Archiwum dla kwiecień, 2014
kw.
10

Szanowni Państwo!

Wczoraj nastąpiła awaria bloga i w związku z tym zaginęła większa część komentarzy do poprzedniego odcinka Paradoksy szachowe 47.

Na szczęście miałem je zabezpieczone w archiwum. Z uwagi na bardzo ciekawą dyskusję, zamieszczam dalszą ich część.

Przepraszam wszystkich Internautów – sympatyków bloga – za te kłopoty!

/////////////////////////////////////////

  • Pionek

7 kwietnia 2014 o godz. 18:55

Poziom szachów w Polsce osiągnął dno – paru szachistów gra jako tako, a reszta, to kompletni frajerzy, co potwierdzają mistrzostwa Polski i Bundesliga. Nawet na kiepskim dystansie – prawie same minusy.

  • Krzysztof Kledzik

7 kwietnia 2014 o godz. 19:00

Zastanawiam się czy ten stan rozkładu polskich szachów widzą osoby z PZSzach-u, w tym urzędnicy z biura i szkoleniowcy. To są ludzie inteligentni, więc raczej widzą, ale udają że nie widzą, bo tak jest wygodniej.

  • lukiluk

8 kwietnia 2014 o godz. 11:12

Rozkładu?
– Radek Wojtaszek osiąga najwyższy ranking w historii polskich szachów. Jako pierwszy Polak od dawna potrafi nawiązywać równą walkę z czołowymi arcymistrzami świata, kilku z nich pokonując.
– Mateusz Bartel wygrywa wielki turniej Aerofłot i jako pierwszy Polak w powojennej historii gra w superturnieju(gra słabo, ale przez poprzednie 50 lat nawet taki wyczyn był poza zasięgiem).
– Dariusz Świercz zdobywa tytuł Mistrza Świata Juniorów do lat 20, co wcześniej nie udało się nigdy (były tylko tytuły kobiece).
– Monika Soćko wyeliminowała Mistrzynię Świata Hou Yifan z Mistrzostw Świata kobiet w roku 2012
– W ostatnich 5 drużynowych mistrzostwach Europy Polki zdobyły 4 medale, w tym raz złoto, a Polacy 4 razy zakończyli zawody w pierwszej dziesiątce – czyli wyżej, niż sugerował numer startowy.

Ostatni raz takie sukcesy polskie szachy wyczynowe odnosiły przed wojną. A jeśli ktoś woli narzekać, to niech przynajmniej poda argumenty.
Najchętniej nieco bardziej przemyślane, niż kiepski występ na Mistrzostwach Polski, bo jeśli słabo tam wypadli np. Świercz i Soćko, to znaczy, że inni polscy zawodnicy wypadli dobrze i im punkty pozabierali – jak np. Duda albo Gajewski. Zgadzam się, że szachy klubowe, amatorskie, mają się nie najlepiej, a zmiany tego zarządu w regulaminie klasyfikacyjnym (normy pod strzechy) są absurdalne, ale akurat polskie szachy wyczynowe mają się bardzo dobrze.

  • szachista

8 kwietnia 2014 o godz. 12:01

Musimy się z tym zgodzić, że były pojedyńcze sukcesy, ale raczej na zasadzie przypadku. Tak jak kiedyś skoczek Wojtek Fortuna zdobył złoty medal na olimpiadzie w Japonii, a nigdy wielkim sportowcem nie był.
1. Wojtaszek jest ciągle wysoko na liście FIDE, ale jakoś go nikt nie zaprasza na superturnieje. Jest natomiast w zasięgu Memoriału Gaszimowa.
2. Mateusz Bartel wygrał bardzo szczęśliwie Aurofłot, bo Caruana w partii z nim odrzucił remis i w końcu przegrał. Matii pokazał w Dortmundzie „swoją klasę”. Trzeba się zgodzić, że jest graczem, który potrafi nas zaskoczyć na krótkim dystansie i nic więcej.
3. Dariusz Świercz jako junior osiągnął bardzo wiele i z tym trzeba się zgodzić. Jako senior stanął jednak w miejscu. Jego wielcy poprzednicy Spasski, Karpow, Kasparow, Anand i Aronjan byli też mistrzami świata juniorów do lat 20.
4. Monika Soćko w pojedyńczych partiach może być groźna dla każdej czołowej zawodniczki świata, nawet dla samej mistrzyni świata. Ale z tego nic nie wynika, bo nikt Moniki nie zaprasza na superturnieje kobiece. Nie zalicza się do elity światowej. A nie mamy na jej miejsce następczyni.
5. Zgadzamy się, że w konkurencji drużynowej nasze zawodniczki są silne i zdobywają medale. Ale nie mamy gwiazdy na skalę światową.
Dlatego trzeba się zastanowić o systemie szkolenia w Polsce. Na ten temat są ciągle dyskusje na tym blogu. Kto ma w końcu rację: trener kadry Michał Krasenkow czy trener-publicysta Jerzy Konikowski? Ja sam jestem zdezorienowany a zajmuję się trochę szkoleniem.

  • slawomirus

8 kwietnia 2014 o godz. 12:13

Jeśli ktoś wypadł słabo to znaczy, że ktoś wypadł dobrze…. Muszę to sobie gdzieś zapisać. Argumenty dotyczące zajęcia miejsca powyżej rankingowego były już kiedyś przedstawiane. Można np. wysłać słabszą drużynę o 50 miejscu w rankingu i po zajęciu 30 miejsca odtrąbić sukces, chyba nie o to chodzi. Można się zgodzić częściowo co do sukcesów Wojtaszka i drużyny kobiecej, reszta to melodia przeszłości. A chyba ważniejsze są perspektywy.

  • szachista

8 kwietnia 2014 o godz. 12:20

Zapomniałem napisać, że przed wojną byliśmy mocarstwem szachowym w świecie. Polskę reprezentowali: Akiba Rubinstein, Savielly Tartakower i Mieczysław Najdorf. To była ścisła elita światowa. Czy można Wojtaszka przyrównywać do nich?

  • amator

8 kwietnia 2014 o godz. 12:36

„polskie szachy wyczynowe mają się bardzo dobrze”
Skoro jest tak dobrze, dlaczego nasi zawodowcy muszą dorabiać jako trenerzy?

  • Krzysztof Kledzik

8 kwietnia 2014 o godz. 14:37

„Polskie szachy wyczynowe mają się dobrze”. Fajny dowcip, ale Prima Aprilis już był kilka dni temu. Wojtaszek to już prawie polski Anand, Macieję przedstawiano jako A.Rubinsteina, a Świercz jest lepszy od Fischera i Kasparowa. Wniosek? Jesteśmy potęgą światową

  • szachista

8 kwietnia 2014 o godz. 14:43

Z jednym możemy się chyba wszyscy zgodzić, że w „Propagandzie sukcesów w szachach” jesteśmy potęgą światową!

  • lukiluk

8 kwietnia 2014 o godz. 15:18

„Jeśli ktoś wypadł słabo to znaczy, że ktoś wypadł dobrze…. Muszę to sobie gdzieś zapisać.”

Owszem, wypadałoby, zwłaszcza jeśli kogoś to dziwi. Może tylko w nieco dokładniejszej postaci: „Jeśli ktoś wypadł słabo, to znaczy, że ktoś inny wypadł dobrze.”
Szachy są grą o sumie zerowej. Jeśli ktoś wypadł słabo (przegrał), to ktoś wypadł dobrze (wygrał). Jeśli ktoś w turnieju wypadł dobrze i na rankingu zarobił, to znaczy że ktoś inny wypadł słabo i trochę oczek stracił, bo na rankingu się zawsze zarabia kosztem innych graczy.

  • lukiluk

8 kwietnia 2014 o godz. 15:19

„Skoro jest tak dobrze, dlaczego nasi zawodowcy muszą dorabiać jako trenerzy?”

Bo mówimy tu o szachach, a nie o piłce nożnej. W szachach nie ma i nigdy nie będzie takich pieniędzy, jak w większości innych sportów. Przyczyna jest prosta – szachy nie są i nigdy nie będą sportem tak medialnym, tak interesującym dla masowego widza, jak prawie dowolny inny sport. Dlatego z samej gry w szachy (bez dorabiania trenowaniem/sędziowaniem/etc.) jest w stanie się na dobrym poziomie utrzymać (i zapewnić sobie dobrą emeryturę na stare lata, gdy już przestaną wygrywać!) może z 50 czołowych szachistów i może z 10 czołowych szachistek na świecie.
A reszta musi dorabiać. Jedni jako trenerzy, a inni, bardziej poważnie myślący o przyszłości, zwyczajnie na etacie lub w ramach działalności gospodarczej. Dlatego właśnie, gdy nasi zdolni juniorzy idą na studia, to przeznaczają na szachy mniej czasu. Jako ludzie na ogół inteligentni rozumieją, że może 1 na 10 z nich zdoła się z szachów na dobrym poziomie utrzymać.

Jasne, że związek może z naszych podatków co bardziej obiecującym juniorom lub reprezentantom wypłacać jakieś stypendium, ale nie będą (i nie powinny być!) to żadne wielkie pieniądze, a co najwyżej zwrot kosztów wyjazdów turniejowych, wynagrodzeń trenerów, materiałów szkoleniowych etc. Pieniądze są na rynku. A skoro rynek szachowy jest względnie ubogi, to pieniędzy starcza tylko dla ścisłej elity, do której na chwilę obecną aspiruje (nie zawsze z powodzeniem) tylko Wojtaszek.
Jeśli ktoś ma ochotę dłużej poczytać o temacie, polecam wpis pod poniższym linkiem:

http://gegitor.chessbrains.pl/2011/07/12/czy-chcialbyschcialabys-zeby-twoje-dziecko-zostalo-szachista/

  • amator

8 kwietnia 2014 o godz. 15:32

Polska jest 10 potęgą szachową świata. http://ratings.fide.com/topfed.phtml Wyprzedzamy Anglię, Izrael, Azerbejdżan. Norwegia daleko w tyle.

  • amator

8 kwietnia 2014 o godz. 15:37

„z samej gry w szachy (bez dorabiania trenowaniem/sędziowaniem/etc.) jest w stanie się na dobrym poziomie utrzymać (i zapewnić sobie dobrą emeryturę na stare lata, gdy już przestaną wygrywać!) może z 50 czołowych szachistów”

To prawda i dlatego tylko grę Wojtaszka można nazywać szachami wyczynowymi. Pozostali to najwyżej silni amatorzy.

  • Pionek

8 kwietnia 2014 o godz. 15:41

Pasjonaci szachów zniknęli zarówno z Centralnego Związku, jak i z okregów. Nikomu nie zależy na zapraszaniu silnych graczy do Polski.

Nasza czołówka bardzo rzadko gra w zagranicznych openach, a co tydzień są dziesiątki turniejów.

Przykładowo – vide TWIC – idzie aktualnie 6 świetnych openów bez naszych graczy. Do Pojkowskiego też Polaka nie zaprosili.

Wszystko bez reakcji ze strony Związku – obojętność absolutna.

  • Krzysztof Kledzik

8 kwietnia 2014 o godz. 15:45

Nie jesteśmy żadną 10 potęga, jedynie jesteśmy na 10 miejscu. Zresztą co z tego wynika? Nic. Na superturnieje nie dostanie zaproszenia żaden Polak, lecz przedstawiciel wspomnianej Anglii, Izraela i Azerbejdżanu. Nazwisk nie muszę podawać, bo wszyscy wiedzą o kogo chodzi.A mówienie że w polskich szachach wyczynowych jest dobrze, to jak wypuszczenie do boju golasów z piórami i ostrogami, twierdzącymi że są husarią.

  • amator

8 kwietnia 2014 o godz. 16:14

Panie Krzysztofie, to była ironia, a to co pan napisał jest oczywiste. Jesteśmy taką samą 10 potęgą, jak byliśmy w gospodarce 40 lat temu. Tak samo nic nie znaczymy w kobiecych szachach. Mamy 4-5 średnich zawodniczek, a inne drużyny mają mniej wyrównany skład (np. w Bułgarii jest tylko Stefanowa) i tylko dlatego odnosimy sukcesy w grach drużynowych.

  • Krzysztof Kledzik

8 kwietnia 2014 o godz. 16:29

Tak, wiem że to była ironia. A co do szachów kobiecych, to nie mogę się nadziwić, że nagrody Hetmanów zbiera M.Matlak, znany z doprowadzenia szachów kobiecych do stanu takiego jaki mamy obecnie.

  • slawomirus

8 kwietnia 2014 o godz. 16:31

„Jeśli ktoś wypadł słabo, to znaczy, że ktoś inny wypadł dobrze.” To nie znaczy nic więc czemu miałoby to mnie dziwić?
„Bo jeśli słabo tam wypadli np. Świercz i Soćko, to znaczy, że inni polscy zawodnicy wypadli dobrze i im punkty pozabierali – jak np. Duda albo Gajewski”. Akurat Duda i Gajewski nie grali ze Świerszczem czy Soćko. Równie dobrze można powiedzieć „Weichhold wygrał, Duda przegrał , zawodnicy wypadli dobrze”. A dalej „jest dzień, będzie noc, a jutro będzie dzień itd.”.

  • lukiluk

8 kwietnia 2014 o godz. 16:31

„A mówienie że w polskich szachach wyczynowych jest dobrze, to jak wypuszczenie do boju golasów z piórami i ostrogami, twierdzącymi że są husarią.”

Kpić, jak widać, jest łatwo. Argumenty za lansowaną przez siebie tezą, jak również widać, podawać jest trudniej.
Chyba, że argumentem ma być brak w Polsce gwiazdora kalibru Aroniana, Mamedjarowa, Caruany czy nawet Adamsa. Jeśli jednak kryterium ma być siła najsilniejszego polskiego zawodnika, to (pomijając importowanego Krasenkowa) jest teraz lepiej, niż kiedykolwiek w latach powojennych. Mamy w końcu zawodnika, który jest w stanie walczyć ze światową elitą – i czasem nawet zwyciężyć.
Nadal nie jest tak dobrze, jak u co niektórych sąsiadów, ale jest lepiej, niż było jeszcze niedawno. A to powód do radości, a nie narzekania.
Wiem, że niektórzy po prostu uwielbiają narzekać, ale bardzo proszę, żeby chociaż spróbować podeprzeć swoje narzekanie faktami, jakkolwiek może to się wydawać trudne. Jeśli ktoś twierdzi, że polskie szachy wyczynowe się staczają, to niech wysili się na jakiś konkretny przykład. I napisze, co takiego w tych szachach wyczynowych jest teraz gorsze, niż chociażby z 10 lat temu. Jeśli to za mało, to niech i będzie 20 lat temu. Skoro jest coraz gorzej, to chyba nie będzie to zbyt trudne? No chyba że jednak jest coraz lepiej?

  • Krzysztof Kledzik

8 kwietnia 2014 o godz. 16:39

Ja sobie pozwoliłem na trochę ironii, a to chyba nie jest nic złego. Argumenty podawałem wielokrotnie w moich wpisach zamieszczonych na tym blogu. A w latach powojennych mieliśmy w Polsce różnych silnych zawodników.

8 kwietnia 2014 o godz. 19:01

Kilka faktów: Śliwa grał w turnieju międzystrefowym w czasach, gdy eliminacje odbywały się w turniejach kołowych, więc trudno tu szukać przypadku. Bednarski grał z mistrzami świata jak równy z równym. Jego nowinka w partii z Gellerem była prawdziwą nowinką, a nie wypocinami programu szachowego. Polska drużyna swój największy sukces (czwarte miejsce w ME) odniosła grając systemem każdy z każdym, co też wykluczało przypadek. Myślę, że lukiluk wie, jaka jest różnica między systemem szwajcarskim a systemem każdy z każdym. Tę różnicę widać dokładnie w wyniku Bartla w Dortmundzie. Skoro polskie szachy tak idą do przodu, to dlaczego nie ma wyników w turniejach kołowych? Chyba że lukiluk uważa występy Wojtaszka i Świercza w Wijk aan Zee za sukces, jak również sukcesem był występ Polaków w arcymistrzowskim turnieju w Lublinie.

  • chaosk

8 kwietnia 2014 o godz. 20:06

Lukiluk-nieustannie chylę czoło.Niech czynniki najwyższe dadzą Tobie siłę Von Gooma.

  • lukiluk

8 kwietnia 2014 o godz. 20:42

„Ja sobie pozwoliłem na trochę ironii, a to chyba nie jest nic złego. ”

Nic złego, jeśli ironia pomaga zaprezentować argumenty w ciekawy sposób. Gorzej, jeśli ma maskować brak argumentów.

„A w latach powojennych mieliśmy w Polsce różnych silnych zawodników.”

A kogo konkretnie, kto by wytrzymał porównanie z Wojtaszkiem ?

Śliwa? Owszem raz udało mu się wejść do turnieju międzystrefowego – gdzie zajął ostatnie miejsce, robiąc 5,5/20 punktów. W szczytowym momencie swojej kariery miał 63 ranking na świecie.
http://www.chessmetrics.com/cm/CM2/PlayerProfile.asp?Params=199510SSSSS3S122960000000111000000000027510100

Bednarski? Nigdy nie był nawet najlepszy w Polsce, a co dopiero na świecie, gdzie maksymalnie wszedł na miejsce 137, urywając tylko kilka połówek światowej elicie.

Trochę im daleko do zawodnika, który od kilku lat regularnie melduje się w pierwszej trzydziestce światowego rankingu.

Czwarte miejsce na Mistrzostwach Europy w 1973 to duży sukces, ale udało się go powtórzyć w roku 2007. To prawda, że sukces w kołówce znaczy więcej, niż w szwajcarze. Ale z drugiej strony – myślę, że Gala wie, o ile łatwiej było zajmować wysokie miejsca, gdy gracze sowieckiej szkoły szachowej reprezentowali tylko 1 państwo – a nie tyle, co dziś.

Porażki i słabe turnieje się naszym orłom się zdarzają – tak jak i silniejszym od nich zawodnikom. Owszem, Wojtaszek w Wijk an Zee nie błysnął, ale Duda (nie Świercz, który Wijk an Zee C akurat wygrał) już wystąpił jak na niego całkiem dobrze. Z drugiej strony, niewiele wcześniej dwie (prawda – słabsze) kołówki Wojtaszek wygrał.
Nie chodzi przecież o to, żeby słabych występów nie było w ogóle – to jest niewykonalne, zdarzają się nawet najlepszym na świecie zawodnikom, jak widać chociażby po wyczynach Kramnika, Aroniana i Topałowa w ostatnim turnieju kandydatów. Rzecz w tym, żeby był postęp – żeby z upływem czasu dobrych występów było coraz więcej, a słabych występów coraz mniej.
I tak właśnie jest. Bartel wygrywa Aerofłot i rezerwową szachownicę na olimpiadzie, Soćko wygrywa Puchar Rosji i zajmuje drugie miejsce w Memoriale Czigorina, Wojtaszek przez chociaż krótki okres czasu wchodzi do pierwszej dwudziestki światowego rankingu i zdobywa srebrny medal na I szachownicy na Olimpiadzie (a liczył się już rating performance – 2844, a nie procent zdobytych punktów!).
Nie jest jeszcze tak dobrze, jak by się chciało, ale jest coraz lepiej.

  • Krzysztof Kledzik

8 kwietnia 2014 o godz. 21:11

Już wielokrotnie tłumaczyłem, że osoba mająca miejsce trzydzieste-któreś, nie jest w pierwszej trzydziestce, ale w pierwszej czterdziestce. Tak samo jak np. Maxime Vachier-Lagrave ktory ma miejsce nr 11, jest w pierwszej dwudziestce, a nie dziesiątce. W pierwszej dziesiątce jest np Nakamura z numerem 9.

8 kwietnia 2014 o godz. 21:27

Ach ta propaganda sukcesu… Wszysto da się zinterpretować metodą statystyk Bartlomieja Maciei, czy przy pomocy demagogii dra Maciei. Pójście dołem w turnieju open i uzyskanie właściwego wyniku w ostatnich rundach oznacza tylko tyle, że ten zawodnik nie wyczerpał sił grając ze słabszymi przeciwnikami, więc wystarczyło mu energii na pokonanie trochę silniejszych albo bez formy przeciwników i zdobycie wymarzonego miejsca w turnieju. A rankingi uzyskane polskich asów dość często przewijają się na stronie Zbigniewa Nagrockiego. Może i Śliwa był 63. na świecie, ale wówczas na świecie było niewiele więcej utytułowanych szachistów. Osobiście cenię wielokrotny tytuł mistrza Polski Śliwy bardziej niż wielokrotny tytuł mistrza Polski Bartla. I dlaczego nasz najlepszy zawodnik zostaje mistrzem Polski psim swędem? Zgodnie z rankingiem, powinien zdobyć co najmniej 1,5 – 2 punkty więcej. Jeśli to jest dla niego nieosiągalne, oznacza to, że jego ranking jest niewiele wart.

  • lukiluk

8 kwietnia 2014 o godz. 21:47

„Już wielokrotnie tłumaczyłem, że osoba mająca miejsce trzydzieste-któreś, nie jest w pierwszej trzydziestce”

Ależ zgadza się. Tylko że Radosław Wojtaszek jest w tej chwili, po policzeniu zysków z Mistrzostw Polski, na miejscu 25
http://www.2700chess.com/

  • szachista

8 kwietnia 2014 o godz. 21:55

Ale groteska nabić punkty rankingowe w przeciętnych MP. Wojtaszek wyprzedza teraz takich świetnych zawodników: Ponomarjow, Bacrot, Radjabow, Le, Kamsky, Jobava, Szirow itd. Radek nigdy nie miał tak znakomitych sukcesów od wymienionych.

8 kwietnia 2014 o godz. 21:55

A z kim on te punkciki zdobył? Obecny system przeliczania ułatwia utrzymanie rankingu. Bo np. dlaczego za wygranie z kimś o klasę lub dwie gorszym dostaje się jakiekolwiek punkty? Nie zapominajmy, że za obecność na liście rankingowej trzeba płacić.

  • lukiluk

8 kwietnia 2014 o godz. 22:52

„A z kim on te punkciki zdobył?”
Polecam stronę ratings.fide.com – wszystko można sobie sprawdzić. Przykładowo Klubowy Puchar Europy w roku 2013 – remis z Karjakinem, Cheparinov i Topalov pokonani. Wystarczająco klasowi zawodnicy? Czy znowu za mało?

http://ratings.fide.com/individual_calculations.phtml?idnumber=1118358&rating_period=2013-11-01&t=0

  • lukiluk

8 kwietnia 2014 o godz. 22:53

„Wojtaszek wyprzedza teraz takich świetnych zawodników: Ponomarjow, Bacrot, Radjabow, Le, Kamsky, Jobava, Szirow itd. Radek nigdy nie miał tak znakomitych sukcesów od wymienionych.”

Owszem, oni kiedyś mieli wielkie sukcesy. Karpow też kiedyś miał sukcesy, nawet jeszcze większe. Ale teraz grają słabiej i ich aktualny ranking to pokazuje.

8 kwietnia 2014 o godz. 22:59

Ślepej kurze też trafia się ziarno. A dlaczego Wojtaszek tak musiał się męczyć ze zdobyciem mistrzostwa Polski? Czyżby polscy gracze dorównują tym wymienionym przez Ciebie powyżej?

  • lukiluk

8 kwietnia 2014 o godz. 23:00

„Może i Śliwa był 63. na świecie, ale wówczas na świecie było niewiele więcej utytułowanych szachistów.”
No właśnie – czyli tym łatwiej było te 63 miejsce na świecie mieć. W dzisiejszych czasach silnych i utytułowanych szachistów jest znacznie więcej, doszli chociażby arcymistrzowie z Chin i Indii, dlatego o wysokie miejsce na światowych listach jest znacznie trudniej. I tym bardziej należy doceniać osiągnięcie Radosława Wojtaszka.
„I dlaczego nasz najlepszy zawodnik zostaje mistrzem Polski psim swędem? Zgodnie z rankingiem, powinien zdobyć co najmniej 1,5 – 2 punkty więcej.”

Że niby zawodnik z rankingiem Radosława Wojtaszka powinien zrobić 8,5 albo 9 punktów z 9 zamiast 7? Wolne żarty. Wystarczy sprawdzić stronę turniejową, żeby zauważyć, że Radek przekroczył swój wynik oczekiwany o 0,81 punktu. Gdyby zagrał poniżej swojego rankingu, to by na nim stracił, prawda?
A tymczasem zyskał.
Dla wygody podaję link do wyników rankingowych turnieju, żeby utrącić ten absurdalny argument:
http://www.chessarbiter.com/turnieje/2014/ti_1701/list_of_rating_changes.html

8 kwietnia 2014 o godz. 23:16

A powinien wygrać ten turniej z trzaskiem.

  • lukiluk

8 kwietnia 2014 o godz. 23:18

Topalov, Nakamura, Radjabov, Cheparinov, Rodshtein, Areschenko, Alekseev, Motylev, Bologan, Laznicka, Kryvoruchko – tylko pokonani, tylko powyżej 2650, tylko w ciągu ostatnich 3 lat. Trochę dużo ziarna jak na „ślepą kurę”
Który powojenny polski szachista ma większe osiągnięcia? Albo chociaż podobne?

„A dlaczego Wojtaszek tak musiał się męczyć ze zdobyciem mistrzostwa Polski?”
Bo ciężko jest przebijać zawodników 2600+, jeśli nawet białymi grają na remis – a tak się zazwyczaj gra z faworytem. A do tego do niedawna w znakomitej formie był Mateusz Bartel – i wystarczyło.

  • szachista

8 kwietnia 2014 o godz. 23:26

Topalov, Nakamura, Radjabov to rzeczywiście silni zawodnicy. A kogo Wojtaszek pokonał jeszcze z elity światowej? Nie przypominam sobie. Jakie miał znaczące wyniki na skalę światową. W każdym silniejszym turnieju typu Wijk aan Zee był daleko. Odczekajmy do memoriału Gaszimowa i zobaczymy co tam pokaże.

8 kwietnia 2014 o godz. 23:52

Wojtaszek musiał czekać wiele lat na swój drugi tytuł mistrza Polski, choć przez cały ten czas był i jest uważanany za gwiazdę polskich szachów. Mam więc prawo i OBOWIĄZEK oczekiwać pogromu w jego wykonaniu. Ale Wojtaszek trzęsie się nad swoimi punktami rankingowymi i woli nie ryzykować.

  • amator

9 kwietnia 2014 o godz. 00:39

Z wysokiego rankingu Wojtaszka nic nie wynika. Liczą się sukcesy sportowe, a nie ranking. Kilka wygranych partii z silnymi zawodnikami niewiele znaczy. Janowicz wygrał kilka gemów z Nadalem, a chyba nie ma wątpliwości, kto jest lepszy. Gdyby Radek wygrał mecz z klasowym zawodnikiem, to co innego. Ale grał tylko jeden mecz, z Jobavą i przegrał. Wojtaszek jest dobrym zawodnikiem ale daleko mu do czołówki.

  • amator

9 kwietnia 2014 o godz. 00:44

Krasenkow był chyba nawet jeszcze wyżej w rankingu. I też nie miał zaproszeń na turnieje kołowe czołówki światowej.

  • Krzysztof Kledzik

9 kwietnia 2014 o godz. 10:45

lukiluk: „Wojtaszek wyprzedza teraz takich świetnych zawodników: Ponomarjow, Bacrot, Radjabow, Le, Kamsky, Jobava, Szirow itd. Radek nigdy nie miał tak znakomitych sukcesów od wymienionych.”
Owszem, oni kiedyś mieli wielkie sukcesy. Karpow też kiedyś miał sukcesy, nawet jeszcze większe. Ale teraz grają słabiej i ich aktualny ranking to pokazuje.
________________________________
Ostatnie dwa znaczące zmagania Wojtaszka z Jobavą wykazały że w grze indywidualnej nawet B.Jobava to za wysokie progi jak na Radka nogi. O pozostałych zawodnikach nie wspomnę, bo mecz RW z nimi skończył by się pewnie tak, jak w niedawnej grupie B w Wijk aan Zee.
A gdyby Radek cudem otrzymał ranking nawet 2750, to z powodu samych cyferek i tak nikt go nie zaprosi na superturnieje. Tam zaproszą kogoś i z niższym rankingiem, ale potrafiącego pokazać ciekawe i dobre szachy.
___________
amator: Z wysokiego rankingu Wojtaszka nic nie wynika. Liczą się sukcesy sportowe, a nie ranking.
Zgadza się, z rankingu nic nie wynika. Ale dla PZSZach-u liczy się przede wszystkim ranking. Można grać nudne i bezprzyszłościowe szachy, ale dla profesjonalistów z biura nie liczy się ani klasa gry ani postępy sportowe. Jedynie ranking i jakieś tam miejsce w krajowych openach. A dzięki cyferkom można załapać się do kadry narodowej. Uważam że RW ma jeszcze daleko nie tyle do czołówki światowej, bo to jest widoczne gołym okiem, ale ma jeszcze kawałek drogi nawet do jej solidnego zaplecza. Oczywiście nie chodzi mi o cyferki ELO, lecz o klasę gry. W miarę ciągłą stabilną klasę gry (z tendencją wznoszącą), przy czym nie chodzi mi o jeden czy drugi wyrwany punkt Nakamurze ileś lat temu.

  • Hetman

9 kwietnia 2014 o godz. 14:13

Ten lukiluk jest wyraźnie przesiąknięty ideologią PZSzach-u. Pewnie boi się występować pod własnym nazwiskiem. Ale nawet gdyby to zrobił to i tak nikt by go nie wyzywał personalnie. Jeżeli on jest z Warszawy, to może jest z kręgów związkowych? Kto wie?

  • Pionek

9 kwietnia 2014 o godz. 14:44

Oczywiście mamy 4-5 graczy, którzy mogą grać na wysokim szczeblu i wygrać pojedyncze partie, ale na świecie takich szachistów jest grubo ponad 100.

Każdy sukces w pojedynczych partiach świadczy o potencjale, ale dopiero sukcesy w turniejach, ważnych meczach itp. mają znaczenie.

Najgorsze, że zniknęły turnieje w kraju z obsadą rzędu 2550-2600, a nasza czołówka ma już około albo grubo powyżej 30 lat, z małymi wyjątkami.

 

kw.
10

Ukazał się nowy numer znanego czeskiego periodyku szachowego wydawanego przez Bretislava Modra z Pragi.

Zawiera – jak zwykle – wiele ciekawych materiałów z różnych turniejów. Główny nacisk położono na niedawno zakończone w Erewaniu mistrzostwa Europy. Na 25 stronie opublikowano zdjęcie Jana Krzysztofa Dudy – jako nadziei polskich szachów.

Na okładce widać nowego mistrza Europy Aleksandra Motyłewa.

Sach

kw.
08

hetmany 2 (Kopie)

Gość napisał: Na stronie Polskiego Związku Szachowego znalazłem informację z tegorocznego przyznania „Hetmanów”.

Zaciekawiła mnie grupowa fotografia. Z niej wynika, że były prezes Tomasz Sielicki za swoje zasługi dla polskich szachów otrzymał aż dwa hetmany.

Gratulacje!

Źródło

kw.
08

Książki repertuarowe od dawna cieszą się dużą popularnością wśród szachistów na całym świecie. Ich rola jest oczywista: pomóc każdemu zawodnikowi w szybkim opracowaniu własnego repertuaru debiutowego. Oczywiście nie każdemu może spodobać się w całości zaproponowana przez autora tematyka otwarć.

Jeden z moich czytelników wyjaśnił mi niedawno ten problem tak: nie ma sprawy, gdyż kupuję sobie dwie książki i za około 50 Euro mam gotowy repertuar na kilka lat. A gdy mi się znudzi, to kupuję aktualne pozycje i przygotowuję nowe warianty. W ten sposób oszczędzam czas na samodzielne i żmudne szukanie materiałów.

Chyba jedyna tego typu książka w Polsce ukazała się w 1999 roku mojego autorstwa „Gram 1.e4”.

Jej pozytywne oceny zmobilizowały mnie do przygotowania nowej pozycji „Gram 1.d4”. Kiedy książka była gotowa w około 80% nastąpiło niespodziewanie rozstanie z wydawnictwem. Gotowy materiał wykorzystywałem potem w różnych publikacjach.

Rok temu ukazała się w wydawnictwie „Joachim Beyer Verlag” książka repertuarowa po 1.e4 (1.e4 siegt). 

Powstała ona na bazie moich materiałów treningowych z szachistami różnych kategorii. Wykorzystałem w niej także pewne moje doświadczenia z polskiej publikacji. Książka uzyskała dobre recenzje, co odbiło się na dobrej sprzedaży.

Szef firmy Robert Ullrich zaproponował więc kontynuację serii. I tak powstała nowa pozycja o 1.d4. Wykorzystałem w niej starą koncepcję, którą kiedyś przygotowalem dla polskiego wydawnictwa.

Treścią książki jest bardzo obszerne wprowadzenie, 11 teoretycznych rozdziałów oraz 48 wzorcowych partii. Opracowanie liczy 384 stron.

Mój partner Uwe Bekemann jest silnym mistrzem w grze korespondencyjnej oraz autorem kilku książek na temat gambitów. Jest to nasza 4 wspólna praca.

1.d4a1.d4b

1.d4 siegt!
Ein Repertoire für Weiß
Jerzy Konikowski i Uwe Bekemann
Joachim Beyer Verlag 2014
384 strony
ISBN 978-3-940417-50-3

1.d4 siegt!
Ein Repertoire für Weiß
Drugie rozszerzone wydanie
Jerzy Konikowski i Uwe Bekemann
Joachim Beyer Verlag 2020
431 stron
ISBN 978-3-95920-106-3

///////////////////////////////

Angielska wersja 2 wydania.

kw.
07

SPIS TREŚCI

Od redakcji 1
O tym się mówi 2
ME, Erewan 2014 3
Partie komentowane 8
MP do 10 lat, Jastrzębia GóraGóra 2014 10
Oryginalność w cenie 12
Turniej kobiet, Belgrad 2014 13
Królestwo geniuszu i fantazji 14
Mały Szachista nr 19-kwiecień 2014 I-VIII
Gyula Sax (1951-2014) wspomnienie 17
Szachowe epizody A.F. (52) 20
Nauka gry (124) 26
Poradnik sędziego (120) 30
Prenumerata 31
Rozwiązania kombinacji 31
Kombinacje 32

Od redakcji

XV Mistrzostwa Europy w Erewaniu były zorganizowane z wielkim rozmachem. Nie ma w tym nic dziwnego, bo przecież prezydent Federacji Szachowej Armenii został wybrany prezydentem kraju i nie zapomniał o szachistach. Nie tylko przychodzi na otwarcia imprez szachowych, ale również jeździ na olimpiady, na których drużyna Armenii zdobywa złote medale. Tym razem ściany nie sprzyjały gospodarzom. Mistrzem Europy został dość niespodziewanie, ale całkowicie zasłużenie Aleksander Motylew, mający zaledwie 33 ranking, a dwa pozostałe medale zdobyli juniorzy z rocznika 1995 – Dawid Anton Guijarro (99 ranking) i Władimir Fiedosiejew (48 ranking). Kolejny raz potwierdziła się znana prawda, że rankingi nie świadczą o klasie gry, tylko o miejscu na liście startowej. Ciekawostką jest, że na MŚ do 18 lat w 2012 r. obu medalistów wyprzedzili Świercz, Duda i Drozdowski, ale już rok później w 2013 r., zarówno w ME- 18 lat, jak i w MŚ-18 lat sytuacja była diametralnie inna, co potwierdziły ME w Armenii. Rywale robią znacznie szybsze postępy, a nasi stoją w miejscu! Na otarcie łez mamy awans Radosława Wojtaszka do Pucharu świata 2015 r., przy czym ostatnie cztery rundy zakończył remisami, praktycznie bez gry, bo rywalom też „połówki“ wystarczały do awansu. Pozostali zawodnicy naszej ścisłej czołówki w zasadzie nie istnieli w turnieju, może poza Janem Krzysztofem Dudą, który rozegrał kilka dobrych partii.

Niezły rezultat zanotowała Karina Szczepkowska w tradycyjnym kobiecym kołowym turnieju w Belgradzie, organizowanym przez blisko pół wieku z okazji Dnia Kobiet. W kobiecych turniejach nie jest łatwo porównywać rankingi zdobywane w otwartych turniejach różnej rangi. „Rankingowe“ faworytki nie muszą być realnymi pretendentkami do sukcesu. Dlatego druga lokata cieszy!

Mistrzostwa Polski do lat 10, rozegrane w dobrych warunkach w Jastrzębiej Górze, zgromadziły na starcie aż 66 chłopców i 62 dziewczynki. Walczono zacięcie, a klasą dla siebie był Maciej Czopor, który uzyskał 8,5 p. (z 9), wyprzedzając srebrnego medalistę aż o półtora punktu. W konkurencji dziewcząt na czele znalazły się Monika Marcińczyk i Martyna Wikar (była trzynasta w ME do 8 lat w 2013 r.) po 7,5 p. Lepszą wartościowość miała Monika.

W „Małym Szachiście“ wiele uwagi poświęciliśmy parze skoczków, zarówno w ataku, jak obronie i to w trzech fazach gry: debiucie, grze środkowej i końcówce. Jest tam też repetytorium z końcówek pionkowych, albowiem w szachach przerobiony materiał trzeba co jakiś czas powtarzać. Dotyczy to głównie analiz debiutowych oraz podstawowych końcówek.

Zdarzało się nie raz i to najlepszym szachistom świata, że zapomnieli jakiś wariant debiutowy lub kontynuację w końcówce i nie mogli sobie przypomnieć w trakcie partii. Taka sytuacja niezwykle boli!

Andrzej Filipowicz
Redaktor Naczelny

kw.
07

con-la-moral-por-los-suelos_1_843132

120 lat temu Lasker pokonał Steinitza w meczu o tytuł MŚ.

Ciekawa partia

kw.
07

Od 1945 roku w dorzeczu Wisły rozlegał się donośny głos chama, przez małe „c”. Był to głos politruka, oficera UB ( lub NKWD), sekretarza PPR czy innego komucha. Najpierw jednak była zdrada. A potem wywózka „Szesnastu” przedstawicieli Polski Podziemnej, oszukanych słowem „honoru” płk.Pimienowa. Sarmaci jeszcze wierzyli w honor czerwonoarmiejców!? Po ich wyczynach na Wileńszczyźnie i gdzie indziej ? Po wtrzymaniu frontu pod walczącą Warszawą ? Dzięki obecności sowieckich oddziałów z lasów wyszli żołnierze AL, natomiast patrioci chronili się w lasach. Potem był już tylko ryk osłów, zaczadzonych ideologią, bo stopnia jej głupoty nikt jeszcze do końca nie przeniknął. Stawiano na eksperyment, zapominając że nie wypada robić doświadczeń na ludziach. Niedobitki inteligencji kryły się wszędzie, także w gruzach Warszawy, dokąd niebawem dotarli też politrucy zajmując co lepsze kwatery i nieliczne ocalałe mieszkania.

Głos chama ( potem Naczelnego Chama czyli pierwszego sekretarza PZPR) bywał zrazu pełen uwodzicielskiej perswazji. Wiadomo, reżim mościł sobie gniazdo, walczył o rząd dusz, a przynajmniej o szeregi zastraszonych. W akcji zastraszania brali udział też przedwojenni komuniści. Jak mówiono – „idzie pistolet i jego Ważyk” (!) Chociaż jest to poniekąd oczywiste, że komuniści przejmujący władzę nad Polską odznaczali się najniższymi cechami charakteru, warto jednak przypomnieć tu rozdział piąty z „Eseju o duszy polskiej” ( a książka to nieodzowna dla zrozumienia IIIRP) prof. Ryszarda Legutki,  zatytułowany: „Zbir i cham”. Taka kolejność jest istotna, bo rzecz jasna samym chamstwem komuniści nie zdobyliby władzy. Stosowali więc metody zbirów, mordując patriotów na różne sposoby ( w tym tzw.”sądy na kółkach”) lub wywożąc ich do łagrów w ZSRR. Haniebny ten proceder trwał do roku 1947, jeszcze po wojnie deportowano na wschód tysiące Polaków tylko dlatego, że nie godzili się na rządy komunistów „made in USRR”. Bojówki PPR, PPS i ORMO demolowały i paliły siedziby czy drukarnie PSL-u, a działacze PSL-u byli mordowani przez ubeckie szwadrony śmierci. Przed wyborami roku 1947 zamordowano 118 działaczy PSL-u, rozmiary terroru przewyższyły wyczyny  faszystów!

Od chóru chamów odbiegał nieco głos Wandy Wasilewskiej, córki ( choć wyrodnej ) pierwszego ministra spraw zagranicznych w Polsce porozbiorowej. Miała bowiem dar krasomówstwa, który przydał się Sowietom w okresie formowania dywizji Berlinga, a później gdy powstawał rząd lubelski. Wasilewska umiała też wykorzystać miły timbre swego głosu dla ukrytych gróźb, np. wobec Andrzeja Witosa, którego wydobyła z sowieckiego więzienia. Kiedy Witos zwlekał z uchwaleniem planów reformy rolnej, spytała go „Ciekawe, jaka o tej porze jest pogoda w Komi?”  Witos natychmias odczytał pogróżkę – „jak nie będziesz grzeczny, to trafisz znowu do gułagu”! I reforma ruszyła z miejsca.

W czasach triumwiratu ( Jakub Berman, Bolesław Bierut, Hilary Minc) głosy chamów brzmiały różnie, zależnie od okoliczności, a zdarzały się nawet polityczne niespodzianki jak flirt Borejszy z Piaseckim. Wypada jeszcze zaznaczyć, iż określenie „cham” nie jest synonimem wieśniaka, chłopa jakby ktoś przypuszczał. Ludzie ze wsi wyróżniają się nazbyt często wrażliwością, czasem wrodzoną kulturą i najwięcej powołań kapłańskich pochodzi właśnie z terenów wiejskich. W naszym ujęciu „cham” to osobnik zaprzedany prymitywnej ideologii marksizmu, zatem zdegradowany intelektualnie a stosujący brutalne metody polityczne, zwolennik represji. Prawie zawsze członek partii komunistycznej lub funkcjonariusz urzędu bezpieczeństwa. Określenie „chama”  odnosi się też do osób słabo wykształconych albo wręcz nie mających żadnej edukacji. Do takich osobników marksizm-leninizm przemawiał najczęściej, zwłaszcza gdy ogłoszono go na wyrost ustrojem postępowym w stosunku do epok minionych. Nikt wtedy jeszcze nie dostrzegał, że bez likwidacji pieniądza komunizm stanie się też kapitalizmem, tyle że państwowym. Pozbawiony wolnego rynku okazał się  w dodatku najgorszą formą kapitalizmu, a poprzez dogmat dyktatury jednej partii nie różnił praktycznie niczym od faszyzmu. Utrzymywany był siłą, represjami  a w megafonach słychać było ryk osłów z Komitetu Centralnego, toczących ślinę ideologii, która okazała się największym oszustwem w dziejach ludzkości.

Żyją jeszcze pokolenia pamiętające prostackie ględzenie Gomułki czy krzyk Cyrankiewicza o odrąbywaniu rąk podniesionych przeciwko władzy ludowej. Trudno zapomnieć też partyjny bełkot innych sekretarzy, którym raczono nas niekiedy podczas obowiązkowych kronik, wyświetlanych w kinach przed emisją filmu. Budził powszechną wesołość, a w półmroku sali śmiano się bez żenady. Niewątpliwie byliśmy najweselszym barakiem w obozie demoludów. I w kabaretach przedrzeźniano ów bełkot sekretarzy, a w piosenkach nawet system jak np. refren Wojciecha Młynarskiego o „puzzle” czyli o łamigłówce, której nie da się ułożyć. Teraz śpiewał piosenkę „Gruz do wywózki”, co jest aluzją do gruzowiska po PRL-u, gdzie hasają autorytety z teczek! Piosenkom często brak takiej subtelności,  wystarczy też otworzyć telewizor, by usłyszeć wulgarne wypowiedzi postaci kiwających się na świecznikach. Prekursorem  schamienia życia publicznego w IIIRP był  pewien ex-dysydent ( a wcześniej ex-partyjny ), który z ekranu rąbnął do narodu : „od…….. się od generała!” . I tak się zaczęło. A bełkot powracał czasem w enuncjacjach Wielkiego Chochoła, który wprawdzie przyparł czerwonych do muru, ale potem tańczył do taktu ich kapeli. Szczególnie gdy przekroczył próg Belwederu. Politycznym debatom w IIIRP brak kultury, zwracano na to uwagę niejednokrotnie, a prof.Legutko pisał o tej degradacji i o tym, że na miejsce zbira i chama „wszedł prostak, by zostać niepodzielnym władcą polskiego obyczaju, arbitrem zachowań i mód, wychowawcą młodzieży i starców” ( str.106). Zdaniem Legutki bez schamienia z okresu PRL-u nie doszłoby do fali agresywnego prostactwa w IIIRP, do dalszej degradacji wzorców: „…w wolnej Polsce prostak niszczył resztki decorum, jakie po komunistycznej dewastacji pozostały” (str.111). Dodajmy, że ofiarą jest nawet literatura, by wspomnieć tu tylko pisaninę Masłowskiej. Oto obraz kultury Peerelczyków.

Od prostactwa do chamstwa niedaleko. Obrodziło niczym chwast w wypowiedziach polityków, nawet starszych wiekiem, by wspomnieć tu jazgot pewnego oldboy’a, który swoich adwersarzy raczył nazwać „dewiantami psychicznymi”, a również „bydłem”. Jak widać chamstwo przeniknęło  głęboko obyczaje IIIRP, deformując język osób pretendujących do miana intelektualistów, posługujących się naukowymi tytułami. Za to wśród nieukończonych magistrów panuje moda na dyskurs  napuszony z pokusą paradoksów, jak np. w słowach absolwenta historii, który nasz kraj widzi jako wynajęty „pokój przechodni” w Europie. W dodatku utrzymuje, że to my (!) wyczerpujemy całą energię w kłótniach i walkach z przechodzącymi! ( patrz „Znak” nr.11/12 z 1987 r.). Zupełne odwrócenie ról, ale też ów pan jest wirtozem kłamstw! I dlatego układ trzyma go na posadzie premiera.

Inny nieukończony magister uprawiał tzw. mowę-trawę, a w niej ślizgał się po problemach z gracją krokodyla, który nie skrzywdziłby muchy. Dopiero w ostateczności sięgał do rad-pogróżek ( np. „Ludwiku Dorn z Sabą, nie idźcie tą drogą!” ), a cel chyba osiągnął. Zastraszony jamnik tylko popiskuje. Owe enuncjacje sytuują się na pograniczu bełkotu, natomiast prawdziwym chamstwem są epitety typu „hołota” albo neologizm „kurwiozum”  w ustach ex-dysydentów, a dzisiaj wodzirejów Salonu. Każdy widzi, że są to raczej maniery godne stajennych. W agresji chamstwa, nasyconego szczególnym jadem, bryluje pan N. oraz pan P., którzy tez uzurpują sobie godność autorytetów „moralnych”. O ich wypowiedziach można pisać rozprawy. Dziwi tylko jedno, że naród, który kiedyś wsłuchiwał się w mądre homilie Wojtyły, dziś potrafi tolerować bełkot błaznów. Ponosi też ministrów jak świadczy krwiożerczy apel jednego z nich : „dorżnąć watahę”! No tak, u mnie Chmielnicki to betka! – jak powiedział kiedyś pewien minister stanu. Obrazek godny ogniem i mieczem. A polityczne elity IIIRP wydają się być na poziomie mołojców, nie widać też szybkiej nadziei na wyrugowanie prostactwa. W tej żałosnej sytuacji trzeba koniecznie przypomnieć puentę jednego wiersza Bohdana Urbankowskiego: „Dosyć Cham już bełkotał, czas by krzyknął Kordian!”

Marek Baterowicz

kw.
06

Dzisiaj zakończyły się drużynowe mistrzostwa Niemiec (1.Bundesliga).

Z 30 punktami drużyna OSG Baden-Baden zdobyła po raz 9-ty mistrzostwo kraju.

Końcowe wyniki

 1. OSG Baden Baden           15 30  88½ 
 2. SV Mülheim Nord           15 24  71½ 
 3. SV Hockenheim             15 23  74 
 4. SC Eppingen               15 21  71 
 5. SV Werder Bremen          15 21  68½ 
 6. SG Solingen               15 18  62 
 7. SK Turm Emsdetten         15 17  67 
 8. Hamburger SK              15 17  65 
 9. Sportfreunde Katernberg   15 16  58½ 
10. SV Wattenscheid           15 15  59½ 
11. SG Trier                  15 12  55½ 
12. Schachfreunde Berlin      15  7  50½ 
13. FC Bayern München         15  7  42½ 
14. SV Griesheim              15  5  48 
15. SK König Tegel            15  4  39 
16. SC Viernheim              15  3  39

Cztery ostatnie drużyny spadły do II ligi,  w tym SV Griesheim, która składa się prawie w całości z polskich szachistów.

Indywidualne rezultaty Polaków:

SK Turm Emsdetten:
Dariusz Świercz 1.5 z 6 partii (25%)

Hamburger SV:
Radosław Wojtaszek 1 z 2 partii (50%)
Robert Kempiński 3 z 6 partii (50%)

SV Wattenscheid:
Mateusz Bartel 3.5 z 6 partii (58%)
Kamil Dragun 4 z 8 partii (50%)
Paweł Czarnota 0.5 z 2 partii (25%)

SG Trier:
Łukasz Cyborowski 3.5 z 8 partii (44%)
Piotr Bobras 4.5 z 8 partii (56%)
Paweł Jaracz 4.5 z 8 partii (56%)

Schachfreunde Berlin:
Aleksander Miśta 5.5 z 11 partii (50%)

SV Griesheim:
Kacper Piorun 6 z 11 partii (46%)
Marcin Tazbir 5 z 15 partii (33%)
Krzysztof Bulski 6.5 z 15 partii (43%)
Mirosław Grabarczyk 6 z 15 partii (40%)
Piotr Murdzia 2.5 z 11 partii (23%)
Bogdan Grabarczyk 4 z 8 partii (50%)

Z zestawienia widać, że w tym roku nasi zawodnicy zdobyli bardzo mało punktów.

Źródło

  • Szukaj:
  • Zwiastun

  • Odnośniki

  • Skąd przychodzą

    Flag Counter
  • Ranking FIDE na żywo

  • Codzienne zadania

    Play Computer