Solid leadership is important in these uncertain times. #UN #SecurityCouncil #PlayMagnus pic.twitter.com/onY94qpj5D
— Espen (@Agdestein) 10 maja 2018
Po sukcesie w mistrzostwach szkoły zacząłem się bardziej interesować szachami. Ale jeszcze nie myślałem wtedy, aby nimi zająć się poważnie. Kolega szkolny Lech Alchimowicz zaprowadził mnie pewnego razu do budynku przy ulicy Dworcowej (w środku na zdjęciu), gdzie grano raz w tygodniu w szachy. To była kiedyś siedziba znanego klubu szachowego „Budowlani”.
Gospodarzem był Witkowski. Pamiętam, że był to starszy pan i nie miał jednej ręki. Alchimowicz zareklamował mi go jako byłego mistrza Polski. Oczywiście pomylił ze Stefanem. Ale o tym dowiedziałem się później.
Miałem stałego partnera, którego zwałem Dziadkiem. Był to starszy mężczyzna około 80-tki. Graliśmy przyśpieszone partie bez zegara. Na nim przeprowadzałem pierwsze eksperymenty debiutowe. Pamiętam, że kiedyś graliśmy wariant po ruchach 1.e4 e5 2.Sf3 Sc6 3.Gc4 Sf6 4.Sg5 d5 5.exd5 Sxd5 6.Sxf7 Kxf7 7.Hf3+ i po odejściu królem na g8 dostałem mata. Potem „wzmocniłem” grę i odszedłem na e8. Dziadek bez trudu zrealizował przewagę pionka. W domu zająłem się analizą tej pozycji i następnym razem zagrałem prawidłowo 7…Ke6! i partię wygrałem. Powtórzyliśmy jeszcze kilka razy ten wariant i za każdym razem odniosłem zwycięstwo. Dziadek w końcu zrezygnował i grał potem już coś innego.
Już wtedy, jako początkujący gracz, zrozumiałem znaczenie fazy debiutowej, analizy własnych partii i podglądanie gry przeciwników.
Raz zagrałem kilka partii z gospodarzem klubu Witkowskim. Myślałem, że to rzeczywiście były mistrz Polski. Wygrałem bez trudu kilka pojedynków. Byłem z tego dumny i myślałem, że jestem genialnym szachistą. Ktoś sprowadził mnie na ziemię: „To nie jest ten mistrz Witkowski. Nasz gra na poziomie czwartej kategorii”. Mimo wszystko byłem zadowolony. W końcu byłem początkującym szachistą bez kategorii.
Ze Stefanem Witkowskim spotkałem się w późniejszych latach kilka razy przy szachownicy. Kilka pojedynków zakończyło się remisem i jedną partię wygrałem. Stało się to w rozgrywkach I ligi w Międzygórzu w 1972 roku. Ukazała się potem z moim komentarzem w piśmie angielskim „The Chess Player”.
Wojciech Zawadzki – ojciec naszej znakomitej arcymistrzyni Jolanty i tegorocznej mistrzyni kraju – nadesłał zbiór fotografii z Mistrzostw Polski 2018: link.
Kupię książki szachowe:
- Marian Bocheński, Zarys Historii Struktur Sędziowskich w Polskim Związku Szachowym w latach 1945-1998. (Stron 236. ISBN 83-909969-5-2 Wydanie 2000 r., Kraków 2000 Soft-Land Poligrafia 32-070 Czernichów).
- Wojciech Kulika, Tomasz Lissowski, Feliks Przysuski pt. „Jurek Lewi”, Wydawnictwo PENELOPA
- Alfred Tarnowski, Międzynarodowy Turniej Szachowy Krynica 1956, Rada Okręgowa Zrzeszenia Sportowego „Start” – Sekcja Społeczna Szachów, Kraków 1956. (Liczba stron: 123, oprawa miękka).
- (Wszystkie książki autorstwa Antoniego Szylera) np. Antoni Szyler, III Mistrzostwa Szachowe Szkół Ogólnokształcących Stopnia Podstawowego I Licealnego Województwa Stalinogrockiego. Program, Wydał: Pałac Młodzieży im. Bolesława Bieruta w Stalinogrodzie, Stalinogród marzec 1956. (Liczba stron: 36, oprawa miękka).
- Janusz Woda, Ryszard Bernard, Stanisław Skowroński, Szachy w OHP. Vademecum organizatora imprez i junaka-szachisty, 1981-1982 rok (?). (Liczba stron: 55, oprawa miękka).
- Andrzej Sitek: Organizacja turniejów szachowych na statku, Wydawnictwo Morskie, 1950.
JACEK GAJEWSKI TEL.: 606 341 691
С праздником Великой Победы! Андрей Филатов поздравляет с 9 мая https://t.co/Rw7wAEHgMx pic.twitter.com/r8hL1pg7GO
— RCF (@ruchess_ru) 9 maja 2018
Ostatnio – w trakcie szukania pewnych materiałów – znalazłem w moim archiwum zdjęcie z zakończenia VII klasy szkoły podstawowej Nr 37 im. Henryka Sienkiewicza w Bydgoszczy (1961).
Na nim widać nauczyciela chemii i fizyki Henryka Olczyka (w jasnym krawacie). Ten klączący młodzieniec z lewej strony to ja.
W moich wspomnieniach napisałem: W ostatnią sobotę lutego 1961 roku zupełnie przypadkowo nauczyłem się grać w szachy. W marcu – za namową kolegi – wziąłem udział w mistrzostwach mojej szkoły podstawowej. W pierwszym dniu przegrałem trzy partie. Byłem bliski załamania i nawet chciałem wycofać się z turnieju. Nauczyciel fizyki i chemii Henryk Olczyk, który zorganizował turniej, popatrzył najpierw na tabelkę, potem na mnie i pocieszył mnie: „za tydzień będzie lepiej”.
Ostatecznie zdecydowałem się kontynuować grę. Byłem ambitny i postanowiłem poprawić daleką pozycję. Szkolny kolega Lech Alchimowicz (jego ojciec był znanym operatorem filmowym) pożyczył mi podręcznik Tadeusza Czarneckiego „Nauka gry w szachy”, ale tylko na dwa dni. Było to wystarczająco dużo czasu, aby zapełnić 60 stronnicowy zeszyt z najciekawszymi fragmentami. Intensywny parodniowy trening przyniósł efekty.
W kolejnych rundach odniosłem 8 zwycięstw i 3 partie zremisowałem. Ostatecznie zająłem trzecie miejsce (Alchimowicz i Bokowski po 10.5, ja 9.5). Jeszcze w trakcie turnieju kupiłem sobie książeczkę (wydanie turystyczne) Tadeusza Czarneckiego pt. „Szachy”. Dzięki tym dwóm pracom zapoznałem się z podstawami gry w szachy. Autor – z tego co słyszałem – był słabym szachistą. Mimo tego napisał sporo dobrych książek. Na jego twórczości wychowało się wiele pokoleń krajowych szachistów. Ten przykład jest przeciwieństwem do teorii niektórych współczesnych zawodników, którzy twierdzą, że tylko silni gracze mogą napisać dobrą książkę szachową. Oczywiście ta teoria jest totalną bzdurą!
Ale powracam jeszcze do książek Czarneckiego. Nauczyłem się z nich bardzo wiele. Nie należałem jeszcze do żadnego klubu, a już znałem ogólnie otwarcia i inne zagadnienia. Ciekawe, że właścicielem książki „Nauka gry w szachy” stałem się dopiero w Niemczech. Podarowała mi ją Danuta Pawińska – właścicielka znanego sklepu szachowego. Było to w Warszawie w 1994 roku.
Samego Czarneckiego poznałem osobiście w Warszawie w trakcie jakiegoś walnego zjazdu Polskiego Związku Szachowego. Uczestniczyłem w nim jako przedstawiciel Okręgowego Związku Szachowego w Bydgoszczy.











