Archiwum kategorii ‘Szachy w Polsce’
Zdjęcie wykonała Maria Moldenhauer
Marina Pogorevici (Rumunia)
(Fotografia ze zbiorów Eugeniusza Iwanowa)
[kontynuacja http://www.blog.konikowski.net/2016/07/20/w-i-z-gajewski-wraca-do-szachowej-elity/]
[tu znajdował się logotyp PZSzach, ale PZSzach nie zezwolił na publikacje tutaj logotypu PZSzach]
[tu znajdowało się zdjęcie z facebook’a PZSzach, ale PZSzach nie zezwolił na publikację tutaj rzeczonego zdjęcia PZSzach]
„Uchwała Zarządu Polskiego Związku Szachowego z dnia 19.02.2016 o powołaniu Grzegorza Gajewskiego do Kadry Narodowej. Zarząd PZSzach powołał Grzegorza Gajewskiego do Kadry Narodowej. Głosowało 11 członków Zarządu. 11 głosów ZA” zr. PZSzach
[kontynuacja http://www.blog.konikowski.net/2016/06/13/44-arcymistrz-w-historii-polski/]
(zdjęcie z internetu)
link http://ratings.fide.com/title_applications.phtml?details=1&id=1126822&title=GM&pb=46
(zdjęcie z internetu)
link http://pytanienasniadanie.tvp.pl/26564203/monika-socko-arcymistrzyni-gry-w-szachy
[tu znajdował się logotyp PZSzach, ale PZSzach nie zezwolił na publikacje tutaj logotypu PZSzach]
[tu znajdowało się zdjęcie z facebook’a PZSzach, ale PZSzach nie zezwolił na publikację tutaj rzeczonego zdjęcia PZSzach]
Nierówne traktowanie pewnych osób od innych w porównywalnej sytuacji – ze względu na kategorię szachową lub ranking – jest zjawiskiem nieusprawiedliwionym i nieuzasadnionym. Jednakże w środowisku naszej dyscypliny to kuriozum jest szeroko rozpowszechnione.
/////////////////////////////////////
Z szachami korespondencyjnymi jestem związany nieprzerwanie od 1964 roku do dnia dzisiejszego. Już jako junior stwierdziłem ich znakomite walory szkoleniowe. W tamtych czasach było mało imprez szachowych i gra w turniejach za pomocą poczty umożliwiła mi ciągłość w kontaktach z praktycznymi szachami.
Dzięki granymi tą drogą partiom wytrenowałem technikę analizy oraz byłem zmuszony do poznawania i tym samym grania różnych wariantów oraz debiutów. Dla mnie wynik turniejowy nie miał tak wielkiego znaczenia od korzyści twórczych w poszczególnych partiach.
Dlatego wielkich sukcesów sportowych nie odniosłem, choć wygrałem bardzo silny I Memoriał Sergiusza Czerniakowa (1970-1973) i za ten wynik nadano mi tytuł mistrza krajowego. Już mieszkając w Niemczech wygrałem I Międzynarodowy Memoriał Bogdana Śliwy (2005-2006) i w finale 48. Indywidualnych Mistrzostwach Europy (1993-1998) byłem siódmy.
Większy udział miałem w działalności publicystycznej tego środowiska. Przez wiele lat opracowywałem różne materiały teoretyczne dla komunikatów gry korespondencyjnej Polskiego Związku Szachowego i po wyjeździe do Niemiec kontynuowałem to w innych periodykach, w tym w oficjalnym piśmie ICCF „Fernschach”. Od kilku lat współpracuję z pismem „Fernschachpost” – organem Niemieckiego Związku Szachowego Gry Korespondencyjnej. Prowadzę tutaj kącik z teorii debiutów. Na 2-3 stronach wskazuję na pewne ciekawe plany, nowe idee ze szczególnym uwzględnieniem dorobku szachistów gry korespondencyjnej.
Poniższy tekst był zamieszczony w numerze 5-2011.
Po ruchu 10…d5!? piszę: „Ta ofiara pionka została prawdopodobnie zastosowana po raz pierwszy w partii korespondencyjnej Martin-Maltz (1995) i następnie powtórzona w dalszych pojedynkach drogą pocztową. W grze Kuzniecow-Gajewski, Pardubice 2007 tę ideę z sukcesem powtórzył polski arcymistrz. Została ona uznana przez periodyk Chess Base Magazin za nowinkę 2007 roku. Ta fałszywa informacja jest dowodem na to, że partie z gry korespondencyjnej są nieznane w grze normalnej”.
Nierówne traktowanie pewnych osób od innych w porównywalnej sytuacji – ze względu na kategorię szachową lub ranking – jest zjawiskiem nieusprawiedliwionym i nieuzasadnionym. Jednakże w środowisku naszej dyscypliny to kuriozum jest szeroko rozpowszechnione.
/////////////////////////////////////
Przed końcówką jest debiut!
„Wymień najmocniejszą oraz najsłabszą stronę w twojej grze. Monika Soćko:
Gram do końca, staram się wykorzystywać nawet najmniejsze szanse. Natomiast debiuty chyba nie są moją silną stroną. Końcówki też mogłabym poprawić”
zr psychologiaiszachy.blogspot.com.
Szanowny Panie Jerzy,
garść wspomnień z zawodnej mojej pamięci:
PZszach. Warszawa… Wybory Prezesa Polskiego Związku Szachowego. Jak zwykle i nieprzypadkowo zasiadamy z Marianem w ostatnim rzędzie. Obok nas przysiadł – absolutnie przypadkowo – Jacek Żemantowski – niezastąpiony i niezwykle sympatyczny rzecznik prasowy PZSzach. Wspaniały dziennikarz, prezenter i autor wywiadów z wielkimi postaciami naszych szachów. Z postaciami o wymiarze już wówczas historycznym. Głosowanie… Komisja rachmistrzów liczy głosy… Ogłoszenie wyników… Alleluja i do przodu…
Kto do przodu? Pan Jacek! Od dziś Pan Prezes, nasz Prezes. Do pierwszego rzędu. Co tam do pierwszego. Do prezydialnego. W drodze do prezydium obaj z Marianem pierwsi złożyliśmy Panu Jackowi należne Mu gratulacje. Dopełniło się pismo… Ostatni będą pierwszymi…
Oczywiście, nasze środowisko wyłoniło i zgłosiło kandydatów o bezsprzecznie wyższym od Jacka rankingu szachowym. Ludzi obdarzonych tytułami Mistrzów i Sędziów klasy międzynarodowej. Jednakże to Jacek wygrał? Dlaczego? Myślę, że odpowiedź jest prosta.
PZSzach w szachy nie gra. Polskę reprezentują Mistrzynie i Mistrzowie i daj Boże jak najwięcej – Arcymistrzynie i Arcymistrzowie. Zadaniem PZSzach jest tworzenie warunków rozwoju dla przyszłych mistrzów równych szans walki turniejowej dla aktualnych mistrzów.
Czy tak bywało? Niekoniecznie. To PZSzach nie wystawił Mistrza Bohdana Śliwę do ostatniego olimpijskiego pojedynku z oczywistą potęgą szachową, jaką była drużyna ZSRR.
Mistrzowi do granicy dzielącej świat Mistrzów od świata Arcymistrzów niezbędne było zdobycie ½ punktu. A w ówczesnej formie mógł zdobyć nawet cały punkt. Co do formy podzielał to zdanie pan Witkowski, który w finale MP w 1954 roku zdobył tyle samo punktów co ogłoszony mistrzem Bohdan Śliwa. Ale ówczesna zwierzchność szachowa pomyślała (szachiści to urodzeni myśliciele): nie wypada, aby Polak i katolik wygrał walkę – nawet na szachownicy – z miłującym pokój Związkiem Radzieckim..
Wiele lat później ICCF naprawiło ten apolityczny(?) gigantyczny(?) błąd naszych władz umysłowych czy szachowych, co tutaj co do skutków na jedno wychodzi, przyznając(?) nadając Mistrzowi Śliwie zsłużony tytuł Arcymistrza.
I jeszcze jeden rys Jacka Żemantowskiego. Otóż doprowadził On – bezinteresownie – do udziału Kasparowa w Zjeździe Pzszach i w symultanie w dawnym hotelu Forum….













