Jerzy Konikowski - wpisy autora

cze
04

Chyba każdy szachista ma swoją ulubioną książkę, która zafascynowała go królewską grą. Moja przygoda z szachami na dobre zaczęła się po przestudiowaniu podręcznika dla początkujących Tadeusza Czarneckiego (1905-1973). Autor nie był silnym graczem, tylko problemistą, ale to nie było żadną przeszkodą w napisaniu przez niego wielu świetnych książek, np. „Szach i mat”, „Pułapki szachowe”, „Tajemnice Caissy”, „Klejnoty szachowe” itd.

W 1980 roku grałem w festiwalu szachowym w Dortmundzie. Pewnego dnia zostałem zaproszony przez dyrektora turnieju Klausa Neumanna do jego mieszkania. Pokazał mi swoją wielką bibliotekę szachową, w tym jego ulubioną książkę „Mein erstes Schachbuch” (moja pierwsza książka szachowa). Wtedy nie przypuszczałem, że za kilka lat będę miał z nią „bliższy kontakt”. Opisałem to tutaj.

Kilka dni temu ukazała się nowa wersja tej książki, która – w porówaniu z moją przeróbką z 1998 roku – zawiera wiele nowych materiałów.

Er1Er2

Mein erstes Schachbuch
13 wydanie
Kurt Richter i Jerzy Konikowski
Joachim Beyer Verlag 2014
Format 237×188
294 strony
ISBN 978-3-940417-52-7

 

 

 

cze
03

Top12-logo

W dniach 24 maja – 3 czerwca odbyły się rozgrywki ligi francuskiej z udziałem zawodników z Polski.

Mistrzostwa zakończyły się zwycięstwem faworytów z Clichy, którzy zdobyli 29 pkt. Drugie miejsce zajął zespół z Bischwiller zdobywając 27 pkt, a trzecie Mulhouse Phillidor z 23 pkt.

Wyniki indywidualne Polaków:

1. Radosław Wojtaszek – 8,5  z 10

2. Grzegorz Gajewski –  7 z 10

3. Dariusz Świercz – 4 z 10

4. Michał Krasenkow – 4,5 z 10

5. Aleksander Miśta – 4,5 z 5.

Strona

cze
03

Dyskusja w odcinku 59 „Paradoksów szachowych“  pokazała niedostateczną znajomość powojennej historii polskich szachów. Są bowiem osoby znające wyniki naszych zawodniczek i zawodników sprzed 30-lat, a nie mających pojęcia o wcześniejszych indywidualnych zwycięstwach naszych mistrzów nad czołowymi zawodnikami świata. W celu przypomnienia tych faktów wprowadzam na blogu nowy temat.

Przedstawiona partia została rozegrana w pierwszym w Polsce po II wojnie światowej międzynarodowym turnieju, w którym Kazimierz Plater pokonał radzieckiego arcymistrza Izaaka Bolesławskiego należącego wówczas do ekstraklasy światowej.

Więcej o Kazimierzu Platerze

 

 

cze
01

W ostatnich dniach otrzymałem sporo emaili dotyczących dyskusji na blogu. Szczególnie chodzi o odcinek 59.

Wobec kilku uwag jeszcze raz podkreślam, że tutaj dopuszczalne są wszelkie polemiki, które w sposób kulturalny i rzeczowy odnoszą się do problemów polskich szachów. Każdy ma prawo zabierać głos w różnych kwestiach, ale nie będę dopuszczać napastliwych komentarzy i nieprawdziwych przekazów, których celem jest tylko wprowadzanie zamętu. Także będą usuwane wpisy w celu ośmieszania dyskutantów i wywołanie kłótni.

Wszyscy zdajemy sobie sprawę o aktualnym stanie polskich szachów wyczynowych: jeden zawodnik w pierwszej setce na liście rankingowej FIDE, kobiety nie liczą się w świecie w indywidualnej konkurencji oraz mamy tylko jednego obiecującego juniora.

Wszelkie hasła w stylu: Polskie szachy to ścisła czołówka światowa nie mają nic wspólnego z prawdą i nie będą tutaj propagowane. Nie dyskutują tutaj malkontenci i nie uprawiamy propagandy porażki. Jesteśmy realistami i na trzeźwo oceniamy sytuację. Na blogu nie ma też miejsca na oceny w stylu reklamy sukcesu z czasów PRL!

Zamieszczam kilka wycinków z prywatnej korespondencji do mnie za zgodą ich autorów:

Głos 1: Poczynając od 2009 roku działacze PZSzach rozwalali polskie szachy. Zniszczyli jakąkolwiek rywalizację, ustalili wątpliwe kryteria awansu do reprezentacji kraju – rankingowe, zapewniające liderom rankingu stałe miejsca, nawet jak nie grają. Zlikwidowano turnieje międzynarodowe z jakimkolwiek poziomem. Nikt liczący się nie przyjeżdża do Polski.

Z kobiet została Monika Soćko, ale gra już wiele lat – może przypadkiem nie wytrzymać pierwszej deski, a dla pozostałych Pań ranking około 2400 to szczyt marzeń.

U najlepszych juniorów też nie liczyły się miejsca w mistrzostwach Polski, tylko dodatkowe kryterium rankingowe. Międzynarodowy poziom juniorów ilustruje Mitropa Cup.

Został nam jeden junior Jan Krzysztof Duda, nie ma żadnej juniorki. Jest aktualne pytanie – czy  w ME i MŚ 8-18 lat  ktokolwiek wejdzie do pierwszej dziesiątki?

Głos 2: Dlaczego nie ma w Polsce systematycznych centralnych szkoleń dla utalentowanych juniorek i juniorów w wieku 10-14 lat? W małych miejscowościach nie ma szans na treningi z dobrym trenerem. PZSzach chce zatrudnić specjalistę ds projektów strategicznych, a nie ma trenera kadry na stałym etacie. To jak ma się rozwijać sport wyczynowy? Czy działaczom PZSzach na tym faktycznie zależy?

Głos 3: Mało jest książek o debiutach po polsku. Dlaczego Polski Związek Szachowy nic nie robi w tym kierunku? Książki angielskie są bardzo drogie i nie każdy zna ten język w sposób wystarczający, podobnie jest z rosyjskimi. Penelopa rzadko coś wydaje. Jak nasze dzieci mają się uczyć teorii debiutów, o której na blogu się często dyskutuje. Potrzebne są książki po polsku. Także z gry środkowej.

 

maj
31

Mistrz świata Magnus Carlsen dalej prowadzi na nowej liście rankingowej z 2881 pkt. Na drugim miejsu jest Levon Aronjan z 2815 pkt.

Najlepszy Polak Radosław Wojtaszek zajmuje 33 miejsce z 2715 pkt. Dariusz Świercz jest 13-ty na liście juniorów z 2613 pkt. Na liście juniorek najlepsza jest Anna Iwanow (42 miejsce) z 2210 pkt.

Wśród kobiet prowadzi nadal Judit Polgar z 2685 pkt. Monika Soćko z 2463  jest na 31 pozycji.

Dokładne informacje

Czołówka mężczyzn
Czołówka kobiet
Czołówka juniorów
Czołówka juniorek

Lista polskich zawodników
Lista polskich zawodniczek

maj
31

banner

W dniach 22-31.05 w Rużomeberoku na Słowacji odbyła się tradycyjna impreza Mitropa Cup z udziałem polskich drużyn.

Składy polskich ekip:

Kobiety: Mariola Woźniak, Oliwia Kiołbasa – wyniki
Mężczyźni: Jan-Krzysztof Duda, Grzegorz Nasuta, Radosław Gajek, Łukasz Jarmuła – wyniki

Ostatecznie Polki zajęły 5 miejsce, natomiast Polacy 7 lokatę.

Strona turnieju

 

maj
31

         Nowy film Anity Gargas ( scenariusz i reżyseria) jest kontynuacją analiz rozpoczętych w „Anatomii upadku” z 2012 r., a także w filmie „10.04.2010” , nakręconym niedługo po katastrofie, która niewątpliwie była efektem zamachu. Druga część „Anatomii upadku” (gotowa w lutym br.) dotarła na antypody niedawno, a 11 maja oglądaliśmy ją w Klubie Polskim w Ashfield (Sydney) z inicjatywy Związku Więźniów Politycznych Stanu Wojennego. Film rozpoczyna relacja Artura Wosztyla, dowódcy Jaka lądującego przed katastrofą, a następnie przypomnienie, że już na początku śledztwo zostało zmanipulowane stronniczą decyzją prokuratury, która z góry wykluczała hipotezę o udziale osób trzecich! Tym samym – po tak arbitralnym wykluczeniu zamachu – śledztwo nie było prowadzone w szerokim zakresie, było od razu sterowane przez organy zależne od służb mających oczywisty interes (motyw) w ewentualnym zorganizowaniu zamachu. I to jest sprawa wręcz niewyobrażalna w obiektywnym, rzetelnym podejściu do śledztwa. Zostało ono na samym wstępie sfabrykowane, bo przecież amputacja czynności śledztwa, mających badać okoliczności, które mogą wskazywać na zamach, jest oczywistym …zamachem na śledztwo! A zostało ono zawężone do szukania winy tylko po polskiej stronie, podług rosyjskiej instrukcji o …”winie pilota”, który właśnie nie zamierzał w końcu lądować, lecz jego komendę – „Odchodzimy!” – komisja Anodiny usunęła. Wszystko wskazuje na fałszowanie śledztwa, jest drwiną z jego podstawowych zasad i funkcji. A jeden z komentarzy na filmie określa to tak :”może ktoś ma szerszą wiedzę o tym, co się naprawdę wydarzyło i boi się jej ujawnienia!” I stąd nieustanne mataczenie śledztwa, a także demolowanie rozbitego na tysiące kawałków samolotu. Wbrew międzynarodowym metodom śledztwa, które od samego początku zabezpieczają teren katastrofy i najmniejsze szczątki, Rosjanie niszczyli resztki wraku, a cockpit został natychmiast uprowadzony, bo w nim są najczulsze instrumenty mogące rejestrować przebieg ostatnich minut. Oddanie śledztwa Rosjanom można uznać jako oznakę niesuwerenności IIIRP i jako haniebne zaniechanie rządu premiera Tuska. Film ukazuje też inny znak naszej niesuwerenności: samolot prezydencki remontowano w Rosji! W hangarze oligarchy Derapaski, zależnego od Putina. Jak można było zbagatelizować te okoliczności ? Skandalem jest i to, że w IIIRP polski Prezydent musiał latać nadal na rosyjskich Tupolewach! Nie jest to szczegół bez znaczenia, a także obniża w jakiś sposób stopień proklamowanej szumnie „niepodległości”.

   Sprawy związane z przygotowaniem wizyty Lecha Kaczyńskiego również prowadzono w sposób zupełnie niewłaściwy. Czy nie dziwi fakt, że załatwiał to nie urzędnik biura Prezydenta, ale Tomasz Arabski z kancelarii premiera Tuska(!), który w dodatku spotkał się w Moskwie z Sieczinem, współpracującym z Putinem ( dziś już ponoć jest to rywal Putina!), w jakiejś restauracji. Jest to jedna z najważnieszych scen filmu. Podczas ich rozmowy parokrotnie wypraszano tłumaczkę! I dlaczego oficer Krasnokucki omawiał fazę podejścia Tupolewa do lądowania z Siergiejem Antufjewem, ex-gubernatorem obwodu smoleńskiego? Winą strony rosyjskiej jest to, że nie zamknięto lotniska, a wprost przeciwnie wieża kontrolna chętnie naprowadzała samolot do lądowania. Nawet minister Sikorski sugerował, że skoro maszyna zahaczyła o drzewo, to ktoś sprowadzał Tupolewa zbyt nisko!

   Lekki „opór” brzozy nie mógł jednak być powodem katastrofy. Nawet świadkowie rosyjscy stwierdzają, że po tym „zderzeniu” nie odpadła żadna część samolotu, co podważa stronniczą tezę Anodiny o oderwaniu skrzydła. Kawałki maszyny spadały już przed kontaktem z brzozą. Z kolei rozbieżności pomiarów wysokości, na której Tupolew ściął brzozę, wskazują raczej na celowe odwracanie uwagi od rzeczy faktycznie istotnych dla przyczyn tragedii. Rzekome ustalenia komisji Anodiny i raportu Millera nie mają ani promila wiarygodności, oparte są zresztą na zmanipulowanych zapisach z czarnych skrzynek, a z pominięciem wielu istotnych analiz jak np. na obecność substancji sugerujących eksplozję czy zainstalowania w samolocie urządzeń blokujących system elektroniczny. Badanie próbek zrobiono w Polsce dopiero w dwa lata po upadku, a po wykryciu śladów trotylu powstała medialna nagonka na ludzi ujawniających ten stan rzeczy. Prokuratura, współpracująca ścisle z Rosjanami, nie mogła przecież pozwolić, aby cokolwiek podważyło wnioski „św.Anodiny”, która dla panującego układu stała się wyrocznią. Tymczasem nie potrafiła ona ( lub nie chciała ) nawet jednoznacznie ustalić czasu upadku samolotu. Wbrew ustaleniom Anodiny rozpad Tupolewa zaczął się już w powietrzu, co narzuca wniosek o wybuchu na pokładzie, eksperci od awiacji z komisji Macierewicza ustalili, że były dwa wybuchy, nie wyklucza się też eksplozji w salonce Prezydenta. Szczątki maszyny rozrzucone były na przestrzeni do jednego kilometra. Wszystkie okoliczności katastrofy, ale również sposób prowadzenia śledztwa sugerują zamach. A ile badań zaniechano: polscy biegli nie analizowali w ogóle miejsca upadku czy położenia szczątków, dopiero jesienią 2010 roku dopuszczono grupę archeologów, a uprzednio ich przełożony prof. Marek Dulinicz zginął w tajemniczym wypadku samochodowym (6 czerwca 2010 r.). Tajemniczych śmierci w kręgu smoleńskim było zresztą więcej, a szczególnie okrutnie zamordowano dr. E.Wróbla, eksperta lotnictwa.

   Służby specjalne nie były w stanie jednak zlikwidować ekspertów żyjących na Zachodzie. Ich wypowiedzi słyszymy więc w tym filmie. Wystarczy przytoczyć opinię dr.inż W.Berczyńskiego, który słusznie twierdzi, iż samolot uderzając o ziemię z tak niskiej wysokości nie mógł spowodować śmierci wszystkich pasażerów, a rozległe rozrzucenie szczątków świadczy o wybuchu. Takie skutki są wynikiem wybuchu jak mówią inni fachowcy ( np.dr G.Szuladziński w Sydney). Nawet Antufjew przyznał, że ofiary były bez ubrań, niewątpliwie zdartych gwałtownym, wzrostem ciśnienia, a ten towarzyszy właśnie eksplozji. O jej sile świadczy to porównanie: po samolocie strąconym nad Lockerby znaleziono około 10 tysięcy odłamków, natomiast polscy archeolodzy znaleźli aż 30 tysięcy! To eksplozja ( a nie naciski na pilotów!) była przyczyną tej rzezi. Naciskami natomiast posługuje się prokuratura – np. próbowano skłonić por.Wosztyla do zmiany zeznań, a po odmowie został usunięty z lotnictwa.

   Raport MAK-u podważył też duński ekspert G.Joergensen, podkreślając ponadto, że wiele aspektów pomija, a o innych tylko napomyka wcale ich nie wyjaśniając. O głównych „wnioskach” MAK-u nie ma nawet sensu wspominać, są tam insynuacje bez dowodów. Maniakalna teza o winie pilotów była wynikiem politycznej instrukcji, którą ukuli sprawcy tragedii, a krążyła ona w trójkącie między Tuskiem, Arabskim i Grasiem, o czym mówił potem gen.Petelicki. Czy dlatego musiał „odebrać sobie” życie ?

   Kluczową sceną filmu jest na pewno ujęcie spotkania Putina z Tuskiem po tragedii, które bez osłonek ukazuje ich wzajemną „empatię” po tej straszliwej masakrze. W tej sytuacji nie dziwi cierpki komentarz o postawie polskiego rządu, który nie kiwnął palcem w obronie pamięci ofiar Tupolewa, ale jeszcze aktywnie zacierał ślady. Film postuluje więc, by dogłębnie zająć się smoleńską katastrofą, ponieważ nie można odrzucić teorii zamachu. A zgromadzone już analizy i tak przemawiają za zamachem, film „Anatomia upadku” (2) dorzuca nowe dowody i rozwija poszlaki przedstawione w poprzednich filmach zrealizowanych przez zespół Anity Gargas z poparciem „Gazety Polskiej” i Fundacji Niezależne Media.

 Marek Baterowicz

 

maj
30

Od wielu lat moi oponenci walczą ze mną podobnymi metodami: manipulowanie faktami, w czasie merytorycznej dyskusji „odwracanie kota ogonem”, reagowanie tylko na wygodne im sprawy i przemilczanie innych znacznie ważniejszych problemów, atakowanie mnie za moje propozycje szkoleniowe oraz próba dyskredytacji mojego wkładu w działalności na rzecz polskich szachów. W końcu obrażanie mnie przy różnych okazjach!

Ostatnio aktywny jest na blogu anonim „Lukiluk”. Wprowadził swoimi komentarzami wiele zamieszania w omawianych kwestiach i próbuje kierować ciągle dyskusję na tory odbiegające od przyjętych norm na tym blogu. Jednocześnie wciągnął do pomocy kilka innych anonimów, którzy swoimi wpisami nic nie wnoszą do konstruktywnej dyskusji, lecz zamierzają wzburzyć tylko atmosferę bloga.

W związku z tym postanowiłem wykluczyć Lukiluka z dalszych dysput. Nie za poglądy, lecz za trollowanie i mącenie!

Dla przypomnienia odcinek 59.

maj
29

W 2006 roku ukazała się moja książka o obronie sycylijskiej, która otrzymała znakomite recenzje. Mimo tego dwutysięczny nakład sprzedawał się dość powolnie.

Pod koniec minionego roku szef wydawnictwa Robert Ullrich poinformował mnie, że I wydanie zostało sprzedane i warto pomyśleć o wznowieniu. Wyraziłem zgodę i właśnie ukazała się nowa edycja tej pracy, która została uzupełniona o nowe materiały oraz partie wzorcowe. Książka liczy 304 strony i została wzbogacona o nową twardą okładkę.

Jest to książka repertuarowa dla czarnych i przeznaczona dla zawodników mniej więcej średniej klasy szachowej, czyli do poziomu mistrza krajowego.

 

Sizi1Sizi2Modernes Sizilianisch – richtig gespielt
II wydanie
Jerzy Konikowski
Joachim Beyer Verlag 2014
304 strony
ISBN 978-3-940417-59-6

maj
28

jkm-248x300

Janusz Korwin-Mikke odniósł sukces w niedawno odbytych wyborach i został wybrany przez polskie społeczeństwo do Parlamentu Europejskiego.

Przypominam, że polityk kandydował w 2000 roku na prezesa Polskiego Związku Szachowego i tylko minimalnie przegrał ze Stanisławem Łobaziewiczem. W tym dniu widziałem go dwa razy w TV Polonia i raz mówił o szachach. Jego wybór na prezesa byłby na pewno wielką reklamą dla naszej dyscypliny.

Z pewnością – jako prezes PZSZach – Janusz Korwin-Mikke mógłby zrobić wiele pożytecznego dla polskich szachów. Ale, jak mi potem opowiadano, nasi działacze przestraszyli się znanego ze swoich radykalnych poglądów polityka, że zrobi gruntowny porządek i woleli – na wszelki wypadek – zachować swoje stanowiska.

Dodatkowe ciekawostki

Link 1

Link 2