Piotr Murdzia na stronie
Polskiego Związku Szachowego kontynuuje temat występu polskiej młodzieży na ostatnich mistrzostwach świata w Brazylii.
Zapraszam do lektury i dyskusji.
///////////////////////////////////////////
Ostatni mój wpis na stronie spowodował sporą reakcję w środowisku szachowym. Podczas ostatnich Mistrzostw Europy w Warszawie, w licznych rozmowach jakie przeprowadziłem, nie było chyba osoby, która nie nawiązałaby w jakiś sposób do tematu.
I dobrze się stało uważam. Zawrzało, bo miało zawrzeć. Chyba każdemu to uświadomiło, że coś jest na rzeczy, że brakuje spotkań w środowisku, na których można by przedyskutować wiele istotnych wątków. Uzmysłowiło jednocześnie, że „punkt widzenia zależy od punktu siedzenia” – posłużę się banalnym kolokwializmem.
Tak Drodzy Państwo, powinniśmy spotykać się częściej i rozmawiać. Przyznacie jednocześnie, że nie jest dobrą platformą omunikacji forum internetowe, które pozwala często na bezkarne rzucanie oszczerstw.
Dlatego pozwólcie Państwo, że sformułuję konstruktywny wniosek, że jednym z priorytetów dla Związku będzie organizowanie wspólnych spotkań z Rodzicami, Trenerami i Zawodnikami. Dla dobra wszystkich.
Kolejna sprawa.
Z sygnałów jakie mnie doszły wnioskuję, że o ile doskonale zostałem zrozumiały przez osoby długo funkcjonujące w środowisku, o tyle ze strony osób, które dopiero rozpoczęły swą przygodę z królewską grą, nie do końca. Więc wyjaśniam istotną rzecz. Na pewno nie będzie wymogu deklaracji celów ze strony Zawodników, którzy uczestniczą w zawodach rangi MŚ i ME na swój koszt. Nie oznacza to jednak, że osoby te, jako reprezentanci kraju (bądź co bądź tylko Związek ma prawo zgłoszenia zawodników do turnieju i na nim ciąży odpowiedzialność za ich wizerunek), nie będą podlegały rygorowi podporządkowania się kierownikowi ekipy.
Obowiązek deklaracji będzie jednak ciążył na szachistach, nawet młodych, jeśli ich wyjazd będzie dofinansowany ze środków ZSzach. I tu tytułem wyjaśnienia. Ministerstwo Sportu i Turystyki z założenia nie dofinansowuje zawodników w grupach poniżej 14 roku życia i tylko w wyjątkowych i uzasadnionych sytuacjach, na wniosek PZSzach, może uczynić odstępstwo od tej reguły. Z reguły wtedy mamy do czynienia z jednostkami wybitnymi, które notabene często poddawane są presji medialnej i bynajmniej nie z inicjatywy PZSzach.
Spotkałem się również z opinią, że Młodzieżowa Akademia Szachowa, jako jeden z ważnych elementów tej „układanki”, posiadającej istotny wpływ na sukcesy naszej młodzieży, nie funkcjonuje tak jak powinna. Czyżby? A czy przypadkiem MAS nie jest tylko uzupełnieniem szkolenia, które powinno mieć miejsce na co dzień w domu i klubach? Co załatwią 3-4 sesje w skali roku, poza tym, że młodego szachistę właściwie ukierunkują i dadzą pozytywny impuls.?
Prędzej znana jest mi praktyka, że młodzi szachiści rzadko kiedy pracują nad szachami w przerwach pomiędzy sesjami akademii. Spotkania z trenerami prowadzącymi są rzadkością. Czyja tu jest więc wina? Kluczowe pytanie.
Pozwolę sobie na to pytanie krótko odpowiedzieć. Kluby, w porównaniu z tym co było 20 lat temu, ledwo ”przędą” i z reguły każdy grosz się liczy. Cały ciężar spada praktycznie na Rodziców. Wszyscy mamy tego świadomość. Tym bardziej, że oprócz szachów jest
jeszcze basen, angielski, piłka, karate, itp. (Znamy to wszyscy prawda?) A dochodzi do tego oczarowanie dzieci „nowym wspaniałym światem” (czytaj: play station, minecraft, itp.).
Czy fakt braku medali w Brazylii jest powodem do „wyrywania sobie włosów”? Nie. To przydarzyło się nawet niedawno Rosji. Problem jest inny i bynajmniej nie zaistniał w listopadzie bieżącego roku.
Sprawa jest na tyle ważka, że wymaga dalszych konsultacji. Wymaga to zaangażowania wszystkich stron.
Piotr Murdzia
szef wyszkolenia
PZSzach