Jerzy Konikowski - wpisy autora

kwi
10

Ukazał się nowy numer znanego czeskiego periodyku szachowego wydawanego przez Bretislava Modra z Pragi.

Zawiera – jak zwykle – wiele ciekawych materiałów z różnych turniejów. Główny nacisk położono na niedawno zakończone w Erewaniu mistrzostwa Europy. Na 25 stronie opublikowano zdjęcie Jana Krzysztofa Dudy – jako nadziei polskich szachów.

Na okładce widać nowego mistrza Europy Aleksandra Motyłewa.

Sach

kwi
08

hetmany 2 (Kopie)

Gość napisał: Na stronie Polskiego Związku Szachowego znalazłem informację z tegorocznego przyznania „Hetmanów”.

Zaciekawiła mnie grupowa fotografia. Z niej wynika, że były prezes Tomasz Sielicki za swoje zasługi dla polskich szachów otrzymał aż dwa hetmany.

Gratulacje!

Źródło

kwi
08

Książki repertuarowe od dawna cieszą się dużą popularnością wśród szachistów na całym świecie. Ich rola jest oczywista: pomóc każdemu zawodnikowi w szybkim opracowaniu własnego repertuaru debiutowego. Oczywiście nie każdemu może spodobać się w całości zaproponowana przez autora tematyka otwarć.

Jeden z moich czytelników wyjaśnił mi niedawno ten problem tak: nie ma sprawy, gdyż kupuję sobie dwie książki i za około 50 Euro mam gotowy repertuar na kilka lat. A gdy mi się znudzi, to kupuję aktualne pozycje i przygotowuję nowe warianty. W ten sposób oszczędzam czas na samodzielne i żmudne szukanie materiałów.

Chyba jedyna tego typu książka w Polsce ukazała się w 1999 roku mojego autorstwa „Gram 1.e4”.

Jej pozytywne oceny zmobilizowały mnie do przygotowania nowej pozycji „Gram 1.d4”. Kiedy książka była gotowa w około 80% nastąpiło niespodziewanie rozstanie z wydawnictwem. Gotowy materiał wykorzystywałem potem w różnych publikacjach.

Rok temu ukazała się w wydawnictwie „Joachim Beyer Verlag” książka repertuarowa po 1.e4 (1.e4 siegt). 

Powstała ona na bazie moich materiałów treningowych z szachistami różnych kategorii. Wykorzystałem w niej także pewne moje doświadczenia z polskiej publikacji. Książka uzyskała dobre recenzje, co odbiło się na dobrej sprzedaży.

Szef firmy Robert Ullrich zaproponował więc kontynuację serii. I tak powstała nowa pozycja o 1.d4. Wykorzystałem w niej starą koncepcję, którą kiedyś przygotowalem dla polskiego wydawnictwa.

Treścią książki jest bardzo obszerne wprowadzenie, 11 teoretycznych rozdziałów oraz 48 wzorcowych partii. Opracowanie liczy 384 stron.

Mój partner Uwe Bekemann jest silnym mistrzem w grze korespondencyjnej oraz autorem kilku książek na temat gambitów. Jest to nasza 4 wspólna praca.

1.d4a1.d4b

1.d4 siegt!
Ein Repertoire für Weiß
Jerzy Konikowski i Uwe Bekemann
Joachim Beyer Verlag 2014
384 strony
ISBN 978-3-940417-50-3

1.d4 siegt!
Ein Repertoire für Weiß
Drugie rozszerzone wydanie
Jerzy Konikowski i Uwe Bekemann
Joachim Beyer Verlag 2020
431 stron
ISBN 978-3-95920-106-3

///////////////////////////////

Angielska wersja 2 wydania.

kwi
07

SPIS TREŚCI

Od redakcji 1
O tym się mówi 2
ME, Erewan 2014 3
Partie komentowane 8
MP do 10 lat, Jastrzębia GóraGóra 2014 10
Oryginalność w cenie 12
Turniej kobiet, Belgrad 2014 13
Królestwo geniuszu i fantazji 14
Mały Szachista nr 19-kwiecień 2014 I-VIII
Gyula Sax (1951-2014) wspomnienie 17
Szachowe epizody A.F. (52) 20
Nauka gry (124) 26
Poradnik sędziego (120) 30
Prenumerata 31
Rozwiązania kombinacji 31
Kombinacje 32

Od redakcji

XV Mistrzostwa Europy w Erewaniu były zorganizowane z wielkim rozmachem. Nie ma w tym nic dziwnego, bo przecież prezydent Federacji Szachowej Armenii został wybrany prezydentem kraju i nie zapomniał o szachistach. Nie tylko przychodzi na otwarcia imprez szachowych, ale również jeździ na olimpiady, na których drużyna Armenii zdobywa złote medale. Tym razem ściany nie sprzyjały gospodarzom. Mistrzem Europy został dość niespodziewanie, ale całkowicie zasłużenie Aleksander Motylew, mający zaledwie 33 ranking, a dwa pozostałe medale zdobyli juniorzy z rocznika 1995 – Dawid Anton Guijarro (99 ranking) i Władimir Fiedosiejew (48 ranking). Kolejny raz potwierdziła się znana prawda, że rankingi nie świadczą o klasie gry, tylko o miejscu na liście startowej. Ciekawostką jest, że na MŚ do 18 lat w 2012 r. obu medalistów wyprzedzili Świercz, Duda i Drozdowski, ale już rok później w 2013 r., zarówno w ME- 18 lat, jak i w MŚ-18 lat sytuacja była diametralnie inna, co potwierdziły ME w Armenii. Rywale robią znacznie szybsze postępy, a nasi stoją w miejscu! Na otarcie łez mamy awans Radosława Wojtaszka do Pucharu świata 2015 r., przy czym ostatnie cztery rundy zakończył remisami, praktycznie bez gry, bo rywalom też „połówki“ wystarczały do awansu. Pozostali zawodnicy naszej ścisłej czołówki w zasadzie nie istnieli w turnieju, może poza Janem Krzysztofem Dudą, który rozegrał kilka dobrych partii.

Niezły rezultat zanotowała Karina Szczepkowska w tradycyjnym kobiecym kołowym turnieju w Belgradzie, organizowanym przez blisko pół wieku z okazji Dnia Kobiet. W kobiecych turniejach nie jest łatwo porównywać rankingi zdobywane w otwartych turniejach różnej rangi. „Rankingowe“ faworytki nie muszą być realnymi pretendentkami do sukcesu. Dlatego druga lokata cieszy!

Mistrzostwa Polski do lat 10, rozegrane w dobrych warunkach w Jastrzębiej Górze, zgromadziły na starcie aż 66 chłopców i 62 dziewczynki. Walczono zacięcie, a klasą dla siebie był Maciej Czopor, który uzyskał 8,5 p. (z 9), wyprzedzając srebrnego medalistę aż o półtora punktu. W konkurencji dziewcząt na czele znalazły się Monika Marcińczyk i Martyna Wikar (była trzynasta w ME do 8 lat w 2013 r.) po 7,5 p. Lepszą wartościowość miała Monika.

W „Małym Szachiście“ wiele uwagi poświęciliśmy parze skoczków, zarówno w ataku, jak obronie i to w trzech fazach gry: debiucie, grze środkowej i końcówce. Jest tam też repetytorium z końcówek pionkowych, albowiem w szachach przerobiony materiał trzeba co jakiś czas powtarzać. Dotyczy to głównie analiz debiutowych oraz podstawowych końcówek.

Zdarzało się nie raz i to najlepszym szachistom świata, że zapomnieli jakiś wariant debiutowy lub kontynuację w końcówce i nie mogli sobie przypomnieć w trakcie partii. Taka sytuacja niezwykle boli!

Andrzej Filipowicz
Redaktor Naczelny

kwi
07

Od 1945 roku w dorzeczu Wisły rozlegał się donośny głos chama, przez małe „c”. Był to głos politruka, oficera UB ( lub NKWD), sekretarza PPR czy innego komucha. Najpierw jednak była zdrada. A potem wywózka „Szesnastu” przedstawicieli Polski Podziemnej, oszukanych słowem „honoru” płk.Pimienowa. Sarmaci jeszcze wierzyli w honor czerwonoarmiejców!? Po ich wyczynach na Wileńszczyźnie i gdzie indziej ? Po wtrzymaniu frontu pod walczącą Warszawą ? Dzięki obecności sowieckich oddziałów z lasów wyszli żołnierze AL, natomiast patrioci chronili się w lasach. Potem był już tylko ryk osłów, zaczadzonych ideologią, bo stopnia jej głupoty nikt jeszcze do końca nie przeniknął. Stawiano na eksperyment, zapominając że nie wypada robić doświadczeń na ludziach. Niedobitki inteligencji kryły się wszędzie, także w gruzach Warszawy, dokąd niebawem dotarli też politrucy zajmując co lepsze kwatery i nieliczne ocalałe mieszkania.

Głos chama ( potem Naczelnego Chama czyli pierwszego sekretarza PZPR) bywał zrazu pełen uwodzicielskiej perswazji. Wiadomo, reżim mościł sobie gniazdo, walczył o rząd dusz, a przynajmniej o szeregi zastraszonych. W akcji zastraszania brali udział też przedwojenni komuniści. Jak mówiono – „idzie pistolet i jego Ważyk” (!) Chociaż jest to poniekąd oczywiste, że komuniści przejmujący władzę nad Polską odznaczali się najniższymi cechami charakteru, warto jednak przypomnieć tu rozdział piąty z „Eseju o duszy polskiej” ( a książka to nieodzowna dla zrozumienia IIIRP) prof. Ryszarda Legutki,  zatytułowany: „Zbir i cham”. Taka kolejność jest istotna, bo rzecz jasna samym chamstwem komuniści nie zdobyliby władzy. Stosowali więc metody zbirów, mordując patriotów na różne sposoby ( w tym tzw.”sądy na kółkach”) lub wywożąc ich do łagrów w ZSRR. Haniebny ten proceder trwał do roku 1947, jeszcze po wojnie deportowano na wschód tysiące Polaków tylko dlatego, że nie godzili się na rządy komunistów „made in USRR”. Bojówki PPR, PPS i ORMO demolowały i paliły siedziby czy drukarnie PSL-u, a działacze PSL-u byli mordowani przez ubeckie szwadrony śmierci. Przed wyborami roku 1947 zamordowano 118 działaczy PSL-u, rozmiary terroru przewyższyły wyczyny  faszystów!

Od chóru chamów odbiegał nieco głos Wandy Wasilewskiej, córki ( choć wyrodnej ) pierwszego ministra spraw zagranicznych w Polsce porozbiorowej. Miała bowiem dar krasomówstwa, który przydał się Sowietom w okresie formowania dywizji Berlinga, a później gdy powstawał rząd lubelski. Wasilewska umiała też wykorzystać miły timbre swego głosu dla ukrytych gróźb, np. wobec Andrzeja Witosa, którego wydobyła z sowieckiego więzienia. Kiedy Witos zwlekał z uchwaleniem planów reformy rolnej, spytała go „Ciekawe, jaka o tej porze jest pogoda w Komi?”  Witos natychmias odczytał pogróżkę – „jak nie będziesz grzeczny, to trafisz znowu do gułagu”! I reforma ruszyła z miejsca.

W czasach triumwiratu ( Jakub Berman, Bolesław Bierut, Hilary Minc) głosy chamów brzmiały różnie, zależnie od okoliczności, a zdarzały się nawet polityczne niespodzianki jak flirt Borejszy z Piaseckim. Wypada jeszcze zaznaczyć, iż określenie „cham” nie jest synonimem wieśniaka, chłopa jakby ktoś przypuszczał. Ludzie ze wsi wyróżniają się nazbyt często wrażliwością, czasem wrodzoną kulturą i najwięcej powołań kapłańskich pochodzi właśnie z terenów wiejskich. W naszym ujęciu „cham” to osobnik zaprzedany prymitywnej ideologii marksizmu, zatem zdegradowany intelektualnie a stosujący brutalne metody polityczne, zwolennik represji. Prawie zawsze członek partii komunistycznej lub funkcjonariusz urzędu bezpieczeństwa. Określenie „chama”  odnosi się też do osób słabo wykształconych albo wręcz nie mających żadnej edukacji. Do takich osobników marksizm-leninizm przemawiał najczęściej, zwłaszcza gdy ogłoszono go na wyrost ustrojem postępowym w stosunku do epok minionych. Nikt wtedy jeszcze nie dostrzegał, że bez likwidacji pieniądza komunizm stanie się też kapitalizmem, tyle że państwowym. Pozbawiony wolnego rynku okazał się  w dodatku najgorszą formą kapitalizmu, a poprzez dogmat dyktatury jednej partii nie różnił praktycznie niczym od faszyzmu. Utrzymywany był siłą, represjami  a w megafonach słychać było ryk osłów z Komitetu Centralnego, toczących ślinę ideologii, która okazała się największym oszustwem w dziejach ludzkości.

Żyją jeszcze pokolenia pamiętające prostackie ględzenie Gomułki czy krzyk Cyrankiewicza o odrąbywaniu rąk podniesionych przeciwko władzy ludowej. Trudno zapomnieć też partyjny bełkot innych sekretarzy, którym raczono nas niekiedy podczas obowiązkowych kronik, wyświetlanych w kinach przed emisją filmu. Budził powszechną wesołość, a w półmroku sali śmiano się bez żenady. Niewątpliwie byliśmy najweselszym barakiem w obozie demoludów. I w kabaretach przedrzeźniano ów bełkot sekretarzy, a w piosenkach nawet system jak np. refren Wojciecha Młynarskiego o „puzzle” czyli o łamigłówce, której nie da się ułożyć. Teraz śpiewał piosenkę „Gruz do wywózki”, co jest aluzją do gruzowiska po PRL-u, gdzie hasają autorytety z teczek! Piosenkom często brak takiej subtelności,  wystarczy też otworzyć telewizor, by usłyszeć wulgarne wypowiedzi postaci kiwających się na świecznikach. Prekursorem  schamienia życia publicznego w IIIRP był  pewien ex-dysydent ( a wcześniej ex-partyjny ), który z ekranu rąbnął do narodu : „od…….. się od generała!” . I tak się zaczęło. A bełkot powracał czasem w enuncjacjach Wielkiego Chochoła, który wprawdzie przyparł czerwonych do muru, ale potem tańczył do taktu ich kapeli. Szczególnie gdy przekroczył próg Belwederu. Politycznym debatom w IIIRP brak kultury, zwracano na to uwagę niejednokrotnie, a prof.Legutko pisał o tej degradacji i o tym, że na miejsce zbira i chama „wszedł prostak, by zostać niepodzielnym władcą polskiego obyczaju, arbitrem zachowań i mód, wychowawcą młodzieży i starców” ( str.106). Zdaniem Legutki bez schamienia z okresu PRL-u nie doszłoby do fali agresywnego prostactwa w IIIRP, do dalszej degradacji wzorców: „…w wolnej Polsce prostak niszczył resztki decorum, jakie po komunistycznej dewastacji pozostały” (str.111). Dodajmy, że ofiarą jest nawet literatura, by wspomnieć tu tylko pisaninę Masłowskiej. Oto obraz kultury Peerelczyków.

Od prostactwa do chamstwa niedaleko. Obrodziło niczym chwast w wypowiedziach polityków, nawet starszych wiekiem, by wspomnieć tu jazgot pewnego oldboy’a, który swoich adwersarzy raczył nazwać „dewiantami psychicznymi”, a również „bydłem”. Jak widać chamstwo przeniknęło  głęboko obyczaje IIIRP, deformując język osób pretendujących do miana intelektualistów, posługujących się naukowymi tytułami. Za to wśród nieukończonych magistrów panuje moda na dyskurs  napuszony z pokusą paradoksów, jak np. w słowach absolwenta historii, który nasz kraj widzi jako wynajęty „pokój przechodni” w Europie. W dodatku utrzymuje, że to my (!) wyczerpujemy całą energię w kłótniach i walkach z przechodzącymi! ( patrz „Znak” nr.11/12 z 1987 r.). Zupełne odwrócenie ról, ale też ów pan jest wirtozem kłamstw! I dlatego układ trzyma go na posadzie premiera.

Inny nieukończony magister uprawiał tzw. mowę-trawę, a w niej ślizgał się po problemach z gracją krokodyla, który nie skrzywdziłby muchy. Dopiero w ostateczności sięgał do rad-pogróżek ( np. „Ludwiku Dorn z Sabą, nie idźcie tą drogą!” ), a cel chyba osiągnął. Zastraszony jamnik tylko popiskuje. Owe enuncjacje sytuują się na pograniczu bełkotu, natomiast prawdziwym chamstwem są epitety typu „hołota” albo neologizm „kurwiozum”  w ustach ex-dysydentów, a dzisiaj wodzirejów Salonu. Każdy widzi, że są to raczej maniery godne stajennych. W agresji chamstwa, nasyconego szczególnym jadem, bryluje pan N. oraz pan P., którzy tez uzurpują sobie godność autorytetów „moralnych”. O ich wypowiedziach można pisać rozprawy. Dziwi tylko jedno, że naród, który kiedyś wsłuchiwał się w mądre homilie Wojtyły, dziś potrafi tolerować bełkot błaznów. Ponosi też ministrów jak świadczy krwiożerczy apel jednego z nich : „dorżnąć watahę”! No tak, u mnie Chmielnicki to betka! – jak powiedział kiedyś pewien minister stanu. Obrazek godny ogniem i mieczem. A polityczne elity IIIRP wydają się być na poziomie mołojców, nie widać też szybkiej nadziei na wyrugowanie prostactwa. W tej żałosnej sytuacji trzeba koniecznie przypomnieć puentę jednego wiersza Bohdana Urbankowskiego: „Dosyć Cham już bełkotał, czas by krzyknął Kordian!”

Marek Baterowicz

kwi
06

Dzisiaj zakończyły się drużynowe mistrzostwa Niemiec (1.Bundesliga).

Z 30 punktami drużyna OSG Baden-Baden zdobyła po raz 9-ty mistrzostwo kraju.

Końcowe wyniki

 1. OSG Baden Baden           15 30  88½ 
 2. SV Mülheim Nord           15 24  71½ 
 3. SV Hockenheim             15 23  74 
 4. SC Eppingen               15 21  71 
 5. SV Werder Bremen          15 21  68½ 
 6. SG Solingen               15 18  62 
 7. SK Turm Emsdetten         15 17  67 
 8. Hamburger SK              15 17  65 
 9. Sportfreunde Katernberg   15 16  58½ 
10. SV Wattenscheid           15 15  59½ 
11. SG Trier                  15 12  55½ 
12. Schachfreunde Berlin      15  7  50½ 
13. FC Bayern München         15  7  42½ 
14. SV Griesheim              15  5  48 
15. SK König Tegel            15  4  39 
16. SC Viernheim              15  3  39

Cztery ostatnie drużyny spadły do II ligi,  w tym SV Griesheim, która składa się prawie w całości z polskich szachistów.

Indywidualne rezultaty Polaków:

SK Turm Emsdetten:
Dariusz Świercz 1.5 z 6 partii (25%)

Hamburger SV:
Radosław Wojtaszek 1 z 2 partii (50%)
Robert Kempiński 3 z 6 partii (50%)

SV Wattenscheid:
Mateusz Bartel 3.5 z 6 partii (58%)
Kamil Dragun 4 z 8 partii (50%)
Paweł Czarnota 0.5 z 2 partii (25%)

SG Trier:
Łukasz Cyborowski 3.5 z 8 partii (44%)
Piotr Bobras 4.5 z 8 partii (56%)
Paweł Jaracz 4.5 z 8 partii (56%)

Schachfreunde Berlin:
Aleksander Miśta 5.5 z 11 partii (50%)

SV Griesheim:
Kacper Piorun 6 z 11 partii (46%)
Marcin Tazbir 5 z 15 partii (33%)
Krzysztof Bulski 6.5 z 15 partii (43%)
Mirosław Grabarczyk 6 z 15 partii (40%)
Piotr Murdzia 2.5 z 11 partii (23%)
Bogdan Grabarczyk 4 z 8 partii (50%)

Z zestawienia widać, że w tym roku nasi zawodnicy zdobyli bardzo mało punktów.

Źródło

kwi
06

Anatoli Karpow – mistrz świata w latach 1975-1985 oraz 1993-1999: Każda faza partii, otwarcie, gra środkowa i końcówka ma duże znaczenie. Jeżeli na początku gry, któraś ze stron uzyska przewagę materialną lub pozycyjną, to zniwelować ją w grze środkowej będzie bardzo trudno. W tej sytuacji do końcówki może w ogóle nie dojść. Bez poprawnej gry w debiucie, nie można więc myśleć o sukcesach w szachach.  

Źródło

////////////////////////////////////////////////////////////////////////////

W swoim komentarzu w odcinku 38  techniczny redaktor pisma związkowego „MAT” Piotr Kaim przytoczył wypowiedź trenera kadry Polskiego Związku Szachowego:

Michał Krasenkow: „Problem polega na tym, że teoria debiutów rozrosła się w sposób niesamowity. Wobec tego – żeby nie wpaść w tarapaty w początkowej fazie partii – trzeba nad debiutami dużo pracować, dużo analizować, a także przypominać sobie własne analizy. Musimy jednak pamiętać, że są to potrzeby graczy ze światowej czołówki. To nie są problemy, z którymi styka się zwykły gracz z pierwszą kategorią czy kandydat na mistrza. Swoją drogą gracze czołówki mogą się poświęcić szlifowaniu debiutów, bo wiedzę końcówkową posiedli wcześniej – zanim do tej czołówki dotarli…”

////////////////////////////////////////////////////////////////////////////

Zgadzam się całkowicie z Michałem Krasenkowem o niesamowitym rozwoju w ostatnich czasach teorii debiutów. Jednakże zadaję od razu pytanie: jaki cel ma ta wypowiedź trenera kadry? Można z niej zrozumieć, że Michał Krasenkow odradza studiowanie teorii debiutów naszym największym talentom, aby ci dopiero w późniejszej fazie swego twórczego rozwoju zajęli się tym zagadnieniem? Kiedy będzie już za późno! Czy to sformuowanie trenera kadry nie szkodzi polskim szachom? Jaki cel miał ten wywiad Michała Krasenkowa w czasopiśmie „MAT” bez podania kontrargumentów drugiej strony? A przecież w jego ojczyźnie Rosji jest inne podejście w tej kwestii. Podobnie jest w innych krajach, które mają większe osiągnięcia od polskich szachów. Pisałem już o tym wielokrotnie: Link.

Przytoczyłem kiedyś przykład wówczas 12-letniego Sergieja Karjakina (od kilku lat reprezentującego Rosję), który w niedawno zakończonym turnieju kandydatów zajął 2 miejsce i od wielu lat zalicza się do ścisłej czołówki światowej. Dlaczego więc Michał Krasenkow wprowadza dezinformację w polskich szachach? Jaki ma więc cel – urodzony w Moskwie – arcymistrz? Czy mu zależy rzeczywiście na nowoczesnym rozwoju naszych szachów? Nie wierzę w to, że będąc czynnym zawodnikiem może być dobrym trenerem i doradcą!

Przypominam przypadek pewnego naszego arcymistrza-trenera, który szkolił przed laty czołowego juniora Polski, aby w bezpośrednim pojedynku wykorzystać owoce wspólnych analiz w celu zainkasowania pełnego punktu!

Osobiście nie wierzę w dobre intencje Michała Krasenkowa. Przypominam, że w 2003 roku – w trakcie dyskusji na stronie Polskiego Związku Szachowego o unowocześnieniu Młodzieżowej Akademii Szachowej – stanął po stronie oponentów i tym samym znalazł się na negatywnej liście Radosława Jedynaka:

Link 1

Link 2

A jaki cel ma Polski Związek Szachowy? Rozwój polskich szachów wyczynowych, czy propagowanie naszej dyscypliny jako gry świetlicowej dla amatorów?

kwi
06

Image1

Znany rumuński arcymistrz Liviu-Dieter Nisipeanu – mający niemieckie korzenie po matce – reprezentuje już barwy Niemiec.

Przypominam, że w Warszawie w 2005 roku został mistrzem Europy. Obecnie znajduje sie na niemieckiej liście rankingowej na 2 miejscu za Arkadijem Naiditschem.

 

 

kwi
03

W najnowszym numerze Panoramy Szachowej znajdziemy omówienie międzynarodowych imprez w Zurichu, Wijk aan Zee, Moskwie, DME w Warszawie oraz innych krajowych turniejów. Jest kontynuacja ciekawego gambitu Allgaiera, którego część 1 wywołała dyskusję na blogu. Są ciekawe artykuły Henryka Buczinskiego i Piotra Wołochowicza. Paweł Dudziński publikuje dalsze materiały swej serii „Z poradnika nauczyciela szachów”.

W mojej partii numeru przedstawilem pojedynek Gelfand-Raport, Wijk aan Zee 2014. Komentarz wzbogacilem o inne tematyczne przykłady. W ten sposób na 4 stronach został omówiony ostry gambit budapeszteński po posunięciach 1.d4 Sf6 2.c4 e5 3.dxe5 Sg4 itd.

Panorama1Panorama2