Archiwum kategorii ‘Polemiki’

Lut
08

Kontynuacja odcinka 4

Na temat ataku na króla napisano wiele książek. Ja wykorzystałem własne doświadczenia z zajęć z młodzieżą i przedstawiłem problematykę na bazie 100 pouczających partii.

Omówiłem nie tylko najważniejsze kwestie ataku, lecz zwróciłem także uwagę na błędną grę w fazie debiutowej – przyczynę porażek.

O krytycznych ocenach książek szachowych była już mowa na blogu. Każdy autor musi się z taką sytuacją liczyć. Sam spotkałem się z niezadowoleniem pewnych czytelników, że okładka się nie spodobała, brakowało jakiś partii, rzekomo ważnych. Komentarze partii nie oddały klimatu omawianego turnieju lub były zbyt powierzchowne.

Niektórzy czytelnicy są bardzo wymagający i oczekują wiele … wiele informacji. Ja w takich przypadkach radziłem: nie znalazłeś wystarczającej wiedzy w jednej książce, to kup sobie o podobnej treści innego autora. Wtedy na pewno zaspokoisz całkowicie swoją ciekawość.

Podobnie radzę tym czytelnikom, którzy kupili moją książkę „Atak na króla” i nie znaleźli tam tego, czego oczekiwali. Jest trochę literatury na ten temat w języku polskim, np. Vladimir Vukovic, Sztuka ataku (RM 2005).

Przedstawiam teraz plan mojej pracy:

 

 

 

Lut
06

Kontynuacja odcinka 3

W 1985 roku zadebiutowałem książeczką „Technika w nowoczesnych końcówkach” w największym wydawnictwie szachowym w strefie języka niemieckiego Joachim Beyer Verlag. Otrzymała ona pozytywne oceny.

Wydawca zaprosił mnie do Frankfurtu na najbliższą międzynarodową wystawę książek w celu osobistego zapoznania się i omówienie przyszłych planów. W trakcie naszych rozmów Joachim Beyer dał mi radę:

„Niech pan z przymróżeniem oka przyjmuje wszelkie krytyki. Z tym będzie miał pan do czynienia tak długo, jak będzie pan pisał i wydawał książki. Są  bowiem osoby, które w pewnym sensie specjalizują się w tym, aby tylko dokopać autorowi. Część swoich złośliwych tekstów uda się im nawet przemycić w jakiś pismach szachowych. Redakcje zabezpieczają się formułką Punkt widzenia autorów artykułów nie są naszymi poglądami i zatem nie biorą odpowiedzialności za nieraz mocno krytyczne i absurdalne oceny książek. My często otrzymujemy podobne teksty do wydawnictwa i przekazujemy je autorom tylko wtedy, kiedy wnoszą one coś istotnego, np. jakieś zauważone błędy, które można potem poprawić w kolejnych wydaniach. Uczulam na to pana, gdyż mamy jednego autora, który po dwóch ostrych ocenach swych książek wpadł w poważną depresję”.

Następnie dodał:

„Dla nas właściwie każde omówienie książki w jakiś publikacjach, nawet negatywne, jest jej reklamą. A więc odwagi i pisać. My będziemy oceniać wartość pana prac …”.

Joachim Beyer odradził mi również wszelkie dyskusje z krytykami. „Szkoda czasu i nerwów. Chyba że krytyk ma do przekazania istotne merytoryczne uwagi”.

cdn

 

Lut
02

Kontynuacja odcinka 2

Kilka miesięcy temu otrzymałem email od Gościa, w którym m.in. napisał:

Jestem wielbicielem szachów, ale praca zawodowa uniemożliwia mi systematyczne granie w turniejach. Nie mam żadnej kategorii szachowej. Gram okazjonalnie, przede wszystkich w rapidach oraz blickach. Mam dwie Pana książki, z których często korzystam. Niedawno – ku mojemu wielkiemu zdziwieniu – przeczytałem w internecie dwie negatywnie oceny Pana książki „Atak na króla”. Z ciekawości natychmiast ją kupiłem. Już prawie całą przeczytałem i mam pozytywne zdanie:

1.Pozbyłem się kompleksów, gdyż także silni zawodnicy przegrywają partie i to już na początku gry.

2.Poznałem różne metody ataku na króla w pozycjach otwartych i zamkniętych. Teraz już wiem, że to jest bardzo istotny faktor w szachach.

3.W swoich komentarzach zwraca Pan uwagę na znajomość teorii wariantów. Podszkoliłem się trochę w debiutach i gra mi się już lepiej.

Nie bardzo pojmuję takich złych ocen tej książki.

//////////////////////////////////////

Do tego problemu jeszcze wrócę w następnym odcinku. Na razie informuję Internautów, że ukazało się drugie rozszerzone wydanie książki.

Książkę można zamówić w wydawnictwach: Penelopa, Caissa oraz Internetowy Sklep Szachowy.

Lip
03

Niedawno jeden z Internautów poprosił o wytłumaczenie często spotykanego w środowisku szachowym w kraju określenia „Zugzwang”.

Pamiętam, że kilka lat temu była dyskusja na ten temat w piśmie „Panorama Szachowa”. Ale nie pamiętam już szczegółów.

Sięgam więc po pomoc do encyklopedii „SZACHY od A do Z” (Sport i Turystyka, Warszawa 1987) Władysława Litmanowicza i Jerzego Giżyckiego.

Na stronie 1362 (tom 2) autorzy piszą: Zugzwang – (z jęz. niemieckiego) potoczne określenie „braku posunięcia” u jednego lub obu zawodników. Oznacza taką sytuację na szachownicy, kiedy wykonanie ruchu powoduje natychmiastowe pogorszenie pozycji strony będącej na posunięciu. Rzadko występuje w debiucie i grze środkowej, jest natomiast dość często spotykany w końcówce.

Dodatkowa informacja w Wikipedii.

Przykład ilustrujący motyw zugzwangu:

Po 1.Wa6! czarne znalazły się w zugzwangu i obojętnie, co zagrają, dostają mata w jednym posunięciu.

W otoczeniu krajowych problemistów często spotyka się termin „Tempo” lub „Pozycja tempowa”, co chyba obrazowo odpowiada niemieckiemu pojęciu „Zugzwang”.

Problem do dyskusji!

Mar
13

W marcowym numerze 2015 „Magazynu Szachista“ Andrzej Filipowicz w następujący sposób odniósł się do solvingu:

Podsumowałem wielkie osiągnięcia naszych speców od rozwiązywania zadań szachowych w 2014 r. Wspaniała czwórka Piotr Murdzia, Kacper Piorun, Aleksander Miśta i Piotr Górski okazała się bezkonkurencyjna zarówno w międzynarodowych MP, jak też w Championatach Europy i świata. Zdobyli złote medale drużynowe w ME i MOE oraz złote i srebrne medale w turniejach indywidualnych. Przyjrzałem się też tematyce zadań i stwierdziłem, że szachowi kompozytorzy coraz dalej odchodzą w zadaniach od normalnie grywanych szachowych pozycji. Nawet w studiach zaczynają dominować pozycje nie mające wiele wspólnego z pozycjami z gry, może poza motywami. Dlatego też coraz trudniej przychodzi specjalistom od solvingu uzyskiwanie sukcesów w grze bezpośredniej, bo z rozwiązywania zadań nic nie wynika. Uczestnicy rozgrywek znają z góry wynik pozycji i tylko szukają drogi do celu, a w grze bezpośredniej z reguły nie wiadomo do jakiego wyniku prowadzi wybrany wariant czy kontynuacja. W obecnej formie solving jest raczej szkodliwy dla wyczynowców.

Zastanawiałem się, jak zbliżyć rozwiązywanie zadań do gry bezpośredniej i traktować je jako formę treningu. Wydaje mi się, że wprowadzenie do zawodów w solvingu pozycji, w których mają posunięcie czarne lub białe, ale nie wiadomo, czy najlepsze posunięcia, odpowiednio punktowane, prowadzą do zwycięstwa, remisu, czy stwarzają szanse, np. na skuteczną obronę przegranej pozycji. Znalezienie takich zadań wśród milionów rozegranych partii nie stanowi problemu, natomiast wymagane jest ich sprawdzenie przy użyciu dobrych programów komputerowych.

/////////////////////////////

Propozycja Andrzeja Filipowicza, aby w konkursach wykorzystywać pozycje z praktyki turniejowej jest nierealna, ponieważ założeniem solvingu jest rozwiązywanie tylko kompozycji szachowych.

To że solving nie sprzyja rozwojowi utalentowanych szachistów, wystarczy przyjrzeć się bliżej karierze Kacpra Pioruna, którego porównywano kiedyś z czołowym szachistą świata Iwanczukiem. Także nie może rozwinąć w pełni swych skrzydeł w grze praktycznej  utalentowany arcymistrz Aleksander Miśta, który w ostatnich latach zajął się czynnie rozwiązywaniem zadań. Natomiast duże postępy czyni w grze turniejowej Jacek Stopa, który porzucił solving.

Problematyka solvingu była już omawiana na blogu. Dla przypomnienia kilka linków:

Link 1

Link 2

Link 3

Link 4

Link 5 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA Solving_MP_2015Źródło

 

 

 

 

 

 

 

 

Sty
29

Na blogu czołowego trenera MASz jeden z tamtejszych komentatorów podpisujących się pseudonimem Mat wyraził obawy o uczciwość zamieszczanych przeze mnie komentarzy, tych pochodzących od Gościa1, Gościa2. Takie podejrzenia traktuję jako cios poniżej pasa, bo godzą w moje dobre imię.

Przypominam że jako były trener jestem etycznie zobligowany do uczciwości, prawdomówności i do poszanowania anonimowości wypowiedzi osób, które z różnych względów nie chcą na moim blogu ujawniać swojej tożsamości.

Oświadczam że prowadzę rozległą korespondencję emailową z różnymi pasjonatami szachowymi, którzy przekazują mi swoje uwagi, opinie i spostrzeżenia. Jednocześnie za każdym razem otrzymuję od nich wyraźną zgodę na publikację ich listów, pod warunkiem zachowania ich anonimowości.

Sty
28

Od pewnego czasu moje zdumienie budzą apele o porzucenie dyskusji nad osiągnięciami naszego czołowego zawodnika, am Radosława Wojtaszka. Wśród argumentów o zaprzestanie zajmowania się tym zagadnieniem na pierwszy plan wysuwana jest teza, że Radek wie co robi, i że to zamyka wszelkie rozważania na ten temat. To dobrze że RW wie co robi, ale jego wypowiedzi są jedynie subiektywną opinią, jak na razie nie zweryfikowaną empirycznie.

To że Radek twierdzi że wie co robi, nie jest powodem do zakazywania jego kibicom rozmów na ten temat, i do zabraniania rozważań na temat jego sukcesów i porażek. Wiem że nie wszystkim osobom podoba się, że dla części kibiców szachowych wieloletnia praca Radka nad rozwojem kariery Ananda nie jest tak jednoznaczna, tak jak „powinna być”. Dziwi mnie krytykowanie osób mających inne zdanie niż „powszechnie akceptowane”, za to że mają odwagę publicznie wypowiedzieć się. We wszystkich dziedzinach życia, włączając w to filozofię, kulturę, sztukę, politykę i sport, istnieje otwartość myśli i swoboda wyrażania poglądów. To że ktoś coś powiedział, nie jest powodem do żądania przyjęcia tego do wiadomości jako dogmatu, i zaprzestanie myślenia i rozmawiania o tym.

Ile jest osób biorących udział w dyskusjach, tyle jest stanowisk i poglądów, ale rzadko spotykam się ze zdecydowanymi apelami o nie dyskutowanie, nie interesowanie się alternatywnymi możliwościami, i bezkrytyczne akceptowanie czyiś stanowisk. Owszem, można porzucić dyskusje i zastanawiania się nad innymi stronami postrzeganej rzeczywistości, ale w takim razie co nam pozostanie? Bezwolne czytanie tabelek z wynikami turniejowymi? Akceptowanie niezweryfikowanych dogmatów? Brak swobodnej dyskusji?

Każda osoba interesująca się szachami ma swój pogląd na osiągnięcia Radka, ale do zwolenników stanowiska o niedyskutowaniu o nich mam apel o nie ograniczanie czyiś horyzontów myślowych.

Krzysztof Kledzik

Sty
05

W 1961 roku poznałem tajniki królewskiej gry i zostałem wkrótce członkiem klubu szachowego „Caissa” przy Okręgowym Klubie Oficerskim w Bydgoszczy.

Na moje pytanie: Jak mam trenować? – czołowy zawodnik klubu z pierwszą kategorią Feliks Chybicki polecił studiowanie klasyki turniejowej. Zadałem mu pytanie: A co to jest? „Studiuj partie Alechina, najlepiej dwa tomy „Szachowej spuścizny Alechina” (po rosyjsku) opracowane przez Kotowa”.

Rady te okazały się strzałem w „10-tkę”. Na bazie partii genialnego mistrza świata Alechina poznawałem nie tylko podstawy debiutów, elementów strategii i taktyki szachów, ale także zasady rozgrywania końcówek.

Później jako trener polecałem także studiowanie twórczości Alechina, zarówno w Polsce, jak i w Niemczech.

Ostatnio kwestia ta stała się tematem prywatnych dyskusji. Oto jej wyniki:

Gość 1: No własnie to jest dobre pytanie – czy klasyka to dawni mistrzowie z XIX i XX wieku? Według mnie nie – klasyka tworzy się przy każdym nowym dziele szachowym (w sensie partii) czyli klasyka buduje się cały czas (według mnie), ale podejrzewam, że  oficjalna definicja klasyki to idee dawnych mistrzów: Morphy, Lasker, Capablanca, Alechin i wielu … wielu innych mistrzów.

Gość 2: Klasyka szachowa to głębia intelektualna szachów wyrażona poprzez partie szachowe z ideami czysto szachowymi, gdzie zawarta jest głębia przemyśleń strategicznych czy pozycyjnych oraz niezwykły kunszt dążenia do zwycięstwa, często poprzez szachowe kombinacje lub intuicyjne, dalekosiężne ruchy.

Jest to esencja merytoryki szachowej. Wówczas gdy, doświadczony szachista dostrzega w pięknej partii szachowej elementy sztuki. Nie jest to dla niego jedynie suchy zapis posunięć, a stanowi bogactwo szachowych idei oraz obrazuje geniusz rozgrywających ją zawodników. Pewne partie mogą stanowić impuls do uniesień metafizycznych, porównywalnych z tymi, jakie doświadcza muzyk słuchający dzieł Bacha, Chopina czy Beethovena.

Gość 3: Klasyka w moim rozumieniu, to nie dawni, ale wszyscy mistrzowie świata do Ananda włącznie + kilku wielkich graczy, jak Rubinstein, Keres, Korcznoj, Reshevsky- to nie ma nic wspólnego ze starociami. Fischer też studiował teorię od początku, a teraz łatwiej z komputerami.

Gość 4: Carlsen jako klasyk? Według mnie absolutnie nie. Tak samo ani Anand, ani Kramnik. Osobiście mam taki podział, że „archaiczni” klasycy to ci sprzed ery Laskera, Capablanki, potem „klasyczni” klasycy to ci wymienieni przez Pana, chyba właśnie do Alechina, a potem są „współcześni” klasycy, czyli Botwinnik i inni aż do, powiedzmy, Karpowa. Czyli do początku ery komputeryzacji szachów. I gdzieś na granicy Karpowa-Kasparowa kończy się era „współczesnych” klasyków, a potem jest era obecna, ale już bez większego podziału (na razie). Sporo osób zachłysnęło się Carlsenem, nawet trudno się dziwić, ale nie może być mowy o włączaniu młodego współczesnego mistrza (który dopiero co osiągnął szczyt) do pocztu klasyków.

////////////////////////////////////

Wczoraj zadałem to pytanie byłemu mistrzowi Polski oraz psychologowi Janowi Przewoźnikowi. Oto jego błyskawiczne opracowanie: Link.

Zapraszam do dalszej dyskusji! 

 

 

Lut
01

Zaglądnąłem do ostatnich wypowiedzi Waldemara Świcia opublikowanych na jego blogu, i zacząłem się zastanawiać nad różnymi kwestiami, które poruszył tam nasz trener MASz. Szczególnie zainteresowały mnie dwie: problem literatury szachowej oraz to co wolno, a co nie wolno kibicowi szachowemu. W pierwszym akapicie wpisu pt. „Żegnam na czas jakiś…” autor zamieścił uwagę: „Nazywając p. Kledzika szachowym ignorantem nie brałem pod uwagę zasad czy jest to uprzejme czy też nie tylko oceniałem stan wiedzy o szachach. Nie stopień poznania literatury szachowej, choć i tu miałbym niejedno zastrzeżenie ale praktykę jako zawodnika i trenera”.

Stan mojej wiedzy szachowej jest adekwatny do stopnia szkolenia szachowego jakie uzyskałem, a także wiedzy nabytej podczas samodzielnego dokształcania się w tajnikach naszej gry. Nie uważam że jestem bardzo słabym szachistą, ale też nie uważam że jestem silnym graczem. Pod tym względem zachowuję trzeźwą ocenę swojego poziomu gry i jestem daleki od przeceniania własnych możliwości na tym polu. Zresztą nigdy nie ukrywałem że jestem amatorem szachowym, a nie jakimś wybijającym się szachistą. Ale znakomita większość szachistów w Polsce i na świecie, to są właśnie amatorzy, o bardzo zróżnicowanej (zazwyczaj niezbyt wysokiej) sile gry. Przy czym nie jest to dla nich powód do wstydu, podobnie jak nie jest wstydliwe dla amatorów narciarstwa pokazywanie się publiczne na stoku, choć wiadomo, że ich umiejętności sportowe są nieporównywalnie mniejsze od tych, prezentowanych przez Justynę Kowalczyk i Adama Małysza. Pomimo przepaści w umiejętnościach poruszania się na śniegu, amatorzy nart i tak mają wielką radość z tego co robią, i prawdopodobnie nie zrezygnowali by z własnego hobby, nawet gdyby zostali wyśmiani w internecie przez trenera wielkiej Justyny. Zatem wszyscy amatorzy szachowi skupieni wokół przeróżnych blogów poświęconych tej grze, powinni nadal cieszyć się z uprawiania szachów i nie dać się zawstydzić słabszą znajomością teorii i praktyki niż tą, prezentowaną przez naszych asów i ich trenerów.

Zastanawiające jest zdanie ukazujące zastrzeżenia trenera MASz w stosunku do stopnia poznania przeze mnie literatury szachowej. Niestety WŚ nie podał konkretnych zarzutów, dlatego nie mogę ustosunkować się do jego wypowiedzi. Prawdopodobnie trener MASz ma zastrzeżenia do mojego dawnego wpisu poświęconego krótkiemu i wyrywkowemu przeglądowi dotyczącemu literatury szachowej, dostępnej w naszym kraju. Wpis ten można przeczytać tutaj: link.

W jednym z akapitów cytowanego artykułu napisałem: „Poniżej przedstawiam krótkie charakterystyki zbioru książek szachowych, z którymi miałem okazję zapoznać się. Nie jest to próba stworzenia kanonu literatury szachowej obowiązującej początkujących czy średniozaawansowanych szachistów. Są to jedynie moje spostrzeżenia, bardzo subiektywne, którymi pragnę podzielić się z czytelnikami. Zdaję sobie sprawę z tego, iż zaprezentowany zbiór jest niepełny, ale nie jestem aktywnym szachistą i trudno abym na bieżąco przerabiał kolejne tytuły ukazujące się na rynku wydawniczym. Na zakończenie omawiania każdej z książek podaję moją subiektywną ocenę. Oczywiście nie upieram się przy swoim zdaniu, myślę że ile osób, tyle różnych ocen”.

Powyższy cytat można traktować jako pewną szachową samokrytyką, moją samokrytykę. Zdaję sobie sprawę z niedociągnięć przedstawionego wprowadzenia do literatury. Jeżeli trener MASz ma jakieś poważne zastrzeżenia do mojego artykułu, to warto aby je sformułował. Bez tego nie będę pro forma posypywać sobie głowy popiołem ani innym proszkiem. W powyższym cytacie uprzedziłem czytelników, że przedstawiony spis publikacji nie jest pełny, nie wyczerpuje tematu, a zawarte tam opisy i przemyślenia są subiektywne. Nie chciałem aby traktowano mój spis jako kanon czy dogmat. Został on przygotowany przez amatora szachowego dla amatorów. Chciałem zrobić przynajmniej mały kroczek, aby przybliżyć początkującym szachistom zagadnienie literatury szachowej, tak aby na swojej drogi nie błądzili, i mogli sięgnąć po właściwe dla nich publikacje. Tego zadania powinni podjąć się profesjonaliści z PZSzach-u, o czym zresztą napisałem we wstępie do cytowanego artykułu. Ale skoro oni się do tego nie kwapią, to ktoś musiał to zrobić.

Waldemar Świć zauważył też, że: „Jest duży obszar na, którym jako kibic może Pan dowoli wyrażać swe opinie i będą one w pełni uzasadnione ale jak widać o psychologii szachów i repertuarze debiutowym nie ma Pan pojęcia..”. Hmmm, to ciekawe. Kibic, powiada pan… Kiedy wcześniej (znacznie wcześniej) kilkakrotnie tłumaczyłem w moich artykułach iż wypowiadam się jako kibic szachowy, trener MASz bardzo negatywnie reagował na te oświadczenia. Wręcz odbierał mi prawo do wypowiadania się w charakterze kibica, usiłując pokazać mi miejsce „w kącie”. Wtedy chyba dawał do zrozumienia że o szachach i problemach okołoszachowych mogą się wypowiadać jedynie zawodowi szachiści, ich trenerzy oraz profesjonaliści z biura PZSzach-u. Amatorom i kibicom raczej odmawiał prawa do głosu. Teraz okazuje się, że jednak pojawił się duży obszar dostępny kibicom szachowym, na którym mogą wypowiadać się do woli. Co za ulga. Prawdziwa „odwilż” szachowa. A jakiż to obszar dostępny jest dla kibiców, aby mogli wypowiedzieć się, ale tak aby ich dyskusje nie uraziły trenerów i profesjonalistów ze związku szachowego? I tu pojawiają się „schody”. Obszarem tym jest na pewno aplauz i wyrażanie radości z poczynań naszych zawodników, trenerów i oficjeli związkowych. Tu można działać do woli, nie obawiając się bury. Gloryfikowanie polskiej polityki szachowej od kilku lat jest bardzo cenione i aprobowane.

A sprawy czysto szachowe? Czy kibice szachowi mogą wypowiadać się na tematy związane stricte z grą? Chyba tylko wtedy, gdy te dotyczy ich gry, a nie zawodników z kadry narodowej. Ciężkim grzechem jest dyskusja np. o wyborze wariantu debiutowego na który zdecydował się któryś z naszych zawodników cz zawodniczek. Problem czy lepszy jest ruch 5.d3 czy 5.0-0 musi pozostać w kompetencji czynników nieamatorskich (czyżby?). Nam chyba nie wolno o tym rozmawiać.

To znaczy, całe szczęście, wolno, ale na niniejszym blogu, który nie podlega jurysdykcji PZSzach-u. A nawet gdybyśmy popełnili błąd w naszych rozważaniach wariantowych, to co by się stało? Nic. Przecież to byłaby wolna dyskusja kibiców – amatorów – pasjonatów. Radek nie musi korzystać z naszych przemyśleń. On ma swoich trenerów którzy doradzają mu co ma zagrać. Zresztą jestem przekonany, że gdybyśmy zabrnęli w ślepą uliczkę w naszych polemikach debiutowych (i nie tylko debiutowych), to pan Jerzy Konikowski z chęcią skorygował by nasze rozważania, tłumacząc gdzie tkwi błąd w naszym rozumowaniu, jednocześnie proponując nam do przemyślenia lepszy wariant czy poprawniejszą strukturę pionkową. Myślę że ważne jest znalezienie porozumienia z amatorami i kibicami szachowymi, jakąś płaszczyznę do wspólnej dyskusji, w tym stricte szachowej, a nie tworzenie atmosfery oblężonej twierdzy z której obrzuca się kibiców czym popadnie.

Krzysztof Kledzik

  • Szukaj:
  • Nadchodzące wydarzenia

  • Odnośniki

  • Skąd przychodzą

    Free counters! Licznik działa od 29.02.2012
  • Ranking na żywo

    2700chess.com for more details and full list 2700chess.com for more details and full list
  • Codzienne zadania

    Play Computer
  • Zaprenumeruj ten blog

    Wprowadź swój adres email aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez email.

    Dołącz do 140 pozostałych subskrybentów