Archiwum kategorii ‘Szkolenie’

Wrz
15

Kontynuacja odcinka 175

Jutro odbędzie się Nadzwyczajne Wyborcze Walne Zgromadzenie Delegatów Polskiego Związku Szachowego, na którym zostanie – po niespodziewanej rezygnacji Adama Dzwonkowskiego – wybrany nowy prezes. 

Wielka szkoda, gdyż Adam Dzwonkowski był pierwszym od lat szefem PZSzach, który opowiedział się za pluralizmem i za gotowością współpracy ze wszystkimi osobami, którym na sercu leżą problemy polskich szachów wyczynowych. Odciął się tym samym od swoich niektórych poprzedników, którzy nie uznawali osób o odmiennych poglądach od oficjalnej linii działania związku!

Obaj kandydaci ogłosili swoje programy, które zostały opublikowane na stronie PZSzach: Dla przypomnienia źródło.

Jestem przekonany, że wszyscy oczekujemy takiego prezesa, który będzie w głównej mierze otwarty na wszelkie problemy zgłaszane przez polskich szachistów!

A spraw do rozwiązania jest wiele. W pierwszej kolejności trzeba opracować wreszcie „Centralny i spójny system szkolenia”, bowiem nasza „złota młodzież” już dawno nie przywozi z mistrzostw świata i Europy worków medali. Coś z tym trzeba zrobić!   

Sam jestem emocjonalnie od dawna związany z polskimi szachami. Na przestrzeni wielu lat zgłaszałem sporo koncepcji szkoleniowych, które były jednak odrzucane przez kierownictwo MASz.

Zgadzam się z tym całkowicie, że wszelkie problemy powinny być załatwiane wewnątrz naszego środowiska. Jest tylko jeden warunek, że władze PZSzach są gotowe na wysłuchanie wszelkich wniosków i propozycji dotyczących ewentualnej poprawy działalności związku i to na różnych płaszczyznach.

Kiedy zaproponowałem w 1999 roku w ramach MASz pewne udoskonalenia treningowe oraz konsultacje drogą emailową, spotkało się to z negatywnym stanowiskiem osób odpowiedzialnych za szkolenie polskiej młodzieży. Po prostu nie zaakceptowano mojej współpracy z Radosławem Wojtaszkiem oraz Maciejem Brzeskim. Nie reagowano na moje listy i postulaty, co przyjąłem jako lekceważenie mojego zangażowania się w działalności szkoleniowej.

Ówczesny kierownik wyszkolenia tłumaczył się, że to nie jego „działka”, natomiast prezes PZSzach nie miał czasu na zapoznanie się z moimi doświadczeniami w szkoleniu z czołowymi juniorami kraju. Dlatego opublikowałem tekst „Quo vadis polskie szachy”? (Magazyn Szachista sierpień 2003), aby zwrócić uwagę na ważne problemy.

Rezonans jego był taki:

1.Artykuł był bardzo potrzebny, gdyż ukazał aktualne i istotne problemy naszych szachów.

2.Natomiast według niektórych działaczy Polskiego Związku Szachowego artykuł był niepotrzebny i wręcz zaszkodził wizerunkowi polskich szachów.

Wspomniana publikacja „Quo vadis polskie szachy?” spowodowała w sierpniu 2003 roku na Forum Polskiego Związku Szachowego polemikę p.t. „Akademia Szachowa unowocześniać czy nie?”. Wziąłem w niej udział, gdyż chciałem zademonstrować korzyści szkoleniowe moich propozycji. Gospodarzem Forum był ówczesny prezes PZSzach. Dyskusją sterował znany arcymistrz, syn wiceprezesa PZSzach.

Niestety większość forumowiczów została fałszywie ukierunkowana przez arcymistrza i zamiast na problemie unowocześnienia Akademii, skoncentrowała się w głównej mierze na atakach personalnych. Młody człowiek – wówczas student fizyki na Uniwersytecie Warszawskim – dyrygował destrukcyjną dyskusją, próbując wszystkich przekonać o szkodliwości treningu za pomocą komputera, poczty elektronicznej i Internetu oraz mojej negatywnej roli w rozwoju polskich szachów!

Teraz czekamy na merytoryczne działania nowego zarządu Polskiego Związku Szachowego m.in. w kwestii optymalnych rozwiązań szkoleniowych!  

 

 

 

Wrz
14

Kontynuacja odcinka 174

Kandydat na prezesa Polskiego Związku Szachowego Radosław Jedynak w swoim programie poruszył wiele istotnych aspektów dotyczących działalności Młodzieżowej Akademii Szachowej. Te problemy tkwią w polskich szachach już od wielu lat i są, jak to wynika z wielu fachowych przekazów, nadal aktualne. Na bazie własnych doświadczeń opisałem to m.in. w tekście „Gorzka Prawda” („Szachy/Chess” 75/76 – 2002).

Jak już podałem w poprzedniej części, udało mi się w Zakopanem w pełni zrealizować plan szkoleniowy. Kolejna sesja z moim udziałem odbyła się w Wiśle w dniach 13-21.04.2000. Dwa miesiące wcześniej rozmawiałem z kierownikiem wyszkolenia PZSzach i przypomniałem moje trzy życzenia, które uzgodniłem wcześniej na pierwszej sesji z kierownictwem MASz: obecność Radka Wojtaszka, odpowiednie warunki do zajęć (sala i sprzęt wraz z zegarami) oraz wypełnione przez uczestników zgrupowania ankiety zawodnika. Zapewniono mnie, że  wszystko będzie jak należy.

Na miejscu okazało się, że nie ma Wojtaszka. W ten sposób kierownictwo MASz dało mi do zrozumienia, że zaproponowany przeze mnie trening wirtualny, jako uzupełniająca forma szkolenia, został odrzucony.

Nie było przygotowanych ankiet. Część przywiozłem ze sobą, resztę skopiowaliśmy w pobliskim sklepie i rozdaliśmy uczestnikom do wypełnienia. Z tego materiału korzystali potem wszyscy trenerzy.

Największym rozczarowaniem dla mnie było brak zegarów. To uniemożliwiło mi przeprowadzenie treningu praktycznego, jak to zrealizowałem w Zakopanem. Zostałem w ten sposób zmuszony do zmiany koncepcji treningowej. Na moje starania u kierownika sesji  zegary znalazły się pod koniec zgrupowania. Na zajęcia było to już za późno, ale mogliśmy przynajmniej przeprowadzić turniej błyskawiczny z nagrodami książkowymi, które przywiozłem ze sobą.

Sesja zaczęła się od mojego dwugodzinnego wykładu inauguracyjnego pt. „Wspólne idee: gra praktyczna kompozycja”. Poruszyłem na bazie przykładów praktycznych i studiów następujące tematy:

1. Odciągnięcie
2. Własna figura przeszkadza
3. Zugzwang
4. Nowotny
5. Słaba promocja
6. Widłowe uderzenia
7. Warto znać studia

Jako trener polecam swoim podopiecznym rozwiązywanie pouczających zadań i studiów, ale zbliżonych swym charakterem do gry praktycznej. Wykluczam jednak trening z zadaniami typu samomaty, maty pomocnicze i bajkowe, ponieważ te problemy nie mają żadnego aspektu szkoleniowego. Wręcz przeciwnie, uważam, że szkodzą w normalnym rozwoju szachisty. Niech tymi zadaniami zajmują się problemiści, ale nie zawodnicy, szczególnie młodzi.

Powracam do moich treningów. Została przydzielona mi utalentowana grupa średniaków, w której m.in. byli: Paweł i Dorota Czarnota, Marcin Tazbir, Piotr Brodowski, Dominika Hermanowicz itd. Tematem zajęć były różne formy ataku na króla. Wobec braku zegarów musiałem zrezygnować z zajęć praktycznych. Na szczęście sala treningowa była duża. Każdy miał swój stolik i komplet szachów. Na tablicy demonstracyjnej pokazywałem różne partie wzorcowe. W krytycznych momentach zadawałem wiele pytań, na które młodzież musiała po analizie odpowiedzieć. Była dyskusja i wymiana uwag. Był to trening aktywny. Taka forma szkolenia jest też bardzo efektywna, pod warunkiem, że trener zadaje wiele pytań i zmusza tym samym podopiecznych do intensywnej pracy. Młodzież pracowała sumiennie i otrzymała ode mnie bardzo dobrą ocenę.

W sumie byłem zadowolony z pobytu w Wiśle, choć pozostał pewien niedosyt: nieobecność Radka Wojtaszka i brak zegarów.

Z kierownictwem MASz uzgodniłem, że przyjadę na kolejną sesję, ale postawiłem dwa warunki: obecność Wojtaszka i dostęp do zegarów. Otrzymałem zapewnienie, że nie będzie z tym żadnych problemów!

Krótko przed rozpoczęciem zgrupowania (Wisła, 3-11 sierpnia 2000) dowiedziałem się, że znowu nie będzie Wojtaszka. W taki to sposób definitywnie moja propozycja pomocy szkoleniowej młodzieży za pomocą poczty elektronicznej nie znalazła uznania u kierownictwa MASz.

W Wiśle czekała mnie kolejna niespodzianka. Przydzielono mi grupę najmłodszych i ulokowano w małej salce. Nie było oczywiście obiecanych zegarów.

Poprosiłem kierownika sesji o odpowiednie lokum. Tłumaczył się, że nie otrzymał do dyspozycji innych pomieszczeń. Była to nieprawda. Potem miałem okazję obejrzeć ośrodek, w którym mieszkaliśmy i było tam kilka wolnych sal, w których można było przeprowadzić bez problemu odpowiedni trening.

Pod koniec zgrupowania odbyła się w holu budynku symultana. Miejsca było tam bardzo dużo. Tam też można było pracować z grupą. Znalazły się też niespodziewanie zegary. Tak więc na moje zajęcia kierownik zgrupowania nie zagwarantował mi odpowiednich warunków treningowych i sprzętu, natomiast na swoją symultanę miał wszystko. To się nazywa zmysł organizacyjny!

Powracam do moich treningów. Ostatecznie zgodziłem się przeprowadzić zajęcia w tak niedogodnych warunkach. Mam duże doświadczenie z pracą z młodymi zawodnikami od 10 do 12 lat. Najlepiej prowadzi się trening w grupie 4-5 osobowej. Przy liczbie 8 osób powstaje już za duży chaos. Miałem nadzieję, że dam sobie jednak radę. Niestety okazało się to praktycznie niemożliwe. W czasie zajęć dochodziło często do rękoczynów. Wyrywano sobie figury z ręki i rozrzucano szachy. Najbardziej agresywnego młodzieńca wypraszałem za drzwi. Ale to nic nie dało. Młody człowiek kopał w drzwi i treningu nie można było również dalej prowadzić.

Poprosiłem kierownika sesji o przydzielenie mi do pomocy jakiegoś trenera w celu podziału na dwie grupy. Nie było takich możliwości kadrowych. Wobec braku zapewnienia mi godnych warunków treningowych, zrezygnowałem z zajęć z grupą najmłodszych. Prowadziłem od tego momentu konsultacje indywidualne.

Zgrupowanie w Wiśle było pasmem wielkich rozczarowań. Na dwie sesje w 2000 roku poświęciłem w sumie cztery tygodnie urlopu wypoczynkowego i moje zaangażowanie poszło na marne. Natychmiast po powrocie do Dortmundu zadzwoniłem do kierownika wyszkolenia PZSzach i poinformowałem go, że zrywam dalszą współpracę z akademią!

Poniższy odcinek pochodzi z tekstu „Gorzka Prawda” („Szachy/Chess” 75/76 – 2002).

A jednak koledzy mieli rację …

Końcowy wniosek: Mam kontakty z wieloma osobami w kraju i wiem z różnych opinii, że powinno się coś zmienić w działalności Młodzieżowej Akademii Szachowej. Ale to jest już problem nowych władz Polskiego Związku Szachowego!

 

 

Wrz
13

Kontynuacja odcinka 173

O zajęciach w ramach MASz w Zakopanem (2-10.1999), na których udało mi się w pełni zrealizować jedną z moich metod treningowych,  pisałem już w różnych publikacjach, także na blogu. Dla przypomnienia:

Zajęciom przygląda się kierownik sesji Ryszard Bernard. Na pierwszym planie widać Radosława Wojtaszka i Katarzynę Tomę.

Oto fragment mojego artykułu, który ukazał się w miesięczniku „Szachista” (listopad 2001).

szach1 (Kopie)

szach3

Natomiast wcześciej, wkrótce po zakończeniu sesji, opracowałem podsumujący materiał i wysłałem wszystkim uczestnikom mojej grupy.

Wrz
12

Kontynuacja odcinka 172

W swoim programie Radosław Jedynak  przedstawia bardzo ambitny plan unowocześnienia Akademii:

Sam w latach 1999-2000, gdy byłem trenerem MASz, miałem skromniejsze oczekiwania: odpowiednia sala do treningu wraz ze sprzętem (komplety szachów i zegary). Takie warunki zagwarantowano mi w Zakopanem (1999) i dzięki temu mogłem przeprowadzić zajęcia tak, jak to planowałem.

Ten problem przedstawiałem już wcześniej w różnych moich publikacjach, także na blogu. Dla przypomnienia wprowadzenie do głównego tematu:

Trening praktyczny

Jako początkujący trener próbowałem różnych metod szkoleniowych, aby moje zajęcia były interesujące i efektywne. Literatury fachowej na ten temat właściwie nie było. Trzeba było więc wypracować sobie własne sposoby treningowe.

W latach 1966 i 1967 uczestniczyłem w zgrupowaniach kadry juniorów Polskiego Związku Szachowego. Metody prowadzenia tamtych zajęć nie przypadły mi do gustu. Było za dużo gadania i mało praktyki. Niewiele zostało w pamięci!

Dlatego w mojej pracy trenerskiej główny nacisk kładłem na zajęcia praktyczne. Tablica demonstracyjna służyła mi przede wszystkim do wyjaśnienia problematyki. „Prawdę” na szachownicy musieli znaleźć sami podopieczni, których dzieliłem na małe grupki (najlepiej dwuosobowe). Dawałem do pracy różne pozycje, które moi uczniowie musieli rozwiązać w toku wspólnej analizy.

Przeprowadzałem eksperymenty z różnymi sytuacjami z dziećmi i młodzieżą. Najpierw pokazywałem sam drogę realizacji przewagi na tablicy demonstracyjnej. Na następnych zajęciach sprawdzałem stopień zapamiętania rozwiązania. Nie wszyscy potrafili to powtórzyć. Potem wypróbowałem te same pozycje w treningu praktycznym. Wyniki były oszałamiające. Przerobiony materiał nie „uleciał w siną dal”!  Dlatego w mojej działalności szkoleniowej trening praktyczny stał zawsze na pierwszym planie i ten sposób prowadzenia zajęć polecam wszystkim trenerom!

W trakcie konsultacji indywidualnych na sesjach MASz dowiadywałem się o przypadkach, jak trenerzy pokazywali jakieś skomplikowane pozycje na szachownicy demonstracyjnej i uczestnicy przesuwali bierki bez większych emocji.

Jakie efekty szkoleniowe ma wykład np. na temat końcówek technicznych przeprowadzony z książki Szereszewskiego „Strategia gry końcowej”, kiedy trener pokazuje przebieg partii, omawia plany i pokazuje analizy, ale słuchacze są tylko biernymi uczestnikami tych wydarzeń. Nawet szachownica na stoliku przed graczem i przesuwanie figur w rytm komentarzy trenera nie rozwiąże istotnych niuansów danej pozycji.

Podopieczny musi być aktywny w trakcie zajęć. Musi sam dochodzić do prawdy. Musi sam znaleźć najlepsze plany, ruchy itd.

Ten sposób treningu przeprowadziłem z powodzeniem na mojej pierwszej sesji w Zakopanem.

 

 

 

Wrz
10

Kontynuacja odcinka 171

W punkcie 2 swojego programu Radosław Jedynak pisze:

  1. Nowa kadra trenerska 

Kadra trenerska od wielu lat pozostaje prawie niezmienna. Nie zawsze duża rotacja sprzyja podnoszeniu poziomu, ale w tym przypadku jest niezbędna.

Źródło

Na tę kwestię zwróciłem już uwagę  w czasopiśmie  „Szachy/Chess” (Gorzka Prawda: 75/76 – 2002) na stronie 82. Potem pisałem o tym w różnych publikacjach w polskiej prasie fachowej, także na blogu.

Okazuje się, że ten problem jednak dalej istnieje.

////////////////////////////////

Dla przypomnienia wpis z dnia 28 marca 2013 roku wraz z komentarzami:

Niedawno rozmawiałem z kolegą trenerem II klasy i byłym mistrzem Polski. Zapytałem się go, dlaczego nie uczestniczy w sesjach Młodzieżowej Akademii Szachowej. Ma tak wielką wiedzę o szachach, że mógłby wiele cennych informacji przekazać naszym talentom. Odpowiedź mnie nie zdziwiła: „Etatowi trenerzy MASZ się tak okopali, że nie ma tam dla mnie wejścia”.

Nic nowego. O tym pisałem już dawno i sygnalizowałem poważny problem: Trenerzy MASZ stworzyli sobie pewną małą grupę wzajemnej adoracji i wejść tam jest bardzo trudno. W Polsce mamy natomiast sporo doświadczonych szkoleniowców, z której wiedzy – z różnych względów –  się nie korzysta, ze szkodą dla naszych szachów.

W dniach 17-24 marca rozegrano Mistrzostwa Polski Juniorów do lat 16 i 18. Inny kolega trener II klasy stwierdził – po obejrzeniu wszystkich partii – słaby poziom wyszkolenia uczestników. W tej kwestii nie wypowiadam się, ponieważ nie widziałem żadnej partii.

Komentarzy: 13

  • Krzysztof Kledzik

28 marca 2013 o godz. 21:47

No właśnie, to jest dla mnie niezrozumiałe. PZSzach to instytucja państwowa, dotowana przez ministerstwo i podatników, a panują tam zwyczaje przypominające mi prywatny klub. Dopuszcza się do niego tylko osoby zaprzyjaźnione, rekomendowane przez osoby z wewnątrz klubu.

  • Radko

28 marca 2013 o godz. 23:31

Na układy nie ma rady i prezes to akceptuje. Poczekajmy do mistrzostw juniorów.

29 marca 2013 o godz. 07:57

Nie wiem czy czekanie coś tutaj da. Przecież od jakiegoś czasu juniorzy mają coraz słabsze wyniki w konfrontacji z juniorami z innych krajów. I co, i nikt niczego specjalnie w procesie szkolenia nie zmienia. To że szkoli się przy pomocy internetu w MASZ nie oznacza w cale że zmieniły się materiały szkoleniowe serwowane przez szkoleniowców w tej akademii. Ja uważam że potrzebny jest otwarty i jednocześnie alternatywny program szkolenia. Od jakiegoś czasu staram się namówić Pana Jerzego na napisanie książki szkoleniowej. Dobrze by było gdyby zachęcić innych trenerów (dla których w MASZ niema miejsca) do współpracy nad tą książką.

29 marca 2013 o godz. 08:39

U mnie jest problem z czasem. Zresztą mam do wykończenia jeszcze kilka rozpoczętych projektów dla Penelopy. Niedawno ukazała się książka „Stare i nowe anegdoty szachowe” w wykonaniu trenerów MASZ. Niech napiszą jakiś podręcznik dla młodzieży. Ostatnio namawialem bardzo doświadczonego trenera, który nie znalazł miejsca w MASZ, do napisania podręcznika, ale na razie nie ma na to czasu.

29 marca 2013 o godz. 09:30

Panie Jerzy cieszy mnie bardzo informacja że ma Pan do ukończenia kilka projektów dla Penelopy. Czekam na owoce Pańskiej pracy z niecierpliwością. A co do trenerów MASZ nie liczyłbym zbytnio na ich inicjatywę w postaci poważnej książki szkoleniowej. Notabene taka książka jaką spłodzili trenerzy MASZ powinna być dodatkiem a nie daniem głównym.

  • Krzysztof Kledzik

29 marca 2013 o godz. 10:42

Trenerzy z MASZ nie podejmą się pisania nowoczesnych książek szachowych, o wprowadzeniu alternatywnego programu szkolenia nawet nie wspomnę, bo narażą się i kierownictwu Akademii i własnym kolegom. Poza tym nie będą tym zainteresowani, bo PZSzach i tak z radością „łyka” wszystkie, nawet podrzędne osiągnięcia naszych szachistów, a ich mierne wyniki obraca w sukces. Więc po co wprowadzać zmiany? Z drugiej strony podziwiam pana Jerzego, że jeszcze nie stracił ochoty i zapału do publikowania książek szachowych, tym bardziej że były i są wyszydzane w internecie. Te obecne twierdzenia o „badziewiu” i inne starsze wypowiedzi, bodajże na forum B. Maciei.

29 marca 2013 o godz. 12:02

Każdy autor książek musi się liczyć z krytyką. Oczekujemy jednak na konstruktywne uwagi w kulturalnym tonie, gdyż to umożliwia poprawę jakości naszej pracy. Ale zdarzają się też chamskie ataki. Najwięcej ich było – niestety – ze strony „kolegów” z Polski. Moje książki sprzedają się w Niemczech dobrze, co świadczą ciągle nowe projekty i wznowienia. Mam do końca 2014 roku wypełniony plan pracy w wydawnictwie Joachima Beyera. W wolnych chwilach staram się robić coś dla Penelopy. Brutalne krytyki niektórych polskich szachistów nie zniechęcą mnie do dalszej pracy.

29 marca 2013 o godz. 13:16

Panie Jerzy a czy to byłby jakiś problem żeby wydawnictwo Joachima Beyera współpracowało z Penelopą? Może warto pomóc w nawiązaniu kontaktów między tymi dwoma wydawnictwami.

29 marca 2013 o godz. 13:48

Taka współpraca jest. Penelopa wydała jedno tłumaczenie na polski książki dla początkujących.

  • Krzysztof Kledzik

29 marca 2013 o godz. 15:16

Krytyka krytyką, ale jak się z góry zakłada że coś jest badziewiem, to trudno polemizować z takimi „argumentami”. Przez naszych przemawia zazdrość, bo oni nie publikują zaawansowanych książek szachowych, a z tym co ewentualnie napiszą, nie mają nawet co marzyć o zainteresowaniu poważnych wydawców. Więc z zazdrością patrzą na osiągnięcia innych.

  • anonim

29 marca 2013 o godz. 15:51

Jezeli Panstwo sa tacy madrzy,to zalozcie wlasna szkole szachowa i zobaczymy jakie beda efekty „waszej pracy”

Jestem ciekaw,czy Pan udostepni moj post,bo slyszalem,ze Pan lubi czasami nie udostepniac komentarzy innych osob.

29 marca 2013 o godz. 18:50

Tylko wulgarne komentarze są usuwane. W przeszłości nawet wiele chamskich uwag dopuściłem, aby pokazać „kulturę” niektórych szachistów w Polsce.
Tutaj toczy się konstruktywna dyskusja o Młodzieżowej Akademii Szachowej, która działa już wiele lat. Kosztowała dużych nakładów finansowych a efekty nie są adekwatne do tej działalności. Staramy się wyjaśnić tego przyczyny.
Po co zakładać więc jakąś prywatną szkołę? Trzeba wyciągać wnioski i modernizować to, co mamy. Ale wiem z własnych doświadczeń, że nikomu na tym nie zależy.
Wystarczy przeczytać teksty na mojej stronie i blogu.

  • Krystian

29 marca 2013 o godz. 22:51

Mądry anonimie, dlaczego się ukrywasz?

 

Wrz
08

Kontynuacja odcinka 170

W wpisie

zrelacjonowałem, jak to czołowy trener MASz próbował pokrzyżować szyki w mojej  współpracy drogą faksową z Maciejem Brzeskim.

W piśmie „Szachy/Chess”  (Gorzka Prawda: 75/76 – 2002) na stronie 92 przedstawiłem ustalenia, jakie zapadły na sesji w Wiśle w 2000 roku pomiędzy kierownictwem MASz w obecności tego trenera oraz mną w sprawie Maćka. Mnie dano wtedy wolną rękę. Zgodziłem się na to, gdyż prosił mnie o to wcześniej ojciec Brzeskiego.

Ustaliliśmy repertuar po 1.e4 i w tym kierunku pracowałem. Zatem próba zbojkotowania uzgodnionego programu szkoleniowego przez … była nieodpowiedzialna i wręcz skandaliczna. Zaskoczony tym wysłałem faks wiceprezesowi d/s sportowych … i poinformowałem go o tym fakcie. Ale nie było żadnej reakcji.

Już następnego dnia, czyli 16 października 2000 roku, wysłałem faks ojcu Brzeskiego, w którym m.in. pisałem: „Po 1.d4 powstaje dużo sytuacji o charakterze pozycyjnym (podobnie jak po 1.c4), gdzie przede wszystkim doświadczenie odgrywa decydującą rolę.  Tak więc niech pan nie słucha …, gdyż jego ocena dalszego przygotowania debiutowego Maćka jest po prostu błędna. Już … radził Maćkowi granie 1.e4. Każdy dobry zawodnik tak zaczynał grać w szachy. Po 1.e4 jest mniej strategii na rzecz taktyki. Maciek ma za mało doświadczenia. Musi więc grać taktyczne szachy … .

To przekonało ojca Brzeskiego i mogliśmy dalej już bez przeszkód kontynuować dalszą pracę.

Potem po publikacji tekstu w „Szachy/Chess” (Gorzka Prawda: 75/76 – 2002) kilka osób zadało mi pytanie, czy próbowałem tę kwestię wyjaśnić z trenerem MASz. Nie, gdyż już nigdy nie miałem możliwości spotkania się z nim.

Za współpracę z Wojtaszkiem i Brzeskim nie pobierałem żadnego wynagrodzenia. To był eksperyment w celu sprawdzenia, czy to może funkcjonować w praktyce. Potem chciałem podzielić się moimi doświadczeniami z innymi szkoleniowcami MASz.

Do tego jednak nigdy nie doszło, gdyż nikt w Polskim Związku Szachowym wtedy tą formą szkolenia nie był zainteresowany!       

 

 

Wrz
07

Kontynuacja odcinka 169

Jan Krzysztof Duda (Dortmund 2018)

Wczorajsze zwycięstwo naszego młodego arcymistrza nad byłym wicemistrzem świata Rosjaninem Siegiejem Karjakinem uradowało chyba wszystkich sympatyków szachów w Polsce: link.  

Mamy wreszcie – po Radosławie Wojtaszku – drugiego klasowego zawodnika, który potrafi walczyć z czołowymi szachistami świata! Sam wielokrotnie podkreślałem w różnych publikacjach, że jestem pod wrażeniem talentu Dudy i jego wzorcowego podejścia do samoszkolenia w szachach:

Jan Krzysztof Duda – największa nadzieja polskich szachów: „Szachy to gra bezwzględna. Tak uważa Jan. W meczu koszykówki czy tenisa długo można odrobić nawet dużą różnicę punktów, w szachach źle rozegrany debiut, czyli 10–12 pierwszych posunięć, często kosztuje porażkę. Dlatego te debiuty – choć nie tylko – analizują z trenerem Kamilem Mitoniem. Pracują po 5–6 godzin dziennie. Na zawodach trener w nocy rozgryza rywali, a rano przekazuje Jasiowi, co powinien grać”. Źródło.

Niedawno w „Panoramie Szachowej” (12 – 2017) opublikowano partię Duda – Eljanow z moim obszernym komentarzem.

We wstępie napisałem:

Co mnie cieszy, to że młodzież w Polsce zaczyna już pojmować znaczenie debiutów, np. link. 

 

 

Wrz
07

Kontynuacja odcinka 168

Radosław Jedynak w swoim programie porusza kwestię centralnego i spójnego systemu szkolenia.

To jest dawna historia. Takiego programu nie było w latach 1999-2000, kiedy to trzykrotnie brałem udział w sesjach MASz.

Dlatego w  emailu w dniu 15 sierpnia 2003 do ówczesnego prezesa PZSzach zaproponowałem zorganizowanie spotkania roboczego w gronie czołowych trenerów kraju, coś w rodzaju „okrągłego stołu”, w celu opracowania optymalnego systemu szkolenia dla polskiej młodzieży.

W odpowiedzi w dniu 18 sierpnia 2003 roku prezes napisał, że ta idea mu się podoba i na tym się skończyło.

W czasopiśmie Polskiego Związku Szachowego MAT 2-2015 na stronie 19 w wywiadzie Pawła Dudzińskiego (redaktor prowadzący pisma) Radosław Wojtaszek wypowiedział się odnośnie szkolenia młodzieży w Polsce:

Co do polskiej myśli szkoleniowej, to w mojej ocenie takowa po prostu nie istnieje. Mimo tego, że funkcjonuje Akademia Szachowa, to nie ma w niej spójnego programu treningu. Nie mówię, że trenerzy nie pomagają juniorom, ale raczej nie jest to uporządkowane …

Wypowiedź Radosława Wojtaszka wywołała burzę w środowisku szachowym, choć nasz arcymistrz właściwie nic nowego nie powiedział. Od dawna słyszy się, że z tym trenowaniem młodzieży nie jest optymalnie, co widać po wynikach ostatnich lat w imprezach rangi mistrzostw świata oraz Europy.

Już dawno kilku moich korespondentów w prywatnych listach zwracało uwagę na tę kwestię i na to, że w polskich szachach nie ma jakiś konkretnych wytycznych szkoleniowych dla trenerów. Wielu szkoleniowców często jest zdezorientowanych różnymi teoriami głoszonymi przez autorytety i potem nie wiedzą, na co powinno się właściwie zwracać większą uwagę w swej pracy.

Dla przypomnienia jeszcze:

Młodzieżowa Akademia Szachowa – szkoła z tradycjami
Agnieszka Fornal-Urban i Marek Matlak (MAT 8-2015)

„Na przestrzeni wielu lat działalności szkoły system szkolenia był nadzorowany, koordynowany i dofinansowywany ze środków publicznych. Przechodził wiele przeobrażeń i modyfikacji. Wdrażano nowe rozwiązania, które miały na celu uczynić go bardziej skutecznym. Zmiany dotyczyły nie tylko ram programowych, metodyki prowadzenia szkolenia, ale również doboru kadry trenerskiej, doboru kandydatów i selekcji zawodników. Ponadto uwzględniano trendy rozwoju sportu szachowego na świecie i dostosowywano sposób nauczania do odbiorcy w różnym wieku” …

Od mojego listu do ówczesnego prezesa w tej kwestii minęło już 15 lat i problem centralnego i spójnego systemu szkolenia polskiej młodzieży jest dalej aktualny?  

 

 

Wrz
05

Kontynuacja odcinka 167

Z programu kandydata na prezesa PZSzach Radosława Jedynaka:

W 2000 roku rozpocząłem również współpracę z utalentowanym juniorem MASz Maciejem Brzeskim z Koszalina.

Poniższy wycinek pochodzi z czasopisma Piotra Kaczorowskiego „Szachy/Chess”  (Gorzka Prawda: 75/76 – 2002).

Tym trenerem był wieloletni szkoleniowiec Młodzieżowej Akademii Szachowej. Niedawno został zaliczony do wybitnych trenerów w historii polskich szachów!   

Wrz
04

Kontynuacja odcinka 166

Program Radosława Jedynaka został ogłoszony niedawno. Te same problemy były już mi znane w 1999 roku.

Poniższy wycinek pochodzi z „Szachy/Chess”  (Gorzka Prawda: 75/76 – 2002). Moja koncepcja miała jasny cel: pomóc utalentowanej polskiej młodzieży w samoszkoleniu.

Jak już pisałem w poprzednim odcinku, idea ta nie znalazła uznania kierownictwa Młodzieżowej Akademii Szachowej Polskiego Związku Szachowego. Na dwóch sesjach z moim udziałem w Wiśle 2000 roku nie zaproszono Radka, mimo że o to prosiłem. Podkreślałem bowiem, że szkolenie drogą emailową powinno być połączone z bezpośrednimi kontaktami.

Zatem nie tylko nie zaakceptowano zaproponowanego przeze mnie programu szkolenia, to jeszcze naciskano na Radka, aby zerwał ze mną współpracę.

Poniższy wycinek pochodzi z listu elektronicznego (oryginał jest w moim archiwum) z dnia 14 sierpnia 20003 roku, po czym Wojtaszek rzeczywiście więcej się nie odezwał.

 

  • Szukaj:
  • Nadchodzące wydarzenia

  • Odnośniki

  • Skąd przychodzą

    Free counters! Licznik działa od 29.02.2012
  • Ranking na żywo

    2700chess.com for more details and full list 2700chess.com for more details and full list
  • Codzienne zadania

    Play Computer
  • Zaprenumeruj ten blog

    Wprowadź swój adres email aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez email.

    Dołącz do 138 pozostałych subskrybentów