Archiwum kategorii ‘Kontrowersje’

mar
05

W trakcie ostatnich kilku dni moja aktywność na tym blogu nieco przygasła. To znaczy aktywność pisarska, bo i tak zaglądam tu po kilka razy dziennie i w miarę regularnie zamieszczam komentarze. Natomiast wspominając o działalności pisarskiej miałem na myśli przygotowywanie większych artykułów i (nie wiem czy celową) polemikę z Waldemarem Świciem. Jakiś czas temu przeczytałem jego niekulturalny artykuł pt. „Post Scriptum” i postanowiłem nie reagować na niego. Nie chciałem dać się sprowokować, a poza tym widziałem że wszelkie próby mojej argumentacji nie są traktowane poważnie przez mojego oponenta. Ale po zamieszczeniu przez pana Waldemara kolejnego artykułu („Polecam Dworeckiego”) będącego kontynuacją opisu poglądów dotyczących metod tego trenera, i nieprzyjemną reakcją na dyskusję oponentów jego systemu szkoleniowego, zdecydowałem sie na zamieszczenie kolejnego wpisu. Dotyczy on, wraz z cytatami, wspomnianych powyżej dwóch artykułów W.Ś.

Przede wszystkim pragnę zaznaczyć że wypraszam sobie aluzje o cyt.: „kłamstwach, insynuacjach, toczeniu gnojowych kul, rzucaniu łajna i ignoranctwie”. Cóż, Waldemar Świć jak przystało na trenera i szachistę, ma wyrobione dobre poczucie strategii i taktyki. Być może, że jest też zwolennikiem profilaktyki a’la Nimzowitsch. Dlatego unika bezpośrednich ataków osobistych, nie używając nazwisk swoich oponentów. Postępuje tak bo być może wie, że za bezpodstawne, publiczne szkalowanie i znieważanie grożą sankcje karne z artykułu 216 paragrafu 2 Kodeksu Karnego.

Zapewniam, że nie godzę w „dobre imię kolegów [Waldemara Świcia] i uczniów”, gdyż nie jest to moim celem. Polemiki które prowadzę na blogu Jerzego Konikowskiego dotyczą aktualnej sytuacji szachowo-sportowej na świecie, ale głównie w Polsce. Nie zajmuję się dobrym imieniem kolegów ani uczniów Waldemara Świcia, i nie to stanowi trzon moich artykułów. Też przeżywam sukcesy i porażki naszych szachistów, a szachy są również i moją pasją, podobnie jak pana Waldemara. Nie widzę powodów uzurpowania sobie prawa do wypowiadania się na temat szachów i spraw około szachowych jedynie przez osoby zawodowo związane z tym sportem, bądź po prostu zewidencjonowane w centralnym rejestrze PSzach, cyt.: „tzw. „naszych” ale nie wiem jak ich nazwać bo ani to szachiści  a po części anonimy czyli nikt”. Ciekawe, że dawniej Waldemarowi Świciowi nie przeszkadzały niekulturalne i oszczercze wypowiedzi (właśnie) anonimów, skierowane przeciwko Jerzemu Konikowskiemu i mnie, zamieszczane na blogu am Mateusza Bartla oraz na „Szacharni”. Wtedy anonimy były akceptowane, ale obecnie te na blogu J.K., już nie. Osobliwa wybiórczość zasad net-etykiety w wykonaniu W.Ś., nieprawdaż?

Jeżeli chodzi o zagadnienie obserwacji „z daleka” sytuacji w polskich szachach, to jestem ciekawy opinii różnych osób, w tym trenerów, członków kadry narodowej, amatorów szachowych, osób dopiero zaczynających przygodę z tą grą, itp. Interesuje mnie każde stanowisko dotyczące wspomnianego problemu, o ile nie polega ono na oszczerstwach i epitetach pod moim adresem. Jeżeli mylę się w jakiejś kwestii, to z wielką chęcią wysłucham opinii odmiennych od mojej, ale nie takich które w aluzji określają moje wypowiedzi mianem „toczenia gnojowych kul i rzucaniu łajna”.

Waldemar Świć zadecydował, że osoby wypowiadające się na temat metod szkoleniowych Marka Dworeckiego nie czytały jego książek. Nie wiem czy to było „picie” do mnie czy nie, ale uważam że przesądzanie z góry czy ktoś je czytał czy nie, bez zaznajomienia się z faktami, jest delikatnie mówiąc, niegrzeczne. Podobnie jak opinia pana Waldemara, iż „ignorant aby pokazać , że jest i ma swoje zdanie sięgnie po każdy sposób i będzie miał złudzenie, że zaistniał krytykując kogoś ważnego. Ten rodzaj autopromocji nie jest nowy choć nabrał mocy w czasach internetu”. Domyślam się, że pan Wademar byłby najbardziej zadowolony, gdyby zamknął usta osobom skupionym wokół blogu Jerzego Konikowskiego i zabronił im oraz J.K. publicznych wypowiedzi, zamieszczanych w internecie. To jest oburzający zamach na wolność i swobodę kulturalnej wypowiedzi w demokratycznym kraju.

Pragnę zaznaczyć, że nadal interesują mnie opinie Waldemara Świcia na temat systemu szkolenia, i w ogólności jego wypowiedzi na tematy stricte szachowe, nawet gdy nie zgadzam się z nimi. Uważam że warto poznać każde zagadnienie z różnych stron, słuchając wypowiedzi osób prezentujących odmienne stanowiska.

Tylko ile razy można prosić o kulturę wypowiedzi? No ile razy?

Krzysztof Kledzik

 

lut
20

Gość napisał: Przesyłam dwa ciekawe linki. Przypuszczam że są Panu znane, ale z pewnością nie wszyscy czytelnicy blogu wiedzą, co tam wypisywano. Szczególnie osoby młode, albo te które dopiero niedawno zaglądnęły na blog. Niech zobaczą co się działo.

Świadczą one o poziomie dyskusji szachistów o problemach polskich szachów. Nie śledzę forów dyskusyjnych dotyczących innych dziedzin sportu, więc nie wiem co tam się dzieje. Ale tu, pomijając wpisy anonimów, to największe zniewagi, obelgi i opluwanie pochodzi od czołowych szachistów z kadry narodowej oraz od jednego z wiodących trenerów akademii. To jest jakaś nienormalna sytuacja.

Kiedyś były ataki na Pana na forum PZSZach. Tutaj są inne naskakiwania w temacie związanym z Akademią Młodzieżową, w tym am Bartłomej Macieja znowu najeżdża na Pana.

http://forumszachowe.pl/showthread.php/88-Akademia-Szachowa

Natomiast tutaj są naskakiwania na Pana, związane m.in. z problemem debiutów.

http://forumszachowe.pl/showthread.php/870-Tata-Steel-Chess-2011

lut
10

Wreszcie doczekaliśmy się krótkiego podsumowania występu naszych reprezentantów na turnieju w Gibraltarze. W najnowszym newsletterze PZSzach-u Link szef wyszkolenia Piotr Murdzia napisał, iż „Chcielibyśmy cieszyć się sukcesami polskich szachistów regularnie, jednak sport rządzi się swoimi prawami, raz jest z górki, a raz pod górkę. Podczas ostatniego występu Polaków w Gibraltarze, ale i nie tylko tam, przekonaliśmy się, że forma naszych asów nie jest stabilna. To powoduje straty rankingowe. Radosław Wojtaszek po nieudanych występach w Indiach i na Półwyspie Iberyjskim spadł na liście rankingowej niemal na 50 pozycję. Niedobry to sygnał, bo o zaproszenia do elitarnych turniejów będzie teraz trudniej, choć i tak dopiero przynależność do klubu TOP 10 gwarantuje cokolwiek. Radkowi życzymy szybkiego powrotu na salony, bo ktoś powinien pociągnąć za sobą „tłumy”. A może wkrótce taką osobą będzie Dariusz Świercz? Czas pokaże”.

Pozwolę sobie zabrać głos w kilku kwestiach poruszonych przez szefa wyszkolenia. Każdy chce się cieszyć sukcesami polskich sportowców, ale niestety w przypadku naszych czołowych szachistów powyższy cytat obrazuje typowe „wishful thinking”. Forma sportowa naszej kadry daleka jest od zadowalającej, czego kolejnym dowodem jest nieudany dla nas turniej w Gibraltarze. Nic dziwnego, że przez dłuższy czas oficjele związkowi powstrzymywali się od jakiegokolwiek komentarza na ten temat, nie publikując na stronie PZSzach-u żadnego sprawozdania z przebiegu turnieju. Dziwne, że dla Piotra Murdzi największą bolączką są straty rankingowe naszych zawodników. Akurat tego można było się spodziewać. Czołowi polscy szachiści dbają o swój wysoki ranking, zapewniając go sobie podczas występów na średniej jakości turniejach. To pozwala im utrzymać status quo w kraju, ale za to podlegają brutalnej weryfikacji podczas silnych światowych imprez szachowych. Takie turnieje sprawdzają ich przygotowania szachowe oraz sportowe, po raz kolejny ukazując, delikatnie mówiąc, niezbyt różową rzeczywistość. Niestety nasz czołowy arcymistrz Radosław Wojtaszek, jest smutnym obrazem tej dziwnej rankingowej polityki. Punkty zdobyte podczas słabych turniejów ulatują z niego jak z przekłutego balonu w trakcie poważniejszych spotkań z solidnymi przeciwnikami.

Kolejną kwestią są zaproszenia na elitarne turnieje. Dziwne, że szef wyszkolenia ciągle lansuje tezę, jakoby sam ranking otwierał wszystkie drzwi. Owszem, otworzy te pośledniejsze, natomiast  nie jest właściwym kluczem do drzwi superturniejów. Aby je przekroczyć trzeba posiadać „to coś” szachowego, czy też legitymować się interesującą osobowością sportową. Tego Radkowi na razie brakuje. „Kulą w płot” jest stwierdzenie Piotra Murdzi o szybkim powrocie Radka na salony. O ile same życzenia tego powrotu zawsze są czymś miłym, to powiedzmy sobie szczerze, niestety Radek nigdy na salonach nie był. Mówiąc wprost, stał jedynie w przedpokoju. A gdzie są te tłumy o których wspomina nasz szef wyszkolenia? Czy chodzi o te wszystkie zlikwidowane kluby szachowe? Czy może o pokaźną ilość dobrych szachistów, którzy rokowali wielkie nadzieje dziesięć lat temu, po czym przepadli „w tłumie” przeciętniaków, albo po prostu zarzucili profesjonalne podejście do gry z braku perspektyw?

Nie wydaje mi się, aby nasi starzy mistrzowie (zapewne Piotrowi Murdzi chodzi o kadrę narodową) musieli się aż tak bardzo obawiać się o zagrożenie ze strony młodych zawodników. Wszak „starzy” zadbali o takie skonstruowanie regulaminu powołań do kadry, aby zapewniło im to ciepłe, nietykalne miejsce w niej. Póki co, Dariusz Świercz jest dobrym kandydatem na silnego światowego szachistę, i niewątpliwie takim jest w swojej kategorii wiekowej w kraju. Ale nadszedł czas, aby zadbano o spełnienie się naszych marzeń o zrobieniu z niego zawodnika klasy światowej. Szef wyszkolenia narzeka na stan naszych szachów kobiecych. Wydaje mi się, że polskie zawodniczki mają jednak silniejszy potencjał szachowo-sportowy i większe ambicje, niż skostniała część męskiej kadry narodowej, bez większych perspektyw na sukcesy. Proponuję dokonać przeglądu metod szkolenia juniorów i przygotować program naprawczy tej ważnej dla nas dziedziny sportu szachowego. Bez grających dzieci i młodzieży, nasze polskie szachy wymrą za kilkanaście lat.

Na zakończenie wstępu do newslettera Piotr Murdzia wyraził opinię,  że „stara gwardia grać jeszcze potrafi, a tylko czasem brakuje jej należytej motywacji”. W szczególności zgadzam się z drugą częścią zacytowanego stanowiska szefa wyszkolenia. Ale skoro naszym kadrowiczom nie chce się grać bo nie mają motywacji, to przecież są odpowiednie metody aby to zmienić. Albo motywację, albo skład kadry.

Krzysztof Kledzik

lut
07

Tytuł niniejszego artykułu odzwierciedla moje podejście do życia, którym zawsze staram się „zarazić” innych. Jeżeli żądamy wolności, poszanowania i tolerancji dla siebie, powinniśmy to samo dawać innym.

Każdy z internautów może założyć i prowadzić własny blog i wyrażać na nim swoje poglądy, obojętnie czy dotyczą polityki, mody, spraw kulinarnych czy szachów. Powszechny dostęp do internetu zapewnia wszystkim osobom możliwość wypowiadania się w dowolnej kwestii. Na przykład pan Marcin wyraził opinię, iż cieszy się z założenia blogu przez Waldemara Świcia. Być może, nie każdy zgodzi się z tą tezą, ale akurat takie jest zdanie pana Marcina i trzeba to uszanować. Zresztą wspominałem już, iż sam z chęcią będę zaglądać na blog mojego oponenta w poszukiwaniu ciekawych informacji o pracy trenerskiej. Szkoda, że pan Waldemar tak stanowczo odżegnuje się od możliwości podzielenia sie z nami tymi wiadomościami. Metody pracy szkoleniowej są dla większości entuzjastów szachów rzeczą kompletnie nieznaną, i jestem przekonany że z radością przeczytaliby jakiekolwiek doniesienia na ten temat. Żywię nadzieję, że pan Waldemar jednak zmieni zdanie i kiedyś przekaże nam z pewnością bardzo interesujące ciekawostki z areny jego działalności trenerskiej.

Pragnę teraz zwrócić uwagę czytelników na bardzo ciekawy i wyważony komentarz Sławomirusa – Link, w którym zawarł swoje przemyślenia dotyczące blogów szachowych. Nasz komentator ma sto procent racji twierdząc, że internauci mogą prowadzić polemiki na dowolne tematy, zaczerpnięte dosłownie z każdej dostępnej dziedziny. W państwie demokratycznym nikt nie może im tego zabronić, nawet jeżeli formalnie za jakąś dziedzinę odpowiadają specjalne organy, np. urząd pracy, rząd, ZUS, PZSzach, itd. Nie żyjemy w państwie totalitarnym, w którym musimy bez zająknienia i głębszej refleksji akceptować oficjalne komunikaty płynące „z góry”. Każde posunięcie „góry”, każde wydarzenie w kraju i za granicą może stać się obiektem naszych dociekań i polemik. Sławomirus słusznie podkreślił, iż każdy z nas może prezentować różne i odmienne podejście do szachów i problemów związanych z tą dziedziną. Na przykład, nie jesteśmy zdani wyłącznie na oficjalne komunikaty otrzymywane od Polskiego Związku Szachowego. W celu wyrobienia sobie poglądu na kondycję polskiego sportu szachowego mamy prawo korzystać z informacji zawartych na różnych blogach, zarówno tych wskazujących na niedostatki i ułomność „polityki” szachowo-sportowej, jak i starających się przedstawić rzeczywistość w sposób mniej krytyczny.

Dobrze to ujął Sławomirus, pisząc: „Jedni oceniają to bardziej pozytywnie, inni mają percepcję bardziej krytyczną, jedną chcą pisać więcej o emocjach, pięknie szachów, drudzy bardziej o problemach, rozwiązaniach, rozwoju szachów, inni bardziej informować niż oceniać czy polemizować”. Każdy z takich blogów ma rację bytu, choć należy zdawać sobie sprawę iż treści na nich zawarte wzbudzą polemiki, często bardzo żarliwe. Każdy z dyskutantów może przekonywać innych do swoich racji, bądź zaakceptować czyjeś argumenty, gdy uzna że sam się mylił. Trzecią możliwością jest przyjęcie do wiadomości czyjegoś stanowiska, nawet nie podzielając go. Po prostu ktoś ma odmienne zdanie, być może błędne, ale nie chce go zmienić, więc trudno. Trzeba to zaakceptować, bo to jego wybór. Oczywiście można nadal dyskutować z nim, ale trzeba zachować umiar w słowach aby w trakcie ewentualnej eskalacji emocji nie przekroczyć granicy, poza którą sprawi się przykrość swojemu oponentowi. Dlatego nie staramy się na siłę zmienić pana, ani naruszać pana sumienia czy statusu społecznego, panie Waldemarze. Od dawna mamy odmienne zdanie na wiele spraw, czemu dajemy wyraz w naszych artykułach i komentarzach. Ale to są dyskusje i polemiki, rozumiem że mogą być emocjonalne i żarliwe. Jednak zachowujemy w nich tolerancję wobec drugiej osoby i szanujemy ją, nawet gdy jest naszym oponentem i prezentuje odmienne stanowisko od naszego.

Krzysztof Kledzik

lut
07

Ostatnio całkiem przypadkiem odnalazłem w internecie blog Waldemara Świcia – Link. Odkrycie to było dla mnie pewnym zaskoczeniem, gdyż do tej pory mój oponent nie prowadził oddzielnej strony, lecz zamieszczał komentarze na innych, zaprzyjaźnionych blogach. Nie ukrywam że z ciekawością przeczytałem cztery wpisy na blogu pana Waldemara. Na razie nie ma ich więcej, gdyż blog został utworzony stosunkowo niedawno. Z chęcią zapoznam się z kolejnymi artykułami, licząc na to że pan Waldemar uroni nam rąbka tajemnicy związanej z treningiem szachowym i metodami szkoleniowymi stosowanymi w Akademii Młodzieżowej. Dobrym wstępem do tego jest np. zamieszczony przez W.Ś. artykuł o książkach Marka Dworeckiego.

Natomiast nie mogę zgodzić sie z tezami pana Waldemara, zawartymi we wpisie – Link. Autor poruszył w nim kwestię odzewu jaki wzbudziły niedawne artykuły Krzysztofa Jopka, zamieszczone na jego blogu „Psychologia i Szachy”. Dlaczego pan, panie Waldemarze tak szydzi z moich komentarzy oraz artykułów zamieszczonych na blogu Jerzego Konikowskiego? Dlaczego sugeruje pan swoim czytelnikom, że teksty przeze mnie publikowane są kłamstwami? Nie są też artykułami potępiającymi, lecz polemicznymi, w których przedstawiam swoje stanowisko. Zgadzam się że jest ono odmienne od pańskiego, także różne od prezentowanego przez Krzysztofa Jopka oraz PZSzach. Ale myślę że to jeszcze nie powód, aby zarzucać mi kłamstwa i porównywać moje teksty do tych z „Trybuny Ludu”.

W komentarzu – Link napisałem, iż osoby takie jak trenerzy pełnią funkcje publiczne i są obdarzone społecznym kredytem zaufania. Uważam że posiadanie społecznego zaufania jest czymś honorowym dla takiej osoby i powodem do dumy. Zatem nie rozumiem znaczenia pana uwagi: „jestem żywą istotą ludzką, a nie funkcją jaką chcecie mi przypisać”. Na pewno jest pan człowiekiem obdarzonym różnymi cechami, za które, podobnie jak za pełnioną funkcję, zasługuje pan na szacunek i uznanie przez społeczeństwo.

Napisał pan: „nie przejmujcie się tak bardzo ani mną ani młodzieżą, którą uczę, bo im ani mnie to nie przeszkadza”. Przejmujemy się wszystkim co dotyczy szachów i ogólnie pojętego życia szachowego, szczególnie naszego polskiego. Taka nasza natura.

Nikt nie dorabiał ideologii do działalności Krzysztofa Jopka. Po prostu nie zgadzano się z jego poglądami, i wyrażono to w postaci różnych artykułów i komentarzy na blogu J.K. Pan Krzysztof może prowadzić własny blog i wyrażać na nim swoje poglądy. Ma do tego prawo i nikt tego nie neguje. Ale każdy z autorów blogów powinien być świadomy, że są osoby które nie zgadzają się z ich poglądami, i dają temu wyraz poprzez publikowanie polemicznych artykułów i komentarzy. Ważne jest aby miały wyważony charakter i nie ubliżały bliźnim. Nikt nie robił przygłupa z Krzysztofa Jopka, jedynie nie zgadzano sie z jego stanowiskiem. Jeżeli ktoś ma czuć się urażony, to raczej my, poczynioną aluzją o nie dyskutowaniu z idiotą, zamieszczoną na blogu K.J. Natomiast nie zakrzyczeliśmy Sławomirusa. Wręcz przeciwnie, blog J.K. jest otwarty dla wszystkich chcących wypowiadać się w sposób kulturalny. Jeżeli Sławomirus ma odmienne zdanie od naszego, z chęcią je poznamy!

Krzysztof Kledzik

 

lut
05

Dokładniej mówiąc: zlustrowany, zdemaskowany i zdekomunizowany. Nareszcie! W końcu wykryto przyczynę wściekłych ataków wstecznych sił skupionych wokół blogu Jerzego Konikowskiego. Jest nią szerzący się tu komunizm. Przynajmniej tak twierdzi Anonim oraz pośrednio Shrek1953 w swoich komentarzach na blogu „Psychologia i Szachy”. Komunizm ten ma przywódcę ideowego, mnie samego. Pisane przeze mnie „Wstępniaki Ideowe” są „Sumieniem” (cytat ze Shreka1953) niniejszego blogu, czyli „komunistycznego szamba” (cytat z wypowiedzi Anonima, link jak wyżej). Teraz już jest wszystko jasne, karty zostały odkryte. Nie chcę uparcie sprzeczać się z Waldemarem Świciem ani z Anonimami, ale lektura ich wypowiedzi popchnęła mnie do napisania kolejnego artykułu z cyklu „Trybuny Ludu” (także cytat).

Powyższy akapit jest oczywiście żartobliwym wstępem, nic złośliwego z mojej strony. Pozwoliłem sobie zacytować wypowiedzi z blogu Krzysztofa Jopka, mając nadzieję że nie zostanie to uznane za dyshonor. Pragnę też zaznaczyć, iż myśl o byciu tutejszym sumieniem (ale nie komunistycznym), jest dla mnie komplementem.

Nie będzie nowością gdy po raz kolejny stwierdzę, iż nie rozumiem powodu tak ostrych wypowiedzi komentatorów na blogu pana Krzysztofa. Zdaje sobie sprawę z tego, że możemy mieć (i mamy) odmienne zdanie na temat obecnej kondycji szachów w Polsce, ale wg mnie to jeszcze nie powód aby np.: 1. robić aluzję do dyskusji z idiotą, 2. stawiać tezę bez pokrycia, że jakoby wg nas należy się cieszyć z czyiś niepowodzeń i  traktować zwycięzców (naszych rodaków) jako wrogów, 3. obrzucać nas epitetami w stylu „komunistycznego szamba”. Czy na tym ma polegać kultura dyskusji w polskim środowisku szachowym? Natomiast uwagi Waldemara Świcia pod moim adresem traktuję jako co najmniej bezpodstawną uszczypliwość, ale jednocześnie podziwiam Go za ciekawie sformułowaną wypowiedź, eh, te „Wstępniaki Ideowe” i „Sumienie”…

Problem m.in. domniemanej radości z niepowodzeń bliźnich podjąłem w moim poprzednim artykule natomiast teraz pragnę zaprzeczyć tezie o praktykowaniu tu zasad komunizmu. Obecnie żyjemy w demokratycznym kraju, w którym przyjęto zasadę wolności wypowiedzi. Każdy z nas ma prawo niezgadzania się z czyimiś poglądami oraz ma prawo do swobodnego wyrażania swoich myśli, nawet wtedy, gdy są one sprzeczne z obowiązującą ideologią. Dlatego mamy pełne moralne i prawne przyzwolenie do prezentowania opinii odbiegających od powszechne przyjętego standardu, lansowanego przez PZSzach i osoby do niego zbliżone. Muszę tu podkreślić, że wypowiadając je nie stosujemy określeń typu „idiota”, „komunistyczne szambo”, itp. Każdy z nas dba o kulturę i godność wypowiedzi, i podobnego podejścia oczekujemy od naszych oponentów.

Krzysztof Kledzik

lut
04

Z komunikatu Ministerstwa Sportu wynika, że szachy otrzymają mniejszą dotację na działalność o 30% dotychczasowych środków.

////////////////////////////////////////////////

Ministerstwo Sportu podzieliło dyscypliny na strategiczne i mniej ważne

29 sty, 2013 rok 11:36

Podział na dyscypliny i mniej ważne przewiduje przedstawiona we wtorek przez minister Joannę Muchę nowa koncepcja finansowania polskiego sportu wyczynowego. Dla tych uznanych za mało znaczące ograniczenie dotacji będzie drastyczne.

fot. PAP/Andrzej Grygiel

„Dnia 29 stycznia 2013 roku w polskim sporcie skończył się komunizm” – rozpoczęła minister Joanna Mucha spotkanie z dziennikarzami na Stadionie Narodowym.

„Związki sportowe muszą odzwyczaić się od otrzymywania środków finansowych na obecnych zasadach. Finansowanie będzie przeznaczone na wyraźnie i ściśle określone zadania i po spełnieniu określonych warunków” – podkreśliła.

Przedstawiony projekt to efekt m.in. słabego występu Polaków w ubiegłorocznych igrzyskach olimpijskich w Londynie. Ministerstwo uznało, że winne temu są przede wszystkim błędy szkoleniowe, brak profesjonalizmu, problemy zdrowotne i zbyt wąska grupa czołowych zawodników i trenerów.

Teraz ministerstwo zamierza stawiać na sporty, które dają największe szanse na sukcesy i mają najlepsze plany rozwoju.

O dalszy byt nie musi się martwić dziewięć dyscyplin uznanych za strategiczne. W tym gronie znalazły się: kajakarstwo, kolarstwo, lekkoatletyka, narciarstwo, pływanie, podnoszenie ciężarów, wioślarstwo, zapasy i żeglarstwo. Te związki utrzymają ministerialne finansowanie na dotychczasowym poziomie, z wyjątkiem lekkoatletyki, kajakarstwa i wioślarstwa, których budżety zostaną zmniejszone o 10 proc.

Na drugim biegunie znalazły się sporty nieolimpijskie, takie jak wrotkarstwo, kendo, płetwonurkowanie, skiboby czy psie zaprzęgi, które w tym roku dostaną dotację na poziomie 50 proc. ubiegłorocznej, a od 2014 r przestaną być finansowane przez ministerstwo.

Pozostałe związki olimpijskie muszą się liczyć z redukcją od 20 do 30 proc. środków, a nieolimpijskie otrzymają „wyraźnie mniejsze finansowanie”.

Osobną kategorię stanowią gry zespołowe, które zostały podzielone na dwie grupy. W pierwszej, która nadal będzie miała zapewnione wysokie finansowanie, znalazły się koszykówka, piłka ręczna i siatkówka. Do grupy tej zaliczona została także piłka nożna, choć – jak zauważyła Mucha – ma nieco inny model finansowania. Pozostałe będą musiały poszukać strategicznych sponsorów.

„Przed dniem dzisiejszym wszyscy spodziewali się, że poleje się krew. Tej krwi nie będzie tak dużo i myślę, że te decyzje dla związków nie są zaskoczeniem. Do tej pory sposób podziału środków był historyczny, często oderwany od rzeczywistości. Nie było systemu promowania prężnych sportów, a odpowiedzialność za wynik była rozmyta” – powiedziała Mucha.

Dodała, że dla ministerstwa priorytetowe będą sporty olimpijskie. Jedną z istotnych zmian ma być też wzięcie odpowiedzialności przez związki za sport młodzieżowy. „Podatnik polski nie powinien finansować związku sportowego, który nie szkoli młodych, nie ma kadry w żadnej z kategorii juniorskich lub nie ma tam rokujących młodych zawodników, nie przygotowuje wiarygodnego planu szkoleniowego” – oświadczyła.

Zostanie utrzymany program Klub Polska, wspierających najlepszych olimpijczyków. Utworzona została także rezerwa w wysokości 15 mln złotych. „Tu jest duże pole do działania dla związków. Jeśli pojawi się dobra strategia czy program upowszechniania sportu, to będziemy je wspierać” – zapewniła Mucha.

Jak poinformowała, środki ministerialne na sport wyczynowy będą w tym roku na podobnym poziomie, jak w ubiegłym – ok. 175 mln złotych.

Podział sportów olimpijskich (w kontekście promocji kraju i szans w rywalizacji międzynarodowej):
sporty strategiczne (grupa złota) – kolarstwo, narciarstwo, pływanie, podnoszenie ciężarów, zapasy, żeglarstwo – utrzymanie dotychczasowych środków; lekkoatletyka, kajakarstwo i wioślarstwo – o 10 proc. mniej środków.

sporty ważne (grupa srebrna) – biathlon, judo, łyżwiarstwo szybkie, strzelectwo sportowe, szermierka, tenis – o 10 proc. mniej środków.

sporty mało istotne (grupa brązowa) – badminton, boks, gimnastyka, łucznictwo, tenis stołowy, jeździectwo – o 20 proc. mniej środków.

sporty o minimalnym znaczeniu (poza podium) – akrobatyka sportowa, curling, golf, łyżwiarstwo figurowe, pięciobój nowoczesny, sporty saneczkowe, taekwondo, triathlon – o 30 proc. mniej środków.

gry zespołowe (grupa I) – koszykówka, piłka ręczna, siatkówka, piłka nożna – zapewnione wysokie finansowanie.

gry zespołowe (grupa II) – hokej na trawie, hokej na lodzie, rugby – zmniejszenie finansowanie seniorów, wsparcie ciekawych projektów szkolenia młodzieży. Finansowanie tylko rugby 7-osobowego (olimpijskiego).

Podział sportów nieolimpijskich:
grupa I – alpinizm, brydż sportowy, karate tradycyjne, kick boxing, sporty motorowodne i narciarstwo wodne, sporty lotnicze, sporty motorowe, szachy, taekwon-do ITF – wyraźnie mniej środków, ale nadal finansowane.

grupa II – ju-jitsu, karate, karate fudokan, kulturystyka i trójbój siłowy, muaythaj (boks tajski), orientacja sportowa, sumo wu-shu – wyraźnie mniej środków, nie wiadomo, co w przyszłym roku.

grupa III – baseball i softball, bilard, kendo, korfball, kręgle, płetwonurkowanie, radioorientacja, skiboby, snooker i bilard angielski, sporty modelarskie, sporty wrotkarskie, sporty psich zaprzęgów, taniec sportowy, unihokej, warcaby, wędkarstwo – w tym roku do 50 proc. mniej środków, od przyszłego zaprzestanie finansowania.

Źródło

 

lut
01

Film „Rejs” wyreżyserowany przez Marka Piwowskiego z pewnością jest znany wszystkim miłośnikom polskiej kinematografii. W jednej z jego scen została przedstawiona narada kolektywu, który debatuje nad domniemanymi przewinieniami uczestnika wspólnej wyprawy rzecznej, inżyniera Mamonia, i decyduje o jego usunięciu z rady rejsu. Proces ten, kuriozalny w formie i treści, odbywa się bez udziału podsądnego. W trakcie narady pada stwierdzenie: „…musimy sformułować zarzuty jakie mamy, i po sformułowaniu tych zarzutów dopasować do tych zarzutów osobę, która by nam odpowiadała…”.

Myślę że powyższy cytat jest dobrą ilustracją opinii, a właściwie sposobu jej wyrażenia, dokonanej przez Krzysztofa Jopka we wpisie Link. Szczególnie chodzi mi o dwa ostatnie akapity cytowanego artykułu, w którym pan Krzysztof „poprzez ogródki” czyni aluzje do blogu Jerzego Konikowskiego oraz osób tam wypowiadających się. Nie ukrywam że szachy są też naszą pasją podobnie jak pana Krzysztofa, choć zapewne trudną, pracochłonną i wymagającą znacznego wysiłku intelektualnego. W moim przypadku na tyle dużego, że czasami zastanawiam się czy przypadkiem nie jestem za głupi na szachy. Ale udaję że nie jestem i nadal się nimi zajmuję, co sprawia mi wiele radości. Pragnę tu zauważyć, że osoby skupione wokół blogu Jerzego Konikowskiego, podobnie jak czyni to i deklaruje Krzysztof Jopek, starają się brać ze swojej pasji do szachów wszystko to co najlepsze. Ale pomimo że tak czynią, to nie są głusi na niekorzystne zjawiska obserwowane na naszym krajowym, szachowym podwórku. Uważam że wręcz przeciwnie, fakt iż te osoby są pasjonatami królewskiej gry, wręcz obliguje je do zabierania krytycznego głosu w dyskusjach o poziomie życia szachowego.

Blog Jerzego Konikowskiego oraz artykuły i komentarze zamieszczane na nim nie są z definicji nastawione na „nie”, jak to w aluzji sugeruje Krzysztof Jopek. Nasze wypowiedzi mają na celu pokazanie rzeczywistego oblicza polskich szachów, bez osłonek, propagandy sukcesu i hurra-optymizmu. Jeżeli coś jest dobre, mówimy na tym blogu że jest dobre, jeżeli jest złe – mówimy że jest złe. Nie wyobrażam sobie sytuacji, abyśmy w obliczy klęski turniejowej zapewniali że wszystko jest w porządku, i łudzili się iluzją że dzięki takiej grze naszych reprezentantów „naładowaliśmy sobie wewnętrzne akumulatory”. Nie możemy przecież oszukiwać sami siebie,  i innych. Jeżeli nasi reprezentanci ponieśli klęskę, trzeba to jasno powiedzieć i próbować dociec jej przyczyny. Nie można udawać że szachiści odnieśli sukces, bo takowego nie było. Mój imiennik napisał, iż „tym, którym wydaje się, że o szachach nie powinno się pisać z optymizmem, na innych stronach z łatwością znajdą odpowiedni dla siebie klimat”. My nie lansujemy tu pesymizmu, my propagujemy prawdziwe i obiektywne spojrzenie na polską rzeczywistość szachową, odrzucając całą „lukrowaną” otoczkę serwowaną przez Polski Związek Szachowy. Podobnie tendencyjne jest zdanie: „Ja po prostu nie mam takiej natury żebym polował na „wpadki” Polaków, nie mam żadnej przyjemności z tego, gdy nie wiedzie się Polakom i to nie tylko chodzi o szachy, rzecz jasna”. Podkreśla ono cnoty pana Krzysztofa, ale uważam że w sposób zawoalowany przekazuje krzywdzącą nas myśl, iż rzekomo to my polujemy na wpadki i czerpiemy przyjemność z niepowodzeń naszych reprezentantów. Widocznie nasze artykuły i komentarze są czytane wybiórczo, bo wśród nich są też pochwały za dobre osiągnięcia turniejowe. Tylko dlaczego nikt tego nie zauważa? Poza tym jest zasadnicza różnica między czerpaniem przyjemności z czyiś niepowodzeń, a dyskusją o nich.

Co do „podchodzenia ze zwieszonym nosem na kwintę”, to jak tego nie czynić po ostatnim turnieju w Gibraltarze? Czy mamy się ekscytować kiepskimi osiągnięciami sportowymi naszych szachistów? Stosując analogiczne porównanie (do poczynionego przez K. Jopka) z Kubusiem Puchatkiem, mamy brykać i cieszyć się jak Tygrysek? Ale z czego? Z tego, że kolejny turniej potwierdził ogólną niemoc naszych zawodników? Przecież nie można ukryć tego że np. nasz czołowy zawodnik, lansowany na superarcymistrza am Wojtaszek nadal nie jest w stanie przebić muru zawodników równych sobie? Może podjąć walkę ze słabszymi szachistami, ale w ten sposób nie zdobywa się laurów godnych prawdziwych superarcymistrzów. Radosław staje się powoli typowym arcymistrzem, bardzo dobrym w kraju, i absolutnie nie liczącym się w świecie. Czy powodem do brykania ma być kolejna porażka am Bartla, którego sposób gry nie pozwala na wybicie się ponad krajowe podwórko? Tak wiem, pan Mateusz wygrał turniej Aerofłotu. Ale obserwując dokonania naszego kadrowicza wydaje się, że wygrana w Moskwie była jedynie pozytywną anomalią w jego dorobku. Dobrze że pozytywną, ale źle że anomalią. Powinna być zwiastunem kolejnych sukcesów na miarę światową, a tymczasem z naszym reprezentantem jest coraz gorzej. Panie Krzysztofie, turnieje i mecze szachowe również i u nas budzą wiele emocji, ale nie można porażki w Gibraltarze „polukrować” i udawać że znowu nic się nie stało.

Krzysztof Kledzik

sty
22

W wywiadzie (MAT 8/2012) trener kadry Michał Krasenkow został pochwalony za doskonałą decyzję powołania juniora Darka Świercza do reprezentacji Polski na olimpiadę w Stambule.

 ////////////////////////////

Za to powołanie Darka Świercza do reprezentacji okazało się strzałem w dziesiątkę. W telewizyjnych relacjach ze Stambułu Darek robił bardzo dobre wrażenie i końcowy wynik to potwierdził. Wydaje się, że mamy kadrowicza na lata. 

Zgadzam się i też mam taką nadzieję.

////////////////////////////

Gdybym ja był trenerem kadry, to zrobiłbym to już w 2008 roku. W innych krajach dużo wcześniej foruje się młodych i zdolnych zawodników. U nas czyni się to z reguły z dużym opóźnieniem i to ze szkodą dla polskich szachów!

Dla przypomnienia

 

 

 

 

sty
20

Normalnie w każdej dyscyplinie sportowej mamy do czynienia z polityką jawności. Media informują swoich potencjalnych odbiorców o wszelkich działaniach i problemach poszczególnych dziedzin. Z szachami jest inaczej. Wyczynowe (zawodowe) szachy funkcjonują swoim życiem. Tworzą pewne hermetyczne towarzystwo, o których sprawach może zainteresować się tylko niewielka rzesza publiczności.

Sprzyja temu sam Polski Związek Szachowy, który jest instytucją pełną tajemnic. Pewne problemy naszego sportu rzadko wychodzą na zewnątrz i nawet w środowisku samych szachistów budzą kontrowersje.

Tak było do niedawna z funkcją trenera kadry. Wszyscy wiedzieli, że pełni ją Michał Krasenkow. Ale co de facto należy do jego obowiązków, było okryte wielką tajemnicą.

Sam trener złamał w końcu tabu w wywiadzie opublikowanym w ostatnim numerze (8-2012) związkowego pisma MAT.

Oto fragment: 

Od dłuższego czasu jest Pan trenerem męskiej reprezentacji Polski w szachach. Czy mógłby Pan przybliżyć czytelnikom Mata, na czym polega praca trenera kadry. Czym zajmuje się trener na co dzień i jak wygląda jego praca w czasie startów biało-czerwonych? 

Wyjaśnijmy pewne nieporozumienie: nie jestem etatowym trenerem kadry i nie prowadzę z nią pracy na co dzień. Owszem, monitoruję występy zawodników, udzielam im rad, składam sprawozdania, uczestniczę w dyskusjach o sprawach związanych z kadrą, ale realną pracę jako trener i kapitan wykonuję tylko na zgrupowaniach i zawodach.

Jak się prowadzi zajęcia na zgrupowaniach, chyba wszyscy wiedzą, i nie muszę o tym opowiadać. Nie muszę chyba tłumaczyć również, na czym polegają obowiązki kapitana na zawodach.

Jeśli zaś chodzi o pracę trenera w czasie startów drużyny, to jest tu pewien niuans. Zawodnicy reprezentacji to doświadczeni arcymistrzowie, dużo pracujący nad szachami, mający własne repertuary debiutowe, w których z reguły orientują się lepiej ode mnie, a także własne analizy i tajemnice. Niektórzy z nich – przede wszystkim ci należący do Wojtaszek Comarch Team – mają również własnych trenerów, z którymi pracują na co dzień.

Tu, w odróżnieniu od drużyny kobiecej, ingerencja obcej osoby nie zawsze jest mile widziana, a zatem gros tej ogromnej pracy, jaką jest bezpośrednie przygotowanie do partii, spoczywa na barkach zawodników.

Ja, jako trener kadry, wykonuję raczej pracę pomocniczą. Jest jej bardzo dużo: opracowuję charakterystyki czy też „portrety szachowe” przeciwników, na podstawie których między innymi doradzam określoną strategię gry oraz wybór tego czy innego debiutu lub wariantu. Służę też bezpośrednią pomocą tam, gdzie mam wiedzę, a także wykonuję część pracy przygotowawczej na zlecenie zawodników. Właściwie pracuję – jako trener albo jako kapitan, trudno to nawet rozdzielić – całą dobę, nie licząc snu. W czasie ostatniej olimpiady dopiero w wolnym miałem okazję pójść do sklepu, ale do miasta już się nie wybrałem – po prostu zabrakło mi sił.

/////////////////////////////////////////////////////

 

1. Michał Krasenkow wyjaśnił, że właściwie niewiele robi, bo zawodnicy znają lepiej debiuty, a on przygląda się, bo nie chce znać ich tajemnic. Włodzimierz Schmidt na zebraniu zarządu Polskiego Związku Szachowego w dniu 27 października 2012 roku stwierdził, że słabe przygotowanie debiutowe kadry męskiej jest problemem. Tymczasem trener kadry nie chce tego stanu zmienić, bo nie chce znać tajemnic zawodników. To są właśnie skutki angażowania czynnego zawodnika do prac trenerskich. Wielokrotnie o tym pisałem, że to nie ma sensu, bo zawodnik-trener nigdy nie zdradzi swych tajemnic swoim podopiecznym i nie będzie uczciwy w swej pracy. Przypomnę, że przed laty jeden polski arcymistrz trenował czołowego juniora Marcina Kamińskiego i potem wspólne analizy wzmocnił i ograł juniora przy najbliższej okazji. Nazwiska tego trenera nie zdradzę. Ale ujawnię, że jest on zasłużonym trenerem  Młodzieżowej Akademii Szachowej!

 2. Arcymistrz stwierdził, że wszyscy wiedzą jak się prowadzi zajęcia na zgrupowaniach i na czym polegają obowiązki kapitana. Jestem pewny, że przeciętny gracz klubowy lub sympatyk szachów nie wie, bo skąd miałby o tym wiedzieć. Sam jestem ciekawy, jak to robi obecny trener kadry. A może to jest tajemnica zawodowa?

3. Praca trenerska jest bardzo wyczerpująca dla Michała Krasenkowa i nawet nie miał w czasie olimpiady szachowej siły na wyjście na spacer do miasta. Oj niedobrze Panie Michale! Trzeba zająć się jeszcze jakimś sportem. Jest wiele rozwiązań utrzymania formy sportowej, np. Smysłow przed meczem z Kasparowem trenował boks!

Końcowy wniosek: Wydaje mi się, że angażowanie Michała Krasenkowa do prac z naszą kadrą męską nie ma żadnego logicznego uzasadnienia. Arcymistrz – sam jako aktywny gracz  nie ujawni żadnych tajemnic i podobnie nie uczynią tego zawodnicy – podopieczni. Jestem przekonany, że takie prace przygotowawcze, opracowywanie charakterystyk czy też „portretów szachowych” przeciwników może dokonać dobrej klasy trener, niekoniecznie posiadający tytuł arcymistrza. Byłoby to też o wiele tańsze, ponieważ Michał Krasenkow – z tego co słyszałem  – żąda za swoją pracę wysokie honoraria.

 

 

 

  • Szukaj:
  • Nadchodzące wydarzenia

    wrz
    27
    sob.
    2025
    całodniowy I Bundesliga open
    I Bundesliga open
    wrz 27 2025 – kw. 26 2026 całodniowy
    W okresie 27.09.2025-26.04.2026 odbywają się rozgrywki I ligi niemieckiej open z udziałem zawodników z Polski. Dodatkowe informacje na  ChessBase Info: 1 runda 2 runda  2 runda cd Niefortunnie wystartował Mateusz Bartel, który reprezentuje barwy klubu[...]
    sty
    16
    pt.
    2026
    całodniowy Tata Steel Masters 2026
    Tata Steel Masters 2026
    sty 16 – lut 1 całodniowy
    Wijk aan Zee Strona turnieju  
    mar
    29
    niedz.
    2026
    całodniowy FIDE Candidates 2026
    FIDE Candidates 2026
    mar 29 – kw. 15 całodniowy
    29 Mar – 15 Apr 2026, (Cyprus) Uczestnicy Nakamura, Caruana, Giri, Praggnanandhaa, Wei Yi, Sindarov, Esipenko, Bluebaum
    całodniowy FIDE Women’s Candidates 2026
    FIDE Women’s Candidates 2026
    mar 29 – kw. 15 całodniowy
    Strona turnieju Uczestniczki: Zhu Jiner, Tan Zhongyi, Koneru, Goryachkina, Divya, Vaishali, Lagno, Assaubayeva
  • Zwiastun

  • Odnośniki

  • Skąd przychodzą

    Free counters! Licznik działa od 29.02.2012
  • Ranking FIDE na żywo

  • Codzienne zadania

    Play Computer
  • Zaprenumeruj ten blog

    Wprowadź swój adres email, by prenumerować ten blog i mieć informację o nowych wpisach przez email.