Archiwum kategorii ‘Sylwetki’

paź
24

Schmidtneu

Fotografia ze zbiorów Andrzeja Filipowicza

10 kwietnia tego roku arcymistrz Włodzimierz Schmidt z Poznania obchodził swoje 70-te urodziny. Z tego względu poproszono mnie, aby przedstawić na blogu bliżej sylwetkę wielokrotnego mistrza Polski.

Zanim poznałem osobiście Włodka, obejrzałem – jako początkujący szachista – jego partie, które bardzo mi się spodobały. Schmidt grał aktywne szachy.

Analizowałem z dużą uwagą jego pojedynki. Jego repertuar debiutowy przyjąłem prawie w całości w mojej grze.

Przedstawiam dwie ciekawe partie, które kiedyś gruntownie analizowałem i które wywarły na mnie duże wrażenie.

 

paź
06

W sierpniu 1605 roku na wybrzeżach Inflant ( dzisiaj Łotwa ) wylądował silny korpus szwedzki pod wodzą samego króla Karola IX. Nadmorski zamek Dyament wzięto, po czym Szwedzi rozpoczęli oblężenie Rygi. Nie był to pierwszy desant szwedzki w tych stronach, ale wojny ze Szwecją zawdzięczano niestety polityce Zygmunta III Wazy, który marzył też o koronie szwedzkiej. Nierzadka to choroba monarchów: królowie francuscy pożądali królestwa Neapolu wikłając się w daremne wojny na półwyspie Italii. Pretensje do tronu w Sztokholmie wynikały z jagiellońskich węzłów krwi z dynastią Wazów. Zygmunt III był siostrzeńcem Zygmunta Augusta, ostatniego Jagiellona, który wydał swoją siostrę Katarzynę za księcia Finlandii – Jana z rodu Wazów. Był on bratem króla Szwecji Eryka XIV. Ślub Jana z Katarzyną odbył się w Wilnie  ( 4 X 1562 roku), ale ich szczęście nie trwało długo, ponieważ Eryk XIV obawiając się intryg Jana, uwięził w roku następnym młodą parę w lochach zamku w Gripsholmie. A zarazem Szwecja opowiedziała się po stronie Moskwy w obliczu jej roszczeń o Inflanty, należące do Rzeczypospolitej. Pikantnym szczegółem tego aliansu stało się niesłychane, wręcz nienormalne, żądanie Iwana Groźnego. Domagał się, aby odebrano Katarzynę Janowi oddając ją jemu za żonę! Kiedyś bowiem Iwan starał się bezskutecznie o jej rękę…Eryk XIV przystał na to, lecz na szczęście władzę przejął uwolniony szczęśliwie Jan. Jeszcze w więzieniu (20 VI 1566 ) Katarzyna powiła mu syna Zygmunta, dziś znanego głównie z warszawskiej kolumny! Przejmując berło w 1568 roku Jan uwięził brata, a po kilku latach go otruto. Jan przystąpił też do sojuszu z Rzeczypospolitą.

W wiele lat później Zygmunt III Waza – w roku 1598 – wyprawił się za morze, aby objąć tron Szwedów, Gotów, Wandalów, kiedy władzę zagarnął tam Karol Sudermański. Początkowo sprawy układały się dobrze, Sztokholm zajęto bez walki. Zygmunt nie dysponował jednak silnym wojskiem, po wygraniu bitwy pod Stegenborgiem nie prowadził energicznie dalszej kampanii, a w końcu przegrał pod Linkopingiem ( 25 IX 1598), trafiając do niewoli. Wypuszczono go za cenę wydania głównych stronników w Szwecji, których potem ścięto. Z Kalmaru Zygmunt wystosował jeszcze daremny protest do monarchów europejskich, a 30 października wylądował w Gdańsku. Tak w skrócie wglądało tło zatargu między Szwecją a Polską, czy raczej Zygmuntem, który  Rzeczypospolitą używał dla osobistych ambicji. Zmarnował energię i środki, które należało przeznaczyć na front wschodni!

W lipcu 1599 roku parlament sztokholmski zdetronizował Zygmunta, uznał za to 4-letniego królewicza Władysława za następcę tronu, lecz Sudermańczyk pozostawał regentem do r.1604, kiedy to objął tron jako Karol IX. Uznał on, że konflikt należy przenieść na terytorium przeciwnika. W roku 1600 najechał Estonię, potem zajął prawie całe Inflanty, utrzymała się tylko Ryga. Kontrofensywę, z powodzeniem, prowadził wtedy hetman Jan Zamoyski.Był wielkim patriotą, z własnej szkatuły opłacał wojsko, zastawiał własne klejnoty. Brał udział w walce, odmroził nawet stopy i zapadł na zdrowiu. Ale Szwedzi stracili wtedy wszystkie twierdze, Karol wycofał się za Bałtyk.

Wracając w roku 1605 miał przed sobą hetmana Jana Karola Chodkiewicza, który dowodził zaledwie czterema tysiącami zbrojnych. A mimo to 27 września stawił czoła Karolowi IX pod wsią Kircholmem. Siły szwedzkie liczyły dwanaście tysięcy żołnierzy, ale przewagę tę rekompensowała jak zwykle polska husaria.Chodkiewicz miał trzy tysiące jazdy, a także tysiąc piechoty. Kiedy obie armie zwarły się w boju, husaria dokonała szarży na szeregi szwedzkie, rozbijając ich opór. Kopie, potem szable zbierały straszne żniwo : poległo aż 9 tysięcy Szwedów! Polacy wraz z Litwinami odnieśli wielkie zwycięstwo, a bitwa trwała zaledwie trzy godziny. Do stóp Chodkiewicza rzucono 60 sztandarów, zdobytych na Szwedach. Na placu boju zostało jedenaście szwedzkich armat, a niedobitki uchodziły w rozsypce. Sam król Karol IX w ostatniej chwili dopadł okrętu, salwując się przed niewolą.

Zwycięstwo pod Kircholmem rozsławiło nasz oręż w Europie, podobno nawet flegmatyczni Anglicy byli pełni podziwu, choć niektórych niepokoił wzrost potęgi Rzeczypospolitej. Jak widać już dawno przed wyznaczaniem nam linii Curzona Anglosasi martwili się o stan posiadania naszych sąsiadów. O, gdyby wiedzieli, że kniaź Adam Wiśniowiecki wznosił grody na ziemiach, które car Moskwy uważał za swoje! Po klęsce pod Kircholmem Szwedzi nie dali za wygraną, nadal słali swe regimenty do Inflant, a wojna toczyła się ze zmiennym szczęściem, tym bardziej że hetmani musieli tłumić rokosz Zebrzydowskiego i Radziwiłła broniących „złotej wolności”. Król w r.1606 straszył sejm wojskiem, a po pozornej kapitulacji pod Janowcem ( 29 września 1606) rokoszanie w czerwcu 1607 r. ogłosili detronizację Zygmunta i bezkrólewie. Doszło  do bitwy pod Guzowem ( 6 VII 1607 ), w którym jednak rokoszan pokonano.  Był to również okres polskiej interwencji w Moskwie, związanej z Dymitrem Samozwańcem. Dlatego w roku 1609 trzeba było nowej kampanii Chodkiewicza, aby odbić twierdze w Inflantach ponownie zajęte przez Szwedów. Odebrano Parnawę, Dyament, a pod Rygą Chodkiewicz pobił znowu armię Karola IX, w której walczyło wielu zaciężnych Szkotów, Holendrów, francuskich hugenotów. Po tej wiktorii zabrakło mu żołdu dla własnych chorągwi, zatem rozeszły się one do domów! Niestety, król Zygmunt rocznie trwonił aż 40 tysięcy talarów na samych muzyków zamiast dbać o wojsko. Ale też w Szwecji parlament odmówił podatków na wojnę, czego Karol IX nie przeżył „wśród piorunujących gniewów uczuł paraliżem odjętą sobie mowę, a obłąkany umysł”. Zmarł 30 X 1611 roku, pozostawiając tron 17-letniemu Gustawowi Adolfowi.  A następne rozdziały wojen ze Szwecją historia dopisała nam później, niestety nie tak chwalebnie jak w latach 1605-1609.

Bez ogródek skomentował to Jasienica w tych słowach: „Wojna ze Szwecją rozpoczęła się w prywatnym właściwie interesie Zygmunta III, który usiłował na dwóch stołkach siedzieć, a stanowczo bardziej nęcił go przy tym ów sztokholmski…”  Ale w Warszawie wystawiono mu kolumnę!

Marek Baterowicz

//////////////////////////////////////////

Autor artykułu jest szachistą i publicystą mieszkającym obecnie w Australii.

paź
03

Neues Bild (6)

Przemysław Jahr – redaktor działu szachowego w polskiej Wikipedii – zaproponował przybliżenie polskim internautom sylwetkę najmłodszego obecnie arcymistrza na świecie, Wei Yi.

Wyeliminowanie silnych arcymistrzów Niepomniaszczija i Szyrowa w Pucharze Świata może zapowiadać wielką karierę tego nastolatka!

wrz
10

Janusz Woda napisał: uzupełniając informację pozyskaną od mojej wnuczki przekazuję jeszcze w załączeniu opis trasy od bramy cmentarza Etterbeek (gmina sąsiadująca z Brukselą) do grobu Rubinsteina.

Może przyda się to miłośnikowi szachów, który będzie miał okazję odwiedzić stolicę Belgii oraz przejawi chęć dotarcia do miejsca pochówku naszego wielkiego arcymistrza.

Cmentarz w Etterbeek (gmina leżąca na obrzeżu Brukseli)

Bardzo duży, od bramy wejściowej należy iść główną alejką ok. 1 km,

do kwatery K – żydowskiej, położonej po obu stronach alejki,

grób Akiby Rubinsteina – nr 681 – znajduje się po prawej stronie.

wrz
05

Andrzej Filipowicz napisał: Wysyłam Ci fotki z cmentarza Etterbeck (Bruksela). Zdjęcia zrobiła Maja Kapturska wnuczka byłego prezesa PZSzach Janusza Wody.

Komentarz Janusza Wody: „Zdjęcia są tegoroczne, ale nie najlepszej jakości, gdyż ostro świeciło słońce i padały cienie, wpływające na jakość obrazu. Ale to co ważne, czyli daty, są dobrze widoczne na dwóch fotkach, więc jest pole do dociekań dla historyków co do obu dat. Różnica w datach urodzenia jest ogromna, natomiast zgonu – 1 dzień – to możliwe, gdyż AR mógł umrzeć około północy (?)  i stąd dwie różne daty – na nagrobku i w różnych publikacjach. Natomiast XIX-wieczne (i wcześniejsze) świadectwa urodzin zawsze są niepewne, co dotyczy nie tylko naszego wielkiego szachisty”.

alejka

Alejka

grób Rubinsteinów

Grób Rubinsteinów

3 groby

Groby

daty 1

Daty (1)

daty 2

Daty (2)

///////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////

Dziękuję wszystkim osobom, które przyczyniły się do wyjaśnienia kwestii urodzin naszego najwybitniejszego szachisty. Komisja Historyczna Polskiego Związku Szachowego ma teraz bardzo ważne zadanie ostatecznego rozwiązania tego problemu!

Dla przypomnienia:

Link 1

Link 2

Link 3

wrz
01

Artur Urbaniak napisał: Panie Jerzy na płycie nagrobkowej Rubinsteina widnieje rok urodzenia 1880. Wszyscy przyjmują że Akiba urodził się w 1882. Czyżby był starszy o dwa lata?  U Edwarda Wintera znalazłem takie dokumenty, w którym rok jest również 1880. Czyżby mała sensacja?   Może ktoś jest wstanie wyjaśnić taką rozbieżność dat.

New Picture (1) New Picture

Popieram wniosek p.Artura Urbaniaka w celu wyjaśnienia tej kwestii. Co na to nasi historycy w dziedzinie szachów?

wrz
01

Dzięki informacjom kilku osób, w tym też p.Artura Urbaniaka, udało mi się w końcu uzyskać zdjęcie grobu Akiby Rubinsteina.

Akiba3

Akiba1

Akiba2

sie
31

New Picture (1)

 

Akiba Rubinstein (ur. 12 grudnia 1882 w Stawiskach, zm. 15 marca 1961 w Antwerpii) – polski szachista pochodzenia żydowskiego, jeden z czołowych zawodników świata w pierwszych dekadach XX wieku, związany z Łodzią.
Urodził się w Stawiskach koło Łomży w rodzinie skromnego nauczyciela żydowskiego. Ojciec umarł przed jego urodzeniem, dlatego wychowaniem chłopca zajęli się dziadkowie ze strony ojca, którzy zamierzali wykształcić go religijnie, oddając do szkoły rabinackiej.

Nauka i zajęcia zawodowe

Początkowo pobierał wykształcenie judaistyczne, ale już w 1898 r. Akiba Rubinstein porzucił naukę w jeszybocie i wybrał karierę nie związaną z naukami judaistycznymi, został zawodowym szachistą. Początkowo grał w Białymstoku. W 1901 r. przeniósł się do Łodzi. Tu zwrócił na niego uwagę Chaim Janowski, umożliwiając mu dalszą karierę w barwach Łódzkiego Towarzystwa Zwolenników Gry Szachowej.

Sukcesy

Już w 1903 r. podczas wszechrosyjskiego turnieju szachowego w Kijowie Akiba Rubinstein zajął piąte miejsce, wyprzedzając wielu czołowych szachistów rosyjskich.
W 1904 r. w spotkaniu o mistrzostwo Łodzi Akiba Rubinstein pokonał znanego łódzkiego szachistę Henryka Salwe.
W 1906 r. zdobył wicemistrzostwo Rosji, a w międzynarodowym turnieju w Ostendzie zajął trzecie miejsce. W następnych latach osiągał kolejne sukcesy i tytuły mistrzowskie: w Karlsbadzie (1907), Wiedniu i Pradze (1908), Petersburgu (1909) i Warszawie (1910).
Uznawano go za jednego z prekursorów nowoczesnej gry pozycyjnej.
W 1910 r. przeniósł się do Warszawy, zachęcony stałą pensją wyznaczoną przez Warszawskie Towarzystwo Zwolenników Gry Szachowej. Tutaj nadal osiągał sukcesy, pokonując wielu wybitnych szachistów polskich i zagranicznych. Mimo iż mieszkał w Warszawie, nadal reprezentował barwy Łódzkiego Towarzystwa Zwolenników Gry Szachowej.
Lata od 1907 do 1912 roku to okres największych tryumfów Akiby Rubinsteina. W 1907 roku zwyciężył w bardzo silnie obstawionym turnieju w Karlowych Warach, w 1909 roku podzielił pierwsze miejsce na turnieju w Petersburgu. W 1910 roku, gdy Carl Schlechter rozgrywał swój mecz o mistrzostwo świata przeciwko Emanuelowi Laskerowi, Rubinstein był uważany przez wielu za najsilniejszego szachistę świata. W tamtych czasach pretendent do szachowej korony musiał dysponować sporą kwotą na organizację meczu i nagrody. Mistrz świata sam wybierał sobie przeciwnika, głównym kryterium pozostawała wysokość kwoty, jaką kandydat był w stanie zorganizować. Z tych względów Rubinsteinowi nie dane było nigdy rozegranie meczu o mistrzostwo świata, chociaż zarówno wówczas, jak i później uważano, że był jednym z najwybitniejszych szachistów w historii, który takiej szansy był pozbawiony.
Przez całe swoje życie borykał się z chorobą umysłową, cierpiał na antropofobię, czyli lęk przed ludźmi. Zdawał sobie sprawę ze swoich zaburzeń psychicznych i walczył z nimi z różnym skutkiem w różnych okresach życia.
W 1912 roku Akiba Rubinstein osiągnął zupełnie niecodzienny sukces: wygrał kolejnych pięć ważnych międzynarodowych turniejów w ciągu jednego roku: w San Sebastián, Pieszczanach, Wrocławiu, Warszawie i Wilnie. Nie zdarzyło to się nigdy przedtem. Pięćdziesiąt lat później Bent Larsen wygrał pięć turniejów z rzędu, jednak zajęło mu to trzy lata. Tak więc seria Rubinsteina pozostaje rekordem do dzisiaj.
W tym czasie Akibie Rubinsteinowi coraz bardziej dokuczała choroba psychiczna. Skarżył się na muchę, która bez przerwy przeszkadzała mu skupić się w trakcie rozgrywania turniejowych partii. Trudno też było odwiedzać go w jego własnym domu. Jego żona uprzedzała potencjalnych gości, by nie zostawali zbyt długo, bo może zdarzyć się, że podczas zbyt długiej wizyty gospodarz opuści pokój przez okno.
Do 1914 roku Rubinstein zachowywał jeszcze nadzieję na rozegranie meczu o mistrzostwo świata, jednak wybuch I wojny światowej ostatecznie pokrzyżował wszystkie plany. Po wojnie Akiba Rubinstein kontynuował starty w prestiżowych turniejach szachowej elity, chociaż z mniejszym niż przed wojną powodzeniem. W latach dwudziestych jednakże wrócił do dawnej formy i w 1922 roku zwyciężył w bardzo silnym turnieju w Wiedniu aż o 1½ punktu przed Ksawerym Tartakowerem. W pokonanym polu pozostali m.in. Siegbert Tarrasch, Geza Maroczy, Aleksander Alechin i Richard Réti. Przez następne dziesięć lat uczestniczył w wielu turniejach, zajmując zawsze czołowe miejsca. W 1930 roku poprowadził polską drużynę do zwycięstwa na III szachowej olimpiadzie w Hamburgu przyczyniając się do zdobycia przez Polskę drużynowego mistrzostwa świata. Sam odebrał nagrodę za najlepszy wynik indywidualny (13 zwycięstw, 0 porażek, 4 remisy). Rok później w Pradze był już w nieco gorszej formie, polska reprezentacja zajęła drugie miejsce. Po 1932 roku Rubinstein już nie wystąpił w żadnym turnieju. Choroba, z którą walczył przez całe życie, w końcu wzięła górę.
W 1926 r. wyjechał na stałe z Polski, początkowo mieszkał przez kilka miesięcy w Berlinie. Potem osiadł na stałe w Belgii, zachowując jednak polskie obywatelstwo.
Według retrospektywnego systemu Chessmetrics, najwyższy ranking osiągnął w czerwcu 1913 r., z wynikiem 2789 punktów zajmował wówczas 1. miejsce na świecie. W 1950 r. Międzynarodowa Federacja Szachowa przyznała mu – za osiągnięcia z przeszłości – tytuł arcymistrza.

Schyłek życia

W latach II wojny światowej ukrywał się w szpitalu Jeane’a Titeca w Brukseli. Po wojnie już nie grał. Zapomniany, od 1954 r. przebywał w domu starców w Brukseli. Podczas remontu placówki jej pensjonariuszy przeniesiono do Antwerpii gdzie zmarł 14 marca 1961 r. Pochowany w Brukseli na cmentarzu w dzielnicy Etterbeek.

Znaczenie dla światowego życia szachowego

Rubinstein uważany jest dzisiaj za jednego z największych klasyków szachów, mimo że nie pozostawił po sobie artykułów ani książek, ani nawet zbyt wielu notatek. Znamy jego osiągnięcia głównie z zapisów partii i wspomnień jemu współczesnych. Wiele wariantów szachowych otwarć nawiązuje w swoich nazwach do tej nietuzinkowej postaci (np. obrona Nimzowitscha – wariant Rubinsteina). W samym tylko gambicie hetmańskim można znaleźć kilka głównych wariantów nazwanych nazwiskiem Rubinsteina.

sie
29

Świat schodzi na psy jak mówi znane porzekadło, jakże zresztą niesprawiedliwe, bo przecież – jak ukazuje  samo życie – etyka naszych czworonożnych przyjaciół stoi o wiele wyżej od etyki ludzi. Homo sapiens mógłby niejednego nauczyć się od zwierząt, ale najwyraźniej mu na tym nie zależy. Bomby odpala się już na cmentarzach, co zdarzyło się w Afganistanie, gdy rodzina wybrała się na groby swych bliskich. Zdziczenie sięga szczytu, ale też lata temu na Wołyniu palono Polaków żywcem w kościołach, co  jest jeszcze większym bestialstwem. Mimo to „prezydent” Komorowski  raczył zliczyć aż pięć (!) ofiar tych zbrodni, co chyba dowodzi perfidnej metody ukrywania rozmiarów polskiej martyrologii. Tajemnicą pozostaje też jego „przepraszanie” za tamte zbrodnie, albowiem akt skruchy powinien wyjść od strony ukraińskiej. Piszę znowu o tych sprawach w „bulu”, choć z okazji marszu wołyńskiego już wytknąłem gajowemu owe  gafy. Więcej dołożył mu niedawno Wildstein, ale „prezydent” ma grubą skórę i lubi udawać Greka, chociaż może nie czuje się pewnie, bo zgolił wąsy, by zmylić pogonie. W sukurs przyszła mu TVN ogłaszając, że popiera go  rzekomo 70% ankietowanych, co świadczy albo o głupocie obywateli, albo o zwyczajnym szwindlu matematycznym. Sądzę, że raczej chodzi o manipulację procentami, aby nieco podbudować malejące poparcie dla Platformy Obywatelskiej. Te przypuszczenia potwierdza komentarz dodany w telewizji, oto Komorowski jest prezydentem jedynej słusznej partii! O, nagle przestał być prezydentem wszystkich Polaków ( a kiedy nim był ?) i teraz rozparł się na platformie ? Jakże przypomina to epokę PRL-u z jej niewzruszonym dogmatem jedynej a słusznej partii!

W dalekim kraju podobno ktoś lansuje modę na „choćbysie” czyli na trawestacje zwrotek z tuwimowskiej „Lokomotywy”, oczywiście dla zabawy, chodzi o efekty raczej komiczne, a nie o poważne gry literackie. A zatem bawmy się:

Choćbyś z premierem rwał białogłowy,

choćbyś polował w puszczy z gajowym,

choćbyś wbrew faktom do pięciu liczył,

to nie usłyszysz, co w trawie kwiczy!

I, oczywiście, nie poznasz wszystkich afer układu, starannie umorzonych przez prokuraturę po farsie komisji sejmowych i innych dochodzeń. W tym leży potęga IIIRP, republiki ultraliberalnej i stojącej na straży przywilejów kasty nietykalnych. Od afery FOZZ – matki wszystkich afer – długi korowód defraudacji demoluje finanse państwa.

O moralnym bagnie świadczą też incydenty z „profesorem” Zygmuntem Baumanem, który raczył udzielić wykładu na uniwersytecie wrocławskim, co spotkało się ze słusznymi protestami. Bauman był dowódcą w oddziałach KBW ( Korpus Bezpieczeństwa  Wewnętrznego ), a korpus ten od r.1948 r. zaczął przejmować od Rosjan obowiązki okupanta Polski, czyniąc to z wielką gorliwością, co ilustrują następujące dane: do końca 1948 r. oddziały KBW zabiły 1950 partyzantów powstania antysowieckiego, raniły 434 oraz aresztowały 45 tysięcy 649 „bandytów” ( wg terminologii prosowieckiego reżimu ) z formacji AK, WiN, NSZ.  W szeregach KBW walczył Bauman w stopniu majora i niewątpliwie przyczynił się do śmierci wielu polskich patriotów, ale o tym sza! Tabu. Na Google za to pan Bauman figuruje jako „Polish sociologist ( ur. 19.11.1925 r. w Poznaniu). Since 1971 has resided in England after being driven out of Poland by an anti-semtic purge…” ( wspaniałe, prawda?)  W innym miejscu znajdujemy korektę, że ten ambitny oficer bezpieczeństwa wykładał w Warszawie od 1954 r. ( co było nagrodą za mordowanie Polaków), a po opuszczeniu Polski czas jakiś był wykładowcą na Uniwersytecie w Tel Aviv, by w r. 1972 przyjąć posadę wykładowcy na Uniwersytecie w Leeds.  Uczelnie biły się niemal o pana Baumana, wiemy dlaczego. Google jednak popełnia małą niedyskrecję, wspominając jego waleczność w dywizji Berlinga ( co w końcu można zaakceptować), ale nie ukrywa zaangażowania Baumana w dywizję KBW: „…in 1945, he joined a military internal security organisation, the KBW”. Nigdy nie odpowiedział za to, bo przecież Polaków można zabijać bezkarnie, w przeciwieństwie do Żydów, jak świadczy zatrzymanie przed kilkoma dniami  w Budapeszcie kolejnego kata tej nacji. Jest chyba w wieku Baumana.

Ba, jak widać w IIIRP nie wolno protestować przeciwko akademickim popisom byłego kata Polaków z lat stalinizmu, a zatrzymanym studentom grozi kara do pięciu lat więzienia! Niesłychanie liberalną mamy demokrację, jeśli toleruje w życiu publicznym stalinowskie relikty! Jakże się dziwić, gdy nawet MSZ – jak wykazała książka Krzysztofa Balińskiego – ma antypolski charakter. Oczywiście książkę natychmiast zaatakowała „Gazeta Wyborcza”, czy mogło być inaczej ? Ale jej autor pracował w latach 1973-2012 w MSZ, był także ambasadorem w Syrii i Jordanii, zatem musi mieć niezłe rozeznanie i dowody, by twierdzić, że w MSZ decydują dwa kryteria: „rasowe” i bezpieczniackie. Skoro takie „elity” mamy w MSZ, to według Bartoszewskiego uczestnicy obchodów Powstania Warszawskiego są…tylko motłochem! Przed laty nazywał opozycję …”bydłem”, a mimo to nadal uchodzi za kwiat finezji salonowej, choć Niemcy nie tytułują go już profesorem.

Pieski świat, ale cóż się dziwić, gdy były zamachowiec Ali Agca wydaje swoje wspomnienia ( „Obiecali mi raj. Moje życie i prawda o zamachu na papieża”), gdzie zamieścił sporo kłamstw wierutnych, aby faktyczni zleceniodawcy zamachu zostawili go w spokoju. Wiele wskazuje, że tzw. ścieżka bułgarska nie była ostatnim tropem i że prawda wyjdzie kiedyś na jaw, podobnie jak prawda o zamachu smoleńskim. To tylko kwestia czasu i  zmian w politycznej materii świata po większym katakliźmie…

A pieski świat wrze w kilku miejscach dość newralgicznych, wydarzenia w Egipcie przesłoniły już wojnę w Syrii, Afganistanie lub zamachy w Iraku i Pakistanie.  Rozwój wypadków nad Nilem przybrał na gwałtowności, coraz więcej ofiar protestów i stanowcza postawa wojska wróżą Egipcjanom nie najlepiej. W powietrzu wisi wojna domowa, co będzie tragedią dla ojczyzny faraonów, a klęską dla turystów, którzy przestaną zwiedzać piramidy i przeniosą się na greckie wyspy lub na Maltę, gdzie znajdują się ruiny świątyń, starsze zresztą o około 350 lat od najstarszych piramid egipskich. Czy dojadą tam masowo polscy turyści ?

Nie wiadomo, bo w Polsce – jak się oblicza – minimalna pensja wynosi 334 euro, a w Irlandii 1462 euro przy zbliżonych kosztach życia. A zatem prawie pięć razy mniej zarabia przeciętny Polak niż mieszkaniec zielonej wyspy. Po tylu latach Tuskolandu nie dotrzymano nam obietnic wyborczych z 2007 roku. Polska jest szarą strefą Europy, krajem coraz bardziej zdemolowanym.Obok fasad na pokaz triumfuje bylejakość, a na dodatek okupanci wracają do Legnicy, narazie z wizytą kurtuazyjną jak się mniema, ale może owi dawni sowieccy żołnierze mają stać się posiłkami z zagranicy na wypadek zamieszek w IIIRP ? Nigdy nic nie wiadomo, ale układ czuwa i Komorowski może znowu zapuści wąsy ? I ruszy z dwururką na polowanie ?

Marek Baterowicz

sie
27

CZESKA WIOSNA – w 45 rocznicę interwencji ZSRR i wojsk Układu Warszawskiego 

21 sierpnia 1968 – o 4 godzinie rano – sowieckie czołgi i transportery opancerzone otoczyły gmach KC w Pradze…Rosyjscy spadochroniarze aresztowali przebywających w gmachu członków czeskiej partii, a prowadzono ich pod lufami automatów. Towarzysze z KGB zrobili selekcję uwięzionych, po czym odseparowano najbardziej „niebezpiecznych prowodyrów” czeskiej wiosny : Dubczeka, Czernika, Smrkovskiego, Kriegla, Szimona oraz Szpaczka. I przewieziono ich do Mohylewa, na Ukrainie Zakarpackiej, a następnie do Moskwy. Tam – w „serdecznej, przyjaznej atmosferze” – poddano ich praniu mózgów…I zmuszono do rezygnacji z postulatów demokratyzacji, a także do wycofania sprawy inwazji z porządku obrad ONZ! A jakże, była to przecież bratnia pomoc niemniej bratnich partii, zaniepokojonych „kontrrewolucją” nad Wełtawą. Niezbitym dowodem był tu list „grupy działaczy KPCzechosłowacji”, ( anonimowych!) który ukazał się w moskiewskiej „Prawdzie” ( 21 sierpnia), a zawierał właśnie prośbę o…”bratnią pomoc”! Czy towarzysze radzieccy mogli pozostać obojętni wobec tego apelu ? Oczywiście nie, dlatego wysłano czołgi zebrane z kilku państw Układu Warszawskiego ( Bułgarii, NRD, PRL-u,Węgier,), ale trzonem tej karnej ekspedycji była Armia Czerwona. Ironicznie ujął to Alain Besancon w „Krótkim traktacie sowietologii” ( Paryż, 1976) : „Rola armii sowieckiej jest pedagogiczna. To ona napędza prawa historii i jest ultima ratio ideologii”… Nie można jednak ukryć dosyć haniebnej roli Gomułki, który okazał się gorliwym podżegaczem do rozprawy z praską wiosną, a nawet oferował terytorium PRL-u jako bazę wypadową inwazji. Nie wynikało to tylko z jego partyjnego dogmatyzmu, ale również ze złości na Czechów, którzy manifestowali sympatię dla ofiar represji polskiego marca 1968 roku.

Czeska wiosna zaczęła się w istocie jeszcze w roku 1967, za czasów Nowotnego, który był I sekretarzem oraz prezydentem. Jego długie rządy – od śmierci Stalina – częściej cechował despotyzm niż kurs na „odwilż”, co  intelektualiści i pisarze wytykali już otwarcie. Ladislav Macko pisze powieść „Smak władzy”, która krytykuje samego Nowotnego! Po odrzuceniu jej przez cenzurę Macko wydaje powieść w Austrii. W odpowiedzi Nowotny – w połowie 1967 – zaostrza dyktat partii, występuje przeciwko intelektualistom, a także przeciwko opozycji w KC. Sięga po represje policyjne, ale to wzmaga  tylko opór, a na IV-tym Zjeździe Pisarzy Kohout odczytał list Sołżenicyna, wzywający pisarzy radzieckich do przeciwstawienia się zniewoleniu. Inny pisarz, Klima, przypomniał, że konstytucja cesarstwa austro-węgierskiego gwarantowała większą swobodę słowa niż ustawy komunistów! A znany pisarz Ludwik Vaculik mówił o nadużywaniu władzy. Obecny na zjeździe główny ideolog partii J.Hendrych opuszcza oburzony salę obrad. Zaczynają się represje, zawieszony zostaje tygodnik Związku Pisarzy Czeskich. Ale pisarze nie dają za wygraną, 3 września 1967 w prasie zachodniej ogłaszają „Manifest 1000 słów”, sygnowany przez ponad dwustu pisarzy, artystów, filmowców, naukowców. W tym dokumencie zwracali się oni do słynnych intelektualistów Zachodu  jak Bertrand Russell, Arthur Miller, John Steinbeck, Jean-Paul Sartre, Gunter Grass z prośbą o pomoc w walce z cenzurą i prześladowaniami. Sygnatariusze tego manifestu  zwracali uwagę opinii światowej na tyranię komunistów, a reżim Novotnego oskarżali o „prowadzenie polowań na czarownice oraz o stosowanie represji o wyraźnie faszystowskim charakterze”. Ferment pogłębiał się, w październiku 1967 demonstrowali studenci, rozpędzeni brutalnie przez policję. W listopadzie jednak beton pęka, ponieważ prezydium KC kwestionuje łączenie przez Novotnego obu urzędów – prezydenta oraz I sekretarza. Sprawa ta ma być dyskutowana w grudniu na Zjeździe Partii, na którym zjawił się Breżniew, zaproszony przez Novotnego. Umył jednak ręce mówiąc:”To wasza sprawa”, a w tej sytuacji Novotny odwołał się do armii. 16 grudnia czeska dywizja pancerna rusza na Pragę, druga zaś na Bratysławę. Te „manewry” zostały jednak wstrzymane przez gen.Prchlika, który popierał skrzydło reformistów w wojsku. Po jego stronie byli też gen.Szejna ( potem ucieknie do USA) oraz gen.Janko, który odbierze sobie życie, gdy górę weźmie polityczny beton.Narasta napięcie w łonie partii, a 23 grudnia delegaci domagają się rezygnacji Novotnego, co nastąpi 5 stycznia 1968 roku, a I sekretarzem zostaje Aleksander Dubczek!

I tak, w styczniu, kiełkuje praska wiosna. Zespół roboczy przygotowuje reformy, z końcem stycznia Dubczek składa wizytę w Moskwie, aby przedstawić swój program. Sowieci przyjmują narazie postawę wyczekującą, a Novotny dalej agituje na wiecach, broniąc starego kursu oraz próbując nasilić nastroje anty-inteligenckie. Ostatecznie przegrywa i 21 marca 1968 podaje się do dymisji, a w tydzień później prezydentem zostanie gen.Ludwik Swoboda, weteran II wojny światowej.  Dymisja Novotnego w pierwszym dniu kalendarzowej wiosny budzi entuzjazm ludzi, oto ich wiosna! Mogą być motorem zmian, społeczeństwo zaczyna wierzyć, że zdoła dokonać demokratyzacji kraju. Rehabilitowano ofiary stalinizmu, zniesiono ograniczenia w podróżowaniu na Zachód, wprowadzano pluralizm, a wreszcie zniesiono cenzurę. Wszystko to jednak irytuje kierownictwo na Kremlu…Przywódcy radzieccy wzywają  sekretarzy z pozostałych demoludów, ich gorączkowe debaty  miały miejsce z początkiem maja 1968 r. Wkrótce potem zaczynają się „manewry” wojsk Układu Warszawskiego, ale bez Rumunów. Tito również wyraża dezaprobatę dla polityki Moskwy. Manewry trwały przez cały czerwiec na terenie Czechosłowacji, ale ta demonstracja siły nie zastraszyła Czechów!  I 27 czerwca w pismach całego kraju ukazuje się „Manifest 2000 słów”, podpisany przez setki znanych postaci. Domagają się oni usunięcia ludzi, którzy nadużywali władzy, a zarazem ostrzega przed interwencją Sowietów. Manifest wywołał furię na Kremlu, a rzeczywiście od czerwca mnożyły się prowokacje agentury radzieckiej w Czechach, które mogłyby posłużyć Rosjanom jako pretekst  interwencji. W istocie była ona już przesądzona, gdy 14 lipca w Warszawie spotkali się przywódcy „bratnich” krajów śląc ostrzeżenie do reformatorów w Pradze. Tym razem była to agresja: 20 sierpnia kolumny czołgów wtargnęły do Czechosłowacji. By uniknąć masakry narodu armia czeska nie podjęła walki, społeczeństwo stosowało tylko bierny opór. Zmieniano drogowskazy, zalepiano mąką wizjery czołgów, a na czołgach malowano swastyki. Zjawiły się satyryczne napisy, np. „Leninie obudź się, Breżniew zwariował!”…Trwały manifestacje. Opór był powszechny, nawet czeska SB wyniosła archiwa przez zajęciem jej gmachu przez KGB. Zginęło jednak około sto osób, a student Jan Palach dokonał samospalenia protestując przeciwko „normalizacji” jego ojczyzny. W październiku premier Czernik musiał podpisać w Moskwie układ o stacjonowaniu w Czechosłowacji 100 tysięcy żołnierzy radzieckich na czas nieograniczony, a ponadto umowy „gospodarcze” zwiększające zależność od ZSRR. Imperium pokazało swe żelazne muskuły!

Marek Baterowicz