W trzeciej rundzie meczu Polska-Ukraina nasz arcymistrz Radosław Wojtaszek (2724) w pięknym stylu wygrał swoją partię z Zaharem Efimenko (2648).
Takich pojedynków oczekujemy częściej!
W trzeciej rundzie meczu Polska-Ukraina nasz arcymistrz Radosław Wojtaszek (2724) w pięknym stylu wygrał swoją partię z Zaharem Efimenko (2648).
Takich pojedynków oczekujemy częściej!
W drugiej rundzie meczu Polska-Ukraina, byliśmy świadkami bardzo ciekawego pojedynku naszego superarcymistrza Wojtaszka (2724) z Areszczenko (2701). Radek ofiarował odważnie „jakość” za atak i optycznie jego szanse wyglądały bardzo optymistycznie.
Jednakże Ukrainiec bronił się bardzo dokładnie i odparował wszelkie groźby Polaka. Jest to już druga przegrana lidera naszych szachów!
Z Pragi nadeszła smutna wiadomość: dzisiaj zmarł Břetislav Modr – znany organizator imprez szachowych, publicysta szachowy i wydawca pisma Šachinfo.
Cześć Jego pamięci!
///////////////////////////////////////
Znaliśmy się od przeszło 40 lat. Spotykaliśmy się na turniejach w Polsce i w Niemczech. Břetislav często przyjeżdżał do Dortmundu na tradycyjny superturniej. Obaj napisaliśmy książkę i często publikowałem artykuły w Jego piśmie. Mieliśmy nowe plany…
Żegnaj Przyjacielu!
Często dochodzą do mnie głosy, że w Polsce pewne osoby rozpowszechniają teorię o faworyzowaniu przeze mnie w pracy trenerskiej debiutów i odstawianie pozostałych części gry szachów na dalszy plan.
To jest oczywiście nie zgodne z prawdą. Zawsze kierowałem się wskazówkami wielkich autorytetów szachowych, np.
Anatoli Karpow – mistrz świata w latach 1975-1985 oraz 1993-1999: Każda faza partii, otwarcie, gra środkowa i końcówka ma duże znaczenie. Jeżeli na początku gry, któraś ze stron uzyska przewagę materialną lub pozycyjną, to zniwelować ją w grze środkowej będzie bardzo trudno. W tej sytuacji do końcówki może w ogóle nie dojść. Bez poprawnej gry w debiucie, nie można więc myśleć o sukcesach w szachach.
Tak samo głosiłem, że wszystkie stadia są ważne, ale debiut jest fundamentem partii. W szkoleniu z otwarciami i opracowywaniem repertuaru debiutowego polecałem pracę z całymi partiami, aby poznać dokładnie fazy przejściowe z debiutu do gry środkowej i końcówki. Dzięki temu można ćwiczyć strategię i taktykę szachów!
W czasopiśmie Szachy-Chess (75/76 2002) ukazał się kilkustronnicowy tekst „Gorzka Prawda” w formie wywiadu, w którym przedstawiłem różne problemy polskich szachów. Także podzieliłem się moimi doświadczeniami z trzykrotnego uczestnictwa w sesjach Młodzieżowej Akademii Szachowej w okresie 1999-2000.
Na pierwszej sesji w Zakopanem w 1999 roku stwierdziłem pewien problem: słabą znajomość przez trenerów naszej literatury fachowej. Ogólnie nie znano nowości książkowych w zakresie szachów i nikt nie wiedział, że w miesięczniku „Szachista” regulanie publikuję artykuły o strategii szachów. Jednemu szkoleniowcowi wysłałem po przyjeździe do Dortmundu kopie tych tekstów.
Zauważyłem, że trenerzy Akademii mają dużą słabość do książek w języku rosyjskim, szczególnie do serii „Biblioteczka szachisty”. Trudno było się temu dziwić, ponieważ tam są gotowe materiały szkoleniowe.
W tym oczywiście nie widzę nic złego, ale niektórzy szkoleniowcy zalecali studiowanie literatury fachowej po rosyjsku, mimo że nasza młodzież tego języka nie zna. Jeden z czołowych juniorów otrzymał zadanie przestudiowania partii Fischera z tzw. „czarnej serii”. Trener nie miał pojęcia, że partie Fischera ukazały się po polsku w 1990 roku w wydawnictwie „Caissa”.
Miałem takie wrażenie, że trenerzy nie zdawali sobie sprawę z istoty studiowania przez swych podopiecznych książek w obcych językach. Przecież żadnych korzyści szkoleniowych nie przyniesie praca z materiałami, których treści się nie rozumie.
Oczywiście literatura szachowa w języku polskim jest jeszcze bardzo skromna. Winni temu są m.in. trenerzy Młodzieżowej Akademii Szachowej, którzy nie publikują swych prac i nie dzielą się z innymi swymi doświadczeniami z zakresie szkolenia.
Przypominam, że sam opublikowałem w pismach „Magazyn Szachista i „Panorama Szachowa” wiele różnych ważnych tekstów w zakresie teorii debiutów, strategii i taktyki szachów oraz końcówek. W cyklach „Zapiski trenera” (Szachista i Magazyn Szachista) oraz „Z notatnika trenera” (Panorama Szachowa) pisałem o różnych ogólnych problemach szkoleniowych z punktu widzenia doświadczonego szkoleniowca. Sporo tych materiałów wykorzystałem w publikacjach książkowych, które ukazały się w wydawnictwach „Penelopa” oraz „RM”.
A co robią w tym zakresie trenerzy Młodzieżowej Akademii Szachowej Polskiego Związku Szachowego? Właściwie niewiele, choć ostatnio stał się bardzo aktywny na swoim blogu pewien trener MASZ, który swoje frustracje życiowe „leczy” prostackimi atakami na tych, którzy mają większe osiągnięcia od niego.
Mamy demokrację, więc oczywiście ma do tego prawo. Ale komu tym działaniem szkodzi? Atakowanym z pewnością nie. Tylko sobie, ponieważ w ten sposób reklamuje poziom swojej kultury osobistej!
Z pewnością ośmiesza tym ogólny wizerunek polskich szachów. Nasza dyscyplina uważana jest za coś szlachetnego i szachiści są kojarzeni z ludźmi reprezentującymi odpowiedni poziom intelektualny. A tu taki wyjątek!
Zwracam uwagę na to, że ten trener w ramach zajęć w MASZ ma kontakty z dziećmi i młodzieżą. Czy może być dla nich pozytywnym przykładem? Czy nasze talenty – czytając te pełne agresji teksty – będą miały odpowiednie wzorce do naśladowania?
To muszą już ocenić władze Polskiego Związku Szachowego. Im szybciej tym lepiej. Późna reakcja może spowodować duże straty wizerunkowe dla naszych szachów!
Dla przypomnienia: link.
W międzynarodowych mistrzostwach Małopolski startowało 31 zawodników. Zwycięstwo odniósł arcymistrz Mirosław Grabarczyk 7.5 przed GM Vadimem Szyszkinem.
Konstytucja 3 Maja okazała się daremną terapią ustroju Rzeczypospolitej, uchwalono ją też w dwadzieścia lat po pierwszym rozbiorze Polski. Istniał zatem już fatalny precedens podziału naszych ziem, a trzy mocarstwa mogły w każdej chwili przystąpić do nowego rozbioru – co też się stało. Reformatorzy 3 maja przegrywali wyścig z czasem, a ponadto z bezsiłą militarną oraz z anarchią Rzeczypospolitej. Wobec zagrożenia ze strony Rosji prace nad Konstytucją musiały toczyć się w tajemnicy, król z grupką patriotów działał więc w spisku ( był on zawsze motorem historii wbrew wrogom teorii spiskowej) a spotkania sprzysiężonych odbywały się nocą w pokojach Scypiona Piattolego, lektora Stanisława Augusta i sekretarza do korespondencji w języku włoskim. Maszerowano tam wieczorem przez korytarze Zamku, w blasku świecy niesionej przez głuchoniemego kasztelanica Wilczewskiego, by i w ten sposób zapobiec plotkom o naradach, które mogły wzbudzić niepokój państw ościennych, a zwłaszcza ambasadora Katarzyny.
Nikt nie może podważyć sensu uchwalenia tak ważnego dokumentu jak Konstytucja 3 Maja, Rzeczypospolita koniecznie potrzebowała naprawy własnego politycznego systemu. Był to warunek wstępny, by organizm państwa wytrącić z letargu. I by Rzeczypospolita mogła stawić czoła swoim potężnym sąsiadom, chociaż nie brakowało pesymistów, którzy sądzili, że przekraczało to już ówczesne możliwości królestwa. Bez silnej armii najwspanialsze prawa nie mogły uratować kraju, albowiem nie było komu ich bronić! A dla Rosji prawa były też ostatnią rzeczą mającą jakiekolwiek znaczenie, nigdy nie miała respektu dla dokumentów, kodeksów czy traktatów międzynarodowych. Konstytucja 3 Maja była dla Rosji takim świstkiem papieru jak porozumienia gdańskie z „Solidarnością” dla rządu PRL-u. Agenci carscy będą wykupywać potem egzemplarze Konstytucji, by zniszczyć materialne ślady jej istnienia.
Rosja liczyła się wyłącznie z siłą, bo to siła była fundamentem jej istnienia oraz ekspansji. Ta odwieczna cecha tego imperium zresztą nadal jest żywa, nadaje ton polityce Moskwy jak np. w inwazji Gruzji a teraz działań na Ukrainie. Dlatego skuteczniejszą drogą byłby udział Rzeczypospolitej w otwartym konflikcie z Rosją, co rysowało się w latach 1787/8, gdy zbliżała się wojna Turcji i Szwecji z Rosją. Niestety, Rzeczypospolita nie przystąpiła do sojuszu z Konstantynopolem ani Sztokholmem, tracąc być może niepowtarzalną szansę zatrzymania ekspansji imperium Katarzyny. Mimo szczupłego liczebnie wojska Polacy byli w stanie walczyć w tej kampanii, a z czasem wystawić większą armię. Na początku tej wojny Szwedzi odnieśli poważne sukcesy militarne, zagrażali Petersburgowi. Na froncie z Turcją przebieg konfliktu także wyglądał niefortunnie dla Rosji, polskie natarcie mogło wtedy przesądzić o wyniku wojny. Niestety, udział w takim sojuszu zaprzepaścił sam Stanisław August jeszcze w roku 1787 proponując carycy na spotkaniu w Kaniowie przystąpienie do wojny z Turcją po stronie Rosji! Było to oczywiste samobójstwo polityczne, daremne kokietowanie Petersburga, który był zdeklarowanym wrogiem Rzeczypospolitej, a udowodnił to już pierwszym jej rozbiorem. Polityką Katarzyny były zasady tak proste jak to, że „nie masz dla Rosji ani korzyści, ani potrzeby, aby Polska stała się czynniejszą”. Według słów carycy Polska nie powinna też wyjść z nicości. Były to sygnały nie pozostawiające żadnych złudzeń. Niestety, Stanisław August żył pewnie wspomnieniami romansu nad Newą… Katarzyna oczywiście odrzuciła propozycję aliansu z Poniatowskim, bo politycznie nie dawał nic Rosji kontrolującej od dawna sprawy polskie. Mówiono potem na dworze, że król wydał trzy miliony, stracił też trzy miesiące, by widzieć carycę w Kaniowie przez trzy godziny! A ambasada carska w Warszawie szachowała zarówno Ciołka jak i jego magnacko-hetmańską opozycję.
Ukończenie prac nad Konstytucją w tych warunkach graniczyło z cudem. A częściowo też jej uchwalenie, pod strażą oddziałów zebranych pod dowództwem księcia Józefa Poniatowskiego. O mało co nie doszło do krwawej jatki w Sejmie. Oto jak opisał to Julian Ursyn Niemcewicz: „Król powtórzywszy niebezpieczeństwa, którymi zagrożeni byliśmy, radził, by natychmiast do uchwalenia trwałej formy rządu przystąpić, a projekt onej przeczytać (…) powstał powszechny prawie krzyk: „Zgoda”; tu rębacze moskiewscy tygrysim wzrokiem spojrzeli na siebie, jak gdyby gotowi zacząć krwawe dzieło. Janikowski, poseł łęczycki, poufały zwolennik a współpijak Branickiego, zbliżywszy się do niego szepnął mu do ucha: „A co, panie Ksawery, machniemy ?”. Branicki tylko to odpowiedział mu słowo: „Wara”. Więcej uwaga na własne niebezpieczństwo niż brak chęci do „machnięcia” Branickiego wstrzymały…” ( koniec cytatu).
Nie doszło do jatki w Sejmie, ale w rok poźniej konfederaci z Targowicy stanęli po stronie wojsk Katarzyny, gwarantujących nienaruszalność praw kardynalnych. A Polska do wojny stawała sama, praktycznie bez szans. Turcja i Szwecja, pobite, nie były już skłonne do interwencji, a z fałszywego aliansu wycofały się Prusy. Targowiczanie z pomocą Rosjan obalili wielkie dzieło Sejmu Czteroletniego.
Historia nie powtarza się w sposób symetryczny, jej konteksty są różne, ale jedno wydaje się pewne : IIIRP także wymaga reformy, a pewne elity boją się IVRP. Niestety, tym razem stronnictwo patriotów jest słabsze, nie może poradzić sobie z uciążliwą schedą po PRL-u, ani z jej stróżami. Nie szykuje się nam zatem nowa konstytucja majowa, bo układ takowej sobie nie życzy, zwłaszcza w republice „post-smoleńskiej”. Wystarcza mu ta, którą „skwaszono” podczas transformacji kontrolowanej, a mgliste zasady tejże konstytucji nakreślono jeszcze w Magdalence pod osobistą kuratelą towarzysza Kiszczaka wznoszącego toasty z Michnikiem. Śniła nam się wolna Polska, lecz wrony dalej dziobią Orła…gdy „liberałowie” z Platformy zaciskają Mu pętlę na szyi z aprobatą spalikoconej gawiedzi, a przy obojętności tych obywateli, którzy w dniu wyborów zostają w domach, złudnych namiastkach Ojczyzny. Obywatele ci nie rozumieją, że ich bierność sprowadzi jutro obcych, a ci wyważą drzwi ich niby bezpiecznych domów!
Marek Baterowicz
Gość napisał: Komentatorzy niech piszą co chcą, ale naszych wyczynowych szachów nic nie uratuje w najbliższej przyszłości.
Zostało kilku graczy, juniorów i juniorek też już nie ma itd.
/////////////////////////////////////
Emaile podobnej treści otrzymuję często. Obecna sytuacja w polskich szachach nie jest obiecująca. Jest to wynik działalności władz Polskiego Związku Szachowego ostatnich lat.
W kategorii seniorów mamy praktycznie tylko Radosława Wojtaszka, który posiada jeszcze wysoki ranking, choć jego wyniki w imprezach kołowych nie napawają nas wielkim optymizmem. Pokazał to ostatni turniej w Shamkirze.
Na majowej liście rankingowej FIDE w pierwszej setce mamy tylko jednego zawodnika.
Nasze zawodniczki nie liczą się w szachach światowych w konkurencji indywidualnej. Mistrzyni Polski Monika Soćko jest zbyt słaba, aby ją zapraszano na renomowane turnieje międzynarodowe. W pojedyńczych partiach potrafi wprawdzie pokonać mistrzynię świata, ale to jest wszystko.
Nie widać odpowiedniego narybku. Największy talent w szachach kobiecych ostatnich lat Iweta Rajlich została bezpowrotnie zmarnowana przez szkoleniowców PZSzach. Sytuacja jest poważna!
Żadna Polka nie startowała w ostatnio zakończonych mistrzostwach świata w grze szybkiej i błyskawicznej, ponieważ Polski Związek Szachowy nie miał na to środków finansowych.
Może nasze humory poprawią się w trakcie najbliższej olimpiady szachowej w Norwegii. W konkurencji drużynowej nasze panie są w stanie sprawić miłe niespodzianki!
Wśród juniorów jest tylko Jan Krzysztof Duda, który jest naszą jedyną nadzieją. Inni zawodnicy odstali daleko i nie czynią większych postępów szkoleniowych i sportowych.
Trudna sytuacja jest w kategorii juniorek, którym jest daleko do czołówki światowej.
Tymczasem są optymiści w Polsce twierdzący, że nasz system szkoleniowy jest znakomity i mamy świetnych trenerów zatrudnionych w Młodzieżowej Akademii Szachowej. Winna jest tylko nasza młodzież, która jest mało ambitna i dlatego nie czyni większych postępów sportowych.
SPIS TREŚCI
![]() |
|
Od redakcji
Turniej pretendentów w dalekim Chanty Mansyjsku na Syberii, rozegrany w zimowych warunkach, zakończył się nieoczekiwanym, ale w pełni zasłużonym sukcesem „południowca“ Viswanathana Ananda. Po zasłużonej porażce w meczu o MŚ z Magnusem Carlsenem i to na swoim terenie, mało kto oczekiwał na start Ananda w rozgrywkach pretendentów, a nie sądzę, aby ktokolwiek zakładał jego końcowy triumf. Za faworyta nr 1 uchodził zwycięzca z Wijk aan Zee Lewon Aronian, a jego najpoważniejszym rywalem o prawo gry z Carlsenem miał być Władimir Kramnik. Anand już w I rundzie pokonał faworyta Aroniana i potem wszystko potoczyło się gładko. Lewon starał się dotrzymywać kroku przez I koło, ale w drugim poniósł aż 3 porażki i wylądował na dalekim miejscu. Niedokładnie grał Wladimir Kramnik, który w drugim kole też nie wytrzymał presji i na finiszu został jeszcze wyprzedzony przez Siergieja Karjakin, który odniósł wielki sukces, po wygraniu trzech partii w drugiej części turnieju.
Mistrzostwa Polski kobiet nie przyniosły niespodzianek. Pierwsza piątka okazała się o klasę lepsza od pozostałych szachistek, a walkę o złoty medal praktycznie stoczyły Monika Soćko i Jolanta Zawadzka. Moim zdaniem lepiej grała Zawadzka, ale w przedostatniej rundzie nieoczekiwanie przegrała lepszą pozycję z Joanną Worek i w ten sposób szósty tytuł mistrzyni Polski dostał się w ręce naszej najlepszej szachistki Moniki Soćko, jedynej zawodniczki bez porażki. Kolejny raz z bardzo dobrej strony pokazała się Kludia Kulon, która mam nadzieję wywalczyła sobie miejsce w drużynie olimpijskiej w norweskim Tromsö.
Z prawdziwą przyjemnością oglądałem bojowe i interesujące partie 15-letniego Jana Krzysztofa Dudy, rewelacji tegorocznych mistrzostw Polski. Jasiu, jak mówią w Krakowie, był bliski tytułu mistrza Polski, bowiem po VII rundzie samodzielnie prowadził w turnieju z dorobkiem aż 6 p. Na finiszu kontynuował bezkompromisową grę. Chciał rozbić Radosława Wojtaszka w jego koronnym wariancie, ale nie dał rady. Potem przeholował w partii z Weichholdem. Mimo dwóch porażek na finiszu zdobył brązowy medal, co jest wielkim sukcesem. Tytuł, po raz drugi, przypadł naszemu najlepszemu szachiście Radosławowi Wojtaszkowi, który dość rzadko odnosi sukcesy w MP. Ma na swoim koncie jeszcze dwa srebrne i trzy brązowe medale. Srebrny medal, podobnie jak w 2013 roku, przypadł niedocenianemu w Polsce Grzegorzowi Gajewskiemu. Sądzę, że razem z Dudą znajdzie się w drużynie olimpijskiej 2014 roku. Wielki zawód sprawili Mateusz Bartel, a szczególnie Dariusz Świercz, którzy praktycznie nie istnieli w turnieju, a grali przeważnie z drugą połową tabeli. Nieporozumieniem są finały MP grane systemem szwajcarskim. Zawodnicy, którzy zajęli miejsca poniżej 12 nie byli w stanie wygrać żadnej partii z czołówką, a mieli problemy nawet z uzyskaniem remisu. Cóż, w wyniku złej polityki sportowej ostatnich kilku lat, pozostało nam niewielu w miarę silnych szachistów. Można ich policzyć na placach jednej ręki.