Archiwum dla maj, 2012
maj
28

Kontynuacja odcinka 16

Wiesław Niewiadomski – redaktor znanego portalu „Imperium Szachów” – wspierał mnie moralnie w trakcie dyskusji o Akademii.

Oto fragment jednego z emaili znanego trenera. Nie podaję nazwiska, ponieważ nie mam z nim obecnie kontaktów i nie wiem, czy życzyłby to sobie.

Autor poniższych słów zgodził się na podawanie jego tożsamości i część jego jawnych wypowiedzi wykorzystałem w przeszłości w różnych tekstach. Teraz nie wiem, czy miałbym na to jego zgodę.

Jeden z kolegów sam korzystał w swoim fachu z e-learningów. Jednakże nie odważył się w czasie dyskusji na publiczne wsparcie mnie, ponieważ był zapraszany na sesje Akademii jako trener i nie chciał w związku z tym zrażać sobie Ryszarda Bernarda. Oto fragment emaila zawodniczki, z którą  miałem kontakt przez wiele miesięcy w latach 2002-2003. Nie wiem, czy kiedykolwiek przyznała się do naszej współpracy, więc nie podaję jej nazwiska. Grała wielokrotnie w mistrzostwach Polski kobiet. W trakcie dyskusji na forum PZSzach o Akademii kontakt się nasz urwał. Ostatni jej email ma datę 1 września 2003.

Moja pomoc polegała na dostarczaniu zawodniczce materiałów szkoleniowych, wskazówek praktycznych i analiz. Graliśmy poprzez email dwie tematyczne partie, które niestety nie dobiegły do końca.

W trakcie jednych mistrzostw kraju zawodniczka przesyłała mi po każdej zakończonej rundzie swoje partie. Analizowałem je i moje uwagi odsyłałem z powrotem. Było to dla mnie duże obciążenie, gdyż nie byłem zawodowym trenerem. Wstawałem więc o 4 rano, aby zająć się tymi partiami  i o 7 jechałem do pracy. Nieraz partie przyszły wcześniej, więc analizowałem je do około 1 w nocy. Mimo tego były to dla mnie ciekawe doświadczenia.

Zwracam uwagę na taką możliwość. Zawodniczka i zawodnik mogą grać w jakimś oddalonym turnieju i mimo tego nie stracić konktaktu ze swoim trenerem, który może analizować partie i przygotowywać swoich podopiecznych do kolejnych pojedynków.

Tymi moimi doświadczeniami nikt się nie interesował, a jest to na pewno godne uwagi!

Polemika na forum PZSZach nie odstraszyła chętnych do zwracania się do mnie z różnymi problemami. Chętnie wszystkim pomagałem: dostarczałem materiały szkoleniowe, wysyłałem książki itd. Z tej pomocy korzystali nawet znani zawodnicy Patryk Łagowski i Kamil Mitoń. Mam w archiwum ich emaile, więc tego chyba się nie wyprą.

maj
27

Ukazał się czerwcowy numer miesięcznika „Rochade-Europa” zwierający wiele interesujących artykułów, komentowanych partii, fotografii itd.

Strona RE

maj
27

Kontynuacja odcinka 15

Ostatnio dużo czasu poświęciłem na szperanie po moim archiwum. Przez wiele lat zebrało się bardzo dużo materiałów na różne zagadnienia. Na pewno wykorzystam je przy okazji, ale na razie pozostanę przy aktualnym temacie.

Już pisałem wcześniej, że w trakcie dyskusji na forum PZSZach otrzymywałem sporo wspierających emaili. Autorzy nie  mieli nic przeciwko ich publikacji, lecz zastrzegali sobie anonimowość. Chciano bowiem tym samym uniknąć niegodziwych personalnych ataków, jakich ja osobiście doznałem.

Nie skorzystałem z tych propozycji. Uważałem, że powoływanie się na  na anonimowe teksty odwróci się tylko przeciwko mnie. Nawet ci, co podpisywali się własnym nazwiskiem byli narażeni na ataki.

Tomasz Tokarski z Torunia brał też udział w polemice, ale jego rzeczowe wypowiedzi były często torpedowane przez moich oponentów. Do największych z nich należał oczywiście Radosław Jedynak.

Załączone kopie postów są z prawej strony trochę ucięte, ale można bez problemu odczytać ich sens.

Tomasz Tokarski odniósł się w swoim poście do oceny treningu wirtualnego przez ojca Radosława Wojtaszka, który został zamieszczony w części 9 z 10 maja.

Błyskawicznie zareagował na to Michał Krasenkow, któremu też nie spodobał się mój artykuł „Quo vadis polskie szachy?”. Zwracam uwagę na sformuowanie arcymistrza: …gdyby Pan Jerzy nie opublikował tego w „Szachiście” – nie spotkałyby się jego propozycje z tak ostrą reakcją środowiska”.

Pisałem już o tym fenomenie wcześniej, że  moje popozycje może byłyby uznane przez ówczesne władze PZSZach za słuszne, ale opublikowałem artykuł w niewłaściwym piśmie!! Proszę zobaczyć mój komentarz z dnia 21 maja do części 15.

A teraz reakcja Radosława Jedynaka: Tomasz Tokarski to pseudonim Konikowskiego!

I odpowiedź Tomasza Tokarskiego:

maj
26

Pozycja 12

Mat w 3 posunięciach

Rozwiązanie jest w komentarzu

maj
26

EUROPA POD LUPĄ

   Nie można podważyć wielkich zasług prof.Normana Daviesa dla popularyzacji w świecie dziejów Polski, choć  wspaniałe dzieło „God’s Playground” doczekało się pewnych zastrzeżeń ze strony historyków. Dziś  jednak zajmiemy się innym dziełem profesora, a jest nim „Europe” ( Oxford University Press, 1996), wznowionym w r.1997 z poprawkami przez Random House w Londynie oraz w filiach tego wydawnictwa w Sydney, Auckland i w Południowej Afryce. Ten opasły tom liczy 1363 strony, stanowi też ambitną próbę przedstawienia historii Europy od czasów najdawniejszych do rozpadu imperium sowieckiego. Książka zawiera liczne mapy, ilustracje, przypisy, oczywiście indeks oraz cenne „capsules” czyli 1-2 stronicowe kapsułki wiedzy na wybrane tematy. Miłą niespodzianką są tu polskie kapsułki o cmentarzu łyczakowskim i o Katyniu, a  Davies przyznaje nawet, że „The Katyn Massacres presented a major embarrassement for British policy” z racji sojuszu Anglii ze Stalinem. Kiedy jednak zajrzymy głębiej w tom, ujawniają się różne mankamenty tej publikacji. I tak, dla przykładu wojna Batorego z Iwanem Groźnym jest tu prawie białą plamą, ograniczona do krótkiego zdania,a w dodatku jakże nieścisłego : „His succesful war against Ivan the Terrible in 1578-82 brought possession of Livonia” ( str.556). W istocie Inflanty w r a c a ł y do Rzeczypospolitej po zajęciu ich przez Iwana Groźnego, który w 1577 najechał je bez wypowiedzenia wojny. O tym, że to car rozpoczął konflikt Davies w ogóle nie wspomina, natomiast nieco dalej pisze skwapliwie, że za panowania syna Iwana, cara Fiodora, „…the country was invaded by Swedes, Poles and Tartars” ( str.557). A zatem ukrywa agresję Iwana Groźnego, natomiast z nas robi notorycznych najeźdców w książce przeznaczonej dla czytelników całej planety!  Nie wspomina też Davies, że w 1576 Iwan Groźny zawarł antypolski układ z cesarzem Maksymilianem II, który zakładał rozbiór Rzeczypospolitej: Litwę miał zająć Iwan, a Polska miała się dostać pod berło Habsburga. Zgon cesarza jesienią 1576 r. układ ten na szczęście unieważnił. Wszystkie powyższe opuszczenia sugerują wyraźną prorosyjskość brytyjskiego historyka, gdy omawia on relacje pomiędzy Polską a Rosją, zaś takie stanowsko bywa określane w języku angielskim jako „biased, partial”.  A kiedy Davies wspomina wyprawę hetmana Czarneckiego przeciwko Szwedom w Danii, nazwę tego kraju zastępuje nazwą półwyspu…Jutland ( str.556), być może by się nie narazić Duńczykom  w książce dla całego świata,  iż kiedyś korzystali z naszej pomocy, zresztą na mocy wzajemnego traktatu. Pomija  tu zarazem zasięg polskich możliwości militarnych, bo wielu czytelników nie skojarzy Jutlandu z Danią, a zatem  prof. Davies kluczy w sposób wyrafinowany. Na tej samej stronie pomija też rolę Czarneckiego w kampaniach przeciwko Moskwie w latach 1660, która nękała ziemie Rzeczypospolitej.

   Od historyka tego formatu co prof. Davies można także oczekiwać skrupulatności informacji, tymczasem według niego Zygmunt Waza był Szwedem ( str.555). Europejczycy – adresaci tego dzieła – mogą zrozumieć więc, że Polska znajdowała się pod szwedzką dominacją. Davies ostentacyjnie pomija to, że matką Zygmunta była Katarzyna Jagiellonka i że ten fakt zdecydowal o elekcji, ponieważ szlachta była rozmiłowana w tradycji jagiellońskiej.  Z kolei Stefan Batory jest „Transylvanian” ( str.555) tak jakby jego tytuł księcia Siedmiogrodu decydował o pochodzeniu etnicznym.  Zaskakuje też, że uczony tej rangi co Davies czasem opacznie interpretuje fakty. Oto król Stanisław Leszczyński nazwany został jako „leader of the pro-Swedish faction” ( str.653), podczas gdy w rzeczywistości Leszczyński kierował się polską racją stanu, natomiast to Karol XII upodobał go sobie na polskim tronie, zwalczając Augusta Sasa, protegowanego przez Rosjan. Leszczyński pragnął ujrzeć na polskim tronie jednego z synów króla Jana, lecz Sasi w r.1704 internowali obu Sobieskich na trzy lata w twierdzy Koenigstein. Podczas rozmów z Karolem XII Leszczyński nadal popierał kandydaturę Sobieskich, lecz swoją osobowością wywarł na Szwedzie tak wielkie wrażenie, że ten wręcz narzucił mu koronę. Czy w tej sytuacji można nazwać Leszczyńskiego liderem szwedzkiego stronnictwa ? Był on po prostu kandydatem i faworytem władcy Szwecji. Polskie sprawy rozgrywano ponad nami, to przemożna sympatia Karola XII do wojewody poznańskiego uczyniła go królem. Na polu elekcyjnym w 1705 r. nie zabrakło szwedzkich pułków.  Leszczyński był zwolennikiem reformy Rzeczypospolitej, ale nie zdążył jej dokonać, bowiem Karol XII w cztery lata później poniósł klęskę pod Połtawą. Bitwa ta zdecydowała o losach Europy, otwierając Rosji wrota do ekspansji, a nam odebrała polskiego suwerena. August II szybko odzyskal tron z pomocą cara Piotra, gdy Leszczyńskiemu zabrakło zbrojnej opieki Karola XII.

   Prof. Davies  w „Bożym Igrzysku” trafniej ujął ten okres dziejów: „Panowanie Stanisława Leszczyńskiego, króla elekcyjnego pod protektoratem szwedzkim” ( t.I, str.622), podając jednak mylnie datę jego koronacji, rok 1704, podczas gdy dopiero 4 października 1705 namaszczono Stanisława w Warszawie.

   Niezbyt ścisle przedstawia też Davies epizod powtórnej elekcji Leszczyńskiego w r.1733 : „ Stanislaw Leszczynski, twice elected king and twice driven out by Russians, took refuge in France. Having married his daughter to Louis XV he was given the Duchy of Lorraine…” ( str.659). Po pierwsze, pechowy nasz monarcha we Francji schronił się już po pierwszej abdykacji ( pomijając pobyt w Niemczech ), a córkę wydał za Ludwika XV dużo wcześniej, bo w r.1725. I to na prośbę swego zięcia wyruszył do Warszawy, by na kilka miesięcy zostać ponownie królem Polski. Rosyjska interwencja zmusiła go do powrotu do Francji, nie było to zesłanie jak czytamy w „Bożym Igrzysku” ( str.557). A o spaleniu przez Rosjan Gdyni i Sopotu w 1734, by uniemożliwić lądowanie Francuzów, Davies nawet nie wspomina. Pomija ten fakt również w „Europie”  zapewne by europejski czytelnik nie myślał źle o „braciach Lechitów”.

   Takie przemilczenia – podobnie jak  we wzmiance o wojnie z Iwanem Groźnym – wskazują, że prof. Davies dba o reputację Rosjan naszym kosztem. I oto historyk, który posiada imponującą wiedzę o naszych dziejach, pozwala sobie na „białe plamy”, kiedy omawia relacje polsko-rosyjskie.  Ale prorosyjskość jest od dawna „angielską chorobą”, można przytoczyć wiele jej przykładów, oczywiście w osobnym felietonie. Tłumaczy ona też beztroską wycieczkę Daviesa z Tuskiem 7 kwietnia 2010, by w Smoleńsku spotkać się z carem Putinem. A już wtedy można było dostrzec, że w obu państwach trwa kurs na reanimację „systemu” ze szkodą dla demokracji i że Platforma jest nie dla obywateli, lecz dla oligarchów. Niestety, wystarczy przymknąć oczy na te sprawy, na korupcję czy na „katastrofę” i na skandaliczne „śledztwo” , a można wtedy zostać nawet doradcą premiera, który rozdaje smoleńskie srebrniki.

   Czyżby prof.Davies należał do owej sekty ślepców, która – zdaniem argentyńskiego pisarza Ernesto Sabato – rządzi światem ?

   Nie da się w jednym felietonie obejrzeć pod lupą opasłego tomu „Europy”, nawet w kontekście wzmianek o Polsce. A na przykład wojna polsko-bolszewicka z lat 1919/20 w ujęciu Daviesa prosi  o glosę w innym terminie, najlepiej z okazji z sierpniowej rocznicy zwycięstwa pod Warszawą. Cenię wysoko olbrzymią wiedzę prof.Daviesa i jego dążenie do obiektywności, jednak nie można przejść obojętnie obok pewnych jego manipulacji czy nieoczekiwanych zatuszowań historycznej prawdy. A szczególnie robi się  smutno, kiedy polskie dzieje traktuje po macoszemu właśnie w takim dziele ( skądinąd imponującym ) jak „Europe”, bo przeznaczonym dla odbiorców rozsianych po całym świecie.

Marek Baterowicz

maj
25

W miesięczniku „Magazyn Szachista” (maj 2012) w swoich wspomnieniach Andrzej Filipowicz przypomniał sylwetkę warszawskiego szachisty Emanuela Sztejna.

Emanuela Sztejna poznałem bliżej w czasie olimpiady na Malcie w 1980 roku. Znaliśmy się oczywiście wcześniej z różnych imprez szachowych na terenie kraju. Ale dopiero spotkanie na Malcie przybliżyło mi postać Emanuela, który okazał się człowiekiem o niezwykłej kulturze.

Emanuel dał mi swój adres i zaproponował wymianę listów. Korespondencję kontynuowaliśmy po moim osiedleniu się w Niemczech.  Wysyłałem mu też moje książki wydane w Niemczech i w USA.  Emanuel rewanżował się literaturą historyczną w języku polskim wydaną w USA.

Bywał często w Berlinie. Kilka razy umawialiśmy się na spotkanie, ale jakoś ciągle coś w ostatniej chwili stanęło na przeszkodzie. Byliśmy jednak w stałym kontakcie telefonicznym. Emanuel w pewnym  momencie zaproponował mi wspólne napisanie książki o polskich szachistach żydowskiego pochodzenia. Miał już wydawcę, który był zainteresowany tym tematem. Zgodziłem się i w ciągu kilku miesięcy miałem gotową moją część. Niestety nie doszło do realizacji planu, ponieważ Emanuel zachorował.

W 1999 roku spędzałem z żoną urlop w USA. Wcześniej umówiliśmy się, że go odwiedzę w Orange, gdzie mieszkał. Zgodnie z ustaleniami zadzwoniłem do niego w celu uzgodnienia terminu przyjazdu. W słuchawce usłyszałem słaby głos Emanuela: „Nie czuję się najlepiej. Odłóżmy spotkanie na później” – zaproponował. Była to nasza ostatnia rozmowa.  Emanuel wkrótce zmarł. Miał raka.

Wspomnienia

maj
25

Zadanie 16

Białe zaczynają i wygrywają

Rozwiązanie jest w komentarzu

maj
25
Znakomity polski reżyser Roman Polański jest także sympatykiem królewskiej gry.

Roman Polański i Jerzy Jeszke

„Wśród moich przyjaciół w Polsce było wielu utalentowanych ludzi. Mnie zawsze przejmowało, że nie mieli możliwości pokazania swojego talentu. Imponowało mi, że mogę pokazać Francuzom czy Anglikom, że w Polsce mamy zdolnych ludzi.” (Roman Polański, ‚Wprost’ 2012)

maj
24

Minionej niedzieli rozegrany został XV Królewski Gambit Radomia. Zwyciężył arcymistrz Robert Kempiński (KSz Polonia Warszawa), który wyprzedził Mateusza Bartla (KSz Polonia Wrocław) i Bartłomieja Macieję (KSz Polonia Warszawa). W turnieju startowało 19 arcymistrzów i arcymistrzyń.

Dokładne wyniki

Galeria Marka Skrzypczaka

maj
21

Kontynuacja odcinka 14

Dyskusja o unowocześnieniu MASZ nie miała żadnych szans na powodzenie. Mój artykuł „Quo vadis polskie szachy?” został uznany przez Bartłomieja Macieję za donos do Polskiej Federacji Sportu i tę tezę podchwycili inni zwolennicy ówczesnego kierownictwa PZSZach. Bartłomiej Macieja posunął się jeszcze dalej stwierdzeniem, że jako słaby zawodnik nie mam odpowiedniej wiedzy do pracy szkoleniowej ze starszą młodzieżą i moje książki i artykuły zawierają liczne błędy i są przydatne tylko amatorom.

Młody arcymistrz przekręcał często fakty i przedstawiał mnie i moją działalność trenerską w negatywnym świetle. Krytykował zdecydowanie moją ideę wprowadzenia dodatkowych konsultacji dla polskiej młodzieży poprzez Internet.

Zdecydowałem się na nie zamieszczanie tych wypowiedzi na blogu, ponieważ jest tego wiele i argumenty Maciei ośmieszają tylko nasze środowisko. Jednocześnie chciałbym jak najszybciej skończyć ten temat.

Ograniczę się tylko do najważniejszych tekstów.

 

W pewnym momencie Michał Krasenkow wezwał do zakończenia polemiki:

  • Szukaj:
  • Zwiastun

  • Odnośniki

  • Skąd przychodzą

    Flag Counter
  • Ranking FIDE na żywo

  • Codzienne zadania

    Play Computer