Jerzy Konikowski - wpisy autora

cze
09

Piszą do mnie często Internauci w sprawie strony internetowej Polskiego Związku Szachowego, że jest nieaktualna i mało przejrzysta. Jest do dowód na to, że władze PZSzach po prostu nas szachistów lekceważą!

Gość 1: 1 sierpnia rozpoczyna się olimpiada w Norwegii i do dnia dzisiejszego nie ma na stronie Polskiego Związku Szachowego składów obu naszych drużyn. Krążą wprawdzie w sieci pewne informacje na ten temat, ale czy można traktować je poważnie? A może PZSzach szykuje nam jeszcze jakieś niespodzianki?

//////////////////////////////////

Gość 2: Kto jest właściwie prezesem Polskiego Związku Szachowego?
Firma PZSzach 2014
2014-02-27-Wypis z KRS

10 czerwca 2014 roku Gość znalazł aktualny wpis do KRS i wszystko jest w porządku: 2014-06-10-KRS_143874_15_20140610115714

//////////////////////////////////

Gość 3: Coś do Pana działu o wampirach: Maly poradnik krwiopijcy

//////////////////////////////////

Gość 4: Które miejsce zajął właściwie Bartłomiej Macieja na turnieju w Chicago, 3 czy 4? Link.

cze
08

W 1950 roku odbył się w Szczawno Zdroju niezwykle silnie obsadzony I Memoriał im. Dawida Przepiórki.

Sensacją była wygrana mistrza Andrzeja Pytlakowskiego nad znakomitym arcymistrzem Paulem Keresem, który został zresztą zwycięzcą turnieju.

 

 

cze
07

Autor: Andrzej Babiarz – 2014

bview.phpMat czarnymi w 2 posunięciach i mat pomocniczy w 2 posunięciach

Rozwiązaniem obydwu zadań jest ten sam ruch:
2X    1. Sb3++, Ka2 2. Wa1X oraz H2X  1. Sb3++, Ka2 2. Sd2, Sd3X
Jest to więc najlepszy ruch czarnych i równocześnie „najgorszy”, bo jedyny stwarzający możliwość zamatowania ich króla w drugim posunięciu! Po tym samym wstępie 1. Sb3!! (??) czarne mogą najszybciej wygrać i najszybciej przegrać!

Swoiste ostrzeżenie dla praktyków.

cze
07

Ponurym paradoksem jest to, że w kilka dni po sfałszowaniu wyborów do parlamentu EU mają się odbyć obchody 25-tej rocznicy innych niesławnych wyborów, tych z 4 czerwca 1989 r. Były one wtedy reklamowane jako wyraz demokracji, co jest wierutną bajką, albowiem były to wybory tylko częściowo wolne z góry stalonymi limitami miejsc poselskich: aż 65% dla PZPR, ZSL i SLD, a dla opozycji tylko 35%. Każdy przyzna, że była to kpina z demokracji, choć w mediach określa się je jako wolne. Mimo że w wyborach wzięło udział tylko 62% uprawnionych (a należało je zbojkotować i domagać się jednak wolnych wyborów) opozycja odniosła ogromny sukces: do Sejmu wprowadziła 160 przedstawicieli, a do Senatu 92. Wybory „częściowo wolne” były konceptem godnym ustaleń Magdalenki i” republiki okrągłego stołu”, która miała tupet ogłosić się…IIIRP, choć jest prolongatą PRL-u jako PRL-bis.

Ten stan rzeczy trwa do dzisiaj, a ustalenia z Magdalenki paraliżują reformę państwa. Żyjemy więc w tej „republice okrągłego stołu”, po 10 kwietnia 2010 r. zdegradowanej jeszcze do rangi „republiczki smoleńskiej”. Nie naród jest suwerenem, ale układ post-komunistyczny. Wbrew słowom pewnej aktorki wybory 4 czerwca 1989 r. nie oznaczały końca komunizmu w Polsce. Były zaledwie jednym z elementów przegrupowań sił reżimu, PZPR i jej przybudówek. Nastąpiło także przetasowanie nomenklatury i przejściowe „uśpienie” jej działań oficjalnych na rzecz manewrów ukrytych. Jednocześnie komuniści – w ciągu jednej nocy – stali się właścicielami spółek. Cudowne to uwłaszczenie im nie wystarczyło: ruszyła niekontrolowana grabież majątku państwa, poczynając od głośnej afery FOZZ, matki wszystkich afer. Ba, znamy to prawie na pamięć, ale właśnie tę prawdę oficjalne media tuszują jak mogą, szczególnie z okazji rocznic. Farsa wyborcza 4 czerwca 1989 r. Była wstępem do kolejnych niedemokratycznych elekcji jak „wybór” Jaruzelskiego na prezydenta IIIRP, który właściwie był nominacją w Zgromadzeniu Narodowym ( ta nazwa też jest farsą), a mimo głosowania (generał uzyskał prezydenturę stosunkiem głosów 270:233 przy 34 wstrzymujących się od!) parodię tej elekcji pogłębiał brak kontrkandydata. Towarzysz generał – rozzuchwalony sukcesem – w dwa tygodnie potem proponował w Sejmie kandydaturę gen.Kiszczaka na…premiera! Byłby to sprawdzony tandem czyli agent Wolski ze swoim specem od brudnej roboty, tandem holowany przez władców Kremla. Jaruzelski nie zostałby prezydentem, gdyby nie natrętna i energiczna kampania Adama Michnika, który  artykułem „Wasz prezydent – nasz premier” przemycał dubeltowe kłamstwo, bo i premier Mazowiecki był „wasz”: zaczynał karierę w r.1952 jako stalinowski agitator i współautor książki „Wróg pozostał ten sam”, a również redagował „Wrocławski Tygodnik Katolików”, gadzinówkę inspirowaną przez sowiecki wywiad… A w r.1953 oczerniał w tym piśmie biskupa Kaczmarka!

Pozorna metamorfoza Mazowieckiego w latach 70-80 była teatrzykiem dla naiwnych, podobnie jak dysydenckie wyczyny Michnika zakończone powrotem do pełnego poparcia „ojców chrzestnych” IIIRP, którzy nagle stali się ludźmi honoru! A „Gazeta Wyborcza” stała się bastionem „resortowych dzieci” – inaczej mówiąc czerwonych dynastii, te zaś stanowią rdzeń IIIRP, państwa dla elit, a nie dla obywateli. A wszystko zaczęło się tak niewinnie – okrągły stół i wybory „kontraktowe”…Dzisiaj jest to nawet państwo protegujące morderców żołnierzy wyklętych, a skazujące studentów za protesty przeciw wykładom „profesora-majora KBW”! Niewątpliwie jest to PRL-bis ze stalinowską skazą, a także „kraj absurdów” jak to celnie opisał ekonomista Janusz Szewczak oraz „gnojówka” (afery i korupcja) jak o IIIRP mówił Marek Nowakowski. Nie warto było głosować 4 czerwca 1989 r., dopiero teraz wybory mają sens, tylko trzeba patrzeć na ręce panom od serwerów. Działa też „sekta dwukrzyżykowców” –  opisana na portalu naszeblogi.pl, jej adepci fałszują wynik wyborów stawiając drugi krzyżyk na kartach oddanych na PiS, co automatycznie unieważnia poprawnie wrzucony do urny głos. Proste? Sfilmowano też panów z komisji wynoszących worki z głosami, bez protokołu. A z czasem odkryjemy więcej takich manipulacji. Tymczasem jednak Platforma O(ligarchów) płynie do przodu, wygrywając rzekomo o włos. O włos Michnika? Bo to on przecież jest medialnym patronem układu. W wieku XIX-tym John Stuart Mill pisał o „ true and false democracy”, gdyby zmartwychwstał (pochowany w Avignon), byłby bardzo zaskoczony nowoczesną praktyką wyborów.

Wykładnikiem demokracji są też suwerenne sądy, natomiast w IIIRP działają one „na telefon” układu rządzącego, co sygnalizowano wielokrotnie, nie tylko w sprawie Wyszkowskiego. Ostatnim przypadkiem jest właśnie skandaliczny wyrok skazujący studentów na areszt do 30 dni i grzywny w wysokości do 5 tysięcy złotych za buczenie, gwizdanie i wykrzykiwanie haseł przed wykładem profesora-majora KBW Baumana. Apel o represje wobec studentów padł z ust prezydenta Wrocławia Rafała Dutkiewicza, który nazwał studentów…”hołotą, której nie będzie tolerował”. Słowa to haniebne, bo jeśli protest studencki jest dziełem „hołoty”, to jak nazwać zbrodniczą przeszłość majora KBW? Nadal promowanego przez środowisko „Gazety Wyborczej”. A warto też przypomnieć wykład prof.Bortkiewicza w Poznaniu, zakłócony przez nieustalonych dobrze sprawców, którzy demolowali salę. Tu nie wyciągnięto żadnych konsekwencji, bo prof. Bortkiewicz jest wrogiem dla układu i GW! Akcja tych łobuzów (nikt ich nie nazwał hołotą!) przypomina represje wobec profesorów w maoistowskich Chinach, gdzie posuwano się do aktów fizycznej przemocy. A ostatnio Michnik obraził prof.Legutko (filar opozycji jak Bortkiewicz lub Zybertowicz) w sposób tak wulgarny, że represje wobec prof. Tatarkiewicza w r.1950 wydają się szczytem elegancji, bowiem w liście otwartym ośmiu studentów filozofii (z legitymacjami PZPR i z właściwym rodowodem) oskarżało go tylko o „wystąpienia wrogie budującej socjalizm Polsce”. Po latach sygnatariusze tego haniebnego listu sami uznali swoje zarzuty wobec Tatarkiewicza za „groźne i koszmarne bzdury”. Niestety, podobnej ekspiacji nie oczekuję ze strony Michnika, jednego z ojców chrzestnych PRL-bis. Musi iść w zaparte, nie może oddać reduty GW, stojącej na straży republiki okrągłego stołu i zakalca z Magdalenki.

Marek Baterowicz

 

cze
06

6 czerwca 13:41

Witam

Lubię poczytać na Pana blogu o problemach w szkoleniu, niewłaściwym podejściu, poczynaniach tzw. działaczy szachowych i to pokazuje w jakim miejscu stoją polskie szachy, Ryba psuje się zawsze od głowy. Interesujące są również metody przyznawania kategorii szachowych. Kryteria te są stopniowo obniżane, dochodzi naprawdę do sytuacji kuriozalnych. Spotkałem się z turniejem, w którym brała udział grupa zawodników, którzy nie panowali nad samymi regułami gry (nie do końca wiedzieli jak chodzą figury) i jakimś cudem większość wyrobiła kategorie. Jak wymagać zwycięstw od juniorów, skoro przy przeciętnej grze i kiepskich miejscach wyrabiają rankingi krajowe, są stawiani za wzór i spoczywają na laurach.

Ciekawe jest również, że niektórzy prezesi i działacze mają zatwierdzone dosyć wysokie kategorie (zwykle II), choć nie potrafią grać na tym poziomie, a jak już siądą do deski to dostają łupnia od początkujących (swoją drogą to też tworzenie złudzenia, bo skoro jakiś młodzieniec ogra samego prezesa okręgowego związku, to może mu się wydawać, że gra znakomicie, co niekoniecznie musi być prawdą). Może warto zwrócić uwagę, że nie ma sensu patrzeć na rankingi PZSzachu, bo niestety cała polityka tego związku wygląda trochę jak dodrukowywanie pieniądza w kryzysie.

Wszystko leży, to po prostu naprodukujmy zawodnikom rankingi (oczywiście przy „drobnej” opłacie) i wspólnie chwalmy się potencjałem. Podobnie jest z programem „szachy w szkole”, na który już kiedyś zwróciłem uwagę: Szwankuje system szkolenia, to stworzymy „trenerów” ucząc nauczycieli szkolnych gry od podstaw, będzie się można pochwalić, że związek sprawił, że szachy stały się powszechne. O co w tym wszystkim chodzi, gdzie jest sens i czy przypadkiem w całej dyscyplinie od najniższego, amatorskiego szczebla do zawodowstwa nie doszło do chaosu, który zwykle nie zwiastuje niczego dobrego?

Z poważaniem

Konrad Szczygieł

Źródło

 

cze
05

Wracam do wywiadu Grzegorza Gajewskiego w ostatnim piśmie związkowym „MAT“. Link.

Arcymistrz m.in. powiedział: Zresztą zawodnicy czołówki są w zupełnie innej sytuacji. Pracują na nich całe sztaby ludzi. Trzymając się tego samego przykładu, na Aroniana pracuje 4-5 graczy z Armenii, którzy dostarczają mu rozmaite analizy…

/////////////////////////////////////////

To jest prawda, ale czy w Polsce nie można było już dawno stworzyć podobnego systemu szkoleniowo-analitycznego?

Przypominam, że w 1999 roku zaproponowałem – w ramach działalności Młodzieżowej Akademii Szachowej – szkolenie wirtualne dla młodzieży nie mającej na codzień możliwości stałych kontaktów z doświadczonym trenerem.

Praktycznie to miało wyglądać następująco: grupa 2-3 trenerów MASZ w ramach prac zleconych Polskiego Związku Szachowego miałaby pomagać naszej najzdolniejszej młodzieży w kwestii szkoleniowo-analitycznej.

Moja propozycja nie spotkała się z akceptacją osób odpowiedzialnych za szkolenie polskiej młodzieży. Nie zrażając się tym, rozpocząłem 4 letnią współpracę z Radosławem Wojtaszkiem. Ta działalność również została odrzucona przez tych samych szkoleniowców.

A szkoda! Można było już przeszło 10 lat temu stworzyć w Polsce zalążki tego, co w wielu krajach funkcjonuje z korzyścią od wielu lat i na co zwraca uwagę w wywiadzie Grzegorz Gajewski.

W 2003 roku na oficjalnej stronie internetowej Polskiego Związku Szachowego odbyła się „dyskusja” na temat „Akademia szachowa – unowocześniać czy nie?”. Wziął w niej udział także Grzegorz Gajewski, który przyłączył się do grupy przeciwnej wszelkim zmianom w polskich szachach młodzieżowych. Znalazł się tym samym w doborym towarzystwie.

Źródło

Niewykluczone, że gdyby wtedy wprowadzono reformy szkoleniowe, to sytuacja w naszych szachach wyglądawały inaczej. A tak w obecnej sytuacji mamy tylko jednego zawodnika w pierwszej 100-ce na liście rankingowej FIDE oraz jednego juniora z przyszłością Jana Krzysztofa Dudę !

 

cze
04

Chyba każdy szachista ma swoją ulubioną książkę, która zafascynowała go królewską grą. Moja przygoda z szachami na dobre zaczęła się po przestudiowaniu podręcznika dla początkujących Tadeusza Czarneckiego (1905-1973). Autor nie był silnym graczem, tylko problemistą, ale to nie było żadną przeszkodą w napisaniu przez niego wielu świetnych książek, np. „Szach i mat”, „Pułapki szachowe”, „Tajemnice Caissy”, „Klejnoty szachowe” itd.

W 1980 roku grałem w festiwalu szachowym w Dortmundzie. Pewnego dnia zostałem zaproszony przez dyrektora turnieju Klausa Neumanna do jego mieszkania. Pokazał mi swoją wielką bibliotekę szachową, w tym jego ulubioną książkę „Mein erstes Schachbuch” (moja pierwsza książka szachowa). Wtedy nie przypuszczałem, że za kilka lat będę miał z nią „bliższy kontakt”. Opisałem to tutaj.

Kilka dni temu ukazała się nowa wersja tej książki, która – w porówaniu z moją przeróbką z 1998 roku – zawiera wiele nowych materiałów.

Er1Er2

Mein erstes Schachbuch
13 wydanie
Kurt Richter i Jerzy Konikowski
Joachim Beyer Verlag 2014
Format 237×188
294 strony
ISBN 978-3-940417-52-7

 

 

 

cze
03

Top12-logo

W dniach 24 maja – 3 czerwca odbyły się rozgrywki ligi francuskiej z udziałem zawodników z Polski.

Mistrzostwa zakończyły się zwycięstwem faworytów z Clichy, którzy zdobyli 29 pkt. Drugie miejsce zajął zespół z Bischwiller zdobywając 27 pkt, a trzecie Mulhouse Phillidor z 23 pkt.

Wyniki indywidualne Polaków:

1. Radosław Wojtaszek – 8,5  z 10

2. Grzegorz Gajewski –  7 z 10

3. Dariusz Świercz – 4 z 10

4. Michał Krasenkow – 4,5 z 10

5. Aleksander Miśta – 4,5 z 5.

Strona

cze
03

Dyskusja w odcinku 59 „Paradoksów szachowych“  pokazała niedostateczną znajomość powojennej historii polskich szachów. Są bowiem osoby znające wyniki naszych zawodniczek i zawodników sprzed 30-lat, a nie mających pojęcia o wcześniejszych indywidualnych zwycięstwach naszych mistrzów nad czołowymi zawodnikami świata. W celu przypomnienia tych faktów wprowadzam na blogu nowy temat.

Przedstawiona partia została rozegrana w pierwszym w Polsce po II wojnie światowej międzynarodowym turnieju, w którym Kazimierz Plater pokonał radzieckiego arcymistrza Izaaka Bolesławskiego należącego wówczas do ekstraklasy światowej.

Więcej o Kazimierzu Platerze

 

 

cze
01

W ostatnich dniach otrzymałem sporo emaili dotyczących dyskusji na blogu. Szczególnie chodzi o odcinek 59.

Wobec kilku uwag jeszcze raz podkreślam, że tutaj dopuszczalne są wszelkie polemiki, które w sposób kulturalny i rzeczowy odnoszą się do problemów polskich szachów. Każdy ma prawo zabierać głos w różnych kwestiach, ale nie będę dopuszczać napastliwych komentarzy i nieprawdziwych przekazów, których celem jest tylko wprowadzanie zamętu. Także będą usuwane wpisy w celu ośmieszania dyskutantów i wywołanie kłótni.

Wszyscy zdajemy sobie sprawę o aktualnym stanie polskich szachów wyczynowych: jeden zawodnik w pierwszej setce na liście rankingowej FIDE, kobiety nie liczą się w świecie w indywidualnej konkurencji oraz mamy tylko jednego obiecującego juniora.

Wszelkie hasła w stylu: Polskie szachy to ścisła czołówka światowa nie mają nic wspólnego z prawdą i nie będą tutaj propagowane. Nie dyskutują tutaj malkontenci i nie uprawiamy propagandy porażki. Jesteśmy realistami i na trzeźwo oceniamy sytuację. Na blogu nie ma też miejsca na oceny w stylu reklamy sukcesu z czasów PRL!

Zamieszczam kilka wycinków z prywatnej korespondencji do mnie za zgodą ich autorów:

Głos 1: Poczynając od 2009 roku działacze PZSzach rozwalali polskie szachy. Zniszczyli jakąkolwiek rywalizację, ustalili wątpliwe kryteria awansu do reprezentacji kraju – rankingowe, zapewniające liderom rankingu stałe miejsca, nawet jak nie grają. Zlikwidowano turnieje międzynarodowe z jakimkolwiek poziomem. Nikt liczący się nie przyjeżdża do Polski.

Z kobiet została Monika Soćko, ale gra już wiele lat – może przypadkiem nie wytrzymać pierwszej deski, a dla pozostałych Pań ranking około 2400 to szczyt marzeń.

U najlepszych juniorów też nie liczyły się miejsca w mistrzostwach Polski, tylko dodatkowe kryterium rankingowe. Międzynarodowy poziom juniorów ilustruje Mitropa Cup.

Został nam jeden junior Jan Krzysztof Duda, nie ma żadnej juniorki. Jest aktualne pytanie – czy  w ME i MŚ 8-18 lat  ktokolwiek wejdzie do pierwszej dziesiątki?

Głos 2: Dlaczego nie ma w Polsce systematycznych centralnych szkoleń dla utalentowanych juniorek i juniorów w wieku 10-14 lat? W małych miejscowościach nie ma szans na treningi z dobrym trenerem. PZSzach chce zatrudnić specjalistę ds projektów strategicznych, a nie ma trenera kadry na stałym etacie. To jak ma się rozwijać sport wyczynowy? Czy działaczom PZSzach na tym faktycznie zależy?

Głos 3: Mało jest książek o debiutach po polsku. Dlaczego Polski Związek Szachowy nic nie robi w tym kierunku? Książki angielskie są bardzo drogie i nie każdy zna ten język w sposób wystarczający, podobnie jest z rosyjskimi. Penelopa rzadko coś wydaje. Jak nasze dzieci mają się uczyć teorii debiutów, o której na blogu się często dyskutuje. Potrzebne są książki po polsku. Także z gry środkowej.