Archiwum kategorii ‘Kontrowersje’

Maj
22

Po ukazaniu się ciekawej partii 348 otrzymałem od kilku Internautów informację, że pewne blogi krytycznie odniosły się do treści mojego wpisu:

////////////////////////

Swoje sukcesy turniejowe So zawdzięcza przede wszystkim świetnie opracowanemu repertuarowi debiutowemu, który został odpowiednio przygotowany do jego stylu gry i jest szeroki tematyczne (białymi gra 1.e4, 1.d4, 1.c4, 1.Sf3).

Zatem przykład godny naśladowania dla naszej czołówki krajowej!

////////////////////////

Tam twierdzi się – powołując się na jakiś nieznany mi artykuł w piśmie „Mat” – że Wesley So od pół roku ma nowego trenera Tukmakowa i zajmuje się przede wszystkim końcówkami.

Moje pytanie brzmi więc: A co robił So dotychczas? Zajmował się tylko grą końcową? Nie! Właśnie arcymistrz zajmował się przede wszystkim swym repertuarem debiutowym i dlatego doszedł do tak wielkiej klasy oraz pozycji w szachach światowych.

Wiadomo jest, że czołówka światowa pracuje intensywnie nad wszystkimi fazami gry. Arcymistrz So widocznie doszedł teraz do wniosku, że debiuty ma świetnie opanowane i trzeba poprawić swoją technikę w końcówkach! Jest to normalne działanie szkoleniowe w kręgach silnych zawodników, którzy dążą do wielkich sukcesów!

Niestety w polskich szachach jest grupa „fachowców” głoszących tezę, że gra końcowa jest najważniejsza, gdyż kończy partię. Komu mają służyć takie teorie, które nie mają żadnego logicznego uzasadnienia!?

Powtarzam, co było już kwestią wielu dyskusji na tym blogu, np.:

1.Jedyny liczący się w świecie polski arcymistrz Radosław Wojtaszek, który przekroczył w rankingu „2700”, jest specjalistą od debiutów. Możemy dyskutować nad jego stylem gry, ale swoją klasę osiągnął dzięki debiutom i z tego względu przez około 8 lat był w ekipie Ananda, który potrzebował właśnie specjalistę w tej branży: link.

2.Jan Krzysztof Duda – największa nadzieja polskich szachów: „Szachy to gra bezwzględna. Tak uważa Jan. W meczu koszykówki czy tenisa długo można odrobić nawet dużą różnicę punktów, w szachach źle rozegrany debiut, czyli 10–12 pierwszych posunięć, często kosztuje porażkę. Dlatego te debiuty – choć nie tylko – analizują z trenerem Kamilem Mitoniem. Pracują po 5–6 godzin dziennie. Na zawodach trener w nocy rozgryza rywali, a rano przekazuje Jasiowi, co powinien grać”: link.

3.Arcymistrz Włodzimierz Schmidt – Wiceprezes Włodzimierz Schmidt podkreślił, że słabe przygotowanie debiutowe jest problemem zarówno czołówki kobiet, jak i mężczyzn i zadeklarował gotowość nadzorowania pracy konsultanta debiutowego kadry kobiet i mężczyzn (Protokół z zebrania zarządu Warszawa, biuro PZSzach, Al. Jerozolimskie 49, 27 października 2012 r. godz. 10.00-18.00): link. 

4.Maciej Koziej- mistrz świata amatorów 2017: „Tajemnica sukcesu, to solidne przygotowanie debiutowe, ogrywanie pozycji z „Magnusem” (aplikacja), dokładne liczenie wariantów oraz odrobina szczęścia lub „pomocy z góry” (…) W przygotowaniu do partii skupiam się na debiucie, gra środkowa, końcowa czy trening kombinacji jest częścią mojego domowego treningu. Jednakże największą przyjemność czerpie z przeglądania debiutów. Fascynuje mnie mnogość idei oraz rozwiązań problemów jakie mogą powstać w określonych pozycjach. Przygotowanie odpowiedniego repertuaru debiutowego, ogarniam go na wspomnianej aplikacji oraz rozwiązywaniu zadań szachowy – klucz każdego domowego przygotowania. Samo zaś przygotowanie do partii to już przeglądanie partii przeciwników, analizowanie ich, oraz szukaniu odpowiedzi jak grać w powstałych pozycjach wzorując się na partiach czołowych arcymistrzów oraz sugestiach programów szachowych”: link.

5.Obecny mistrz Polski Kacper Piorun w wywiadzie w piśmie Polskiego Związku Szachowego „Mat” Nr 6 -2015 na stronie 13 na pytanie Pawła Dudzińskiego: A szachowo trenowałeś więcej, czy tyle samo co wcześniej? m.in. powiedział: …”Więcej tzn. podreperowałem się trochę w debiutach, bo wcześniej miałem problemy z uzyskaniem przewagi, albo chociaż pozycji „do gry”. Debiutowo czuję się teraz trochę pewniej…”.Kacper Piorun w momencie tego wywiadu miał 24 lata! Tymczasem powinien nad swoim repertuarem debiutowym zacząć trening około 10 lat wcześniej. Duże zaniedbanie jego trenerów, którzy zlekceważyli ten problem. Niewykluczone, że gdyby Kacper Piorun był wcześniej prawidłowo szkolony, to mielibyśmy już teraz zawodnika światowej klasy! Ostatnie wyniki sportowe tego szachisty wskazują bowiem na jego wielki potencjał twórczy. Wielka szkoda!: Link. 

////////////////////////

Jeszcze raz apeluję dlo naszej utalentowanej młodzieży: Jeśli chcecie osiągać znaczące sukcesy sportowe, to słuchajcie światowych autorytetów, np.:

Anatoli Karpow – mistrz świata w latach 1975-1985 oraz 1993-1999: Każda faza partii, otwarcie, gra środkowa i końcówka ma duże znaczenie. Jeżeli na początku gry, któraś ze stron uzyska przewagę materialną lub pozycyjną, to zniwelować ją w grze środkowej będzie bardzo trudno. W tej sytuacji do końcówki może w ogóle nie dojść. Bez poprawnej gry w debiucie, nie można więc myśleć o sukcesach w szachach.  

Garri Kasparow – mistrz świata w latach 1985 – 2000: Nie ma znaczenia jak dobrze grasz, nie możesz spodziewać się dobrych wyników, kiedy masz przegraną po debiucie.

 

 

 

Maj
15

Kontynuacja odcinka 104

Powracam do zamieszczonego zdjęcia. Od lewej strony widać Zbigniewa Czajkę – wieloletniego kierownika wyszkolenia PZSzach. Był całkowicie oddany szachom i swej pracy. Zbyszka poznałem na turnieju w Spale.

Potem spotykaliśmy się na różnych ogólnopolskich imprezach szachowych. Jako kierownik wyszkolenia był moim szefem w okresie 1978-1981, kiedy pełniłem funkcję trenera kadry Polskiego Związku Szachowego. Zbyszek był znakomitym organizatorem zgrupowań kadr. Mieliśmy różne podejście do problemów szkolenia młodzieży. On był za „masówką”, natomiast ja uważałem, że powinniśmy skoncentrować się na jakości, czyli zapewnić maksymalne warunki treningowe oraz starty w silnych turniejach wybranej (6-8 osób) grupie, ale zwiększyć wymagania w kwestii jej postępów sportowych.

Nie ulega żadnych wątpliwości, że wielkim fanatykiem królewskiej gry jest także Jerzy Moraś (na fotografii drugi z lewej strony). Jest największym wydawcą literatury szachowej w języku polskim. To jemu należy dużo zawdzięczać, że w ostatnich 20-latach ukazało się wiele wartościowych książek w rodzimym języku.

Opublikował wiele moich prac. W planie jest jeszcze kilka projektów. Przyjął moją propozycję wydawania Kwartalnika Teoretycznego, którego byłem redaktorem naczelnym. Od kilku lat redaguję dział teorii debiutów w piśmie „Panorama Szachowa”, którego jest wydawcą.

Fotografia została wykonana w Krynicy (wrzesień 1997). W środku widać wielkiego sympatyka szachów i znanego sędziego Zygmunta Rylla ze Skawiny. Z jego prawej strony stoi autor tego tekstu, natomiast z lewej Jerzy Moraś.

 

 

 

 

 

 

 

 

Maj
12

zr. chess.com

zr. fide.com

Maj
10

Kontynuacja odcinka 103

Wiceprezes PZSzach Andrzej Modzelan poruszył w swoim artykule problem pasji do szachów. To wiąże się oczywiście z pasjonatami naszej dyscypliny. Moja przygoda z wyczynowymi szachami rozpoczęła się w 1961 roku. Mogę śmiało powiedzieć, że od tego czasu w moim życiu spotkałem niewielu prawdziwych entuzjastów królewskiej gry, którzy swoimi bezpośrednimi czynami uczynili wiele pożytecznego dla polskich szachów!

W moim archiwum jest takie zdjęcie.

Zostało ono wykonane w 1999 roku w lokalu Polskiego Związku Szachowego na Czerniakowskiej. Po prawej mojej stronie stoi Jacek Żemantowski.

Przypomnę jego sylwetkę. Był jednym z najbardziej znanych dziennikarzy sportowych w Polsce. Jako młody człowiek chętnie oglądałem jego ciekawe wystąpienia telewizyjne.

Jacek Żemantowski był fanatykiem szachów, co często podkreślał w różnych wywiadach. W latach 1988-2000 pełnił funkcję prezesa Polskiego Związku Szachowego.

Osobiście poznaliśmy się na Memoriale Akiby Rubinsteina w Polanicy Zdroju w 1991 roku. Prezes podzielił się wtedy ze mną z problematyką szkolenia młodzieży. Był mocno zaangażowany w tej kwestii i już tam wspomniał o planach stworzenia centralnego szkolenia w ramach akademii młodzieżowej.

Potem spotkaliśmy się kilka razy w biurze Polskiego Związku Szachowego na Czerniakowskiej w trakcie mojego urlopu w Polsce.

Na początku 1999 roku byłem z wizytą w Warszawie. Wraz z wydawcą „Penelopy” Jerzym Morasiem odwiedziliśmy siedzibę związku.

Zostaliśmy przyjęci przez Jacka Żemantowskiego oraz Zbigniewa Czajkę. Prezes z dumą pokazał nam pomieszczenia biura po remoncie. Wyglądało to całkiem imponująco. Następnie prezes  pochwalił się, że sam odnawiał meble, które rzeczywiście pachniały jeszcze świeżością.

Za moich czasów, gdy byłem trenerem kadry PZSzach (1978-1981) lokal dzieliliśmy z łucznikami. Teraz szachiści mieli wszystkie pomieszczenia do swojej dyspozycji.

W pewnym momencie prezes poruszył problemy MASZ. „Nie ukrywam, że liczymy na duże postępy naszych kadr młodzieżowych, które w niedalekiej przyszłości powinny zastąpić naszych seniorów” – powiedział.

Z kolei ja podzieliłem się moimi spostrzeżeniami z pobytu na mistrzostwach świata juniorów w Duisburgu i Halle: Link.

Podkreśliłem, że we współczesnych szachach bez silnej początkowej fazy gry i optymalnie dopasowanego do stylu gry zawodnika repertuaru debiutowego nie ma większych szans na osiąganie liczących się sukcesów na arenie międzynarodowej. Dlatego ten aspekt szkolenia należy mocno uwypuklić w procesie treningowym naszej młodzieży.

Zbigniew Czajka oznajmił, że z akademią nie ma nic wspólnego. Jest ona w fachowej kompetencji Marka Matlaka oraz Ryszarda Bernarda. Niespodziewanie padła z jego strony propozycja, abym wziął udział w najbliższej sesji. „Może Jurek wniesie jakieś nowe impulsy”. Jacek Żemantowski przytaknął i tak niespodziewanie wszedłem do grona elity trenerskiej PZSzach!

Dla przypomnienia moje wrażenia z sesji w Zakopanem 1999: link.

Mimo tak wielkiego zangażowania dla polskich szachów Jacek Żemantowski miał w kraju swoich oponentów. Jednego z nich dobrze znam, ale nazwiska nie zdradzę!

Jacek Żemantowski był fanem gambitu królewskiego. To właśnie z jego inicjatywy organizowano Królewski Gambit Radomia. Turniej jest dalej kontynuowany i obecnie nosi jego imię. Kiedyś w biurze PZSzach prezes pokazał mi swoją efektowną partię w ulubionym gambicie. Zwierzyłem się mu, że kiedyś też to grałem i nawet zamierzam napisać o tym książkę. „Mam nadzieję, że otrzymam ją i to z autografem”. Niestety praca nad książką trwała kilka lat i nie zdążyłem spełnić swej obietnicy. Dla przypomnienia: link.

Jacek Żemantowski zmarł nagle w wieku 63 lat.

////////////////////////

Ten wpis wiąże się z tym tekstem: link.

Maj
08

Maj
07

Kontynuacja odcinka 6

W dzisiejszej 3 rundzie polskiej ekstraligi w Gorzowie Wielkopolskim Radosław Wojtaszek pokonał w ostrej partii byłego wicemistrza Polski Macieja Klekowskiego z Częstochowy.

 

Maj
05

Gość napisał: Przesyłam Panu część wywiadu Radosława Wojtaszka z bloga „Psychologia i szachy”. Jest tam wzmianka o Panu:

  1. W dość już dawno udzielonym przez Pana wywiadzie nie wymienił Pan jako swych trenerów Włodka Szyszkina i Jerzego Konikowskiego. Jaki był ich wpływ na Pana rozwój szachowy?Jak wyglądała współpraca z nimi?
  1. RW: W swojej karierze współpracowałem z bardzo wieloma trenerami, z niektórymi dłużej, z niektórymi krócej, od jednych nauczyłem się więcej, od innych mniej, dlatego ciężko jest mi wymienić ich wszystkich, a nie chciałbym o kimś zapomnieć. Jednak jasne dla mnie jest, że najważniejszymi byli: mój pierwszy trener Marian Wodzislawski i potem Artur Jakubiec, pod okiem którego zrobiłem ogromny skok i zacząłem zdobywać medale Mistrzostw Świata i Europy Juniorów. Ostatnio bardzo dużo dała mi także pomoc Bartosza Soćko, głównie pod względem przygotowania fizycznego i mentalnego. Odnośnie trenerów, o których Pan wspomniał to na pewno bardzo miło wspominam także współpracę z Włodkiem Szyszkinem, którego uważam za bardzo dobrego trenera, zresztą fakt, że tak wyszkolił Kamila Mitonia też o tym świadczy. Z Panem Jerzym Konikowskim także pracowałem przez pewien czas, był zresztą ze mną m.in. podczas MŚ do lat 20 w Indiach, dzięki niemu przez pewien czas miałem też dostęp do programów Chessbase co także ułatwiało trening w tamtym czasie. Miałem także wielu trenerów w ramach sesji Akademii Szachowej. Tak jak jednak wspomniałem, Pan Marian Wodzisławski i Artur Jakubiec dali mi zdecydowanie najwięcej w okresie juniorskim, za co oczywiście im bardzo dziękuję.

/////////////////////////////////////////////////

Rzeczywiście zostałem tym faktem mile zaskoczony. Radosław Wojtaszek nie przyznawał się od wielu lat do kontaktów ze mną. W tym wywiadzie został jednak praktycznie do tego zmuszony i nie mógł się już wyminąć jakąś wymówką.

O mojej współpracy z obecnym liderem polskich szachów pisałem wielokrotnie jako przykład możliwości wykorzystania poczty  elektronicznej i programu ChessBase do przekazywania materiałów szkoleniowych i analitycznych na odległość. W tamtych czasach ta metoda była jeszcze mało rozpowszechniona, gdyż trzeba było posiadać dobry komputer i szybki internet.

Ojciec Radka Jarosław ten problem rozwiązał pomyślnie, o czym jest tutaj mowa: link.

Jarosław Wojtaszek opisał moją fachową pomoc swojemu synowi. Nie było tylko dostarczania cennych materiałów szkoleniowych firmy ChessBase, do których w tym czasie niewielu krajowych zawodników miało dostęp. Były też rady, analizy itd. Radek w momencie rozpoczęcia naszej współpracy miał 12 lat i jego wiedza szachowa była niewielka. Chyba każdy doświadczony trener szachowy nie zaprzeczy, że 4-letnia moja pomoc dała Radkowi wiele korzyści.

Moje zangażowanie w tej kwestii nie znalazło jednak uznania u kierownictwa Młodzieżowej Akademii Szachowej Polskiego Związku Szachowego. Nie tylko, że nie poparto moralnie mojej pomocy Wojtaszkowi, to jeszcze przeszkadzano i wręcz ją zatajano.

Opisałem to tutaj: link.

Były jednak też głosy rozsądku i doceniania mojej inicjatywy, np. Jacek Bielczyk w piśmie Szachy/Chess 2002 (strona 81) napisał: Uważam, że formy oraz efekty Twojej współpracy, np. z Radkiem Wojtaszkiem, są wręcz wzorcowe, biorąc pod uwagę wszystkie uwarunkowania. Szkoda, że Jacek w tym czasie nie miał żadnej władzy w MASZ. Z pewnością ta wartościowa akcja byłaby szybciej wprowadzona w życie i moja praca znalazłaby uznanie. A stało się inaczej, co zostało opisane w wielu moich tekstach.

Ideą mojej propozycji była systematyczna pomoc tej młodzieży w ramach Młodzieżowej Akademii Szachowej, która nie miała na codzień możliwości kontaktu z trenerem. Do tej grupy zaliczał się także Radosław Wojtaszek z Kwidzynia. Wprawdzie Radek od pewnego czasu ciągle wspomina zasługi Mariana Wodzisławskiego, to w wypełnionej ankiecie zawodnika: link nie podał tego nazwiska, a było tam postawione takie pytanie.

W czasie naszej 4-letniej współpracy (2.10.1999 – 14.08. 2003) ani razu nie padło nazwisko tego szkoleniowca.

Proponuję lekturę: link 1 i link 2.

////////////////////////////////////

Chociaż Radosław Wojtaszek nigdy mnie oficjalnie nie podziękował (nawet w tym wywiadzie) za 4-letnią pomoc i tym samym poświęcenie mojego cennego czasu na dostarczaniu mu materiałów szkoleniowo-analitycznych oraz za fachowe rady, to ja mu teraz „serdecznie dziękuję”, że w końcu przyznał się do tej naszej współpracy! 

 

 

 

 

 

 

 

Maj
04

„Przeciętny (szachista – przyp. red.) zarobi powyżej średniej krajowej – jakieś 5 tys. zł. Lepszy: 10-15 tys. zł. Najlepsi w Polsce – jeszcze więcej. (…) Pierwsza nagroda na mistrzostwach Polski to 20 tys. zł. Moja najwyższa nagroda w mistrzostwach świata to 8 tys. dolarów” – Monika Soćko

„Da się wyżyć z tego sportu. W naszym kraju mamy co najmniej kilkunastu zawodowców. Są to ludzie po studiach, które dałyby im pracę, ale kochają szachy. Zarabiać możemy przede wszystkim grając w ligach zagranicznych. Czechy, niemiecka Bundesliga, liga w Islandii, liga w Grecji – jeździmy po całym świecie. Za ostatni brąz na mistrzostwach Europy dostałyśmy 3 tysiące euro” – Monika Soćko

„Za co więc ma żyć i trenować zawodniczka, skoro nie może za sukces otrzymać stypendium sportowego?” – Tomasz Delega

„Ja mam na wsparcie 3-4 tysiące na miesiąc od PZSzach” – Radosław Wojtaszek

„Bartosz Soćko przyznał w jednym w wywiadów, że stać go na porsche. Troszkę używane, ale jednak… – Przyznam się, że już w ubiegłym roku sam rozważałem kupienie sobie porsche – Radosław Wojtaszek

„Większość polskich arcymistrzów oprócz turniejów gra w zagranicznych ligach, które mają charakter zjazdowy i można tam dobrze zarobić. Ponadto wolny czas od własnych startów wypełnia się trenowaniem innych, czy wyjazdami na turnieje swoich podopiecznych. Wielu arcymistrzów pisze specjalistyczne książki” – Tomasz Warakomski

„W czołówce światowej są prawie sami mężczyźni. Można się zastanawiać, dlaczego tak jest. Sądzę, że decyduje o tym bardziej socjologia niż biologia. Problemem wielu dobrze zapowiadających się szachistek jest brak perspektyw. Zawodniczka budująca swoją karierę szachową rzadko może liczyć np. w Polsce na godziwe pieniądze. Musi borykać się z problemami finansowymi. Nic dziwnego, że wiele zdolnych kobiet wybiera studia, dom, pracę. Chcą mieć dobre życie, a nie pełne wyrzeczeń. W przypadku mężczyzn jest inaczej. Na najlepszych czekają pieniądze” – Radosław Wojtaszek

„W szachach można zarobić. Uczestniczę w ligach zagranicznych, prowadzę zajęcia szachowe. Nie narzekam”- Karina Szczepkowska-Horowska

„Jestem zawodową szachistką. Utrzymuję się z gry praktycznej, aczkolwiek jestem również trenerem i to jest główny mój zarobek, ponieważ według mnie ciężko jest się utrzymać z samej gry, ale oczywiście na odpowiednim poziomie szachowym jest to możliwe” – Klaudia Kulon