Archiwum dla listopad, 2011
lis
07

Krytyka Marka Dworeckiego w odniesieniu do twórczości Aleksieja Suetina (1926-2001) jest raczej przejawem jakieś osobistej antypatii. Suetin był bardzo znanym autorem wielu książek i artykułów, które zostały przetłumaczone na wiele języków. Jego prace i analizy miały ogromny wpływ na rozwój teorii debiutów, czym przykładowo Dworecki nie może się poszczycić.

Kilka lat temu widziałem w jednym polskim miesięczniku też krytyczną wypowiedź dotyczącą pisaniu książek przez mało znanych autorów, chociaż pojęcia znany i nieznany są bardzo dyskusyjne. Warto wiedzieć, że poważne wydawnictwa przed publikacją tytułu, dokonują oceny książki i szans jej sprzedaży. W stosunku do mało znanych autorów kryteria są znacznie ostrzejsze. Zresztą nie zawsze dzieła znanych autorów i silnych zawodników prezentują wysoki poziom, ponieważ część z nich traktuje napisanie książki, jako rodzaj „fuchy”. Z kolei często słabszy gracz może być twórcą ciekawej pracy, gdyż on bardzo poważnie traktuje swoją rolę.

Książkę przed zakupem warto obejrzeć, poradzić się trenera, ale krytycznie podchodzić do ocen „pseudospecjalistów”. Niektórzy z nich wydają negatywne oceny z prostej zazdrości lub niechęci do autora.

Powracam jeszcze do sylwetki Marka Dworeckiego. Pisałem już na blogu, że poznałem go osobiście w 1978 roku na mistrzostwach świata juniorów w Grazu, kiedy to przyjechał jako trener wraz z ekipą ZSRR (zawodnicy Jusupow i Dołmatow, am. Tukmakow, też jako trener). Spędziliśmy razem wiele chwil na wspólnych spacerach i dyskusjach. Wywarł pozytywne wrażenie i wiele skorzystałem w rozmowach o problemach pracy trenerskiej. Jako ciekawostkę wspomnę, że Dworecki wykazał się także świetną znajomością historii swego kraju, opowiadając wiele ciekawych i nieznanych mi faktów, przy czym zaskoczył mnie wówczas otwartą krytyką Stalina, twierdząc iż był największym zbrodniarzem w historii świata…

Ponownie widzieliśmy się rok później na MŚ juniorów w Skien, a do kolejnego spotkania doszło dopiero w 1995 roku, w ośrodku przygotowań olimpijskim pod Berlinem. Wtedy Dworecki miał kilka godzin wykładów na zgrupowaniu czołowych trenerów Niemiec. Poruszył wiele ważnych tematów, znanych mi częściowo z jego książek, m.in. mówił o „Znaczeniu kompozycji szachowej w kształceniu szachisty”. Tym zagadnieniem zajmuję się praktycznie od początku działalności szkoleniowej i zawsze uważałem korzystanie z osiągnięć problemistyki jako doskonały środek trenowania abstrakcyjnego myślenia.

W Niemczech ten temat nie jest traktowany poważnie przez trenerów i samych zawodników. Musiałem przez wiele lat toczyć ciężkie boje z moimi podopiecznymi, aby ich zachęcić do rozwiązywania studiów i efektownych problemów w celu ćwiczenia zmysłu kombinacyjnego i techniki w grze końcowej. Wykład Dworeckiego pomógł mi w rozwinięciu tej tezy.

W końcowej fazie zgrupowania Dworecki zaskoczył wszystkich obecnych stwierdzeniem, że nigdy nie istniała „szkoła Botwinnika”, co przyjęte zostało z dużym zażenowaniem. Osoba wieloletniego mistrza świata cieszy się w Niemczech wielkim szacunkiem i osiągnięcia jego szkoły były i są tutaj dobrze znane.

Dodam własny przykład. W 1969 roku odbyły się w Warszawie Mistrzostwa Armii Zaprzyjaźnionych. W meczu z Armią Radziecką wystąpił przeciwko mnie 16-letni Anatolij Karpow. Młody mistrz zaskoczył mnie efektowną ofiarą pionka i moja pozycja szybko się rozleciała. Po parttii Karpow oznajmił, że ta idea pochodziła od Botwinnika, a on jest uczniem jego szkoły.

Zresztą sam Dworecki w książce „Technika gry szachowej” (wydawnictwo „Arden” 2001, str.192 przyznał, że przez pięć lat był wykladowcą w słynnej szkole Michaila Botwinnika. Po cóż więc była ta cała maskarada w Berlinie?

lis
06

Przezwisko fuszer jest powszechnie znane w kręgach szachistów i określa kiepskiego zawodnika, czyli dosłownie partacza. Epitet ten jest jednak zbyt często nadużywany przez zawodników, szczególnie w sytuacjach konfliktowych. Wtedy na fuszera może „awansować” również potencjalnie silny gracz. Słownictwo szachistów w określaniu słabeuszy jest dość bogate w różnorodne ksywki. Oprócz wspomnianego już fuszera, spotyka się także określenia w rodzaju: jeleń, jelonek, miś itd.

W Magazynie Szachista (grudzień 2005) opublikowałem artykuł na ten temat, z którym można się zapoznać na mojej stronie: Fuszer może zagrać dobrą partię!

lis
06

Znakomita książka traktująca ciekawe i ogólnie mało znane aspekty historii Polski. Swój wkład w tej pracy mają także dwaj znani szachiści Jan Piński i Rafał Przedmojski.

Zakazana historia
Leszek Pietrzak, Jan Piński, Rafał Przedmojski, Dominik Smyrgała, Leszek Szymanowski, Antoni J.Wręga
157 stron
Format 210×150
26 złoty
ISBN 978-83-62908-13-4

lis
06

Kiedyś bawiłem się w takie układanie bierek na szachownicy, aby uzyskać ładne wzory. Były to ustawienia wyrwane z kontekstu, a ponieważ nie miałem żadnego doświadczenia w kompozycji szachowej, dlatego moja „twórczość” może razić sztucznością. Mankamentem tych wymyślonych pozycji jest ich niepoprawność – często zarówno od strony białych, jak i czarnych. Problem ten oraz znalezienie wspomnianych niepoprawności pozostawiam Czytelnikom, do przemyślenia. Ale wymyślałem takie ustawienia, bo są… ładne. Oczywiście te zabawy nie miały żadnego wpływu na podniesienie mojej siły gry, za to zapewniały przyjemne spędzenie czasu. Ich wartość treningowa jest żadna, ale może warto takie zabawy pokazywać np. dzieciom w celu zainteresowania ich szachami, kto wie? Z chęcią wysłucham głosów polemicznych. A teraz konkretne przykłady z moich dawnych zabaw.

Pozycja 1

Ładna, symetryczna pozycja. Jest to mat. Jeżeli zabierzemy z szachownicy gońca, a skoczki przestawimy na d6 i f6, to też będzie mat. Gdy z diagramu usuniemy tylko skoczki, to jest pat przy ruchu czarnych. Po zdjęciu z szachownicy gońca oraz obu skoczków i wstawieniu wieży na e5, otrzymamy mata „krzyżowego”. Przedstawiony powyżej układ bierek jest „statyczny”, wiec teraz kolej na coś z wesołej dynamiki.

Pozycja 2

Przy dowolnych ruchach białego króla np. między polami h4-h5-h6, czarny król może jedynie kręcić się wokół gońca po polach: f5, e4, d5 i e6 w jedną, lub drugą stronę.

Inny „kręciołek”:

Pozycja 3

Biały król wykonuje ruchy e1-e2 i z powrotem, a czarnemu pozostaje jedynie krążenie w kółko po białych polach, w obrębie swojej klatki. Natomiast jeżeli w sytuacji na diagramie, skoczki przeniesiemy na c7 i g7, to otrzymujemy mata, a na b6 i h6 – pata.

W takiej pozycji czarne dostają forsownego, bardzo symetrycznego pata:

Pozycja 4

1.He7+ Kd5
2.He6+ K:e6
3.Ge7 Kd5
4.Kd3 Ke6
5.Ke4 pat, i to ładnie wyglądający.

lis
05

Do dyskusji o solvingu włączył się Andrzej Filipowicz, który w swoim piśmie m.in. napisał:

Natomiast jesteśmy znakomici w solvingu, w dyscyplinie, która niestety nie zalicza się do szachów w świetle kryteriów i definicji FIDE. W rozwiązywaniu zadań szachowych nie ma bowiem elementów twórczości, które charakteryzują szachy, a występują w grze bezpośredniej, korespondencyjnej i kompozycji szachowej…

Zgodnie z definicją sprecyzowaną przez FIDE – szachy są jedną z najstarszych, intelektualnych i kulturowych gier, która stanowi kombinację sportu, naukowego myślenia i elementów sztuki. Myśliciele i znawcy szachów wielokrotnie dodawali takie uzupełnienia: „Szachy są wiedzą pod względem treści, sztuki pod względem formy, grą zaś w swej istocie“ oraz „Szachy zawierają w sobie elementy kultury, sztuki i intelektualnych zdobyczy całej historii cywilizacji“. Patrząc z tego punku widzenia „Solving“ nie spełnia podstawowych kryteriów fidowskiej definicji szachów, jakimi są elementy sztuki, oryginalności czy twórczości. Solvingowcy nie zostawiają po sobie ani pięknych partii, ani kombinacji, tylko wyniki rywalizacji.

Natomiast sama kompozycja szachowa ma w sobie element sztuki i jest przykładem twórczości. Tu, z kolei, problem rywalizacji jest odsunięty na dalszy plan, gdyż sędziowie przyznający nagrody w różnych dziedzinach kompozycji szachowej kierują się, w gruncie rzeczy, bardzo różnymi względami i kryteriami, podobnie jak to ma miejsce przykładowo w jeździe figurowej na lodzie, czy gimnastyce artystycznej. W kompozycji szachowej, jak we wszystkich twórczych przedsięwzięciach, element czasu też nie ma znaczenia. Można całymi miesiącami czy nawet latami układać zadanie, bowiem liczy się przede wszystkim jego doskonałość i piękno.

Zapraszam do lektury pełnego tekstu w numerze listopadowym miesięcznika „Magazyn Szachista”.

lis
04

Mark Dworecki, znany rosyjski trener i autor wielu książek (przetłumaczonych także na język polski) stwierdził w swoim artykule („64” nr 12/2000), że większość publikacji to makulatura, którą napisali niekompetentni ludzie. Jego zdaniem przy zakupie książki trzeba zwracać uwagę na nazwisko autora. Przykładowo zaleca dzieła Johna Nunna, który jest silnym szachistą i człowiekiem obdarzonym niezwykłym intelektem. Prace niektórych autorów (m.in. Suetina) porównuje do „lekkiej muzyki”, natomiast Nikołaja Krogiusa ocenia jako autora bez talentu…

Z teorią Dworeckiego zupełnie sie nie zgadzam. Jest ona oparta na jakiś osobistych przesłankach i świadczy tylko o braku obiektywnego spojrzenia na całokształt literatury szachowej, która jest pod względem treści dostosowana dla szachistów różnych klas, a więc dla amatorów, wyczynowców i zawodowców. Sam nie polecałbym zwykłym sympatykom królewskiej gry, czyli amatorom, książek Nunna i Dworeckiego, ponieważ są one głównie pisane dla zawodników myślących poważnie o karierze wyczynowego lub zawodowego szachisty.

Jest wiele bardzo interesujących i wartościowych pozycji napisanych przez nieznanych lub mniej znanych autorów. Na naszym rodzimym rynku szachowym, starsze pokolenie pamięta nazwisko Tadeusza Czarneckiego (1905-1973). Nie był znanym graczem, tylko problemistą, ale to nie było żadną przeszkodą w napisaniu przez niego wielu świetnych książek, np. „Szach i mat”, „Pułapki szachowe”, „Tajemnice Caissy”, „Klejnoty szachowe”. Jego książka dla początkujących „Nauka gry w szachy” (Warszawa 1950) zajmuje w mojej bibliotece szczególne miejsce. Dzięki temu ciekawie napisanemu podręcznikowi poznałem tajniki królewskiej gry i zaraziłem się bakcylem szachowym!

Wielu moich kolegów w Niemczech dziwiło się, gdy w latach 80-tych kupowałem książki mało znanego autora o polskim nazwisku Warzecha, a przecież w jego monografiach debiutowych znajdowałem nieznane mi i bardzo ważne dla teorii debiutów partie grane drogą korespondencyjną, nigdzie dotąd nie publikowane.

lis
03

Od redakcji 1
O tym się mówi 2
Puchar świata, Chanty Mansyjsk 2011 3
MŚ w solvingu, Jesi 2011 6
DME do 18 lat, Jassy 2011 8
ME 8-18 lat, Albena 2011 9
Turnieje kołowe w Polsce 2011 11
Mem. K. Radzikowskiej, Warszawa 2011 12
Turniej „Cracovii“, Kraków 2011 13
Festiwal w Ostródzie 2011 14
Mem. A. Rubinsteina, Polanica Zdrój 2011 15
Szachowy Oscar za rok 2010 15
MP jun., szybkie i blitze, Warszawa 2011 16
Partie komentowane 18
Szachowe epizody A.F. (23) 20
Nauka gry (95) 26
Poradnik sędziego (91) 30
Prenumerata 31
Rozwiązania kombinacji 31
Kombinacje 32

Od redakcji

Puchar świata w Chanty Mansyjsku był najważniejszym turniejem pod koniec wakacji. Triumfował trochę niespodziewanie, ale w pełni zasłużenie Peter Swidler. Jest to kolejny wielki sukces Swidlera po zdobyciu tytułu mistrza Rosji. Ponadto, niedługo po sukcesie na Syberii, Swidler wygrał wraz z zespołem z St Petersburga Klubowy Puchar Europy, grając na I desce. Zabawne, że w drodze do finału Swidler spotykał się z Caruaną, Ponomariowem i Judit Polgar, z którymi miał dotąd ujemny bilans, ale pokonał ich, i na dobitek czarnymi. Czarnymi też wygrał ważną partię w finale ze swoim przyjacielem Griszczukiem, z którym razem pracowali przez wiele miesięcy. Trzecie miejsce zdobył Iwanczuk, pokonując w prestiżowym meczu ukraińskiego rywala Ponomariowa. Pierwsza trójka awansowała do przyszłorocznych rozgrywek pretendentów.

Występ naszych reprezentantów Radosława Wojtaszka i Bartosza Soćko był bardzo słaby. Niestety mimo niezłych rankingów – dobre rankingi, to obecnie ponad 2750 – nie byli w stanie nawiązać walki nawet z zawodnikami średniej klasy światowej. Inna rzecz, że w kraju nie ma walki o wysokie miejsca i wyniki sportowe. MP nie mają istotnego wpływu na skład reprezentacji, a organizowane słabe openy i turnieje kołowe z budzącym śmiech średnim rankingiem około 2450, nie zmieniają sytuacji. Działacze podejmują decyzje tylko w oparciu o rankingi, czyli promują stagnację.

Znacznie lepiej spisała się młodzież. Warto tu przypomnieć złoty medal męskiej reprezentacji na DME do 18 lat w Rumunii. Zawsze miło zdobyć złoto, chociaż wspomniana impreza nie cieszy się uznaniem. Przyjeżdżają nieliczne reprezentacje w trzeciorzędnych składach, a my wystawiamy najlepszych, chociaż w konkurencji kobiet i to okazało się niewystarczające do zajęcia dobrego miejsca. ME od 8 do 18 lat przyniosły nam wspaniały sukces w postaci II miejsca w klasyfikacji medalowej, dzięki wywalczeniu złotego medalu do 10 lat przez bezkonkurencyjną Alicję Śliwicką i dwóch srebrnych medali przez Marcela Kanarka i Jana Krzystofa Dudę, robiącego stałe postępy. Niestety nic dobrego nie można powiedzieć o pozostałych 50 reprezentantach, z wyjątkiem dosłownie dwóch-trzech zawodniczek. Nasi zawodnicy zaczynają odstawać poziomem gry od swoich kolegów z innych krajów.

Natomiast jesteśmy znakomici w solvingu, w dyscyplinie, która niestety nie zalicza się do szachów w świetle kryteriów i definicji FIDE. W rozwiązywaniu zadań szachowych nie ma bowiem elementów twórczości, które charakteryzują szachy, a występują w grze bezpośredniej, korespondencyjnej i kompozycji szachowej. Niemniej jednak złoty medal Kacpra Pioruna, złoto drużyny i brązowy medal wielokrotnego mistrza świata Piotra Murdzi świadczą, że w tej dziedzinie Polska jest bezkonkurencyjna na świecie.

Andrzej Filipowicz
Redaktor Naczelny

lis
02

Wtorek, 1 listopada 2011
Elitarny świat szachowy nadal bez Polaków
Krzysztof Długosz na swojej witrynie pisze: W dniach 14-29 stycznia rozegrany zostanie kolejny festiwal Tata Chess Steel w Wijk aan Zee. Mimo braku na starcie Vishy Ananda i Wladimira Kramnika, organizatorzy okrzyknęli go najsilniejszym w historii. W turnieju A zagra czternastu arcymistrzów. Oto lista:
Magnus Carlsen
Levon Aronian
Sergei Karjakin
Weselin Topałow
Borys Gelfand
Hikaru Nakamura
Gata Kamsky
Anish Giri
Fabiano Caruana
David Navara
Wassyli Iwanczuk
Vugar Gashimov
Tejmour Radjabov
Loek van Wely
Polaków nie ma (w poprzednim turnieju grali Radek Wojtaszek i Darek Świercz) w żadnym turnieju festiwalu. Ileż razy już to pisałem. Polski Związek Szachowy nie jest w stanie „załatwić” udziału Radkowi Wojtaszkowi startu w żadnym elitarnym turnieju. Kontakt naszego najlepszego gracza ze światową czołówką jest tylko możliwy w oficjalnych turniejach. To nie buduje jego pozycji. Wręcz cofa go, bo tylko – napiszę tu banał – gra z lepszymi uczy! Więcej na Szacharnii

Moja opinia: Niestety problem jest głębszy. Polska czołówka unika walki w silnych turniejach, dlatego nasze gwiazdy mają średnie rankingi i żadnej przyzwoitej pozycji w świecie szachowym. Konsekwencją jest więc brak zaproszeń na turnieje kołowe w mocnej obsadzie.

Jedynie Radosław Wojtaszek wybił się z tej przeciętności, ale to – jak się okazuje – nie wystarczy. Zwycięstwo w memoriale Marxa jest za mało, aby nadeszły godne uwagi zaproszenia. Prezes PZSzach Tomasz Sielicki też nie może naszemu asowi w tym pomóc.

Już od dawna postuluję, że trzeba wreszcie zmusić naszych najlepszych arcymistrzów – w celu podwyższania ich kwalifikacji szachowych i tym samym rankingów – do startów w renomowanych imprezach, np. w turnieju Aerofłotu w Moskwie.

lis
02

Wariant Damiano w partii rosyjskiej C42
Współczesna teoria i praktyka
Piotr Wołochowicz
72 strony
ISBN 978-83-62908-13-14

Książka omawia ostry i bardzo skomplikowany wariant w partii rosyjskiej po ruchach: 1.e4 e5 2.Sf3 Sf6 3.Sxe5 Sxe4!? Autor jest silnym graczem korespondencyjnym i swoje badania oparł przede wszystkim na własnej praktyce turniejowej.

Zapewniam, że wariant jest bardzo ciekawy i godny dalszych analiz. Sam opublikowałem kiedyś w Chess Base Magazin 2001 artykuł na ten temat.

lis
01

Odbiór literatury szachowej może być różny, w zależności od tego, co czytelnik oczekuje. Np. kiedyś oglądałem książkę Anatolija Karpowa poświęconą analizom jego partii. Okazało się, że te analizy polegały na podaniu wariantów i ich oceny końcowej w postaci typowych symboli, takich jak np.: +-, -+, ±, !, itp. Dla zaawansowanego szachisty taka forma analizy i ocen może jest wystarczająca, ale dla przeciętnego amatora, już nie. Dlatego zwracam uwagę na książki, w których są przedstawione analizy słowne, wyjaśniające sens danych posunięć. Przykładem mogą być bardzo ładnie skomentowane miniaturki, prezentowane na stronie am Moniki Krupy. Kilka lat temu były dostępne w Internecie analizy partii, świetnie skomentowane przez Siergieja Szypowa. Po jakimś czasie usunięto je, prawdopodobnie ze względu na komercjalizację tej działalności.

Nie jest łatwo studiować literaturę szachową w językach obcych, jeżeli nie włada się nimi biegle. Dla osób ze średniego pokolenia, w zasięgu wzroku może literatura wydana w języku rosyjskim. Tu procentuje dawna nauka tego języka w szkołach podstawowych i średnich, za czasów tzw. „komuny”. Pomimo braku styczności z tym językiem, pewne jego elementy utrwaliły się w naszych głowach na tyle, że pozwalają przeczytać i (po krótkim treningu ze słownikiem) zrozumieć szachowe teksty napisane po rosyjsku. Dla osób znacznie młodszych stanowi to poważny problem, gdyż zazwyczaj nie są w stanie nawet odczytać „bukw”. Dla nich to jest autentycznie język obcy, wręcz niechciany.

Ciekawe byłoby przeprowadzenie ankiety, polegającej na głosowaniu na wybrany rodzaj literatury szachowej: w postaci tradycyjnych papierowych książek oraz wersji elektronicznej. Myślę, że statystyka odpowiedzi byłaby zgodna z profilem wiekowym respondentów. U młodszego pokolenia przeważałyby odpowiedzi „za” literaturą elektroniczną, zaś u osób starszych, „za” tradycyjnymi książkami. Oczywiście forma elektroniczna publikacji (nie tylko szachowych) ma wiele niezaprzeczalnych zalet, do których należy zaliczyć: łatwość i szybkość przesyłki („ściągania” z Internetu), dostępność (bez względu na siedzibę sklepu towar jest osiągalny, przynajmniej teoretycznie, na całym świecie), minimalna objętość fizyczna (problem właściwie nie istnieje, gdyż np. dokument w formacie PDF nie ma objętości w klasycznym rozumieniu), a w dobie pojemnych nośników (płyty DVD, dyski zewnętrzne, pendrive) nawet kilkaset megabajtów jest dosłownie fraszką. Wybierając się na turniej nie trzeba wieźć ze sobą ciężkich walizek z podręcznikami czy zbiorami partii, gdyż wystarczy zabrać malutki dysk wymienny, na którym może znaleźć się ogromna biblioteka szachowa z setkami podręczników i czasopism oraz nieprzeliczonymi ilościami partii szachowych.

Elektroniczne formy literatury szachowej umożliwiają też łatwe popularyzowanie tej gry, gdyż oprócz podręczników szachowych i czasopism, producenci wydają też świetne oprogramowanie, zachęcające potencjalnych graczy do zainteresowania się szachami. Oprócz tego, w Internecie jest mnóstwo stron poświęconych analizom i zadaniom szachowym, zarówno do „ściągnięcia” w wersji PDF, jak i do czytania on-line. Ważnym aspektem informatyzacji świata szachowego jest znaczne przyspieszenie obiegu informacji w „przyrodzie”. Obecnie nie trzeba już czekać tygodni na ukazanie się zapisu partii z turniejów, gdyż te są w tzw. czasie rzeczywistym (ewentualnie z króciutkim opóźnieniem) transmitowane w Internecie. Szachy stały się częścią elektronicznego „Matrixa”, w którym żyjemy, i którego nie chcemy likwidować, vide wspomnienia ze znanego filmu s-f.

Oczywiście wyrazy zachwytu nad elektronicznymi formami literatury szachowej mają gdzieś swój kres. Jestem przekonany, że tradycyjne książki nie umrą, a przynajmniej ten proces nie jest bliski. Pomimo wszechobecności komputerów, telewizji, cyfrowego tego-i-owego, papierowe książki mają się dobrze i chyba nic nie może ich zastąpić. Po pierwsze, książki są namacalnym przedmiotem, który daje ich właścicielowi satysfakcję z posiadania. Czy można się podobnie cieszyć elektroniczną wersją takiej publikacji na pendrive czy płycie DVD? Chyba nie do końca, a przynajmniej w inny, mniej zadowalający sposób. Książki można czytać w każdym miejscu, nieomal w każdej pozycji. A tego z komputerem się nie zrobi. Może z tabletem? To już łatwiej, ale z mojej praktyki wynika, iż zdecydowana większość osób woli czytać teksty wydrukowane, a nie „wlepiać” oczy w wyświetlacz laptopa bądź tabletu. O wiele łatwiejsze jest kartkowanie książki niż pliku PDF czy DOC na ekranie komputera. Jest to szczególnie dobrze zauważalne, gdy trzeba wiele razy „skakać” po jakimś tekście. W takim przypadku wolę go wydrukować, niż jeździć kursorem po ekranie, w górę i w dół. Niewątpliwą zaletą książek jest to, że bez względu na upływ czasu, można je odczytać. Nie stanowi dla nas problemu odczytanie (ale ze zrozumieniem to już całkiem inna sprawa) książek wydanych w XX, XVIII czy XV wieku. Podobnie potrafimy rozłożyć na stole i przestudiować papirusy egipskie. A proszę spróbować odczytać np. pliki tekstowe czy graficzne, zapisane przed kilkunastu laty w programach, które już nie są dostępne na rynku. Sam mam kilka ważnych plików z edytora tekstu, które utworzyłem 10(!) lat temu, a obecnie nie mogę ich otworzyć w żadnym programie. „Konia z rzędęm” temu, kto to zrobi.

Krzysztof Kledzik

  • Szukaj:
  • Zwiastun

  • Odnośniki

  • Skąd przychodzą

    Flag Counter
  • Ranking FIDE na żywo

  • Codzienne zadania

    Play Computer