Archiwum kategorii ‘Bazy szachowe, partie’
Ze Zbigniewem Szymczakiem znam się od wielu lat. Przy szachownicy byliśmy przeciwnikami, ale na codzień zawsze dobrymi kolegami. Popularny w kręgach szachowych „Szymek” dał się rzeczywiście lubić. Wynika to z jego łagodnego i bezkonfliktowego charakteru. Jest prawdziwym pasjonatem królewskiej gry!
Na początku lat 80-tych spotkaliśmy się na jakimś turnieju w Holandii. Ostatni raz widzieliśmy się na mistrzostwach świata juniorów w Duisburgu w 1992 roku.
Przedstawiona partia była grana w półfinałach do mistrzostw Polski w Nowym Sączu.
Zbigniew Szymczak ze swoim podopiecznym Jackiem Gdańskim
Mielec 1974: Szymek w pojedynku z Olkiem Sznapikiem (wszystkie fotografie pochodzą ze zbiorów Andrzeja Filipowicza)
Pojedynek z Andrzejem Filipowiczem (Mielec 1974)
W mistrzostwach Polski w 1976 roku Jerzy Pokojowczyk był drugi (wszystkie zdjęcia pochodzą ze zbiorów Andrzeja Filipowicza)
Jerzy Pokojowczyk należał wraz z Andrzejem Maciejewskim do grupy najbardziej utalentowanych juniorów na Pomorzu pod koniec lat 60-tych. Do mojego wyjazdu z Bydgoszczy w 1971 roku obaj byli moimi najtrudniejszymi przeciwnikami na szachownicy. W ostatnich mistrzostwach okręgu juniorów – z moim udziałem – w 1967 roku zająłem pierwsze miejsce z 10 punktami i wyprzedziłem Jurka tylko o połówkę (w poprzedniach latach wygrywałem z dużą przewagą). W tymże roku w mistrzostwach Pomorza seniorów zająłem drugie miejsce. Pokojowczyk był piąty. W następnych mistrzostwach w konkurencji seniorów podzieliliśmy 1-2 miejsce. O tytule mistrza rozstrzygnął dodatkowy mecz, który wygrałem 2.5-1.5. W 1969 byłem pierwszy, ale rok później w Toruniu Pokojowczyk został mistrzem i wyprzedził mnie o pół punkta. Po moim wyjeździe do Krakowa Jurek był przez kilka lat zdecydowanym liderem szachów na Pomorzu.
Przedstawiona partia była rozegrana w mistrzostwach okręgu juniorów. Zastosowałem w niej bardzo ciekawy i jednocześnie ryzykowny ruch 8…Hb6!? W tamtym czasie był to mój ulubiony wariant, którym osiągnąłem wiele zwycięstw.
Łódź 1974: Andrzej Łuczak gra z Gerebenem – zwycięzcą turnieju międzynarodowego w Sopocie w 1951 roku.
Andrzej Łuczak w czasie partii. Obok stoi silny mistrz krajowy z Łodzi Horst Podolski (przedwcześnie zmarły). Był on nauczycielem matematyki Andrzeja w gimnazjum. Kiedyś graliśmy w trójkę na festiwalu im. PKWN w Lublinie. Często spotykaliśmy się na kawie i wspominaliśmy dawne czasy. W pewnym momencie Andrzej oznajmił, że pierwszą i jedyną dwójkę z matematyki otrzymał właśnie od Horsta. Na to Podolski: „Zasłużyłeś, ponieważ nie przygotowałeś się do lekcji”. Oczywiście w tym momencie wszyscy wybuchnęliśmy głośnym śmiechem (oba zdjęcia udostępnione przez Andrzeja Filipowicza).
Andrzeja Łuczaka poznałem osobiście w Ełku w 1964 roku. Odbył się tam drużynowy festiwal szachowy i jednocześnie mistrzostwa Polski juniorów. Mieszkaliśmy i graliśmy w jakieś szkole. W dniu przyjazdu byłem świadkiem towarzyskiego pojedynku blicowego pomiędzy Jerzym Lewim i Andrzejem Łuczakiem. O Andrzeju dowiedziałem się wcześniej z miesięcznika „Szachy”. Był przedstawiony jako zdolny junior z Łodzi.
Wszyscy spodziewali się, że nasze największe wówczas talenty Lewi i Łuczak „zamieszają” w mistrzostwach Polski. Tak się jednak nie stało. Zwyciężyli rutyniarze: Jędrzejek, Pytel i Fabianowski.
Sam grałem w turnieju drużynowym w barwach Caissy Bydgoszcz. Na 3 szachownicy uzyskałem 6 z 10 i wypełniłem pierwszą normę na I kategorię. Miesiąc wcześniej podzieliłem w mistrzostwach Pomorza juniorów wraz z Michałem Fabianowskim 1-2 miejsce. Mecz zakończył się remisem 2-2. Na mistrzostwa do Ełku pojechał tylko Fabianowski. Komisja sportowa Polskiego Związku Szachowego odrzuciła prośbę Okręgowego Związku Szachowego w Bydgoszczy o dopuszczenie mnie do MP juniorów.
Rok później w Goleszowie zadebiutowałem w mistrzostwach kraju i podzieliłem 3-4 miejsce. Natomiast Andrzej był 9-ty. W 1967 roku w mistrzostwach w Wiśle Andrzej zajął 2 miejsce. Ja byłem trzeci, zwyciężył Jerzy Lewi.
Przedstawiona partia była grana w otwartych mistrzostwach Polski w Tarnowie w 1979 roku. Jako trener kadry testowałem grę naszych kadrowiczów. Ostatecznie byłem daleko, ale wyprzedziłem kilku członków naszej elity: Łuczaka, Bielczyka i Świcia, także rutyniarzy: Bednarskiego, Dobosza, Szymczaka, Witkowskiego itd.
W tym czasie Andrzej Łuczak miał ranking międzynarodowy 2440, natomiast ja nie byłem jeszcze sklasyfikowany na liście FIDE.
W latach 80-tych Andrzej Łuczak poświęcił się pracy naukowej i obecnie pracuje jako profesor matematyki na uniwersytecie w Łodzi: Link.
W 1984 roku Andrzej miał wykłady na uniwersytecie w Dortmundzie i przy okazji złożył mi wizytę.

Andrzej Maciejewski pojedynkuje się z Andrzejem Filipowiczem w czasie rozgrywek I ligi w Katowicach w 1977 roku (zdjęcia pochodzą ze zbiorów Andrzeja Filipowicza).
W latach 1961-1971 grałem w bydgoskich klubach (OKO Caissa i Łączność) i w tym czasie zdobyłem 4-krotnie mistrzostwo okręgu juniorów i 2-krotnie seniorów.
Nie było tak łatwo, ponieważ konkurencja była duża. Przede wszystkim mieliśmy kilku utalentowanych juniorów, którzy reprezentowali już wysoki poziom szachowy. Z tej grupy wyróżniali się Jerzy Lewi (w 1963 roku wyjechał do Warszawy), Andrzej Maciejewski i Jerzy Pokojowczyk. Po moim wyjeździe do Krakowa w 1971 roku obaj poczynili szybkie postępy i w rezultacie wkrótce zostali powołani do kadry seniorów Polski.
W 1973 roku Andrzej Maciejewski został wicemistrzem kraju. Spotykaliśmi się wielokrotnie przy szachownicy i nasze pojedynki miały zawsze ostry charakter, gdyż Andrzej grał taktyczne szachy. Po raz ostatni graliśmy w 1977 roku na I lidze w Katowicach. Wybrałem rzadki wariant, aby sprowadzić grę na mniej znane tory.
Karol Pinkas gra partię błyskawiczną z Andrzejem Filipowiczem. Z prawej strony widać Jacka Bielczyka (obie fotografie pochodzą ze zbiorów Andrzeja Filipowicza).
W dniach 26.12.1966-5.01.1967 roku odbył się w Wiśle-Ustroniu obóz kadry juniorów. Ówczesny szef wyszkolenia Polskiego Związku Szachowego Stefan Witkowski miał kłopoty ze skompletowaniem składu. Dopuszczono więc kilku nieznanych juniorów ze Śląska, o czym pisałem już na moim portalu: Link.
Na inaugurację zgrupowania zjawił się znany miejscowy działacz i instruktor szachowy profesor Przybyła (był nauczycielem w miejscowym gimnazjum) z młodym chłopakiem, którego krótko przedstawił: „To jest Karolek, mój najlepszy uczeń i przyszły mistrz Polski”.
Tak poznałem Karola Pinkasa. Mistrzem Polski nigdy nie został, ale przez kilka lat zaliczał się do czołówki krajowej. Spotykaliśmy się później bardzo często na różnych imprezach i zgrupowaniach kadry.
Karol gra bardzo dobrze taktyczne szachy. Przedstawiona partia była grana w rozgrywkach I ligi w Katowicach. Wybrałem pozycyjną partię angielską, aby nie dać okazji mojemu partnerowi do aktywnej gry w fazie debiutowej. Po uzyskaniu pozycyjnej przewagi, sam przeszedłem do ataku.
Henryk Piskorz należał w latach 70 i 80 ubiegłego stulecia do ścisłej czołówki Krakowa. Z uwagi na ostry styl gry był niebezpiecznym graczem i potrafił pokonać w bezpośrednich pojedynkach nawet bardzo silnych przeciwników.
Przedstawiona partia została rozegrana w mistrzostwach okręgu krakowskiego. Mój partner wybrał ryzykowną kontynuację 9…Gxc2, co dało mi silną inicjatywę i następnie szybką wygraną.
W turnieju grało 12 zawodników. Uzyskałem 9 punktów z 11 partii (7+, 4=) i zdobyłem po raz trzeci mistrzowski tytuł.
Jerzy Kostro redagował przez kilka lat w jednym krakowskim dzienniku kącik szachowy. Partia z Piskorzem znalazła uznanie u byłego mustrza Polski.
Roman Dworzyński w czasach swej kariery zawodniczej (zdjęcie ze zbiorów Andrzeja Filipowicza)
Kiedyś Pomorze (Bydgoszcz, Toruń, Grudziądz) było silnym ośrodkiem szachowym w kraju. W latach 50-tych czołowym szachistą Polski był Henryk Szapiel, podobnie w kategorii kobiet Henryka Konarkowska.
Dlatego okręg pomorski był doskonałym sparing-partnerem dla innych ośrodków szachowych. Jako junior grałem w meczach przeciwko Warszawie (także w reprezentacji juniorów) i Poznaniu.
W dniu 26 listopada 1967 roku odbyło się w Bydgoszczy towarzyskie międzyokręgowe spotkanie Warszawa-Bydgoszcz. W barwach stolicy wystąpili m.in. Jan Adamski, Jerzy Lewi i Roman Dworzyński. Mecz zakończył się ostatecznie zwycięstwem gości 6.5-3.5.
Ja zagrałem na II szachownicy seniorskiej przeciwko mistrzowi Dworzyńskiemu. Mojego partnera wcześniej poznałem osobiście na zgrupowaniu kadry juniorów w Wiśle-Ustroniu (26.12.1966-5.01.1967). Roman Dworzyński wystąpił tam w roli trenera.
Od lewej strony stoją: Kaźmierski, Witkowski (kierownik zgrupowania i trener), Markiewicz, Dworzyński (trener), Wiland, Palewski (wykładowca-sędzia szachowy), Heinich, nieznany, Konikowski, Plebanek, nieznany, Pinkas. Klęczą od lewej: Bielczyk, nieznany i Chowra.
Nasz pojedynek miał interesujący charakter.
Roman Dworzyński i Jan Adamski współcześnie (zdjęcie ze zbiorów Andrzeja Filipowicza)
Stefan Witkowski z Janem Adamskim (zdjęcia pochodzą ze zbiorów Andrzeja Filipowicza)
Stefan Witkowski był bardzo bogatą postacią w polskich szachach jako zawodnik, trener i działacz. Poznałem go bliżej jako junior na różnych imprezach i obozach kadry. Stefan odnosił się do młodzieży zawsze z dużą kulturą. Nie pamiętam jakiś negatywnych zachowań w stosunku do nas, z czego znani byli inni działacze.
O Stefanie można by napisać bardzo wiele. Może ukaże się kiedyś jego biografia. Sam miałbym tutaj dużo do powiedzenia.
Stefan Witkowski był wielkim znawcą ataku czterech pionków przeciwko obronie królewsko-indyjskiej. Sam to grałem i kiedyś zaproponowałem mu napisanie wspólnej książki o tym ostrym wariancie. Zgodził się. Uzgodniliśmy plan: najpierw dostarczy mi swoje partie i inne materiały. Ja przygotuję wstępną wersję i potem wspólnie ustalimy ostateczny obraz książki. Niestety Stefan nigdy mi niczego nie dostarczył. Ostatni raz widzieliśmy się w Rowach w 1998 roku. Jeszcze tutaj rozmawialiśmy o naszym zamiarze. Nic jednak z tego nie wyszło. Szkoda, gdyż Stefan Witkowski miał wielką wiedzę i doświadczenie o ataku. Ostatecznie wydałem w USA wraz z Markiem Soszynskim w 2005 roku książkę na ten temat. Wcześniej zrobiłem to także w USA w 1987 roku.
Ze Stefanem spotkałem się tylko raz przy szachownicy w turniejowej partii. Było to w rozgrywkach I ligi w Międzygórzu. Wygrałem ciekawą partię. Ukazała się potem z moim komentarzem w piśmie angielskim „The Chess Player”.
Największym talentem w powojennej historii polskich szachów był bez wątpienia Jerzy Lewi. Obaj zaczynaliśmy kariery zawodnicze w jednym klubie. Przez wiele lat miałem więc możliwość obserwacji rozwoju jego niezwykłego talentu. Wielokrotnie walczyliśmy bezpardonowo przy szachownicy. Do końca byliśmy dobrymi kolegami. Mieszkając już w Warszawie, Jurek często odwiedzał Bydgoszcz i wtedy korzystał z mojej gościnności. Chciałbym tym tekstem przybliżyć nieco sylwetkę Jerzego Lewiego, który dla młodego pokolenia jest postacią raczej nieznaną: Moje wspomnienia.
Z Jurkiem rozegrałem wiele partii. Ogólny wynik jest mniej więcej w granicach równości, ale wygrał ze mną dwie ważne partie w mistrzostwach Polski juniorów w Polanicy Zdroju (1966) oraz w Wiśle (1967).
Jerzy Lewi grał czarnymi przeciwko partii hiszpańskiej obronę Cordela i potem wariant Archangielski. Włączyłem oba otwarcia do swego repertuaru debiutowego i miałem tutaj wiele osiągnięć. Jurek zainspirował mnie do grania gambitu po ruchach 1.e4 e5 2.Sf3 Sc6 3.Gb5 Gc5 4.c3 d5!?, który jest znany w teorii jako „Gambit Konikowski-Hardy”.
W mistrzostwach Pomorza juniorów w 1961 roku rozegrałem z Jurkiem Lewim bardzo ciekawą partię. Pokonałem mojego partnera w jego ulubionym wariancie.
Nieoficjalne mistrzostwa Europy w Groningen (1967). Od lewej strony: Andras Adorjan, Anatolij Karpow i Jerzy Lewi.
Grałem z całą trójką. Z Adorjanem przegrałem dwukrotnie i raz z Karpowem. Z Jerzym Lewim rozegrałem wiele partii z różnym skutkiem.



















![wisla01a[1]](http://www.blog.konikowski.net/wp-content/uploads/2013/03/wisla01a1.jpg)




