Jak finansować polski sport? To pytanie jest obecnie jednym z najczęściej omawianych w gabinetach ministerstwa sportu. Szefowa resortu Joanna Mucha planuje odciąć niektóre związki sportowe od finansowej kroplówki. Chodzi o dyscypliny, w których od lat nie odnosimy sukcesów, ale także o te związki, które nie mają dobrego planu na przyszłość i tylko przejadają publiczne pieniądze. Uzyskaną nadwyżkę ministerstwo mogłoby przekazać na strategiczne dyscypliny (np. lekkoatletyka) i sport powszechny.
Ministerstwo sportu przedstawi nowy plan finansowania związków już w tym tygodniu. Dokładna data konferencji nie została jeszcze podana. To może być sądny dzień dla niektórych dyscyplin. Obecnie w Polsce ministerstwo przekazuje pieniądze kilkudziesięciu zarejestrowanym związkom sportowym. Ile z nich straci dotację?
– Na tę chwilę możemy mówić o pojedynczych sytuacjach [związków które stracą finansowanie – red.] i to nie do końca od nas zależnych, tylko od samych związków. Co najmniej kilka otrzyma wyraźny sygnał, że to ostatni rok ich finansowania – wyjaśniła minister Mucha w rozmowie z Eurosport.Onet.pl.
Ponieważ szczegóły reformy nie są jeszcze znane, na przedstawicieli niektórych dyscyplin padł strach. Ludzie sportu obawiają się, że odcięcie słabiej rokujących związków od pieniędzy z ministerstwa to wylewanie dziecka z kąpielą. Bo nigdy nie wiadomo, gdzie pojawi się przyszły mistrz.
– Gdyby kilkanaście lat temu Polski Związek Gimnastyczny został odcięty od dotacji, to nie byłoby Leszka Blanika i dwóch medali olimpijskich. Wydaję mi się, że wyłączenie finansowej kroplówki to przenośnia. Ministerstwo nie zapomni o tych słabiej rokujących dyscyplinach, ale w pierwszej kolejności to związki muszą wykazać, że mają plan jak te pieniądze dobrze wykorzystać – uważa były gimnastyk i poseł PO Leszek Blanik.
Umiejętne wykorzystanie środków będzie prawdopodobnie osią nowego programu ministerstwa. Joanna Mucha zwracała na to uwagę po spotkaniach z przedstawicielami związków sportowych.
– One bywały szokujące. Żadnych refleksji, żadnych przyczyn niepowodzenia. Nie mamy systemu, poruszamy się od przypadku do przypadku, a nikt za nic nie odpowiada. To cud, że my jeszcze w ogóle zdobywamy jakieś medale – powiedziała minister sportu.
Leszek Blanik za przykład podaje sytuację w Polskim Związku Gimnastycznym.
– To oczywiste, że leży mi na sercu dobro mojej dyscypliny, ale ja twarzą PZG nie zostanę. Jestem dużym oponentem tego, co się dzieje w związku. Gimnastyka zabija się od środka. Jeśli ja przychodzę do PZG ze sponsorem dla kadry juniorów młodszych, a nikt nie jest zainteresowany podjęciem rozmów, no to o czym my mówimy. Tak się nie da funkcjonować w dzisiejszych realiach – mówi Leszek Blanik.
– Tu tkwi sedno reformy. Część związków pracuje dobrze, ale jest też sporo, które tylko czekają na tort ministerialny, żeby go przejeść. Nie szukają sponsorów, nie korzystają z wolontariatu. Jeśli przedstawiciele niszowej dyscypliny wykażą, że mają dobry plan na przyszłość, oparty na szkoleniu młodzieży, to jestem pewien, że o takim związku ministerstwo nie zapomni przy podziale środków – uważa nasz słynny gimnastyk.
Nad rozsądnym wydawaniem pieniędzy przeznaczonych na sport zastanawia się też wiceprezes PZPN i poseł PO Roman Kosecki.
– Każdy grosz się liczy, więc nie możemy wydawać pieniędzy bez kontroli. Chcę poznać szczegóły planu ministerstwa, bo ciekawią mnie losy sportów drużynowych. Choćby piłki nożnej, która jest dyscypliną olimpijską. Przypomnę że zdobyliśmy srebrny medal w Barcelonie w 1992 roku. Piłka nożna jest też uprawiana masowo i nie wiem, czy może zostać pominięta przy podziale pieniędzy. Medale, medalami, ale podział musi być rozsądny. Jako sejmowa Komisja Kultury Fizycznej, Sportu i Turystyki na pewno będziemy chcieli jeszcze przedyskutować tę reformę – deklaruje Roman Kosecki.
Źródło: Maciej Stolarczyk Onet