Archiwum dla luty, 2013
lut
01

Ukazała się nowa lista rankingowa FIDE. Prowadzi zdecydowanie Magnus Carlsen z 2872 punktami i wyprzedza aż o 62 punkty Władimira Kramnika.

W klubie „2800” jest obecnie trzech zawodników. Arcymistrz Radosław Wojtaszek – po ostatnich niepowodzeniach – zajmuje obecnie 31 miejsce z 2710 punktami. Jest jedynym Polakiem w pierwszej 100-ce.

Czołówka kobiet

37. Monika Soćko – 2452
59. Iweta Rajlich – 2406
65. Karina Szczepkowska-Horowska – 2398
76. Joanna Majdan-Gajewska – 2383
81. Jolanta Zawadzka – 2374

Czołówka juniorów

8. Dariusz Świercz  – 2627
42. Kamil Dragun – 2492
46. Marcel Kanarek – 2482
65. Jan-Krzystof Duda – 2468
79. Daniel Sadzikowski – 2449
83. Zbigniew Strzemiecki – 2445
90. Kacper Drozdowski – 2432

Czołówka juniorek 

42. Anna Iwanow – 2216
56. Klaudia Wiśniowska – 2187
79. Aleksandra Lach – 2161

Dokładne informacje

Czołówka mężczyzn
Czołówka kobiet
Czołówka juniorów
Czołówka juniorek

Lista polskich zawodników
Lista polskich zawodniczek

ChessBase News (wersja niemiecka)
ChessBase News (wersja angielska)

 

lut
01

Film „Rejs” wyreżyserowany przez Marka Piwowskiego z pewnością jest znany wszystkim miłośnikom polskiej kinematografii. W jednej z jego scen została przedstawiona narada kolektywu, który debatuje nad domniemanymi przewinieniami uczestnika wspólnej wyprawy rzecznej, inżyniera Mamonia, i decyduje o jego usunięciu z rady rejsu. Proces ten, kuriozalny w formie i treści, odbywa się bez udziału podsądnego. W trakcie narady pada stwierdzenie: „…musimy sformułować zarzuty jakie mamy, i po sformułowaniu tych zarzutów dopasować do tych zarzutów osobę, która by nam odpowiadała…”.

Myślę że powyższy cytat jest dobrą ilustracją opinii, a właściwie sposobu jej wyrażenia, dokonanej przez Krzysztofa Jopka we wpisie Link. Szczególnie chodzi mi o dwa ostatnie akapity cytowanego artykułu, w którym pan Krzysztof „poprzez ogródki” czyni aluzje do blogu Jerzego Konikowskiego oraz osób tam wypowiadających się. Nie ukrywam że szachy są też naszą pasją podobnie jak pana Krzysztofa, choć zapewne trudną, pracochłonną i wymagającą znacznego wysiłku intelektualnego. W moim przypadku na tyle dużego, że czasami zastanawiam się czy przypadkiem nie jestem za głupi na szachy. Ale udaję że nie jestem i nadal się nimi zajmuję, co sprawia mi wiele radości. Pragnę tu zauważyć, że osoby skupione wokół blogu Jerzego Konikowskiego, podobnie jak czyni to i deklaruje Krzysztof Jopek, starają się brać ze swojej pasji do szachów wszystko to co najlepsze. Ale pomimo że tak czynią, to nie są głusi na niekorzystne zjawiska obserwowane na naszym krajowym, szachowym podwórku. Uważam że wręcz przeciwnie, fakt iż te osoby są pasjonatami królewskiej gry, wręcz obliguje je do zabierania krytycznego głosu w dyskusjach o poziomie życia szachowego.

Blog Jerzego Konikowskiego oraz artykuły i komentarze zamieszczane na nim nie są z definicji nastawione na „nie”, jak to w aluzji sugeruje Krzysztof Jopek. Nasze wypowiedzi mają na celu pokazanie rzeczywistego oblicza polskich szachów, bez osłonek, propagandy sukcesu i hurra-optymizmu. Jeżeli coś jest dobre, mówimy na tym blogu że jest dobre, jeżeli jest złe – mówimy że jest złe. Nie wyobrażam sobie sytuacji, abyśmy w obliczy klęski turniejowej zapewniali że wszystko jest w porządku, i łudzili się iluzją że dzięki takiej grze naszych reprezentantów „naładowaliśmy sobie wewnętrzne akumulatory”. Nie możemy przecież oszukiwać sami siebie,  i innych. Jeżeli nasi reprezentanci ponieśli klęskę, trzeba to jasno powiedzieć i próbować dociec jej przyczyny. Nie można udawać że szachiści odnieśli sukces, bo takowego nie było. Mój imiennik napisał, iż „tym, którym wydaje się, że o szachach nie powinno się pisać z optymizmem, na innych stronach z łatwością znajdą odpowiedni dla siebie klimat”. My nie lansujemy tu pesymizmu, my propagujemy prawdziwe i obiektywne spojrzenie na polską rzeczywistość szachową, odrzucając całą „lukrowaną” otoczkę serwowaną przez Polski Związek Szachowy. Podobnie tendencyjne jest zdanie: „Ja po prostu nie mam takiej natury żebym polował na „wpadki” Polaków, nie mam żadnej przyjemności z tego, gdy nie wiedzie się Polakom i to nie tylko chodzi o szachy, rzecz jasna”. Podkreśla ono cnoty pana Krzysztofa, ale uważam że w sposób zawoalowany przekazuje krzywdzącą nas myśl, iż rzekomo to my polujemy na wpadki i czerpiemy przyjemność z niepowodzeń naszych reprezentantów. Widocznie nasze artykuły i komentarze są czytane wybiórczo, bo wśród nich są też pochwały za dobre osiągnięcia turniejowe. Tylko dlaczego nikt tego nie zauważa? Poza tym jest zasadnicza różnica między czerpaniem przyjemności z czyiś niepowodzeń, a dyskusją o nich.

Co do „podchodzenia ze zwieszonym nosem na kwintę”, to jak tego nie czynić po ostatnim turnieju w Gibraltarze? Czy mamy się ekscytować kiepskimi osiągnięciami sportowymi naszych szachistów? Stosując analogiczne porównanie (do poczynionego przez K. Jopka) z Kubusiem Puchatkiem, mamy brykać i cieszyć się jak Tygrysek? Ale z czego? Z tego, że kolejny turniej potwierdził ogólną niemoc naszych zawodników? Przecież nie można ukryć tego że np. nasz czołowy zawodnik, lansowany na superarcymistrza am Wojtaszek nadal nie jest w stanie przebić muru zawodników równych sobie? Może podjąć walkę ze słabszymi szachistami, ale w ten sposób nie zdobywa się laurów godnych prawdziwych superarcymistrzów. Radosław staje się powoli typowym arcymistrzem, bardzo dobrym w kraju, i absolutnie nie liczącym się w świecie. Czy powodem do brykania ma być kolejna porażka am Bartla, którego sposób gry nie pozwala na wybicie się ponad krajowe podwórko? Tak wiem, pan Mateusz wygrał turniej Aerofłotu. Ale obserwując dokonania naszego kadrowicza wydaje się, że wygrana w Moskwie była jedynie pozytywną anomalią w jego dorobku. Dobrze że pozytywną, ale źle że anomalią. Powinna być zwiastunem kolejnych sukcesów na miarę światową, a tymczasem z naszym reprezentantem jest coraz gorzej. Panie Krzysztofie, turnieje i mecze szachowe również i u nas budzą wiele emocji, ale nie można porażki w Gibraltarze „polukrować” i udawać że znowu nic się nie stało.

Krzysztof Kledzik