Po ukazaniu się wpisu otrzymałem kilka komentarzy o treści podobnej do Internauty Adamek (nazwisko znane):
Gdyby to co mówił Schmidt, zostało zauważone 20 lat temu, to teraz mielibyśmy o wiele więcej zawodników w klubie 2700+, a Wojtaszek, być może grałby już w superturniejach. Tylko jest tak jak się to mówi, że mądry Polak po szkodzie.
Właśnie o to chodzi! O tych problemach pisałem przecież już wiele lat temu i zwracałem uwagę na słabe przygotowanie debiutowe naszych kadr. Atakowano mnie za to w stylu: „Jak może Konikowski krytykować naszych arcymistrzów, mistrzów świata juniorów itd. To są przecież znakomici szachiści”.
Kiedy publikowałem przegrane partie naszej kadry w pismach „Magazyn Szachista” oraz „Panorama Szachowa” i wskazywałem na słaby i niedopracowany repertuar debiutowy zawodników, to opinie były takie: „Konikowski cieszy się z przegranych naszych arcymistrzów, gdyż zamieszcza ich porażki”.
Tymczasem ja wskazyłem w moich komentarzach na braki w znajomości teorii debiutów czołowych zawodników i zachęcałem do pracy w tym kierunku w celu zlikwidowania tych mankamentów.
Nie tylko podkreślałem te problemy, ale robiłem coś konkretnego w tym kierunku: książki i artykuły z teorii debiutów w wydawnictwie „Penelopa”. Trenerzy MASZ nic nie działali na tej płaszczyźnie i tylko mnie krytykowali, np. co miało miejsce po publikacji „Ciekawostek debiutowych” część 1.
W mojej książce „Szachy dla przyszłych mistrzów” (RM 2015) omówiłem wiele ważnych i aktualnych kwestii we współczesnym szkoleniu, w tym znaczenie debiutów i repertuaru w treningu szachistów z aspiracjami sportowymi.
Po czym otrzymywałem wiele listów elektronicznych od Internautów zakłopotanych jej treścią, gdyż znany miesięcznik pisze co innego, np. link.
Wycinek z pisma „Mat” (3-2016):
Dobrze więc, że arcymistrz Włodzimierz Schmidt zabrał wreszcie głos w tej bardzo ważnej sprawie.
Tylko zadaję pytanie: „Włodku! Dlaczego trwało to tak długo”?




