Archiwum kategorii ‘Wspomnienia’

Sty
02

Kontynuacja odcinka 94

Turniej strefowy, Warszawa 6-31 stycznia 1979.

W III strefie FIDE do startu w tym turnieju było uprawnionych 22 zawodników: Węgry 5, Bułgaria, CSRS i NRD po 4, Rumunia 3 i Polska 2. Dzięki organizacji otrzymaliśmy 2 dodatkowe miejsca. Rezygnacja zawodników NRD spowodowała, że eliminacje rozegrano w dwóch 10-cio osobowych grupach. Z każdej grupy dalej awansowało 4 zawodników. Natomiast w 8-osobowym finale do turnieju międzystrefowego kwalifikowało się 5 graczy.

Polska reprezentacja wystąpiła w składzie: Włodzimierz Schmidt, Adam Kuligowski, Aleksander Sznapik i Ryszard Skrobek.

Każdy z zawodników miał sekundanta, którego sam sobie wybrał oraz przygotowany przeze mnie zestaw partii przeciwników.

Niestety okazało się, że znowu zawiodło słabe przygotowanie debiutowe naszej czołówki. Przeciwnicy dominowali w tej fazie gry i końcowe wyniki ilustrują tabelki.

Jedynie Sznapikowi udało się awansować do finału, który to zawdzięczał ważnemu zwycięstwu Skrobka z Radułowem w ostatniej rundzie. Jednakże nie odegrał w nim większej roli.

Turniej pokazał niedostateczny stan wyszkolenia naszej kadry w porównaniu z innymi krajami tzw. demokracji ludowej. A nie było zawodników z NRD, którzy również zdecydowanie przewyższali Polaków klasą gry!

Ocena występu naszych zawodników przez ówczesnego prezesa Polskiego Związku Szachowego Czesława Wiśniewskiego: impreza kosztowała nas tyle pieniędzy, a tutaj taki blamaż na własnym podwórku!

 Poniższa partia otrzymała nagrodę za piękność (miesięcznik SZACHY, 5-1979).

 

Gru
27

Kontynuacja odcinka 93

Na turniej strefowy do Zalaegerszeg pojechała czwórka najlepszych naszych zawodniczek. Nasze mistrzynie w zasadzie nie liczyły się w konkurencji indywidualnej, ale po ostatniej olimpiadzie w Buenos Aires 1978 (5 miejsce!) liczyliśmy na jakąś niespodziankę. Niestety „cudu” nie było.

Każda zawodniczka miała swojego trenera. Ja zajmowałem się Anną Jurczyńską. W trakcie naszych spotkań w Krakowie szlifowaliśmy repertuar debiutowy, który odpowiednio wzmocniliśmy dodatkowymi wariantami. Wydawało mi się, że moja podopieczna jest dobrze przygotowana do tego ważnego turnieju. Na olimpiadzie w Buenos Aires zdobyła 7.5 z 10 partii, co było trzecim indywidualnym wynikiem na III szachownicy.

Niestety w Zalaegerszeg nie trafiła z formą. W kilku partiach zmieniała (albo myliła) warianty, co ilustruję w grze z Baumstark. Podobnie stało się z Nutu. Ostatecznie partia została odłożona w trudnej sytuacji. W trakcie naszej kilkugodzinnej analizie znaleźliśmy pewną drogę z szansami na ratunek. Jurczyńska postanowiła w dogrywce jednak „wzmocnić wariant” i zagrała po swojemu, co szybko zakończyło się katastrofą.

Poniższe sprawozdanie ukazało się w miesięczniu „Szachy” 8-1979.

Ta partia miała decydujące znaczenie, o czym wspomniałem w sprawozdaniu.

 

 

 

 

 

 

 

Gru
22

Kontynuacja odcinka 92

W dniach 29.03.1978 – 1.4.1978 planowany był w Elblągu mecz barażowy o tytuł mistrzyni Polski pomiędzy Anną Jurczyńską (KKSz Hutnik Kraków) i Małgorzatą Wiese (KS Formet Bydgoszcz). Stawką pojedynku był nie tylko zaszczytny tytuł najlepszej szachistki kraju, ale także awans do ekipy olimpijskiej i start w turnieju strefowym.

Byłem w tym czasie członkiem KKSz Hutnik Kraków i prowadziłem zajęcia z juniorami. Prezes klubu Jerzy Krzyworzeka zwrócił się do mnie z propozycją podjęcia się roli trenera p. Anny. Miałem najpierw przygotować zawodniczkę do meczu i potem jechać z nią do Elbląga.

Z treningiem nie było żadnych problemów. Spotykaliśmy się przez miesiąc dwa razy w tygodniu. Miałem mały zbiór partii Małgorzaty Wiese i to było bardzo przydatne w przygotowaniach. Wiedziałem, że gra dobrze taktycznie. Określiłem więc strategię gry: grać pozycyjnie i unikać ostrej gry. W tym celu zaproponowałem pewien zestaw wariantów, który został przez Annę Jurczyńską przyjęty. W ciągu wielu godzin naszych spotkań ćwiczyliśmy te właśnie otwarcia.

Do Elbląga pojechaliśmy w trójkę: Anna Jurczyńska, Stanisław Porębski i ja. Moim zadaniem było przygotowanie zawodniczki do każdej partii, natomiast Porębski miał dbać o dobre samopoczucie naszej podopiecznej w czasie meczu.

Małgorzata Wiese zjawiła się w Elblągu z ojcem i trenerem mistrzem Julianem Gralką.

Anna Jurczyńska grała zgodnie z planem i mecz wygrała w stosunku 2.5-1.5.

Na zakończenie imprezy zjawił się ówczesny sekretarz generalny Polskiego Związku Szachowego Jan Eberle. Niespodziewanie zaproponował mi posadę trenera kadry narodowej. Było to akurat 1 kwietnia i z początku propozycję tę przyjąłem jako żart. Tym bardziej, że tę funkcję pełnił wówczas były mistrz Polski Krzysztof Pytel. Moje zdziwienie przerwał Eberle lakonicznym stwierdzeniem: „My potrzebujemy trenera, nie zawodnika. Rozwiązaliśmy umowę z Pytlem i mam nadzieję, że sprawdzisz się na tym stanowisku”.

Spontanicznie wyraziłem zgodę. Ale dopiero po powrocie do Krakowa uświadomiłem sobie ryzyko, jakiego się podjąłem. Pracowałem wtedy w kombinacie metalurgicznym w Nowej Hucie. Miałem ciekawą i dobrze płatną posadę. Dodatkowo byłem zaangażowany jako szkoleniowiec w Częstochowie. A praca w sporcie to często balansowanie na linie i nigdy niewiadomo jaki los może spotkać trenera. Na ten aspekt zwracał mi uwagę kolega klubowy Jerzy Kostro, do którego zwróciłem się o radę.

Mimo różnych wątpliwości potwierdziłem w końcu gotowość podjęcia się tej funkcji!

Moja kandydatura została ostatecznie zaakceptowana przez zarząd PZSzach. Dnia 1 czerwca 1978 roku zostałem pracownikiem Polskiej Federacji Sportu w Warszawie z oddelegowaniem do pracy w Polskim Związku Szachowym.

Poniższe sprawozdanie zostało opublikowane w miesięczniku Szachy (6-1978).

 

Sty
16

Uzupełnienie do wpisu. 

Stanisław Gawlikowski, dziś niestety jakby zapomniany, pozostaje jedną z najważniejszych postaci polskiego powojennego życia szachowego. Więcej : chyba dopiero teraz dociera do nas wymiar jego olbrzymiej pracowitości i znaczenie jego dorobku. Cenne książki z teorii końcówek nie znalazły do dzisiaj kontynuacji ani konkurencji. Imponujące erudycją prace z historii szachów, nie zamykają się w obrębie ukochanej dyscypliny, lecz wybiegają na szerszy obszar kultury.

Na dzisiejszym czytelniku ( nie tylko na szachowym profesjonaliście ) niezwykłe wrażenie muszą robić okoliczności porzucenia królewskiej gry przez Paula Morphy’ego. U szczytu kariery, w roku 1839, prasa nazwała go wielkim szachistą z a w o d o w y m. „Morphy’ego niesłusznie to dotknęło” – pisał Gawlikowski- „oświadczył, że nie jest zawodowcem tylko dżentelmenem (! podkreślenie moje -RM ), gra w szachy dla przyjemności, a nie dla zysku, po czym – wycofał się raz na zawsze z wielkiej areny i grał już tylko w domowym zaciszu, z przyjaciółmi, pogrążony w głębokiej melancholii. Nie zdołały go skłonić do powrotu najbardziej nawet atrakcyjne, również pod względem finansowym, propozycje”. Ta historia, z pewnością egzotyczna z punktu widzenia młodych odbiorców, stanowi ilustrację głębokich przemian mentalnych, jakie się dokonały.

Z kolei opisując VIII Olimpiadę Szachową rozgrywaną w Argentynie na przełomie sierpnia i września 1939 ,Gawlikowski przywołał scenę, będącą interesującym przypisem do historii najnowszej. – „Czechosłowacja oficjalnie występowała jako ‘Protektorat Czech i Moraw’. Niemieckim ‘protektorom’ nie udało się jednak skłonić organizatorów do zdjęcia z frontowej ściany teatru, w którym odbywały się rozgrywki, flagi czeskiej i zastąpienia jej ‘oficjalną’ flagą ‘Protektoratu’ ze swastyką. Po dłuższych negocjacjach wywieszono ostatecznie dawny czeski sztandar…”
Mistrz szachowy, teoretyk, historyk dyscypliny ,publicysta , felietonista : tych zawodowych wcieleń Gawlikowskiego było dużo. Lecz przede wszystkim dużo było Stasia jako człowieka : niesłychanie żywego, pełnego temperamentu i inwencji.
Myślę ,że jego osobowość najpełniej wyrażała się w sferze językowej. Spontaniczna ekspresja słowna w życiu codziennym była naznaczona nie byle jakim ryzykiem. W ponurej, stalinowskiej dobie, podczas grupowego spaceru nad brzegiem Bałtyku, Staś zaimprowizował strzelisty hymn „ o wietrze wolności przychodzącym do nas ze Skandynawii”. Tylko chwalebnej solidarności braci szachistów domorosły poeta zawdzięczał wtedy ,że nie dostał się do ubeckiego lochu. Potem kiedyś ,też w okresie głębokiego Peeerelu, na biesiadnym zakończeniu drużynowego meczu z reprezentacją Niemieckiej Republiki Demokratycznej, Staś pozwolił sobie wznieść przyjacielski toast za zdrowie „ Sturmbannfữhrera Schulza”. Na te słowa niemiecki gospodarz spotkania śmiertelnie pobladł : nie z obrazy, ale ze strachu . „Nicht gut Herr Gawlikowski, nicht gut” – wyjąkał przerażony. Zapachniało politycznym skandalem…

Natomiast to samo , co narażało Gawlikowskiego na kłopoty w życiu powszednim, okazywało się darem pisarskim, zjednującym mu popularność . Znany publicysta sportowy, redaktor „Życia Warszawy” Stefan Sieniarski , wspominał jak po wprowadzeniu do gazety działu szachowego prowadzonego przez SG , zaczęły napływać do redakcji listy dziękczynne z różnych stron kraju. Było co czytać i kogo czytać.

Styl Gawlikowskiego, lapidarny i barwny zarazem, trudno byłoby podrobić. Zjadliwe charakterystyki : słabeusza przypadkowo zabłąkanego wśród krajowej elity –„ Pisać krytycznie o jego grze byłoby dla niego komplementem” czy czołowego polskiego szachisty „skutecznego na własnych śmieciach”, ale zupełnie „nie nadającego się na eksport” należały do rzadkości. Zazwyczaj Staś dawał wyraz fascynacjom , które ubierał w niebanalne skojarzenia. W beznadziejnym oporze stawianym rywalowi przez pewnego Hindusa, Gawlikowski odnajdywał cechy „iście indyjskiego fatalizmu”. Wygrana naszego szachisty z wysoko notowanym przeciwnikiem ( co w tamtych czasach było sensacją ) opisywana była w duchu młodzieżowych powieści Karola Maya jako „skalp zdarty z arcymistrza”. Pod piórem Stasia nieoczekiwane zwroty akcji jawiły się jak „grom z jasnego nieba”. Ładnie wygrane partie bywały „pogromowe”, a zwycięzca partii triumfował zwykle „ w porywającym stylu”. Błędy popełniane przy szachownicy najczęściej zaś były „nieprawdopodobnymi lapsusami” albo „tragicznymi pomyłkami”, vulgo „samobójczymi golami”. Zakończenia partii opisywane przez Gawlikowskiego były w zależności od kontekstu : słynne, pouczające , finezyjne, subtelne, dramatyczne , emocjonujące. Któż by się spodziewał , że nisza drewnianych figur kryje w sobie tyle niuansów ! Zasób leksykalny, którym dysponował nasz autor, był naprawdę bogaty.

Staś ciekawy świata, bystry w obserwacjach i ocenach ,zdystansowany , pogodny i dowcipny okazywał życzliwość kolegom. W jego niewielkim mieszkaniu na warszawskiej Ochocie goście, nawet ci niezapowiedziani, zawsze byli mile widziani. Przy filiżance kawy, z miłą asystą troskliwej żony gospodarza pani Zofii , szachiści wiedli długie rozmowy. Dzisiaj takich domostw zostało niewiele ; życie wygląda inaczej. Nieprzypadkowo dom państwa Gawlikowskich stał przy ulicy Baśniowej.

Rafał Marszałek

Gru
08

Kontynuacja odcinka 88

W ostatnich odcinkach tej serii przedstawiłem problemy, z jakimi spotykałem się na początku mojej przygody z szachami turniejowymi. Nie było trenerów. Polska literatura fachowa była bardzo skromna. Trzeba było korzystać głównie z rad doświadczonych kolegów w klubie, także z własnych przemyśleń.

Internauci często zadają mi pytanie: jak trenowałem? Tylko debiuty, gdyż tak często o tym piszę i mocno polecam tę fazę gry? Wyjaśniałem tę kwestię kilkakrotnie w różnych publikacjach, także tutaj. Jednakże ten problem ciągle przewija się w mojej prywatnej korespondencji. Dlatego wracam do tego problemu.

Reguły szachów poznałem w ostatnią sobotę lutego 1961 roku. W marcu – za namową kolegi – wziąłem udział w mistrzostwach szkoły podstawowej nr 37 w Bydgoszczy. W pierwszym dniu przegrałem trzy partie. Chciałem wycofać się z turnieju. Jednakże po namowie nauczyciela fizyki, który zorganizował turniej, zdecydowałem się kontynuować grę. Byłem ambitny i postanowiłem poprawić daleką pozycję. Szkolny kolega pożyczył mi podręcznik Tadeusza Czarneckiego „Nauka gry w szachy” (Warszawa 1950, 279 stron), ale tylko na dwa dni. Było wystarczająco dużo czasu, aby zapełnić 60 stronnicowy zeszyt z najciekawszymi fragmentami. Poznałem w szybkim tempie, choć w ogólnych zarysach strategię i taktykę szachów oraz elementarne końcówki.

Intensywny parodniowy trening przyniósł efekty. W kolejnych rundach odniosłem 8 zwycięstw i 3 partie zremisowałem. Ostatecznie zająłem trzecie miejsce. Jeszcze w trakcie turnieju kupiłem sobie książeczkę (wydanie turystyczne) Czarneckiego pt. „Szachy”, która okazała się mi też bardzo przydatna.

Tadeusz Czarnecki był znanym problemistą. Mimo tego, że posiadał niską kategorię szachową, napisał sporo dobrych książek. Na jego twórczości wychowało się wiele pokoleń polskich szachistów. Ten przykład jest przeciwieństwem do teorii niektórych krajowych zawodników (arcymistrzów), którzy twierdzą, że tylko silni gracze są w stanie napisać dobrą książkę szachową.

Tymczasem właśnie dzięki jego książce zostałem oczarowany pięknem królewskiej gry. To właśnie ta praca spowodowała moje zainteresowanie szachami, które stały się częścią mojego życia.

Po sukcesie w mistrzostwach szkoły zacząłem się bardziej interesować szachami. Ale jeszcze nie myślałem wtedy, aby się nimi zająć poważnie. Kolega zaprowadził mnie pewnego razu do budynku na ulicy Dworcowej (obecnie naprzeciwko hotelu Brda), gdzie grano raz w tygodniu w szachy. To była kiedyś siedziba znanego klubu szachowego „Budowlani”. Gospodarzem był Witkowski. Pamiętam, że był to starszy pan i nie miał jednej ręki. Kolega zareklamował mi go jako byłego mistrza Polski. Oczywiście pomylił ze Stefanem. Ale o tym dowiedziałem się później.

Miałem stałego partnera, którego zwałem „dziadkiem”. Był to starszy pan około 80-tki. Graliśmy przyśpieszone partie bez zegara. Na nim przeprowadzałem pierwsze eksperymenty debiutowe. Pamiętam, że kiedyś graliśmy wariant po ruchach 1.e4 e5 2.Sf3 Sc6 3.Gc4 Sf6 4.Sg5 d5 5.exd5 Sxd5 6.Sxf7 Kxf7 7.Hf3+ i po odejściu królem na g8 dostałem mata. Potem „wzmocniłem” grę i odszedłem na e8. Dziadek bez trudu zrealizował przewagę pionka. W domu zająłem się analizą tej pozycji i następnym razem zagrałem prawidłowo 7…Ke6! i partię wygrałem. Powtórzyliśmy jeszcze kilka razy ten wariant i za każdym razem odniosłem zwycięstwo. Dziadek w końcu zrezygnował z tego wariantu i grał potem już coś innego.

Już wtedy, jako początkujący gracz, zrozumiałem znaczenie fazy debiutowej, analizy własnych partii i podglądanie gry przeciwników. Raz zagrałem kilka partii z gospodarzem klubu Witkowskim. Myślałem, że to rzeczywiście były mistrz Polski. Wygrałem bez trudu kilka pojedynków. Byłem z tego dumny i myślałem, że jestem genialnym szachistą. Ktoś sprowadził mnie na ziemię: „To nie jest ten mistrz Witkowski. Nasz gra na poziomie czwartej kategorii”. Mimo wszystko byłem zadowolony. Byłem przecież początkującym szachistą, bez kategorii!

cdn

Gru
03

Kontynuacja odcinka 87

Na mistrzostwa Polski 1962 pojechał Michał Fabianowski z Torunia – mistrz okręgu z poprzedniego roku. Ostatecznie mistrzostwa okręgu 1962 odbyły się dopiero w Świeciu w dniach 2-8 stycznia 1963 r.

Oryginalna końcowa tabelka sporządzona przeze mnie po zakończeniu turnieju.

Mój największy rywal Jerzy Lewi był dopiero piąty. Kiedy Jurek trenował końcówki, ja przygotowałem sobie odpowiedni repertuar debiutowy. W moim samoszkoleniu korzystałem z książki w języku rosyjskim „Kurs debiutów” Panowa i Estrina. Był to w tym czasie najlepszy podręcznik dla nas dostępny o otwarciach. Wiele z niego się nauczyłem.

Jak już wielokrotnie pisałem w różnych publikacjach, gdy zacząłem grać w szachy turniejowe, to w naszym środowisku rozpowszechniano teorię: „Ćwicz  końcówki, a w debiucie dasz sobie radę”. Uważałem to za absurd i trenowałem zgodnie ze zdrowym rozsądkiem: „Ćwicz debiuty, a w końcówce dasz sobie radę”.

Jak myślicie Państwo, dało mi to zwycięstwo prawo startu w mistrzostwach Polski w 1963 roku?

 

 

 

 

Paź
29

Kontynuacja odcinka 83

„Panorama Szachowa” ukazuje się od 1993 roku i jest zatem najstarszym czasopismem szachowym w kraju. Treść pisma jest bogato urozmaicona tematycznie. Oprócz tekstów fachowych z teorii szachów ukazują się również informacje o aktualnych wydarzeniach z imprez szachowych w kraju i na świecie. Publikowane są także artykuły polemiczne, dotyczące życia naszej dyscypliny w Polsce.

W numerze 12 (grudzień 2008) została zamieszczona poniższa publikacja. Nadesłał ją już kilka lat temu jeden z aktywnych czytelników bloga. Z uwagi na pewne okoliczności znalazła sie ona w moim archiwum. Niedawno tenże czytelnik przypomniał nam, że problemy poruszone w tym artykule są nadal aktualne w polskich szachach. Z tego też względu zdecydowałem się na jego opublikowanie.

Autorem tekstu jest znany publicysta z Wrocławia Jerzy Kot.

Paź
09

Kontynuacja odcinka 79

Kącik szachowy ukazywał się regularnie w gazecie Pomorskiego Okręgu Wojskowego „Żołnierz Polski Ludowej” i propagował królewską grę w kręgach wojska.

Redagował go kapitan Józef Ulfig. Był on kilka lat prezesem klubu szachowego OKO Caissa Bydgoszcz.

 

Paź
05

Kontynuacja odcinka 78

Znałem sporo ludzi w Polsce, którzy kupowali tylko raz w tygodniu Trybunę Ludu – organ prasowy Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej  – dla kącika szachowego redagowanego przez Władysława Litmanowicza. Każdy odcinek zawierał kompozycję, kombinację i ciekawą partię z aktualnej praktyki turniejowej. Było to więc znakomite bogactwo różnych treści w zakresie królewskiej gry.

Sam opublikowałem tam wiele swoich zadań. Każda publikacja była nagrodzona jakąś książką lub albumem fotograficznym z różnych dziedzin. Władysław Litmanowicz kiedyś w prywatnej rozmowie powiedział mi: „Cieszę się z pana oryginalnych zadań i nie muszę przez to zamieszczać jakiś przedruków”.

Korzyść była zatem obopólna. Przez kilka lat zebrało się w mojej bibliotece wiele ciekawych wydawnictw. W trakcie mojej przeprowadzki do Krakowa rozdałem ten pokaźny zbiór kolegom w Bydgoszczy.

 

Wrz
28

Kontynuacja odcinka 77

W znanej gazecie Głos Pracy, ukazującej się w czasach PRL był kącik szachowy prowadzony przez znanego problemistę oraz autora kilku znakomitych książek szachowych Tadeusza Czarneckiego.

 

  • Szukaj:
  • Nadchodzące wydarzenia

    Kwi
    19
    pon
    2021
    całodniowy Turniej kandydatów (II koło)
    Turniej kandydatów (II koło)
    Kwi 19 – Kwi 30 całodniowy
    Zakończenie turnieju kandydatów w Jekaterinburgu z udziałem Caruana, Ding Liren, Grischuk, Nepomniachtchi, Vachier-Lagrave, Giri, Wang Hao, Alekseenko. Breaking News: Der Weltschachverband FIDE kündigte soeben an, das Kandidatenturnier ab dem dem 19. April in Ekaterinenburg (Russland) fortzusetzen.[...]
    Lip
    10
    sob
    2021
    całodniowy Dortmunder Schachtage
    Dortmunder Schachtage
    Lip 10 2021 – Lip 18 2022 całodniowy
    Strona turnieju Informacja na ChessBase News  
  • Odnośniki

  • Skąd przychodzą

    Free counters! Licznik działa od 29.02.2012
  • Ranking na żywo

    2700chess.com for more details and full list 2700chess.com for more details and full list
  • Codzienne zadania

    Play Computer
  • Zaprenumeruj ten blog

    Wprowadź swój adres email aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez email.

    Dołącz do 173 pozostałych subskrybentów