Archiwum kategorii ‘Baterowicz, Marek’

Mar
23

Autorem wiersza na aktualny temat jest Marek Baterowicz – szachista, publicysta i poeta.

///////////////////////////////////

KLĄTWA

Klątwa spadła na Ziemię

jak nieprzebrana szarańcza

mnożąc się w powietrzu

i krążąc w naszych żyłach

– zaraza okrutniejsza od cyklonu,

bezlitosna jak tsunami,

nieszczęście na miarę dżumy,

klęska gorsza od  ognia i głodu,

plaga która dręczy narody

jak erynie szarpiące swe ofiary,

kala dzieło Stworzenia,

gdy głupota stała się perfidią.

Śmierć dotyka nas

nie rozróżniając

zadżumionych od błogosławionych,

którzy wierzą

i nadzieję złożyli w Panu

płosząc klątwę modlitwą.

Ta klątwa nie jest od Boga,

ale od nas samych,

z naszej pychy i cierni,

rzuciliśmy ją na nasze domy i głowy,

i na własne dzieci.

19 marca 2020AD

Marek Baterowicz

Mar
11

Autorem felietonu na aktualny temat jest Marek Baterowicz – szachista, publicysta i poeta.

////////////////////////////////

W niedzielę 8 marca australijska TV ( kanał 9 ) w programie „60 minutes” przedstawiła plagę coronovirusa, która z dnia na dzień czyni takie postępy, że zamyka się kolejne szkoły i być może powoli stanie w miejscu wszystko. W Hiszpanii i w Italii zamknięto nie tylko szkoły, ale i ośrodki dla emerytów, w pewnych regionach nie odprawia się mszy, nie udziela ślubów. Trwa ścisły nadzór nad przepływem obywateli, a w wielu miastach są izolowani w domach. Wirus sparaliżował 23 prowincje, a od 10 marca rząd objął restrykcjami całe Włochy. Obawiam się, że powoli w Australii zmierzamy w tym kierunku (  w NSW już 55 zakażeń ), narazie jednak kluby są otwarte, ludzie w nich tańczą lub grają w maszyny. Rzadziej w szachy, bo tylko jeden wieczór w tygodniu. Jednak w Australii zmarły zaledwie trzy osoby, natomiast we Włoszech aż 463 – a czego dowiemy sie jutro ? W nocy z 6 na 7 marca tylko w Rzymie liczba zakażeń skoczyła z 620 na 1145, a więc prawie się podwoiła. Po Chinach to drugi kraj dotknięty tak mocno coronowirusem, choć sytuacja w Iranie też dramatyczna.  Zdaniem moich korespondentów w Italii to wina władz, bo zbyt późno zawieszono loty z Chin, dopiero w lutym. I tysiące chińskich turystów – bez medycznej kontroli na lotniskach – podziwiało włoskie zabytki. Włosi krępowali się wstrzymać loty z Chin, by nie posądzono ich o…rasizm jak piszą mi znajomi z Ligurii i Sycylii. Tak jakby wirus miał jakieś etniczne oblicze, oczywista bzdura. I teraz ponoszą konsekwencje tej śmiesznej politycznej poprawności. Cały kraj w kleszczach coronowirusa. Premier Conte, by dodać ducha rodakom, nazywą tę „czerwoną strefę”, strefą ochronną. Niestety, wiele wskazuje, że wirus przenosi się w powietrzu – czy wystarczy więc ten jeden metr dystansu wobec bliźniego twego ?

W Australii jeszcze epidemia nie rozprzestrzeniła się tak dalece, ale są już oznaki, że podąża w tę stronę, a właśnie zamyka się kolejne szkoły, gdyż kilkoro uczniów zakaziło się wirusem. Nie bardzo wiadomo od kogo. Niedawno dowiedziałem się o niesłychanej beztrosce ( a nawet bezmyślności ) departamentu zdrowia w NSW. Oto Giulio, syn naszej znajomej, wraca do Sydney z Korei Południowej ( gdzie pracował )  i zalecono, aby się izolował w mieszkaniu swej matki (!). Giulio ( jeśli chory ) może jej sprzedać wirusa, a ona potem zakazi tabun dzieci, bo zawodowo opiekuje się dziećmi. Ktoś zupełnie lekceważy tu podstawowe normy prewencji. A jest już ponury precedens, bo przedwczoraj w Melbourne u jednego lekarza stwierdzono coronovirusa, a miał kontakt z 70 pacjentami. Oczywiście wszystkich umieszczono na kwarantannie. W Wiktorii jednak przedwczoraj oficjalnie podano tylko 7 przypadków zakażenia wirusem, dzisiaj być może jest ich więcej. Za to w NSW i Queensland jest ich dziesiątki.

Dwa tygodnie temu, kiedy epidemia w Australii była w stanie embrionalnym, grało się w klubach i w szachy. I ujrzałem zabawną scenę: oto jeden starszy Australijczyk  rozgrywał towarzyską partię z małym Chińczykiem, może dziesięcioletnim. Obok Australijczyka siedziała jego żona, Polka, z którą rozmawiałem o zarazie w Wuhan. Usłyszał, że  narzekamy na brud, który wywołał tę epidemię, bo trochę zna polski. I nagle zaczął nam wtórować: „Tak, brudasy, brudasy…” – a mały Chińczyk niczego nie rozumiał, może myślał, że starszy pan oferuje mu remis ?

O brudzie i braku higieny w tamtych krainach sporo było właśnie we wspomnianym na początku programie TV na kanale 9- tym. Pokazano chińskie rynki z psami, kotami i innym stworzeniem ( ponoć i nietoperze) , które Chińczycy jadają nie tak rzadko, a nawet bardzo często. Handel tym posępnym mięsem przynosi duży dochód, żyją z tego nieźle mało legalne sitwy, ale właśnie tam jest źródło zarazy jak utrzymują niektórzy. Jeśli tak, to niechże władze Pekinu wezmą się za ten dość makabryczny handel i wytępią przyczyny epidemii. Rzecz niestety niełatwa, bo targi z tymi zwierzakami są nie tylko w Chinach, ale w Burmie, Korei, Tajlandii, Laosie, Wietnamie czy w Indonezji.  Mission impossible ?  Może dlatego Pekin woli niszczyć demokrację w Hong Kongu, bo przecież o wiele łatwej polować na studentów.

Tymczasem mamy kolejny czarny dzień na giełdach światowych, pogłębia się też kryzys paliwowy – Arabia Saudyjska nie dogadała się z Rosjanami. Przewiduje się nowy spadek na giełdach. Coronowirus może uderzyć w australijską gospodarkę mocniej niz globalny kryzys finansowy.  A w Irlandii odwołano wszystkie parady z okazji Św.Patryka. We Francji ( zmarły już 33 osoby) zamyka się też szkoły i ogłoszono zakaz zgromadzeń, więc mecze piłkarskie rozgrywa się bez widowni. Republika w Marszu ( partia prezydenta Macron ) też drepcze w miejscu rozważając nowe restrykcje. A coronawirus penetruje wszystkie sfery i hierarchie: zakaził dyrektora biura prezydenta i jednego z ministrów. Ale Macron odważnie chodzi bez maseczki, choć wszyscy mają cykorię.

Tylko w Korei Północnej nie przejmują się coronawirusem i dalej testują rakiety mimo protestów Japonii. Kurs na konfrontację militarną z południową Koreą i USA trwa w najlepsze, nie powstrzymały go negocjacje Trumpa. A Południowa Korea zmaga się z epidemią wirusa, która przybrała poważne rozmiary i Australia zawiesiła loty z Seulu, a dzisiaj z Włochami. Zagrożona jest Japonia, a tylko optymiści wierzą, że uda się ocalić olimpiadę w Tokio!

Z każdym dniem przybywa chorych i zmarłych.

                                                                                                                Marek Baterowicz

 

 

 

Sty
09

Autorem felietonu na aktualny temat jest Marek Baterowicz – szachista, publicysta i poeta.

///////////////////////////////

Obszary zajęte przez ogień w Australii od 5.12 do 5.01 (NASA/Anthony/TwitterThe Big Data Stats)

///////////////////////////////

APOKALIPSA  Z PŁOMIENI – od kilku miesięcy w Australii szaleją pożary buszu, niestety  wielu stanach – z początku w Queensland, potem w Nowej Południowej Walii ( ze stolicą Sydney), w Zachodniej Australii ( stolica Perth), w Australii Południowej ( Adelajda) i znowu w Wiktorii w zalesionym rejonie Gippsland, który w roku 1840 – po zdobyciu szczytu Kościuszki –  przemierzał Paweł Edmund Strzelecki nadając mu właśnie tę nazwę na cześć gubernatora Nowej Południowej Walii Sir George’a Gibbsa.  Tym szlakiem dotarł do Melbourne, które było wtedy małą osadą, a dziś jest okazałą stolicą stanu Wiktorii.

Żywioł ognia trawi Australię, sytuacja jest z dnia na dzień bardziej tragiczna: spłonęły już prawie dwa  tysiące domów i obszar wielkości Belgii. Do 2 stycznia br. tylko w NSW spaliło ponad 1300 domów. W płomieniach lub w innych wypadkach zginęło 17 osób,  w tym strażacy i ochotnicy do walki z nawałnicą płomieni. Ostatnio jednak dodano 28 zaginionych, można dopisać ich do ofiar. Przybywa ich codziennie. A spalonych posiadłości i rezydencji ich właścicieli  już chyba się nie odbuduje. Największym pechowcem był jeden pan, który stracił w ogniu też całą kolekcję starych aut, w tym modele z lat 30-tych. Czy były ubezpieczone ? Skala pożogi jest tak ogromna, że firmy ubezpieczeniowe chyba splajtują. I przybywa bezdomnych.

Znajoma z Gór Błękitnych ( około sto kilometrów od Sydney) relacjonuje, że do ogrodu musi wychodzić z maseczką, bo smog jest dotkliwy i czasem nie widać domów sąsiadów. Jest zakaz podlewania roślin w ogrodach, a strażacy chodzą po buszu i podpalają ściółkę, którę natychmiast potem gaszą. To jedna z metod zapobiegania większym pożarom. Panuje już stan wyjątkowy, do pomocy wezwano wojsko. A strażacy z Kanady i USA  pomagają od paru miesięcy. Po Nowym Roku mają przybyć dodatkowi strażacy z USA i z Francji.

W ogniu giną setki, chyba już tysiące zwierzątek – zwłaszcza koali, possumów i wombatów. To wielka tragedia. Tylko szybkie kangury mają szanse uciec przed płomieniami, ale nie zawsze, bo np. w strefie Batemans Bay spaliło się 60 kangurów. Płoną też ule z pszczołami. W TV pokazano wzruszającą scenę: jeden pan poi wodą z butelki zranionego possuma, który siedzi mu na kolanach. Possumy panicznie boją się ludzi, jeśli possum pozwolił się napoić bez oporu, to znaczy, ze jest mu już wszystko jedno! Wobec groźby ognia człowiek staje się przyjacielem!

Z każdą godziną powiększają się obszary objęte pożogą, ostatnio nowe pożary wybuchły kilkaset kilometrów na południe od Sydney, np. zgorzało prawie całe miasteczko Cobargo ( NSW) czy Orchard  Hills. 1 stycznia media podały, ze w tym rejonie spłonęło 176 posiadłości, a żywioł szaleje dalej. Zgorzało też miasteczko Mogo ( NSW), a około 4 tysiące ludzi z okolic schroniło się na plaży w Batemans Bay i będa ewakuowani drogą morską. Marynarka wysłała okręty po turystów i mieszkańców z Mallacoota. Dotknięte pożogą są tereny South Coast ( NSW).  Cud, że ocalało ( narazie!) ZOO w Mogo Wildlife Park, gdzie przebywa ponad 200 zwierząt ( żyrafy, zebry, nosorożce, goryle, a nawet „big cats”, a więc zwierzaki dość niebezpieczne ( wg „Sydney Morning Herald”, 1 stycznia 2020). Niestety, wieczorem 1 stycznia TV już podała, że ten egzotyczny zwierzyniec w Mogo Park jest zagrożony. Trzeba dodać, że pieką się żywcem zwierzęta domowe ( krowy, owce), których nie dało się uratować ( „The Daily Telegraph”, 2 stycznia br, str.4). Nakaz ewakuacji dostało kilkuset mieszkańców okolic Góry Kościuszki.

Nowa fala pożogi dotknęła Gippsland East, z dymem poszło ponad 50 posiadłości, a przypuszcza się, że spalą się jeszcze setki. Strażacy ciężko pracują, aby nie połączyły sie pożary w Gippsland z falą ognia wznieconą przez pioruny w Alpine National Park.  Spłonęło też Clifton Creek ( Wiktoria), położone 300 km od Melbourne, nad którym unoszą się – choć nie nad wszystkimi dzielnicami – dymy z South Gippsland. Prognozy są bardzo ponure, z końcem tego tygodnia warunki „ogniowe” mają się nagle pogorszyć i mogą wybuchnąć pożary w nowych strefach Australii. A do tego zaczyna brakować zaopatrzenia, benzyny i energii na spustoszonych terenach ( NO FOOD, NO FUEL, NO POWER). Tytułowa strona „The Daily Telegraph” ( 2 stycznia ) pokazuje setki ludzi stojących w kolejkach pod jedzenie, to już ogromny kryzys humanitarny i prawdziwe piekło na ziemi. Ekstremalna warunki grożą też jutro w Południowej Australii ( 42 stopnie), natomiast w Zachodniej Australii – ulga, tylko 23 stopnie.

Wieczorem 1 stycznia TV doniosła o pożarze na Tasmanii (!), gdzie płomienie szaleją wokół Fingal ( płn-wschód), a podano dwie wersje przyczyn: albo podpalenie, albo zapalenie się buszu od pioruna. Pożary powstają częściej od iskier przenoszonych wiatrami.

Doroczne fajerwerki w Sydney miały być odwołane, jednak uświetniły noc sylwestrową i tłumy ludzi podziwiały je nad mostem, koczując z wałówkami w pobliżu Opery i Circular Quay.

Ta niespotykana apokalipsa z płomieni podobno dopiero nabiera wigoru, bo temperatury rosną, a wiatry niosą iskry szybko. Australijska katastrofa już przyćmiła pożary w Kalifornii, Brazylii, Kanadzie, Grecji czy Portugalii. Planeta pali się na raty i mała Greta słusznie woła, że przed ludzkością stoi olbrzymi problem i wyzwanie.

Sytuacja w Australii ulega zmianom niemal z godziny na godzinę, a 6 stycznia TV podała, e tylko w NSW spłonęło 1,588 domów, a w całej Australii liczba ta dochodzi chyba do trzech tysięcy, w ogniu – od września 2019 – stracono też 2,029 posiadłości. Za kilka dni  ten reportaż będzie zapewne niepełny, bo szykują się nowe ogniska apokalipsy z płomieni. W sobotę warunki atmosferyczne będą niestety sprzyjać pożarom, w SA (Południowa Australia) idą wysokie temperatury przekraczające 40 stopni Celsjusza. Ogień bezlitośnie likwiduje znaczne obszary Australii i narazie nie widać końca tej apokalipsy. W stanie Wiktoria panuje stan wyjątkowy. A słynny tenisista Kyrgios zaofiarował 30 tysięcy dolarów na bezdomnych i wzywa innych tenisistów i krykiecistów do donacji. Już zareagował Shane Warne, legenda krykieta.  Zaraz potem wśród darczyńców ujrzano Nicola Kidman ( oferta pół miliona $) i innych aktorów, a wśród milionerów najwięcej ofiaruje James Packer ( 5  milionów), gdy Quantas, Commonwealth Bank czy National Australia Bank po milionie. Milion ofiaruje milioner Anthony Pratt, a Justin Hemmes pół miliona. Wiele innych stowarzyszeń śpieszy też z darami, a premier Scott Morrison – krytykowany za urlop na Hawajach gdy płonęła Australia oznajmił utworzenie specjalnego funduszu – „national recovery fund” – na początek w wysokości dwóch miliardów dolarów. Czy to wszystko wystarczy ? Z każdym rokiem rośnie przecież temperatura i ryzyko nowych pożarów w warunkach posuchy. Mieszkańcy Canberry z powodu smogu czasem nie opuszczali domów, a w razie smogu w Melbourne być może dojdzie do odwołania słynnego turnieju tenisowego Australian Open!? Ogień jeszcze zagraża wielu okolicom, mimo marnego deszczu palą się  nadal spore połacie naszego lądu, choć w niektórych miejscach pozwolono rezydentom wrócić do swoich stron. Najczęściej jednak by mogli oszacować straty w posiadłościach. Apokalipsa z płomieni trwa, a lato trwa tu dopiero od 1 grudnia! Nie wiemy jak rozwinie się sytuacja, ale na pewno oprócz strażaków potrzebni są zaklinacze deszczów!

Marek Baterowicz

Lis
15

Marka Baterowicza – szachistę, publicystę i poetę – przedstawiłem już wcześniej na mojej stronie: link.

Niedawno Pan Marek został odznaczony krzyżem kawalerskim orderu zasługi Rzeczypospolitej za wybitne osiągnięcia literackie i artystyczne.

Serdeczne gratulacje!

Sty
19

Niedawno przedstawiłem najnowsze dzieło Marka Baterowicza: Link.

Z tego zbioru przedstawiam Państwu utwór „DYLEMAT” z wątkiem szachowym.

Bat1

Gru
23

picture-4180

Marka Baterowicza – szachistę, publicystę i poetę – przedstawiłem już wcześniej na mojej stronie: link.

Niedawno ukazał się w Sydney kolejny tomik jego wierszy.

Bat1

Bat3

Bat2

Oto ostatni z polemicznych felietonów Marka Baterowicza, który został opublikowany na http://naszeblogi.pl/

//////////////////////////////////////////////////

REPUBLIKA RZEPLIŃSKA ma wielu harcowników,  ale doczekała się i rzecznika! To prezenter TV camarada Gugała, mołojec medialny i zatwardziały aparatczyk ekranu, a rządzi tam niczym sekretarz komórki propagandy tocząc jad spreparowanych informacji na tle pociętych migawek z podróży Prezydenta  Dudy ( np. 15 sekund z wizyty w Chinach ), ale za to ucina sobie długie pogawędki z wybitnymi „prawnikami” jak Schetyna, Belka, Cimoszewicz lub Onyszkiewicz…I wtedy widać na ekranie jak to Peerelczycy rządzą III RP, o ile w ogóle o III RP mówić można! W tych rozmowach camarada Gugała dwoi się i troi jako rzecznik Republiki Rzeplińskiej, z wielkim zapałem wspierając tezę o rzekomym zamachu na TK i na towarzysza Rzeplińskiego, szarżując ostro na autonomię Sejmu i gardłując niczym widmo innego rzecznika – Urbana – a jakby i z jego metod korzystał, bo odwraca wszystko do góry nogami. Np. Urban nazywał msze za Ojczyznę ks. Jerzego…”seansami nienawiści”, choć to jego wystąpienia w TV zionęły nienawiścią do Polski…Komentowano już przewrotne pytanie Gugały, skierowane do Schetyny: „Dlaczego Polacy tak nienawidzą Polski (…), że głosowali przeciwko niej ?”  Camarada Gugała udaje Greka, niby nie wie, że Polacy głosowali na PiS powodowani właśnie miłością do Ojczyzny, bo tylko Prawo i Sprawiedliwość ma program i intencję oczyszczenia Kraju! Ten program jednak wywołuje panikę wśród resortowych dzieci i polityków przegranej koalicji. I dlatego – jak słusznie zauważył Kaczyński – z TK zrobili sobie twierdzę…I wokół tej twierdzy pączkuje z wielkiem hałasem Republika Rzeplińska, nowa to jakość w ramach republiczki post-smoleńskiej narzuconej Polakom po zamachu na Tupolewa przez sitwę premiera Tuska i marszałka Sejmu Bredzisława, co z WSI się kumał i z różnymi fundacjami. On ci też nam świadectwa rozliczne złożył swych bystrych spostrzeżeń, np. że oto „idzie fala nienawiści…”, kiedy przegrał wybory. Identyczny to dowód perfidnego odwracania znaczeń. Metoda to jednak dość prostacka, bo nie trafiła nawet do wszystkich lemingów. Zachodzę w głowę czy camarada Gugała już jako ambasador w Urugwaju był biegły w tych dialektycznych chwytach ?  A swoją drogą jaki to upadek : ze stanowiska ambasadora na posadę prezentera w TV!!! Współczuję…A Republika Rzeplińska za to krzepnie,  ostatnio poderwała na ulicach Warszawy „aż” ponoć 10 tysięcy krzykaczy w obronie ich „prezydenta” Rzeplińskiego!  Ich protest uliczny wsparły nawet takie „autorytety” jak Agnieszka Holland i Kazimierz Kutz ( a więc spece od kina!)…Fakt, kino trwa: wbrew opiniom poważnych prawników, bo grono jurystów z kręgów Peerelczyków ( i z ex-PZPR) robi sobie kpiny z praworządności i łamie postanowienia Konstytucji, zresztą ugotowanej nam przez Kwaśniewskiego i domagającej się zmian. Dmuchają wytrwale w balon Republiki Rzeplińskiej, ciekawe jak długo potrwa ta polityczna anomalia ?

Wrz
02

HUMAŃ – ANTYPOLSKA KALUMNIA

Kiedyś w „The Australian Financial Review” ( 30.9 – 2.10.2005) opublikowano – w dziale „Travel” ! – reportaż pod tytułem „New year prayers as Uman sheds its old skin”. To przedruk z „The New York Times”, a autorem tekstu jest Joseph Skibell. Opowiada on o swojej podróży po Ukrainie, która zaprowadziła go do Humania, położonego o około – jak pisze Skibell – 210 km na południe od Kijowa. Autor tego reportażu poszukiwał tam głównie śladów obecności Żydów w przeszłości, co jest rzeczą jak najbardziej prawomocną, zwłaszcza że on sam ma z nimi coś wspólnego. Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie jedno zdanie w owym reportażu, przywołujące dawne dzieje : „In 1768, during a rebellion against the ruling Poles, many Uman citizens, including 20,000 Jews, were murdered”. Cytowane tu zdanie zawiera kilka nonsensów. Po pierwsze już w r.1667 na mocy rozejmu w Andruszowie odstąpiono Moskwie całe lewobrzeże Dniepru wraz z Kijowem, Siewierszczyznę oraz Smoleńsk. Jan Kazimierz odzyskiwał za to Inflanty Polskie, województwo połockie oraz witebskie, ale bez Wieliża. Fatalny ten układ wynikał w dużej mierze z zamętu wywołanego wojną domową w Rzeczypospolitej. Oznaczał też rozbiór Ukrainy, a zatem tracono szansę na stworzenie Rzeczypospolitej Trojga Narodów. Traktat andruszowski był wprawdzie czasowy, lecz w roku 1686 podpisano na Kremlu pokój wieczysty , który tereny te przyznawał carom na zawsze. Król Jan zrzekał się Kijowa,Czernihowa, Drohobuża, Smoleńska, Starodubu, Zaporoża, Kudaku oraz ziemi „od Siczy w wierzch Dniepru, po ujście rzeki Taśminy, która wpada w Dniepr”. Rzeczypospolitej pozostawiono jeszcze pewne obszary na prawym brzegu Dniepru. Humań leżał na terenach, które utracono dopiero w pierwszym rozbiorze, ale od dłuższego czasu trwał tam stan jakby dwu-władzy : wojska Moskali panoszyły się tam bez żenady. I to od roku 1704, od traktatu w Narwie, który przyznał Rosji prawo wprowadzania swoich wojsk na ziemie Rzeczypospolitej, co w praktyce znosiło granicę wschodnią, a w ślad za carskim wojskiem szła władza cara.Miało to zatem ogromny wpływ na rozwój wypadków, także tu opisanych.

Po drugie owa rebelia z 1768 roku to po prostu zryw konfederatów barskich, którzy marząc o niepodległości Rzeczypospolitej wyzywali potęgę Rosji, a zarazem nie akceptowali polityki uległości stosowanej przez króla Stasia. Nie trzeba nikomu przypominać jak skończył się ten zryw patriotów, wypada jednak podkreślić metody caratu, którymi posłużono się w walce z konfederatami. Przeciwko insurekcji barskiej Rosja sprowokowała powstanie ludu prawosławnego, nawołując do rzezi Polaków oraz Żydów. Na jarmarkach i w cerkwiach popi czytali ukaz carycy Katarzyny obiecujący dobrodziejstwa chłopom za oczyszczenie pszenicy z kąkolu! Oznaczało to po prostu wytępienie szlachty polskiej, księży i Żydów. Aby rozpalić pospólstwo do tych rzezi głoszono tam złowieszczy slogan : „Bo Lach, Żyd i sobaka, to wse wiara odnaka!”… Niezdecydowanym wmawiano, że Polacy spiskują z…mahometanami na zgubę ludu prawosławnego! Popi błogosławili zamiary rzezi, w cerkwiach święcono noże…I wkrótce prawie cała Ukraina stanęła w ogniu. Pijane masy wraz z hordami Kozaków Maksyma Żeleźniaka i Iwana Gonty mordowały Polaków oraz Żydów, oblicza się, że ogółem zginęło około sto tysięcy ludzi, a zatem jeśli odjąć owe 20 tysięcy istnień ludu Izraela, należy przyjąć, że wymordowano około 80 tysięcy Lachów. Ale o tym sza, ani słowa w artykule J.Skibella. Wypada też zaznaczyć, że liczba 20 tysięcy ofiar żydowskich w samym Humaniu jest z pewnością mocno przesadzona, ale może dotyczyć reszty obszarów objętych rzezią. Ludność Humania mogła liczyć najwyżej kilka tysięcy dusz, jeśli w tamtych czasach takie miasto jak Wilno liczyło niewiele ponad 20 tysięcy mieszkańców.Inne źródła podają, że w Humaniu zginęło 16 tysięcy uchodźców i miejscowych,w tym zapewne wiele tysięcy Żydów. Sprawcami rzezi byli oczywiście Kozacy oraz prawosławni chłopi , a te hekatomby były dla konfederatów groźniejsze często niż starcia z wojskami rosyjskimi, unicestwiały też ewentualnych ochotników . Pisał więc nie bez racji Konopczyński: „powstanie barskie utonęło w odmętach hajdamaczyzny”. Istotnie, to hajdamacy ( Kozacy) zadali ciężkie ciosy insurekcji, a także ludności Ukrainy, w tym osiadłym na niej Żydom. Regularna armia carska miała potem łatwiejsze zadanie w tłumieniu ruchu barzan, chociaż podobno po cichu sprzyjał im król Stanisław August.A po wykonaniu swojej morderczej „misji” Rosjanie ujęli podstępem obu przywódców kozackich – Żeleźniaka i Gontę – a następnie stracili. Należało dbać o pozory przed ważniejszą rozprawą z Rzeczypospolitą, jaką był planowany rozbiór.

W ujęciu obu kozackich dowódców posłużono się starym chwytem – zaproszeniem na ucztę. Tego samego podstępu użyli Rosjanie w r.1944 w Wilnie zapraszając dowódców AK na obiad, by „podziękować” im za pomoc w zdobyciu miasta. Po dowódcach tych ślad wszelki zaginął…Oto jak rosyjskie metody z szatańską precyzją działają poprzez wieki.

Przedstawiona w nowojorskiej prasie hekatomba w Humaniu była więc po prostu tragicznym epizodem z czasów insurekcji barskiej, a nie rezultatem represji jakiegoś „powstania przeciwko polskim rządom”. Sprawcami tej zbrodni byli Kozacy, ale instygatorzy zasiadali w pałacu w Petersburgu. Jaka szkoda, że „The Australian Financial Review” dokonał przedruku tej antypolskiej kalumnii nie badając źródeł historycznych.

Na Ukrainie zresztą nie tylko w r.1768 zdarzały się podobne pogromy Żydów oraz Lachów, a sprawcami byli Kozacy. W połowie XVII-tego wieku w okresie powstania Chmielnickiego ich sotnie wycinały w pień całe wsie i miasteczka, puszczając je z dymem. W jednej ze scen  „Ogniem i mieczem” książę Jarema powiada: „Bychowiec! Weźmiesz trzystu dragonów, księżnę, dwór, rodziny szlacheckie i Żydów – odprowadzisz do Zamościa…”. I tak było. Sienkiewicza wspierają historycy, by zacytować tu Jasienicę :”Na Ukrainie los izraelski w niedobry sposób związał się z lackim. Żydzi odznaczyli się jako twardzi arendarze…” ( t.I, str.418).A rządy polskich panów nie podobały się ukraińskim chłopom, którzy podczas masakry wycinali zarówno Lachów  i Żydów – jak podczas pogromu w Niemirowie (1648). I panu Skibellowi warto jeszcze przytoczyć słowa Jasienicy: „Kiedy Jeremi Wiśniowiecki rozpoczął przymusowy odwrót z Zadnieprza, za chorągwiami Paleja, za husarią Skrzetuskiego (…) ciągnął długo tabor, uwożący 500 rodzin żydowskich oraz ich mienie…”. Tak, to właśnie Polacy bronili Żydów na Ukrainie przed furią Kozaków! I także rzeź humańska była  dziełem hajdamaków, tym razem też z instygacji Rosji.

Marek Baterowicz

///////////////////////////////////

Autor artykułu jest aktywnym szachistą mieszkającym w Australii. Dodatkowa informacja.

Mar
06

CZERWONA  APOKALIPSA

Pod tym tytułem dr Piotr Szubarczyk, ceniony historyk i publicysta, wydał książkę o inwazji armii sowieckiej na polskie kresy, rozpoczętej 17 września 1939 roku.  Ta niezwykle ważna publikacja ukazała się w krakowskim Wydawnictwie AA ( 2014), a jej podtytuł zapowiada szersze tło owej wojny, wydanej nam przez Stalina i jego sztab politruków: „Agresja Związku Sowieckiego na Polskę i jej konsekwencje”. Tak, konsekwencje znamy aż nadto dobrze – od mordów, deportacji po zniewolenie Polski powojennej. A jak słusznie zauważył Autor : „…można traktować ten atak jako ponowienie wielkiej operacji bolszewików przeciwko odrodzonej Rzeczypospolitej z lat 1919-1920, która miała prowadzić przez trupa Polski do światowej rewolucji, czyli do bolszewickiej Europy” ( str.25). Na marginesie dodajmy, że po fiasku tej rewolucyjnej wyprawy ( jej pierwszym celem była jednak przede wszystkim odrodzona Polska! ) Sowieci spróbowali ponownie eksportować komunizm do Europy w okresie wojny domowej w Hiszpanii.

Mottem do książki jest wiersz Władysława Sebyły ( 1902- 1940), napisany rok przed wybuchem wojny. Z tego proroczego utworu przytoczmy bodaj jedną zwrotkę:

I znowu tupot nóg sołdackich,

i grzmiący sotni gwizd kozakich,

gwiaździsty nad Europą but,

i mrowi się ludami Wschód…

 

Sebyła – poeta odznaczony w r.1938 przez Polską Akademię Literatury Złotym Wawrzynem  i ceniony za poezję filozoficzno-mistyczną, nawiązującą do Norwida – dostanie się do niewoli sowieckiej we Lwowie. Był jeńcem Starobielska , zginął w katowni NKWD w  Charkowie, w kwietniu 1940 roku. Jego tragiczny los odzwierciedla kaźń milionów polskich istnień – w tym dzieci – zamordowanych i zamęczonych przez Rosjan w latach wojny. Rozmiary tego ludobójstwa pozostają nie do końca znane w przeciwieństwie do dość dokładnie policzonych ofiar hitleryzmu ( od 5.470 do 5.670 tys. obywateli RP), a sowietolodzy i historycy przyjmują  liczbę około 3 milionów Polaków zgładzonych na obszarach ZSRR.

Wydaje się, że na temat tego polskiego „holokaustu” na Wschodzie powiedziano już wszystko, ale w książce Szubarczyka odkrywamy nieraz nową perspektywę i rzadziej wymieniane fakty jak np. rzezie i drastyczne zbrodnie dokonane przez żołnierzy Armii Czerwonej po 17 września ( str.36-41) czy sowieckie zbrodnie w więzieniach Lwowa, Sambora, Szczerca, Drohobycza, Borysławia, Stryja, Nadwórnej, Złoczowa, Brzeżan, Tarnopola, Łucka, Równego, Dubna, Oleszyc i w innych miejscach, także marsze śmierci ( str.103 – 125). Upiorność tych zbrodni nie pozwala mi wchodzić tu w szczegóły, ciekawy czytelnik odkryje je sam. Lektura ich spędza sen z powiek.

Oprócz stron poświęconych zbrodni Katynia autor ( ostatnią ofiarą był tu ks.Stefan Niedzielak, str.322-5) Szubarczyk przedstawia mniej znane zbrodnie jak mordy w Głębokiem, Berezweczu , masowe mogiły w Kuropatach pod Mińskiem czy kaźń tysięcy Polaków w więzieniach Kijowa. Inną formą zabijania Polaków był przymusowy pobór  do Armii Czerwonej prawie 200 tysięcy byłych żołnierzy wojska polskiego za „pierwszego sowieta”. A o prześladowaniach Kościoła katolickiego jest też sporo stron ( 84-94) czy o państwie podziemnym na kresach, które działało w warunkach nieporównanie trudniejszych niż na ziemiach pod okupacją niemiecką.

A tragedię zesłanych na Daleki Wschód oddają wstrząsające płaskorzeźby prof. Stanisława Kulona ( ASP, W-wa) reprodukowane w kolorze ( na str.337-352 ). Wystawa tych 33 płaskorzeźb, planowana w holu Sejmu w 2014 r., nie uzyskała aprobaty pani marszałek Ewy Kopacz. Szubarczyk przedstawił ją w swej książce, także losy rodziny Kulonów, wywiezionych na Sybir. Z długiej listy dzieł artystycznych, obrazujących polską Golgotę Wschodu, płaskorzeźby prof. Kulona są na miarę polskiego requiem. O naszej tragedii mówi też sugestywnie ballada sybiraków, śpiewana na melodię hymnu „Boże, coś Polskę”. Z tego długiego lamentu przytoczmy bodaj trzy zwrotki:

Ojczyzno nasza, ziemio ukochana,

w trzydziestym dziewiątym cała krwią zalana.

Nie dość, że Polskę na pół rozebrali,

to jeszcze Polaków na Sybir wygnali.

 

Dziesiąty luty będziem pamiętali,

gdy przyszli Sowieci, myśmy jeszcze spali

i nasze dzieci na sanie wsadzili,

na główną stację wszystkich dowozili.

 

O, straszna chwila, o straszna godzina,

rodząca swoich bółów zapomina,

ale Wam powiem, nie zapomnę chwili,

gdy nas w ciemny wagon, jak w trumnę wsadzili.

 

Nienawiść Rosjan do Polaków nie miała granic, NKWD uciekając przed Niemcami po 22 czerwca 1941 roku pędziło polskich więźniów ze Lwowa piechotą do Moskwy, a wycieńczonych przebijano bagnetami. Straszliwy był los dzieci, opisała to w książce „Tułacze dzieci” Hanka Ordonówna, słynna pieśniarka i aktorka, sama deportowana z Wilna w r.1941. Opiekowała się sierotami, a zmarła z wycieńczenia w Bejrucie w wieku 47 lat. Jej książka była oczywiście zakazana w PRL-u, dopiero w r.2000 wydano ją w kraju ( reprodukcja okładki na str. 303). Szubarczyk opisał też postać przedwojenngo konsula Tadeusza Lisieckiego z Bombaju, który organizował pomoc dla ludności polskiej w Sowietach pod auspicjami PCK i dla transportów polskich sierot.

O traumatycznych przeżyciach polskich zesłańców  mówi znakomita praca naukowa dr. Ewy Jackowskiej „Psychiczne następstwa deportacji w głąb ZSRR w czasie II  wojny światowej”, praca wydana w r. 2004 w Szczecinie, lecz prawie przemilczana. Autor wspomina ją, podobnie jak książkę ks.Zdzisława Peszkowskiego i dr.Stanisława Zdrojewskiego „Warszawa w grobach Katynia”. Kilkakrotnie Szubarczyk przywołuje dokumentalny film Laurence’a Reesa „II wojna Światowa. Za zamkniętymi drzwiami” , ukazujący kulisy przygotowań do wojny.We wstępie do „Czerwonej apokalipsy” przedstawiono pakt Ribbentrop-Mołotow, autor podkreśla też, że II wojna światowa zrodziła się z nienawiści do Europy wolnych narodów, które wybiły się na niepodległość w wyniku sprzyjających dla nich okoliczności – rozpadu Austro-Węgier, wojennej klęski Niemiec, zrewoltowania i osłabienia Rosji.

Dzisiaj, gdy wolność narodów europejskich mierzy się normami unijnymi, a moloch Wschodu podnosi coraz wyżej pięści – z jaką nadzieją możemy patrzeć w przyszłość ?

Znakomita książka dr Szubarczyka, opatrzona bogatą bibliografią i indeksem, jest dla nas nie tylko bolesnym dokumentem dziejów, ale i przestrogą przed nową apokalipsą. Czyta sie ją jednym tchem, bo powstała z miłości do Polski i na fundamentach rzetelnych źródeł historycznych. W czasach podważania sensu polskości warto pamiętać, że w procesie mińskim sterowanym przez NKWD nie wyparł się Polski Gamber Kurmanowicz, obywatel II RP pochodzenia tatarskiego. Czy zarumienią się lemingi ?

Marek Baterowicz

//////////////////////////////////

Marek Baterowicz jest znanym pisarzem, poetą, publicystą i zapalonym szachistą. Często uczestniczy w turniejach otwartych na terenie Australii, gdzie mieszka od 1987 roku.

Dodatkowe informacje

Gru
06

JAKA NADZIEJA DLA POLSKI ?

Felieton dzisiejszy wypada mi rozpocząć reklamą znakomitego tekstu Mirosława Kokoszkiewicza, który ukazał się kilka dni temu (1 grudnia br.) na łamach „Warszawskiej Gazety”, a także na naszychblogach.pl oraz na portalu Wirtualnej Polonii, pod przekornym tytułem „KBW jak KBW?”. Tytuł nawiązuje bowiem do podobieństwa obu skrótów, które nie tylko znaczą całkiem cos innego, ale i odnoszą się do epok dość odległych. Pierwszy skrót KBW oznacza przecież Korpus Bezpieczeństwa Wewnętrznego, a odnosi się do czasów stalinizmu i do krwawych represji stosowanych przez tę formację ( sowiecko-„polską”) wobec patriotów nie godzących się na zniewolenie Polski pod dyktatem Kremla. KBW ( także UB ) mordowało Polaków, nieraz paląc domy i stodoły z ukrywającymi się tam partyzantami, a czasem puszczano z dymem całe wioski jak np. Wąwolnicę koło Kazmierza Dolnego. Zabijano bez litości wszystkich żołnierzy Antysowieckiego Powstania, do dziś ukrywa się dane o tych ofiarach, a historycy (niestety z PRL-u) szacują, że w tym powstaniu walczyło przeciwko Rosjanom i komunistom polskim około sto tysięcy żołnierzy. Z bronią w ręku (jak podają) zginęło około 8 tysięcy, ale większość ofiar to Polacy zamęczeni w więzieniach, zesłani do łagrów albo zastrzeleni przez ubeków czy milicjantów w domach, na ulicach a nawet w restauracjach. A zatem ile tysięcy tych poległych ? W korupsie KBW oficerem był np. taki Bauman, który dziś spaceruje w glorii „profesora”! Opór przeciwko sowietyzacji był tak silny, że w walkach zginęło około tysiąca rosyjskich sołdatów, około 10 tysięcy aktywistów komuny (PPR, ZWM, UB) oraz 12 tysięcy „mundurowych” (milicja, ormowcy, KBW). Nie poddaliśmy się tak łatwo… Dane te przytoczył Bohdan Urbankowski w „Czerwonej Mszy” (tom I, str.638), który też Polskę powojenną nazywa Polską Rzeczypopolitą Kaleką i sądzi, że trwa ona nadal mimo upadku PRL-u. Podobnie uważa Mirosław Kokoszkiewicz, a wynika to z jego refleksji reklamowanego na wstępie artykułu, zamieszczonego w „Warszawskiej Gazecie”.

A teraz co kryje się za owym drugim skrótem KBW, funkcjonującym w III RP ? Niestety, oznacza on …Krajowe Biuro Wyborcze!  I z zestawienia obu tych skrótów nasuwa się nam nieodparty wniosek, że gdy za Stalina Polaków mordowano i likwidowano w więzieniach, to obecne KBW wycina nas przy urnach wyborczych unieważniając miliony głosów oddanych na PiS, zatem fałszerstwa zastępują morderstwa! Kokoszkiewicz nie wyraża tego wprost, wynika to jednak z prostej konstatacji: „Nowe KBW walczy z „siłami reakcyjnymi”!

Autor za to w przystepny i lapidarny sposób przedstawia tragiczne dzieje Polski, co prosi o cytat: „Zawiązany ponad ćwierć wieku temu związek przestępczy, którego symbolami są dzisiaj Magdalenka i okrągły stół od samego początku  zakładał wprowadzenie w Polsce sterowanej demokracji fasadowej, której cel tak naprawdę nie różnił się od planów Stalina (…). Mówiąc w skrócie plan w r. 1944/5 i w r.1989 zakładał, że w Polsce nie ma miejsca dla „sił reakcyjnych”, czyli dla polskich patriotów kierujących się dewizą Bóg-Honor-Ojczyzna. Dzisiaj z Bogiem trwa kontynuowana już od 70 lat nieustanna wojna. Honor sięgnął bruku, po którym beczelnie i z tupetem maszeruje walonkowa arystokracja III RP. Ojczyzna zaś, czyli polski patriotyzm spychany jest na margines z etykietką faszyzmu, nacjonalizmu i antysemityzmu. Aby uzmysłowić sobie do jakiego etapu naszej historii cofnęliśmy się proponuję zestawić dwa cytaty – pisze Kokoszkiewicz. Pierwszy pochodzi z września 1944. Słowa te wygłosił w Lublinie Edward Ochab, współpracownik NKWD i członek powołanego w Moskwie tajnego Centralnego Biura Komunistów Polskich (CBKP): „ Organizuje się w Polsce rząd demokratyczny i dawne chwasty nie mogą więcej istnieć, wrócić do władzy”. (wiadomo o jaką „demokrację” chodziło wtedy „ochabom” i to owi towarzysze właśnie byli chwastami w ogrodzie polskości)

Drugi cytat to wypowiedź Stefana Niesiołowskiego dla oczywiście „Gazety Wyborczej”: „Trzeba stworzyć kordon sanitarny wokół PiS i nie dopuścić tych podpalaczy do rządzenia. I to jest rola moja czy PO…” I tu autor konkluduje, że „Niesiołowski nadaje Ochabem, i nie jest w tym odosobniony. W podobnym duchu wypowiadają się funkcjonariusze z Czerskiej i Wiertniczej oraz mianowane przez nich autorytety.”. Kokoszkiewicz cytuje też skandaliczną wypowiedź prof. Marcina Króla ( prezesa Fundacji Batorego!) dla pisma „Wprost”: „Wzywam władze państwa polskiego do zdecydowanej i twardej reakcji, nawet jeżeli nie będzie ona zgodna z prawem. Wzywam jako mieszkaniec demokratycznego kraju…” (!!!???)

Słowa te mogłyby paść z ust  kagebisty lub faszysty, bo wzywanie do bezprawnych represji wobec opozycji w oficjalnie demokratycznym państwie jest przecież krzykiem jakiegoś zwolennika neo-totalitaryzmu. I w zasadzie podpada to pod paragrafy Konstytucji. Profesor (?) Marcin Król nazywa siebie „mieszkańcem demokratycznego kraju”, a tymczasem wyraża się niczym prymitywny dzikus nie znający reguł demokracji i żyjący w kraju bliższym dyktaturze. A nawoływanie do np. stanu wyjątkowego, by rozbić opozycję jak zrobił to Jaruzelski w r.1981 wytaczając czołgi przeciwko „Solidarności”, jest głosem wroga demokracji i powinno wzbudzić zainteresowanie prokuratury. Oczywiście w państwie rzeczywiście demokratycznym, a nie w groteskowej III RP, gdzie sądy wręcz masakrują kodeksy i łamią nagminnie prawo. Rozprawy przeciwko osobom oskarżonym o zakłócanie tzw. „miru domowego” (chodzi o protesty w PKW) były farsą: „wysoki” sąd zabronił dziennikarzom rejestrować przebieg procesu, nie pozwolono robić zdjęć ( bo to „peszy świadków”, którymi byli …policjanci i ochraniarze!). Sąd zastosował też tryb „przyśpieszony”, który kwalifikuje się w przypadku rozbojów czy kradzieży, gdy sprawcę przyłapano na gorącym uczynku. A oskarżeni jedynie protestowali przeciwko manipulacjom wyborczym! Znamy też jak ich brutalnie, wręcz sadystycznie, traktowano po aresztowaniu – wstrząsająca relacja Hanny Dobrowolskiej obiegła świat, ukazując węcz peerelowski poziom tych represji.

Ale nawet w tych warunkach bezprawia zdarzają się w sądach „przecieki”, oto szef ochrony kancelarii prezydenta (inaczej mówiąc „gajowego”) zeznał, że decyzję o interwencji policji podjął właśnie szef prezydenckiej kancelarii, Jacek Michałowski, słynny już z pacyfikacji ludzi spod krzyża na Krakowskim Przedmieściu. Wynika z tego, że to nie PKW prosiła o interwencję, ale urząd Komorowskiego! Wyszło też, że PKW – organizująca również wybory prezydenckie – podlega…Prezydentowi, a więc nie jest organem niezależnym jakby przystało w kraju demokracji. Coraz więcej palców wskazuje na Komorowskiego, jako na animatora represji wobec protestów wyborczych, a także policyjnych szarż na Marsz Niepodległości. Czyżby w Belwederze zamieszkał Belfegor?  Walkę o demokrację trzeba chyba przenieść do trybunału w Strasburgu.

Tymczasem Polonia w Nowym Jorku organizuje 7 grudnia manifestację przed konsulatem III RP i wzywa Komorowskiego do ustąpienia z urzędu prezydenta, wyniesionego do tej godności przez WSI po smoleńskim zamachu. Ale na antypodach – jak narazie – cicho jak MAK-iem zasiał. Jaka więc nadzieja dla Polski, gdy jak strusie chowamy głowy w piasek ?

Marek Baterowicz – publicysta i szachista mieszkający w Sydney

Lis
13

    BROSZURA PRYMASA  

W r. 1934 ks. dr Stefan Wyszyński ( przyszły Prymas Tysiąclecia ) opublikował skromną broszurkę ( liczącą około 25 stron ) pod znamiennym jednak tytułem „Kultura bolszewizmu a inteligencja polska”. We wstępie do niej Autor przedstawia wydarzenia z tamtych lat, które skłoniły go do napisania tej broszury, aby ostrzec Polaków przed niebezpieczeństwem czyhającym za wschodnią granicą. Wyszyński słusznie uznał, że wszelkie próby rehabilitacji bolszewizmu ( co pociągało za sobą wymazanie win, zapomnienie zbrodni rewolucji ) byłyby ogromnym błędem. W celu przybliżenia kontekstu historycznego ks. dr Wyszyński cytuje komunikat PAT-u ( Polskiej Agencji Telegraficznej ) z datą 23 listopada 1933 r : „Korespondent warszawski „Izwiestij” w obszernym komentarzu zwraca uwagę na objawy zbliżenia polsko-sowieckiego na polu politycznym i kulturalnym, podkreślając, że zbliżenie to znalazło przychylny oddźwięk w najszerszych kołach społeczeństwa polskiego” (!?). Opinia sowieckiego dziennikarza jest zafałszowaną relacją o faktycznym stanie owego „zbliżenia”, za którym stała jednak wizyta Karola Radka w Warszawie czy pobyt historyków i lekarzy sowieckich w stolicy Polski. Z tejże okazji ukazał się również specjalny numer „Wiadomości Literackich”, poświęcony ( 29.X.1933 r.) – o naiwności święta – kulturze…Sowietów!  Po procesie brzeskim „Wiadomości Polskie” , przedtem pismo liberalne, związało się z lewicą, a może pewne znaczenie miało i to, że Grydzewski ( Grycendler) kiedyś studiował w Moskwie, podczas I wojny światowej, i żywił pewne złudzenia co do „braci” Moskali ? Natomiast z pewnościę przejrzał na emigracji w Londynie i wtedy gromił tych, co jak Tuwim, wracali do PRL-u. Wypada jeszcze dodać kilka słów o Radku ( właściwie Sobelsohnie), który był aktywnym działaczem komunistycznym, zaufanym towarzysza Lenina, potem trockistą ( no cóż, komunizm był chorobą, na którą głównie zapadali Żydzi ), a nawet przez jakiś czas był piewcą Stalina, co jednakże nie uchroniło go od łagru, gdzie zginął  w r.1939, podejrzany o potajemne sympatie do trockizmu. Sobelsohn, urodzony we Lwowie, gimnazjum skończył w Tarnowie, a historię na Uniwersytecie Jagiellońskim – a zatem był związany z Polską, zgubiła go jednak wiara w fatalną utopię, bo jej zbrodniczy charakter nie był jeszcze wystarczająco widoczny dla zaślepionych adeptów. Radek ( nazwisko wziął z powieści Żeromskiego ) był duchem niespokojnym, a terenem jego komunistycznej działalności były nawet Niemcy. Więcej mówi nam życiorys z Wikipedii.

     Wyszyński nie wspomina, co wizyta Radka przyniosła obu krajom, za to komentuje ustrój sowiecki oraz naiwną postawę redakcji „Wiadomości Literackich”, która uznała, że zbliżenie intelektualne i moralne (?) z Sowietami byłoby środkiem do walki z…barbarzyństwem. Bo przecież Europa broni się przed barbarzyństwem. I w walce tej pomóc chcą – jak pisze ks.doktor – właśnie „Wiadomości Literackie” wzywając do współpracy czterdziestu…bolszewików, od Karola Radka począwszy do Arkadjewa, Biełyja, Eisensteina, Glebowa, Gruzdiewa, Iwanowa, Kolcowa, Łunaczarskiego, Meyerholda, Słonimskiego,Świetłowa, Tretjakowa itd. Naiwność to Grydzewskiego czy jakaś chwilowa taktyka ? Ale i w Europie nie brakło naiwnych jak podkreśla Wyszyński cytując takie nazwiska jak Einstein, Bernard Shaw lub Romain Rolland. Było ich więcej, a szeregi topniały powoli, gdy po podróży po ZSRR ktoś ( jak np. Andre Gide ) otwierał oczy.

     Ks. doktor zauważa zmianę w sowieckiej strategii, bo ile przedtem propagowali ideologię wśród robotników, nagle postanowili omamić inteligencję stwierdzeniem, że to właśnie ona staje na czele przewrotów i rewolucji. W tym celu powołali M.O.P.R. – Międzynarodówkę Czerwonej Pomocy, która w r.1932 liczyła 67 sekcji narodowych, 12 tysięcy 313 oddziałów, a ogółem około 5 milionów członków. Owi agenci bolszewii mieli pracować wytrwale, aby obywatele różnych krajów osiągnęli „duszę kolektywną” i dojrzeli do przyjęcia nowego ustroju. Polacy – jako sąsiedzi Rosjan – nie tak łatwo dawali się nabrać na te plewy, choc i u nas działali agencci Sowietów, a tygodnik akademicki „Dekada” nieraz – jak zauważa Wyszyński – posługiwał się pojęciami wziętymi ze słownictwa bolszewików. Podobnie i redakcja „Państwa Pracy” uległa jego zdaniem sowieckiej dialektyce pisząc o potrzebie czystki lub o gazecie ściennej. Ale gorsze było to – sądzi Wyszyński – że w tych periodykach „można wyczytać coś z podziwu, z uwielbienia dla rodzącej się kultury kolektywu”. Działają w nich piewcy bolszewickiego ładu, a np. oświata wsi rosyjskiej wzbudza uznanie. Nie wspomina się represji Lenina, który telegramem ( z 10 sierpnia 1918 r.) rozkazał wieszać setkami „kułaków” i nie znano też jego telegramu z 9 sierpnia 1918 o mordowaniu i wywózkach innych warstw społecznych, niechętnych rewolucji ( patrz: „Czarna księga komunizmu”, W-wa, 1999, str.84/5). Nie wiedział o tym Wyszyński, podając jednak inne przykłady represji i zbrodni, a również omawiając zjawisko tzw. „liszeńców”, obywateli drugiej kategorii, którzy pochodzili z zawodów niby nieużytecznych dla państwa rewolucyjnego lub niechętnych rewoluci ( w tym duchownych). Liszeńcom nie przyznawano książeczek żywnościowych, prawa do opieki medycznej, dostępu do kultury, nie pozwalano studiować. Mimo tych barbarzyńskich przepisów wielu cudzoziemców nabierało się na eksperyment gospodarczy bolszewików w związku z poszechnym kryzysem  na świecie. I mało kto dostrzegał, że to państwo zorganizowanej pracy posiada wszelkie cechy kapitalizmu państwowego, a więc  owego kapitału, z którym zamierzał rozprawić się Marks. Była to właśnie szkodliwa forma kapitalizmu, pozbawiona wolnej inicjatywy. W fabrykach produkowano 80% braków: jakość cierpiała z braku konkurencji.

    Wyszyński zwraca też uwagę na obłędne hasła tworzenia „kultury proletariackiej”, co przecież zdaje się degradacją, bo sami robotnicy dążą do „odproletaryzowania”, tzn. pragną wydobyć się z nizin bytowania materialnego. I Pius XI, wyczuwając ich dążenia, rzucił w „Quadragesimo anno” wezwanie do wyzwolenia proletariatu z poniżenia i duchowego zubożenia. Program Piusa XI chciał podnosić robotników do poziomu wolnych obywateli, a pomysły bolszewików zamykały ich w wyłączności klasowej, obniżały ich aspiracje do rzędu „łachmanowego protelariatu”.

     W broszurze jest i polemika z kilkoma redaktorami „Państwa i Pracy” ( liberalna II RP pozwalała egzystować takim organom! ), jednak bardziej interesuje nas relacja z prześladowań obywateli i religii w ZSRR, także uwagi o kłamstwach propagandy jak np. zapewnienia bolszewików o panującym u nich dobrobycie, czemu przeczyły liczne w przedwojennej Polsce biura wysyłające do Rosji paczki żywnościowe. Mimo tylu problemów Moskwa pozostawała ostoją dla światowej lewicy w walce z klasycznym kapitalizmem. Wyszyński dostrzegł i to, że Sowieci wychowywali swych obywateli w nienawiści do starego świata i do Zachodu. A kryzys człowieka z ZSRR pogłębiała wojna z religią i wartościami humanistycznymi. O tym kryzysie człowieka pięknie pisze Wyszyński : nie da się budować cywilizacji odartej z pierwiastków religijno-moralnych, jest to niczym wznoszenie domu na piasku. Podaje przykłady wojny toczonej przez bolszewików z religią. Podkreśla i absurdy ideologii jak np. to , że praca nie jest towarem, który się kupuje i sprzedaje, ale – jak uczy Leon XIII w „Rerum Novarum” – jest ona osobista, jej siła czynna tkwi w samej osobie. W przeciwieństwie do bolszewizmu katolicyzm podnosi godność człowieka pracującego.  Ważna jest rodzina, kościół, państwo , zawód. Wyszyński zamyka swą celną broszurę konkluzją, że trwały porządek społeczny stworzy nie walka klas, lecz solidarna współpraca.

Dodajmy, że Prymas Tysiąclecia miał wiele kłopotów z powodu tej publikacji po dojściu do władzy komunistów!

Marek Baterowicz

 

 

 

  • Szukaj:
  • Nadchodzące wydarzenia

  • Odnośniki

  • Skąd przychodzą

    Free counters! Licznik działa od 29.02.2012
  • Ranking na żywo

    2700chess.com for more details and full list 2700chess.com for more details and full list
  • Codzienne zadania

    Play Computer
  • Zaprenumeruj ten blog

    Wprowadź swój adres email aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez email.

    Dołącz do 168 pozostałych subskrybentów