Archiwum kategorii ‘Polemiki’

sty
15

Kontynuacja odcinka 98

Niedawno miliony Polek i Polaków wyszło na ulicę, aby zaprotestować przeciwko lex TVN. Na szczęście ta walka o wolne media zakończyła się sukcesem, na razie…

Gdy w 2007 roku zakładałem portal i następnie bloga, to zapowiedziałem, że będziemy podawać  tutaj wiadomości pomyślne lub nie, ale zawsze prawdziwe!

Naszym celem będzie pokazywanie też różnych poglądów, idei i opinii w kwestii dynamicznego rozwoju szachów turniejowych w Polsce. Zachęcaliśmy do kulturalnych dyskusji w celu wyrobienia nawyku tolerancji dla odmiennych poglądów i wypracowywania optymalnych rozwiązań szkoleniowych.

Szachiści w kraju nie zawsze znajdują odpowiednich informacji na stronie Polskiego Związku Szachowego i czasopiśmie Mat. Naszym celem jest zatem omawianie różnych aspektów dotyczących królewskiej gry.

Taką politykę informacyjną prowadzimy konsekwentnie od początku naszego istnienia, co  spotkało się z pozytywnym odbiorem większości Internautów. Wspierano nas: Wreszcie znalazł się ktoś, kto odważnie przedstawia problemy naszej dyscypliny! O popularności bloga świadczy dalej statystyka.

Oczywiście nie wszyscy zaakceptowali nasze wzmagania o prawdę i swobodę wypowiedzi. Było do przewidzenia, że spotkamy się z negatywnym przyjęciem władz Polskiego Związku Szachowego i ich sprzymierzeńców.

Ale nas to nie zniechęca do dalszego działania! Jesteśmy wolnymi obywatelami, niezależnymi od jakiś opiekunów i doradców. Piszemy prawdę i mamy w tym szerokie wsparcie w szeregach naszych sympatyków!

cdn

sty
14

Kontynuacja odcinka 5

Gość napisał:

Plotek od zawsze było i jest wiele. Rosjanie zawsze chcieli
zdyskredytować Fischera. Ale też i inni. Historia o zębach wzięła się z
książki „Searching for Bobby Fischer” (był też film pod tym tytułem) w której autor przeprowadził rozmowę z Ron Gross, który znał Fischera z juniorskiego turnieju a formatował się na przyjaciela BF. Społeczność internetowa zdemaskowała konfabulanta. To on rozniósł plotkę o zębach, którą w mig capnęli inni jak np Rene Chun.

Generalnie książka Gawlikowskiego to zlepek faktów i plotek. Czytałem ją z przymrużeniem oka.

/////////////////////////////

Moja uwaga: Na ten temat nie mogę się sam wypowiedzieć, gdyż tej publikacji nie mam i dlatego jej nie czytałem.

W książce z Pitem Schulenburgiem nie zajmowaliśmy się plotkami z życia Fischera, tylko jego twórczością szachową!

 

 

 

wrz
19

Po ostatnim wpisie EDITORA

Szachy i film (10)

jeden z Internautów napisał: Pierwszą szachistką, która dzielnie i z sukcesami walczyła z mężczyznami była Vera Menchik, co zresztą było już przedstawione kiedyś na tym blogu.

Zgadza się. O tym była też mowa w książce Królowe 64 pól (Jacek Gajewski i Jerzy Konikowski).

Ma zatem Nona Gaprindaszwili rację?

///////////////////////////////

Dla przypomnienia:

Szachy kobiece zawsze wzbudzają emocje. Panie – w odróżnieniu od swych kolegów – grają przeważnie bojowo i do końca. Umówionych remisów prawie nie ma. Sam oglądam bardzo chętnie partie szachistek, ponieważ tutaj zawsze dzieje się coś ciekawego.

W ostatnich czasach płeć piękna daje sobie doskonale radę w pojedynkach z panami. Na uznanie musiały czekać jednak wiele lat!

Kiedy w 1929 Vera Menchik, ówczesna mistrzyni świata otrzymała – jako jedyna kobieta – zaproszenie do wzięcia udziału w prestiżowym turnieju w Karlsbadzie (obecnie Karlovy Vary), to austriacki mistrz Albert Becker wystąpił z propozycją założenia klubu jej imienia, którego członkami mieliby stać się pokonani przez nią szachiści. Ku uciesze uczestników Becker został pierwszym członkiem klubu własnego pomysłu.

Inny Austriak, Hans Kmoch założył się, że wystąpi w stroju baletnicy, jeśli Menchik zdobędzie więcej niż trzy punkty. Kmoch do końca turnieju musiał drżeć z emocji. Mistrzyni świata zdobyła dokładnie 3 punkty. Wygrała dwie partie, dwie zremisowała. Przegrała siedemnaście. Turniej zakończyła na ostatnim, 22 miejscu.

paź
27

Kontynuacja odcinka 78

Po wpisie: http://www.blog.konikowski.net/2020/10/25/z-zycia-pzszach-130/ otrzymałem kilka opinii od Internautów.

Gość 1: Moim zdaniem, to władze PZSzach same wbiły sobie gola w związku z aferą o rzekomym korzystaniu z pomocy elektroniki przez znaną juniorkę. Po niedawnej euforii szachami dzięki sukcesom arcymistrza Dudy, mamy w mediach negatywne spojrzenie na szachy jako źródło niesportowego zachowania.

Skandal w polskich szachach. Dyskwalifikacja za oszustwa dla młodej Polki

17-letnia Patrycja Waszczuk to było objawienie polskich szachów. Tak się jeszcze wydawało do niedawna, bo wyniki, jakie osiągała za tym przemawiały. Kilka miesięcy temu urodzona w Lublinie zawodniczka została przyłapana na oszukiwaniu. Teraz Polski Związek Szachowy nałożył na nią dwuletnią dyskwalifikację. To pierwszy taki przypadek w naszym kraju.

https://www.onet.pl/sport/onetsport/szachy-patrycja-waszczuk-zdyskwalifikowana-za-oszustwa/pedwevm,d87b6cc4

Gość 2: Z publikacji wynika, że Patrycja od dłuższego czasu była podejrzewana o korzystanie z komórki. Czy ktoś z nią rozmawiał w tej sprawie i ostrzegał przed negatywnymi konsekwencjami? Podobno nie. Jaka była rola trenera w tym incydencie. Niemożliwe, że nic nie wiedział o tym. Lub nie podejrzewał swej podopiecznej? Chyba analizował jej partie? Czy korzystał jako trener tylko z jej sukcesów?

Gość 3: Sędzia turnieju, który ją przyłapał na tym nie postąpił elegancko. Powinien najpierw porozmawiać z zawodniczką i ostrzec ją przed skutkami. Postąpił po amatorsku. Naraził szachy na ośmieszenie w mediach!

Podobnych uwag otrzymałem jeszcze kilka i w porozumieniu z ich autorami zrobiłem tylko małe podsumowanie.

Mój komentarz do tej sprawy jest taki: Gram w szachy turniejowe od 1961 roku i z tymi problemami spotkałem się praktycznie od początku. Podpowiadanie i różne metody przekazywania ruchów było często spotykane w turniejach. To odbywało się szczególnie w konkurencji kobiet i juniorów. Jednakże próbowano to załatwić w naszym gronie. Tak aby te „kombinacje” nie wychodziły na zewnątrz. Pamiętam, że osoby złapane na gorącym  uczynku i ostrzeżeniu więcej takich  niesportowych czynów się nie dopuszczały. Wystarczyła rozmowa i groźba wykluczenia z turnieju.

Czy zatem w przypadku Patrycji postąpiono właściwie? Czy ktoś ostrzegał młodą i niedoświadczoną zawodniczkę przed konsekwencjami wykrycia z korzystania z jakiegoś pomocniczego programu? Jaka jest rola trenera w tym incydencie, który najpierw w zbierał pochwały w przypadku sukcesów zawodniczki, a teraz nagle się zmył?    

Patrycja ze swoim trenerem

mar
31

Kontynuacja odcinka 64

Niezależnie od niechlubnej przeszłości Władysława Litmanowicza, muszę pochwalić go za działalność publicystyczną.

Na tym polu zostawił nam znakomity dorobek pisarski i to nie ulega żadnych wątpliwości.

Jak już pisałem w poprzednim odcinku, jego publikacja o turnieju w Sopocie 1951 wprowadziła w enigmatyczny wtedy dla mnie świat szachów turniejowych. Poznałem jednocześnie, na bazie partii, umiejętności fachowe naszej ścisłej czołówki i tym samym pozycję polskich szachów w Europie.

Na życzenie Internautów zamieszczę najpierw kilka stron z tej książki z ciekawymi komentarzami autora, które dla mnie były wtedy niezwykle pouczające.

Podkreślenie na stronie 7 zdania: „Gra Gerebena odznacza się niezwykłą różnorodnością debiutów i dlatego przygotować się do partii z nim jest rzeczą bardzo trudną” pochodzi ode mnie z roku 1961, które uczyniłem w trakcie studiowania książki.

To wziąłem sobie zbyt mocno do serca. Opracowałem wtedy bardzo szeroki repertuar debiutowy, który miał jednak wiele luk, co często kończyło się porażkami. Ten problem zrozumiałem później. Dlatego w swojej pracy trenerskiej zwracałem na to uwagę. Opisałem to m.in. w książce „Szachy dla przyszłych mistrzów” w rozdziale II: Zasady pracy nad repertuarem debiutowym.

Spodobała mi się również uwaga dotycząca stylu gry Gerebena: Atak na króla. Dlatego starałem się grać ostre warianty z możliwościami bezpośrednich akcji na nieprzyjacielskiego monarchy. Oczywiście zaniedbałem grę pozycyjną, ale nadrobiłem to później.

Brak trenera powodowało, że potrzebowałem więcej czasu na poznawanie strategii i taktyki szachów. Uczyłem się tego na bazie dostępnej mi literatury po rosyjsku i niemiecku.

 

lis
21

Kontynuacja odcinka 45

Po wpisie Editora Lider polskich szachów 28 otrzymałem sporo uwag w tej kwestii. Tym zajmę się w następnych odcinkach. Na razie zamierzam skończyć temat „Akiba Rubinstein”.

Sam z twórczością naszego znakomitego arcymistrza zainteresowałem się szerzej dopiero po ukazaniu się książki w języku rosyjskim „Akiba Rubinstein” autorstwa Razuwajewa i Murachweriego (Moskwa 1980).

Wcześniej poznałem osobiście Jurija Razuwajewa w czasie turnieju w Polanicy Zdroju w 1979 roku. Byłem w tym czasie trenerem kadry Polskiego Związku Szachowego i dlatego miałem możliwość bez większych problemów dyskusji z nim na różne tematy o szachach.

Znałem jego wcześniejszy kontrowersyjny tekst o Akibie Rubinsteinie, w którym nazwał naszego rodaka m.in. „rosyjskim  szachistą, prekursorem  – obok Czigorina – radzieckiej szkoły szachowej”. To spotkało się oczywiście z decydowaną reakcją polskiego środowiska szachowego (Ten przypadek został obszernie przedstawiony w naszej książce z Jackiem Gajewskim „Akiba Rubinstein, RM 2017”). Dlatego w rozmowie z Jurijem nie podnosiłem tego tematu, aby nie „rozdrażnić” arcymistrza.

Zadałem mu w pewnym momencie pytanie: „Jak oceniasz karierę Rubinsteina?”. Odpowiedział, że był znakomitym szachistą i wniósł wiele dla rozwoju teorii debiutów. „Ale był też wielkim technikiem końcówek, szczególnie wieżówek” drążyłem temat.

„Zgadza się, ale to wynika z praktyki. Debiutów trzeba się nauczyć i zrozumieć, natomiast technikę w grze końcowej można wytrenować w toku gry lub nawet z pomocą odpowiednich ćwiczeń” – odpowiedział. Nie powiedział właściwie nic nowego, gdyż znałem to z lektury różnych publikacji.

Na tym polegała właśnie niezwykła siła radzieckich szachów: Doskonała znajomość fazy debiutowej umożliwiała w toku gry uzyskanie przewagi w grze środkowej i następnie przejście do korzystniejszej (wygranej) końcówki!

Tymczasem u nas w Polsce rozpowszechiano absurdalną „Teorię Capablanki”, o której była wielokrotnie mowa na tym blogu!

Sam już na początku mojej przygody z szachami zadawałem sobie i innym pytanie: „Dlaczego nasi czołowi szachiści nie odnoszą znaczących sukcesów na arenie międzynarodowej. Nie mamy zdolności do uprawiania tego intelektualnego sportu, czy są jakieś inne przyczyny”?

Ten dylemat próbowałem wyjaśnić w latach 1978-1981, kiedy byłem pracownikiem Polskiego Związku Szachowego i miałem możliwość dysputy z różnymi osobami, które miały coś do powiedzenia w tym temacie.

Najbardziej „uświadomił” mnie w tej kwestii Stanisław Gawlikowski – znany publicysta i badacz historii szachów.

Pisałem już kiedyś na blogu, że w 1980 roku w Zakopanem na zgrupowaniu kadry narodowej  miał on kilka wykładów na temat historii naszej dyscypliny. Bardzo dowcipnie (nie wszystko mogę powtórzyć)  przedstawił pozycję polskich szachów w świecie, która właściwie niewiele zmieniła się od 1945 roku.

M.in. powiedział, że przed wojną Ministerstwo Spraw Zagranicznych, które finansowało wyjazd naszej reprezentacji na olimpiady stawiało jeden warunek: „Będą pieniądze, ale musi być w drużynie choć jeden prawdziwy Polak”! Dla przypomnienia: W drużynie w Hamburgu 1930 grał nasz Kazimierz Makarczyk!

Natomiast w rozmowie prywatnej Stanisław Gawlikowski wyjaśnił mi, dlaczego – według niego – rozpowszechnia się w polskim środowisku szachowym „Teorię Capablanki”, a nie osiągnięcia Polaka Akiby Rubinsteina.

Nie wnikając jednak w szczegóły tej dyskusji, w książce o Akibie Rubinsteinie wspólnie z Jackiem Gajewskim przedstawiliśmy kolosalne osiągnięcia naszego genialnego arcymistrza w rozwoju królewskiej gry i to, że  jego twórczość powinna być wzorcem dla tych polskich szachistek oraz szachistów z ambicjami osiągania wyników sportowych na skalę światową! Powinna być też kierunkiem działania naszych trenerów, aby w tym duchu szkolili naszą utalentowaną młodzież!

Źródło

 

lis
10

Kontynuacja odcinka 44

Jak już pisałem na blogu, Garri Kasparow (mistrz świata w latach 1985-2000) tak ocenił szachowy dorobek naszego rodaka: „Rubinstein był znakomity we wszystkich stadiach szachowej partii – w debiucie, grze środkowej i w końcówce. Jednak w przeciwieństwie do Tarrascha czy Nimzowitscha nie lubił się rozpisywać o swoich osiągnięciach i z tej przyczyny jego wyjątkowa rola w rozwoju sztuki szachowej długo pozostawała niedoceniona. A jednak uważna analiza wykazuje, że współczesne szachy, których początkiem była epoka Botwinnika, uformowały się pod silnym wpływem partii Rubinsteina, który w istocie zasługuje na miano jednego z nowatorów” (Garri Kasparow: Moi wielcy poprzednicy, tom 1, RM, Warszawa 2006).  

Dlatego nasza książka „Akiba Rubinstein” (Wydawnictwo RM 2017) nie jest pracą naukową z jakimiś nowymi rewelacjami z życia sławnego arcymistrza, lecz przede wszystkim podręcznikiem szkoleniowym!

Studiując partie Akiby Rubinsteina można wysunąć konkluzję, że przyczynił się on w znacznym stopniu do ewolucji otwarć szachowych. Wiele wariantów nosi jego imię i grywa się do dziś. Polak wniósł wiele nowych idei dla rozwoju teorii debiutów i prawdopodobnie nie miał  sobie równych pod tym względem w historii szachów XX wieku.

Był szachistą, który wcześnie pojął istotę ówczesnych szachów turniejowych i że faza debiutowa jest kamieniem węgielnym każdej partii oraz jest ściśle związana z grą środkową i końcówką. Debiut jest więc pomostem przed dalszymi fazami gry!

Nie ulega żadnych wątpliwości, że zakres zainteresowań  badawczych w początkowym stadium partii Akiby Rubinsteina był ogromny, o czym świadczy jego szeroki repertuar debiutowy. Praktycznie do każdego turnieju nasz arcymistrz przygotowywał nowe idee w celu zaskoczenia swych rywali.

Jeśli zatem ktoś nie zrozumiał koncepcji naszej książki oraz wkładu Akiby Rubinsteina w rozwój współczesnych szachów, to jego problem!

Końcowy wniosek: Twórczość naszego najwybitniejszego w historii arcymistrza powinna być wzorem dla tych polskich szachistek oraz szachistów z ambicjami osiągania wyników sportowych na skalę światową! Powinna być też kierunkiem działania naszych trenerów, aby w tym duchu szkolili naszą młodzież!

 

wrz
14

Kontynuacja odcinka 33

Gość napisał: Pamiętam tę dyskusję na forum Polskiego Związku Szachowego (2003). Uważam, że powinno zakończyć się te spory w imię dobrej atmosfery w polskich szachach. To  było dawno i wiele osób już o tym zapomniało…

///////////////////////////////////////

Nie miałem w planie wracać do tej historii, gdyż na tym blogu toczyła się już dyskusja na ten temat.

Jednakże do przypomnienia tej kwestii zmobilizowała mnie ta wypowiedź arcymistrza Dudy w odcinku 26

– Na komputerach pracuje się głównie nad debiutami – mówi Jan-Krzysztof Duda, zwracając uwagę, że to właśnie otwarcie partii szachów i pierwsze ruchy mają kluczowe znaczenie. W opracowywaniu nowych pomysłów pomaga mu trener.  Teraz w szachach jest taki trend, by szukać nowych idei, często tylko na jedną partię, żeby zaskoczyć przeciwnika. Im więcej ludzi, tym więcej idei.

Najlepszy obecnie polski szachista potwierdził to, co ja zaproponowałem już 20 lat temu na sesji w Zakopanem w 1999 roku. Dlatego przypomnę to wydarzenie oraz dyskusję na oficjalnej stronie Polskiego Związku Szachowego pt. Akademia szachowa – unowocześniać czy nie? w 2003 roku.

Bartłomiej Macieja (źródło ChessBase News)

Moja propozycja poprawy szkolenia młodzieży została wówczas zbojkotowana przez ówczesne kierownictwo Młodzieżowej Akademii Szachowej, działaczy Polskiego Związku Szachowego i nawet niektórych zawodników z czołówki krajowej.

Część wydruków z tej dysputy opublikowałem niedawno na blogu, w tym przypomniałem wypowiedź arcymistrza Bartłomieja Maciei, który w 2003 roku ogłosił „fenomenalną” teorię: Trening przez Internet jest głupotą, np. wpis 29 lub 28.

 

 

 

 

 

 

 

sie
13

Kontynuacja odcinka 22

Wypowiedź arcymistrzyni Moniki Soćko właściwie mnie nie zaskoczyła.

Z tym problemem zetknąłem się już na początku mojej przygody z szachami turniejowymi. W klubie szybko poinformowano mnie, że mamy w całym obozie krajów socjalistycznych (Związek Radziecki, NRD, Czechosłowacja, Węgry, Bułgaria, Rumunia i Jugosławia) najsłabszych zawodników i zawodniczki. Pisałem o tym kilkakrotnie w przeszłości, np. wpis.

W trakcie różnych dysput i szukania przyczyn tego stanu rzeczy podawano właśnie m.in. opinię, że nasza czołówka nie poświęca na samoszkolenie wystarczająco dużo czasu.  

21 kwietnia 1968 roku odbył się w Warszawie Walny Zjazd Polskiego Związku Szachowego. Znalazłem się na nim jako członek Zarządu Okręgowego Związku Szachowego w Bydgoszczy (pełniłem wtedy funkcję przewodniczącego komisji ewidencji i klasyfikacji). W trakcie zgromadzenia dyskutowano nad dalszym rozwojem szachów wyczynowych w Polsce. Obszerne sprawozdanie ze zjazdu zostało opublikowane w miesięczniku SZACHY (czerwiec 1968).

Przytaczam istotny fragment:

lip
30

Kontynuacja o odcinka 20

Monika Soćko: Magazyn SZACHISTA (czerwiec 2009):

Ranking rzędu 2400 czy 2500 można zdobyć samym talentem, ale dalszy rozwój wymaga dobrych trenerów i wielkiej własnej pracy. Tak, polscy szachiści są leniwi. Naturalnie nie wszyscy, ale większość.

W korespndencji prywatnej Internauci wyrazili podziw dla arcymistrzyni za niezwykłą odwagę w ocenie pracy szkoleniowej swoich kolegów.

Gość napisał: Nigdy nie widziałem krytyki Moniki Soćko za tę wypowiedź. Ale gdy pan pisał polemiczne teksty na temat szkolenia, to z miejsca nastąpiła kontra i to przeważnie w złym stylu, że działa pan na szkodę polskich szachów.

Jestem trenerem i publicystą, któremu na sercu leżą problemy naszej dyscypliny, co wielokrotnie podkreślałem w różnych artykułach. Zwracałem uwagę na to, że zawodowy szachista powinien skoncentrować się na treningach i aktywnym uczestnictwu w godnych siebie imprezach. Nie jest żadną tajemnicą, że zawodnicy z ambicjami osiągania znaczących sukcesów międzynarodowych trenują ok. 10 godzin dziennie. Tak jest na całym świecie. Szachiści bowiem muszą sami zadbać o swoją egzystencję. Nikt nikomu nie da pieniędzy za darmo. Starty w turniejach są więc nieodzowne. Profesjonaliści żyją głównie ze zdobytych nagród. Życie szachisty nie jest łatwe. Niektórzy nie wytrzymują tego stresu i po jakimś czasie wycofują się z czynnego uprawiania szachów, albo traktuję grę jako hobby.

Aby osiągać sukcesy trzeba zatem intensywnie i systematycznie się szkolić oraz dużo grać. W żadnym wypadku nie można marnować cennego czasu na jakieś bezprzedmiotowe zajęcia, np. dyskusje na różnych forach. Ten błąd popełniło kilku zdolnych polskich szachistów, co skończyło się dla nich fatalnie. O tych przypadkach pisałem na blogu i innych publikacjach.

Niestety są jeszcze tacy, do których nie dotarło, że zmarnowali swój talent na własne życzenie. Pokazała to m.in. pewna dyskusja kilka miesięcy temu na facebooku, którą zainicjował  czołowy arcymistrza kraju.

Do tego wydarzenia jeszcze wrócę!

 

  • Szukaj:
  • Nadchodzące wydarzenia

  • Odnośniki

  • Skąd przychodzą

    Free counters! Licznik działa od 29.02.2012
  • Ranking na żywo

    2700chess.com for more details and full list 2700chess.com for more details and full list
  • Codzienne zadania

    Play Computer
  • Zaprenumeruj ten blog

    Wprowadź swój adres email aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez email.

    Dołącz do 155 pozostałych subskrybentów