Archiwum kategorii ‘„Odkrycie” Włodzimierza Schmidta’

lut
13

Kontynuacja odcinka 15

Wiceprezes Włodzimierz Schmidt podkreślił, że słabe przygotowanie debiutowe jest problemem zarówno czołówki kobiet, jak i mężczyzn i zadeklarował gotowość nadzorowania pracy konsultanta debiutowego kadry kobiet i mężczyzn (Protokół z zebrania zarządu Warszawa, biuro PZSzach, Al. Jerozolimskie 49, 27 października 2012 r. godz. 10.00-18.00).

////////////////////////

W piśmie Szachy-Chess (75/76 – 2002) w tekście „Gorzka prawda” pisałem: Współpraca z Radkiem Wojtaszkiem (rocznik 1987) przebiega poprawnie. Tak jak sobie wyobrażałem. Ustaliliśmy repertuar debiutowy dla niego i Radek konsekwentnie pracuje według ustalonego programu. Jeśli coś potrzebuje, to pisze do mnie i ja staram się mu pomóc. Radek jest zawodnikiem z dużą przyszłością. Świadczą o tym jego ostatnie wyniki. Ta współpraca powinna być wzorcem  dla innych, że można poprzez internet przeprowadzić proces szkoleniowy z młodzieżą. Taki trening jest o wiele tańszy, niż tradycyjną metodą. Przede wszystkim odpadają koszty przejazdu i noclegu. Choć jeszcze raz powtarzam, że musi być także zachowany kontakt bezpośredni pomiędzy trenerem i jego podopiecznym. Maciek Brzeski jest młodszy od Radka o trzy lata. Dlatego ta współpraca jest trudniejsza i wymaga kogoś, kto by koordynował to szkolenie. To mógłby być np. jeden z rodziców szkolonego, albo jakiś miejscowy trener. Chodzi o to, aby ktoś sprawdzał wykonanie zadań przez młodego zawodnika. Kiedy zacząłem się opiekować Brzeskim, to pierwszym moim zadaniem było ustalenie jakiegoś pasującego do jego stylu gry repertuaru debiutowego. Niestety Maciek grał 1.c4. To był duży błąd. Takich debiutów nie może grać 11-letni chłopak. Przejrzałem jego partie. Maciek grał pewne schematy, których w ogóle nie rozumiał. Był słaby taktycznie, podstawiał materiał itd. Dlatego wspólnie uzgodniliśmy na jednej sesji w Wiśle, że Maciek musi grać 1.e4. Po tym posunięciu powstaje żywa gra figurowa z elementami taktycznymi. Takie pozycje są łatwiejsze do zrozumienia i zapamiętania. Natomiast partia angielska wymaga od gracza dużego wyczucia pozycyjnego, a to przychodzi z czasem… Maciek otrzymał moją książkę „Gram 1.e4”, gdyż to było już gotowe źródło do pracy samodzielnej. Zaleciłem Maćkowi, aby przejrzał poszczególne warianty i w razie problemów skontaktował się ze mną. Z uwagi na wiele opisów w książce Maciek miał możliwość zapoznania się ze strategią i taktyką poszczególnych otwarć. Młody zawodnik zaakceptował wszystkie  moje zalecenia i zabrał się pilnie do pracy. W tym czasie mieliśmy ze sobą kontakt za pomocą faksu i moja teczka z korespondencją do niego pęczniala z dnia na dzień. Było po tym widać, że Maciek poważnie traktuje współpracę ze mną. I to mnie bardzo cieszyło. 15 października 2000 roku otrzymałem faks od ojca Brzeskiego, że trener Akademii Marian Twardoń w trakcie mistrzostw Europy w Grecji polecił grać Maćkowi ruch 1.d4. Nie mogłem zrozumieć sensu tej propozycji. Jak mógł etatowy trener Akademii działać przeciwko wcześniej ustalonym w Wiśle wspólnym uzgodnieniom i zaleceniom…

//////////////////////////////////////////////////////

Największym nieszczęściem polskich szachów jest właśnie brak jednomyślności w procesie szkolenia naszej młodzieży. Podałem powyżej jeden przykład z własnych doświadczeń jak to było w czasie mojej jeszcze działalności w MASZ. W innych punktach tego tekstu opisałem w jaki sposób przeszkadzano, lekceważono moje inicjatywy i konkretne działania, które nie przypadły do gustu osobom odpowiedzialnym za centralne szkolenie w Polskim Związku Szachowym.

Włodzimierz Schmidt mocno spóźnił się ze swoim bardzo ważnym wnioskiem. Już w 1999 roku zwróciłem uwagę na ten problem i sam podjąłem konkretne kroki. A co zrobił na tej płaszczyźnie szef polskich trenerów? Nie publikuje żadnych fachowych artykułów i książek. A powinien, ponieważ ma dużą wiedzę i doświadczenie. Dlaczego więc tego nie czyni?

Analiza występów naszych zawodniczek i zawodników w silnych turniejach pokazuje, że większość naszych porażek wynika właśnie ze słabego przygotowania debiutowego. Nasze kadry bardzo często przegrywają swoje pojedynki już w pierwszej fazie gry. Dlaczego więc nic albo niewiele robi się w kierunku, aby ten stan się zmienił?

W ostatnim czasie opublikowałem w pismach „Magazyn szachista” i „Panorama szachowa” sporo przegranych partii naszych arcymistrzów. Niedawno oskarżono mnie na jednym blogu o to, że się cieszę z naszych klęsk. Bzdura! Jako trener od kilku lat zwracam uwagę na problemy słabego wyszkolenia naszych kadr i komentuję po to przegrane partie, aby zwrócić uwagę na te kwestie. Wiadomo, że z porażek można wyciągnąć bardzo istotne wnioski! I taki jest cel moich publikacji!

Ostatnio jeden z moich współpracowników zwrócił mi uwagę na tekst pewnego trenera MASZ, który na swoim blogu m.in. napisał: „Mnie książki interesują w ogóle a szachowe w szczególności. Książki debiutowe staram się mieć na „podglądzie”. Są mi one niezbędne w pracy trenerskiej ale nie przydaję im nadmiernego znaczenia. Bardziej moja uwaga ukierunkowana jest na te pozycje, które dotyczą gry środkowej, strategii”.

Właśnie! Na tym polega problem polskich szachów! Od dawna mówi się, że nasze kadry reprezentują  poziom wyszkolenia nie dorównujący czołówce światowej i nie widać perspektyw, aby ten stan się szybko zmienił. Włodzimierz Schmidt zwraca słusznie uwagę na słabe przygotowanie debiutowe naszych zawodniczek i zawodników, tymczasem czołowy trener MASZ stwierdza, że szkoli swoich podopiecznych w innym kierunku.

Na moim blogu była już mowa o tym, że oczywiście jest łatwiej trenować grę środkową i końcówki, gdyż tutaj praktycznie teoria się nie zmienia. Można mieć notatki opracowane 30 lat temu i korzystać z nich przez kolejne 30 lat, nie zmieniając ich treść. A więc z takimi zapiskami można przez lata przeprowadzać treningi indywidualne i zespołowe. Trener ma więc łatwe życie, nie wymagające większego wysiłku twórczego. Dlatego głosi – dla własnej wygody – teorię, że to są najważniejsze fazy partii szachowej. Często powołuje się przy tym na autorytet pewnego szkoleniowca, którego czołówka światowa traktuje z dużą rezerwą. Wiem to z moim doświadczeń i wielokrotnych rozmów przeprowadzonych z zawodnikami czołówki światowej na turnieju w Dortmundzie.

Przytaczam wypowiedź dwunastego mistrza świata Anatolija Karpowa: „Każda faza partii, otwarcie, gra środkowa i końcówka ma duże znaczenie. Jeżeli na początku gry, któraś ze stron uzyska przewagę materialną lub pozycyjną, to zniwelować ją w grze środkowej będzie bardzo trudno. W tej sytuacji do końcówki może w ogóle nie dojść. Bez poprawnej gry w debiucie, nie można więc myśleć o sukcesach w szachach”.

To jest właśnie bardzo trafna teoria, z której powinni brać przykład nasi trenerzy MASZ, zawodniczki i zawodnicy z wyższymi ambicjami sportowymi!

Inaczej jest ze szkoleniem fazy debiutowej. Tutaj teoria ciągle się zmienia. Każdy turniej przynosi praktycznie nowe idee, a więc nowy materiał do analiz i pracy. Szkoleniowcom lubiącym więc wygodne życie jest na rękę głoszenie tez znanego trenera, który nigdy nie był znawcą teorii debiutów i w tej kwestii nie napisał żadnej fachowej książki!

Nasi trenerzy powinni – w ramach Młodzieżowej Akademii Szachowej – w pierwszym rzędzie przygotować kadrom młodzieżowym optymalnie dopasowane do ich stylu gry repertuary debiutowe! Bez tego nie można myśleć o wielkich sukcesach w turniejach wyższej rangi. Ubiegłoroczny superturniej w Dortmundzie oraz tegoroczny otwarty turniej w Gibraltarze pokazał, jakie słabe są strony polskich szachów wyczynowych!

Wniosek: Szef polskich trenerów Włodzimierz Schmidt powinien możliwie szybko zwołać na roboczą naradę swoich trenerów-podopiecznych w celu omówienia słabości polskich szachów i opracowania jednolitego programu szkolenia naszej młodzieży w ramach MASZ. Jeśli to nie nastąpi, to jeszcze przez najbliższe lata będziemy dreptać w miejscu!

Dla przypomnienia:

Link 1
Link 2

 

sty
28

Wiceprezes Włodzimierz Schmidt podkreślił, że słabe przygotowanie debiutowe jest problemem zarówno czołówki kobiet, jak i mężczyzn i zadeklarował gotowość nadzorowania pracy konsultanta debiutowego kadry kobiet i mężczyzn (Protokół z zebrania zarządu Warszawa, biuro PZSzach, Al. Jerozolimskie 49, 27 października 2012 r. godz. 10.00-18.00).

////////////////////////

Czas wolny w trakcie sesji w Zakopanem (1999) wykorzystywałem na wspólne spacery z Włodzimierzem Schmidtem. Była to okazja do dyskusji na różnorodne problemy polskich szachów.

W pewnym momencie podzieliłem się z arcymistrzem moimi spostrzeżeniami, które wynikły z  rozmów z częścią młodzieży uczestniczącą w sesji. „Skarżyła” się ona na brak zainteresowania ze strony Polskiego Związku Szachowego w zapewnieniu systematycznej opieki trenerskiej poza zgrupowaniami. Nie wszyscy mieszkają  w silnych szachowo ośrodkach, gdzie byłaby możliwość systematycznego korzystania z pomocy szkoleniowców. Natomiast 1-2 sesje w roku tych problemów nie rozwiązywały.

Zaproponowałem wykorzystanie dla celów szkoleniowych w ramach MASZ najnowszej techniki, czyli Internetu.  Włodzimierzowi Schmidtowi przedstawiłem mój projekt, według którego  można byłoby pomóc w ten sposób zainteresowanym w opracowaniu optymalnego repertuaru debiutowego, ponieważ jest to poważnym problemem naszych kadr młodzieżowych. Taki proces szkoleniowy wymaga dużo czasu, natomiast na sesjach można byłoby tylko omawiać kwestie techniczne. Tak więc byłoby to połączenie stacjonarnego szkolenia na zgrupowaniach i systematycznego witualnego treningu jako formy uzupełniającej. Obszenie opisałem to na mojej stronie. Dla przypomnienia http://www.konikowski.net/komputer.php.

Włodzimierz Schmidt nie wykazał żadnego zainteresowania moim pomysłem. Podobną obojętnościa wykazali się także trenerzy MASZ. Nie zraziło to mnie i rozpocząłem moją czteroletnią współpracę z Radosławem Wojtaszkiem (1999-2003). Moim głównym celem była pomoc w opracowaniu repertuaru debiutowego, gdyż Radek miał poważne z tym problemy.

Niestety moja inicjatywa nie spotkala się z jakimkolwiek zainteresowaniem osób odpowiedzialnych za szkolenie młodzieży oraz władz Polskiego Związku Szachowego. O tych problemach i przeszkodach z ich strony piszę na mojej witrynie i także na blogu np. w temacie Szachy w Polsce-wirtualne szkolenie.

27 października 2012 roku Włodzimierz Schmidt stwierdził, że słabe przygotowanie debiutowe jest problemem zarówno czołówki kobiet, jak i mężczyzn i zadeklarował gotowość nadzorowania pracy konsultanta debiutowego kadry kobiet i mężczyzn.

Gdyby arcymistrz Schmidt – jako lider trenerów Młodzieżowej Akademii Szachowej i osoba mająca duży autorytet w w polskich szachach – poparł mnie w 1999 roku w projekcie włączenia wirtualnego szkolenia w zakres MASZ, którego głównym celem byłoby opracowywanie naszej młodzieży repertuaru debiutowego, nie byłoby teraz tego problemu.

A tak mamy go. Włodzimierz Schmidt spóźnił się ze swoim spostrzeżeniem o przeszło 10 lat! 

sty
04

Wiceprezes Włodzimierz Schmidt podkreślił, że słabe przygotowanie debiutowe jest problemem zarówno czołówki kobiet, jak i mężczyzn i zadeklarował gotowość nadzorowania pracy konsultanta debiutowego kadry kobiet i mężczyzn (Protokół z zebrania zarządu Warszawa, biuro PZSzach, Al. Jerozolimskie 49, 27 października 2012 r. godz. 10.00-18.00).

////////////////////////

Wraz z życzeniami świąteczno-noworocznymi otrzymałem sporo emailów ze słowami otuchy w dalszym opisywaniu problemów szachów w Polsce. Część Internautów jest zdania, że przypominanie starych wydarzeń jest wskazane i konieczne. Dlatego kontynuuję ten wątek, który uzupełniam o nowe fakty.

Na tym blogu kwestia Akademii była już wielokrotnie omawiana. Także komentatorzy w swoich wpisach wyrażali swoje opinie w tej kwestii. Niektóre przypomnę:

1. Marcin Zimerman: trenerzy nie są zainteresowani zmianami, bo dobrze im tak jest. Nie mają konkurencji, a każdy wie, że konkurencja to podstawa postępu. Przy wysokiej konkurencyjności jest większa wydajność pracy, bo nikt nie może być pewien swojej posady. Tymczasem jest naprawdę niewielu młodych trenerów, bo nie mają się od kogo i gdzie uczyć. Trzeba zmienić system szkolenia, a za jakiś czas dobrych wyników będzie więcej. Średnia wieku naszej kadry to jest około 30 lat, w takim wieku nie robi się już ogromnych postępów. Tzn można się jeszcze czegoś nauczyć, ale z uwagi na nowe obowiązki (np rodzinne) i pewne wypalenie materiału zawodnik raczej stoi już w miejscu. Mam wrażenie, że nikt w związku się nie zastanawia, co będzie za 10 lat, kiedy połowa kadry będzie już na emeryturach. Bo poza Świerczem i Dudą nie widać wielu bardzo zdolnych juniorów. Bartel, Gajewski i Mitoń byli znacznie lepszymi juniorami niż ci, których mamy teraz, a przecież i tak nie udało się im dostać do światowej czołówki. Jak więc mają to zrobić nasi obecni MPJ? Średni poziom szachów juniorskich w ostatnich latach spadł okropnie i efekt jest taki, że np Duda nie ma w Polsce za bardzo z kim grać. Inni utalentowani też. Proszę popatrzeć na rozrzut rankingowy w MPJ. Niektórzy z grających tam zawodników prezentują już niezły poziom, ale większość jeszcze 10-15 lat temu nie wygrałaby nawet mistrzostw mojego miasta. Coś trzeba z tym fantem zrobić, bo za 10 lat będziemy się cieszyć, jak ktoś z naszych będzie w 3 setce świata. Konkurencja nie śpi i inne kraje robią postępy w pracy z juniorami np jeszcze 30-40 lat temu nic na szachowej mapie świata nie znaczyła Francja, dzisiaj jest silniejsza od Polski.

2. Krzysztof Kledzik: Pod warunkiem, że już teraz wprowadzono by zmiany w szkoleniu. Ale kto je wprowadzi? Obecni trenerzy? Oni chyba nie są zainteresowani zmianami. 

//////////////////////////

Osobiście nie wierzę w żadne reformy w szkoleniu polskiej młodzieży, ponieważ – mam takie wrażenie – nikomu na tym nie zależy. Kadrę szkoleniową MASZ stanowi pewna mała grupa szkoleniowców od wielu lat trzymająca władzę, która rzadko dopuszcza do swego towarzystwa nowe twarze. Trzeba sobie na to zasłużyć. Przede wszystkim należy chwalić trenerów i realizowany przez nich system treningowy oraz w żadnym przypadku nie można się wychylić z jakimiś reformatorskimi ideami.

Po moich tarapatach z MASZ  jeden z kolegów powiedział: „Jurek, gdybyś chwalił pod niebiosa akademię i nie próbował proponować swych pomysłów, to byłbyś ceniony przez trenerów i miałbyś pewne w niej miejsce. A tak podpadłeś, bo oni nie lubią zmian. Musieli się ciebie pozybyć, abyś im w ich pracy nie przeszkadzał. Oprócz tego piszesz za dużo. Trenerzy akademii nie lubią tego, aby ktoś z ich towarzystwa się czymś wróżniał. Nie znoszą dominacji”.

W części 10 przypomniałem swoje wrażenia z mojej pierwszej sesji w Zakopanem w 1999 roku. Dla mnie był to szok. O akademii słyszałem wcześniej wiele historyjek od różnych osób, ale takiej improwizacji nie oczekiwałem. Podzieliłem się moimi spostrzeżeniami z Włodzimierzem Schmidtem. Włodek ze spokojem mnie wysłuchał, ale tematu nie podjął. Zrozumiałem, że tutaj nie będzie dyskusji. Zresztą na kolejnych dwóch sesjach z moim udziałem nic się nie zmieniło na lepsze. Była taka sama prowizorka!

Na mojej stronie w temacie Akademia Młodzieżowa opisałem w punkcie 4 moje zajęcia w Zakopanem. Ten sposób szkolenia nie był znany trenerom akademii. Moja próba dyskusji na ten temat z kolegami nie powiodła się, ponieważ nikt nie był tym zainteresowany. Podobnie zareagował Włodzimierz Schmidt. Byłem zdumiony jego obojętnością.

Dlatego w Szachiście (listopad 2001) w „Zapiskach trenera 2„ opisałem trening praktyczny, aby inni trenerzy mogli korzystać z moich doświadczeń.

gru
27

Wiceprezes Włodzimierz Schmidt podkreślił, że słabe przygotowanie debiutowe jest problemem zarówno czołówki kobiet, jak i mężczyzn i zadeklarował gotowość nadzorowania pracy konsultanta debiutowego kadry kobiet i mężczyzn (Protokół z zebrania zarządu Warszawa, biuro PZSzach, Al. Jerozolimskie 49, 27 października 2012 r. godz. 10.00-18.00).

////////////////////////

Na sesji Akademii Młodzieżowej w Wiśle (3-11 sierpnia 2000) byłem świadkiem grupowego szkolenia naszej starszej młodzieży w zakresie debiutów. Wykłady w języku rosyjskim prowadził trener zagraniczny arcymistrz Zigurds Lanka z Łotwy. Nasza młodzież raczej nie zna tego języka, więc treningi Lanki musiało wspomagać aż dwóch naszych szkoleniowców: arcymistrz Schmidt jako tłumacz i Skalik jako obsługa komputera. Lanka pokazywał na tablicy demonstracyjnej pewne warianty i komentował po rosyjsku. Schmidt tłumaczył to na język polski, natomiast Skalik wpisywał to wszystko do komputera za pomocą programu Chessbase.

Idea zaproszenia Lanki była na pewno dobrym pomysłem, ale zrealizowano to po amatorsku. Arcymistrz miał za zadanie przedstawienie repertuaru debiutowego białym kolorem. W wolnych chwilach kilka razy obserwowałem wykłady łotewskiego arcymistrza. Co najmniej połowa młodzieży nudziła się i nie wykazywała żadnej aktywności. Zapytałem się w przerwie kilka osób o powody. Okazało się, że nie wszystkich uczestników tych zajęć to interesowało, ponieważ grali swoje warianty i nie mieli zamiaru cokolwiek zmieniać w swoim repertuarze.

Moim zdaniem Lanka powinien najpierw przesłać dyskietkę ze swoimi wariantami i analizami Markowi Matlakowi. Dyskietka powinna być następnie skopiowana i przesłana wszystkim potencjalnym słuchaczom wykładów arcymistrza. W ten sposób byłby czas na przejrzenie tego materiału i młodzież miałaby możliwość wyboru najbardziej interesujących ich kwestii do wspólnych analiz, najlepiej w małych grupach. A tak część uczestników nie wykazywała żadnego zainteresowania na tych zajęciach.

Zresztą z jakością analiz poszczególnych wariantów było różnie. Niektóre miały charakter czysto teoretyczny, gdyż nie były sprawdzone w praktyce. Pamiętam, jak Agnieszka Matras na mistrzostwach świata juniorek w Goa w 2002 roku wybrała przeciwko obronie Caro-Kann wariant polecany przez Lankę. Młoda i nieznana Hinduska błyskawicznie odpowiedziała w krytycznym momencie i nasza mistrzyni międzynarodowa, zamiast przewagi debiutowej, musiała walczyć o wyrównanie. Propozycja Lanki w tym przypadku okazała się zupełnie nieprzydatna.

W trakcie zajęć w Wiśle zapytałem się Włodzimierza Schmidta, dlaczego sam nie przeprowadził takich wykładów. Dla niego – znawcy debiutów – nie powinno to sprawić przecież żadnych problemów. A tak jako wielokrotny mistrz Polski, olimpijczyk i uczestnik wielu turniejów międzynarodowych zadowolił się rolą tłumacza. Jego odpowiedź całkowicie mnie zaskoczyła i nie będę tego komentować. Zachowam to dla siebie!

 

gru
21

Wiceprezes Włodzimierz Schmidt podkreślił, że słabe przygotowanie debiutowe jest problemem zarówno czołówki kobiet, jak i mężczyzn i zadeklarował gotowość nadzorowania pracy konsultanta debiutowego kadry kobiet i mężczyzn (Protokół z zebrania zarządu Warszawa, biuro PZSzach, Al. Jerozolimskie 49, 27 października 2012 r. godz. 10.00-18.00).

////////////////////////

Codziennie otrzymuję emaile w tym temacie z różnymi uwagami i pytaniami:

1. Moim zdaniem pisze pan za dużo o sobie i powtarza stale to samo. Niech pan nie pisze co powinni dawniej robić, to staje się nudne, tylko jak wygląda współczesne podejście do treningu i młodzieży.

2. Takie teksty, nawet jak ma pan 150% racji, zniechęcą pana do siebie. Po co to panu?

3. Dlaczego pana zdaniem wyniki naszych juniorów ostatnich lat są gorsze, niż przed lat?

4. Podobają mi się pana artykuły, ponieważ pokazują metody szkoleniowe. Sam jestem początkującym szachistą i mogą się tutaj dużo nauczyć.

5. Dlaczego nie szkoli się nowych trenerów? Podobno skład trenerów na Akademii nie zmienia się od lat.

////////////////////////

Niedawno oglądałem w telewizji niemieckiej program historyczny na temat holokaustu z udziałem publiczności. W toku dyskusji padło pytanie, czy częste powtarzanie tych wydarzeń z przeszłości nie jest już za nudne i może tylko zniechęcić młodych ludzi do interesowania się w ogóle tym problemem. Prowadzący program zareplikował: będziemy o tym ciągle mówić i przypominać, aby nowe pokolenia już więcej tego błędu nie popełniły.

W odcinku 8 tej serii napisałem: Ostatnio otrzymałem kilka pytań dotyczących tej nowej serii. Jaki jest sens powtarzania tematów, które już były omówione na tym blogu i mojej stronie?

Wyjaśniam: w ostatnich czasach liczba osób odwiedzających mój blog się podwoiła. W prywatnych emailach zadano mi sporo pytań, które wiązały się ze szkoleniem w Polsce, literaturą szachową itd. Dlatego jest potrzeba przypomnienia pewnych kwestii, aby nowi Internauci szybko zaznajomili się z problematyką polskich szachów.

Młodzieżowa Akademia istnieje już od 1996 roku i na jej działalność wydano przez tyle lat sporo pieniędzy. Zgadza się, że młodzież zdobyła wiele medali w różnych mistrzostwach świata i Europy do 20 lat. Ale przecież nadrzędnym jej celem jest wyszkolenie klasowych seniorów. A kogo mamy, jedynie Radosława Wojtaszka. To chyba za mało, jak na tyle lat działalności Akademii i  wydaniu tylu środków finansowych.

Jest jeden tylko wniosek. Popełniono jakieś błędy szkoleniowe. Włodzimierz Schmidt 27 października 2012 stwierdził, że  słabe przygotowanie debiutowe jest problemem zarówno czołówki kobiet, jak i mężczyzn.

I to jest właśnie ten problem! Kilkakrotnie pisałem w przeszłości w różnych tekstach i mówiłem, że w nowoczesnych szachach otwarcie spełnia dominującą rolę! To jest przecież fundament każdej partii szachowej. Jeśli go zbuduje się na mocnych podstawach, to jest duża szansa na sukces.

Tymczasem ten bardzo ważny aspekt szkoleniowy był i jest nadal prawie całkowicie omijany w programie Akademii. Dlatego faza początkowa partii jest najsłabszym punktem naszych kadr. Już dawno pisałem, że Bartłomiej Macieja słabo gra debiuty, podobnie Mateusz Bartel. Utalentowana juniorka Klaudia Kulon nie ma żadnego repertuaru debiutowego, Zawodnik z jeszcze dużymi możliwościami Kacper Piorun ma duże braki debiutowe. Wcześniej pisałem, że Tomasz Markowski po 1.g3 świata nie zawojuje, że trener kadry kobiet jest odpowiedzialny za zmarnowanie talentu Iwety Radziewicz, której przez wiele lat swej działalności nie przygotował odpowiedniego repertuaru debiutowego. Pisałem o zawodnikach, którzy grają debiuty nie odpowiadające ich stylowi gry itd.

Problemem Akademii są jej trenerzy, którzy mają zbyt wielkie mniemanie o swojej klasie. Tworzą pewną zamkniętą od lat grupę i nie dopuszczającą do siebie nowych szkoleniowców, z innymi pomysłami i wiedzą. Ich przekonanie o swojej „wielkości” myliły ich fantastyczne sukcesy młodzieży. Ale kolejne dalsze losy tej młodej kadry, czyli brak znaczących wyników międzynarodowych ich nie peszył. Rodziły się nowe talenty i nasi szkoleniowcy żyli dalej w aureoli ich sukcesów. I tak kółko się kręci od wielu lat!

Alarm Włodzimierza Schmidta został wywołany – niestety –  o kilka lat za późno. W tym czasie nasi czołowi szkoleniowcy, dla których debiuty są przeważnie czarną magią, zmarnowali wiele talentów.

Taka jest prawda o polskich szachach i dlatego piszę o tym i będę dalej pisać. Naszych trenerów już na pewno się nie zreformuje i będą z pewnością dalej prowadzili swoje zajęcia na poziomie szkółki podstawowej, bo dla nich za trudne jest opracowanie dla zawodniczek i zawodników indywidualnych repertuarów debiutowych, odpowiadających ich stylowi gry.

Te moje teksty są przeznaczone przede wszystkim dla młodego pokolenia, które – mam nadzieję –  już niedługo przejmie stery po „wiedzących wszystko najlepiej” szkoleniowcach Akademii.

W ostatnich latach nasza utalentowana młodzież nie przywozi już tyle medali, co kiedyś. Przyczyna tego jest prosta, w innych krajach szkoli się już nowocześnie młode kadry. Widać to po analizie partii i tym samym ich stanie wyszkolenia.

W szachach sam talent nie wystarczy, ważna jest też odpowiednia praca szkoleniowa!

Przypominam, że uczyniłem wiele w zakresie popularyzacji debiutów w Polsce:

1. Liczne artykuły o otwarciach w polskiej prasie fachowej, np. Kwartalnik TeoretycznySzachy/Chess, Panorama Szachowa, Magazyn Szachista, Przegląd Szachowy itd.

Książki debiutowe po polsku:

Link 1

Link 2

Link 3

Link 4 

Link 5

Link 6

Z mojej inicjatywy wydawnictwo „Penelopa” rozpocznie w przyszłym roku publikację nowej serii „Ciekawostki debiutowe”. Zapraszam wszystkich chętnych do współpracy w tym zakresie!

 

 

 

gru
20

Wiceprezes Włodzimierz Schmidt podkreślił, że słabe przygotowanie debiutowe jest problemem zarówno czołówki kobiet, jak i mężczyzn i zadeklarował gotowość nadzorowania pracy konsultanta debiutowego kadry kobiet i mężczyzn (Protokół z zebrania zarządu Warszawa, biuro PZSzach, Al. Jerozolimskie 49, 27 października 2012 r. godz. 10.00-18.00).

////////////////////////

W artykule „Quo vadis… – raz jeszcze!” (Magazyn Szachista-październik 2003) pisałem: „Sugerowałem, aby na Akademii lepiej przygotowywano młodzież do samodzielnej pracy, bowiem zaobserwowałem na sesjach, że niektórzy juniorzy (rki) nie wiedzą z jakiej literatury fachowej powinno się korzystać, czy też jak powinno się pracować nad poszczególnymi fazami gry itd. Nie wszyscy mają stałe kontakty z trenerami i dlatego powinni otrzymać wskazówki do pracy samoszkoleniowej. Jednym z poważnych problemów jest sposób pracy młodzieży nad debiutami. W krajowej prasie fachowej czytałem dość często, że nasza młodzież wykuwa na pamięć warianty i potem w czasie partii ma problemy ze znalezieniem właściwego planu gry w grze środkowej. Na sesji w Zakopanem odkryłem tego przyczynę. U niektórych uczestników znalazłem notatki debiutowe opracowane przez trenera Ryszarda Bernarda. Były to wypisane ręcznie warianty w słupku, bez podania planów gry itd. W ten sposób nie można uczyć się debiutów! Nadmieniłem o tym w „Szachiście” w artykułach: „Zapiski trenera” (1) i (3) oraz w książce wydanej przez PZSzach: „Wybrane zagadnienia teorii i praktyki szachowej”.

11 września br. Otrzymałem list od p. Henryka Balkiewicza, ojca znanej zawodniczki Elżbiety, który obserwował dyskusję na Forum PZSzach i czytał wypowiedzi moje i innych dyskutantów.

Napisał m.in.: Kiedy Ela miała 10 lat szkolił ją przez niecałe dwa lata właśnie pan Bernard, finansowany częściowo z kasy klubu, a częściowo przez nas rodziców. To szkolenie wyglądało tak, że przyjeżdżał do Legnicy raz na dwa miesiące, bo nie miał więcej czasu. Był w Legnicy dwa-trzy dni i wyjeżdżając zostawiał Eli właśnie takie kartki-słupki z debiutami i wariantami do nauczenia się. Pamiętam, jak Ela płakała pewnego razu, gdy p.Bernard odpytał ją z tych wariantów-tasiemców i mówił jej, że bez tego nie da rady dobrze grać w turniejach. Wtedy popieraliśmy go, bo uważaliśmy go za duży autorytet trenerski w Polsce. Kazał jej uczyć się na pamięć wielu wariantów, oczywiście niektóre pewnie z nią przerabiał na zajęciach, ale nie wszystkie. Ela była przestraszona, że tyle musi się uczyć na pamięć…

Mam nadzieję, że dyrektor Akademii już zarzucił takie metody pracy nad debiutami. Nieraz podkreślałem, że cenię kwalifikacje trenerskie Ryszarda Bernarda. Jednakże czynności dyrektora Akademii nie sprowadzają się tylko do przeprowadzenia sesji i wypełnienia indeksów, ale przede wszystkim polegają na dobrej współpracy z trenerami i stałej analizie możliwości ulepszania pracy szkoleniowej. Miałem różne propozycje i oczekiwałem, że zostanę potraktowany na zasadzie partnerstwa.

Niestety Ryszard Bernard ignorował moje koncepcje i nie podjął dyskusji w sprawach istotnych dla działalności Akademii. Rozumiem, że moje zaangażowanie w sprawach polskich szachów może się komuś nie podobać, z różnych względów, ale powinna być zachowana koleżeńska forma odmowy. Tymczasem Ryszard Bernard nie reagował na wszelkie uwagi dotyczące poprawy pracy szkoleniowej Akademii, ani nie wykazał żadnego zainteresowania moimi pozytywnymi doświadczeniami ze współpracy z Wojtaszkiem i Brzeskim”…

////////////////////////

O sposobie pracy nad debiutami poinformowałem Włodzimierza Schmidta już na sesji Akademii w Zakopanem w 1999 roku. Znał problem i mimo tego nic nie uczynił w kierunku zmiany błędnych metod szkoleniowych w tym zakresie. Chronił swych kolegów-trenerów. Mnie tymczasem krytykowano i zwalczano.

Kto ucierpiał na tym? Ja na pewno nie, tylko polskie szachy! Teraz po tylu latach Włodzimierz Schmidt ogłosił problem, który był mu już znany 13 lat temu!

cdn

Uzupełniająca lektura 

 

gru
19

Wiceprezes Włodzimierz Schmidt podkreślił, że słabe przygotowanie debiutowe jest problemem zarówno czołówki kobiet, jak i mężczyzn i zadeklarował gotowość nadzorowania pracy konsultanta debiutowego kadry kobiet i mężczyzn (Protokół z zebrania zarządu Warszawa, biuro PZSzach, Al. Jerozolimskie 49, 27 października 2012 r. godz. 10.00-18.00).

////////////////////////

Seria ta cieszy się dużym zainteresowaniem. Internauci wolą się jednak wypowiadać w prywatnych emailach. Jest to dla mnie zastanawiające, ale muszę uszanować wolę korespondentów.

Marcin Zimerman nie ma żadnych problemów z ujawnieniem swego nazwiska. Wczoraj w komentarzu m.in. napisał: „Ta cała „akademia” to jakiś śmiech na sali, podczas kilkunastu dni niewiele się można nauczyć, prawdziwa praca to ta w domu z trenerem klubowym. Tyle że w boksie to sie zmienia, stawia sie na nowe metody szkolenia, młodych trenerów wysyła się na zagraniczne staże, organizuje się kursy dokształcające dla trenerów pracujących w regionach. Polityka PZB się znacząco zmieniła po ostatnich wyborach.

PZSZACH nie ma natomiast żadnego pomysłu na rozwinięcie systemu kształcenia trenerów. Można zrobić kurs instruktorski i to tyle, dalej trzeba sobie radzić samemu. Nie organizuje się sympozjów szkoleniowych, nie wydaje się materiałów szkoleniowych, nie dopuszcza się młodych do współpracy z kadrą czy akademią. To wszystko jest skostniałe i archaiczne i nie wpływa dobrze na rozwój naszej dyscypliny. W Polsce na dzień dzisiejszy nie ma zbyt wielu młodych trenerów, odstraszyły ich brak możliwości rozwoju, kiepska organizacja związku (malejąca ilość turniejów, umierające regiony) i w końcu brak możliwości zarobienia pieniędzy bo z trenerki żyje w Polsce kilka osób i są to osoby te same od kilkunastu/kilkudziesięciu lat”.

////////////////////////

Mam nadzieję, że do dyskusji w tym temacie włączy się więcej osób. Sam w 1999 roku zobaczyłem prawdziwe oblicze Młodzieżowej Akademii Szachowej i opisałem to już dawno w różnych artykułach, m.in. w Szachy/Chess: Gorzka Prawda 75/76-2002.

Dla przypomnienia kilka punktów:

1. Pierwsza sesja z moim udziałem odbyła się w Zakopanem w dniach 2-10.10.1999. W zaproszeniu nie było tematycznego programu. Zadzwoniłem do Zbigniewa Czajki w tej sprawie i okazało się, że odpowiedzialny za to Marek Matlak nic takiego nie przygotował. Plan będzie podany na miejscu – poinformował mnie szef wyszkolenia PZSzach.

Okazało się, że na miejscu nie ma żadnego planu działania i jakiejkolwiek ogólnej koncepcji tematycznej. Kwestię treningów uzgadnialiśmy wieczorem po zajęciach i potem taki na gorąco opracowany program dnia wywieszano na tablicy ogłoszeń do ogólnej wiadomości.
Szybko zorientowałem się, że nie wszystkim uczestnikom odpowiadała tematyka zajęć. Część nawet twierdziła, że wiele zagadnień często powtarza się, ponieważ niektórzy trenerzy specjalizują się w pewnych tematach, a są zapraszani na prawie wszystkie sesje.

2. Wielkim zaskoczeniem w Zakopanem były dla mnie tzw. konsultacje. Gdy byłem trenerem kadry, robiliśmy to ze Zbigniewem Czajką w ten sposób, że prosiliśmy każdego juniora lub juniorkę na rozmowę indywidualną. Każda osoba musiała przedstawić swój program pracy samoszkoleniowej i podzielić się z nami swoimi problemami. Naszym zadaniem było każdemu coś poradzić i pomóc w rozwiązaniu tych trudności. Każde spotkanie było protokołowane przez kierownika wyszkolenia. Na zakończenie wszyscy otrzymywali na papierze zadania do wykonania. Na następnych konsultacjach sprawdzaliśmy wykonanie tych zaleceń i młodzież dzieliła się z nami swoimi nowymi dylematami. Była to więc zorganizowana akcja o logicznych założeniach.

To, co zobaczyłem po raz pierwszy w Zakopanem, wprowadziło mnie w zupełne zdumienie. Na pierwsze konsultacje przyszło do mnie trzech młodzieńców z grupy starszej, którzy akurat ze sobą konkurowali. Z początku myślałem, że to żart. Ale nie, tak ich przydzielił kierownik sesji Ryszard Bernard. Co można było więc robić? Popatrzyliśmy wspólnie trochę partii, porozmawialiśmy i koniec zabawy. Potem przyszły dziewczęta, też konkurentki. Ale tutaj była atmosfera bardziej swobodna. Młode panie nie miały większych tajemnic przed sobą. Mogliśmy więc porozmawiać trochę o granych debiutach itd.

3.  Inną niespodzianką dla mnie były tzw. prace domowe. Każdy uczestnik Akademii otrzymywał pewne zadania do wykonania. W Zakopanem zauważyłem, że spora część młodzieży nie robi tego w domu, tylko na miejscu. Rzecz jasna, że jakość takich prac nie była na dobrym poziomie. Oczywiście część młodzieży traktowała tę akcję poważnie i dostarczała dobre opracowania.

Dlatego zaproponowałem dwa wyjścia: albo zrezygnować z tego, albo wprowadzić dyscyplinę egzekwowania tych prac pod karą nie zapraszania takich osób na sesje. Młodzież trzeba uczyć szacunku do trenerów. W innych dyscyplinach sportu jest tak, że niewykonanie polecenia trenera pociąga za sobą różne sankcje. I tak musi być w szachach.

////////////////////////

Ta improwizacja na Akademii – pod kierownictwem Marka Matlaka – była akceptowana przez wiceprezesa Polskiego Związku Szachowego i najstarszego trenera Włodzimierza Schmidta.

W programie Akademii nie było indywidualnego przygotowania zawodniczek i zawodników pod kątem debiutów.

Dla nowych Internautów polecam lekturę artykułów na mojej stronie

Szczegóły: Link

oraz na tym blogu w kategorii Szachy w Polsce/Szkolenie.

cdn

 

gru
18

Wiceprezes Włodzimierz Schmidt podkreślił, że słabe przygotowanie debiutowe jest problemem zarówno czołówki kobiet, jak i mężczyzn i zadeklarował gotowość nadzorowania pracy konsultanta debiutowego kadry kobiet i mężczyzn (Protokół z zebrania zarządu Warszawa, biuro PZSzach, Al. Jerozolimskie 49, 27 października 2012 r. godz. 10.00-18.00).

////////////////////////

Na mojej pierwszej sesji Młodzieżowej Akademii w Zakopanem w 1999 roku bardzo szybko zauważyłem poważny problem: debiuty. Młodzież średniej grupy nie znała nawet nazw podstawowych otwarć szachowych. Pisałem już o tym na blogu: Link

Opowiedziałem o tym Włodzimierzowi Schmidtowi, który przyznał mi rację. Kwestię tę  poruszyłem też w rozmowach z trenerami. Jeden z nich oznajmił mi, że na prywatnych zajęciach o debiutach pokazuje ogólne plany gry. Zapytałem się więc: „Uważasz to za wystarczające? Przecież są ostre i skomplikowane warianty, gdzie trzeba znać konkretne ruchy. Zawodnicy mają też swoje osobiste style gry. Trzeba każdemu opracować indywidalne repertuary debiutowe”. Odpowiedział mi z rozbrajającym uśmiechem: „Jurek, mam w tej chwili pięciu podopiecznych. Jak mam to zrobić czasowo? Prowadzę przede wszystkim zajęcia ze strategii szachów i końcówek”. W rozmowie z jedną czołową juniorką kraju dowiedzialem się, że jej trener udzielił wskazówki: „Studiuj grę środkową i końcówki. A w debiucie dasz sobie jakoś radę”.

Tak więc pracy z otwarciami prawie nie było. Młodzież musiała sama rozwiązać ten problem. Łatwiej jest prowadzić oczywiście ogólne zajęcia. Można mieć opracowane materiały i przez wiele lat korzystać z nich na zajęciach, bez potrzeby dokonywania jakiś zmian. Z debiutami natomiast takiej łatwizny nie ma. Tutaj trzeba przy opracowywaniu materiału przejrzeć setki partii i wybrać te najbardziej wartościowe. Każdy turniej wnosi coś nowego i te materiały trzeba permanentnie uzupełniać o nowinki. A więc jest to kolosalna praca!

Jeden z trenerów pokazał mi swoje zeszyty, które wiele lat wcześniej opracował dla młodzieży. Doskonały materiał, ale na poziomie do mniej więcej II kategorii. Tymczasem na akademii były inne potrzeby, właśnie pomoc w opracowaniu indywidualnego repertuaru debiutowego. A tego  nie było!

W tekście „Gorzka Prawda” (Szachy-Chess: 75/76-2002), pisałem: „Były czołowy junior kraju Jan Piński tak mi kiedyś napisał: Od żadnego polskiego trenera na Akademii niczego się nie nauczyłem”…

„Oto ocena Akademii jednego z najzdolniejszych juniorów naszego kraju 15-letniego Radosława Wojtaszka: Moja współpraca z Szyszkinem układa się bardzo dobrze. Moim zdaniem jest to jeden z lepszych (najlepszych?) trenerów, przebywających w Polsce. Ma bardzo duże pojęcie o debiutach, a to moim zdaniem jest najważniejsze. Niestety, na razie polscy trenerzy np. Akademii nie mają wystarczającego pojęcia o tej fazie gry. Widzialem to najlepiej na mistrzostwach świata, kiedy przygotowywałem się z Jackiem Bielczykiem”…

cdn

 

gru
13

Wiceprezes Włodzimierz Schmidt podkreślił, że słabe przygotowanie debiutowe jest problemem zarówno czołówki kobiet, jak i mężczyzn i zadeklarował gotowość nadzorowania pracy konsultanta debiutowego kadry kobiet i mężczyzn (Protokół z zebrania zarządu Warszawa, biuro PZSzach, Al. Jerozolimskie 49, 27 października 2012 r. godz. 10.00-18.00).

////////////////////////

Ostatnio otrzymałem kilka pytań dotyczących tej nowej serii. Jaki jest sens powtarzania tematów, które już były omówione na tym blogu i mojej stronie?

Wyjaśniam: w ostatnich czasach liczba osób odwiedzających mój blog się podwoiła. W prywatnych emailach zadano mi sporo pytań, które wiązały się ze szkoleniem w Polsce, literaturą szachową itd. Dlatego jest potrzeba przypomnienia pewnych kwestii, aby nowi Internauci szybko zaznajomili się z problematyką polskich szachów.

Jednakże głównym powodem „odświeżenia” pewnych kwestii jest stwierdzenie Włodzimierza Schmidta w dniu 27 października 2012 roku o słabym przygotowaniu debiutowym naszych kadr kobiecych i męskich. O tych słabościach w wyszkoleniu polskich szachistek i szachistów zwróciłem uwagę arcymistrzowi już na mojej pierwszej sesji w Zakopanem w 1999 roku. Włodzimierz Schmidt zlekceważyl jednak wówczas te moje bardzo istotne uwagi i teraz po wielu latach stwierdził pewien dylemat, który był już znany od wielu lat. W tym minionym okresie młodzież była więc niedostatecznie szkolona i to mogło mieć duże znaczenie w prawidłowym rozwoju naszych talentów.

O problemach „debiutowych” mówiłem na trzech sesjach Akademii Młodzieżowej w latach 1999-2001 i zwracałem na to uwagę w moich artykułach. Także w tekście „Gorzka Prawda” (Szachy-Chess: 75/76-2002), którego fragmenty przytaczam teraz na blogu:

A co z teorią Capablanki, że należy rozpoczynać naukę gry w szachy od końcówek?  

Taką samą teorię głosił Tarrasch. Ale to było przecież przed około 80 laty. Wtedy było inne podejście do szachów. Teoria debiutów nie była tak szeroko rozpracowana. Nie było tylu szachistów, nie rozgrywano takiej liczby turniejów, co obecnie. Nie wychodzila taka masa literatury szachowej. Wtedy była zupełnie inna technika gry…

Ostatnio widziałem w jakieś gazecie rozwój techniki wyjścia z progów skoczków narciarskich. W ciągu kilkudziesięciu lat sylwetka skoczka zmieniala się wielokrotnie. Zupełnie inaczej skakał Marusarz w 1939 roku, inaczej skacze teraz Małysz. Chodzi o to, że o długości skoku decyduje doskonałość aerodynamiczna oraz tzw. kąt natarcia, czyli kąt pomiędzy płaszczyzną nart, a kierunkiem lotu. Te techniki wypracowywano sobie przez wiele lat. Tymczasem w szachach wielu krajowych trenerów trzyma się ciągle tego sloganu, wypowiedzianego już tak dawno przez starych mistrzów. Zapomnijmy wreszcie o tym. Myślmy już współczesnymi kategoriami. Wprowadźmy nowoczesne metody treningu!   

cdn

gru
10

Wiceprezes Włodzimierz Schmidt podkreślił, że słabe przygotowanie debiutowe jest problemem zarówno czołówki kobiet, jak i mężczyzn i zadeklarował gotowość nadzorowania pracy konsultanta debiutowego kadry kobiet i mężczyzn (Protokół z zebrania zarządu Warszawa, biuro PZSzach, Al. Jerozolimskie 49, 27 października 2012 r. godz. 10.00-18.00).

////////////////////////

W piśmie Szachy/Chess 75/76-2002 w tekście „Gorzka prawda” napisałem:

W 1979 byłem wraz z Tomaszewskim na mistrzostwach świata w Grazu. Tam nawiązaliśmy dobre kontakty z ekipą Dworeckiego. W jej sklad wchodzili zawodnicy Jusupow i Dołmatow oraz trener Tukmakow. Chodziliśmy często wspólnie na spacery. Rozmawialiśmy na różne tematy. Często w tych dyskusjach były poruszane problemy przygotowania debiutowego do ważnych imprez. Obaj trenerzy z całą stanowczością twierdzili, że faza debiutowa jest najważniejsza i od tego zależy w dużym stopniu sukces w partii. Potem w Niemczech, w czasie tradycyjnych turniejów międzynarodowych w Dortmundzie, miałem wielokrotnie możliwość rozmawiania z czołowymi zawodnikami świata. Wszyscy potwierdzali to samo. Przytoczę to, co napisał Karpow we wstępie do mojej najnowszej książki „Schnellkurs der Schacheröffnungen” (niemiecka wersja książki „Szybki kurs debiutów”): Każda faza partii jest bardzo ważna. Jeśli na początku walki jedna ze stron straci materiał lub przeciwnik uzyska przewagę pozycyjną, to będzie trudno te straty odrobić w grze środkowej. Do końcówki może więc w ogóle nie dojść. Tak więc, znając słabo otwarcia, szachista nie może liczyć na większe sukcesy…

Jeśli ktoś ma dobrze opracowane otwarcia, to sukcesy przyjdą szybciej. Trzeba pamiętać też o tym, że organizatorzy turniejów dążą do czasowego skracania partii. W mistrzostwach świata bardzo często o awansie do następnej rundy decydują partie błyskawiczne. Tak więc doskonała znajomość teorii debiutów jest bardzo istotna.

cdn

  • Szukaj:
  • Nadchodzące wydarzenia

  • Odnośniki

  • Skąd przychodzą

    Free counters! Licznik działa od 29.02.2012
  • Ranking na żywo

    2700chess.com for more details and full list 2700chess.com for more details and full list
  • Codzienne zadania

    Play Computer
  • Zaprenumeruj ten blog

    Wprowadź swój adres email aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez email.

    Dołącz do 155 pozostałych subskrybentów