Archiwum dla październik, 2011
paź
09

Dzisiaj zakończyły się w Katowicach rozgrywki Ekstraligi.

Końcowe wyniki:
1. PGNiG Polonia Warszawa 16 pkt
2. KSz Wasko HetMaN Szopienice Katowice 15
3. KSz Stilon Gorzów Wlkp. 15
4. Polonia Votum Wrocław 11
5. LKS Pasjonat Dankowice 10
6. UKS Rotmistrz Twoja Szkoła Grudziądz 9
7. KS Pocztowiec Poznań 5
8. MLKS Nadnarwianka Pułtusk 4
9. KSz Odrodzenie Kożuchów 3
10. Drakon Skok Chmielewskiego Lublin 2

Strona turnieju

Krzysztof Długosza z Szacharni ocenia wyniki indywidualne

paź
09

Są szachiści, który próbują w różny sposób – nawet sprzeczny z podstawowymi zasadami etyki sportowej – poprawić swoje rezultaty turniejowe. Załączone odnośniki przedstawiają ten aktulny obecnie w naszej dyscyplinie problem:

Oszustwo na Memoriale Gniota

Kontrola oszustw?
ChessBase News
Francuska Federacja Szachowa oskarża
Uczciwość gry w internecie
Arcymistrzowie oszukują
Parada oszustów
Gra Geriego
Oszustwa na Kurniku
O Rybce
Arcymistrzowskie „kombinacje”
Szachy-online
Z historii szachów: „Tajemnica Turka”

paź
08

O komentarzach i wulgaryzmach słów kilka

Difficile est satiram non scribere – trudno nie pisać satyry. (Juwenalis z Akwinum)

Z problemem zamieszczania w Internecie wulgarnych komentarzy i równie nieprzyzwoitych postów zetknąłem się po raz pierwszy, gdy kilka lat temu przyjąłem funkcję moderatora (a właściwie cenzora obyczajowego) na forum dyskusyjnym Magazynu Szachista. Tutaj należy się Czytelnikowi wyjaśnienie, dlaczego sam określam się jako cenzor a nie moderator. Uważam, że rola tego ostatniego polega na zapewnieniu w miarę równego dostępu do dyskusji wszystkim jej uczestnikom oraz sterowaniem polemiką tak, aby zmierzała w pewnym określonym kierunku, unikając tematów pobocznych, niezwiązanych z głównym nurtem wypowiedzi. Ponieważ sposób prowadzenia polemik na forach dyskusyjnych jest nieco inny niż w tradycyjnych środkach masowego przekazu, więc nie miałem tu nic do zrobienia jako moderator. Dyskusje toczyły się własnym trybem, a ich uczestnicy dobrze sobie radzili beze mnie.

Rola cenzora jest inna, gdyż jego zadaniem jest filtrowanie treści zgodnie z odpowiednim „kluczem” i usuwanie albo edytowanie zamieszczonych wpisów tak, aby spełniały kryteria narzucone przez cenzurę. Mój „klucz” jest już zapewne znany Czytelnikom blogu Jerzego Konikowskiego, ale poniżej przedstawię o co w nim chodzi. W trakcie opieki nad wspomnianym forum stanąłem wobec niełatwego problemu, jakim było zachowanie proporcji pomiędzy wolnością wyrażania własnych opinii, a chamstwem wypowiedzi. Zawsze podkreślałem i czynię to nadal, że jestem zwolennikiem wolności wypowiedzi i zdecydowanie występuję przeciwko jej ograniczaniu. Ale należy odróżnić wolność wypowiedzi, czyli możliwość wypowiadania własnych opinii, od źle pojętej swobody, która skutkuje rozpasaniem języka i bardzo często obraźliwymi, krzywdzącymi wypowiedziami. Jako cenzor przyjąłem zasadę, że jeżeli ktoś pisze ewidentną nieprawdę, np. że Kasparow nie umie grać w szachy (przykład zmyślony), to nie ingeruję w treść jego wypowiedzi. Oczywiście jest ona błędna, ale jest wyrazem postawy czy opinii danego komentatora. Nie zgadzam się z jego zdaniem, ale szanuję je, i nie usuwam z dyskusji. W ogólności nigdy nie ingerowałem w merytoryczne kwestie wypowiedzi internautów.

Sprawa całkiem inaczej wyglądała, gdy ktoś z nich zaczął posługiwać się wulgaryzmami, np. stwierdził, że tenże Kasparow jest h…, k…, itp. Wtedy musiałem ingerować w takie posty i usuwałem z nich wulgaryzmy. W odpowiedzi na taką reakcję, na moją głowę sypały się gromy, że ograniczam wolność wypowiedzi. Uważam, że taka „wolność” jest źle pojętą wolnością i raczej należy ją nazwać swawolą albo rozpasaniem. Ale również i tu należy zachować rozwagę, bo jak zareagować na wpis stwierdzający że np. ktoś jest głupi? Czy ta forma wypowiedzi kwalifikuje się już do cenzury obyczajowej, czy jeszcze nie? Gdzie leży granica, powyżej której wypowiedź należy uznać za obraźliwą? Rozwiązanie problemu nie jest takie łatwe, gdyż każdy z nas ma „poprzeczkę” ustawioną na różnej wysokości, podaję konkretny przykład. Jeden z użytkowników rzeczonego forum obraził się, gdy jego oponent nazwał go „dzieckiem Neostrady” i zdecydowanie zażądał abym usunął ten wpis. Zapis o „dzieciach Neostrady” faktycznie ma raczej negatywny wydźwięk. Nie tak dawno temu odnosił się do rzeszy nastolatków, które w dobie tanich opłat za dostęp do Internetu serwowanych przez Neostradę, zasiadły gremialnie do komputerów zasypując Internet wielką liczbą wpisów, komentarzy, itp. W dużej części te wpisy miały obraźliwy, zazwyczaj anonimowy charakter. Ale określenie „dzieci Neostrady” nie przekazuje samo w sobie negatywnych treści. W tym momencie byłem w „kropce”, jak postąpić? Czy usunąć wpis, czy zostawić go w niezmienionej formie? Ostatecznie zdecydowałem, że nie usunę go ani nie będę zmieniał jego treści, „wyiksowując” wpis (odpowiednik „piiip, piiip” na ukrycie wulgarnych wyrazów np. w telewizji). No dobrze, a co zrobić gdy ktoś nazwie oponenta spamerem albo trollem? Czy ocenzurować takie wypowiedzi? Decyzja nie jest łatwa ani przyjemna, gdyż po ocenzurowaniu ewidentnie wulgarnych wypowiedzi natychmiast zarzucano mi kneblowanie ust dyskutantom! Ciekawe, co Salomon by mi poradził?

Wypowiedzi w Internecie są o wiele bardziej ostre, często wręcz ordynarne, niż te w radio czy telewizji. Tam nad kulturą wypowiedzi czuwają dziennikarze i cały sztab ludzi odpowiedzialnych za dobór dyskutantów i kontrolę ich poczynań. Z pewnymi wyjątkami, radzą sobie całkiem nieźle. Z Internetem jest zupełnie inaczej. Swobodny dostęp milionów ludzi do tej formy masowego przekazu obudził demony. Wiele osób uważa, że globalna sieć powinna być zupełnie pozbawiona jakiejkolwiek cenzury. Chcą wypowiadać się na każdy temat i w dowolny sposób. O ile pierwszy postulat jest jak najbardziej do zaakceptowania, o tyle drugi już nie. Pewna kultura wypowiedzi jednak obowiązuje. Nie jesteśmy (z wyjątkami) barbarzyńcami, którzy swoje emocjonalne wypowiedzi muszą wyrażać w postaci kilku-kilkunastu prostych słów, ogólnie znanych, za pomocą których duża część społeczeństwa potrafi przekazać dowolną treść o dowolnym kolorycie emocjonalnym. Chodzi mi oczywiście o wyrazy powszechnie uznane za obraźliwe. Nikt z nas na co dzień nie posługuje się mową godną Mickiewicza i nie cytuje klasyków literatury antycznej (czy ona jest jeszcze w programie szkół średnich, czy już ją zdołano usunąć jako „zbędną”?), ale obrzucanie się wyzwiskami pod flagą wolności wypowiedzi jest po prostu niekulturalne, i źle świadczy o takich osobach. Pewną winę za to ponosi powszechny i nieskrępowany dostęp do Internetu. Ale coś za coś. Z drugiej strony można podejrzewać, że osoby które traktują Internet jako poletko doświadczalne do testowania wulgaryzmów, robią to też na codzień w tzw. realu, czyli świecie rzeczywistym. Oczywiście prawie każdy z nas przeklnie gdy trzeba, ale jakieś granice przyzwoitości powinny obowiązywać. A ileż to razy spotykamy się na ulicy czy w środkach komunikacji miejskiej z grupkami (zazwyczaj młodych) osób obojga płci, które świadomie albo nie, używają pewnych dźwięcznych słów jako swoistego rodzaju „przecinki” w zdaniach, nadając im szczególną „melodię”? Jestem przekonany, że w domowym zaciszu te osoby są gorliwymi ambasadorami osobliwej „wolności” wypowiedzi w Internecie.

Do niedawna panowała zupełna dowolność w publikowaniu komentarzy, w dużej mierze obraźliwych. Bloggerzy pozwalali, aby na ich stronach zamieszczano różne, w tym kłamliwe i oszczercze wpisy. Nie brali odpowiedzialności za nie, często zasłaniając się źle pojmowaną wolnością wypowiedzi. Przykładów takiej działalności nie trzeba podawać, gdyż w moim przekonaniu są powszechnie znane. Na horyzoncie pojawiły się jednak znaki które pozwalają sądzić, iż sytuacja ta ulegnie zmianie, i Internet zostanie trochę bardziej „ucywilizowany”. Być może rodzime prawo ulegnie zmianie na tyle, że osoby które stały się celem wulgarnych ataków internetowych nie będą musiały toczyć walki z wiatrakami, dopraszając się usunięcia kłamliwych artykułów czy komentarzy. Proponuję zapoznać się z artykułami dotyczącymi odpowiedzialności bloggerów za zamieszczane treści:

Artykuł 1
Artykuł 2

Problem jest powszechnie nagłaśniany w globalnej sieci, dlatego wybrałem tylko dwa, dosyć charakterystyczne artykuły.

Krzysztof Kledzik

paź
07

Arcymistrz Robert Fischer był dla mnie zawsze idolem i jako młody szachista przestudiowalem praktycznie wszystkie jego partie. Na bazie jego wspaniałych pojedynków poznawałem m.in. tajniki partii hiszpańskiej i obrony królewsko-indyjskiej. Znałem świetnie jego twórczość, ale nigdy nie myślałem o napisaniu książki o Fischerze.

Pewnego razu taka możliwość stała się całkiem realna. W 1990 roku zadzwonił do mnie wydawca Joachim Beyer i zaproponował napisanie książki o genialnym arcymistrzu. Odpowiedziałem, że na jego temat ukazało się wiele biografii i mam obawy o powodzeniu takiej książki. Jednak wydawca nie dał się tak łatwo zbyć i dalej namawiał mnie do wykonania takiej pracy. Poprosiłem o czas do namysłu. Ostatecznie wyraziłem zgodę i tak powstał podręcznik szachowy na bazie partii Roberta Fischera. Uważałem, że tylko w takiej formie książka może mieć powodzenie. Do współpracy zmobilizowałem mojego wieloletniego współpracownika Pita Schulenburga.

Książka otrzymała tytuł „Fischers Vermächtnis” (Spuścizna Fischera). Ma 230 stron i następującą treść:

Wstęp
Kariera szachowa Fischera
1 rozdział: Atak na króla
1. Atak na króla w centrum (13 partii)
2. Atak na króla przy różnych roszadach (8 partii)
3. Atak na króla przy tych samych roszadach (10 partii)

2 rozdział: Gra pozycyjna
1. Wolny pionek (3 partie)
2. Zdwojony pionek (3 partie)
3. Izolowany pionek (3 partie)
4. Wiszące pionki (2 partie)
5. Różne motywy (4 partie)

3 rozdział: Hiszpańskie pojedynki (14 partii)

4 rozdział: Gra końcowa (13 partii)

5 rozdział: Gram jak Fischer (16 kombinacji)

Książka ukazała się w 1992 roku i otrzymała dobre recenzje. W 2003 roku ukazało się drugie wydanie. Kilka lat temu telewizja kablowa ARTE reklamowała naszą pracę jako jedną z najciekawszych w języku niemieckim.

I wydanie z 1992 roku (kartonowa okładka)

II wydanie z 2003 roku zostało poprawione i uzupełnione o nowe fakty (twarda okładka)

Jerzy Konikowski i Pit Schulenburg
Fischers Vermächtnis
Joachim Beyer Verlag
230 stron
ISBN 3-88805-478-8

III poprawione wydanie

Jerzy Konikowski i Pit Schulenburg
Fischers Vermächtnis
Joachim Beyer Verlag 2017
248 stron
ISBN 978-3-95920-046-2

 

paź
07

Analiza wsteczna (inna nazwa: retroanaliza) jest to jedna z dziedzin kompozycji szachowej. Polega na wykazaniu, jakie ruchy bierek szachowych doprowadziły do powstania zadanej z góry pozycji na szachownicy. Czyli jej zadaniem jest przedstawienie historii danego ustawienia. Analiza wsteczna jest jakby „odwróconym” solvingiem. W zadaniach z a.w. należy wykazać np., czy dana pozycja jest legalna, czyli czy możliwe jest podanie prawidłowej sekwencji posunięć, zgodnej z zasadami ruchów bierek szachowych, za pomocą której można dojść do danego ustawienia. Posunięcia sprzeczne z zasadami gry w szachy są niedopuszczalne w analizie wstecznej.

Analiza wsteczna jest typowym przykładem pracy detektywistycznej, nie związanej bezpośrednio z praktyczną grą w szachy. Z tego powodu nie może być zaliczana do szachów w ścisłym tego słowa znaczeniu, lecz do gier, czy rozrywek umysłowych (łamigłówek) wykorzystujących elementy szachowe. Oczywiście może być doskonałym narzędziem treningu umysłu szachisty i wspaniałą zabawą dla wszystkich miłośników szachów! Np. można próbować odtwarzać historię posunięć bierek, które doprowadziły do powstania pozycji uwiecznionych na obrazach o tematyce szachowej. W celu zrozumienia mechanizmu funkcjonowania analizy wstecznej proponuję zapoznać się z pouczającym przykładem „Problem 111” albo w angielskiej Wikipedii „Example”

Dodatkowe odnośniki:
Wprowadzenie do a.w.
Zestaw historycznych zadań z a.w.
Zadania
Forum dyskusyjne poświęcone zadaniom szachowym, w tym i a.w.
Baza zadań z a.w.

 

paź
06

Pod koniec 1992 roku ukazał się drugi tom. Do współpracy udało się nawet wciągnąć znanego arcymistrza z byłego NRD Wolfganga Uhlmanna, który opracował ostry wariant w obronie królewsko-indyjskiej po posunięciach 1.d4 Sf6 2.c4 g6 3.Sc3 Gg7 4.e4 d6 5.Sf3 0-0 6.Ge2 e5 7.0-0 Sc6 8.d5 Se7 9.Sd2 itd.

Ciekawym uzupełnieniem tego tomu jest wywiad z Nigelem Shortem, który przeprowadził Pit Schulenburg.

Jerzy Konikowski i Erich Siebenhaar
Schachspiegel 2
Verlag Deutsche Schachblätter/Schach-Report GmbH
Hollfeld 1992
299 stron
ISBN 3-89168-102-X

paź
05

W trakcie pracy nad książką “Kompozycja w treningu szachisty” napisałem email do jednego czołowego solverowca w Polsce z prośbą o podzielenie się uwagami na temat udziału rozwiązywania zadań w procesie kształcenia szachisty. Młody człowiek odesłał mój email bez odpowiedzi. Dlatego w książce, oprócz małej wzmianki o solvingu, nie zająłem się tym tematem. Nie chciałem bowiem oceniać tej dyscypliny tylko z własnego punktu widzenia.

Ostatnio w czasie turnieju w Dortmundzie spotkałem się ze znanym niemieckim specjalistą od solvingu. Na moje podobne pytanie odpowiedział, że traktuje rozwiązywanie zadań jako przyjemność. Jeździ na mistrzostwa Europy tylko dlatego, aby spotkać się przede wszystkim z kolegami-problemistami. W treningu szachowym, w celu ćwiczenia techniki liczenia wariantów, korzysta tylko z kombinacji z gry praktycznej.

W latach mojej młodości w czasie wolnym od gry, oprócz rozgrywania lekkich partii błyskawicznych, zajmowaliśmy się też rozwiązywaniem problemów. Woziłem na turnieje ze sobą nawet zeszyt ze zbiorem różnych zadań. Często ustawiałem jakieś ciekawe pozycje na szachownicy i koledzy rozwiązywali je w ramach relaksu.

Taką formę rozgrzewki przed partią stosuje wielu silnych arcymistrzów. Kiedyś na turnieju w Polanicy Zdroju wszedłem do pokoju arcymistrza Dorfmana (wtedy reprezentował jeszcze Związek Radziecki), aby omówić jakąś sprawę. A on siedział zamyślony nad pewną pozycją. “Co robisz” – zapytałem. “Rozwiązuję ciekawe studium, tak dla rozgrzania mózgu przed grą” – odpowiedział. “Często to robisz”? “Oczywiście, przed każdą partią”.

Bardzo ceniłem rozwiązywanie tego typu zadań i polecałem tę formę treningu. W mojej książce podzieliłem studia na dwie grupy: kombinacyjne i analityczne. Studia analityczne są jakby żywcem wzięte z partii i dotyczą szczególnych przypadków gry końcowej. Studia kombinacyjne zawierają natomiast „niezwykłą treść” w postaci efektownych kombinacji, np. niespodziewanych matów, patów itp.

W czasie turniejów w Dortmundzie często widziałem w biurze prasowym szachistów, którzy w trakcie oglądania na monitorach partii rozwiązywali przy okazji różne zadania. Znany czeski publicysta Bretislav Modr opisał takie wydarzenie przed laty w swoim piśmie “Sachinfo”. “Od kilku godzin siedzieliśmy nad pewną trzychodówką. Nie mogliśmy jej rozwiązać. Nagle wszedł do pokoju Konikowski. Zapytałem się go, czy zna to zadanie”. Odpowiedział: “Oczywiście znam. To jest zadanie Loyda. Tutaj trzeba szukać jakiś abstrakcyjnych ruchów. Na tym polega urok zadań tego kompozytora”. “To pokaż pierwszy ruch” – poprosiłem – “Konikowski bez wachania wykonał 1.We1, a my dalej nie wiedzieliśmy o co chodzi. Dopiero dalsza wnikliwa analiza zadania wykazała, że to niespodziewane posunięcie prowadzi rzeczywiście do celu”.

Pamiętam dobrze ten przypadek. Zadanie było mi dobrze znane, gdyż jest w mojej książce.

 

paź
04

Na początku 1990 roku wydawnictwo Joachima Beyera wystartowało z nową serią „Aktualności debiutowe”. Pomysłodowawcą jej był ówczesny trener kadry niemieckiej Sergiu Samarian. Celem cyklu była systematyczna publikacja książek omawiających najnowsze problemy z teorii początkowej fazy gry.

Po niespodziewanej śmierci Samariana w 1991 roku Joachim Beyer zaproponował mnie przejęcie tej serii od strony merytorycznej. Miałem decydować o tematyce poszczególnych tomów, uzgadniać z autorami tematy itd.

Wydawca zachęcił mnie też do opracowywania nowych tytułów jako autor. Zacząłem od partii rosyjskiej, którą wykonałem wraz z Erichem Siebenhaarem. Książka zawiera 9 rozdziałów i 30 przykładowych partii. Opracowanie systemem znaczkowym.

Jerzy Konikowski i Erich Siebenhaar
Russische Verteidigung
Band 4
Joachim Beyer Verlag 1992
76 stron
ISBN 3-88805-092-8

paź
03

Poniedziałek, 3 października 2011
Ludzie nie mają się komu poskarżyć, więc piszą do Szacharni
Zapraszam do dyskusji

Sam otrzymuję wiele listów elektronicznych dotyczących różnych zagadnień z teorii szachów. Okazuje się, że takie pytania kierowane do biura Polskiego Związku Szachowego zostają najczęściej bez odpowiedzi. Właściwie to niewiadomo do kogo kierować takie problemy?

Już dawno pisałem na mojej stronie: W tym celu proponuję stworzenie samodzielnej strony internetowej, np. pod nazwą „Wirtualne Centrum Szkoleniowe Polskiego Związku Szachowego”. Byłyby tutaj zamieszczane artykuły szkoleniowe i analityczne ze wszystkich faz partii, kombinacje, partie komentowane itd. Każdy miałby dostęp do niej i możliwość bezpłatnego korzystania z tych materiałów.

Proponuję też stworzenie możliwości wirtualnych konsultacji dla najzdolniejszej polskiej młodzieży, nie tylko dla uczestników Akademii. Często bywa tak, że ktoś potrzebuje jakiś rad, materiałów, analiz itd. Doświadczeni trenerzy mogliby pomóc w szybkim rozwiązaniu takich problemów itd.

8. Podsumowanie i wnioski (2)

Obecne kierownictwo Polskiego Związku Szachowego ma jednak inne priorytety działania!