Jerzy Konikowski - wpisy autora

sie
22

W najnowszym tygodniku „Wprost” ukazał się tekst o Dariuszu Świerczu.

sie
21

W zakończonej w Shenzhen (Chiny) letniej Uniwersjadzie (olimpiada studentów) polska ekipa nie odniosła sukcesów. Jedynie pozytywnie można ocenić 11 miejsce Krzysztofa Bulskiego. Zastanawiający jest od dłuższego czasu brak formy mistrzyni Polski Jolanty Zawadzkiej.

Barw Polski bronili:
1. WGM Jolanta Zawadzka – (mistrzyni Polski 2011) ranking 2405
2. IM Krzysztof Bulski – (akademicki mistrz Polski 2010) ranking 2479
3. GM Paweł Czarnota – (akademicki mistrz Polski 2009) ranking 2541
4. GM Wojciech Moranda – ranking 2586
5. GM Michał Olszewski – ranking 2541

Rozegrane zostały dwa turnieje indywidualne systemem szwajcarskim na dystansie dziewięciu rund (męski i żeński).

Wyniki kobiet
Wyniki mężczyzn

Strona turnieju
Transmisja
ChessBase News 1
ChessBase News 2

sie
20

Witam!

Przepraszam ze tak późno odpisuje ale z uwagi na obowiązki zawodowe brakowało mi czasu.

Czytałem Pańskie wpisy dotyczące szkolenia. W Polsce w ogóle w tej chwili nie ma szkolenia młodzieży. Tylko w kilku klubach coś się robi i często zabierają się za to ludzie, którzy szkolą zawodników taśmowo np. nakazując wszystkim grę tego samego debiutu (np. w pewnym mieście uczy się dzieci prawie wyłącznie obrony benoni i wariantu Swiesznikowa w obronie sycylijskiej, nawet jeśli dziecko ma 5 lat i kompletnie nie rozumie powstających tam irracjonalnych pozycji). Tak jest po prostu zwyczajnie łatwiej, niestety nie każdy może grać tak skomplikowane otwarcia. Dzieci – szczególnie małe – powinny grać pozycje klasyczne. 1.e4 białymi i 1..e5 czarnymi to najlepsza droga, przeglądając partie z licznych MP w niskich grupach wiekowych widzę, że trenerzy zalecają dzieciom 1.d4 i nawet 1.c4. To jest dramat, gra takich pozycji wymaga dużego pozycyjnego wyczucia i doświadczenia.

Nie ma już kursów trenerskich, teraz trzeba chyba ukończyć studia podyplomowe, które są kosztowne i nie zawsze są chętni. Niewiele one też zmieniają, bo większość klubów jest biedna i nie ma za co płacić trenerom, a te lepsze kluby zatrudniają silnych graczy. Często nie zwracając uwagi na to czy mają jakieś uprawnienia i doświadczenie trenerskie.

Brakuje tez materiałów szkoleniowych. W latach osiemdziesiątych ukazywały się różne biuletyny. Były one rozsyłane do klubów i dzięki temu pracujący tam trenerzy mieli narzędzia pracy. Ponieważ przeciętny instruktor nie zarabia kokosów, a związki nie kwapią się do zastąpienia np newslettera (kto go czyta? wszystko co jest tam napisane jest dużo wcześniej w internecie) biuletynem szkoleniowym. Można by go zamieścić na stronie związku, rozsyłać mailem, lub rozdawać na imprezach organizowanych przez PZSZACH.

Niegdyś ukazywał się „Poradnik szachisty”, który zawierał WYŁĄCZNIE materiały szkoleniowe. PZSZACH natomiast zamiast pomyśleć o wydawaniu takiego pisma – nawet jako kwartalnik – wykupił czasopismo MAT (szczegóły transakcji nie są znane do dzisiaj, na stronie www nie podano szczegółów. Poza tym związek ma już prawa do lepszego tytułu tj. SZACHY i mógł z tej nazwy korzystać. Sama działalność pisma finansowanego z pieniędzy państwowych w ogóle jest wątpliwa, bo podatnicy zapłacili za wykupienie tytułu od poprzedniego wydawcy, a teraz płacą drugi raz kupując pismo, które dodatkowo niszczy rynek konkurując z komercyjnymi podmiotami). A przecież można wydawać szkoleniowy kwartalnik, wypełniony materiałami do nauki gry w szachy np na 120 stronach, nie muszą być na pięknym papierze i z pięknymi zdjęciami. Szachiści cenią sobie samą zawartość. Pisma newsowe mają w XXI wieku coraz mniejsze powodzenie u czytelnika, bo informacja rozprzestrzenia się z prędkością światła i to, co opisane jest w gazecie, można znaleźć duuuuużo wcześniej w internecie. Jak to działa dokładnie wiem doskonale, bo od pewnego czasu pracuję dla jednego z największych europejskich koncernów medialnych. News nie ma dzisiaj kompletnie żadnej wartości, chyba, że jest serwujemy go jako pierwsi i jest on newsem autorskim tzn. konkurencja nie ma wiadomości np z jakiegoś zdarzenia.

Niepokoi mnie również sytuacja szachów w mniejszych ośrodkach. Po zmianie ilości województw, związki zostały przeniesione do największych miast. W ośrodkach oddalonych od nich życie szachowe zaczęło wymierać. Wystarczy podać przykład Jeleniej Góry, gdzie jeszcze na początku lat dziewięćdziesiątych grano w lidze i organizowano turnieje klasyfikacyjne. Dzisiaj nie ma tam ani ligi, ani turniejów (poza 1 czy 2 w szachy szybkie, w roku oczywiście), ani szkolenia młodzieży. A tradycje w szkoleniu były, z miasta tego pochodzi 2 arcymistrzów, 2 mistrzów FIDE, 1 IMC i przynajmniej kilkunastu zawodników z tytułami kandydata. Wielu z nich zdobywało medale na imprezach regionalnych i ogólnopolskich (GM Kuczyński był 2 razy mistrzem kraju!). Inne miasta w byłym województwie dolnośląskim też są szachowo wymarłe. Turnieje organizowane są jeszcze w Bolesławcu i Bogatyni (regularnie), tam też szkoli się młodzież. Dzięki pasji działaczy udało się też utrzymać przy życiu kluby w Kamiennej Górze i Przedwojowie. Członkowie tego drugiego klubu zorganizowali też 2 lub 3 ciekawe turnieje z silną obsadą międzynarodową. Niestety Gryfów (niegdyś grający w 1 lidze!), Lubań, Zgorzelec i wiele innych miast o szachach już nie pamięta. Gdyby nie zawody gimnazjów – organizowane tylko dlatego, że szachy są dyscypliną punktowaną – to nikt by tam nie grał. Podobnie jest w innych częściach Polski.

Problemy mają nie tylko małe miasta: w aglomeracji łódzkiej też niewiele się dzieje. A przecież silnych zawodników tam pod dostatkiem.

Pozytywnie oceniam przeniesienie biura związku do nowej siedziby i otwarcie małego klubu szachowego. Teraz każdy może sobie w centrum stolicy pograć z silnymi szachistami. Doceniam też działalność na rzecz kadry i powołanie Comarch Team. Tyle tylko, że szkolenie na poziomie centralnym to jest mało. Z roku na rok spada poziom juniorskich mistrzostw Polski. Proszę rzucić okiem, jaki był poziom w MP U12 w tym roku, a jaki 10 – 15 lat temu. W ogóle nie ma porównania. Niektórzy z dzisiejszych finalistów MP 15 lat temu nie wygrali by nawet… mistrzostw swojego miasta! Sam pamiętam, jak wysoki poziom trzeba było prezentować, żeby zakwalifikować się z woj. dolnośląskiego lub śląskiego. W eliminacjach grało wielu szachistów z centralnymi kategoriami, w tym nawet kandydaci …

A przecież szachy to nie tylko kadra i Warszawa, ale też inne, dużo mniejsze miejscowości, w których wychowano polskich czołowych szachistów. Podałem przykład Jeleniej Góry, ale jest też np Głogów (GM Markowski, WGM Michna). Regiony umierają, a z nimi umrze centrala.

Średni wiek TOP 10 polskiej listy to 25,5 roku. Szansę na rozwój mają z pewnością Świercz i Wojtaszek, liczę też na Mateusza Bartla. Reszta zawodników jest młoda jako ludzie, ale już troszkę stara jako szachiści. Pamiętajmy, że dzisiaj w wielu ekipach na olimpiadach ciężko się dopatrzeć zawodników starszych niż 30 lat. Ale, żeby mieć nieco lepszy przegląd sytuacji szachów w Polsce, popatrzmy dalej: w kolejnej dziesiątce naszej listy jeszcze chyba tylko W.Moranda i D.Świercz rokują nadzieje na przyszłość, ale ten pierwszy studiuje chyba w Niemczech i wątpię, żeby po ukończeniu dobrej uczelni chciał zostać zawodowym szachistą.

Jeszcze 30-40 lat temu nasi zawodnicy byli lepsi od Włochów czy Francuzów. Teraz różnice się zatarły i to właśnie Francuzi mogą pochwalić się wieloma szanowanymi arcymistrzami.

Kończąc chciałbym wyrazić nadzieję, że poza dobrą pracą z kadrą i promowaniu szachów „centralnie” ktoś w końcu pomyśli o rozwoju prowincji, o materiałach dla małych klubów. Bez małych klubów nie będzie wielkich szachów. Wiedzą o tym pewnie działacze Polonii Warszawa, którzy przez lata zawodników „sprowadzali” z innych miejscowości.

Pozdrowienia z upalnej Szwajcarii
Marcin

sie
20

W trakcie przygotowywania informacji o meczu Navara-Laznicka wpadłem na ciekawą ideę. Można przecież organizować podobne imprezy w Polsce! Miejsce meczu: lokal Polskiego Związku Szachowego w centrum Warszawy. To byłaby wspaniała promocja szachów i szansa pozyskania nowych sponsorów wspierających rozwój sportowy naszej czołówki.

Na początek proponuję mecz pomiędzy świeżo upieczonym mistrzem świata juniorów Dariuszem Świerczem i aktualnym mistrzem Polski Mateuszem Bartlem.

Mateusz Bartel po zdobyciu zaszczytnego tytułu nie zagrał w żadnym renomowanym turnieju i wielką niewiadomą jest jego aktualna forma sportowa. Mecz z mistrzem świata juniorów byłby sprawdzianem jego obecnych możliwości twórczych. Myślę, że taka impreza miałaby też ogromny aspekt propagandowy.

Praca przygotowawcza do tego spotkania oderwałaby też na jakiś czas mistrza Polski od niezwykle wyczerpujących zajęć pisarskich. Prowadzenie pisma związkowego „MAT” i własnegoblogawymaga wiele energii. Ostatnio Mateusz Bartel próbuje – jako początkujący instruktor szachowy – zdyskredytować moją wiedzę szachową i wieloletnie doświadczenie trenerskie.

Przy pomocy swych wiernych „komentatorów” nastąpił totalny atak na mnie. Źródłem tych napaści jest to, że na swojej prywatnej stronie w trakcie omawiania wyników mistrzostw Polski 2009 pozwoliłem sobie na publikację własnych spostrzeżeń dotyczących gry Dariusza Świercza. Następnie jak „lew” walczyłem z prezesem Tomaszem Sielickim o to, że doradcy naszego młodego i jeszcze mało doświadczonego arcymistrza kazali mu w ważnym turnieju w Wijk aan Zee ćwiczyć „oburęczność”. Na moim blogu w temacie „Imprezy szachowe – Wijk aan Zee” i „Szachy w Polsce – Polemika z prezesem PZSzach” jest opisana cała historia. Na stronie Polskiego Związku Szachistów do tych ataków na mnie włączył się wtedy także Mateusz Bartel, który poparł „oburęczność”.

Na mistrzostwach świata w Chennai Dariusz Świercz zastosował taki repertuar, jaki ja zaproponowałem 2 lata temu. Taka jest prawda, ale ten fakt wywołał teraz w pewnych kręgach szachistów szał agresji w stosunku do mnie. Jestem za wolnością słowa. Każdy może głosić swoje opinie na różne problemy. Ale nie można akceptować kłamstwa!

Przytaczam tekst, który znalazł się na blogu Mateusza Bartla:

Panda14
19/08/2011 – 16:27 | Stały link
Ostatnio dochodzą mnie głosy z bardzo dobrze poinformowanych źródeł w Niemczech, że znany blogger z Dortmundu już usiłuje zbić kapitał trenerski na sukcesie Pana Świercza i przedstawia swoje zasługi w jego trenowaniu. Mateusz, jak sądzisz jaki wpływ na ostateczny sukces w MŚ`20 miały konkretne porady pana Konikowskiego kierowane pod adresem Darka na jego stronie szachowej?

Szanowni Państwo! To jest prostacka kalumnia. Nigdy takie coś nie miało miejsca. Ale mnie już nie dziwi, że stałem się ofiarą ataków na stronie redaktora naczelnego „MATA” i rzecznika Polskiego Związku Szachowego. Po mojej publikacji na blogu w dniu 17 sierpnia „MŚ w Chennai – podsumowanie” otrzymuję niedorzeczne emaile. Oświadczam, że mój blog jest otwarty dla wszystkich, którzy mają coś wartościowego do powiedzenia o problemach naszej dyscypliny. Warunek: jawność. Nie będę akceptować żadnych anonimów!

Prezes PZSZach Tomasz Sielicki – reformator polskich szachów (fragment fotografii Marka Skrzypczaka)

sie
20

W Czechach od wielu lat cieszą się popularnością rozgrywane mecze pomiędzy silnymi zawodnikami. Mają one charakter propogandowy i reklamują królewską grę w szerokich mediach. Jest to wspaniała reklama dla szachów, która przyciąga nowych sponsorów.

W dniach 1-7 sierpnia 2011 roku odbył się w Novy Bor mecz pomiędzy obecnie najsilniejszymi szachistami Czech: Davidem Navarą – Viktorem Laznicką. Grano sześć partii.

Pierwsze dwie partie zakończyły się remisem. Czwartą i piątą wygrał Laznicka. W szóstej padł znowu remis i mecz zakończył się niespodziewaną porażką faworyta Davida Navary 4.5-1.5.

Strona meczu

Arcymistrz David Navara był zdecydowanym faworytem

Arcymistrz Viktor Laznicka – autor niespodzianki

Obaj kontrahenci przy wspólnej analizie

Zakończenie meczu

Fotografie nadesłał mistrz FIDE Bretislav Modr z Pragi – wydawca znanego pisma szachowego SachInfo.

sie
19

Jako młody szachista pasjonowałem się w 1963 roku meczem o mistrzostwo świata pomiędzy Michaiłem Botwinnikiem i Tigranem Petrosjanem. Zwycięstwo Petrosjana było przekonywujące: wygrał pięć partii i przegrał tylko dwie.

Analizowałem wszystkie meczowe partie, które zrobiły na mnie duże wrażenie. Petrosjan znany był ze swego defensywnego stylu gry, mimo tego jego partie bardzo mi się podobały. Z dużym więc zainteresowaniem śledziłem dalsze pojedynki nowego mistrza świata z Borysem Spasskim w 1966 roku. Petrosjan obronił tytuł po ciężkiej walce. W 1969 roku został jednak pokonany przez Spasskiego.

Nigdy nie miałem możliwości osobiście poznać Tigrana Petrosjana. W 1993 roku wydawca Joachim Beyer zaproponował mi napisanie książki o byłym mistrzu świata. Dokonałem tego z Pitem Schulenburgiem. Książka ukazała się w następnym roku.

Treść
Wstęp
Biografia Petrosjana
Najważniejsze sukcesy Petrosjana
Petrosjan jako strateg (20 partii)
Petrosjan jako taktyk (20 partii)
Zbiór partii Petrosjana z lekkim komentarzem (30 partii)
Petrosjan jako mistrz końcówki (10 pozycji)
Zagraj jak Petrosjan (10 testów)

Tigran Petrosjan
Jerzy Konikowski i Pit Schulenburg
Joachim Beyer Verlag 1994
184 stron
ISBN 3-88805-117-7

//////////////////////////////////

Drugie wydanie jest wzbogacone o nowe analizy. Zmieniła się też strona techniczna książki (skład  i diagramy).

Książka została włączona do nowej serii wydawnictwa: Kamienie milowe w szachach. Jej zadaniem jest wznowienie starych i wyczerpanych już dawno pozycji omawiających sylwetki znakomitych szachistów oraz relacje ze znanych turniejów szachowych, aby te wydarzenia nie uległy zapomnieniu.

Pet1

Pet2

Tigran Petrosjan
Jerzy Konikowski i Pit Schulenburg
Joachim Beyer Verlag 2016
168 stron
ISBN 978-3-95920-031-8

sie
18

Jedną z moich pierwszych książek szachowych była rzecz Zygmunta Szulcego „Końcowa gra szachowa – króle i piony” (Warszawa 1954).

Książka znakomita, ale dla mnie początkującego szachisty, za trudna. Odłożyłem więc ją na półkę i sięgnąłem po bardziej przystępnie napisane źródła w języku rosyjskim.

Z „Szulcego” korzystałem później dość często w swej pracy trenerskiej. Do treningów z moimi uczniami opracowałem sobie jednak własne notatki, które były w ograniczonym wymiarze, ale w pełni wystarczające dla szybkiego zrozumienia podstaw końcówek pionkowych. Z tych właśnie notatek powstała ta książka.

Miałem w planie napisanie w tym stylu książek o innych końcówkach. Dlatego seria ta miała nazywać się „Szybki kurs końcówek”. Przedstawiona praca otrzymała podtytuł „Końcówki elementarne i pionkowe – część 1”.

Niestety z różnych względów nie udało mi się kontynuować tej serii. Wydawca „Penelopy” jest jednak dalej nią zainteresowany. Może znajdę w końcu czas na zrealizowanie tego zamiaru.

Podkreślam, że książka jest napisana w lekkiej formie, aby z niej mogli korzystać nawet początkujący szachiści. Składa się z trzech rozdziałów:
1. Końcówki elementarne: mat samotnemu królowi
2. Końcówki pionkowe
3. Ćwiczenia

Szybki kurs końcówek
część 1 – Końcówki elementarne i pionkowe
Jerzy Konikowski
Biblioteka Penelopy
Warszawa 2002
Format 235X165
99 stron
ISBN 83-86407-49-2

Szybki kurs końcówek (wydanie II)
część 1 – Końcówki elementarne i pionkowe
Jerzy Konikowski
Biblioteka Penelopy
Warszawa 2022
Format 235X165
99 stron
ISBN 978 83 962103 57

 

 

 

sie
18

BAKET A SPRAWA POLSKA

Pod tajemniczym tytułem „Baket” Jarosław Marek Rymkiewicz wydał kiedyś książkę w Niezależnej Oficynie Wydawniczej ( W-wa), a równolegle w Londynie ( Aneks, 1989). Cenzura mogłaby bowiem zakwestionować niezbyt pochlebne opowieści o Nowosilcowie czy o księżnej Zubow, a może i śmiałą scenę erotyczną z udziałem Seweryna Goszczyńskiego i Ksawery Deybel, tej samej, która ponoć powiła syna Mickiewiczowi. W książce sporo jest o represjach Nowosilcowa wobec filomatów, o nich samych, wreszcie o naszych romantykach czy o Towiańskim, który podobno zamordował i pokroił na kawałki farmaceutę Gutta. Powód ? Rzecz przedstawiona na stronie 115! Przewija się też Tomasz Zan, rodzina Augusta Becu czy Domeyko i wiele innych postaci. Wyjaśnijmy wreszcie, że baket ( bateria Mesmera) natomiast był modnym w tych czasach urządzeniem leczniczym, a leczono magnetyzmem. Opis tych kuracji, niekiedy pikantnych, ciekawy czytelnik znadzie w książce Rymkiewicza. A nawet opis śmierci Augusta Becu, trafionego piorunem podczas drzemki.

Doktor Sauvan, który instalował w Wierzbnie pod Warszawą owe bakety, zalecał radykalne metody leczenia, a polegały one na wrzucaniu spoconego pacjenta do zimnej wody. Czy wszyscy przeżyli taki szok ? Zygmunt Krasiński przeżył, choć przyznawał w listach, że po tych zabiegach prawie mdlał i zasypiał z osłabienia. Z czasem bakety wyszły z mody, a może nie okazały się skutecznym panaceum na choroby. Dzisiaj, gdy inne trapią nas dolegliwości, a III Rzeczypospolitą trawi ciężka choroba, może warto zastosować znowu bakety ? I ministrów rządu, na czele z premierem Tuskiem, postawić pod lodowatym prysznicem ? Coś w tym rodzaju spotkało premiera kilka dni temu, kiedy wygwizdano go w Gdańsku, kolebce „Solidarności”. Czy premier przejął się tym bodaj odrobinę ? Nie wiemy, jego wytrenowana maska polityka nie zdradza takich emocji. Będzie grał swoją rolę do końca, aż do opuszczenia kurtyny, bo nie może zawieść głównego reżysera układu. Układu, który eliminuje niepotrzebnych, zużytych czy wreszcie niepożądanych lub niewygodnych dla republiki „kolesiów”. Tych niewygodnych więcej jest oczywiście po stronie opozycji, nie dziwi więc aresztowanie pod byle pretekstem wodza kiboli. Szokuje za to pobicie go przy tej okazji, bo w kraju demokratycznym nie biją na komisariatach. Staruchowicz posiedzi w pudle trzy miesiące, akurat do wyborów, a zatem w tym okresie czasu, w którym mógłby sterować ruchem kibiców. A ci przecież wykrzyczeli premierowi swoje zamiary: „Tusk, ty matole! Twój rząd obalą kibole!”…Urażony tym premier postanowił unieszkodliwić wodza kiboli. Tymczasem wymiar „sprawiedliwości” wypuszcza po zaledwie dwóch latach łomiarza, który ma na swym koncie napady na 29 kobiet! Rezultat ? Nowy napad, ale protegowany przestępca będzie odpowiadał zań …z wolnej stopy! Najwidoczniej prokuratura uznała, że napady na zwykłe obywatelki IIIRP to drobiazg – ale gdyby łomiarz zagrażał oligarchom ? O, to co innego!

Inny niewygodny dla układu, Andrzej Lepper, gryzie już ziemię. Nie był nigdy moim idolem, a jego pozycja w czasach rządów PiS-u wynikła nieoczekiwanie po wycofaniu się Platformy Obywatelskiej z projektu wspólnej koalicji. Co jednak naprawdę stało się w warszawskim biurze „Samoobrony” ? Czy na życie mógł się targnąć człowiek tak silny jak Lepper ? Wierzący, a do tego troszczący się o chorego syna ?! Wersję samobójstwa nawet prokuratura rozwinęła w hipotezę udziału „osób trzecich” ! Być może postanowiono tak, by sprawić wrażenie obiektywności dochodzenia, a ostateczny werdykt jest już przesądzony ? Nie wiadomo, ale czy można ufać prokuratorom, którzy zbłaźnili się w śledztwie katastrofy Tupolewa ? Tomasz Sakiewicz jest w posiadaniu nagrania rozmowy z Lepperem, który ujawnia sprawy niewygodne dla PO, a w dodatku potwierdzające ( o. zgrozo!) zeznania Jarosława Kaczyńskiego! A na internecie pojawiła się wiadomość o odkryciu rusztowania na tyłach biura „Samoobrony” – czy tą drogą mogli dostać się nieznani sprawcy, by powiesić Leppera ? Czy prokuratura zbada ten trop w trosce o dotarcie do prawdy ?

Śmierć Leppera to kolejna ofiara na coraz dłuższej liście tajemniczych zgonów, upozorowanych samobójstw po roku 1989, poczynając od wypadku Michała Falzmanna, inspektora NIK-u, który badał aferę FOZZ. A od tragedii Tupolewa obsewujemy jakby przyśpieszenie owych dziwnych zgonów. Przypomnijmy kilka z nich: biskup ewangelicki Mieczysław Cieślar, miał być następcą ks.Adama Pilcha, który zginął w Smoleńsku. Krzysztof Knyż, operator „Faktów”, gdzie sporo pisano o katastrofie Tupolewa. Prof.Marek Dulinicz, szef grupy archeologów, która miała jechać na miejsce upadku samolotu. Wszyscy zginęli w wypadkach samochodowych, a łączy ich też wątek smoleński. W czerwcu 2010 dziwny wypadek samochodowy miał też dziennikarz Wojciech Sumliński, lecz przeżył. Wcześniej był represjonowany za próbę opublikowania książki o służbach specjalnych. Wreszcie w grudniu ubiegłego roku rzekomo powiesił się Grzegorz Michniewicz, dyrektor generalny kancelarii premiera Tuska. Miał on dostęp do najbardziej tajnych dokumentów premiera, być może zatem uznano, iż wie za dużo ? Przyjaciel, z którym Michniewicz rozmawiał przez Skype przed śmiercią relacjonuje, że Grzegorz był czymś pezerażony, wręcz szlochał.

A dlaczego musiał zginąć szyfrant Zielonka ? Jego szczątki znaleziono w kwietniu 2010 w nurtach Wisły. Krąży hipoteza, że obcy wywiad wydobył zeń informacje o kodach, a potem go zlikwidował. Czy zrobili to Rosjanie, Niemcy a może kosmici ? Zapewne nie dowiemy się nigdy, podobnie będzie chyba z tajemniczą śmiercią Leppera. W fingowaniu samobójstw tajniacy nie są może mistrzami, ale posiadają niezawodną ochronę ze strony prokuratury i sądów, pozostających na smyczy układu. A pęknięcie na razie układowi nie grozi, zaś seria tajemniczych a śmiertelnych wypadków na tle politycznym mówi o powrocie do totalitaryzmu. Nikt też nie odważy się wrzucić prokuratorów i sędziów do baketu albo postawić ich pod zimnym prysznicem. Są oni pod pod specjalną ochroną układu, bo służą przecież do „prawnego” klajstrowania IIIRP, państwa opartego na cynicznym stosowaniu bezprawia. Niedawne dymisje w prokuraturze po haniebnym przekazaniu informacji o białoruskim dysydencie sugerują, że niektórzy panowie urzędowali w niej jako kolaboranci Łukaszenki. I tak polska „demokracja” – oficjalnie wspierająca dysydentów na Białorusi – okazała się zgniłym jabłuszkiem w unijnych ogrodach Europy.

Marek Baterowicz

sie
17

Cieszy nas wszystkich wspaniały sukces Dariusza Świercza. Zwracam jednak uwagę na istotny aspekt tego wydarzenia: Darek wygrał jedną bitwę, ale daleko mu jeszcze do ścisłej elity najlepszych juniorów świata. Czeka go więc jeszcze wiele pracy, aby jego nazwisko znalazło się na liście FIDE wśród czołowych zawodników do lat 20-tu.

Młody arcymistrz musi teraz obiektywnie ocenić swój występ w Chennai i wyciągnąć właściwe wnioski. Mnie najbardziej cieszy to, że Darek ma dobrze opracowany repertuar debiutowy i gra warianty, które pasują do jego stylu gry. Ale nie można spocząć na laurach! Trzeba dalej modyfikować swój repertuar i wprowadzać do gry nowe elementy. Jeśli Darek będzie pracować w tym kierunku, to niedługo możemy mieć zawodnika dużego formatu. Jestem osobiście dobrej myśli!

Wracam jeszcze krótko do turnieju w Wijk aan Zee 2011. Darek mógł wygrać grupę „C” i awansować wyżej. O tym była już mowa na mojej witrynie i blogu. Apeluję teraz do prezesa Polskiego Związku Szachowego Tomasza Sielickiego, aby spróbował naprawić to, co spartaczyli doradcy Darka, każąc mu w tym ważnym turnieju ćwiczyć „oburęczność”. Dariusz jest mistrzem świata i jest to doskonała pozycja wyjściowa do załatwienia naszemu arcymistrzowi miejsca w turnieju „B” 2012!

Mam jeszcze jedną radę dla Darka. Zawodnik z ambicjami sportowymi powinien grać w silnych turniejach, a takich jest sporo. Polecam start w najsilniejszym openie świata „Aerofłot” w Moskwie. Zwycięstwo w turnieju gwarantuje udział w superturnieju w Dortmundzie. Sztuki tej dokonał dwukrotnie młody wietnamski arcymistrz Le Quang Liem (rocznik 1991).

Wydarzenia
Dariusz Świercz w TVP

sie
17

Natychmiast po powrocie z Elbląga odbyłem rozmowę z moim przełożonym i poinformowałem go o planach zmiany pracy. Nie był tym faktem zachwycony, ale ostatecznie otrzymałem zielone światło. Przeniesienie do Warszawy miało nastąpić na zasadzie zgody obu stron.

Powiadomiłem o tym sekretarza generalnego Polskiego Związku Szachowego Jana Eberlego i ustaliliśmy początek mojej pracy na 1 czerwca 1978 roku. Wcześniej musiałem zjawić się w PZSzach w celu załatwienia niezbędnych formalności związanych z przeniesieniem.

Jednocześnie ustaliłem z kierownikiem wyszkolenia Krzysztofem Sznapikiem i wiceprezesem PZSzach Andrzejem Filipowiczem mój plan pracy na najbliższe miesiące.

W pierwszym rzędzie trzeba było powołać zawodnika do startu w mistrzostwach świata juniorów do 20 lat. Impreza miała odbyć się w austriackim mieście Graz. Najpoważniejszym kandydatem do wyjazdu był mój podopieczny z Częstochowy Roman Tomaszewski. Ostatecznie wspólnie doszliśmy do wniosku, że mamy w Polsce kilku silnych zawodników i trzeba zorganizować eliminacje.

1 czerwca 1978 roku zostałem oficjalnie pracownikiem Polskiej Federacji Sportu z oddelegowaniem do pracy w Polskim Związku Szachowym w charakterze trenera kadry.

Już jako trener kadry obserwowałem w Warszawie w dniach 3-8 czerwca 1978 roku eliminacje przed mistrzostwami świata juniorów. Zgodnie z przewidywaniami zwyciężył Roman Tomaszewski.

Szkolenie