Archiwum kategorii ‘Sylwetki’

wrz
13

Kilka dni temu otrzymałem list elektroniczny, który zaczynał się od słów:

Dzień dobry !
To ja, duch z zamierzchłej przeszłości…
Serdecznie Cię pozdrawiam
Rafał Marszałek

Co za niespodzianka! Z Rafałem Marszałkiem nie miałem kontaktu prawie 40 lat. Dla młodego pokolenia jest z pewnością nieznany, ale kiedyś zaliczał się do czołówki krajowej. Nadarzyła się więc okazja, aby przypomnieć sylwetkę mistrza FIDE Rafała Marszałka.

Zapraszam do lektury jego dwóch świetnych nowel związanych z szachami: Olimpiada w Tokio i Acheron.

Wspomnienia

wrz
09

BIAŁA  FLAGA ( i balet liberałów)

Zdaniem Jarosława Kaczyńskiego znakiem rządów PO-PSL jest biała flaga, którą premier Tusk powiewa na polu polityki zagranicznej, w stosunkach z Unią Europejską, a także w kwestii smoleńskiego śledztwa. Prezes PiS-u ma niewątpliwie rację, bowiem rząd „tusko-bratów” ustępuje na całej linii w dziedzinie pertraktacji z innymi państwami, a przy tym z niskiem pokłonem, rezygnując od razu z możliwych albo oferowanych szans. Tak było w sprawie tragedii smoleńskiej, którą można było badać wspólnie z Rosją na podstawie umowy z r.1993, a nie na mocy umowy z Chicago, nieadekwatnej ( bo dotyczy maszyn lotnictwa cywilnego) i niekorzystnej dla strony polskiej. Tak było i w traktacie o dostawy gazu, gdyż dało się wynegocjować lepsze warunki, jak się okazało po „reprymendzie” ze strony UE. Niestety, rząd Tuska jakby nie myślał w kategoriach polskiego interesu, oddając sąsiadom zbyt wiele, a białą flagą powiewa zbyt często, a nie w sytuacjach bez wyjścia, kiedy to zwyczajowo biały kolor oznacza rezygnację z oporu. Nie wiem czy Tusk nosił tzw. oporniki, modne w okresie stanu wojennego, a zastępujące zakazane dekretem WRON-u symbole „Solidarności”. Tak czy owak dzisiaj jest facetem, który oddaje wszystko bez oporów. Oczywiście sąsiadom, bo obywatelom IIIRP zabiera, podwyższając ceny i podatki, wbrew przedwyborczym obietnicom. Tusk jest też skazany na machanie białą flagą, bo ma silną alergię na barwy narodowe jak sam wyznał kiedyś na łamach miesięcznika „Znak”. Można założyć, że obywatele IIIRP albo nie czytali tych kompromitujących wynurzeń Tuska, albo jest im obojętne kto kieruje państwem polskim. Wybrali więc antypolskiego demona, który demoluje od środka nasz kraj.

Miesiąc przed wyborami trwa nagonka mediów na PiS i na jego prezesa, tego można się było spodziewać. Nie dziwię się jednak, że Jarosław nie pali się do debaty z Tuskiem, który doprowadził do śmierci jego brata, choć brak programu PO też jest tu powodem. Post-komunistyczny układ stosuje różne przedwyborcze chwyty. Nędzną prowokacją jest np. „profanacja” pomnika ofiar w Jedwabnem ( fałszywego pomnika – jak słusznie pisze Krzysztof Bulzacki w nr.34 TP – bo niemiecką zbrodnię przypisuje Polakom), a łatwo odgadnąć, iż jest to robota służb specjalnych, by właśnie przed wyborami ukazać nas w złym świetle, a może umocnić kurs na roszczenia. Podobnie w roku 1946 – w kilka dni po sfałszowanym referendum – posłużono się tzw. „pogromem” kieleckim, który był rzezią zorganizowaną przez urząd bezpieczeństwa, z bratnią pomocą NKWD. I wtedy celem była kompromitacja Polaków przed wyborami, które rzecz jasna musiały skończyć się tak jak skończyły. Warto przypomnieć krótko ów przedwyborczy terror, a była to bezlitosna wojna ubeków z narodem. Oddziały UB i MO rozbijały wiece wyborcze PSL, do więzień wtrącono dziesiątki tysięcy zwolenników tej partii, w tym 149 kandydatów PSL-u na listach do Sejmu. Zamordowano 118 działaczy PSL-u, a 98 kandydatów z PSL po prostu skreślono z list. Ogółem liczba uwięzionych sięgała wówczas 100 tysięcy, a ludzi tych torturowano i maltretowano psychicznie np. pozorowanymi egzekucjami ( cytuję za „Historią Polski” Wojciecha Roszkowskiego, W-wa, PWN, 1991, str.167/8). Oprócz tego trwała walka reżimu z partyzantami i organizacją WiN-u. Dziś mamy jedynie „miękki” totalitaryzm, likwidujący opozycję metodą wypadków samochodowych, a nawet lotniczych oraz za pomocą „samobójstw”.

Nieraz zapominamy jak straszne to były lata, gdy zaraz po wojnie z hitlerowską Rzeszą przyszło nam stawić czoła sowieckiemu barbarzyństwu oraz aparatowi UB, naszpikowanemu „aparatczikami” zza wschodniej miedzy, których ojcowie bywali kiedyś ofiarami pogromów w Rosji. Od rewolucji bolszewickiej Żydzi woleli więc stać zawsze po stronie silniejszego. W porównaniu ze stalinizmem lata IIIRP są po prostu sielanką, choć teraz również układ robi wszystko dla ustanowienia trwałego reżimu tzw. „liberałów”. Dzisiaj przed wyborami uwięziono tylko przywódcę kiboli, a seria tajemniczych zgonów nie jest zbyt długa, oczywiście gdyby pominąć masakrę w Tupolewie pod Smoleńskiem. Sęk w tym, że pominąć jej nie można. Uderzono tam w polskie elity z precyzją szatańskiego chirurga, bo tak działają służby specjalne w XXI wieku. I tę smoleńska hekatombę wypada nam włączyć w ramy przedwyborczego terroru, bo likwidacja demokratycznej opozycji leżała w interesie post-komunistycznego układu. Po tej operacji PiS staje do wyborów jakby z przetrąconym kręgosłupem, a do tego osłabiony rozłamem agentury, która dziś w kanapowej partyjce trąbi, że „Polska Jest Najważniejsza!” . Cynizm tych haseł równy jest hipokryzji agentów, którzy zdradzają PiS na zamówienie post-komunistycznego układu. A na ulice polskich miast wysyłają nieznanych sprawców, aby niszczyli plakaty i bannery PiS-u! Jak to przypomina metody z lat 1946/47 – wtedy niszczono hasła wyborcze PSL-u, demolowano siedziby ludowców. Dzisiaj niszczy się tylko plakaty i bannery, ale zabójstwo działacza PiS-u w łódzkiej siedzibie tej partii to naprawdę nic?

Do wyborów jeszcze kilka tygodni, kto wie co się jeszcze wydarzy? Tymczasem ludzie z Platformy już rozdają ministerialne teki, choć co trzeci Polak nie wie na kogo głosować…A może do głosowania też pójdzie tylko co trzeci obywatel ? Niewykluczone, polskie społeczeństwo to dziś bezwolna masa wypranych z mózgów manekinów, część tego „narodu” jest zdezorientowana, a jeszcze więcej jest obywateli sprzedajnych, którzy ( dla tzw.”świętego spokoju”) zagłosują na istniejący układ. Są i tacy, co zagłosują nań z oportunizmu albo z wdzięczności za doraźny finansowy zastrzyk, albo za obietnicę awansu lub posady. Kupowanie wyborców leży w praktyce Platformy, a w ostateczności wyniki można przecież naciągnąć. Fałszerstwa odkryto np. po ostatnich wyborach prezydenckich, jednak sądy są pod kontrolą układu. Czy dlatego min. Rostowski wołał w Sejmie do opozycji: „Jesteście kompletnie i totalnie bezbronni!” , a może chodziło mu tylko o marną sytuację finansów IIIRP ?

Premier Tusk znalazł czas na wizytę w Wilnie, gdyż bracia Litwini coraz mocniej prześladują polską mniejszość. Walka z polskim językiem stała się jakby obsesją litewskich władz. W swej antypolskiej agresji Litwini jakby zapomnieli, że w wiekach XIII/XIV-tym kunigasi łupili polskie ziemie, a jeńców osadzali nad Niemnem, aby Polacy uprawiali pola, gdy oni najeżdżali sąsiednie krainy. Litwini nigdy nie powiewali białą flagą, ale jak skończy się konflikt o polskie szkoły na Litwie ? W obliczu debat przedwyborczych pytanie to schodzi na drugi plan, rzadko mówi się też o 530 aferach korupcyjnych, które wloką się w nieskończoność, bo rząd PO-PSL jest frontem obrony przestępców. Liberałów ci u nas aż nadto, a gdy trzeba są w prokuraturze! I tańczą na platformie do upadłego.

Marek Baterowicz

sie
18

BAKET A SPRAWA POLSKA

Pod tajemniczym tytułem „Baket” Jarosław Marek Rymkiewicz wydał kiedyś książkę w Niezależnej Oficynie Wydawniczej ( W-wa), a równolegle w Londynie ( Aneks, 1989). Cenzura mogłaby bowiem zakwestionować niezbyt pochlebne opowieści o Nowosilcowie czy o księżnej Zubow, a może i śmiałą scenę erotyczną z udziałem Seweryna Goszczyńskiego i Ksawery Deybel, tej samej, która ponoć powiła syna Mickiewiczowi. W książce sporo jest o represjach Nowosilcowa wobec filomatów, o nich samych, wreszcie o naszych romantykach czy o Towiańskim, który podobno zamordował i pokroił na kawałki farmaceutę Gutta. Powód ? Rzecz przedstawiona na stronie 115! Przewija się też Tomasz Zan, rodzina Augusta Becu czy Domeyko i wiele innych postaci. Wyjaśnijmy wreszcie, że baket ( bateria Mesmera) natomiast był modnym w tych czasach urządzeniem leczniczym, a leczono magnetyzmem. Opis tych kuracji, niekiedy pikantnych, ciekawy czytelnik znadzie w książce Rymkiewicza. A nawet opis śmierci Augusta Becu, trafionego piorunem podczas drzemki.

Doktor Sauvan, który instalował w Wierzbnie pod Warszawą owe bakety, zalecał radykalne metody leczenia, a polegały one na wrzucaniu spoconego pacjenta do zimnej wody. Czy wszyscy przeżyli taki szok ? Zygmunt Krasiński przeżył, choć przyznawał w listach, że po tych zabiegach prawie mdlał i zasypiał z osłabienia. Z czasem bakety wyszły z mody, a może nie okazały się skutecznym panaceum na choroby. Dzisiaj, gdy inne trapią nas dolegliwości, a III Rzeczypospolitą trawi ciężka choroba, może warto zastosować znowu bakety ? I ministrów rządu, na czele z premierem Tuskiem, postawić pod lodowatym prysznicem ? Coś w tym rodzaju spotkało premiera kilka dni temu, kiedy wygwizdano go w Gdańsku, kolebce „Solidarności”. Czy premier przejął się tym bodaj odrobinę ? Nie wiemy, jego wytrenowana maska polityka nie zdradza takich emocji. Będzie grał swoją rolę do końca, aż do opuszczenia kurtyny, bo nie może zawieść głównego reżysera układu. Układu, który eliminuje niepotrzebnych, zużytych czy wreszcie niepożądanych lub niewygodnych dla republiki „kolesiów”. Tych niewygodnych więcej jest oczywiście po stronie opozycji, nie dziwi więc aresztowanie pod byle pretekstem wodza kiboli. Szokuje za to pobicie go przy tej okazji, bo w kraju demokratycznym nie biją na komisariatach. Staruchowicz posiedzi w pudle trzy miesiące, akurat do wyborów, a zatem w tym okresie czasu, w którym mógłby sterować ruchem kibiców. A ci przecież wykrzyczeli premierowi swoje zamiary: „Tusk, ty matole! Twój rząd obalą kibole!”…Urażony tym premier postanowił unieszkodliwić wodza kiboli. Tymczasem wymiar „sprawiedliwości” wypuszcza po zaledwie dwóch latach łomiarza, który ma na swym koncie napady na 29 kobiet! Rezultat ? Nowy napad, ale protegowany przestępca będzie odpowiadał zań …z wolnej stopy! Najwidoczniej prokuratura uznała, że napady na zwykłe obywatelki IIIRP to drobiazg – ale gdyby łomiarz zagrażał oligarchom ? O, to co innego!

Inny niewygodny dla układu, Andrzej Lepper, gryzie już ziemię. Nie był nigdy moim idolem, a jego pozycja w czasach rządów PiS-u wynikła nieoczekiwanie po wycofaniu się Platformy Obywatelskiej z projektu wspólnej koalicji. Co jednak naprawdę stało się w warszawskim biurze „Samoobrony” ? Czy na życie mógł się targnąć człowiek tak silny jak Lepper ? Wierzący, a do tego troszczący się o chorego syna ?! Wersję samobójstwa nawet prokuratura rozwinęła w hipotezę udziału „osób trzecich” ! Być może postanowiono tak, by sprawić wrażenie obiektywności dochodzenia, a ostateczny werdykt jest już przesądzony ? Nie wiadomo, ale czy można ufać prokuratorom, którzy zbłaźnili się w śledztwie katastrofy Tupolewa ? Tomasz Sakiewicz jest w posiadaniu nagrania rozmowy z Lepperem, który ujawnia sprawy niewygodne dla PO, a w dodatku potwierdzające ( o. zgrozo!) zeznania Jarosława Kaczyńskiego! A na internecie pojawiła się wiadomość o odkryciu rusztowania na tyłach biura „Samoobrony” – czy tą drogą mogli dostać się nieznani sprawcy, by powiesić Leppera ? Czy prokuratura zbada ten trop w trosce o dotarcie do prawdy ?

Śmierć Leppera to kolejna ofiara na coraz dłuższej liście tajemniczych zgonów, upozorowanych samobójstw po roku 1989, poczynając od wypadku Michała Falzmanna, inspektora NIK-u, który badał aferę FOZZ. A od tragedii Tupolewa obsewujemy jakby przyśpieszenie owych dziwnych zgonów. Przypomnijmy kilka z nich: biskup ewangelicki Mieczysław Cieślar, miał być następcą ks.Adama Pilcha, który zginął w Smoleńsku. Krzysztof Knyż, operator „Faktów”, gdzie sporo pisano o katastrofie Tupolewa. Prof.Marek Dulinicz, szef grupy archeologów, która miała jechać na miejsce upadku samolotu. Wszyscy zginęli w wypadkach samochodowych, a łączy ich też wątek smoleński. W czerwcu 2010 dziwny wypadek samochodowy miał też dziennikarz Wojciech Sumliński, lecz przeżył. Wcześniej był represjonowany za próbę opublikowania książki o służbach specjalnych. Wreszcie w grudniu ubiegłego roku rzekomo powiesił się Grzegorz Michniewicz, dyrektor generalny kancelarii premiera Tuska. Miał on dostęp do najbardziej tajnych dokumentów premiera, być może zatem uznano, iż wie za dużo ? Przyjaciel, z którym Michniewicz rozmawiał przez Skype przed śmiercią relacjonuje, że Grzegorz był czymś pezerażony, wręcz szlochał.

A dlaczego musiał zginąć szyfrant Zielonka ? Jego szczątki znaleziono w kwietniu 2010 w nurtach Wisły. Krąży hipoteza, że obcy wywiad wydobył zeń informacje o kodach, a potem go zlikwidował. Czy zrobili to Rosjanie, Niemcy a może kosmici ? Zapewne nie dowiemy się nigdy, podobnie będzie chyba z tajemniczą śmiercią Leppera. W fingowaniu samobójstw tajniacy nie są może mistrzami, ale posiadają niezawodną ochronę ze strony prokuratury i sądów, pozostających na smyczy układu. A pęknięcie na razie układowi nie grozi, zaś seria tajemniczych a śmiertelnych wypadków na tle politycznym mówi o powrocie do totalitaryzmu. Nikt też nie odważy się wrzucić prokuratorów i sędziów do baketu albo postawić ich pod zimnym prysznicem. Są oni pod pod specjalną ochroną układu, bo służą przecież do „prawnego” klajstrowania IIIRP, państwa opartego na cynicznym stosowaniu bezprawia. Niedawne dymisje w prokuraturze po haniebnym przekazaniu informacji o białoruskim dysydencie sugerują, że niektórzy panowie urzędowali w niej jako kolaboranci Łukaszenki. I tak polska „demokracja” – oficjalnie wspierająca dysydentów na Białorusi – okazała się zgniłym jabłuszkiem w unijnych ogrodach Europy.

Marek Baterowicz

sie
12

Bitwa o Warszawę (12 – 16 sierpnia 1920 r.)

W sierpniu 1920 roku inna bitwa o Polskę przyniosła nam decydujące zwycięstwo w wojnie z Rosją bolszewicką. Była to kilkudniowa bitwa o Warszawę, która ocaliła niepodległość Rzeczypospolitej. Ale najpierw przypomnijmy w skrócie przebieg wojny. W styczniu 1920 dwie dywizje polskie pod dowództwem Rydza Śmigłego przeszły Dźwinę, opanowały Dyneburg, a współdziałając z Łotyszami wyparły siły sowieckie z dawnych Inflant polskich. Dziwnym trafem Dyneburg w naszych dziejach był często teatrem działań wojennych. W 1573 r. zdobył go Iwan Groźny, rozpoczynając wojnę z Rzeczypospolitą. Odebrano twierdzę już w 1577 r., a w r.1625 obronił ją przed Szwedami Aleksander Gosiewski, były dowódca polskiej załogi na Kremlu. Po fatalnym traktacie w Andruszowie z Rosją ( 1667) Dyneburg pozostał w granicach Rzeczyspolitej.

W roku 1920 Polacy oddali Łotyszom wyzwolone tereny, ponieważ Piłsudski wspierał ideę niepodległości krajów nadbałtyckich. Ta polityka wyzwolenia nie miała niestety poparcia mocarstw, a w dodatku od 8 grudnia 1919 z angielską arogancją próbowano nam narzucić tzw. linię Curzona. Anglia troszczyła się o granice Rosji bolszewickiej!!! Piłsudski popierał też aspiracje niepodległościowe Ukrainy, od września 1919 r. działała w Warszawie misja atamana Petlury. Jego oddziały broniły przed Rosją szczątków narodowego państwa ukraińskiego. Powstawały też narodowe formacje białoruskie. Polskie poparcie tych aspiracji, zwłaszcza na Ukrainie, oznaczało wojnę z Rosjanami..

W marcu 1920 r. nastąpiła ofensywa gen.Sikorskiego na Polesiu, przecinająca obie strefy operacji : ukraińską i białoruską Rosjanie próbowali ofensywy na Wołyniu, ale zostali pobici. Z końcem marca Polska złożyła propozycję rokowań pokojowych w Borysowie, którą po kilku tygodniach odrzucono. Wtedy, 21 kwietnia, Polska zawarła z Petlurą układ polityczno-wojskowy zobowiązując się do pomocy Ukrainie w uzyskaniu niepodległości. I w cztery dni później rozpoczęto wielką ofensywę polską na Ukrainie, ze wsparciem szczupłych sił ukraińskich. 9 maja zajęto Kijów, gdzie armia Rydza Śmigłego święciła triumf wspaniałą paradą wojskową. Ale już 14 maja Rosjanie rozwinęli natarcie na północy, nad Dźwiną, spychając polskie dywizje do Berezyny. Tam, po zaciekłych walkach, odepchnięto Tuchaczewskiego, lecz Rosjanie wstrzymali polską ofensywę. Tymczasem między Dnieprem a Bohem zjawiła się potężna armia konna Budionnego. Wprawdzie odparto jej pierwsze uderzenie, ale 5 czerwca Budionny przełamał polskie linie i znalazł się na tyłach naszego frontu. W tej sytuacji Piłsudski uznał, że zniszczenie armii Budionnego ważniejsze było od trzymania Kijowa. Armia Rydza Śmigłego opuściła więc Kijów ( 11 czerwca) kierując się w strony Żytomierza, gdzie manewrował Budionny. Pod Zwiahlem próbował daremnie pobić go gen.Romer, a w bitwie pod Równem Budionny przełamał polskie siły, by wedrzeć się głębiej na tyły frontu. A kiedy 4 lipca cztery armie rosyjskie ruszyły do ofensywy Polska znalazła się w niebezpieczeństwie. Tuchaczewski wydał rozkaz: „…rozstrzygają się losy powszechnej rewolucji, po trupie Polski wiedzie droga do światowego pożaru. Na Wilno, Mińsk, Warszawę marsz!”.

Istotnie, 14 lipca korpus konny Gaj Chana obejściem frontu od północy zaskoczył wszystkich i wtargnął do Wilna. Próbowano jeszcze trzymać linię obrony wzdłuż Niemna i Szczary. A na południu nowe sukcesy odnosił Budionny. Rosjanie byli tak pewni ostatecznego zwycięstwa, że w zajętym Białymstoku trzymali już …przyszły rząd „polski”. Byli w nim: Julian Marchlewski, Feliks Dzierżyński, Feliks Kon, Julian Leszczyński, Julian Unszlicht.

Polską propozycję zawieszenia broni bolszewicy ignorowali, licząc na szybkie zdobycie Warszawy. Kolejarze w Czechach i w Niemczech – zarażeni ideą rewolucji – wstrzymywali dostawy ze sprzętem dla polskiej armii. A w Anglii żołnierze musieli zastąpić robotników portowych, by ładować statki dla Polski. Pełnego poparcia udzielała nam tylko Francja, jej misja wojskowa z marszałkiem Fochem i gen.Weygandem była w Polsce. Do Warszawy dotarł jednak też lord d’Abernon, a Sir Reginald Tower w Gdańsku osobiście pomagał w wyładowywaniu amunicji.Tymczasem ambasady opuszczały stolicę, został tylko nuncjusz apostolski Achille Ratti ( przyszły papież Pius XI), by wspierać walczących modlitwą.

Czy pomogły jego modły, czy dzień Wniebowstapienia ? Bez powszechnego zrywu narodu nie byłoby jednak zwycięstwa. Armię zasiliło około sto tysięcy ochotników, w tym gimnazjaliści! Szli z różnych stron Polski, nie tylko ze szkół warszawskich.

Tymczasem – jak relacjonował Curzio Malaparte – w dzielnicy Nalewki „trzysta tysięcy Żydów nasłuchiwało odgłosów bitwy, trwał tam rewolucyjny ferment”. Ten żywioł był wewnętrznym wrogiem Polski, gdyż żydowska młodzież była podatna na idee marksizmu, a zasilając szeregi bolszewickiej agentury działała potem przeciwko IIRP. A po roku 1945 wspólnie z Rosjanami Żydzi instalowali w Polsce sowiecki reżim.

12 sierpnia Piłsudski objął dowództwo frontu środkowego, z kwaterą w Puławach. A kierownictwo bitwy pod Warszawą zlecił gen.Rozwadowskiemu oraz gen.Weygandowi, przy współudziale gen.Sosnkowskiego. 13 sierpnia rosyjska artyleria rozpoczęła ostrzał Radzymina, który przechodził z rąk do rąk. Kontroofensywę wojsk Sikorskiego nad Wkrą przyśpieszono o jeden dzień, a gen.Żeligowski wsparł dywizje walczące pod Radzyminem, Zielonką i Ossowem. 15 sierpnia odbito Radzymin, a bitwę o Warszawę rozstrzygnęło kontrnatarcie znad Wieprza rozpoczęte rankiem 16 sierpnia. W tym samym czasie Piłsudski prowadził uderzenie z południa rozbijając siły czterech armii sowieckich, które już zamierzały otrąbić zwycięstwo. Polskie natarcia zeszły się 17 sierpnia w Mińsku Mazowieckim. Bitwa o Polskę była wygrana, odtąd ścigano już rozbite formacje bolszewików, nawet Budionny poniósł porażkę pod Lublinem. Bitwę o Warszawę łączono nieraz z cudem, jednak było to zwycięstwo narodu, który gorączkowo pragnął niepodległości. Oddają to dobrze słowa francuskiego generała Faury, a widział on Polaków w boju: „Ścigają ludzie zgłodzeni, szkielety. Ożywia ich tylko płomień ich oczu, w których czyta się gorącą wolę, by dotrzeć do celu”.

Bitwa o Warszawę nie była przypadkowym zwycięstwem. W dniach od 20 do 26 września Polacy odnieśli też zwycięstwo w długiej bitwie nad Niemnem, biorąc do niewoli tysiące jeńców. Bolszewicy musieli przystać na rokowania pokojowe w Rydze, zakończone 18 marca 1921 roku.

Marek Baterowicz

Bitwa Warszawska w Wikipedii
Bitwa Warszawska w YouTube
Cud nad Wisłą 1920

sie
07

DWAJ PANOWIE „R”

– to oczywiście Rymkiewicz i Rydzyk. A obaj bardzo przeszkadzają układowi władzy, którego postkomunistyczne korzenie wyzwoliły totalitarne tendencje w IIIRP. I tak, wbrew deklaracjom o demokracji, ustrój IIIRP coraz bardziej przypomina czasy PRL-u. Od paru lat niszczy się niezależnych dziennikarzy, a od niedawna nawet aresztuje blogerów, którzy krytykują prezydenta Komorowskiego. Sądy wydają coraz to bardziej oburzające wyroki, by chronić interesy układu lub jego ikony ( Wałęsa, Jaruzelski, Kiszczak ). Opiekun tej post-komuny nadaje masowo ordery Orła Białego ludziom, których działania godziły w Polskę zamiast ją wspierać, a zatem ordery dostają np. Szymborska czy Michnik. Tego ostatniego właśnie mocno podważył Jarosław Marek Rymkiewicz – poeta, który debiutował jeszcze w roku 1956, w roku politycznej odwilży. Nie trwała ona zresztą długo. Rymkiewicz ( ur. w Warszawie w r.1935 ) studiował polonistykę w Łodzi. Jest też eseistą, dramaturgiem oraz tłumaczem poezji anglosaskiej i hiszpańskiej. W swej twórczości nawiązuje do klasycyzmu, poczynając od antyku ( „Głośniej Wergili…”). Jest polskim patriotą, choć ojciec był Niemcem ( podobnie Wincenty Pol, syn Pohla von Pollendorfa, a jakże wielki patriota polski ! ). Może jest w tym jakaś prawidłowość ? Kolberg lub Linde także umiłowali polską kulturę. Tak czy owak Rymkiewicz, broniąc polskiej tradycji, zarzucił Adamowi Michnikowi, że redaktorzy „Gazety Wyborczej” nienawidzą Polski i chrześcijaństwa jako duchowi spadkobiercy Komunistycznej Partii Polski”. Diagnoza całkowicie słuszna, a można ją rozszerzyć o koneksje rodzinne tych osób, bo poprzez familijne więzi idee KPP przenikały do umysłów dzieci, wychowywanych na podręcznikach szkolnych układanych przez matkę Michnika. Podobną historię rodzinną ma Helena Łuczywo, zastępczyni Michnika – jej ojciec ( Chaber) za działalność przeciwko IIRP dostał wyrok 6 lat więzienia. Tacy ludzie są też w szeregach Platformy Obywatelskiej, np. Paweł Śpiewak, którego ojciec Jan był związany z KPP Zachodniej Ukrainy ( vide: „Czerwona msza”, W-wa,1998, t.I Bohdana Urbankowskiego ). Te familijne układy, dobrze przedstawione w „Czerwonych dynastiach” prof.J.R.Nowaka, raz jeszcze chwyciły za gardło Polskę po roku 1989, próbując zdusić aspiracje Polaków do prawdziwej suwerenności i pielęgnowania polskiej kultury. Lektura „Czerwonych dynastii” daje wstrząsający obraz tego stanu rzeczy, wspomina też o nowych wyczynach tych antypolskich dziwolągów jak np. wywiad prof.Aleksandry Jasińskiej-Kani ( córki Bolesława Bieruta i Małgorzaty Fornalskiej !), publikowany w post-komunistycznym „Przeglądzie” ( 29.X.2006). Pani ta ostro atakuje w nim Polaków, ich tradycje i rzekomy „nacjonalizm”, sięgając do przeinaczeń i kłamstw. Omówienie jej wywiadu wymagałoby osobnego felietonu, ale czy warto rozwodzić się nad paranoiodalnymi sądami córki Bieruta, funkcjonariusza NKWD ? Lepiej zastanówmy się, dlaczego w XXI-ym wieku nadal dławi się głosy Polaków, a drukuje wypowiedzi takich mutantów ?
Rymkiewicz był zatem niezwykle oszczędny w swym oskarżeniu, uderzało ono tylko w redakcję „Gazety Wyborczej”, podczas gdy obóz Michnika jest zaledwie ośrodkiem tej antypolskiej ośmiornicy.

Drugi pan „R” – ojciec Tadeusz Rydzyk, ponownie naraził się układowi swoja wypowiedzią w Brukseli, znaną już czytelnikom. Przypomnijmy w skrócie, że zdaniem dyrektora Radia Maryja w Polsce od 1939 r. nie rządzą Polacy, a za rządów PO-PSL widoczny jest nawrót do praktyk totalitaryzmu. Wprawdzie w okresie IIIRP Polacy dwukrotnie byli u steru rządów ( w 1992 – premier Jan Olszewski, w 2005-2007 premier Jarosław Kaczyński ), jednak układ post-komunistyczny intrygami oraz presją medialną ( pismo Michnika, TV) doprowadził do dymisji oba te rządy, które kierowały się polską racją stanu. A symptomy totalitarnej choroby mnożą się w ostatnich latach. Wspomniałem o nich na początku felietonu, trzeba jednak dodać tu niepokojące objawy represji za „nieprawomyslność” dziennikarzy, pracowników radia i telewizji. A zatem obok tępienia projektów geotermalnych w Toruniu ( jakże pożytecznych dla kraju!) układ post-komuny uniemożliwia legalne głosy krytyki czy dyskusji o formie rządów. I tak odwołano Jacka Sobalę, dyrektora programu III Polskiego Radia, zdjęto z anteny radia programy Joanny Lichockiej, Tomasza Sakiewicza, Rafała Ziemkiewicza. Zdjęto z anteny TVP program J.Pośpieszalskiego pt. „Warto rozmawiać” , zwolniono z pracy Anitę Gargas oraz zdjęto z anteny TVP jej program pt. „Misja specjalna”. Zdjęto z anteny TVP program „Wojna światów” autorstwa Grzegorza Górnego i Tomasza Terlikowskiego. Zdjęto z anteny TVP program B.Wildsteina pt. „Bronisław Wildstein przedstawia”. Zdjęto z anteny TVP program R.Ziemkiewicza pt. „Antysalon”. Zdjęto z anteny TVP program Wojciecha Cejrowskiego pt. „Boso przez świat”. Zwolniono z pracy J.Kernowskiego, szefa serwisu informacyjnego TVP. Zwolniono też Joannę Lichocką, usunięto jej program „Polityka przy kawie”. Odwołano W.Reszczyńskiego z funkcji wiceszefa Informacyjnej Agencji Radiowej. I zdjęto z anteny TVP program Tomasza Sakiewicza pt. „Pod prasą”. Wykaz tych nowych zwolnień potwierdza słowa ojca Rydzyka o panującym w Polsce totalitaryzmie, władza lubi tylko dziennikarzy-entuzjastów ( typu Szperkowicza czy Żakowskiego ), pochwalających ślepo działania rządu PO-PSL. Nie ma to jednak nic wspólnego z demokracją, a nawet jej przeczy. Ostatnio panujący układ odwołuje się do sondaży, by przekonać nas, że wszystko jest cacy. Sondaże są jednak sprawą przypadku, mogą być prowadzone tendencyjnie, a nawet naciągane. I coś tu nie gra – bo nagle aż 80% respondentów (?) jest zadowolonych z sytuacji, gdy znamy raporty UE o zubożeniu obywateli IIIRP i o niedożywieniu dzieci. Ale panowie z układu są mistrzami manipulacji, ona jest ich ostatnią, ale też niebezpieczną bronią. Jeszcze Polska nie zginęła, jeśli im nie ufasz! A dwaj panowie „R” poloneza wodzą…

Marek Baterowicz

sie
04

GROSS PRZEGŁOSOWANY

Trwa antypolska kampania Grossa, autora skrajnie nieuczciwych książek o czasach Holokaustu na terenach polskich, będących pod władzą niemiecką. Fakt, że byliśmy pod hitlerowską okupacją i że to Niemcy decydowali o planach zagłady ( a nie tylko Żydów!) jest zupełnie pomijany przez autora „Sąsiadów”, „Strachu” czy „Złotych żniw”. Tym razem Gross, zaproszony na antypody przez antypolskie lobby, zamierza prezentować swoje łgarstwa w środowisku anglosaskim, co odsłania jego intencje oczerniania Polski i Polaków w kontekście światowym. Ta antypolska wojna Grossa trwa od lat, a nie stoi za nią być może wyłącznie jakaś osobista nienawiść do naszego kraju. To kanonada godnych politowania kalumnii, uderzających w polski naród, Kościół czy chłopów, rzekomo szczególnie dotkniętych antysemityzmem. Stek tych piramidalnych bzdur jest jakby wytworem umysłu chorego, bo odrzucającego obiektywne okoliczności okupacji niemieckiej, liczne dowody polskiej pomocy dla Żydów ( potwierdzone przez uratowanych!) albo to, że Polacy byli również ofiarą hitlerowskich łapanek, a do Oświęcimia początkowo wysyłano przecież Polaków. Ofiarność Polaków uznano nawet w Yad Vashem. Najlepiej oddajmy głos ocalonym, a także historykom dbającym o prawdę, opierającym się na obiektywnych źródłach. Bardzo dużo na tym polu zawdzięczamy prof. Jerzemu Robertowi Nowakowi, autorowi kapitalnych książek jak „100 kłamstw J.T.Grossa o żydowskich sąsiadach i Jedwabnem” oraz „Fałsze i przemilczenia Grossa”. W tych rzetelnych opracowaniach znajdujemy ważne wypowiedzi jak np. prof. Tomasza Szaroty: „Gross nie ma fachowego przygotowania do napisania pracy historycznej, spełniającej wymagania warsztatowe tej dyscypliny.On jest socjologiem, nigdy nie nauczył się warsztatu historyka: poszukiwania źródeł, ich oceny” ( Tygodnik Powszechny, 28.4.2002 ). Na marginesie można zauważyć, że panu Grossowi wcale nie zależy na dotarciu do źródeł, wybiera tylko to, co pasuje jego tendencyjnym tezom. Podsumował to też ks.prof.Waldemar Chrostowski: „Używanie słowa prawda w kontekście nawiązywania do Grossa jest obraźliwe dla pojęcia prawdy” Prof. J.R.Nowak cytuje też ważne słowa prof. Michała Głowińskiego ( ocalonego przez Polaków!), który stanowczo odrzuca obłąkaną tezę Grossa o współuczestnictwie polskiego Kościoła w Holokauście: „Nigdy bym się na to nie zgodził (…) Była piękna karta polskiego Kościoła, zwłaszcza sióstr z zakonów żeńskich, którego decydowały się na akty humanitarne z narażeniem wszystkiego. Irena Sendlerowa, którą bardzo dobrze znałem, mówiła bardzo często o swojej doskonałej współpracy ze sporą liczbą osób duchownych”.Aż 769 kapłanów ryzykowało życie przy ratowaniu Żydów, a wielu przez to poniosło śmierć. Słynny brytyjski znawca Polski, Stewert Steven, w książce „The Poles” ( New York.1982) stwierdził: „Kościół zachowywał się z nadzwyczajną odwagą(…), ustalono, że każdy klasztor w Polsce zajmował się Żydami w swej okolicy, ukrywając tysiące osób…” O pomocy Kościoła dla Żydów pisał nawet Władysław Bartoszewski w książce „Ten jest z Ojczyzny mojej. Polacy z pomocą Żydom” ( Kraków, 1966). Prof.J.R. Nowak wspomina kardynała Sapiehę, organizatora pomocy Żydom ( a dziś oczernianego przez Grossa!), przytacza też nazwiska biskupów, którzy zalecali proboszczom wystawianie fałszywych metryk chrztu. Podaje fakty świadczące o wydatnej pomocy Kościoła dla Żydów, a czyni to w oparciu o materiały Żydowskiego Instytutu Historycznego! Pan Gross je ignoruje, pomija również wspomnienia ocalonych z Holokaustu, bo świadczą one pozytywnie o roli Polaków w ratowaniu Żydów jak np. książka Stefana Chaskielewicza, wybitnego matematyka : „Ukrywając się zrozumiałem jak głęboko humanitarna jest rola religii, jak bardzo nauki Kościoła katolickiego wpływają na kształtowanie się tego, co najpiękniejsze i najszlachetniejsze u ludzi wierzących”. Grossa nie interesują też relacje najsłynniejszego kronikarza warszawskiego getta Emanuela Ringelbluma, albowiem wszystko nagina on do swojej maniakalnej tezy o jakimś ogólnym antysemityzmie Polaków. W tych urojeniach Grossa nie ma oczywiście ani krzty obiektywizmu, a odosobnione przypadki tzw.szmalcowników próbuje przedstawić jako powszechne zjawiska. Słusznie zauważył więc prof Jan Żaryn ( wywiad dla KAI, 14 czerwca br), że Gross usiłuje zniszczyć wizerunek Polaków na świecie. Jednak z braku rzetelnego udokumentowania swoich tez pan Gross swoje ksiązki adresuje cynicznie – jak dodał prof. Żaryn – do ignorantów, aby ich w tej ignorancji utrwalić. Niestety, na Zachodzie nie jest to rzecza trudną, gdyż znajomość dziejów Europy wschodniej jest tam na miernym poziomie. I dlatego w wydaniach anglojęzycznych Gross mógł sobie pozwolić na bardzo daleko idące antypolskie i antykatolickie banialuki, które usuwał w wydaniach przeznaczonych dla Polaków, ponieważ ich znajomość historii nie pozwala mu na epatowanie czytelnika prymitywnymi bredniami. Jak wielkie były to manipulacje mówi fakt, że polski przekład „Strachu” różnił się od wersji angielskiej aż na stu stronach. I właśnie te manipulacje już sugerują niewiarygodność konstatacji Grossa, choć jego androny znajdują poklask np. w środowisku „Gazety Wyborczej” czy w pokrewnych sferach, a na antypodach zapraszany jest przez lobby niewątpliwie mu bliskie, lecz mało dbające o historyczną prawdę.

Warto zauważyć, że pierwszym krytykiem niedorzeczności Grossa był Stefan Korboński ( niegdyś jeden z przywódców Polskiego Państwa Podziemnego ), wyróżniony przez Yad Vashem w r.1980 odznaczeniem Sprawiedliwy Wśród Narodów. Korboński na łamach paryskich „Zeszytów Historycznych” ( nr. 59/1981) ostro napiętnował kłamstwa Grossa w jego pracy „Polish Society under German Occupation”, a potem skrytykował „pisarstwo” Grossa w wydanej w Nowym Jorku książce „The Jews and Poles in WW II” ( 1989). Te i inne teksty Grossa ( np. z „Aneksu”, 1986) ostro ocenił też historyk z Oxfordu W.T.Bartoszewski, syn Władysława Bartoszewskiego, który zarzucił Grossowi świadome zniekształcanie tekstów, by oczernić Polaków jako antysemitów.

O mało chwalebnych tekstach Grossa pisali później Piotr Gontarczyk czy prof.Marek J.Chodakiewicz, który wykazał niezbicie, iż Polacy zmuszeni w Jedwabnem do udziału w eksterminacji ratowali Żydów, gdy tylko zelżała czujność Niemców ( vide „The Massacre in Jedwabne”, fragment w polskim tłumaczeniu w nr.48/2002 „Arcana”). I wreszcie, by znowu powrócić do opinii samych Żydów zacytujmy Bolesława Szenicera : „Nie mam żadnych wątpliwości, że pan Gross ma tylko jeden cel pisząc te pseudonaukowe rewelacje o polskim antysemityzmie – wywołac głośny skandal i utorować drogę do rewindykacji mienia pożydowskiego w Polsce, a przy okazji sprzedać jak najwięcej egzemplarzy paszkwilanckiej książki, by zbić forsę” ( Gazeta Polska, 30.1.2008). Na zakończenie przytoczmy tylko niektóre świadectwa Żydów ocalonych przez Polaków, przemilczane przez Grossa a umieszczone w nowej książce prof. J.R. Nowaka. I tak Arnold Mostowicz, prezes Stowarzyszenia Kombatantów Żydowskich oświadczył : „Żaden naród nie złożył na ołtarzu pomocy Żydom takiej hekatomby ofiar jak Polacy, chociaż w wielu krajach okupowanych pomoc ta nie niosła za sobą takiego ryzyka” ( „Życie”,25.2 1998). Oto Klara Mirska we wspomnieniach „W cieniu wielkiego strachu” ( Paryż,1980) napisała: „…Polacy są dziwni.Potrafią być zapalczywi i niesprawiedliwi. Ale nie wiem czy w jakimkolwiek innym narodzie znalazłoby się tylu romantyków, tylu ludzi szlachetnych, tylu ludzi bez skazy, tylu aniołów, którzy by z takim poświęceniem, z takim lekceważeniem własnego życia, tak ratowali obcych”. A oto słowa Janiny Altman : „Nie wiem czy my Żydzi, wobec tragedii innego narodu, zdolni bylibyśmy do takiego poświęcenia”… Ojciec Daniel, karmelita, a w czasie wojny jeden z najodważniejszych żydowskich partyzantów ( Oswald Rufeisen) powiedział: „Nigdy nie mówię o polskim antysemityzmie i gdzie tylko mogę, walczę z tym, bo to jest przesąd , to jest zabobon…” W obronie dobrego imienia Polski wystąpili Tyrmand, Elsner ( autor ksiązki „The Survival”), pisarz Dawid Klin ( za okupacji oficer łącznikowy między AK a „Żegotą”), Frank Morgens, Stanley Stein ( „Żydzi znaleźli śmierć nie w Polsce, lecz w okupowanej Polsce”!) czy słynny pianista Władysław Szpilman: „…od trzystu do czterystu tysięcy Polaków zaryzykowało życie, by ratować Żydów. Z szesnastu tysięcy Aryjczyków uczczonych drzewkiem sprawiedliwych Yad Vashem jedną trzecią stanowili Polacy…” A tropiciel nazistów Rosenbaum podczas swych misji odkrył, że niezliczeni polscy chłopi ryzykowali swoje życie po to, by ukrywać Żydów! Wniosek zupełnie to przeciwstawny do bajań Grossa, a wobec tak przygniatającej ilości świadectw możemy uznać, że pan Gross został demokratycznie przegłosowany i powinien przeprosić Polaków! Nec Hercules contra plures!

Marek Baterowicz

lip
30

Marek Baterowicz jest znanym pisarzem, poetą, publicystą i zapalonym szachistą. Mieszka od 1987 roku w Australii i jako szachista-amator często uczestniczy w różnych turniejach otwartych.

Marek Baterowicz w Wikipedii
Szachy w kulturze

BREIVIK MONSTER

Masakra w ojczyźnie fiordów wstrząsnęła światem, a 32-letni Anders Behring Breivik ( jeśli działał sam, to kto dostarczył mu zapalnika do bomby ? ) pobił wszelkie rekordy bestialstwa, mordując z premedytacją prawie sto osób. Australijski potwór z Tasmanii jest przy nim „małym pikusiem” jakby powiedział ktoś posługując się żargonem. Norweski „monster” jest niewątpliwie człowiekiem chorym, podobnie jak tasmański rzeźnik i tylu innych zabójców w kategorii „mass murder”. Psychiatrzy jednak badają jeszcze Breivika, bo może facet jest zimnym mordercą ? Supozycja ta dziwi, bo czyż szaleniec nie może snuć morderczych planów ? Wiemy za to, że Breivik nie czuje się winny, wprost przeciwnie : uważa, że oddał przysługę swojemu krajowi. W swym obłąkanym manifeście pisał też: „Czas dialogu minął. Daliśmy szansę pokojowi. Teraz nadszedł czas zbrojnego oporu”. Breivik zamierzał bronić Norwegii i jej kultury przed inwazją islamu, przed imigrantami deformującymi kształt jego kraju. Można zrozumieć taką polityczną opcję, ale nie wybierać krwawych rozwiązań, strzelania do niewinnych ludzi. W Europie dzieje się źle, oto dla przykładu obrazki z Belgii, gdzie w wielu miastach włóczą się grupy przybyszy z Afryki – meneli, narkomanów – którzy stare i piękne miasta zamieniają w chlew, a do Belgii wjeżdżają najczęściej z Holandii, bo tam dostają za darmo narkotyki. Schengen było największym błędem w dziejach UE, mądrzy a pragmatyczni Duńczycy – zamiast strzelać do imigrantów – przywrócili kontrolę na swej granicy. Przed wiekami też wytępili wilki, które są nadal plagą we Francji – w Alpach, Pirejenach i Wogezach. Zwierzęta te są postrachem wszelkich hodowli, lecz wilki objęte są absurdalną ochroną, choć terroryzują ludzi i owieczki. A terroryści – jak Brevik – czyż nie są podobni do wilków ?

Upiór z Oslo jest teraz zawiedziony, bo przewód sądowy rozpoczął się przy drzwiach zamkniętych, co pozbawia Breivika audytorium. Decyzja słuszna, nie ma żadnej potrzeby epatowania publiczności w sądzie chorymi wynurzeniami mordercy, dla którego powinno przywrócić się karę najwyższą. Tymczasem Breivik – krwawy demon – dostanie pewnie 20 lat więzienia, bo w nazbyt liberalnej Norwegii kodeks nie przewiduje wyroku dożywocia. W najlepszym wypadku zabójca dostanie 30 lat, jeśli sąd uzna, że jego czyn posiada znamiona zbrodni przeciwko ludzkości, co chyba jest poza dyskusją. W więzieniu może zacznie pisać swoje pamiętniki, a jakieś wydawnictwo ogłosi potem jego schizofreniczne wizje. Żyjemy bowiem w chorym świecie, który zniszczył już skalę wartości, a dziesięć przykazań wyrzucił na śmietnik.

Wróćmy jednak do dnia zamachu, który mógł zostać udaremniony, gdyby władze norweskie stosowały niezbędne środki ostrożności wokół siedziby premiera. I tak powinien działać kraj, który znajduje się w stanie wojny. Norwescy żołnierze walczą w Afganistanie, bombardowano Libię, norweski generał jest akurat szefem NATO, a niedawno wygłosił ostre przemówienie pod adresem Kadafiego. Libijski pułkownik z kolei zagroził Europie zamachami. W tych okolicznościach powinien obowiązywać nieustanny stan pogotowia w pobliżu newralgicznych miejsc w całej Norwegii – w jej portach, a zwłaszcza w stolicy. Gmach rządu powinen być pod stałą obserwacją, a wszelkie pojazdy rewidowane. Tym bardziej, że wywiad brytyjski ostrzegł Norwegów, że Breivik kupował chemikalia w Polsce. Niestety, rząd norweski – będący w stanie wojny – zachowywał się tak jakby w kraju trwał sielankowy piknik. Zjazd młodzieży na wyspie zorganizowano bez ochrony!A zatem winą za masakrę można również obarczyć premiera i jego ministrów. Ten rząd powinien podać się do dymisji. Interwencja policji nastąpiła z póltoragodzinnym opóźnieniem, ponoć z braku…helikoptera! Kraj będący w NATO ma takie problemy ? Antyterrorystyczne jednostki nie mają sprzętu ? Jeden człowiek sparaliżował kraj na dwie godziny! A rząd działał bez głowy, lekceważąc zagrożenia. Zrozumiał to od razu brytyjski premier Cameron, obiecując czujność służb specjalnych wobec antyislamskich fanatyków na terenie Anglii.

W swoim długim ( blisko 1500 stron!) manifeście Breivik próbuje stworzyć z siebie postać legendarną, a wśród jego bohaterów znaleźć można nawet Jana III Sobieskiego, gdyż wiedeńską wiktorią powstrzymał muzułmańską kolonizację Europy, co – zdaniem Breivika – grozi obecnie. W nagłówku jego manifestu jest data 2083, co jest aluzją do daty wiedeńskiej wiktorii ( 1683). Napór islamu powstrzymała jednak bitwa między rycerzami, a nie podstępna masakra fanatyka. W poglądach Breivika panuje chaos, ma on uznanie zarówno dla Obamy, papieża i Putina, a zatem stawia znak równości między tak różnymi przywódcami ? Nie warto więc brać poważnie jego wypowiedzi, ani samozwańczych nominacji na „krzyżowca” czy „templariusza”, bo człowiek ten nie rozumie nawet tamtych historycznych postaw. Nazwany w mediach pochopnie „chrześcijańskim fundamentalistą”, a mający kontakty z masonami, Breivik podróżował do Anglii, był w Czechach – a wszędzie interesowały go ekstremalne grupy prawicowe. One też wskazują na niebezpieczeństwo islamizacji Europy, co wręcz zdumiewa, bo w takim razie europejska lewica jest albo ślepa, albo celowo wspiera proces niszczący tożsamość starego kontynentu. Europejczycy mają prawo do obrony swej kultury, lecz mogą robić to na drodze parlamentarnej, a nigdy za pomocą zamachów bombowych albo strzelania do ludzi. Pojmuje to każdy rozsądny, ale Breivik jest przecież szaleńcem, megalomanem, narcyzem, może histerykiem, a na pewno przenika go wola radykalnych działań, by obudzić Norwegów i Europę. Wybrał jednak najgorszą drogę, ścieżkę terroru i śmierci. Niestety, może pociągnąć za sobą naśladowców. Krążą juz prognozy o fali zamachów w Europie, a nawet w Polsce – w czasie kampanii przedwyborczej – by stworzyć warunki dla wprowadzenia u nas stanu wyjątkowego. Czy spełni się tak czarny scenariusz ? Narazie trwa kurs na terror sądowy: układ post-komuny chce postawić przed Trybunałem Stanu polityków opozycji, Kaczyńskiego i Ziobro, za rzekomą odpowiedzialność za samobójstwo Barbary Blidy, zamieszanej w aferę węglową. Ta jakże naciągana sprawa ma na celu obniżenie szans PiS-u w wyborach. Natomiast odpowiedzialni za śmierć blisko stu osób smoleńskiej katastrofy chodzą z otwartym czołem, nie grozi im Trybunał, spokojnie sączą „szampanskoje”. W takim państwie „prawa” rosną nowe pokolenia z okaleczoną świadomością, pokolenia potulnych zombies. Dlatego dziwią słowa Sikorskiego o „polskich Breivikach”, rzekomo gotowych do akcji! Czyżby to rząd planował zamachy, by mieć potem pretekst dla wprowadzenia stanu wyjątkowego ?

Marek Baterowicz

lip
29

Le Quang Liem na turnieju w Dortmundzie 2011

Le Quang Liem w Wikipedii

lip
29

Rusłan Ponomariow na turnieju w Dortmundzie 2011

Rusłan Ponomariow w Wikipedii

lip
28

Georg Meier na turnieju w Dortmundzie 2011

Georg Meier w Wikipedii