
(zdjęcie z Internetu)
Włodzimierz Kruszyński był zawodnikiem z dużymi sportowymi możliwościami. Jednakże jego talent szachowy nie rozwinął się tak, jak wszyscy – i on chyba także – oczekiwali.
Ostatecznie w 1994 roku Włodek założył agencję Gambit i praktycznie odszedł od czynego zajmowania się grą.
Partia, którą przedstawiam, rozegrana została w rozgrywkach I ligi.
Will the switch of big-time chess to online play spell the end for chess photography? „Noooo!” says crazy British chess photographer John Saunders… @photochess @davidllada @riga_niki @LennartOotes https://t.co/6XMUIzzpn7 pic.twitter.com/ma7ZHKXtw2
— John Saunders (@johnchess) April 22, 2020
W encyklopedii jest wiele biografii osób związanych z Polską i te sylwetki przypomnę w kolejnych odcinkach. 
Emanuel Sztejn nie jest prawdzie w tej publikacji, ale zamierzał już około 35 lat temu opisać historię szachistów-Polaków mojżeszowego wyznania.
Przybył w latach 60-tych do Polski z Ukrainy i zamieszkał w Warszawie. Wykładał literaturę rosyjską na Uniwersytecie Warszawskim. Grał w barwach Legionu. W latach 70-tych wyemigrował do USA. Poznałem go bliżej w czasie olimpiady na Malcie w 1980 roku. Znaliśmy się oczywiście wcześniej z różnych imprez szachowych na terenie kraju. Ale dopiero spotkanie na Malcie przybliżyło mi postać Emanuela, który okazał się człowiekiem o niezwykłej kulturze.
Emanuel dał mi swój adres i zaproponował wymianę listów. Korespondencję kontynuowaliśmy także po moim osiedleniu się w Niemczech. Wysyłałem mu też moje książki wydane w Niemczech i w USA. Emanuel rewanżował się literaturą historyczną w języku polskim wydaną w USA.
Bywał często w Berlinie. Kilka razy umawialiśmy się na spotkanie, ale jakoś ciągle coś w ostatniej chwili stanęło na przeszkodzie. Byliśmy jednak w stałym kontakcie telefonicznym.
Emanuel w pewnym momencie zaproponował mi wspólne napisanie książki o polskich szachistach żydowskiego pochodzenia. Miał już wydawcę (Russell Enterprises, u którego potem wraz z Markiem Soszynskim wydałem trzy książki debiutowe). Zgodziłem się i w ciągu kilku miesięcy miałem gotową swoją część. Niestety nie doszło do realizacji planu, ponieważ Emanuel ciężko zachorował.
W 1999 roku spędzałem z żoną urlop w USA. Wcześniej umówiliśmy się, że go odwiedzę w Orange, gdzie mieszkał. Zgodnie z ustaleniami zadzwoniłem do niego w celu uzgodnienia terminu przyjazdu. W słuchawce usłyszałem słaby głos Emanuela: „Nie czuję się najlepiej. Odłóżmy spotkanie na później” – zaproponował. Była to nasza ostatnia rozmowa. Emanuel wkrótce zmarł. Miał raka.
Już pisałem w przeszłości na blogu, że znajomość ze Sztejnem umożliwiła mi osobiste poznanie arcymistrza Wiktora Korcznoja. Stało sie to w holenderskim mieście Hilversum pod koniec 1981 roku na zakończeniu jego meczu towarzyskiego z Timmanem. Na tę imprezę zabrał mnie ze sobą dyrektor turnieju w Dortmundzie Klaus Neumann, który był gościem honorowym organizatorów.
Korcznoj był oblegany przez swoich fanów i nie przypuszczałem, że uda mi się dotrzeć do niego. Ostatecznie udało się! Przedstawiłem się jako znajomy Emanuela Sztejna i drzwi były otwarte. Rozmawialiśmy około godziny na różne tematy. Przy okazji dowiedziałem się o jego polskich korzeniach. W czasach jego życia w Związku Radzieckim musiał ten fakt ukrywać. Korcznoj okazał się bardzo serdecznym i otwartym człowiekiem. Gawędziliśmy po rosyjsku. Po latach spotkaliśmy się na turnieju w Dortmundzie. Rozmawialiśmy już po niemiecku, ponieważ obecna była przy tym jego żona Petra Leeuwerik.
Dlaczego wymienienie nazwiska Emanuela Sztejna ułatwiło mi dojście do Korcznoja? Był on przyjacielem arcymistrza i przez jakiś czas nawet członkiem jego ekipy (jako rzecznik prasowy) w czasie meczów z Karpowem. Sztejn był wrogiem ustroju komunistycznego i Związku Radzieckiego. Na zakończeniu olimpiady na Malcie siedziałem obok niego. W trakcie grania hymnu ZSRR nie wstał. Wywołało to duże zgorszenie wśród członków ekipy radzieckiej, którzy siedzieli w pobliżu. „Kocham naród rosyjski, ale nienawidzę tego bandyckiego ustroju” skomentował to wydarzenie Sztejn.
Tak jak wspomniałem w ostatnim wpisie, moja gra w mistrzostwach Polski w Tarnowie 1979 r. nie była planowana. Nie byłem więc odpowiednio przygotowany debiutowo do tak ważnego turnieju.
Zatem postanowiłem wypróbować kilka systemów, które były przedmiotem moich badań analitycznych. Jednym z nich był wariant Alechina w obronie holenderskiej. Pisałem już o tym w odcinku 19.
Moim przeciwnikiem w tej partii był czołowy wówczas zawodnik Częstochowy Janusz Szałajdewicz.