Lut
01

Zaglądnąłem do ostatnich wypowiedzi Waldemara Świcia opublikowanych na jego blogu, i zacząłem się zastanawiać nad różnymi kwestiami, które poruszył tam nasz trener MASz. Szczególnie zainteresowały mnie dwie: problem literatury szachowej oraz to co wolno, a co nie wolno kibicowi szachowemu. W pierwszym akapicie wpisu pt. „Żegnam na czas jakiś…” autor zamieścił uwagę: „Nazywając p. Kledzika szachowym ignorantem nie brałem pod uwagę zasad czy jest to uprzejme czy też nie tylko oceniałem stan wiedzy o szachach. Nie stopień poznania literatury szachowej, choć i tu miałbym niejedno zastrzeżenie ale praktykę jako zawodnika i trenera”.

Stan mojej wiedzy szachowej jest adekwatny do stopnia szkolenia szachowego jakie uzyskałem, a także wiedzy nabytej podczas samodzielnego dokształcania się w tajnikach naszej gry. Nie uważam że jestem bardzo słabym szachistą, ale też nie uważam że jestem silnym graczem. Pod tym względem zachowuję trzeźwą ocenę swojego poziomu gry i jestem daleki od przeceniania własnych możliwości na tym polu. Zresztą nigdy nie ukrywałem że jestem amatorem szachowym, a nie jakimś wybijającym się szachistą. Ale znakomita większość szachistów w Polsce i na świecie, to są właśnie amatorzy, o bardzo zróżnicowanej (zazwyczaj niezbyt wysokiej) sile gry. Przy czym nie jest to dla nich powód do wstydu, podobnie jak nie jest wstydliwe dla amatorów narciarstwa pokazywanie się publiczne na stoku, choć wiadomo, że ich umiejętności sportowe są nieporównywalnie mniejsze od tych, prezentowanych przez Justynę Kowalczyk i Adama Małysza. Pomimo przepaści w umiejętnościach poruszania się na śniegu, amatorzy nart i tak mają wielką radość z tego co robią, i prawdopodobnie nie zrezygnowali by z własnego hobby, nawet gdyby zostali wyśmiani w internecie przez trenera wielkiej Justyny. Zatem wszyscy amatorzy szachowi skupieni wokół przeróżnych blogów poświęconych tej grze, powinni nadal cieszyć się z uprawiania szachów i nie dać się zawstydzić słabszą znajomością teorii i praktyki niż tą, prezentowaną przez naszych asów i ich trenerów.

Zastanawiające jest zdanie ukazujące zastrzeżenia trenera MASz w stosunku do stopnia poznania przeze mnie literatury szachowej. Niestety WŚ nie podał konkretnych zarzutów, dlatego nie mogę ustosunkować się do jego wypowiedzi. Prawdopodobnie trener MASz ma zastrzeżenia do mojego dawnego wpisu poświęconego krótkiemu i wyrywkowemu przeglądowi dotyczącemu literatury szachowej, dostępnej w naszym kraju. Wpis ten można przeczytać tutaj: link.

W jednym z akapitów cytowanego artykułu napisałem: „Poniżej przedstawiam krótkie charakterystyki zbioru książek szachowych, z którymi miałem okazję zapoznać się. Nie jest to próba stworzenia kanonu literatury szachowej obowiązującej początkujących czy średniozaawansowanych szachistów. Są to jedynie moje spostrzeżenia, bardzo subiektywne, którymi pragnę podzielić się z czytelnikami. Zdaję sobie sprawę z tego, iż zaprezentowany zbiór jest niepełny, ale nie jestem aktywnym szachistą i trudno abym na bieżąco przerabiał kolejne tytuły ukazujące się na rynku wydawniczym. Na zakończenie omawiania każdej z książek podaję moją subiektywną ocenę. Oczywiście nie upieram się przy swoim zdaniu, myślę że ile osób, tyle różnych ocen”.

Powyższy cytat można traktować jako pewną szachową samokrytyką, moją samokrytykę. Zdaję sobie sprawę z niedociągnięć przedstawionego wprowadzenia do literatury. Jeżeli trener MASz ma jakieś poważne zastrzeżenia do mojego artykułu, to warto aby je sformułował. Bez tego nie będę pro forma posypywać sobie głowy popiołem ani innym proszkiem. W powyższym cytacie uprzedziłem czytelników, że przedstawiony spis publikacji nie jest pełny, nie wyczerpuje tematu, a zawarte tam opisy i przemyślenia są subiektywne. Nie chciałem aby traktowano mój spis jako kanon czy dogmat. Został on przygotowany przez amatora szachowego dla amatorów. Chciałem zrobić przynajmniej mały kroczek, aby przybliżyć początkującym szachistom zagadnienie literatury szachowej, tak aby na swojej drogi nie błądzili, i mogli sięgnąć po właściwe dla nich publikacje. Tego zadania powinni podjąć się profesjonaliści z PZSzach-u, o czym zresztą napisałem we wstępie do cytowanego artykułu. Ale skoro oni się do tego nie kwapią, to ktoś musiał to zrobić.

Waldemar Świć zauważył też, że: „Jest duży obszar na, którym jako kibic może Pan dowoli wyrażać swe opinie i będą one w pełni uzasadnione ale jak widać o psychologii szachów i repertuarze debiutowym nie ma Pan pojęcia..”. Hmmm, to ciekawe. Kibic, powiada pan… Kiedy wcześniej (znacznie wcześniej) kilkakrotnie tłumaczyłem w moich artykułach iż wypowiadam się jako kibic szachowy, trener MASz bardzo negatywnie reagował na te oświadczenia. Wręcz odbierał mi prawo do wypowiadania się w charakterze kibica, usiłując pokazać mi miejsce „w kącie”. Wtedy chyba dawał do zrozumienia że o szachach i problemach okołoszachowych mogą się wypowiadać jedynie zawodowi szachiści, ich trenerzy oraz profesjonaliści z biura PZSzach-u. Amatorom i kibicom raczej odmawiał prawa do głosu. Teraz okazuje się, że jednak pojawił się duży obszar dostępny kibicom szachowym, na którym mogą wypowiadać się do woli. Co za ulga. Prawdziwa „odwilż” szachowa. A jakiż to obszar dostępny jest dla kibiców, aby mogli wypowiedzieć się, ale tak aby ich dyskusje nie uraziły trenerów i profesjonalistów ze związku szachowego? I tu pojawiają się „schody”. Obszarem tym jest na pewno aplauz i wyrażanie radości z poczynań naszych zawodników, trenerów i oficjeli związkowych. Tu można działać do woli, nie obawiając się bury. Gloryfikowanie polskiej polityki szachowej od kilku lat jest bardzo cenione i aprobowane.

A sprawy czysto szachowe? Czy kibice szachowi mogą wypowiadać się na tematy związane stricte z grą? Chyba tylko wtedy, gdy te dotyczy ich gry, a nie zawodników z kadry narodowej. Ciężkim grzechem jest dyskusja np. o wyborze wariantu debiutowego na który zdecydował się któryś z naszych zawodników cz zawodniczek. Problem czy lepszy jest ruch 5.d3 czy 5.0-0 musi pozostać w kompetencji czynników nieamatorskich (czyżby?). Nam chyba nie wolno o tym rozmawiać.

To znaczy, całe szczęście, wolno, ale na niniejszym blogu, który nie podlega jurysdykcji PZSzach-u. A nawet gdybyśmy popełnili błąd w naszych rozważaniach wariantowych, to co by się stało? Nic. Przecież to byłaby wolna dyskusja kibiców – amatorów – pasjonatów. Radek nie musi korzystać z naszych przemyśleń. On ma swoich trenerów którzy doradzają mu co ma zagrać. Zresztą jestem przekonany, że gdybyśmy zabrnęli w ślepą uliczkę w naszych polemikach debiutowych (i nie tylko debiutowych), to pan Jerzy Konikowski z chęcią skorygował by nasze rozważania, tłumacząc gdzie tkwi błąd w naszym rozumowaniu, jednocześnie proponując nam do przemyślenia lepszy wariant czy poprawniejszą strukturę pionkową. Myślę że ważne jest znalezienie porozumienia z amatorami i kibicami szachowymi, jakąś płaszczyznę do wspólnej dyskusji, w tym stricte szachowej, a nie tworzenie atmosfery oblężonej twierdzy z której obrzuca się kibiców czym popadnie.

Krzysztof Kledzik

URL Trackback

Trackback - notka

Komentarzy: 8

  • raj777

    To tak jakby o cukrze mogli rozmawiać tylko cukiernicy, o miłości zakochani, a nowotworami zajmować się lekarze, którzy mieli nowotwory. Nie jest tak jakoby podstawą wiedzy w jakiejś dziedzinie było tylko i wyłącznie doświadczenie bezpośrednie, może to być jak najbardziej doświadczenie pośrednie. A poza tym, osoby które stoją z boku, potrafią czasami dostrzec to czego nie widzą osoby bezpośrednio zaangażowane w jakąś czynność.

  • Radko

    Znakomity artykuł i taki sam komentarz. Zobaczymy w jakim stylu zareaguje na to trener PZSZach.

  • Krystian

    Przypuszczalnie w takim samym stylu jak zawsze, agresywnym i obraźliwym.

  • Mat

    WŚ nie miał, nie ma i nie będzie miał nigdy prawa zakazu osobom tutaj piszącym w sposób, jak widać bardzo kulturalny, wypowiadania swoich refleksji na różne zagadnienia szachowe i inne. I to go właśnie najbardziej boli i z tym nie może się pogodzić.

  • Tedi

    Trener WŚ to kawał gracza. Wie o czym mówi. Znakomicie zna debiuty o czym świadczy poniższa partia:
    [Event „Lodz”]
    [Site „Lodz”]
    [Date „1978.??.??”]
    [EventDate „?”]
    [Round „?”]
    [Result „1-0”]
    [White „Josef Pribyl”]
    [Black „Waldemar Swic”]
    [ECO „B07”]
    [WhiteElo „2330”]
    [BlackElo „2345”]
    [PlyCount „39”]

    1. e4 d6 2. d4 Nf6 3. Nc3 g6 4. Bg5 h6 5. Be3 c6 6. Be2 Bg7
    7. Nf3 Qb6 8. O-O Qxb2 9. Qd2 Qa3 10. h3 Qa5 11. a4 Nbd7
    12. Bc4 O-O 13. Bxh6 Bxh6 14. Qxh6 d5 15. Bd3 Qxc3 16. e5 Nh7
    17. Rae1 c5 18. Re3 Qa5 19. Nh4 cxd4 20. Nf5 1-0

  • Radko

    Takie wpadki mogą zdarzyć się każdemu, nawet tym najlepszym.

  • amator

    Pytanie czy to wpadka czy rezultat przeskakiwania debiutu.

  • Tedi

    Pionkożerstwo w debiucie – takie rzeczy odradza się w początkowej fazie szkolenia.
    Oczywiście, że zdarza się każdemu – ale na przykładzie poniższej partii wybitny trener powinien wyciągnąć jeden wniosek: nieznajomość debiutów szkodzi!

Dodaj komentarz

Musisz sięzalogować aby móc komentować.

  • Szukaj:
  • Nadchodzące wydarzenia

  • Odnośniki

  • Skąd przychodzą

    Free counters! Licznik działa od 29.02.2012
  • Ranking na żywo

    2700chess.com for more details and full list 2700chess.com for more details and full list
  • Codzienne zadania

    Play Computer
  • Zaprenumeruj ten blog

    Wprowadź swój adres email aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez email.

    Dołącz do 140 pozostałych subskrybentów

%d bloggers like this: