W drugim kole Pucharu Świata w Norwegii 14-letni Chińczyk Wei Yi (2561) pokonał niegdyś czołowego zawodnika świata Alekseja Szirowa.
Archiwum kategorii ‘Bazy szachowe, partie’
Włodzimierz Przybyła zaliczał się w latach 60-tych minionego wieku do ścisłej czołówki juniorów Bydgoszczy i był silnym konkurentem dla mnie, Jerzego Pokojowczyka, Andrzeja Maciejewskiego i Marka Rogalewicza. W pewnym momencie Włodek przestał (wielka szkoda) zajmować się czynnie szachami. Skończył studia chemiczne i potem rozpoczął pracę w Oławie, w której mieszka do dnia dzisiejszego.
Szachom pozostał wierny, ale praca zawodowa nie pozwoliła mu na czynne zajmowanie się grą. Włodek ma jeszcze inne hobby: brydż oraz zwiedzanie zamków i pałaców na terenie Polski. Na fotografii widać go na tle ruin zamku krzyżackiego w Radzyniu Chełmińskim.
Włodzimierz Przybyła grał czynnie przez wiele lat w turniejach korespondencyjnych i w tej konkurencji zaliczał się do czołówki krajowej. Przedstawiona partia była grana w półfinałach Memoriału Edwarda Arłamowskiego. Włodek w piękny sposób pokonał przyszłego arcymistrza i trenera kadry Polskiego Związku Szachowego Artura Jakubca.
W trzeciej rundzie turnieju w Dortmundzie rozegrano interesującą teoretycznie partię Caruana-Adams na temat popularnej obecnie obrony berlińskiej. Włoch zagrał nowy ruch 14.Kf2, choć wcześniej przeciwko Kramnikowi w Moskwie po 14.f5 uzyskał remis. Nowinka nie okazała się najlepsza i Anglik bez większego problemu uzyskał lepszą grę i w rezultacie odniósł zwycięstwo.
Wydaje się, że najsilniejsze jest 14.Kf2, co było już z sukcesem zastosowane w praktyce turniejowej (Wolokitin-Ortega, Rijeka 2010).
Jerzy Jabłoński z Torunia zaliczał się przez wiele lat do do krajowej czołówki szachistów korespondencyjnych. Przedstawiona partia była grana w meczu Polska-Niemcy. Udało mi się na pierwszej szachownicy pokonać renomowanego partnera 1.5-0.5. Partia miała w tamtym okresie znaczenie teoretyczne i była kilkakrotnie przedrukowywana przez różne periodyki szachowe.
Marek Baterowicz jest znanym pisarzem, poetą, publicystą i zapalonym szachistą. Mieszka od 1987 roku w Australii i jako szachista-amator często uczestniczy w różnych turniejach-open.
Na moim blogu i portalu opublikowaliśmy wiele jego polemicznych artykułów na różnorodne tematy: Link.
Marek Baterowicz preferuje w szachach ostrą grę i ma w swoim dorobku sporą ilość interesujących partii. Oto jedna z nich.
Bled 2002. Jan Górski w otoczeniu prezydenta FIDE Iljumżinowa i Bogdana Bieluczyka.
W trakcie uroczystości 80-lecia Polskiego Związku Szachowego. Od prawej strony stoją: Ulrich Jahr, Zygmunt Ryll, Jan Górski, Stanisław Kornasiewicz oraz Edmund Grabarczyk (prezes Białostockiego Towarzystwa Szachowego). Zdjęcia pochodzą ze zbiorów Andrzeja Filipowicza.
////////////////////////////////////////
Jana Górskiego (1929-2009) poznałem w czasie festiwalu drużynowego w lasach augustowskich nad jeziorem Sajno (4-11 sierpnia 1962). Był organizatorem i dyrektorem imprezy. Jako początkujący szachista nie zmieściłem się w drużynie OKO Caissa Bydgoszcz. Pojechałem więc na własny koszt. Zagrałem 5 partii i uzyskałem 2.5 pkt. Największym osiągnięciem było pokonanie czołowego juniora Polski Krzysztofa Pytla. Turniej był dla mnie wielkim przeżyciem, gdyż po raz pierwszy zobaczyłem praktycznie całą czołówkę kraju.
Jan Górski przez wiele lat organizował swoje wspaniałe festiwale w ośrodku „Goła Zośka” nad jeziorem Rospuda, które z czasem stały się imprezami międzynarodowymi. Jeździłem do Augustowa nie tylko pograć sobie w szachy, ale także spędzić urlop. Nie byłem szachistą zawodowym. Musiałem więc często łączyć wypoczynek z grą w turniejach. W 1968 roku wygrałem otwarty turniej o Puchar Podlasia w Augustowie i uzyskałem kolejną normę na mistrza krajowego.
Jan Górski był wieloletnim działaczem, arbitrem szachowym klasy państwowej, kandydatem na mistrza krajowego w grze bezpośredniej oraz mistrzem w grze korespondencyjnej. Był świetnym blickarzem.
Spotykaliśmy się kilkakrotnie przy szachownicy w turniejach bezpośrednich, błyskawicznych i nawet korespondencyjnych. Przedstawiona partia była grana w finale I Memoriału Czerniakowa w latach 1970-1973. Turniej wygrałem (12.5 z 15), natomiast Jan Górski był piąty (9 z 15).
Anatol Łokasto – Mistrz Wojska Polskiego w 1977 roku
Rozgrywki I ligi w Szeligach (1978)
W roli trenera Ewy Harazińskiej
Jako działacz w 2003 roku (wszystkie zdjęcia pochodzą z archiwum Andrzeja Filipowicza)
Anatol Łokasto jest barwną postacią w polskich szachach. Poznaliśmy się na mistrzostwach Polski juniorów w Goleszowie w 1965 roku. Podzieliłem w nich 3-4 miejsce, natomiast Tolek był 13. Bezpośredni pojedynek zakończył się moim zwycięstwem. Rok później w Polanicy Zdroju zająłem także wyższe miejsce od niego. W następnych latach spotykaliśmy się na różnych imprezach wojskowych. W 1969 roku zostałem mistrzem Wojska Polskiego, natomiast Anatol był piąty.
Rozegraliśmy ze sobią wiele partii, które chyba wszystkie wygrałem. Mimo tego Tolek zawsze mnie przekonywał, że jest lepszym szachistą ode mnie i ja wygrywam z nim wskutek tylko niebywałego szczęścia. Robił to z takim przekonaniem i osobistym wdziękiem, że w końcu przyznawałem mu rację!
Przedstawiona partia była rozegrana w drużynowych mistrzostwach Wojska Polskiego w Poznaniu (11-19.04.1970). Na pierwszej szachownicy uzyskałem 8.5 z 9 partii (tylko remis z Zygmuntem Piochem). Zespół porucznika Łokasty (Wojskowa Akademia Techniczna) niespodziewanie zajął pierwsze miejsce. Moja drużyna (Pomorski Okręg Wojskowy) zdobyła srebrny medal.
Bogdan Bieluczyk (z prawej) z bratem Tadeuszem (zdjęcia pochodzą z archiwum Andrzeja Filipowicza)
Zaraz po powrocie z mistrzostw Polski juniorów w Goleszowie (7-18 sierpnia 1965), w których podzieliłem 3-4 miejsce, udałem się do Białowieży. Odbył się tam Ogólnopolski Festiwal Szachowy o puchar Białostocczyzny (23-28 sierpnia).
Klub OKO Caissa, w którym wtedy grałem, nie miał pieniędzy na wysłanie drużyny. Mnie, za sukces w Goleszowie, zafundowano tylko udział w turnieju błyskawicznym, który odbył się 21 sierpnia. Grało w nim ponad 60 zawodników. Zakwalifikowałem się do 16-osobowego finału, w którym ostatecznie zająłem 13 miejsce. Turniej wygrał Bogdan Bieluczyk (Jagiellonia Białystok) 13 pkt. Dalsze miejsca zajęli Kornasiewicz 11, Najdekier, 10.5, Żółtek 10 oraz Podolski i Łuczynowicz po 8.5.
Miałem wracać do Bydgoszczy, gdy dyrektor festiwalu Jan Górski zaproponował mi miejsce w drugiej drużynie Jagiellonii Białystok. Oczywiście za to sfinansowano mój pobyt w Białowieży. Ustawiono mnie na III szachownicy. Wygrałem wszystkie partie (5 z 5) i otrzymałem nagrodę na swojej szachownicy, bowiem mistrz Polski juniorów Jerzy Lewi nazbierał tylko 5.5 z 6.
Partię, którą przedstawiam, była rozegrana w III rundzie. Jan Górski nie był zbyt zadowolony, gdy Jagiellonia II urwała jeden punkt pierwszej drużynie. Stało się to za moją sprawą, gdyż pokonałem Bogdana Bieluczyka. Był to rewanż za porażkę w turnieju błyskawicznym.
Jerzy Kot i Marian Ziembiński (wszystkie zdjęcia pochodzą z archiwum Andrzeja Filipowicza)
Ostatnio przeglądając stare miesięczniki „Panoramy Szachowej” natknąłem się na numer 10-2006, który przypomniał mi artykuł Jerzego Kota:
Autor tekstu jest znanym publicystą szachowym z Wrocławia. Kiedyś rozegraliśmy ze sobą kilka partii w turniejach korespondencyjnych i normalnych. Jerzy Kot wspomina o drugiej partii z turnieju „Słowa Powszechnego”, którą wygrałem i mam w swoich zbiorach.
Przedstawię jednak inną moją wygraną. Partia była grana w turnieju międzynarodowym o puchar Bieszczadów w Solinie (1.10.-10.10.1972). Imprezy te były organizowane przez prezesa Rzeszowskiego Związku Szachowego Wacława Turskiego. Grałem w nich kilka razy i wspominam je z dużym sentymentem. Oprócz świetnych warunków do gry w szachy Wacław Turski dbał też o to, abyśmy poznali piękną Ziemię Rzeszowską. W dniu wolnym tego turnieju zorganizował nam wycieczki do Łańcuta i Krasiczyna.
Turniej – jako jedyny – zakończyłem bez porażki. Jednakże znany mistrz czechosłowacki Jan Plachetka (obecnie arcymistrz) miał więcej zwycięstw.
Wyniki czołówki:
1. Jan Plachetka 9.5 z 12
2. Jerzy Konikowski 9
3. Frantisek Pithart 8
4. Wojciech Dobrzyński 7
5. Władysław Schinzel 7
6. Ryszard Gąsiorowski 6.5
//////////////////////////////////////////
Informacja Jerzego Kota z Wrocławia spowodowała powtórne obejrzenie moich notatek. Nie ma w nich mowy o dwóch szachistach o tym samym nazwisku i imieniu. Turniej odbył się 41 lat temu. Byłem więc przekonany, że chodzi o znanego zawodnika i publicystę. Ale nic się nie stało. Znalazłem w moim archiwum jeszcze jedną partię z Jerzym Kotem. Była grana drogą korespondencyjną w I Memoriale Sergiusza Czerniakowa w latach 1970-1973. Mam nadzieję, że tym razemo chodzi o naszego bohatera!
Pojedynek Zbigniew Cylwik – Stanisław Kostyra
Stanisław Kostyra w otoczeniu kolegów (z lewej strony stoi Zbigniew Cylwik)
Od lewej strony stoją: Cylwik, Poliszuk i Kostyra (wszystkie zdjęcia pochodzą z archiwum Andrzeja Filipowicza)
Stanisław Kostyra był przez wiele lat czołowym juniorem Krakowa. Graliśmy ze sobą wiele emocjonujących partii, ponieważ Stasiek reprezentował ostry styl gry. W 1976 roku obaj graliśmy w drużynie 1893 KKSz Hutnik Kraków i wywalczyliśmy w Cieplicach awans do I ligi.
Obecnie Stanisław Kostyra mieszka w Białymstoku i zajmuje się pracą trenerską.
Przedstawiona partia ma bardzo ciekawy przebieg.






















