W komentarzu do partii: link, pisałem: Jakie szanse może mieć młody zawodnik przeciwko rutynowanemu przeciwnikowi? Jedną możliwością jest dobra znajomość otwarcia. Innym sposobem jest zastosowanie jakiegoś ostrego wariantu, czy nawet gambitu. Element zaskoczenia ma wielkie znaczenie i nawet silniejszy zawodnik może się pogubić…
Takiej gry oczekuję od młodych zawodników!
Niedawno przedstawiłem trzy interesujące pojedynki aktualnego wicemistrza Polski Macieja Klekowskiego: partia 1, partia 2 i partia 3.
Dlatego w dzisiejszej rundzie ligi niemieckiej z wielkim zainteresowaniem oglądałem partię Klekowski-Bischoff i oczekiwałem na coś „pięknego”. Niestety rozczarowałem się!
Dla przypomnienia:
Klaus Bischoff zajął w mistrzostwach świata juniorów w Dortmundzie w 1980 roku trzecie miejsce za Kasparowem. Wróżono mu więc wielką karierę sportową. Jednakże Klaus lekko traktował szachy i wielkich sukcesów międzynarodowych nie odniósł, choć wiele lat zaliczał się do ścisłej czołówki Niemiec. Był wielokrotnym mistrzem kraju w grze błyskawicznej. Poznaliśmy się na obozie kadry juniorów w 1982 roku. Obaj wystąpiliśmy tam w roli trenerów. Od kilku lat arcymistrz Klaus Bischoff komentuje partie na żywo superturnieju w Dortmundzie.
W drugiej partii III koła Radosław Wojtaszek łatwo rozprawił się z najstarszym uczestnikiem Pucharu Świata w Baku Julio Granda Zunigą (2667) z Peru.
Przypominam dotychczasowych przeciwników Polaka (2741):
I koło: Lalith, Babu M.R. (2557)
II koło: Władisław Artemiew (2671)
W wpisie Problemy szkoleniowe w polskich szachach (53)
w kwestii szkolenia głos zabrali:
Marcin Zimerman: Dworjak najbardziej wypadaloby do Polski sprowadzic, ale do szkolenia trenerow, nie mlodziezy. „Po owocach ich poznacie” – poziom szachow mlodziezowych w Polsce spada na leb, na szyje i winni sa temu trenerzy z ich sredniowiecznymi metodami treningowymi. Jeszcze 10 lat temu przywozilismy z MS i ME worki medali, teraz cieszymy sie jak mamy 1 lub 2. I winne sa przede wszystkim metody treningowe.
Krzysztof Kledzik: Z czasopismem MAT pewnie jest tak jak i z innymi czasopismami szachowymi, jedni go czytają, inni nie. Ja czytam regularnie. Natomiast co do komentarza Marcina, to faktycznie warto by przyglądnąć się obecnym metodom treningowym stosowanych w polskich szachach. To że ileś lat temu byliśmy juniorską potęgą na skalę światową, to wiedzą wszyscy. To że obecnie jesteśmy w tyle z szachami juniorskimi i prawie nic nie przywozimy z mistrzostw (w sensie medali) to też wiedzą wszyscy. Choć nie wszyscy o tym mówią otwarcie. Skoro od wielu lat obserwujemy wyraźny spadek jakości szachów juniorskich, to winą za to nie można obarczać wyłącznie juniorów. To tak jak w innych dziedzinach sportu, jeżeli obserwuje się wieloletni brak efektów, coraz gorsze wyniki, itp., wymiana zawodników nic nie daje, nawet ci dobrzy grają źle, to znaczy że szwankuje system szkolenia i że trzeba zmienić trenerów.
//////////////////////////////////
O problemach szkolenia polskiej młodzieży dyskutowaliśmy na blogu wielokrotnie, np. link.
Natomiast o propozycji Marcina Zimermana pisałem już w piśmie Szachy/Chess 7/8 – 2002.
Oto wycinek:
Nie będę kontynuować „Przemyśleń Michała Krasenkowa”, ponieważ ta problematyka była już wielokrotnie dyskutowana na tym blogu. Najprościej można zapoznać się z nią wpisując w wyszukiwarce hasło Debiuty lub Krasenkow.
Zajmijmy się innymi kwestiami poruszonymi w wywiadzie byłego trenera kadry Polskiego Związku Szachowego w resortowym piśmie MAT – 5/2015.
Michał Krasenkow porównał działalność Młodzieżowej Akademii Szachowej ze szkoleniem młodzieży w dawnym ZSRR. Ciekawe w jakich latach uczestniczył arcymistrz w treningach MASZ. Moje doświadczenia w okresie 1999 – 2000 opisałem na moim portalu: link i chyba tak nie przebiegało szkolenie za naszą wschodnią granicą?
A swoją drogą o szkoleniu młodzieży w obecnej Rosji pisaliśmy już na blogu, np.: link.
Następnie Michał Krasenkow wymienia wybitne osobowości trenerskie Razuwajewa, Dworeckiego i Złotnika, których byłoby trudno zaprosić do Polski ze względów finansowych.
Przypominam, iż zaproszenie Jurija Razuwajewa nie wchodzi zupełnie w grę, gdyż znakomity szkoleniowiec już nie żyje: link.
Marka Dworeckiego miałem możliwość poznania w trakcie mistrzostw świata juniorów w Grazu w 1978 roku: link.
Później spotkaliśmy sie na szkoleniu niemieckich trenerów w Kienbaum koło Berlina w 1995 roku. Jego wykład o znaczeniu kompozycji szachowej w treningu potwierdził moje podejście do tej kwestii. W 2003 roku wydałem w „Penelopie” książkę „Kompozycja w treningu szachisty”.
Miałem też możliwość obejrzenia na miejscu treningów Dworeckiego z kadrą Niemiec. Wybitny trener przygotował m.in. komplet różnych i skomplikowanych studiów szachowych i rozgrywał je dalej z zawodnikami obydwoma kolorami. Wynik był około 90% na jego korzyść. Mój były podopieczny z punktu szkoleniowego w Essen arcymistrz Christopher Lutz z humorem stwierdził: Dworecki nas właściwie ośmieszył. Ja to skwitowałem krótko: był po prostu dobrze przygotowany do zajęć!
Moja krótka uwaga do polecanych przez Michała Krasenkowa końcówek Marka Dworeckiego. W tym zakresie mamy wiele książek po polsku, np. dwa tomy Stanisława Gawlikowskiego, „Pionkówki” Zygmunta Szulcego i inne.
Mała ciekawostka. Kiedyś matka naszego dobrze zapowiadającego się juniora opowiedziała mi historię z kontaktu z jednym sławnym trenerem z Rosji. Jego zadaniem było poprawienie taktyki w partiach syna. Trening przebiegł następująco: trener ustawiał na szachownicy jakąś pozycję o charakterze kombinacyjnym i w czasie, gdy uczeń pracował, on „rozkładał się” na kozetce i czytał gazetę. Potem sprawdzał rozwiązanie i ustawiał nowe zadanie itd.
Podsumowanie matki młodego zawodnika: te zajęcia kosztowały nas duże pieniądze. Trening w ten sposób mogłabym, bez kosztów finansowych, sama przeprowadzić…!
Włoch Francesco Rambaldi przeżył w ostatniej rundzie mistrzostw świata juniorów prawdziwą tragedię. Gładko ograł Antipowa, aby następnie jednym słabym ruchem przekreślić cały swój dorobek. W krytycznym momencie niewykorzystał też szansy uratowania połówki.
Dzięki temu Rosjanin dogonił naszego Jana Krzysztofa Dudę i wartościowością zdobył nawet złoty medal.
W dniach 1-16 września odbyły się w rosyjskim mieście Chanty-Mansyjsk mistrzostwa świata juniorek i juniorów do 20 lat.
Polskę rezprezentowali Jan-Krzysztof Duda(2645) oraz Mariola Woźniak(2156).
Faworytem mistrzostw był – z najwyższym rankingiem – nasz młody arcymistrz, który jednak w ostatniej rundzie „tylko” zremisował z Bokiem i został przez to dognany przez Antipowa.
Ostatecznie o tytule mistrza świata zadecydowała punktacja pomocnicza, która okazała się korzystna dla Rosjanina. Brązowy medal zdobył reprezentant Niemiec Bluebaum.
Jan Krzysztof Duda pokazał się z dobrej strony. Grał ciekawe szachy i jeśli tak dalej potoczy się jego kariera sportowa, to niedługo będziemy mieli zawodnika światowego formatu.
Ścisła czołówka
Mariola Woźniak zajęła 25 miejsce. Wydaje mi się, że ta utalentowana zawodniczka ma duże potencjalne możliwości. Musi jednak – w pierwszym rzędzie – wzbogacić swój repertuar debiutowy o nowe elementy.
Optymiści sądzili, że utalentowany arcymistrz Władysław Artemjew (2675) sprawi Radosławowi Wojtaszkowi (2741) jakiś większy opór i może nawet pokusić się o niespodziankę.
Tak się nie stało. Rosjanin wybrał wariant 5…Sa6 (teoria poleca 5…Gf5), którego za bardzo nie rozumiał i został w pouczający sposób ograny przez lidera polskich szachów!










