Archiwum dla czerwiec, 2013
cze
17

P1050330

Na zdjęciu Ulrich Jahr (drugi z prawej) siedzi w towarzystwie sędziów klasy międzynarodowej Mirosława Gnieciaka (z lewej) i Leona Kłodnickiego (pierwszy z prawej)

Na mojej stronie prezentujemy relację z przebiegu Walnego Zjazdu Delegatów Polskiego Związku Szachowego pióra Ulricha Jahra oraz kilka zdjęć autorstwa Marka Skrzypczaka.

 

cze
16

W niedzielę 16 czerwca Walne Zgromadzenie Sprawozdawczo-Wyborcze Delegatów Polskiego Związku Szachowego wybrało nowego prezesa oraz władze na lata 2013-2017. Walne zgromadzenie podziękowało ustępującemu prezesowi Tomaszowi Sielickiemu i jego zarządowi za cztery lata pracy, podczas której udało się pozyskać dla szachów wielu sponsorów, przeprowadzić Indywidualne Mistrzostwa Polski oraz Indywidualne Mistrzostwa Polski Kobiet z rekordowym funduszem nagród, rozpocząć pilotażowy projekt wprowadzenia szachów do nauczania szkolnego w czterech województwach, zreformować system przyznawania organizacji krajowych rozgrywek oraz zorganizować wiele ciekawych imprez szachowych, w tym cyklu rozgrywek „Szachiści grają dla…”, zakończonych co roku wielkim finałem w siedzibie Senatu RP, z udziałem parlamentarzystów i dzieci z całej Polski. Do wielkich sukcesów należy wywalczenie przez Polskę organizacji dwóch największych imprez na kontynencie – zarówno drużynowych, jak i indywidualnych mistrzostw Europy w 2013 roku. 

Nowym prezesem został Tomasz Delega, który w poprzednim zarządzie sprawował funkcję wiceprezesa i sekretarza generalnego. Komisja wydała 64 karty do głosowania. Za kandydaturą Tomasza Delegi głosowało 51 delegatów, przeciw – 9, a 4 delegatów wstrzymało się od głosu.

Do nowego Zarządu PZSzach wybrani zostali:

1. Jan Kusina – 59 głosów
2. Aleksander Sokólski – 51 głosów
3. Andrzej Matusiak – 49 głosów
4. Krzysztof Góra – 48 głosów
5. Bogdan Jeżak – 48 głosów
6. Małgorzata Wojciechowska – 48 głosów
7. Andrzej Modzelan – 47 głosów
8. Włodzimierz Schmidt – 44 głosy
9. Adam Dzwonkowski – 41 głosów
10. Anna Mrozińska – 38 głosów

W skład Komisji Rewizyjnej weszli:

1. Bogdan Obrochta – 43 głosy
2. Waldemar Taboła – 37 głosów
3. Marian Kanarek – 35 głosów
4. Rafał Siwik – 30 głosów
5. Piotr Zieliński – 24 głosy

Tom

Tomasz Delega (ur. 1972) od wielu lat jest związany z szachami, zarówno jako działacz, jak i sędzia, szkoleniowiec oraz zawodnik. Jest absolwentem Wydziału Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego. Ukończył także podyplomowe studia trenerskie na AWF, otrzymując dyplom trenera klasy II oraz podyplomowe studia informatyczne na Uniwersytecie Warszawskim. Jest uznanym sędzią klasy międzynarodowej, który prowadził najważniejsze imprezy odbywające się w Polsce: od lat pełni funkcję sędziego głównego oraz współorganizatora Mistrzostw Europy w Szachach Szybkich i Błyskawicznych, był kilkakrotnie sędzią Indywidualnych Mistrzostw Polski oraz indywidualnych Mistrzostw Polski Kobiet. W 2013 roku był sędzią głównym Indywidualnych Mistrzostw Europy w Legnicy. Pełnił też funkcję Przewodniczącego Kolegium Sędziów PZSzach w latach 1998-2004. Ma również tytuł Międzynarodowego Organizatora, przyznany przez FIDE.

Od wielu lat jest działaczem szachowym. W zarządzie PZSzach jest już po raz piąty. Poprzednio był członkiem zarządów: Jacka Żemantowskiego (1996-2000), Przemysława Gdańskiego (2003-2004), Jana Kusiny (2008-2009) i Tomasza Sielickiego (2009-2013).

Mimo licznych obowiązków, pozostaje czynnym zawodnikiem, grającym w pierwszoligowym klubie LKS Wrzos Międzyborów.
Poza szachami zajmuje się prowadzeniem firmy z branży komputerowej, jest pasjonatem jazdy konnej i tenisa ziemnego.

Źródło

Nowym władzom życzymy owocnych działań na rzecz polskich szachów!

cze
15

Tomek

Prezes Polskiego Związku Szachowego Tomasz Sielicki nie będzie kandydował na tę funkcję na następną kadencję. Jak zaznaczył, wypełnił swoją misję i nie zamierza „siedzieć na kilku stołkach”. W niedzielę w Warszawie odbędzie się zjazd sprawozdawczo-wyborczy.

– Moja misja się skończyła. W lipcu 2009 roku wygrałem wybory na stanowisko prezesa związku. Za jeden z głównych celów postawiłem sobie zjednoczenie środowiska, w którym ścierały się poglądy różnych grup ze szkodą dla dyscypliny i wizerunku królewskiej gry. Po czterech latach mogę stwierdzić, że to, co sobie założyłem, zostało zrealizowane – powiedział Sielicki, który w marcu skończył 53 lata.

Jak zaznaczył, zgoda buduje, niezgoda rujnuje. Efektem „zgody” są liczne osiągnięcia, zwłaszcza młodych zawodników, w mistrzostwach świata i Europy, wdrożenie projektu „Edukacja przez szachy w szkole”, znaczny wzrost w kraju liczby turniejów, także międzynarodowych.

– Wielokrotnie podkreślałem, że najważniejsze jest dobro dyscypliny, jej rozwój, popularyzacja, promocja, a nie załatwianie swoich prywatnych spraw. Jest mi wciąż niezmiernie miło, że moje wysiłki zostały docenione przez najważniejszą grupę, jaką są zawodnicy. To od nich rok temu otrzymałem w podziękowaniu puchar, a i na co dzień spotykałem się z wielką serdecznością – dodał Sielicki.

W rozmowie przyznał, że nie jest zwolennikiem „rozdrabnia się” i przypomniał, że jest pierwszym zastępcą prezesa europejskiej unii (ECU), zasiada we władzach Komitetu Wykonawczego międzynarodowej federacji (FIDE), a od kwietnia jest członkiem zarządu Polskiego Komitetu Olimpijskiego.

– Nie chcę siedzieć na kilku stołkach, dlatego nie będę się ubiegał o reelekcję podczas Walnego Zgromadzenia Sprawozdawczo-Wyborczego PZSzach. Mam nadzieję, że pałeczkę oddam w dobre ręce. Kandydatem jest Tomasz Delega, działacz, sędzia, trener oraz zawodnik. To mój zastępca, a także sekretarz generalny – powiedział absolwent Wydziału Elektroniki Politechniki Warszawskiej.

Wyraził też nadzieję, że będzie miał trochę więcej czasu, by zasiadać przy 64 polach. – Chcę wrócić nie tylko do gry w szachy, ale także do brydża sportowego. W sezonach 2003/04 i 2007/08 zdobyłem tytuł drużynowego mistrza Polski. W styczniu 2008 roku zwyciężyłem w jednym z pobocznych turniejów Festiwalu Corus w Wijk aan Zee. A jak zostałem prezesem, to tylko raz miałem karty w ręku – wspomniał Sielicki.

Źródło

cze
15

Część 1

Z 24 rozdziałów „Karawan-u literatury” Waldemara Łysiaka (a książka liczy 287 stron) zdążymy może jeszcze omówić te, które są poświęcone bardziej sprawom literackim, aniżeli politycznym niuansom. Uwagę naszą przykuwa zwłaszcza rozdział 18: Literatura „nowoczesna, eksperymentalna, awangardowa”. Jak pamiętamy eksperymenty literackie bywały nieraz  niewypałami jak dadaizm, proklamowany w 1918, a będący ruchem anarchistycznym w swojej agresji wobec języka czyli tworzywa literatury. Sukcesem okazał się za to surrealizm, szczególnie w wersji dojrzałej, odrzucającej „automatyzm psychiczny”, a do dzisiaj ceniony przez poetów. Nie powiódł się eksperyment z nową powieścią we Francji w latach 50-tych i 60-tych pomimo pewnych wybitnych osiągnięć jak znakomita „La Jalousie” (1957) Alain Robbe-Grillet’a. I ten awangardowy nurt wypalił się po kilkunastu latach. „Anty-powieści”  takich pisarzy jak Nathalie Sarraute, Michel Butor, Claude Simon, Roger Pinget czy wspomniany już Alain Robbe-Grillet pozostaną na zawsze w muzeum literatury, ale nie będą rozchwytywane przez czytelników. Podobny los czeka twórców polskiej „awangardy” lansowanych w latach 90-tych przez Salon, tym bardziej że za ich dokonaniami nie stał jakiś wartościowy manifest próbujący uzasadnić ich eksperymenty. Łysiak zauważa, że literatura uległa najgłupszym modom, zaroiła się od płodów „awangardowo” bełkotliwych, „eksperymentalnie” nieczytelnych, „postępowo” bla-bla-blagowatych, „modernistycznie” koślawych, „nowocześnie” wydziwiających, przy których dawny modernistyczny „strumień świadomości” Joyce’a zdawał się grzeczną bajeczką dla przedszkolaków…( str.213).  Ba, ale i coraz mniej czytelników wraca do „Ulissesa” Joyce’a!  Wydaje się, że rację ma cytowany przez Łysiaka kolumbijski filozof Nicolas Gomez Davila: „Współczesna krytyka przedkłada książki, których nie da się powtórnie czytać, nad te, które można czytać w nieskończoność”. I z pewnością chętnie przeczytamy ponownie świetnego „Faraona” Prusa albo trylogię Sienkiewicza, niż jakąś quasi-literacką miazgę takich współczesnych „powieściopisarzy” jak Sławomir Shuty lub Wojciech Kuczok, których prozę zmiażdżył  nawet salonowy recenzent Piotr Kofta w r.2008 określając ją jako niestrawną, bełkotliwą i pustą jak wydmuszka. A utwory takiej Doroty Masłowskiej odkłada się po przeczytaniu kilku stron, chyba że ktoś jest masochistą i uwielbia zadręczać się łamaniem składni i wulgarnością języka. Pomijając kwestie warsztatu jej „Wojna polsko-ruska” jest próbą zdyskredytowania naszej wojny wyzwoleńczej, zachodzi więc podejrzenie, że była pisana pod dyktando michnikoidów. Środowisko „Gazety Wyborczej” wraz z Salonem ochoczo popiera te literackie miernoty fundując hojnie nagrody Nike, a nawet lansując przekłady, co nie przynosi reputacji naszej literaturze współczesnej. Nie lepiej prezentują się książki Sylwii Chutnik ( „Dzidzia”), Pawła Huelle,  Tomasza Tryzny („Panna Nikt” z nieudaną adaptacją Wajdy) czy Jerzego Pilcha z równie kiepską ekranizacją Stuhra jego „Spisu cudzołożnic”. I tu znowu Łysiak cytuje sądy krytyków salonowego „Newsweeka” o wzajemnych relacjach naszej literatury i filmu, który „… nie będzie miał pożytku z polskiej prozy współczesnej, bo nie ma w niej dialogów, ani atrakcyjnych historii, które dałyby się przełożyć na filmową akcję.” (str.233). Autor konkluduje: „ z plew nie da się zrobić smacznego chleba”, cytując również werdykt Rafała Ziemkiewicza” „Łatwo zauważyć, że im gorzej pisarz bełkocze, im bardziej lejący się z niego słowotok przypomina biegunkę, tym więcej zbiera recenzenckich pochwał” („Rzeczpospolita”, 2008). 

     W kreowaniu tego literackiego światka mają zatem decydujący udział głosy krytyków, lecz nieraz i salonowi recenzenci nie mogą ukryć defektów publikowanych, a nawet nagradzanych (!) dzieł.  Zdaniem Ziemkiewicza praojcem pseudoawangardowych tortur dla języka Lechitów jest Gombrowicz, do którego rozmodleni są wszyscy „nowocześni” literaci, co posługują się pokręconą w strukturach narracją, wygibasami języka pełnego nowotworowych wtrąceń i złożeń, szyków przestawnych i spadających kaskadami przymiotników, uwolnionych z rygorów logicznych zdania, spiętrzanych jedynie przecinkami (…). Ten wzorzec narzucany jest krytykom, do niego przymierzane są dzieła, podług zgodności z nim rozdawane są punkty i laurki” ( „Rzeczpospolita”,2008).

    Ziemkiewicz swoją diagnozę paragombrowiczowskiego modernizmu powtórzył też w r. 2011 na łamach „Rzeczpospolitej”  w radykalnych określeniach, widząc w nim „małpowanie szyków przestawnych Gombrowicza, rozcieńczanie Gombrowicza, a nawet zwulgaryzowaną palikotyzację Gombrowicza”. (str.219). Nie podważając tej diagnozy musimy jednak pamiętać o przepaści dzielącej owe współczesne płody od dzieł Gombrowicza, które były literaturą niepospolitego stopu, wyrastającą z pnia szlacheckiej gawędy, podrasowanej ironiczno-błazeńskim stylem i osobistą grą z językiem. Niestety, wiele nowoczesnych debiutów – przekraczając granice tej gry – nosi znamiona antyliteratury. Nie doczekają się tej renomy co autor „Ferdydurke”, cytowany przez Cortazara w „Grze w klasy”, który uzasadnia strukturę swej powieści w oparciu o koncepty Gombrowicza.

    Podobnie sądzi wybitny pisarz Marek Nowakowski, który w eksperymentach językowych dostrzega chorobę: „Rodzą się surogaty literatury. Płaskie, tendencyjne, wypreparowane (…) i przetwarzanie nowinek intelektualno-artystycznych z Zachodu ( dodajmy tu: często wypalonych już z ćwierć wieku temu!), wyśmiewanie się z tradycji, burzenie wielu tabu rzekomo hamujących rozwój nowoczesnego człowieka, apoteoza laicyzacji, penetracje rozmaitych dewiacji, pogoń za efektowną i bulwersującą formą, skrywającą absolutną pustkę. Modne stały się eksperymenty językowe (dodajmy: na Zachodzie są już przeżytkiem), budowanie utworu literackiego z rozmaitych zbitek współczesnej nowomowy, slangów ulicy, narzecza stosowanego w korporacjach, żargon polityków, w którym znajduje odbicie chaos pojęciowy, etyczny, zatrata wartości, trywializacja i materializacja życia. Badacze języka nazywają ten nurt nihilizmem epistemologicznym (…) W takim stanie rzeczy o randze osiągnięć artystycznych decyduje medialna reklama i siła kręgów opiniotwórczych, która z niczego potrafi wykrzesać sukces, triumf (…) Twórczość staje się wypadkową pozorów… to literatura na niby. „Rzeczpospolita”, 2010 ( str.219/220).

    Tą kompetentną wypowiedzią Nowakowskiego (to zarazem wyczerpujący komentarz symptomów choroby) wypada zakończyć relację o kryzysie polskiej literatury, zawartą w książce Łysiaka. Trzeba tylko postawić pytanie : czy mamy tu do czynienia z naturalnym procesem „ewolucji” literackiej , czy może z negatywną dywersją na polu naszej kultury, której bodźcami są  kontrowersyjne nagrody Nike ?

                                                                                    Marek Baterowicz

cze
14

Do napisania tego krótkiego artykułu skłoniła mnie niedawna wypowiedź Grzegorza Mazura: Link. której treść zacytuję w całości: „Krzysztof Pytel: „Akiba Rubinstein czyli o sztuce rozgrywania końcówek” – darzę największym sentymentem raz, że to moja pierwsza szachowa książka, po wtóre, że pomogła mi zrozumieć szachy. Zrozumiałem, że szachy to nie warcaby i grając na bezmyślne „zbijanki” wcale nie kończę gry pewnym remisem. Przeciwnie: w końcówkach gra się tak naprawdę zaczyna. Tego mnie nauczyła ta książka i tak mi już zostało do dziś”. Nie chciałbym aby mój poniższy tekst został odebrany przez Pana Grzegorza jako atak na jego osobę, jednak pozwolę sobie na pewną polemikę z jego poglądami.

Szachy są syntezą trzech faz gry, wzajemnie przenikających się i uzupełniających. Końcówki są jedną z nich, ale rządzącą się specyficznymi prawami. Dlatego wydaje mi się, że ich zrozumienie nie gwarantuje zrozumienia całości szachów, lecz jedynie pewnego fragmentu. Oczywiście słuszne jest stwierdzenie pana Grzegorza, iż końcówek (bądź przejścia do nich) nie należy traktować jako prostych „zbijanek”, czyli mechanicznego upraszczania materiału systemem „jeden za jednego”, bez względu na wartość bierek. Wręcz przeciwnie, w tej fazie gry należy być bardzo rozważnym, gdyż często uwidacznia się tu, skrywana poprzednio, wartość poszczególnych bierek. Wtedy odkrywamy siłę wież działających na otwartych kolumnach i rzędach oraz siłę gońców na otwartych przekątnych. Zauważamy różnicę w wartości bojowej pionów odstałych i dochodzących.

Pomimo niewątpliwej wagi gry końcowej nie mogę zgodzić się z panem Grzegorzem i jego stwierdzeniem, iż w końcówce gra dopiero zaczyna się. Kończy się!, a nie zaczyna! Końcówka jest finalizowaniem gry, w której realizujemy przewagę pozycyjną lub materialną, wypracowaną w debiucie i fazie środkowej. Partii szachowej nie rozpoczynany przecież od końcówki. Wydaje mi się, że postawa reprezentowana między innymi przez pana Grzegorza jest wynikiem nauczania szachów według zasad starej (żeby nie powiedzieć, przestarzałej) szkoły szachowej. Powszechnie znany jest fakt, iż dawni wielcy mistrzowie naszej gry, zalecali jej naukę właśnie od przyswojenia sobie końcówek. Ale dlaczego zaczynać naukę gry od jej końca? Przecież naturalną rzeczą jest porządek: początek (debiut) – środek (gra środkowa) – koniec (gra końcowa). Aby nauczyć się szachów i całościowo pojąć tą grę, należałoby położyć nacisk na równomierne poznawanie wszystkich wymienionych etapów. Oczywiście mam na myśli naukę szachów i doskonalenie się w tej grze.

Oddzielnym zagadnieniem jest przygotowanie szachowe osób bardzo zaawansowanych w tej grze. Od wielu lat obserwujemy sytuacje, gdy arcymistrzowie którzy zaniedbują pracę nad fazą początkową gry (debiutami), przegrywają już na starcie. Bez wypracowania sobie dobrego początku partii (dominacja pozycyjna, materialna, itp.), dalsza jej część często ma charakter agonii. Wtedy do końcówki może po prostu w ogóle nie dojść. Bez względu na to jak dobrze zawodnik opanował technikę gry końcowej, nie wykorzysta tu swojej wiedzy ani techniki, bo przeciwnik zdusił go już dawno, albo w debiucie, albo w grze środkowej.

Jako ilustrację tego problemu można podać przykład ze sportów motorowych, np. wyścigów Formuły 1. Ten z zawodników który zajmie wiodące miejsce (wyłaniane w odpowiednich eliminacjach), tzw. „pole position”, otrzymuje znaczną przewagę już na starcie. Zresztą często słyszymy jak komentator sportowy tuż po wystartowaniu zawodników informuje nas, że zaczęła się walka o zajęcie przez nich jak najlepszego miejsca w grupie rozpędzających się maszyn. Rajdowcy wiedzą, że dobry start to połowa sukcesu. Jeżeli już na początku wyścigu kierowca przegra swój „debiut”, wtedy trudno mu będzie nadrobić straty w wyścigu, o „końcówce ” na mecie w ogóle nie wspominając.

Krzysztof Kledzik

cze
13

Akiba Rubinstein

Polskie ławeczki – pomniki (także z motywami szachowymi) ze zbiorów Pani Gizeli Kubalewskiej

Fotografie można oglądać w formacie prezentacji Power Pointa – po ściągnięciu otwiera się na komputerach z zainstalowanym Power Pointem.

Link do najnowszej wersji bezpłatnej przeglądarki firmy Microsoft umożliwiającej otwieranie i drukowanie dokumentów stworzonych w programie do tworzenia prezentacji PowerPoint.

 

 

cze
11

Kto mógłby się spodziewać, że szachy znajdą swoje miejsce w tak popularnej w niektórych krajach rozrywce sportowej, jaką jest wrestling? Wrestling http://pl.wikipedia.org/wiki/Wrestling (zwany też pro wrestling-iem) to symulowane, a właściwie wyreżyserowane widowiskowe „walki”, toczone pomiędzy zawodnikami ku uciesze publiczności. Nie są to prawdziwe pojedynki jak boks, walki wschodnie czy MMA, lecz ustawione przedstawienia (ich wynik jest z góry zaplanowany przez booker-ów) oparte na elementach walki. Zadaniem wrestlerów jest dostarczanie widowni barwnej i widowiskowej rozrywki, niestety często okupionej bólem oraz licznymi i ciężkimi kontuzjami.

Poniżej przedstawiam „migawki” szachowe z gal wrestling-owych:

  1. Teddy Long, czyli były menedżer rosteru SmackDown w rozmowie z „Celtyckim wojownikiem” – Sheamus’em http://pl.wwe.com/videos/2013/06/11/sheamus-and-teddy-long-play-chess-wwe-app-exclusive-june-10-2013
  2. Konfrontacja Sheamus’a (wykonuje tzw. „Brogue Kick” na monitor z wyświetloną szachownicą) z „Intelektualnym zbawcą mas” – Damienem Sandow’em, na gali SmackDown http://www.wwe.com/shows/smackdown/2013-06-07/sheamus-looks-to-beat-damien-sandows-chess-challenge-in-a-single-move-photos
  3. Partia szachowa pomiędzy byłymi gwiazdami federacji WWE, Montel’em Vontavious’em Porter’em (znanym jako MVP), a Matt’em Hardy’m http://www.dailymotion.com/video/x31xib_mvp-and-matt-hardy-playing-chess_sport#.UbdM2-f8WfM

Krzysztof Kledzik

cze
10

Szybkie

W dniach 6-10 czerwca odbyły się w Chanty-Mansijsku mistrzostwa świata w szachach szybkich i błyskawicznych.

Terminarz

5 czerwca – otwarcie turnieju

6 czerwca – Rapid (1-5 rundy)
7 czerwca – Rapid (6-10 rundy)
8 czerwca – Rapid (11-15 rundy)

9 czerwca – Blitz (1-16 rundy)
10 czerwca – Blitz (17-30 rundy)

10 czerwca – zakończenie turnieju

Nagrody: 200.000 USD za rapid i ta sama kwota za blitz, czyli 400.000 – ale te fundusze zostały rozdzielone tylko na 16 nagród w każdym – nagroda 16 to 2.000 USD.

W imprezie nie startowali polscy zawodnicy. Jedynym naszym przedstawicielem był Andrzej Filipowicz, który pełnił funkcję sędziego gównego.

Strona turnieju

Końcowe wyniki na ChessBase News:

Rapid
Blitz

 

 

cze
10

Burza

Nasz mistrz fotografii Marek Skrzypczak nadesłał uzupełnienie do Piknika Olimpijskiego:

Podczas symultany oberwała się chmura i ‚rozgoniła’ świetnie zapowiadający się piknik. Szkoda ale i tak stoisko szachowe dało się zauważyć. Największą frajdę mieli przyszli adepci królewskiej gry, którzy rozłożoną szachownicę do szachów plenerowych zamienili na świetny plac zabaw.

Załączam fotografię, jaką wykonałem na jednej z ulic dojazdowych do parku, gdzie odbywał się wczoraj Piknik Olimpijski. Zdjęcie zostało wykonane ok. godz 15-tej czyli w godzinach ‚szczytowych’ pikniku. Nie tylko ciężko było grać w szachy, ale również wydostać się samochodem z terenu parku.

 

cze
10

Piknik

9 czerwca odbył się w Warszawie na Kępie Potockiej (blisko Centrum Olimpijskiego) 14. Piknik Olimpijski. Na tym wielkim wydarzeniu nie zabrakło oczywiście stoiska szachowego, przygotowanego przez Polski Związek Szachowy.

W ramach tej imprezy rozegrano symultanę z arcymistrzem, odbył się pokaz gry na ślepo z komentarzem, turniej szachów błyskawicznych, pokaz gry ultraszybkiej tzw. bulletów itd.

Źródło

Pikinik

Fotografia została wykonana przez Marka Skrzypczaka. Więcej na mojej stronie: Link

  • Szukaj:
  • Zwiastun

  • Odnośniki

  • Skąd przychodzą

    Flag Counter
  • Ranking FIDE na żywo

  • Codzienne zadania

    Play Computer