że czynny zawodnik nie ma czasu na podwyższanie swej ogólnej wiedzy szachowej. Na przeszkodzie stoi aktywna gra turniejowa i tym samym ograniczenie swej wiedzy do poznawania kilku wariantów, które sam gra. Dlatego trener-zawodnik przekazuje swym podopiecznym tylko te systemy, które znalazły się w jego własnym repertuarze debiutowym. Nie interesuje go fakt, czy to odpowiada stylowi gry jego podopiecznych. On nie ma czasu na poznawanie nowych otwarć i nowych pozycji. Łączenie roli czynnego zawodnika z pracą trenerską jest w obecnych czasach wręcz niemożliwe. Takiego „trenera” interesuje przede wszystkim kasa!

Przypominam o paradoksach sprzed wielu lat, kiedy to połowa Polski grała obronę francuską. W ten sposób ograniczono m.in. rozwój twórczy Iwety Radziewicz. Wielu zagranicznych obserwatorów talentu tej zawodniczki słusznie oceniało, że powinna grać czarnymi obronę sycylijską, bo to pasuje do jej dynamicznego stylu gry. Ale tego problemu nie zauważyli krajowi szkoleniowcy, często aktywni zawodnicy. W ten sposób zmarnowano niezwykły talent tej szachistki! O przypadku Marcina Kamińskiego pisałem już wcześniej.

Trener z prawdziwego zdarzenia, który nie myśli o karierze zawodnika, ma tymczasem wszechstronną wiedzę. Zmusza go to tego sytuacja. Pracując z wieloma zawodnikami o różnych charakterach i stylu gry jest zmuszony do ciągłej nauki, permanentnego poznawania aktualnej teorii otwarć i wprowadzania nowych metod szkoleniowych. Oczywiście tak czynią ambitni trenerzy. Wykluczam tych, co pracę szkoleniową traktują przede wszystkim w celach zarobkowych.

Na bazie wieloletnich obserwacji twierdzę, że polscy szachiści nie rozróżniają pojęć: aktualna siła gry i wiedza szachowa. To powoduje fałszywe interpretacje co do roli trenera i zawodnika w naszej dyscyplinie.

3. Zawodnik – powinien intensywnie trenować, wzbogacać swoją wiedzę szachową i tym samym podwyższać swoje klasyfikacje sportowe. Powinien uczestniczyć systematycznie w ważnych imprezach i dążyć do uzyskiwania godnych uwagi wyników.

Tego nie robi na pewno mistrz Polski Mateusz Bartel. Zamiast trenować i uczestniczyć w silnych turniejach międzynarodowych młody arcymistrz zajmuje się „pisarstwem” i gadulstwem w sieci. Styl jego tekstów to typowy przykład młodzieńczej arogancji i braku szacunku dla kogoś, który dużo więcej wniósł dla rozwoju szachów.

Przypominam, że napisałem wiele książek i artykułów dotyczących teorii otwarć i innych dziedzin królewskiej gry. Publikowałem swoje analizy w wielu periodykach, jak „Sahovski Informator”, „New in Chess”, „ChessBase Magazin” itd. Wiele moich komentowanych partii i teoretycznych artykułów można znaleźć w znanych bazach firmy Chess Base: „MEGA”, „Encyklopedia debiutów”, opracowań z teorii otwarć i innych zbiorach partii.

Mieszkam w Dortmundzie od 1981 roku, gdzie corocznie odbywają się superturnieje. Od wielu lat mam więc możliwość rozmów z czołowymi zawodnikami świata na temat m.in. szkolenia w szachach. Te kontakty są dla mnie o wiele cenniejsze, niż gra w turniejach. Zbierałem doświadczenia w wieloletniej pracy szkoleniowej o czym następnie pisałem w artykułach w „Magazynie Szachista”, „Panoramie Szachowej” i „Szachy/Chess”.

Tak jak kiedyś trener piłki nożnej Kazimierz Górski potrafił na zasadzie obserwacji zawodnika ocenić jego klasę sportową i przydatność do gry w reprezentacji kraju, tak i ja jestem w stanie na podstawie rozegranych partii ocenić wiedzę i siłę gry zawodnika. Potrafię wskazać jego słabe i silne strony. Potrafię udzielić mu praktycznych wskazówek. Wynika to z mojej wiedzy szachowej, wieloletniego doświadczenia i dobrych intencji!

Przed laty przyrównałem mistrza Polski arcymistrza Tomasza Markowskiego do boksera walczącego jedną ręką. Odnosiło się to do jego bardzo skromnego i schematycznego repertuaru debiutowego. Zapowiedziałem, że jak nie wniesie nowych elementów do swojej gry, to skutek tego będzie marny. Markowski nie posłuchał moich dobrych rad i teraz widzimy tego następstwa: nie liczy się w Europie i kraju.

W 2003 roku przestrzegłem arcymistrza Bartłomieja Macieję przed dużym zaangażowaniem się w sieci, co nie pomoże mu to w podwyższeniu swych kwalifikacji szachowych. W komentarzach do jego partii, które publikowałem w „Magazynie Szachista”, zwróciłem uwagę na niedostateczną znajomość debiutów, co przy tej klasie zawodnika jest dużą słabością. Arcymistrz zignorował moje uwagi i teraz widzimy tego implikacje. Nie liczy się w Europie.

Już dawno zwracałem uwagę Radosławowi Wojtaszkowi na schematyczny repertuar debiutowy. Polecałem systematyczne wzbogacanie gry o nowości i wprowadzenie więcej dynamiki. Nie posłuchał. Ostatni turniej w Lublinie i liga francuska potwierdziły moje obawy. Podejrzewam, że te słabe wyniki to nie skutek przejściowego spadku formy, lecz rozszyfrowania przez przeciwników jego pasywnego stylu gry. Obym się mylił!

Na dobrej drodze do osiągnięcia świetnych rezultatów jest Dariusz Świercz. Ale jest jeden warunek, aby się prawidłowo rozwijał: należy grać i pogłębiać te pozycje, które dobrze rozumie. Grać aktywne szachy, bo mu to leży. Wykluczyć na razie warianty statyczne, bo w nich się źle czuje!

A teraz kilka słów do aktualnego mistrza Polski. Jeśli się myśli o karierze sportowej, to natychmiast powinno się rzucić redagowanie „MATA” i niepotrzebnych dyskusji na blogu. Mateusz Bartel ma trudności w rozgrywaniu fazy debiutowej. W grze przeciwko silnym zawodnikom ta słabość się mocno uwidacznia. Po zdobyciu mistrza kraju nie zagrał w żadnym silnym turnieju. To jest duży błąd!

Zarówno o mojej działalności zawodniczej, jak i trenerskiej pisałem kilkakrotnie na mojej stronie. Publikowałem też nazwiska moich podopiecznych.

Ciągle się mówi i pisze o zdolnej polskiej młodzieży, która po osiągnięciu 20 lat życia znika w tłumie. Co zrobiono w kierunku, aby to zmienić? Kiedy zaproponowałem zmiany w procesie szkolenia młodzieży to posądzono mnie o złe zamiary. Trenerzy, którzy zablokowali reformy w celu unowocześnienia metod szkolenia cieszą się dalej uznaniem. Polska jest krajem nowoczesnym i aktywnie rozwijającym się, ale Polski Związek Szachowy stoi w miejscu i preferuje dalej przestarzałe metody szkoleniowe, które nie przynoszą widocznych efektów.

Prezes Tomasz Sielicki zamierza zmienić wizerunek polskich szachów, ale czy to jest możliwe tylko z jednym liczącym się w świecie szachowym Radosławem Wojtaszkiem?

  • Szukaj:
  • Nadchodzące wydarzenia

    maj
    29
    pon.
    2023
    całodniowy Norway Chess
    Norway Chess
    maj 29 – cze 9 całodniowy
    Turniej z udziałem Carlsen, Firouzja, Giri, Nakamura, Caruana, So, Mamedyarov, Abdusattorov, Gukesh. Strona turnieju Partie i wyniki na chess24
    cze
    3
    sob.
    2023
    całodniowy Saint Louis Chess Club
    Saint Louis Chess Club
    cze 3 – cze 13 całodniowy
    Więcej informacji o turnieju.
  • Odnośniki

  • Skąd przychodzą

    Free counters! Licznik działa od 29.02.2012
  • Ranking na żywo

    2700chess.com for more details and full list 2700chess.com for more details and full list
  • Codzienne zadania

    Play Computer
  • Zaprenumeruj ten blog

    Wprowadź swój adres email aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez email.

    Dołącz do 156 pozostałych subskrybentów