Archiwum kategorii ‘Kontrowersje’

sie
26

Andrzej Niklas napisał: Polecam wywiad z Bartłomiejem Macieją na stronie Krzysztofa Jopka.

Mój komentarz: Mnie zainteresował szczególnie wątek po pytaniu:

K.J: Bartłomiej, jak oceniasz obecną atmosferę wokół naszej dyscypliny? Początek mojego zainteresowania się szachami w Polsce, przypadł mniej więcej na moment twojego największego sukcesu w 2002 roku z Batumi, gdzie zostałeś indywidualnym Mistrzem Europy. Po wstępnym rozeznaniu się w sytuacji wokół, doszedłem do wniosku, że prawdziwa, merytoryczna debata o szachach jest na bardzo niskim poziomie. Każde postawienie tej czy innej kwestii, równało się obrażaniu jednych przez drugich, osobistych wycieczkach itp. Dla takiego człowieka jak ja, z czystym szachowym „cv”, było to całkowicie niezrozumiałe. Ty chyba wiesz o tym niemało, wszak znajdowałeś się nie raz w ogniu ataków, gdzie nikt nie przebierał w słowach.

/////////////////////////////////////

Przypominam, że to właśnie Bartłomiej Macieja jako pierwszy odrzucił formę merytorycznej dyskusji o  problemach polskich szachów i wprowadził walkę na zasadzie ataków personalnych. O tym pisałem wielokrotnie. Przypomnę najważniejsze fragmenty:

Pełzająca rewolucja Tomasza Sielickiego cd. (5)

Wspomniany w poprzedniej części artykuł „Quo vadis polskie szachy?” spowodował w sierpniu 2003 roku na Forum Polskiego Związku Szachowego polemikę p.t. „Akademia Szachowa unowocześniać czy nie?”. Wziąłem w niej udział, gdyż chciałem zademonstrować korzyści mojej propozycji. Gospodarzem Forum był ówczesny prezes PZSzach Przemysław Gdański. Dyskusją sterował arcymistrz Bartłomiej Macieja, syn wiceprezesa PZSzach Jana. Niestety większość forumowiczów została fałszywie ukierunkowana przez Bartłomieja Macieję i zamiast na problemie unowocześnienia Akademii, skoncentrowała się w głównej mierze na atakach personalnych. Arcymistrz dyrygował destrukcyjną dyskusją, próbując wszystkich przekonać o szkodliwości treningu za pomocą komputera, poczty elektronicznej i Internetu i o mojej negatywnej roli w rozwoju polskich szachów!

Pełzająca rewolucja Tomasza Sielickiego cd. (4)

Pełzająca rewolucja Tomasza Sielickiego c.d. (3)

Pełzająca rewolucja Tomasza Sielickiego c.d. (2)

Pełzająca rewolucja Tomasza Sielickiego (1)

Wirtualne szkolenie w szachach

Trening wirtualny w MASZ!! (1)

Na ten temat było aż 25 części i są one opublikowane w kategorii Szachy w Polsce, wirtualne szkolenie.

Zapraszam też na moją stronę, gdzie również poruszałem różne kwestie dotyczące szachów wyczynowych w Polsce.

/////////////////////////////

W wywiadzie Bartłomiej Macieja m.in. oznajmił, że założył rodzinę i wyjeżdża do pracy do USA w charakterze szachowego trenera. W ten sposób wycofuje się na jakiś czas z czynnego uczestnictwa w turniejach. To chyba się wiąże ze zwolnieniem miejsca w kadrze narodowej PZSzach. Mam nadzieję, że zajmie je jakiś młody talent, z którego polskie szachy będą miały pociechę. Proponuję obsadzić to miejsce obecnie największą nadzieją polskich szachów Janem-Krzysztofem Dudą!

Życzymy naszemu arcymistrzowi dużo szczęścia na nowej drodze życia, wielu sukcesów zawodowych i tym samym jak najdłuższego pobytu na Uniwersytecie w Brownsville w stanie Texas w USA!

 

 

sie
25

Andrzej Niklas napisał: Botwinnik i Fischer odpowiadają GM Bartkowi:

M. Botwinnik (Magazyn 64, 10/1987) – „Niektórzy nasi młodzi mistrzowie uważają, że Lasker, Capablanca i Alechin, jeśli by teraz pojawili się w rywalizacji zapomnieliby jak grać w szachy. Sądzę, że ci trzej wielcy szachiści byli by na poziomie dzisiejszych czempionów.”

R. Fischer (1970, wywiad D. Bjelicy w jugosłowiańskiej TV) – „Gdyby Morphy obecnie pojawił się w rywalizacji turniejowej potrzebowałby 6 miesięcy na przygotowanie a nawet bez tego mógłby usiąść za szachownicą i zwyciężać nawet wybitnych graczy”

sie
23

Andrzej Niklas napisał: Na forum PZSzach (w 2005 roku) GM Bartłomiej Macieja napisał:

„(…) jeśli chodzi o dawne czasy, to poziom gry Zukertorta z pierwszego meczu o MŚ (ze Steinitzem) oceniam na pomiędzy 2300 a 2400 (olbrzymie wahania formy, spowodowane stanem zdrowia, a także wyjątkowo szybką grą). A zatem od tamtego czasu poziom gry czołówki światowej wyraźnie wzrósł. Przy okazji pisania książki oceniałem też Kieseritzky’ego i dałbym mu około 2470.

(…)Capablanca 1927 – grał jak dzisiejszy silny arcymistrz, ale musiałby dużo popracować, aby zbliżyć się do poziomu obecnej czołówki.

Grał nieporównywalnie lepiej od Kieseritzky’ego i tym bardziej Zukertorta. Oceniam go na „dzisiejsze” około 2600, choć chyba jest to trochę na wyrost.

Tal 1959 – bardzo podobała mi się łatwość z jaką pokonywał na turnieju kandydatów słabych przeciwników typu Benko czy Olafsson – rozprawiał się z nimi jak z dziećmi. Jednocześnie miał kłopoty przy grze z silnymi radzieckimi przeciwnikami, którzy „rozumieli co się działo”.

Wiele partii wygrywał w przegranych pozycjach z uwagi na błędy popełniane przez przeciwników w niedoczasach. Nie dałbym mu więcej niż „dzisiejsze” 2650.

Fischer 1962 – nie ma co oceniać, bo był zdecydowanie słabszy niż 8-10 lat później, gdy poziom jego gry należał do najwyższych osiągniętych przez człowieka w historii (rzędu „dzisiejszego” 2800).

(…)Trzeba pamiętać, że w 1959 roku czołówka światowa grała znacznie słabiej od obecnej czołówki światowej. Słabiej pod każdym względem – popełniali znacznie więcej błędów w każdej fazie partii. W ramach porównania i kontynuowania terapii szokowej, dodam, że obecny średniej klasy czołg wygrałby całą bitwę pod Grunwaldem. Ja zostałem poproszony o ocenę gry Tala w 1959 roku – on miał wtedy 23 lata i wciąż progresował. Fischerowi w 1962 roku dałbym jeszcze niższy ranking.

(…)Dla mnie jest to akurat jasne, że Szyrow gra obecnie lepiej niż Tal w 1959 roku.

(…)Uważany za geniusza końcówek Jose Capablanca miałby kłopoty z ustaniem równej końcówki z graczem obecnej pierwszej setki światowej.

To dlaczego kiedyś błyszczał? Bo poziom rozgrywania końcówek był makabryczny i na tle innych Capablanca zdecydowanie się wyróżniał.

(…)Nigdy nie istniał i długo nie będzie istniał szachista potrafiący liczyć warianty choćby w przybliżeniu tak jak Anand. Graczy takich jak ja wyprzedza w liczeniu wariantów nie o 10-50%, lecz 10-50 razy.

Na drugim miejscu postawiłbym Fischera, ale kolejni zawodnicy to już reprezentanci „współczesności”. Ze starych mistrzów, najbardziej ceni się pod tym względem Tala.”

W magazynie MAT (5/2009) GM Bartłomiej Macieja napisał:

„(…) trudno jest porównywać siłę gry zawodników z różnych epok.

Niekiedy różnice są widoczne gołym okiem, np. można bez trudu powiedzieć, że wszyscy przedwojenni mistrzowie świata mieliby olbrzymie kłopoty ze zdobyciem w XXI wieku tytułu mistrza Polski.”

sie
11

Krzysztof Kledzik jest autorem polemicznego tekstu „Nic się nie stało”, który został zamieszczony na mojej stronie w temacie „Polemiki”. Zapraszam do lektury!

Oto fragment:

Bez względu na to, czy szachy są sportem czy nie, są dotowane przez Ministerstwo Sportu, a przez to i nas samych, a więc należałoby oczekiwać że rezultaty naszych szachistów też będę odpowiednio oceniane. Szachy nie są grą medialną, więc nie ma szans na to, aby media publicznie oceniały występy (i co tu dużo mówić – niepowodzenia) naszych zawodników. Ale przynajmniej odpowiednia ocena powinna znaleźć się na stronie Polskiego Związku Szachowego. Pomimo wielu obietnic PZSzach-u, nie doczekaliśmy się głębszej analizy występów jakiegokolwiek reprezentanta(tki) Polski. Ostatnio związek nawet nie obiecuje zamieszczenia takich analiz, bo i tak nie wywiązuje się z nich. Internetowa strona PZSzach-u jest jedynie tablicą informacyjną, podającą suche wyniki sportowe bez jakiejkolwiek analizy, oceny i dyskusji. Zresztą jak widać, w polskich szachach od dłuższego czasu „nic się nie stało”, i bez względu na ilość i skalę niepowodzeń, szachiści nadal sobie spokojnie żyją i przegrywają.

sie
10

W „Magazynie Szachista” (lipiec 2012 na stronie 4) Andrzej Filipowicz opisując wydarzenia w  meczu Polska – Ukraina (część pierwsza) ocenia Dariusza Świercza:

 

sie
05

Na blogu Krzysztofa Jopka został opublikowany ciekawy tekst:

„Gdzie jadę? A na Olimpiadę! Gdzieżeś jest myśli szkoleniowa??

Wracam właśnie z piłkarskiego bloga Rafała Steca, który nie pozostawia suchej nitki na Śląsku Wrocław i pozostałych drużynach, które skompromitowały po raz kolejny polską piłkę swoimi koszmarnymi występami. Oto link do tego artykułu.

Artykuł Steca, stał się jak to zwykle w moim przypadku kanwą do szerokich przemyśleń na temat sytuacji w polskich szachach. Pierwsza rzecz, która rzuciła mi się w oczy, to fakt, że sam Rafał Stec, pomimo ultraironicznych wpisów nigdy nie był nazwany przez komentatorów, czy przez kogokolwiek, wrogiem polskiej piłki nożnej. Zwykle pod jego postami pojawia się kilkadziesiąt komentarzy, które z takim samym, a nawet większym zapamiętaniem atakują władze PZPN i beznadziejne ligi, włącznie z Ekstraklasą. Jeśli ktoś dostrzega absurdy, po prostu je atakuje, obśmiewa, ironizuje, każdy do woli i na tyle, na ile mu pozwala jego wrodzona inteligencja. Możność wyśmiania tego co uważamy za absurdalne, jest cechą odróżniającą nas od baranów, krów i innych zwierząt pociągowych – bez tego to rzeczywiście homonto nam na łeb i do pługa.

W dookolu szachowym egzystuje całkiem inna rzecz, która jest dość charakterystyczna dla tej sportowej grupy (z którą jestem związany, ale nie na tyle, bym utracił obiektywizm). Mianowicie chodzi o problem, że w jakiejkolwiek dyskusji czy sporze najistotniejszym jest dla obu stron, kto co mówi, a nie co kto mówi. Wszelkie kryteria logiki są już na wstępie zamordowane i możliwość merytorycznej dyskusji jest wyparta osobistą niechęcią i uprzedzeniami.

Przeczytałem ostatnio ten żenujący poziomem spór dotyczący zasad powoływania do reprezentacji olimpijskiej, w przekroju którego widać, że Ci, którzy zadają bardzo sensowne pytania, mówię o Jerzym Konikowskim i Krzysztofie Długoszu (miałbym zarzut tylko do formy – takie coś trzeba dopracowywać) są zbywani jakimikolwiek odpowiedziami, po prostu czymkolwiek. Najlepiej, żeby nikt wogóle się nie odzywał, bo tak pasuje, tak jest wygodnie. Pytania były sensowne i ja je ponawiam. Chciałbym się zapytać o taką między innym kwestię: kto pozwala tegorocznym Olimpijczykom, którzy za kilka tygodni będą reprezentować Polskę w Istambule na tak absurdalne starty jak Darka Świercza w Grecji, czy Bartoszowi i Monice Soćkom w turniejach 5 klas niższych od ich aktualnego poziomu? Czy wogóle starty były wcześniej przygotowywane z uwagi na zbliżający się Istambuł, czy każdy olimpijczyk jedzie gdzie chce, jak świat szeroki? Poza tym, pytanie poboczne do tego powyżej: czy Olimpijczycy wiedzą o tym, że reprezentując Polskę, nie mogą grać gdziekolwiek zapragną, tylko powinni tak mieć ułożone starty by optymalna forma (lub zbliżanie się do jej szczytu) przyszła na czas Olimpiady? W doborze tych startów ja nie widzę nie tyle logiki, co nawet cienia myśli – wszystkim rządzi przypadek, nie ma odpowiedniego doboru obciążeń, rozpisanych występów, tego czego mnie na przykład uczono w szkole sportowej.

Ranking jako kryterium doboru składu reprezentacji oraz Mistrzostwa Polski. Kolejny absurd i już piszę dlaczego. Na Mistrzostwach Polski grają od lat praktycznie Ci sami zawodnicy, mają siebie przeanalizowanych, odkurzają tylko na czas mistrzostw warianty, a decyduje dyspozycja dnia. Ranking? Ranking można nabijać na turniejach z zawodnikami 2350 elo, po oczku (są specjaliści w tym!) do tego potrzebna tylko pewna regularność. Jeśli ktoś ma ochotę, niech przeprowadzi taki myślowy eksperyment, by zobaczyć absurdalność tych obu kryteriów – wysyłamy naszą czołówkę na kilka takich turniejów jak Open A w Biel. Co by się działo po kilku takich Biel z rankingami naszych? Ostałby się na swoim może Mateusz Bartel i Radek Wojtaszek, reszta stawiam dolary przeciw orzechom, poleciałaby na łeb na szyję w dół. Ranking określa siłę gry zawodnika grającego aktywnie i w turniejach o przeciętnym rankingu wyższym od jego obecnego …

Poza tym chyba przed Olimpiadą osoby, które mają wpływ na starty olimpijczyków (a mają jakiś?) powinni wysyłać ich za granicę wraz z zapleczem (to ważne, gdyż byłaby to rywalizacja czołówki z zapleczem kadry, nikt nie czułby się pewny i trzeba wtedy grać, a nie patrzeć w dół w wyczekiwaniu, czy aby ktoś się nie urwał od stawki i nie dogania mnie rankingowo) by nie w naszych, całkowicie nieadekwatnych warunkach, weryfikowali swoją przydatność do kadry. Jak świat weryfikuje aktualny poziom sportowy, wystarczy pooglądać pogrom naszych w Londynie, gdzie poza takimi osobowościami jak Tomasz Majewski czy Adrian Zieliński, reszta po prostu nie istnieje. Tak się sprawdza aktualną formę – na zewnątrz, z całym światem i silniejszymi, a nie w zaciszu krajowego mikroklimatu. Świat już nas dawno odjechał, odbiegł, odpłynął, uciekł i boję się, że z naszymi szachami może być podobnie, choć absolutnie tego naszym nie życzę. Ci, którzy mnie czytują, wiedzą, że nie lubię pisać o złych występach. Przeciwnie – jestem pierwszy do pochwał, gdy widzę świetne zawody kogokolwiek. Nie polowałem i nigdy nie będę polował na potknięcia, bo nie jestem tego typu człowiekiem ale jak widzę, że ktoś zadaje pytania „do rzeczy”, a ktoś odpowiada byle jak i jeszcze jest zirytowany, ze wogóle się go pyta, to na to zgody mojej nie było i nie będzie. Pytanie jeszcze jedno: kiedy skończy się traktowanie zadających sensowne, choć bardzo niewygodne pytania, za wrogów szachów? Widzę, że bez wyjątku wszyscy w tym „światku” mają już poprzyklejane etykietki. To jest właśnie oznaką ospałości umysłowej jednych i drugich.

A nie można by tak po heglowsku: jedni teza, drudzy antyteza i robimy syntezę? Tylko w takiej dialaktyce, o której pisał między innym Mark Dworecki mogą się w danym kraju rozwijać szachy. Stagnacja to przeciwieństwo życia. Stagnacja to śmierć. A co gdyby zorganizować wirtualną konferencję – czat: każdy podpisuje się imieniem i nazwiskiem i debatujemy o problemach polskich szachów nie wychodząc z domu? Powiedzieć sobie po męsku kilka cierpkich słów ale już za chwilę bez uprzedzeń zacząć myśleć o permanentnym ulepszaniu systemu? Ale nie bo po co! Pasuje tak jak jest, prawda??

Czekam z nadzieją i dużym niepokojem na Olimpiadę w Istambule. Identycznie będę śledził Istambuł jak obecnie Londyn – smucił się wpadkami, których oby jak najmniej, a cieszył wygranymi. Co do przyszłości szachów, to pokładam nadzieję w młodzieży, że ruszy i skruszy te bastiony spokoju, że zacznie się prawdziwa sportowa rywalizacja (czyt.rewolucja), że będzie ruch, bo ruch to życie, że będzie niepewność, która jest wyznacznikiem sportowego rozwoju, że może wreszcie wpadnie w to dziwne domostwo z pozasuwanymi kotarami ożywczy wiatr, który pozmienia wszystko, poprzestawia…

sie
04

Jako ilustrację analogicznych problemów w szermierce, CO TYCH OBSERWOWANYCH W SZACHACH, można przywołać artykuł, który ukazał się w dodatku „Trójmiasto”, w Gazecie Wyborczej z dnia 3 sierpnia 2012 roku.

Szermierka to znacznie bardziej popularny sport niż szachy, i gdy czołowi zawodnicy odnoszą dramatyczne porażki, w gazetach pojawiają się artykuły podważające sens angażowania takich zawodników w zawody wysokiej rangi. W artykule tym wskazano, że porażka Sylwii Gruchały nie jest jednostkowym wydarzeniem, lecz zapewne przykrą konsekwencją niesportowego podejścia do własnej konkurencji. Trudno  nie zauważyć tu analogii do postawy am Bartłomieja Macieji, lecz oddźwięk tych dwóch przypadków jest diametralnie różny. Nasz dawny czołowy arcymistrz ma nadal zapewnione lukratywne miejsce w kadrze narodowej, a gazety milczą o jego przypadku. Nic dziwnego, w Polsce szachy to sport niszowy, a wszelkie problemy z zawodnikami raczej nie są upubliczniane.

sie
03

Na stronie „Szacharni” odbyła się dyskusja dotycząca mojego tekstu.

Michał Krasenkow Co za brednie? Bartek wywalczył miejsce w reprezentacji zgodnie z regulaminem, zdobywając wicemistrzostwo kraju. Nie można było go nie powołać. Koniec, kropka.

Krzysztof Długosz Michale, cenę Cię nieprawdopodobnie, ale taka opinia trenera kadry Polski jest dla mnie nie zrozumiała. Przecież ty, jako znakomity szachista wiesz wszystko (no może, prawie wszystko), że można inaczej. Walcz …

Michał Krasenkow Już walczyliśmy. I ten regulamin wywalczyliśmy. Właśnie żeby decydowały obiektywne kryteria, zapisane na papierze, a nie „wyniki sportowe” wg. działaczy lub p.Konikowskiego, który ma takie same prawo wypowiadać się w sprawach szachów polskich, jak np. ja w rosyjskich, czyli żadnego.

Michał Krasenkow Oczywiście mówię o prawie moralnym, a nie formalnym.

Krzysztof Długosz Ty wywalczyłeś?! Jako trener? Przecież Michale dzięki temu Ty jesteś bez bez możliwości podjęcia jakiejkolwiek decyzji. To Ciebie będą rozliczać z wyniku na olimpiadzie Jakie tu morale i formale. Jeśli będzie kicha, to Ty będziesz winien!!

Krzysztof Bulski Zupełnie nie rozumiem rozpoczętej przez p.Krzysztof Długosz dyskusji – skoro jest stworzony regulamin, to trzeba się go trzymać i powoływać do reprezentacji zgodnie z jego wytycznymi. Bartek na najważniejszym turnieju (MP) pokonał przeciwników (w tym Darka), był lepszy i pełnoprawnie wywalczył sobie miejsce. Nie powołanie go byłoby grubym oszustwem.

Krzysztof Długosz Krzysiu, myśl. Jak ktoś w danym momencie przekracza regulamin, to co … skasować go? Wytyczne mieliśmy już kilka lat temu. Nie ma za tego powodu euforii. Walczmy o lepiej!

Krzysztof Bulski Ewentualnie można się zastanowić nad zmianą regulaminu na przyszły rok, choć moim zdaniem powoływanie na podstawie wyników Mistrzostw Polski jest dość rozsądne. W każdym razie wg mnie i moich myśli nie stosowanie się lub naginanie ustalonego regulaminu jest niedopuszczalne. Oczywiście kasować nikogo nie trzeba:)

Michał Krasenkow Najśmieszniejsze jest to, że gdy Bartek miał wysoki ranking, „szczygłowcy” (nie pamiętam, czy akurat p.Konikowski czy ktoś inny z tej grupy) krzyczeli, że „rankingi nie grają” i że należy stosować „system amerykański”. Nie z szachów, bo tam…

///////////////////////////////

O tym, że regulamin powoływania polskiej kadry jest bzdurny i hamuje rozwój sportowy utalentowanej młodzieży, wiemy od dawna. Nie może być tak, że o reprezentowaniu barw Polski na olimpiadzie decyduje tylko jedno kryterium: Mistrzostwa Polski. A nie bierze się pod uwagę inne aspekty, jak wyniki w turniejach międzynarodowych, twórczy rozwój zawodnika  i jego przyszłościowa przydatność w bronieniu barw Polski w ważnych imprezach.

Chyba widać to jasno, że Bartłomiej Macieja od lat nie czyni żadnych postępów sportowych i utrzymuje się w kadrze tylko dzięki regulaminowi, którego podobno sam jest autorem. Jasno to ilustruje Rating Progress FIDE.

Wpowiedź trenera kadry Krasenkowa: Już walczyliśmy. I ten regulamin wywalczyliśmy. Właśnie żeby decydowały obiektywne kryteria, zapisane na papierze, a nie „wyniki sportowe” wg. działaczy lub p.Konikowskiego, który ma takie same prawo wypowiadać się w sprawach szachów polskich, jak np. ja w rosyjskich, czyli żadnego.

Według trenera Michała Krasenkowa najważniejszym kryterium jest papierek a nie wyniki sportowe. Co za nonsens! Oczywiście łatwiej jest powoływać się na papierek, niż samemu podejmować decyzję. To w końcu jaka jest rola trenera kadry w Polskim Związku Szachowym? Kasowanie honorarium tylko za uczestnictwo w imprezach?

Przy tej okazji mam pytanie, czy Michał Krasenkow przygotowuje polskich zawodników do najważniejszych imprez. Czy takie działania miały miejsce przed tegorocznymi mistrzostwami Europy, meczu z Ukrainą i występu mistrza Polski Mateusza Bartla w Dortmundzie? Czy trener kadry otrzymuje tylko pieniądze za to, że nazywa się Michał Krasenkow?

Przypominam, że Michał Krasenkow na ostatniej olimpiadzie w 2010 roku podjął błędną i pozbawioną wszelkiej logiki decyzję o wstawieniu najsłabszego zawodnika Bartłomieja Macieję do ostatniego i ważnego meczu przeciwko Węgrom: Muszę też zwrócić uwagę na niezrozumiałą decyzję kapitana zespołu Michała Krasenkowa w ostatnim meczu przeciwko Węgrom. Wystawienie do gry najsłabszego zawodnika naszej ekipy Bartłomieja Maciei było – według mnie – nieprzemyślanym krokiem. Bartosz Soćko, który jest o klasę silniejszy od Maciei, nie musiałby przecież przegrać przeciwko Zoltanowi Almasi. Byłyby więc szanse na osiągnięcie lepszej lokaty. A tak widzieliśmy na drugiej szachownicy grę do jednej bramki! (Pełny tekst).

Zwracam uwagę Michałowi Krasenkowowi na to, że mam prawo wypowiadania się o problemach polskich szachów. Jestem Polakiem i mam obywatelstwo polskie, którego nigdy się  nie zrzeknę. Od 1961 roku jestem do dnia dzisiejszego emocjonalnie związany z naszymi szachami. Pracowałem w Polsce wiele lat jako trener i miałem sporo sukcesów na polu szkolenia. Napisałem więcej książek i artykułów szkoleniowych dla polskiej młodzieży, niż urodzony w Związku Radzieckim Michał (Michaił) Krasenkow, którego więź z naszym krajem polega prawdopodobnie tylko na posiadaniu polskiego paszportu!

Mamy bardzo zdolną młodzież i o tym pisałem wielokrotnie. Tymczasem władze Polskiego Związku Szachowego nie doceniają tego i z uporem popierają zawodników nie rokujących żadnych nadziei na przyszłość. Ważniejsze są jakieś absurdalne przepisy, które tylko utrudniają dynamiczny rozwój naszej utalentowanej młodzieży i tym samym wychowanie zawodnika światowej klasy! To co jest możliwe w innych krajach u nas nie wchodzi w grę, bo ważniejsze są jakieś bzdurne drukowane regulaminy i osobiste układy!

Trener kadry musi mieć rozeznanie w sytuacji i podejmować samodzielnie decyzje a nie ulegać jakimś zewnętrznym presjom. Przypominam, że w latach 1978-1981 pełniłem tę funkcję. Na olimpiadę na Malcie powołałem taką drużynę: Hanna Ereńska-Radzewska, Grażyna Szmacińska, Małgorzata Wiese i Agnieszka Brustman. W ekipie nie znalazła się wielokrotna mistrzyni Polski Anna Jurczyńska, która na olimpiadzie w Buenos Aires w 1978 roku zdobyła brązowy medal za indywidualny wynik na III szachownicy. W tym samym roku pokonała w meczu o mistrzostwo Polski Małgorzatę Wiese i ja jej w tym pomogłem jako trener. Dwa lata później nie znalazła się w drużynie olimpijskiej. Krytykowano mnie za tę decyzję i ostrzegano, że w przypadku niepowodzenia stracę pracę. Ale ja miałem swoją koncepcję, która odniosła wielki sukces. Nasze szachistki zdobyły brązowy medal! Najmłodsze w drużynie Małgorzata Wiese zdobyła 6.5 z 11 partii i Agnieszka Brustman 8 z 11, za co otrzymała srebrny medal na szachownicy rezerwowej.

Tak powinien postępować trener kadry! Ryzyko jest oczywiście wliczone w ten zawód. Ale tylko w ten sposób można osiągnąć wyższe cele.

Jedno jest pewne, że Michał Krasenkow tego problemu po prostu nie czuje, gdyż nie ma w tym żadnego emocjonalnego interesu!

Dla przypomnienia: Dariusz Świercz poza burtą!

 

 

sie
02

Na ostatniej liście rankingowej FIDE Bartłomiej Macieja został sklasyfikowany na dalekim miejscu z 2594 punktami. Trudno od zawodnika oczekiwać jednak postępów sportowych, gdy unika się gry w silnych turniejach i szachy traktuje się jako turystyczną rozrywkę.

Mimo tego arcymistrz Polonii Warszawa cieszy się szczególnymi względami wiceprezesa ds. sportowych Włodzimierza Schmidta, który go znowu powołał do reprezentacji olimpijskiej.

Mamy sporo utalentowanych i ambitnych zawodników, którzy mogą godnie reprezentować polskie szachy. To są przede wszystkim zawodnicy przyszłości i im powinno dać się szansę.  Tak czynią też inne kraje, które wspierają swoje talenty!

Władze Polskiego Związku Szachowego prowadzą inną politykę sportową. Wiadomo o tym, że Bartłomiej Macieja nie tylko od lat nie czyni żadnych postępów, lecz systematycznie cofa się do tyłu.  Ale to nie stanowi żadnej przeszkody, aby go ciągle powoływać do reprezentacji kraju na najważniejsze imprezy szachowe.

Prześledźmy „postępy” tego zawodnika w świetle danych FIDE:

Rating Progress

sie
01

W trakcie dyskusji dotyczącej tekstu „Analiza Andrzeja Filipowicza (1)” Marcin Zimerman wyraził swoją krytykę w odniesieniu do miesięcznika „Magazyn Szachista”. Na temat znaczenia literatury szachowej pisałem wielokrotnie w różnych źródłach. Uważam, że każda książka i pismo szachowe wnosi swój wkład w rozwój szachów.

„Magazyn Szachista” jest jedynym miesięcznikiem polskim, który ukazuje się regularnie w ilości 12 numerów w roku. Jego celem jest informacja o życiu szachowym w naszym kraju i udziału polskich szachistek i szachistów w imprezach międzynarodowych. W każdym numerze jest zgromadzony ciekawy materiał, przeznaczony dla szerokiej masy sympatyków królewskiej gry w Polsce. Jeśli tak długo egzystuje, to świadczy o swych wiernych odbiorcach, którzy poprzez prenumeratę wspierają finansowo pismo z prostego powodu: „Magazyn Szachista” się im podoba!

Oczywiście są różne gusta i zapotrzebowanie na treść oczekiwanego materiału. Są osoby, które szukają coś innego. Nie widzę w tym żadnego problemu. W kraju jest duży wybór pism szachowych. Można więc zostać czytelnikiem „Panoramy Szachowej” czy „Mata”. Nikt nikogo nie zmusza więc do kupowania i studiowania „Magazynu Szachista”. Natomiast jest trudno nasze rodzime miesięczniki porównywać z „Schach”, które jest pismem przeznaczonym dla niemieckiego odbiorcy i ma zupełnie inne cele.

Pisma i książki szachowe są „nieśmiertelne”. Będą tak długo służyć sympatykom szachów, jak długo będzie istniała nasza dyscyplina. Sam korzystam często  z literatury szachowej starszej ode mnie i podobnie przyszłe pokolenia będą to czynić. Internet nie zastąpi nigdy wiedzy w formie papierowej. Na pewno jest on dużym zagrożeniem, ale nigdy nie wyprze  całkowicie literatury w klasycznej formie. Zresztą to co jest zawarte w książkach czy pismach szachowych nie znajdzie się w materiałach opublikowanych w Internecie. Tam są często podane suche wyniki bez odpowiednich komentarzy lub ocen fachowców, które są bardzo cenne, niezależnie od kategorii autora.

Nie bądźmy więc pesymistami. Cieszmy się z tego, że są jeszcze w Polsce zdeterminowani autorzy, którzy za marne pieniądze poświęcają swój czas na publikowanie różnych materiałów informacyjno-szkoleniowych i wydawnictwa, które zamieszczają te prace, mimo przeważnie małych zysków.

Bez literatury fachowej nie będzie dalszego rozwoju królewskiej gry!

W uzupełnieniu polecam lekturę interesującego tekstu Krzystofa Kledzika: Polemika.

  • Szukaj:
  • Nadchodzące wydarzenia

    wrz
    27
    sob.
    2025
    całodniowy I Bundesliga open
    I Bundesliga open
    wrz 27 2025 – kw. 26 2026 całodniowy
    W okresie 27.09.2025-26.04.2026 odbywają się rozgrywki I ligi niemieckiej open z udziałem zawodników z Polski. Dodatkowe informacje na  ChessBase Info: 1 runda 2 runda  2 runda cd Niefortunnie wystartował Mateusz Bartel, który reprezentuje barwy klubu[...]
    sty
    16
    pt.
    2026
    całodniowy Tata Steel Masters 2026
    Tata Steel Masters 2026
    sty 16 – lut 1 całodniowy
    Wijk aan Zee Strona turnieju  
    mar
    29
    niedz.
    2026
    całodniowy FIDE Candidates 2026
    FIDE Candidates 2026
    mar 29 – kw. 15 całodniowy
    29 Mar – 15 Apr 2026, (Cyprus) Uczestnicy Nakamura, Caruana, Giri, Praggnanandhaa, Wei Yi, Sindarov, Esipenko, Bluebaum
    całodniowy FIDE Women’s Candidates 2026
    FIDE Women’s Candidates 2026
    mar 29 – kw. 15 całodniowy
    Strona turnieju Uczestniczki: Zhu Jiner, Tan Zhongyi, Koneru, Goryachkina, Divya, Vaishali, Lagno, Assaubayeva
  • Zwiastun

  • Odnośniki

  • Skąd przychodzą

    Free counters! Licznik działa od 29.02.2012
  • Ranking FIDE na żywo

  • Codzienne zadania

    Play Computer
  • Zaprenumeruj ten blog

    Wprowadź swój adres email, by prenumerować ten blog i mieć informację o nowych wpisach przez email.