Archiwum kategorii ‘Polemiki’

Lut
17

Kontynuacja odcinka 5

W najnowszym amerykańskim piśmie ChessLife John Hartmann omówił dwie książki o mistrzostwach świata Carlsen-Carlsen, Londyn 2018.

Keene, Raymond & Jacobs, Byron. Carlsen v Caruana: FIDE World Chess Championship London 2018. Everyman Chess, 2019. ISBN Paperback: 9781781945131. 204 pages. (Available from uscfsales.com late February 2019, catalog number B0498EM, $24.95)

Konikowski, Jerzy & Bekemann, Uwe. World Chess Championship 2018: Fabiano Caruana vs. Magnus Carlsen. Beyer Verlag, 2018. Paperback: 180 pages. (Available from New in Chess, $24.95)

Ku mojemu zadowoleniu nasza książka otrzymała lepszą ocenę. Jednakże komentator wyraził dwie krytyczne uwagi:

1.Nie spodobał mu się rozdział 3, który zawiera 24 kombinacji Carlsena i Caruany.

2.Komentowane partie zostały – według niego – niepotrzebnie uzupełnione o dodatkowe przykłady z wcześniejszej praktyki turniejowej obu kontrahentów.

Gdy w 2016 roku wydawca Robert Ullrich zaproponował mi opracowanie książki z meczu Carlsen-Karjakin, to przedstawiłem mu moją koncepcję:

Treść powinna być bogata tematycznie. M.in. na rozgrzewkę muszą być pozycje taktyczne z twórczości obu arcymistrzów. Pojedynki meczowe trzeba wzbogacić koniecznie ciekawymi fragmentami innych partii obu zawodników pod kątem aktualnej teorii debiutów.  

Moja idea została zaakceptowana przez wydawnictwo i tak powstała książka, która otrzymała pozytywne recenzje, co też miało wpływ na dobrą sprzedaż. Ten sam schemat został powtórzony w książce o meczu Carlsen-Caruana.

Moja wskazówka dla przyszłych autorów: Recenzje krytyków są drugorzędną sprawą. Róbcie swoje!

 

 

 

 

Lis
22

Ostrołęka, 27.10.2017

Marcin Chojnowski
Jaracza 12a 5
07-409 Ostrołęka

 

Ministerstwo Sportu

Szanowni Państwo

Z racji odpowiedzialności za swoją dyscyplinę sportową oraz obywatelską przynależność do wspólnoty jaką jest społeczeństwo jestem aktywny i chcę zaakcentować dużą niezgodność polityki sportowej.

W Chorwacji 2014 roku na DMŚ Niesłyszących w Szachach zdobyliśmy srebrny medal i zgodnie z obowiązującą ustawą za nasz wysiłek treningi i pracę wieloletnią otrzymaliśmy stypendia ministerialne.

Za rok ta sama impreza jest cyklicznie co 4 lata i ona teraz nazywa się Olimpiada Szachowa. Zupełna głupota. Oczywiście można to nawet nazwać kabaretem szachowym lub czym się nawet chce tylko czy Ministerstwo Sportu chce to finansować?? Czy Polacy chcą wysyłać swoich niesłyszących sportowców na imprezę z której nie mają nic poza wycieczką??

Dodać należy, iż podobno na kongresie sportowym niesłyszących szachy zostały uznane jako sport olimpijski  podczas zimowej olimpiady niesłyszących. To skoro jest to sport olimpijski i jest  tam olimpiada jako całość dyscyplin to takich  imprez nie robi się co roku albo jak.

To czego oczekuję:

interwencji i konkretne działanie, aby sport który nie jest olimpijski nie mógł być finansowany  z budżetu państwa na imprezy typu „olimpiada”.

Dbania o rozwój sportu i możliwości sportowego rozwoju sportowców a nie działaczy.

Jeśli rzeczywiście sport szachowy jest oficjalnie (podaje się to w telewizji) sportem olimpijskim na Zimowych Igrzyskach Sportowych Głuchych to bardzo prosimy o jasną informację bo takiej nie mamy my niesłyszący szachiści.

Z obywatelską sokratejską odpowiedzialnością

Marcin Chojnowski

.. obywatel To ten, który nie śpi

Sokrates

Lis
15

kontynuacja odcinka oraz tematu

[tu znajdował się logotyp PZSzach, ale PZSzach nie zezwolił na publikacje tutaj logotypu PZSzach]

[tu znajdowało się zdjęcie z facebook’a PZSzach, ale PZSzach nie zezwolił na publikację tutaj rzeczonego zdjęcia PZSzach]

„Wkrótce dzięki wprowadzeniu do szkół programu szachów nasze społeczeństwo będzie naprawdę mądre. Same dobrodziejstwa z tego płyną. Młodzież będzie mądrzejsza, zdolniejsza i będzie szybciej myślała. Jesteśmy prekursorami w Europie” – Piotr Murdzia

 

Gru
05

zakazana_historia_V_akcept_pop.aizakazana_historia_6_miniatura_0

Recenzja Marka Baterowicza najnowszych „Zakazanych historii” 5 i 6 tom wydawnictwa Penelopa.

   W kolejnych ( 5 i 6) tomach „Zakazanej historii” ( Warszawa, Wyd.Penelopa, 2013) dr Leszek Pietrzak przybliża nam nowe rewelacje z dziejów Polski, a czasem  Europy i świata. Kompetencje autora są poza dyskusją, albowiem jest nie tylko historykiem, ale ponadto był pracownikiem Urzędu Ochrony Państwa, Instytutu Pamięci Narodowej, Biura Bezpieczeństwa Narodowego a także członkiem komisji weryfikacyjnej WSI. Na tych stanowiskach miał dostęp do wielu dokumentów, które pozwalały na nowe spojrzenie w wielu kontekstach historycznych. I dlatego nie jest przesadą twierdzić, że w nowych tomach „Zakazanej historii”  znalazły się teksty nieraz doprawdy sensacyjne i łamiące tabu. Dr Pietrzak nie jest autorem rozpieszczanym przez nomenklaturę postkomunistycznego układu, dość wspomnieć, że 3 maja 2008 r. ABW na polecenie Prokuratury Krajowej dokonało rewizji w jego mieszkaniach w Warszawie i Lublinie, rekwirując ponad 3 tysiące kopii dokumentów i zdjęć dotyczących antykomunistycznego podziemia i losów jego żołnierzy, a więc tzw. żołnierzy „wyklętych”. Charakter „zabezpieczonych” materiałów niedwuznacznie wskazuje na panoszące się nadal w IIIRP silne wpływy post-komunistów z nadania jeszcze wręcz stalinowskiego, utrwalane także przez obóz Michnika. Konfiskatę historycznych dokumentów można określić bez wahania za szczególny przejaw represji wobec współautora „Atlasu antykomunistycznego podziemia” ( wydanego przez IPN).

   Jak czytamy na okładce 5-tego tomu dr. Pietrzak znowu przeciera szlaki zajmując się tematami, które polscy historycy – poza nielicznymi wyjątkami – skrzętnie omijają.   Należy do nich np. sprawa masowych deportacji Polaków na Daleki Wschód rozpoczęta przez  ZSRR w lutym 1940  ( patrz rozdział: „Dramat Kresów”), przeprowadzonych w czterech falach wywózek, gdyż piątą przerwał atak Niemiec na Rosję. Według polskich historyków deportacje objęły w sumie do miliona osób, a śmiertelność ( już w trakcie podróży) sięgała 25% – ciała nieszczęśników Sowieci porzucali obok torów lub palili w lokomotywie, zwanej niekiedy „krematorium na kółkach”. W Anglii zrealizowano film dokumentalny o tej tragedii pt. „The Forgotten Odyssey” ( tytuł niestety nie pasuje do dantejskich warunków tych wywózek, ani do gehenny w łagrach ), a liczbę deportowanych oblicza się tam nawet do półtora miliona. W obliczu tych sowieckich zbrodni dziwi pewne milczenie polskich władz w rocznicę rozpoczęcia tychże deportacji. A przecież – jak pisze dr Pietrzak – „to tak jakby prezydent i rząd Izraela zapomnieli o kolejnej rocznicy rozpoczęcia żydowskiej zagłady w czasie II wojny światowej”. Nie ujmując w niczym tragedii Katynia, deportacje na Sybir wielokrotnie przewyższyły katyńską zbrodnię. Podobnie jak wymordowanie blisko 120 tysięcy Polaków w  latach 1937/8 w ramach tzw. „operacji polskiej” NKWD, określonej mianem polskiego Holokaustu w ZSRR ( patrz: „Arcana” nr.106/7, 2012 ), o którym jako pierwsi pisali historycy…rosyjscy ( Iwanow, Pietrow) czy prof.Kuromiya ( Indiana University), a dopiero potem polscy. Trzeba tu jednak dodać, że prześladowania Polaków w ZSRR rozpoczęto już w latach 1924-1935 pod pretekstem rozbicia „siatki POW” i likwidacji polskich obwodów autonomicznych, zginęły tysiące Polaków. Nie oszczędzono też polskich księży („Czarna księga komunizmu”, str.341/4).

      Warto  jeszcze wspomnieć słowa dr. Pietrzaka w kontekście tych rzadko poruszanych aktów ludobójstwa: „…w czasach polsko-rosyjskiego pojednania polskie władze nie zrobiły nic, aby polscy historycy mieli dostęp do rosyjskich archiwów” ( tom5, str.34). Do tego stopnia polski rząd trwa „na kolanach” przed włacami Kremla ?

     Jednocześnie w Rosji fałszuje się obraz Armii Krajowej, o czym Autor wspomina w rozdziele „Jak Rosjanie piszą historię AK” ( tom 5, str.127 – 136). Ten proceder fałszowania roli Armii Krajowej rozpoczęto w Rosji dopiero w r.2005 w reakcji na powstanie Muzeum Powstania Warszawskiego ( 2004) stworzonego przez Lecha Kaczyńskiego, gdyż z tej okazji świat dowiedział się, że Armia Czerwona nie udzieliła pomocy walczącym warszawiakom. Retorsją za prawdę o tym jest więc agresja fałszu o AK, za Putina robi się wszystko, by obraz Armii Krajowej zdeformować. Publicyści rosyjscy posunęli się do kalumnii, np.: „…stosowane przez AK metody walki nosiły kryminalny, bandycki charakter” (!).  Dr Pietrzak podkreśla tu, że w Rosji historia to nadal „polityka robiona wstecz” ( zresztą podobnie w Niemczech), a historycy mają wyłącznie pomagać państwu w prowadzeniu rosyjskiej polityki ( str.127).

      Tom 5 i 6 „Zakazanej historii” przynoszą w sumie sześć rozdziałów o tzw. żołnierzach wyklętych czyli o powstaniu antysowieckim, które trwało dwanaście lat ( pisał też o nim w „Czerwonej Mszy” Bohdan Urbankowski). Dopiero w r.2011 ustanowiono Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych ( jest to pośmiertne zwycięstwo Lecha Kaczyńskiego i Janusza Kurtyki, projektodawców tego święta), a stało się to wreszcie po 22 latach istnienia tzw. niepodległej Polski, w istocie post-peerelowskiej hybrydy. O transakcji w Magdalence mówi ważny rozdział „Teatr Kiszczaka”, faktycznego reżysera Okrągłego Stołu, który – jak ujawnia Autor – mógł się rozpocząć minutą ciszy, by uczcić pamięć zamordowanych niedawno kapłanów Stefana Niedzielaka i Stanisława Suchowolca. Niestety wniosek adwokata Siły-Nowickiego oddalono na propozycję tow. Cioska i za zgodą …ks.Orszulika! Ta haniebna kapitulacja była – jak zauważa dr Pietrzak – jakimś fałszem, którego duch od początku unosił się nad tymi obradami ( str.148). Obradami zresztą czysto pozornymi, bo rzeczywisty pakt zawarto już w Magdalence w strugach alkoholu. Tam komuniści uzyskali abolicję swych grzechów, a zatem  nietykalność, potwierdzoną potem „grubą kreską”. Podobnie sądził premier Jan Olszewski: „podstawowe kwestie uzgodniono wcześniej, a pertraktacje przy Okrąłym Stole dotyczyły spraw drugorzędnych” ( str.159). Z analizy tych wydarzeń wynika, że Okrągły Stół jest symbolem kompromisu, zawartego pod wpływem haków ( str.16)). A rozdział „Ojcowie chrzestni IIIRP” ( tom 5) skłania do konkluzji, że w Polsce po roku 1989 nadal wielkie wpływy posiadają generałowie z kręgu WRON-okracji, manipulując wymiarem sprawiedliwości na poziomie tragifarsy.

     Niektóre rozdziały „Zakazanej historii” podejmują tematy z dziejów europejskich jak np. „Haki Hitlera” ( tom 5) lub „Powstanie berlińskie” czy „Wrześniowa zdrada aliantów” ( oba w tomie 6), wymuszona dodatkowo rzeczywistą militarną niemocą naszych sojuszników. Znajdujemy też tekst o tragicznych skutkach umowy podpisanej z Sowietami przez rząd londyński w r.1941, zresztą pod presją Anglików. Jest i rozdział o zagładzie ludności polskiej na Wołyniu ( tom 6) czy o prawdziwych powodach partyjnego antysemityzmu w r.1968 ( tom 6), o armii Kremla ( dywizji Berlinga) i o partyzantach Hitlera. O szpiegu Olegu Pieńkowskim ( potomku polskich zesłańców?), który uratował Amerykę i świat, płacąc za to życiem w straszliwy sposób ( tom 6). Nie wymienię wszystkich tematów, te sensacje niechże odkryją sami czytelnicy. Dodam tylko, że pewne rozdziały dotyczą spraw bardzo współczesnych jak grabież polskich dóbr kultury przez Rosję ( tom 6) albo tragedii  Tupolewa, przedstawionej na tle konfliktu polityki Lecha Kaczyńskiego z imperialnymi dążeniami Kremla w tekście „Osobisty wróg Putina” ( tom 5). Tekst ten odzwierciedla doskonale motywacje strony stojącej za ewentualną „katastrofą”,  w sposób elegancki sugerując jednym tylko pytaniem możliwość zamachu: „ Czy śmierć ta nie miała być ostrzeżeniem dla wszystkich środkowo-europejskich przywódców, aby nie próbowali stawać na drodze rosyjskiego imperializmu ?” ( str.179). Dodam jeszcze, że ogromną zaletą „Zakazanej historii”, oprócz niezaprzeczalnej wagi informacji, jest potoczysty styl Autora, czasem bliski gawędy, dzięki któremu owe tomy czyta się prawie jednym tchem.

Marek Baterowicz

Wrz
10

Dzień dobry!

Choć nie wszystkie Pańskie wpisy przypadają mi do gustu to jednak wykonuje Pan wspaniałą pracę popularyzując szachy. Na swoim blogu zamieszcza Pan masę ciekawych i różnych wiadomości ze świata królewskiej gry i dlatego pomyślałem sobie, że to Pana zainteresuje:

Jak można promować szachy

Magnus Carlsen rozegrał mecz szachowy na pięknym i chyba najbardziej popularnym klifie Norwegii – Preikestolen. Ciekawe kiedy w Polsce doczekamy się podobnej promocji szachów.

Pozdrawiam z Oslo

Bartek – wierny, choć krytyczny czytelnik

////////////////////////////

Panie Bartku!

Gdyby moje wszystkie teksty podobały się każdemu czytelnikowi mojego bloga, to życie byłoby fajne i zarazem nudne. A tak coś się dzieje i wywołuje emocje.

Marzę, aby polskie szachy doczekały się wreszcie szachisty klasy Magnusa Carlsena. A tekstami w stylu „Wszystko jest super” tego celu na pewno nie osiągniemy.

Trzeba więc pisać prawdę o polskich szachach i o ich problemach. Trzeba krytykować słabe strony systemu szkolenia polskiej młodzieży i jednocześnie proponować nowe rozwiązania!  I temu celowi służą moje krytyczne wpisy!

Dziękuję za ciekawego linka i zapraszam do przesyłania następnych informacji o życiu szachowym w Norwegii. W 1980 roku byłem na mistrzostwach świata juniorów w Skien wraz z Romanem Tomaszewskim jako trener  i widziałem doskonałą organizację turnieju w wykonaniu norweskich działaczy. Mam też miłe wspomnienia z całodziennego pobytu w Oslo.

Sie
31

Andrzej Niklas napisał: W 1997 roku mm. Jacek Bednarski wspominał olimpiadę w Tel-Awiwie 1964:

– „W ciągu ostatnich 30 lat świat szachowy zmienił się ogromnie, że wspomnę choćby skutki inwazji komputerów. Zaistniała groźba powolnego upadku szachów – czy znajdą się chętni do studiowania tysięcy wzorcowych, bezbłędnie poprowadzonych przez maszyny  partii? Albo uczenia się produkowanych setkami przez komputery nowinek debiutowych?

(…) W tym czasie nie tylko Rosjanie, ale również Węgrzy, Jugosłowianie, a nieco później i Bułgarzy mieli zorganizowany bank informacji z partiami potencjalnych przeciwników. Nasza drużyna nie dysponowała żadnymi materiałami tego typu, ani wtedy, ani przez wiele następnych lat. Moimi źródłami informacji były gazety i pisma np.

Szachmaty w SSSR i Szachmatnyj Biuletień, które mogłem kupić w kiosku na rogu ulicy. Ale też były to czasy, gdy dystans pomiędzy czołówką światową i czołówką krajowa nie był tak przepastny, jak obecnie.”

Sie
22

Andrzej Niklas napisał:

Lewon Aronjan

Aronjan (2008) – Studiowałem książki Alechina, Kaspariana i Botwinnika. Szachy lat 60-70 wydawały się być bardziej delikatne niż obecne. W nich nie było komputerowej skazy. Za to gra była bardziej kreatywna i innowacyjna.

Władimir Akopjan

Akopian (2011) – Dawni mistrzowie grali lepiej niż obecni. Nie odtwarzali komputerowych posunięć. Mieli głębsze zrozumienie szachów. Alechin, Capablanca, Spasski, Petrosjan, nie mówiąc już o Fischerze. Nie mogę kategorycznie powiedzieć, że Alechin czy Fischer nie popełniali błędów. Oni też je popełniali. Ale oni je rozumieli. Obecni zawodnicy popełniają więcej błędów. Nie mam na myśli Kasparowa, ale młodych zawodników przedstawianych jako gwiazdy. Całe życie studiowałem klasykę, jak uczyli mnie trenerzy.

Sie
21

Andrzej Niklas napisał: Botwinnik o Kasparowie, Karpowie i Fischerze (1995 rok). Myślę, że to wspaniali i najwybitniejsi szachiści swoich czasów. W grze kombinacyjnej Kasparow przewyższał Fischera, natomiast Fischer przewyższał Kasparowa w grze końcowej. Fischer to wielki talent, który obiektywnie oceniał pozycje i głęboko obliczał warianty. Uważam, że Karpow przewyższa Kasparowa wszechstronnością talentu.

Kasparow o Carlsenie i Karjakinie (2012 rok). Carlsen to prawdziwy naturalny talent, a Karjakin to też talent, ale dużo studiuje.

Anand o Fischerze i Carlsenie (2010 rok). Oboje mieli czy mają wyjątkowe zdolności w prostych pozycjach.

Kramnik o Karpowie (2004 rok). Blog.

Kramnik o Fischerze (2004 rok). Na pewnym etapie miał rzeczywiście wszystko: energię, determinację, siłę gry, itd., zupełnie jak gdyby wszystkie szczęśliwe promienie skupiły się w jednym punkcie. Nie miał żadnych słabych punktów.

Kramnik o Kasparowie (2004 rok). Jest szachistą, który zdaje się nie mieć słabych punktów. Przynajmniej ja nie potrafię wskazać słabości, które mógłby mieć, gdy był u szczytu formy. Jest niewiarygodnym pracoholikiem; pracuje nawet intensywniej niż Fischer. Kasparow jest efektem splotu szczęśliwych okoliczności: dobrego trenera w dzieciństwie, sprzyjających warunków do nauki, niesamowicie silnej woli. Jeśli chodzi o silną wolę, Kasparowa można porównać z Botwinnikiem, z tym że uczeń przerósł mistrza, jako że jest znacznie bardziej elastyczny. Jak już powiedziałem twardość Botwinnika była jego atutem, lecz jednocześnie słabością. Kasparow choć twardy jest otwarty na wszelkie zmiany. Potrafi zmienić swój wizerunek na szachownicy w przeciągu pół roku. Kasparow chłonie jak gąbka; nasiąka zmianami, wszystko co zaobserwuje następnie przetwarza i włącza do swojego arsenału. Sądzę, że to najistotniejsza cecha, która wyróżnia go spośród innych szachistów.

Obiektywnie rzecz biorąc, wiele nauczył się od Karpowa. Przed meczem, Kasparow nie rozumiał wszystkich aspektów gry Karpowa. Można je pojąć w pełni dopiero kiedy gra się przeciwko niemu. Karpow wiele nauczył Kasparowa podczas ich meczu w 1984 r. Jak widać z jego późniejszych partii, Kasparow udoskonalił niektóre aspekty gry, które tradycyjnie uważano za atuty Karpowa.

Kasparow ma niewątpliwie ogromny talent. Nie ma w szachach niczego, z czym nie mógłby sobie poradzić. Innym mistrzom świata zwykle czegoś „brakowało”. Nie można powiedzieć tego o Kasparowie: on potrafi zrobić dosłownie wszystko. Kiedy zechce błyskotliwie rozegrać pewien typ pozycji, zrobi to. W szachach nie ma dla niego rzeczy niemożliwych.

Jednakże, nie można być absolutnie doskonałym we wszystkim w każdym okresie życia. Kasparow też miał słabe strony na każdym z etapów kariery, ponieważ nikt nie potrafi jednocześnie skoncentrować się na wszystkim. Ale on umie pozbyć się słabości w przeciągu 2 – 3 miesięcy.

Potem obnaża się kolejna słabość ale nie wiadomo która. Bardzo ważne, żeby jak najszybciej wykorzystać jego szybko znikający słaby punkt, ponieważ już wkrótce go nie będzie.

Jest oczywiste, że w 1984 r. Kasparow miał pewne problemy z defensywą, był nieco zbyt impulsywny, czy też proaktywny. Ale już w 1985 r. zaprezentował zupełnie inny styl gry. Kasparow zdaje sobie sprawę, jeśli coś idzie nie tak w pewnym momencie i potrafi skorygować swoją słabość. Jest niezrównany, jeśli chodzi o zdolność uczenia się!

Sie
20

Andrzej Niklas napisał: W kolejce do kasy. Polecam lekturę artykułu Ministra Mucha daje miliony na premie dla działaczy. Za co?

Polski sport ledwo dyszy, działacze nie robią nic, by postawić go na nogi, ale Joanna Mucha (36 l.) chce ich nagradzać! Minister sportu i turystyki planuje przeznaczyć ponad 4 miliony złotych na nagrody pieniężne dla działaczy sportowych.

O nowym pomyśle pani ministry informuje „Rzeczpospolita”. Według nowego projektu rozporządzenia resortu wyróżniony będzie mógł otrzymać jednorazowo ponad 18 tys. złotych! Mucha znalazła sobie świetny moment, by docenić dzialaczy – gdy w igrzysakch olimpijskich w Londynie ponieśliśmy klęskę, bo tak należy ocenić 10 medali zdobytych przez 218 sportowców.

Źródło: Fakty.pl

//////////////////////////////

Ciekawe, czy w tej kasie znajdzie się działka dla dzialaczy Polskiego Związku Szachowego?