Archiwum dla 20 sierpnia 2011
sie
20

Witam!

Przepraszam ze tak późno odpisuje ale z uwagi na obowiązki zawodowe brakowało mi czasu.

Czytałem Pańskie wpisy dotyczące szkolenia. W Polsce w ogóle w tej chwili nie ma szkolenia młodzieży. Tylko w kilku klubach coś się robi i często zabierają się za to ludzie, którzy szkolą zawodników taśmowo np. nakazując wszystkim grę tego samego debiutu (np. w pewnym mieście uczy się dzieci prawie wyłącznie obrony benoni i wariantu Swiesznikowa w obronie sycylijskiej, nawet jeśli dziecko ma 5 lat i kompletnie nie rozumie powstających tam irracjonalnych pozycji). Tak jest po prostu zwyczajnie łatwiej, niestety nie każdy może grać tak skomplikowane otwarcia. Dzieci – szczególnie małe – powinny grać pozycje klasyczne. 1.e4 białymi i 1..e5 czarnymi to najlepsza droga, przeglądając partie z licznych MP w niskich grupach wiekowych widzę, że trenerzy zalecają dzieciom 1.d4 i nawet 1.c4. To jest dramat, gra takich pozycji wymaga dużego pozycyjnego wyczucia i doświadczenia.

Nie ma już kursów trenerskich, teraz trzeba chyba ukończyć studia podyplomowe, które są kosztowne i nie zawsze są chętni. Niewiele one też zmieniają, bo większość klubów jest biedna i nie ma za co płacić trenerom, a te lepsze kluby zatrudniają silnych graczy. Często nie zwracając uwagi na to czy mają jakieś uprawnienia i doświadczenie trenerskie.

Brakuje tez materiałów szkoleniowych. W latach osiemdziesiątych ukazywały się różne biuletyny. Były one rozsyłane do klubów i dzięki temu pracujący tam trenerzy mieli narzędzia pracy. Ponieważ przeciętny instruktor nie zarabia kokosów, a związki nie kwapią się do zastąpienia np newslettera (kto go czyta? wszystko co jest tam napisane jest dużo wcześniej w internecie) biuletynem szkoleniowym. Można by go zamieścić na stronie związku, rozsyłać mailem, lub rozdawać na imprezach organizowanych przez PZSZACH.

Niegdyś ukazywał się „Poradnik szachisty”, który zawierał WYŁĄCZNIE materiały szkoleniowe. PZSZACH natomiast zamiast pomyśleć o wydawaniu takiego pisma – nawet jako kwartalnik – wykupił czasopismo MAT (szczegóły transakcji nie są znane do dzisiaj, na stronie www nie podano szczegółów. Poza tym związek ma już prawa do lepszego tytułu tj. SZACHY i mógł z tej nazwy korzystać. Sama działalność pisma finansowanego z pieniędzy państwowych w ogóle jest wątpliwa, bo podatnicy zapłacili za wykupienie tytułu od poprzedniego wydawcy, a teraz płacą drugi raz kupując pismo, które dodatkowo niszczy rynek konkurując z komercyjnymi podmiotami). A przecież można wydawać szkoleniowy kwartalnik, wypełniony materiałami do nauki gry w szachy np na 120 stronach, nie muszą być na pięknym papierze i z pięknymi zdjęciami. Szachiści cenią sobie samą zawartość. Pisma newsowe mają w XXI wieku coraz mniejsze powodzenie u czytelnika, bo informacja rozprzestrzenia się z prędkością światła i to, co opisane jest w gazecie, można znaleźć duuuuużo wcześniej w internecie. Jak to działa dokładnie wiem doskonale, bo od pewnego czasu pracuję dla jednego z największych europejskich koncernów medialnych. News nie ma dzisiaj kompletnie żadnej wartości, chyba, że jest serwujemy go jako pierwsi i jest on newsem autorskim tzn. konkurencja nie ma wiadomości np z jakiegoś zdarzenia.

Niepokoi mnie również sytuacja szachów w mniejszych ośrodkach. Po zmianie ilości województw, związki zostały przeniesione do największych miast. W ośrodkach oddalonych od nich życie szachowe zaczęło wymierać. Wystarczy podać przykład Jeleniej Góry, gdzie jeszcze na początku lat dziewięćdziesiątych grano w lidze i organizowano turnieje klasyfikacyjne. Dzisiaj nie ma tam ani ligi, ani turniejów (poza 1 czy 2 w szachy szybkie, w roku oczywiście), ani szkolenia młodzieży. A tradycje w szkoleniu były, z miasta tego pochodzi 2 arcymistrzów, 2 mistrzów FIDE, 1 IMC i przynajmniej kilkunastu zawodników z tytułami kandydata. Wielu z nich zdobywało medale na imprezach regionalnych i ogólnopolskich (GM Kuczyński był 2 razy mistrzem kraju!). Inne miasta w byłym województwie dolnośląskim też są szachowo wymarłe. Turnieje organizowane są jeszcze w Bolesławcu i Bogatyni (regularnie), tam też szkoli się młodzież. Dzięki pasji działaczy udało się też utrzymać przy życiu kluby w Kamiennej Górze i Przedwojowie. Członkowie tego drugiego klubu zorganizowali też 2 lub 3 ciekawe turnieje z silną obsadą międzynarodową. Niestety Gryfów (niegdyś grający w 1 lidze!), Lubań, Zgorzelec i wiele innych miast o szachach już nie pamięta. Gdyby nie zawody gimnazjów – organizowane tylko dlatego, że szachy są dyscypliną punktowaną – to nikt by tam nie grał. Podobnie jest w innych częściach Polski.

Problemy mają nie tylko małe miasta: w aglomeracji łódzkiej też niewiele się dzieje. A przecież silnych zawodników tam pod dostatkiem.

Pozytywnie oceniam przeniesienie biura związku do nowej siedziby i otwarcie małego klubu szachowego. Teraz każdy może sobie w centrum stolicy pograć z silnymi szachistami. Doceniam też działalność na rzecz kadry i powołanie Comarch Team. Tyle tylko, że szkolenie na poziomie centralnym to jest mało. Z roku na rok spada poziom juniorskich mistrzostw Polski. Proszę rzucić okiem, jaki był poziom w MP U12 w tym roku, a jaki 10 – 15 lat temu. W ogóle nie ma porównania. Niektórzy z dzisiejszych finalistów MP 15 lat temu nie wygrali by nawet… mistrzostw swojego miasta! Sam pamiętam, jak wysoki poziom trzeba było prezentować, żeby zakwalifikować się z woj. dolnośląskiego lub śląskiego. W eliminacjach grało wielu szachistów z centralnymi kategoriami, w tym nawet kandydaci …

A przecież szachy to nie tylko kadra i Warszawa, ale też inne, dużo mniejsze miejscowości, w których wychowano polskich czołowych szachistów. Podałem przykład Jeleniej Góry, ale jest też np Głogów (GM Markowski, WGM Michna). Regiony umierają, a z nimi umrze centrala.

Średni wiek TOP 10 polskiej listy to 25,5 roku. Szansę na rozwój mają z pewnością Świercz i Wojtaszek, liczę też na Mateusza Bartla. Reszta zawodników jest młoda jako ludzie, ale już troszkę stara jako szachiści. Pamiętajmy, że dzisiaj w wielu ekipach na olimpiadach ciężko się dopatrzeć zawodników starszych niż 30 lat. Ale, żeby mieć nieco lepszy przegląd sytuacji szachów w Polsce, popatrzmy dalej: w kolejnej dziesiątce naszej listy jeszcze chyba tylko W.Moranda i D.Świercz rokują nadzieje na przyszłość, ale ten pierwszy studiuje chyba w Niemczech i wątpię, żeby po ukończeniu dobrej uczelni chciał zostać zawodowym szachistą.

Jeszcze 30-40 lat temu nasi zawodnicy byli lepsi od Włochów czy Francuzów. Teraz różnice się zatarły i to właśnie Francuzi mogą pochwalić się wieloma szanowanymi arcymistrzami.

Kończąc chciałbym wyrazić nadzieję, że poza dobrą pracą z kadrą i promowaniu szachów „centralnie” ktoś w końcu pomyśli o rozwoju prowincji, o materiałach dla małych klubów. Bez małych klubów nie będzie wielkich szachów. Wiedzą o tym pewnie działacze Polonii Warszawa, którzy przez lata zawodników „sprowadzali” z innych miejscowości.

Pozdrowienia z upalnej Szwajcarii
Marcin

sie
20

W trakcie przygotowywania informacji o meczu Navara-Laznicka wpadłem na ciekawą ideę. Można przecież organizować podobne imprezy w Polsce! Miejsce meczu: lokal Polskiego Związku Szachowego w centrum Warszawy. To byłaby wspaniała promocja szachów i szansa pozyskania nowych sponsorów wspierających rozwój sportowy naszej czołówki.

Na początek proponuję mecz pomiędzy świeżo upieczonym mistrzem świata juniorów Dariuszem Świerczem i aktualnym mistrzem Polski Mateuszem Bartlem.

Mateusz Bartel po zdobyciu zaszczytnego tytułu nie zagrał w żadnym renomowanym turnieju i wielką niewiadomą jest jego aktualna forma sportowa. Mecz z mistrzem świata juniorów byłby sprawdzianem jego obecnych możliwości twórczych. Myślę, że taka impreza miałaby też ogromny aspekt propagandowy.

Praca przygotowawcza do tego spotkania oderwałaby też na jakiś czas mistrza Polski od niezwykle wyczerpujących zajęć pisarskich. Prowadzenie pisma związkowego „MAT” i własnegoblogawymaga wiele energii. Ostatnio Mateusz Bartel próbuje – jako początkujący instruktor szachowy – zdyskredytować moją wiedzę szachową i wieloletnie doświadczenie trenerskie.

Przy pomocy swych wiernych „komentatorów” nastąpił totalny atak na mnie. Źródłem tych napaści jest to, że na swojej prywatnej stronie w trakcie omawiania wyników mistrzostw Polski 2009 pozwoliłem sobie na publikację własnych spostrzeżeń dotyczących gry Dariusza Świercza. Następnie jak „lew” walczyłem z prezesem Tomaszem Sielickim o to, że doradcy naszego młodego i jeszcze mało doświadczonego arcymistrza kazali mu w ważnym turnieju w Wijk aan Zee ćwiczyć „oburęczność”. Na moim blogu w temacie „Imprezy szachowe – Wijk aan Zee” i „Szachy w Polsce – Polemika z prezesem PZSzach” jest opisana cała historia. Na stronie Polskiego Związku Szachistów do tych ataków na mnie włączył się wtedy także Mateusz Bartel, który poparł „oburęczność”.

Na mistrzostwach świata w Chennai Dariusz Świercz zastosował taki repertuar, jaki ja zaproponowałem 2 lata temu. Taka jest prawda, ale ten fakt wywołał teraz w pewnych kręgach szachistów szał agresji w stosunku do mnie. Jestem za wolnością słowa. Każdy może głosić swoje opinie na różne problemy. Ale nie można akceptować kłamstwa!

Przytaczam tekst, który znalazł się na blogu Mateusza Bartla:

Panda14
19/08/2011 – 16:27 | Stały link
Ostatnio dochodzą mnie głosy z bardzo dobrze poinformowanych źródeł w Niemczech, że znany blogger z Dortmundu już usiłuje zbić kapitał trenerski na sukcesie Pana Świercza i przedstawia swoje zasługi w jego trenowaniu. Mateusz, jak sądzisz jaki wpływ na ostateczny sukces w MŚ`20 miały konkretne porady pana Konikowskiego kierowane pod adresem Darka na jego stronie szachowej?

Szanowni Państwo! To jest prostacka kalumnia. Nigdy takie coś nie miało miejsca. Ale mnie już nie dziwi, że stałem się ofiarą ataków na stronie redaktora naczelnego „MATA” i rzecznika Polskiego Związku Szachowego. Po mojej publikacji na blogu w dniu 17 sierpnia „MŚ w Chennai – podsumowanie” otrzymuję niedorzeczne emaile. Oświadczam, że mój blog jest otwarty dla wszystkich, którzy mają coś wartościowego do powiedzenia o problemach naszej dyscypliny. Warunek: jawność. Nie będę akceptować żadnych anonimów!

Prezes PZSZach Tomasz Sielicki – reformator polskich szachów (fragment fotografii Marka Skrzypczaka)

sie
20

W Czechach od wielu lat cieszą się popularnością rozgrywane mecze pomiędzy silnymi zawodnikami. Mają one charakter propogandowy i reklamują królewską grę w szerokich mediach. Jest to wspaniała reklama dla szachów, która przyciąga nowych sponsorów.

W dniach 1-7 sierpnia 2011 roku odbył się w Novy Bor mecz pomiędzy obecnie najsilniejszymi szachistami Czech: Davidem Navarą – Viktorem Laznicką. Grano sześć partii.

Pierwsze dwie partie zakończyły się remisem. Czwartą i piątą wygrał Laznicka. W szóstej padł znowu remis i mecz zakończył się niespodziewaną porażką faworyta Davida Navary 4.5-1.5.

Strona meczu

Arcymistrz David Navara był zdecydowanym faworytem

Arcymistrz Viktor Laznicka – autor niespodzianki

Obaj kontrahenci przy wspólnej analizie

Zakończenie meczu

Fotografie nadesłał mistrz FIDE Bretislav Modr z Pragi – wydawca znanego pisma szachowego SachInfo.