Jerzy Konikowski - wpisy autora

mar
22

Nasz najsilniejszy arcymistrz Radosław Wojtaszek (2713) jest znawcą systemu Najdorfa w obronie sycylijskiej, w którym rozegrał ogrom świetnych partii i uzyskał wiele zwycięstw.

Zdarzają się oczywiście też wpadki.  W dzisiejszej rundzie czeskiej extraligi Wojtaszek skrzyżował szable  z Jewgenijem Najerem (2633) i pojedynek przegrał po emocjonującym przebiegu. Partia ma teoretyczne znaczenie i dlatego warta jest obejrzenia.

Ciekawe jak nasz arcymistrz wzmocni rozegrany wariant.

 

mar
22

W ostatnich dniach odbyła się na blogu ożywiona polemika na temat wypowiedzi trenera kadry Michała Krasenkowa o roli nauki debiutów we współczesnych szachach.

Chodzi głównie o zdanie „Michał Krasenkow – trener kadry Polskiego Związku Szachowego (Pismo MAT 4-2013): Kładzenie nacisku na pracę nad debiutami jest śmiesznym podejściem.”

Kwestia ta została szczegółowo wyjaśniona w wpisie Krzysztofa Kledzika: link.

Dziękuję redaktorowi czasopisma MAT Piotrowi Kaimowi za włączenie się do dyskusji i wyjaśnienie pewnych problemów z jego punktu widzenia. Do tych kwestii wrócę w oddzielnych tekstach. Do tej pory nie reagowałem na różne komentarze z uwagi na bardzo pilną korektę mojej najnowszej książki, która ma ukazać się na początku kwietnia.

Ostatnio otrzymałem liczne emaile od prywatnych osób, które od pewnego czasu są czytelnikami bloga i dla których sytuacja w polskich szachach jest całkowicie niezrozumiała i trudna do pojęcia.

O tych problemach pisałem wielokrotnie na mojej witrynie oraz blogu i do tych zagadnień można bardzo łatwo trafić poprzez „wyszukiwarkę”. Widzę jednak, że jest potrzeba ponownego przypomnienia i wyjaśnienia tych zagadnień.

Zwracam uwagę na to, że dyskutujemy o istotnych problemach polskich szachów. Nie ma tutaj żadnej agresji, o co nas niektórzy posądzają. Każdy Internauta może się na blogu wypowiadać na różne zagadnienia dotyczących królewskiej gry. Warunek jest jeden: muszą być zachowane podstawowe reguły savoir-vivre. Wszelkie chamskie komentarze były usuwane i ich autorzy niedopuszczani do głosu. Dzięki temu udało mi się, tak mi się wydaje, zachować odpowiedni poziom intelektualny bloga. Oczywiście są nieraz wypowiedzi dyskusyjne, ale w ramach pewnych dopuszczalnych granic.

mar
21

Kurier_Szachowy_nr_3_okladka_mid

Wysyłam trzeci numer Kuriera Szachowego. Dotarłem do bardzo ciekawych informacji na temat turniejów, jakie odbyły się w Szwecji w 1930 roku. W kolejnych numerach będzie o nich mowa. Zapraszam do lektury.

Krzysztof Puszczewicz

0003_Kurier_Szachowy

 

mar
20

Po publikacji ostatniego odcinka „Paradoksy szachowe 38” otrzymałem kilka emailów w poruszonym w nim kwestii.

Jeden głos był krytyczny: Artykuły teoretyczne nieznanych autorów, nikt nie traktuje poważnie – do tego trzeba mieć nazwisko i kategorię. MAT miał rację! Pana argumenty uważam za wątpliwe.

Inne poparły mój tekst: Gratulacje za ten wpis. Tak trzymać! Dobrze, że „Panorama jest otwarta na wszelkie twórcze inwencje. Trzeba popierać młodych autorów i dobrze, że działa pan pozytywnie w tym kierunku…

W dzisiejszych komentarzach wpisał się redaktor techniczny MAT-a Piotr Kaim. Jest to wypowiedź bardzo dyskusyjna. MAT jest pismem Polskiego Związku Szachowego finansowanym przez polskiego podatnika. Powinien więc popierać także rodzimych autorów, nawet niższych kategorii.

MAT nie powinien służyć tylko zawodnikom z tytułem arcymistrza, ale wszystkim szachistom w kraju!

Nikt nie urodził się od razu publicystą wielkiej klasy, gdyż to wymaga lat pracy. Ale przecież każdy przyszły autor musi gdzieś zadebiutować! Jeśli mu nikt takiej szansy nie da, to nawet potencjalni mistrzowie pióra mogą się zniechęcić do takiej działalności.

Arcymistrz Aivars Gipslis – wieloletni redaktor czasopisma Šahs – często odwiedzał w przeszłości turnieje w Dortmundzie. Raz w trakcie dyskusji o autorach szachowych opowiedział mi pewną historię: „Pewnego razu przyszedł do redakcji pewien młody szachista (nazwisko jest mi znane) i przedstawił swój artykuł na temat pewnego wariantu. Akurat miałem jeszcze trochę wolnego miejsca. Nie sprawdzając teksu z braku czasu wstawiłem go do najbliższego numeru. Okazało się, że artykuł został odebrany ogólnie pozytywnie, mimo że czytelnicy znaleźli w nim sporo niedokładności w analizach. Zapytałem się autora, czyje są te analizy? Moje – odpowiedział. Dobrze – następnym razem każde własne analizy zaznaczysz swoim nazwiskiem. Kolejne jego teksty były coraz lepsze i było widać z każdym artykułem wyraźne postępy”.

Od wielu lat ten szachista mieszka w Niemczech, posiada tytuł arcymistrza i jest autorem kilku dobrych książek i artykułów o teorii debiutów A co byłoby w przypadku odrzucenia wtedy przez redaktora Gipslisa jego debiutanckiego opracowania?

Mój przypadek. Zadebiutowałem w USA w 1981 roku jako nieznany tam szachista. Nikt mnie nie pytał jaką mam kategorię i jaki mam dorobek twórczy. Dano mi po prostu szansę. I tak zaczęła się moja wielka przygoda z publicystyką szachową. Znowu zadaję pytanie, a co byłoby w przypadku odmowy?

Podobnie było w Niemczech. Publikuję tutaj od 1984 roku i mój dorobek jest pokaźny: link

Bardzo dobrze, że zagraniczny arcymistrz Adrian Michalczyszyn będzie publikować artykuły z zakresu teorii debiutów. Ale dlaczego odrzuca się opracowania naszych szachistów? To nie sprzyja ogólnemu rozwojowi polskiej myśli w tej kwestii. MAT jest polskim czasopismem i powinien wspierać rodzime talenty, nawet jeśli te początki nie są idealne.

Panie Piotrze Kaim! Jest Pan w dużym błędzie!

cdn

 

 

mar
20

   To tytuł rewelacyjnej książki dr. Sławomira Cenckiewicza ( W-wa, 2011) omawiającej wywiad wojskowy PRL-u ( 1943- 1991), będący w rzeczywistości narzędziem kontroli nad Ludowym Wojskiem Polskim, które w ramach Paktu Warszawskiego miało kiedyś wziąć udział w starciu z Zachodem. Te służby wojskowe – realizując wytyczne GRU – były też gwarantem wpływów i kontroli sowieckiej nad Polską. We wprowadzeniu dr. Cenckiewicz pisze sarkastycznie, że w gmachu przy al.Niepodległości funkcjonował jeden z najważniejszych instrumentów „podległości” naszego kraju. Pracę nad formowaniem przyszłych kadr Sowieci rozpoczęli już jesienią 1939 r. w obozach internowania polskich oficerów, oferując współpracę z NKWD, lecz tylko nieliczni w Kozielsku, a np. ppłk Zygmunt Berling w Starobielsku podjęli ją ku satysfakcji Berii, który informował Stalina: „…kilku pułkowników i podpułkowników ( Berling, Bukojemski, Gorczyński, Tyszyński) oświadczyło, że całkowicie stawiają się do dyspozycji władz sowieckich…”  ( str.42)  Był to zalążek przyszłych służb prosowieckich w Polsce, tych zwerbowanych nie wywieziono do lasu pod Katyniem, a przetransportowano do „willi szczęścia” w Małachówce pod Moskwą, gdzie studiowali sztukę wojenną i dzieje Armii Czerwonej oraz doktrynę Lenina.

     Po ataku Niemiec na ZSRR Berling i jego dwunastu konfidentów skierowało do władz sowieckich deklarację lojalności i chęć walki z III Rzeszą i budowę Polski w ramach Związku Sowieckiego. Powstanie dywizji kościuszkowskiej dało początek wywiadowi wojskowemu Polski Ludowej. Cenckiewicz przypomina też stanowisko legalnych władz polskich w Londynie, które już w lipcu 1943 uznały wojsko Berlinga za integralną część Armii Czerwonej  ( str.46). Natomiast formalnie genezy komunistycznego wywiadu wojskowego upatruje się w rozkazie z 8 sierpnia 1944, który powoływał Oddział Informacyjny Sztabu Głównego WP, choć – jak dodaje Autor – komórki wywiadu istniały w praktyce już w dywizji Berlinga, a w Armii Polskiej w ZSRR działał Wydział Wywiadowczy ( str.49).

    Sowieci traktowali „polski wywiad” jako część składową GRU. Cenckiewicz przestawia też działania grup wywiadowczych zrzucanych z samolotów jeszcze za okupacji  jak np. grupa „Michał” , dowodzona przez kpt.Mikołaja Arciszewskiego, a przerzucona do Polski w sierpniu 1941 r. ( str.55/6).

    Pod czujnym okiem Stalina powstała też „wierchuszka” tego Wojska Polskiego, złożona z agentów sowieckich tajnych służb ( Michał Rola-Żymierski, Zygmunt Berling, Aleksander Zawadzki, Marian Spychalski), zaś 1. i 2. Armią dowodzili Sowieci – gen.S.Popławski i gen. K.Świerczewski. Działał też gen. Armii Czerwonej – W.Korczyc i wielu innych, a w 1945 r. kierownictwo Oddziału II Sztabu Generalnego WP ( a więc razwiedki) tworzyli wyłącznie oficerowie sowieccy w liczbie siedemnastu ( vide str.66). Jeszcze dłuższą listę rosyjskich opiekunów „polskiego” wywiadu wojskowego Cenckiewicz podaje dalej ( str.94-100), a działali oni do roku 1958.

     Na marginesie można dodać ustalenia z nowej książki Bohdana Urbankowskiego „Pierścień Gygesa” (W-wa, Akces,2013): „ Peerelowskie specsłużby były budowane przez Rosjan i wytresowanych przez nich janczarów w rodzaju Baumana, Radkiewicza, a także całej hordy kujbyszewiaków. (…) GRU budował nasze służby związane z armią – Informację Wojskową i KBW, a NKWD organizował i nadzorował nasze Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego. W tzw.polskiej siedzibie MBP na Rakowieckiej NKWD miało swój własny korytarz, na który można było wchodzić tylko po otrzymaniu specjalnych przepustek. Radzieccy mogli swobodnie chodzić po całym gmachu, regularnie wpadali „na herbatki” do ważniejszyh funkcjonariuszy UB – była to forma przesłuchania i instruktażu.(…) Tak było do połowy lat 50-tych…” ( str.55)

     Długie ramię Moskwy urosło ponad miarę, kierownictwo wywiadu nie zapomniało o inwigilacji Polonii, od r.1975 Kiszczak inicjował akcję o kryptonimie „Skorpion”, a jej celem było śledzenie środowisk emigracyjnych ( str.196). Początkowo zajmowali się tym attache wojskowi, potem na fali masowej emigracji lat 1980/1 reżim instalował w skupiskach polonijnych  „skorpiony”, które docierały nie tylko z Polski, ale i z egzotycznych krajów afrykańskich, np. z Libii albo RPA. A jak działał wywiad w PRL-u dowiadujemy się np. z wyznań płk. Poradki ( str. 212-216), książka Cenckiewicza przytacza mnóstwo rewelacji, na szczęście nie tylko ponurych. Autor omawia ponad 40 przypadków dezercji polskich oficerów wywiadu w okresie 1956-1986, co świadczy że jednak sumienie nie pozwalało im na stałą służbę u sowieckiego okupanta. Historie ich ucieczek na Zachód tworzą jaśniejsze akcenty książki napisanej przez historyka, wybranego w r.2006 do zespołu likwidacyjnego WSI, dopiero w siedemnastym roku „budowania” demokracji w IIIRP. WSI jako post-sowiecka reduta , zależna od GRU, nie była nigdy organem polskiego państwa. Liczne aneksy, archiwalne zdjęcia, indeks oraz słownik pojęć stosowanych w komunistycznym wywiadzie wojskowym uzupełniają tę rzetelną i fachową książkę. Polski wywiad wojskowy nigdy nie dorównał profesjonalizmowi GRU, może jedynie Zacharski zdobywał informacje o technologiach Zachodu, tak potrzebnych Kremlowi. O szpiegostwie technologicznym pisał też Z.Brzeziński ( w „Planie gry”,N.Y.1987), cytowany przez Cenckiewicza: „Taka siatka szpegowska oszczędza Sowietom setki milionów rubli rocznie z wydatków na obronę” ( str.240). Terenem szpiegowskiej penetracji były i tzw. „kraje trzecie”, ale – jak czytamy – w r.1982 łatwiej pod tym względem było w RPA i Australii ( str.243).

     Książka wspomina też sylwetki polskich polityków ( jak np. Józef Oleksy) współdziałających z wywiadem KGB, potem rosyjskim. Byli oni energicznie bronieni przez WSI, rozwiązane ostatecznie dopiero w r.2006 z inicjatywy prezydenta Lecha Kaczyńskiego, a raport Komisji Weryfikacyjnej został odtajniony – też decyzją prezydenta Kaczyńskiego – i opublikowany w lutym 2008 roku. Wywołało to medialne ataki na prezydenta i oskarżenia o dekonspirację tajemnic WSI, wywiadu powstałego w r.1943 jako tzw. długie ramię Moskwy ( str.422-26). Czy „katastrofa” Tupolewa nie była zemstą starych służb? I czy istotnie utraciły swoje znaczenie?

    Ale długie ramię Moskwy to nie tylko sieci wywiadu, także bazy wojskowe ZSRR, likwidowane po upadku muru berlińskiego. Dziś Rosjanie dysponują jedynie bazą morską w Syrii, lecz właśnie – jak ujawnił sam minister obrony Federacji Rosyjskiej Sergiej Szojgu – trwają pertraktacje o bazy wojskowe w Wietnamie, Nikaragui, Wenezueli, znowu na Kubie, a też na Seychelles ( archipelag na Oceania Indyjskim) i na Singapurze. Utrzymanie tych baz pochłonie miliardy, czy Moskwę będzie stać na takie wydatki po sankcjach za interwencję na Ukrainie i aneksję Krymu ?

    Dzisiaj trudno odpowiedzieć na to pytanie, ale wydaje się, że izolacja Rosji,  bojkot G-8 w Soczi plus szereg innych retorsji mogą spowodować poważne problemy mocarstwa o ambicjach imperialnych. Mocarstwa, które wprawdzie dysponuje gazem i ropą ( a więc współczesnym „złotem”), lecz nazbyt polega na użyciu siły w rozwiązywaniu kwestii politycznych. A mając układ z Ukrainą o bazy na Krymie aż do roku 2042 kierownictwo Kremla nie musiało chyba wpadać w histerię i wysyłać wojsko tam, gdzie jeszcze obowiązuje umowa. Widocznie jednak perspektywa aneksji – jak w r.1783 – jest o wiele ponętniejsza niż wszelkie inne spekulacje. Zawsze ważniejsze jest długie ramię Moskwy.

Od Krymu po Kuryle, odebrane Japonii w r.1945 ( bez referendum!) i nazwane Kurilskiye Ostrova w sachalińkiej obłasti!

Marek Baterowicz

mar
19

Mistrza międzynarodowego Krzysztofa Pańczyka z Siedlec przedstawiłem już dawno na blogu: link.  Ostatnio Krzysztof uaktywnił się w grze praktycznej.

Przedstawiona partia była rozegrana w III lidze Śląskiej i jej tematem jest obrona Tarrascha w gambicie hetmańskim.

Czarnym kolorem grała arcymistrzyni Karina Szczepkowska-Horowska. Wydaje mi się, że to otwarcie nie za bardzo pasuje do stylu gry czołowej szachistki Polski. Polecam Pani Karinie przygotowanie jakiś ostrzejszych wariantów, np. gambitu wołżańskiego czy nawet gambitu budapeszteńskiego. Tam jest dużo taktyki i w takich pozycjach nasza zawodniczka czuje się najlepiej.

Warto więc trochę popracować i poprawić swój repertuar debiutowy!

mar
18

W czasach PRL-u mieliśmy tylko jedno pismo szachowe „Szachy“, którego wieloletnim redaktorem naczelnym był Władysław Litmanowicz. Miesięcznik miał przede wszystkim charakter informacyjny. Materiałów szkoleniowych w nim praktycznie nie zamieszczano, a zapotrzebowanie na nie było bardzo duże. Z tego względu „Szachy” nie miały ogólnie pozytywnej oceny wśród krajowych szachistów.

W 1978 roku zostałem trenerem kadry i przy najbliższej okazji zaproponowałem szefowi pisma serię artykułów szkoleniowych dla młodzieży w tym z teorii debiutów. Moja idea została kategorycznie odrzucona. Władysław Litmanowicz chętnie zamieszczał moje sprawozdania z imprez, komentowane partie i kombinacje, lecz innymi materiałami nie był zainteresowany.

Dlatego rozpocząłem publikację:

Link 1
Link 2

Wcześniej zamieszczałem artykuły w małych wydaniach:

Link 1
Link 2
Link 3

W takiej formie starano się w tamtych czasach  uzupełniać brak fachowej literatury.

Wszystko zmieniło się po uzyskaniu przez Polskę wolności. Aktywną działalność rozpoczęły różne wydawnictwa i nowe pisma szachowe. Obecnie sytuacja się ustabilizowała: mamy główne wydawnictwo „Penelopa” oraz dwa samodzielne i demokratyczne pisma „Magazyn Szachista” oraz  „Panorama Szachowa”. Jest też wydawnictwo resortowe „Mat”, które jest finansowe przez Polski Związek Szachowy i reprezentujące jego interesy.

W grudniu minionego roku otrzymałem email od Sebastiana Gamrota. Załączył swój artykuł o gambicie Allgaiera (1.e4 e5 2.f4 exf4 3.Sf3 g5 4.h4 g4 5.Sg5!?) z prośbą o jego oceną. Jednocześnie poinformował mnie, że wysłał go wcześniej do redakcji MAT-a i otrzymał odmowę. Okazało się, że pismo związkowe nie jest zainteresowane wspieraniem młodych autorów i ich twórczości dotyczącej teorii debiutów.

Po przejrzeniu artykułu stwierdziłem, że jest opracowany fachowo i że powinien ujrzeć światło dzienne. Natychmiast skontaktowałem się z zastępcą redaktora naczelnego „Panoramy Szachowej” Dariuszem Gronkowskim i wyraziłem swoją opinię na ten temat.

Ostatecznie artykuł Sebastiana Gamrota ukazał się w grudniowym wydaniu „Panoramy Szachowej”. Bardzo dobrze, że mamy pismo w kraju, które bardzo rozsądnie podchodzi do problematyki teorii otwarć i jest gotowe dać szanse młodym twórcom. Z drugiej strony trzeba podkreślić złą wolę redaktorów „MAT-a”, którym zabrakło zdrowego rozsądku!

Faza debiutowa jest słabością wielu polskich zawodników i dlatego powinno się ją w sposób szczególny popularyzować.

Kilka słów o autorze opracowania „Gambit Allgaiera”: Posiada III kategorię i jako kleryk uczestniczył w 2012 roku w turnieju „Szachowych Mistrzostw Polski Duchowieństwa” w Łomży. Zajął wtedy 4 miejsce uzyskując od razu III kategorię (z bk 1000).

Partie:

link 1
link 2
link 3. 

mar
17

W ramach meczu Górnik Lędziny-PPTSz Pszczyna (III liga śląska) rozgrano bardzo interesującą partię na temat obrony dwóch skoczków.

 

mar
17

Przedstawiam Państwu kolejny interesujący felieton znanego publicysty i szachisty z Sydney Marka Baterowicza.

////////////////////////////////////////////////

     Perspektywa zatopienia w morzu syryjskiego arsenału broni chemicznej ponownie zwraca uwagę na problem zatrucia wód w sercu Europy, a jest nim Morze Śródziemne. Stan jego niepokoi od dawna, pierwsze książki o zanieczyszczeniu Mare Nostrum ukazały się w Barcelonie: „Śmierć Morza Śródziemnego” ( Ganica Editores, 1973)  francuskiego specjalisty Claude Marie Vadrot oraz „Morze Śródziemne umiera!” ( Bruguera, 1979) katalońskiego badacza Mariusa Lleget’a. A zatem problem zatrucia mórz nie jest nowością, Lleget wspomina nawet że już w r.1953 Japończycy odkryli cynk 65 w rybach, gromadzony zwłaszcza w żołądkach i wątrobach. Wiadomo też powszechnie, że ryby skażone są rtęcią,a w morzach jest tyle plutonu czy ropy, że starczyłoby na wytrucie ludzkości. Narazie wyginęły algi u wybrzeży Anglii, a występowały tam w pięciu gatunkach. Niedawny zgon dwóch Australijek na Bali po spożyciu ryby, jak dotąd niewyjaśniony, niepokoi. A jednak jakaś zabójcza substancja musiała być przyczyną. Na morzach i oceanach trwa zbrodniczy proceder zatapiania odpadów, nawet radioaktywnych, a nieraz zatrucie wywołują katastrofy tankowców lub zatonięcia statków jak w r.1977 jugosłowiańskiego „Cavtat” w pobliżu Otranto. Niestety na dno poszedł tam ładunek 900 baryłek ciężkiego ołowiu, które rozkładają się zaledwie osiem mil od brzegów Italii. Cousteau w wywiadzie dla tygodnika „L’Europeo” powiedział wówczas, że Włochom grozi koszmar Minamaty, japońskiej zatoki, gdzie ludzie umierali jak muchy po zjedzeniu ryb zatrutych rtęcią. Koszt wydobycia baryłek w okolicy Otranto był jednak astronomiczny.

   Zdaniem wielu ekspertów Morze Śródziemne stało się kloaką, strefą powolnej śmierci dla ryb i ludzi. Zatopienie syryjskiego arsenału tylko przyśpieszy dramatycznie ten proces, natura zapłaci straszliwą cenę za nasze grzechy, a potem narody zamieszkujące śródziemnomorski basen. Alarmy organizacji ekologicznych są ignorowane, co jedynie potwierdza opinie, że gatunek ludzki jest po prostu samobójczy, oślepiony wyścigiem technologii i żądzą zysku. Poeta ekwadorski Jorge Carrera Andrade ( 1903-1975) nazywał nas „prymitywnym plemieniem śmierci”, a w wierszu „Ziemianie” pisał:

…nasz wiek jest niewiarygodną baśnią,

Zmierzchem Człowieka

osaczonego przez tysiące ziemian,

ślepych na piękno obłoków i kwiatów,

głuchych na muzykę świata,

karmionych złotem jedynie

pojętnych larw bliskiego Automatu…

    Oczywiście za tak cierpką diagnozę nie przyznaje się nagrody Nobla, chociaż poeta pracował w dyplomacji, w ONZ i UNESCO, wykładał na prestiżowych uczelniach, przyjaźnił się z Eluard’em i innymi twórcami we Francji, gdzie ostatecznie osiadł.

    Czytając książkę o katastrofie ekologicznej Morza Śródziemnego można przyznać rację ekwadorskiemu poecie, że jesteśmy jak „przeczące słońcu pomroczne istoty”.

     Lleget opisuje też katastrofę ekologiczną Bałtyku, morza o głębokości średniej zaledwie 60 metrów, choć w pobliżu wyspy Gotland sięga 515 metrów. Wymieranie ryb zauważono w latach 60-tych po zainstalowaniu pierwszych elektrowni atomowych jak w Farsta, niedaleko Sztokholmu. Jednak przyczyną pierwszą hekatomby ryb było zatrucie Bałtyku ropą i chemicznymi ściekami, które wpadały do morza przez ujścia rzek. W wodach Bałtyku nie ma już prawie tlenu. Być może – sądzi Lleget – do katastrofy przyczyniły się oprócz odpadów z elektrowni atomowych rejsy nuklearnych okrętów podwodnych pod banderą Sowietów. Klęskę ekologiczną Bałtyku znamy z innych opracowań, wróćmy więc do zasadniczego tematu książki czyli do katastrofy Morza Śródziemnego. Zamieszczone  fragmenty i wniosku raportu Klubu Rzymskiego alarmują w najwyższym stopniu, także wykaz katastrof ekologicznych nękająych europejskie rzeki. Czy naprawdę musimy pozostać bierni i bezradni ?

    Z refleksji Arnolda J.Toynbee autor przytoczył te słowa: „ Musimy zdać sobie sprawę, że postęp technologiczny nie jest celem samym w sobie (…) i że musimy zorganizować globalną obronę przeciwko agresji technologii we wszelkich jej przejawach”. Klub Rzymski obejmuje grupę futurologów, którzy alarmują świat od r.1972 jak dotąd z miernym skutkiem. Klub jest finansowany przez Fiat, Olivetti i Volkswagen, co jest dowodem, iż nie wszyscy potentaci przemysłu lekceważą problem zatrucia środowiska naturalnego. A zatrucie postępuje, gdyż do morza wpadają wody skażonych chemią rzek, a zbierają one ścieki  z przemysłu wielu krajów. Do morza wpada też z deszczami to, co atmosfera stopniowo zatruta unosi ponad ziemią. Wreszcie wszelkie nieczystości ze statków trafiają do mórz i oceanów, a nieraz były to poważne skażenia wód po katastrofach tankowców. W tych dniach mogło dojść do nowej tragedii ekologicznej, ponieważ terroryści grozili zatopieniem północnokoreańskiego tankowca, który z niezbyt jasnych powodów zmalazł się u brzegów Libii.

    Umieraja też rafy koralowe, alarmował już Cousteau. Giną algi i pewne gatunki ryb, albowiem wody oceanów – do 300 metrów w głąb – są skażone ołowiem, rtęcią, kadmem i tytanem. Takie są skutki traktowania mórz i oceanów jako śmietnika, gdzie można pozbyć się wszelkich odpadów. Wreszcie – o czym zapominamy – do oceanów spadają od dawna resztki satelitów, fragmenty rakiet czy statków kosmicznych z radioaktywnymi częściami, co zdarzyło się np. w kwietniu 1970 r. Statek „Apollo-13”, zmierzający na Księżyc, uległ awarii i musiał wracać na Ziemię. Po dramatycznej operacji, gdy trzej austronaci ( Lowell, Haise i Swigert) wodowali w kabinie statku na falach Pacyfiku, nagle od kabiny oderwał się blok 12 kilogramów radioaktywnego plutonu i zatonął w oceanie. Miał służyć na Księżycu przy zasilaniu instrumentów naukowych, zainstalowanych w regionie Fra Mauro. Niestety, poszedł na dno Pacyfiku, gdzie truje środowisko, a dopiero po 24 tysiącach lat utraci połowę ze swej radioaktywności!

     Ile już szczątków satelitów, zwłaszcza sowieckich, pochłonęły wody oceanów! A jakie są skutki francuskich prób nuklearnych na atolach Pacyfiku ?

     Zagrożenia dla ludzkości są ogromne, badał je nawet w Melbourne doktor Clarke dokonując eksperymentów na muchach, aplikując im radioaktywne dawki. Efekty tych doświadczeń, dość makabryczne, opisane są w książce Llegeta, wydanej jak wiemy w r.1979, a zatem dr Clarke swoje badania prowadził wcześniej. Celem tych badań było ostrzeżenie o grożących nam mutacjach w warunkach wzmożonej radioaktywności.

   Czy ktoś pamięta alarmistyczny dokument sekretarza generalnego ONZ U Thanta z roku 1969 a dotyczący problemów środowiska naturalnego ? Wynika z niego, że człowiek jest głównym zagrożeniem dla natury. Podobną ideą kierował się Al Gore w swym filmie „An Inconvenient Truth”, filmie wyśmiewanym przez lobby przemysłowe i tabuny bezmyślnych zwolenników tego lobby. W tym stanie rzeczy świat może nie ma ratunku, choć może nie jest jeszcze za późno. Algi widuje się jeszcze na australijskich brzegach, pałaszujemy smaczne ryby i to bez fatalnych skutków jak na Bali, a odpadki segregujemy w oddzielnych „rubish bins”, co przypomina leczenie trądu pudrem.

    A jednak raport 1360 naukowców z 95 krajów przedstawiony w r.2005 w londyńskiej Royal Society ostrzega, że prawie dwie trzecie naturalnej maszynerii, która utrzymuje życie na Ziemi uległo już degradacji i ludzkość żyje na pożyczonym czasie. A wycinanie lasów nie tylko pozbawi planetę płuc, ale wyzwoli zarazki malarii, cholery i innych chorób. Maleją też rezerwy wody, będzie niebawem cenniejsza niż złoto.

Marek Baterowicz

 

mar
16

Autor: Andrzej Babiarz – 2014

bview.phpWygrana

Komentarz autora: W podręcznikach teorii końcówek można wyczytać, że dwie współpracujące ze sobą wieże są lepsze od hetmana. Ale czy zawsze ? Próba: 1. W7c6?, Hd8! 2. h5, Hd1+ 3. Kb4, He1+! 4. Ka4, Ha1+! =
kończy się niepowodzeniem.

Wygrywa: 1. Wh5+!!, gh5! (1…, K:h5 2. Wh7X!) 2. Wc6+, H:c6 3. bc6, g3 4. c7, g2 5. c8H, g1H 6. Hh8+!, Kg6 7. Hg8 + 1:0

Tylko natychmiastowa transformacja ” lepszych ” wież w hetmana daje białym wygraną ! Dwie wieże są lepsze od hetmana…. pod warunkiem, że są lepsze !