(zdjęcie z Internetu)
Niespodziewana śmierć Zbigniewa Szymczaka była dla mnie wielkim zaskoczeniem, był przecież młodszy ode mnie. Znaliśmy się od przeszło pół wieku. Przy szachownicy toczyliśmy bezpardonowe boje, ale na codzień zawsze byliśmy dobrymi kolegami.
Popularny w kręgach szachowych „Szymek” dał się rzeczywiście lubić. Wynikało to z jego łagodnego i bezkonfliktowego charakteru. Był prawdziwym pasjonatem królewskiej gry!
Na początku lat 80-tych spotkaliśmy się na jakimś turnieju w Holandii. Ostatni raz widzieliśmy się na mistrzostwach świata juniorów w Duisburgu w 1992 roku.
Przedstawiona partia była grana w półfinałach do mistrzostw Polski w Nowym Sączu.
W każdą niedzielę nowe zadanie z nagrodą.
Diagram 3 – zwycięstwo, 3 ruchy.
Nie zgaduj, tylko wejdź na stronę i wygraj.
https://goldchess.com/pl/information-center.html
Goldchess Assistant
W najnowszym piśmie „Rochade Europa” 7-2020 ukazała się recenzja książki „Schnellkurs der Schacheröffnungen”.
„Rochade Europa” jest najpopularniejszym miesięcznikiem szachowym w Niemczech i na swoich łamach reklamuje tylko najbardziej wartościowe pozycje w rodzimym języku.
Przed kilkoma dniami otrzymałem wiadomość z kraju, że w najnowszym miesięczniku „Magazyn Szachista” (lipiec 2020) są opublikowane wspomnienia z olimpiady szachowej na Malcie 1980 i autor tekstu Andrzej Filipowicz podkreślił moją rolę w zdobyciu przez nasze zawodniczki brązowego medalu.
Ucieszyło to mnie, gdyż od pewnego czasu są próby wykreślenia mnie z historii polskich szachów. Szczególnie ten kierunek działania uwypuklił się w okresie prezesur Tomasza Sielickiego i Tomasza Delegi. Wszystko wskazuje na to, że kontynuuje to obecny zarząd Polskiego Związku Szachowego.
Aktualnie pracuję nad książką, w której zamierzam opisać problemy naszej dyscypliny na bazie własnych doświadczeń. Wiele fragmentów z tej pracy zostało już zamieszczonych w różnych publikacjach, także na tym blogu.
Ten temat jest nadal otwarty i będzie dalej przedstawiony w tym miejscu. Zmobilizowali mnie do tego Internauci, którzy nie mogli zgodzić się z formą oskarżeń pod moim adresem przed trzema laty na facebooku znanego arcymistrza. Do tego problemu jeszcze powrócę!
Przesłano mi nawet poniższy obrazek.
Nikt nie wykreśli mojego udziału w sukcesie na Malcie 1980. W miesięczniku „Szachy” 3-1981 na stronach 57-62 opublikowałem artykuł:
IX OLIMPIADA SZACHOWA KOBIET
Brąz w La Valetta!

Fotografia (ze zbiorów Andrzeja Filipowicza) przedstawia ekipę Polski na olimpiadzie na Malcie 1980. Stoją od lewej: Kazimierz Wasilewski, Jan Przewoźnik, Jerzy Konikowski, Włodzimierz Schmidt, Agnieszka Brustman, Aleksander Sznapik, Małgorzata Wiese, Jacek Bielczyk, Hanna Ereńska-Radzewska, Adam Kuligowski, Jerzy Pokojowczyk oraz Grażyna Szmacińska.
//////////////////////////////////////
Przypominam tekst zamieszczony na blogu 22 lutego 2013 roku:
Pierwszy krążek olimpijski w szachach po II wojnie światowej zdobyła drużyna kobieca na Malcie w 1980 roku. Byłem szefem tej ekipy i wraz z zawodniczkami zostałem uhonorowany – za trzecie miejsce – brązowym medalem.
Już pisałem raz na blogu o tym największym w moim życiu wydarzeniu, że jako trener kadry dokonałem wtedy niespodziewanego wyboru. Zamiast 54-letniej doświadczonej Anny Jurczyńskiej wstawiłem do składu 18-letnią Agnieszkę Brustman.
Dla wielu była to superniespodzianka. Anna Jurczyńska była pięć razy mistrzynią Polski. Na olimpiadzie w Buenos Aires w 1978 roku zdobyła brązowy medal za indywidualny wynik na III szachownicy. Łącznie rozegrała 17 olimpijskich partii, w których zdobyła 12 punktów.
Panią Annę znałem od wielu lat. Przygotowałem ją w 1978 roku do meczu z Małgorzatą Wiese o mistrzostwo Polski. W czasie tego pojedynku byłem jej sekundantem. Anna Jurczyńska zdobyła kolejny tytuł mistrzyni kraju. A tutaj taka decyzja! Dla samej Jurczyńskiej był to szok. Była pewna, że Malta jest w jej zasięgu.
Nie było łatwo uzyskać uznania mojego postanowienia. Zostałem wezwany do ówczesnego prezesa Polskiego Związku Szachowego Czesława Wiśniewskiego. Zadał pytanie: Dlaczego Brustman a nie Jurczyńska? Odpowiedziałem: Agnieszka to jest nasza przyszłość i musimy stawiać na młodzież. Prezes ostatecznie poparł mnie i w ten sposób juniorka, która do tej pory miała na koncie tylko jeden sukces międzynarodowy – mistrzostwo Europy juniorek w 1980 roku – znalazła się w drużynie olimpijskiej.
Na Malcie okazało się, że moja decyzja była znakomita. Agnieszka zdobyła 8 z 11 partii. Pokonała m.in. drugą szachistkę świata Aleksandriję i uzyskała srebrny medal na swojej szachownicy! Natomiast w konkurencji drużynowej Polki zdobyły brązowy medal – pierwszy po II wojnie światowej medal olimpijski i pierwszy w konkurencji kobiet!
Anna Jurczyńska nigdy nie wybaczyła mojego kroku. Ignorowala mnie i nie reagowała na moje gesty powitalne. Na jednym zgrupowaniu kadry w grze korespondencyjnej w Warszawie w trakcie mojego wykładu na temat „Jak rodzi się nowinka debiutowa?” przeszkadzała zadawaniem jakiś pytań, które nie były związane z problematyką zajęć.
Rola trenera nie jest łatwa. Pod warunkiem, że podejmuje samodzielnie decyzje i nie daje sobą manipulować przez działaczy i zawodników. A są tacy, którzy dla „świętego spokoju” wolą się nie narażać i akceptują wszelkie dogodne dla siebie rozwiązania.
W latach 1961-1971 grałem w bydgoskich klubach (OKO Caissa i Łączność) i w tym czasie zdobyłem 4-krotnie mistrzostwo Pomorza juniorów i 2-krotnie seniorów.
Nie było tak łatwo, ponieważ konkurencja była duża. Przede wszystkim mieliśmy kilku utalentowanych juniorów, którzy reprezentowali już wysoki poziom szachowy. Z tej grupy wyróżniali się Jerzy Lewi (w 1963 roku wyjechał do Warszawy), Andrzej Maciejewski i Jerzy Pokojowczyk. Po moim wyjeździe do Krakowa w 1971 roku obaj poczynili szybkie postępy i w rezultacie wkrótce zostali powołani do narodowej kadry seniorów.
(zdjęcie z Internetu)
W 1973 roku Andrzej Maciejewski został wicemistrzem kraju. Spotykaliśmi się wielokrotnie przy szachownicy i nasze pojedynki miały zawsze ostry charakter, gdyż Andrzej grał taktyczne szachy.
Po raz ostatni graliśmy w 1977 roku na I lidze w Katowicach. Wybrałem rzadki wariant, aby sprowadzić grę na mniej znane tory.





















