Jerzy Konikowski - wpisy autora

mar
26

Marcin Chojnowski, głuchoniewidomy ostrołęczanin, ma jedną wielką miłość – grę w szachy.
Link

////////////////////////////////////////////////

Szanowny Ministrze Sportu

Pragnę zaapelować o mądre i kontrolowane wydatki na sport środowiska niesłyszących i niewidomych. Niewidomi dostają masę pieniędzy a niesłyszący o wiele mniej. Jestem osobą gluchoniewidomą i mogę być zarówno głuchy jak i niewidomy.

Jestem medalistą medalistą świata w szachach głuchoniewidomych.

Jako socjolog wiem, że pomagać należy najmniej uprzywilejowanom jednostkom. Czytam, że nie ma pieniędzy na MP w warcabach na 3 dni: link. a niewidomi dostają krocie. Prosze porównać budżety.

To dla mnie np usłyszeć czyjeś dzień dobry to dar od życia. Spotkać się za szachownicą i potem od tłumacza przewodnika dowiedzieć się, że obok mnie jest piękna dziewczyna itp to jest to, co dostaje człowiek bardzo upokorzony przez los.

Grałem wiele lat w link i po takich zajściach jak przyjazd samochodem lub bezproblemowe czytanie w okularach książek itp szachowych jak osoba zdrowa (już nie mówię o słuchu) to gdzie tu oni są niepełnosprawni. Chcę zaapelować aby Ci najmniej uprzywielejowani czyli całkowicie głusi, ślepi, na wózkach mieli równe szanse a nie byli dyskryminowani przez tylko niedosłyszących lub niedowidzących.

Apeluję także by gluchoniewidomi też mogli poprzez swoje zmagania sportowe jakos żyć. Wcale nie są to duże koszta, bo w przeciwieństwie do imprez niewidomych rozgrywki głuchoniewidomych i głuchych są zupełnie skromniejsze i tańsze.

Wicemistrz świata w szachach

Marcin Chojnowski

////////////////////////////////////////////////

Szanowny Panie,

w odpowiedzi na pismo wysłane pocztą elektroniczną w dniu 19 marca 2014 r., dotyczące finansowania zadań z zakresu sportu osób niesłyszących i niewidomych uprzejmie informuję, że:

Ministerstwo Sportu i Turystyki dofinansowuje realizację zadań publicznych z zakresu rozwijania sportu osób niepełnosprawnych na podstawie art. 29 ust. 1 i 7 ustawy o sporcie z dnia 25 czerwca 2010 r. (Dz. U. z 2010 r. Nr 127, poz. 857, z późn. zm.), ustawy z dnia 27 sierpnia 2009 r. o finansach publicznych (Dz. U. Nr 157, poz. 1240, z późn. zm.) oraz rozporządzenia Ministra Sportu i Turystyki z dnia 23 sierpnia 2010 r. w sprawie dofinansowania zadań ze środków Funduszu Rozwoju Kultury Fizycznej (Dz. U. Nr 156, poz. 1051). Na podstawie wyżej powołanego rozporządzenia corocznie ogłaszany jest konkurs ofert na dofinansowanie zadań z zakresu sportu osób niepełnosprawnych.

Polski Związek Sportu Niesłyszących, realizujący zadania z obszaru sportu osób niesłyszących  otrzymał w 2014 r. w ramach konkursu wniosków na dofinansowanie zadań w obszarze sportu wyczynowego osób niepełnosprawnych ze środków Funduszu kwotę w wysokości 2 541 000,00 zł, natomiast ze środków budżetu państwa –  1 600 000,00 zł. Ogółem, w 2014 r. na sport wyczynowy osób niesłyszących przeznaczono środki w wysokości 4 141 000,00 zł.

Zadania z zakresu sportu wyczynowego osób niewidomych realizowane są przez Polski Związek Kręglarski, Stowarzyszenie Kultury Fizycznej, Sportu i Turystyki Niewidomych i Słabowidzących „CROSS” oraz Związek Kultury Fizycznej „OLIMP”. Ww. organizacje otrzymały w 2014 r. w ramach konkursu wniosków na dofinansowanie zadań w obszarze sportu wyczynowego osób niepełnosprawnych ze środków Funduszu kwotę w wysokości 930 000,00 zł, natomiast ze środków budżetu państwa –  100 000,00 zł.

Ogółem, w 2014 r. na sport wyczynowy osób niewidomych przeznaczono środki w wysokości 1 030 000,00 zł.

Jak z ww. danych finansowych wynika, informacja o niedofinansowaniu sportu osób niesłyszących w porównaniu do sportu osób niewidomych, na którą powołuje się Pan w piśmie jest nieprawdziwa.

Informacja o dofinansowaniu zadań państwowych jest ogólnodostępna i znajduje się na stronie internetowej Ministerstwa Sportu i Turystyki.

Z poważaniem

Danuta Redel

Departament Sportu Wyczynowego

Ministerstwo Sportu i Turystyki

00-082 Warszawa, Senatorska 14

tel. 22 244 32 05

www.msport.gov.pl

 

mar
24

Anatoli Karpow – mistrz świata w latach 1975-1985 oraz 1993-1999: Każda faza partii, otwarcie, gra środkowa i końcówka ma duże znaczenie. Jeżeli na początku gry, któraś ze stron uzyska przewagę materialną lub pozycyjną, to zniwelować ją w grze środkowej będzie bardzo trudno. W tej sytuacji do końcówki może w ogóle nie dojść. Bez poprawnej gry w debiucie, nie można więc myśleć o sukcesach w szachach.  

Źródło

////////////////////////////////////////////////////////////////////////////

Temat ten wywołał ponownie duże zainteresowanie wśród Internautów. Otrzymałem sporo listów od osób zajmujących się od niedawna szkoleniem. Są zdezorientowani po wywiadzie z Michałem Krasenkowem w czasopiśmie „MAT” oraz informacjami na moim blogu.

Polecam zdrowy rozsądek. Kiedyś – jako początkujący  trener – odszedłem od ogólnych teorii i wybrałem swoją własną drogę. Sukcesy, które na tym polu osiągnąłem świadczą o prawidłowym wyborze.

Przypominam jeszcze raz pewne kwestie dotyczące szkolenia w szachach, które już kiedyś omawiałem na mojej witrynie, blogu i także w licznych artykułach w polskich pismach szachowych.

1. Zawodnik z aspiracjami sportowymi powinien od początku otrzymać dobrą szkołę szachową i zostać przez szkoleniowca prawidłowo ukierunkowany do pracy samoszkoleniowej. Wiadomo przecież, że zawodnik nie zawsze będzie korzystać z pomocy trenera.

2. Jeśli zawodnik usłyszy od swego opiekuna teorię, która jest bardzo modna w Polsce: „Trenuj grę środkową i końcówki, a w debiucie dasz sobie radę” i w ten sposób będzie pracować, to jego rozwój sportowy – nawet mimo wielkiego talentu – będzie się rozwijać w ślimaczym tempie.

3. Zawodnik powinien mieć odpowiednią motywację do wyczynowego uprawiania szachów. Na pewno jej nie będzie miał w przypadku porażek i słabych wyników turniejowych. To może go szybko zniechęcić do dalszego zajmowania się królewską grą.

4. Dlatego trener powinien zaaplikować swojemu podopiecznemu szkolenie, w następstwie którego jest szansa osiągania dobrych rezulatatów w turniejach.

5. Wszyscy musimy być świadomi tego, że młodzież zajmuje się intensywnie grą w okresie edukacji: szkoła podstawowa, średnia i studia. Potem po podjęciu pracy i założeniu rodziny zainteresowanie szachami maleje. Niektórzy wycofują się całkowicie z uprawiania sportu szachowego.

6. Dlatego w obecnych czasach długoletni system szkolenia – jaki kiedyś był realizowany w Związku Radzieckim – nie ma sensu. Zawodnika trzeba tak przygotować, aby odnosił szybko zwycięstwa i miał przyjemność z zajmowania się szachami.

7. Wniosek jest jasny: trzeba zająć się na początku otwarciami. Trener musi przygotować swoim podopiecznym repertuar debiutowy. Tutaj trzeba na początku narzucić pewien styl gry młodym adeptom szachów. Repertuar musi być ciekawy z elementami taktyki. Poleca się ruch 1.e4 i ostrą grę, np. gambit królewski, gambit Morra itd. Dopiero później, gdy w grze zawodnika wykrystalizuje się pewien styl i upodobania, można dopasować repertuar do jego zdolności i potrzeb.

8. Najpierw trener wyjaśnia młodemu zawodnikowi ogólne plany strategiczne i taktyczne w poszczególnych otwarciach. To jest wystarczające na początku szkolenia. Potem już nie. Z ambitnymi zawodnikami trzeba analizować i wyjaśniać dokładnie warianty, nawet te długie, jeśli zajdzie taka potrzeba. Trzeba analizować dokładnie wzorcowe partie. Przez to podopieczny poznaje problemy gry środkowej związane z danym otwarciem, może nawet poznawać tym sposobem różnego typu końcówki.

9. Ważna jest analiza własnych partii. To jest często lekceważone przez trenerów lub nawet pomijane w cyklu szkoleniowym. Każdy szachista już na początku swej kariery zawodniczej musi być obeznany z tym problemem i powinien zdawać sobie sprawę z ważności tego elementu w procesie szkolenia.

10. Inne fazy gry: gra środkowa i końcówki powinny być systematycznie omawiane i analizowane po poznaniu „fundamentu” partii szachowej – debiutu.

11. Uważam, że tylko w ten sposób można wyszkolić w szybkim tempie zawodnika z szansami na osiąganie znaczących sukcesów turniejowych.

12. Nieszczęściem w polskich szachach jest brak jednolitego programu szkolenia. Każdy trener ma praktycznie swoje indywidualne spojrzenie na tę kwestię. W ten sposób już na początku popełniane są błędy, na czym cierpi tylko nasza zdolna młodzież. Jeden trener, który zna dobrze końcówki, będzie głosił „teorie” o ważnej roli tej fazy gry. Będzie przerabiał więc grę końcową. A to, że zawodnik przegra batalię debiutową i do końcówki nie dojdzie, będzie tłumaczył brakiem talentu swojego podopiecznego. Podobna sytuacja może wyniknąć w szkoleniu zawodnika, który trafi na trenera preferującego grę środkową jako „najważniejszego” elementu w szachach.

13. Innym nieszczęściem polskich szachów jest zabieranie głosu w ważnych kwestiach szkoleniowych przez „pseudofachowców”. Ich błędne wskazówki mogą być zastosowane praktycznie przez nieświadomych tego młodych zawodników. A gdy w końcu zorientują się, że są na niewłaściwym torze, może być już za późno na odrobienie zaległości.

14. Problem „brak jednomyślności w procesie szkolenia w Polsce” widzimy też na wysokim szczeblu. Włodzimierz Schmidt słusznie zauważył aspekt (trochę za późno) niedostatecznego wyszkolenia polskich kadr. Natomiast trener kadry wyraża się w tym zakresie bardzo niejasno i wprowadza tylko niepotrzebne zamieszanie. Tymczasem powinien usiąść do jednego stołu z czołowymi polskim trenerami i ustalić logiczny program szkolenia naszych juniorek i juniorów. Taki program jaki jest realizowany w jego ojczyźnie Rosji!

mar
24

Problem2

Zdjęcie pochodzi ze zbiorów Eugeniusza Iwanowa i przedstawia uczestników II Zjazdu Problemistów (Warszawa 14 lutego 1958 roku)

Siedzą od lewej: Włodzimierz Suchodolski, Saturnin Limbach, K.Rolnik-PZSzach, Henryk Solski, Grzegorz Grzeban (Bagdasarjan), Mieczysław Pfeiffer, S.Pyszniak, Tadeusz Pawłowski, Tadeusz Czarnecki. Stoją od lewej: Edmund Pniak. Franciszek Cieślak, Władysław Rosolak, Jan Rusek, Janusz Śledziewski, Marek Szpakowski, Jan Beszczyński, Bernard Serus (Serwiński), Andrzej Lewandowski, Eugeniusz Iwanow, Leopold Szwedowski, Andrzej Trzęsowski, Waldemar Tura, Czesław Łysiak, W.Tomczyk, L.Dziąg, Gustaw Litwin-Staszewski, Henry Żuk.

mar
24

bild

Dzień Dobry!

Jest już dostępny drugi numer gazetki „Małe Szachowo”. Zapraszam serdecznie do lektury.

Pozdrawiam
Artur Urbaniak

Link do Gazetki

mar
23

Anatoli Karpow – mistrz świata w latach 1975-1985 oraz 1993-1999: Każda faza partii, otwarcie, gra środkowa i końcówka ma duże znaczenie. Jeżeli na początku gry, któraś ze stron uzyska przewagę materialną lub pozycyjną, to zniwelować ją w grze środkowej będzie bardzo trudno. W tej sytuacji do końcówki może w ogóle nie dojść. Bez poprawnej gry w debiucie, nie można więc myśleć o sukcesach w szachach.  

Źródło

////////////////////////////////////////////////////////////////////////////

W jednym ze swoich komentarzy Piotr Kaim pisze: Link

Michał Krasenkow: „Jest taka teoria, że studiowanie końcówek teoretycznych jest nieopłacalne, bo – statystycznie rzecz biorąc – rzadko mamy z nimi do czynienia w praktycznych partiach. Mówi się zatem, że lepiej pracować nad debiutami. Moim zdaniem ta teoria jest trochę śmieszna, ale czasem można się z nią zetknąć.”

Piotr Kaim: „Jak się zdaje, potwierdzeniem tej teorii są wypowiedzi wybitnych arcymistrzów. Mówią oni, że w swojej pracy kładą nacisk przede wszystkim na debiuty.”

Michał Krasenkow: „Problem polega na tym, że teoria debiutów rozrosła się w sposób niesamowity. Wobec tego – żeby nie wpaść w tarapaty w początkowej fazie partii – trzeba nad debiutami dużo pracować, dużo analizować, a także przypominać sobie własne analizy. Musimy jednak pamiętać, że są to potrzeby graczy ze światowej czołówki. To nie są problemy, z którymi styka się zwykły gracz z pierwszą kategorią czy kandydat na mistrza. Swoją drogą gracze czołówki mogą się poświęcić szlifowaniu debiutów, bo wiedzę końcówkową posiedli wcześniej – zanim do tej czołówki dotarli…”

////////////////////////////////////////////////////////////////////////////

Nie mogę się zgodzić z teorią Michała Krasenkowa: Musimy jednak pamiętać, że są to potrzeby graczy ze światowej czołówki. To nie są problemy, z którymi styka się zwykły gracz z pierwszą kategorią czy kandydat na mistrza. Swoją drogą gracze czołówki mogą się poświęcić szlifowaniu debiutów, bo wiedzę końcówkową posiedli wcześniej – zanim do tej czołówki dotarli…”

Moja teoria: Każdy młody zawodnik z ambicjami sportowymi powinien być od początku, czyli „Zero” kategorii, prawidłowo „zaprogramowany” do pracy szkoleniowej (samoszkoleniowej) i powinno się go uczulić na to, że debiut jest fundamentem partii szachowej.

Pisałem już na mojej stronie, że piękne partie szachowe fascynują miliony ludzi na całym świecie. Są one wytworem doskonałości i talentu zawodników. Ale nic jednak nie staje się samoistnie. Tylko bardzo żmudna praca, czyli trening, umożliwia osiągnięcie mistrzowskiego poziomu gry i prowadzi ku wyżynom.

Współczesny trening szachowy jest procesem bardzo złożonym i na jego skuteczność wpływa wiele czynników. Jego istotną częścią jest zdobywanie wiedzy i następnie wykorzystanie jej i pogłębianie we własnej praktyce turniejowej.

Jeśli ma się ambicję osiągnięcia znaczących wyników turniejowych, trzeba bardzo wcześnie rozpocząć intensywny trening. Praca z dziećmi i młodzieżą jest fazą otwierającą wieloletni proces szkolenia, który trzeba programować niezwykle rozważnie i odpowiedzialnie. Od tego bowiem zależy, czy młode talenty osiągną sukcesy, albo zostaną zmarnowane.

Nie ulega więc żadnych wątpliwości, że faza debiutowa we współczesnych szachach odgrywa bardzo ważną rolę. Co da komuś znajomość końcówek nawet świetna, kiedy się do nich nie dojdzie, ponieważ partia zostanie rozstrzygnięta wcześniej. Dlatego ambitni szachiści wszystkich kategorii tak mocno przywiązują uwagę granym przez siebie otwarciom. Bardzo ważną rolę odgrywa optymalnie dopasowany do stylu gry zawodnika repertuar debiutowy. Powinien być on dobrze opracowany i możliwie szeroki, aby utrudnić przeciwnikowi na przygotowanie się do partii. Zawodnicy starają się też wprowadzać w swych partiach nowe idee, aby tym zaskakiwać przeciwnika. Tak więc trening silnego szachisty to w głównym stopniu praca nad debiutami!

Uczenie się otwarć musi polegać na studiowaniu całych wzorcowych partii. W ten sposób można prześledzić fazy przejściowe do gry środkowej i nawet końcówki. Można poznać przez to typowe pozycje. Na przykład grając czarnymi gambit hetmański musimy zapoznać się z takimi typowymi strukturami pionkowymi jak: izolowany pionek w centrum, wiszące pionki, ustawienie c3-d4, atak mniejszościowy itd. I to wszystko będzie połączone ze swoim repertuarem debiutowym. Nie powinno być więc normalnie problemów w czasie partii z realizacją typowych planów. Jest to kolosalne ułatwienie w czasie gry, gdyż znając schematy strategicznych i taktycznych planów szybko znajdujemy właściwą drogę i unikamy jednocześnie niedoczasów.

cdn

mar
22

Nasz najsilniejszy arcymistrz Radosław Wojtaszek (2713) jest znawcą systemu Najdorfa w obronie sycylijskiej, w którym rozegrał ogrom świetnych partii i uzyskał wiele zwycięstw.

Zdarzają się oczywiście też wpadki.  W dzisiejszej rundzie czeskiej extraligi Wojtaszek skrzyżował szable  z Jewgenijem Najerem (2633) i pojedynek przegrał po emocjonującym przebiegu. Partia ma teoretyczne znaczenie i dlatego warta jest obejrzenia.

Ciekawe jak nasz arcymistrz wzmocni rozegrany wariant.

 

mar
22

W ostatnich dniach odbyła się na blogu ożywiona polemika na temat wypowiedzi trenera kadry Michała Krasenkowa o roli nauki debiutów we współczesnych szachach.

Chodzi głównie o zdanie „Michał Krasenkow – trener kadry Polskiego Związku Szachowego (Pismo MAT 4-2013): Kładzenie nacisku na pracę nad debiutami jest śmiesznym podejściem.”

Kwestia ta została szczegółowo wyjaśniona w wpisie Krzysztofa Kledzika: link.

Dziękuję redaktorowi czasopisma MAT Piotrowi Kaimowi za włączenie się do dyskusji i wyjaśnienie pewnych problemów z jego punktu widzenia. Do tych kwestii wrócę w oddzielnych tekstach. Do tej pory nie reagowałem na różne komentarze z uwagi na bardzo pilną korektę mojej najnowszej książki, która ma ukazać się na początku kwietnia.

Ostatnio otrzymałem liczne emaile od prywatnych osób, które od pewnego czasu są czytelnikami bloga i dla których sytuacja w polskich szachach jest całkowicie niezrozumiała i trudna do pojęcia.

O tych problemach pisałem wielokrotnie na mojej witrynie oraz blogu i do tych zagadnień można bardzo łatwo trafić poprzez „wyszukiwarkę”. Widzę jednak, że jest potrzeba ponownego przypomnienia i wyjaśnienia tych zagadnień.

Zwracam uwagę na to, że dyskutujemy o istotnych problemach polskich szachów. Nie ma tutaj żadnej agresji, o co nas niektórzy posądzają. Każdy Internauta może się na blogu wypowiadać na różne zagadnienia dotyczących królewskiej gry. Warunek jest jeden: muszą być zachowane podstawowe reguły savoir-vivre. Wszelkie chamskie komentarze były usuwane i ich autorzy niedopuszczani do głosu. Dzięki temu udało mi się, tak mi się wydaje, zachować odpowiedni poziom intelektualny bloga. Oczywiście są nieraz wypowiedzi dyskusyjne, ale w ramach pewnych dopuszczalnych granic.

mar
21

Kurier_Szachowy_nr_3_okladka_mid

Wysyłam trzeci numer Kuriera Szachowego. Dotarłem do bardzo ciekawych informacji na temat turniejów, jakie odbyły się w Szwecji w 1930 roku. W kolejnych numerach będzie o nich mowa. Zapraszam do lektury.

Krzysztof Puszczewicz

0003_Kurier_Szachowy

 

mar
20

Po publikacji ostatniego odcinka „Paradoksy szachowe 38” otrzymałem kilka emailów w poruszonym w nim kwestii.

Jeden głos był krytyczny: Artykuły teoretyczne nieznanych autorów, nikt nie traktuje poważnie – do tego trzeba mieć nazwisko i kategorię. MAT miał rację! Pana argumenty uważam za wątpliwe.

Inne poparły mój tekst: Gratulacje za ten wpis. Tak trzymać! Dobrze, że „Panorama jest otwarta na wszelkie twórcze inwencje. Trzeba popierać młodych autorów i dobrze, że działa pan pozytywnie w tym kierunku…

W dzisiejszych komentarzach wpisał się redaktor techniczny MAT-a Piotr Kaim. Jest to wypowiedź bardzo dyskusyjna. MAT jest pismem Polskiego Związku Szachowego finansowanym przez polskiego podatnika. Powinien więc popierać także rodzimych autorów, nawet niższych kategorii.

MAT nie powinien służyć tylko zawodnikom z tytułem arcymistrza, ale wszystkim szachistom w kraju!

Nikt nie urodził się od razu publicystą wielkiej klasy, gdyż to wymaga lat pracy. Ale przecież każdy przyszły autor musi gdzieś zadebiutować! Jeśli mu nikt takiej szansy nie da, to nawet potencjalni mistrzowie pióra mogą się zniechęcić do takiej działalności.

Arcymistrz Aivars Gipslis – wieloletni redaktor czasopisma Šahs – często odwiedzał w przeszłości turnieje w Dortmundzie. Raz w trakcie dyskusji o autorach szachowych opowiedział mi pewną historię: „Pewnego razu przyszedł do redakcji pewien młody szachista (nazwisko jest mi znane) i przedstawił swój artykuł na temat pewnego wariantu. Akurat miałem jeszcze trochę wolnego miejsca. Nie sprawdzając teksu z braku czasu wstawiłem go do najbliższego numeru. Okazało się, że artykuł został odebrany ogólnie pozytywnie, mimo że czytelnicy znaleźli w nim sporo niedokładności w analizach. Zapytałem się autora, czyje są te analizy? Moje – odpowiedział. Dobrze – następnym razem każde własne analizy zaznaczysz swoim nazwiskiem. Kolejne jego teksty były coraz lepsze i było widać z każdym artykułem wyraźne postępy”.

Od wielu lat ten szachista mieszka w Niemczech, posiada tytuł arcymistrza i jest autorem kilku dobrych książek i artykułów o teorii debiutów A co byłoby w przypadku odrzucenia wtedy przez redaktora Gipslisa jego debiutanckiego opracowania?

Mój przypadek. Zadebiutowałem w USA w 1981 roku jako nieznany tam szachista. Nikt mnie nie pytał jaką mam kategorię i jaki mam dorobek twórczy. Dano mi po prostu szansę. I tak zaczęła się moja wielka przygoda z publicystyką szachową. Znowu zadaję pytanie, a co byłoby w przypadku odmowy?

Podobnie było w Niemczech. Publikuję tutaj od 1984 roku i mój dorobek jest pokaźny: link

Bardzo dobrze, że zagraniczny arcymistrz Adrian Michalczyszyn będzie publikować artykuły z zakresu teorii debiutów. Ale dlaczego odrzuca się opracowania naszych szachistów? To nie sprzyja ogólnemu rozwojowi polskiej myśli w tej kwestii. MAT jest polskim czasopismem i powinien wspierać rodzime talenty, nawet jeśli te początki nie są idealne.

Panie Piotrze Kaim! Jest Pan w dużym błędzie!

cdn

 

 

mar
20

   To tytuł rewelacyjnej książki dr. Sławomira Cenckiewicza ( W-wa, 2011) omawiającej wywiad wojskowy PRL-u ( 1943- 1991), będący w rzeczywistości narzędziem kontroli nad Ludowym Wojskiem Polskim, które w ramach Paktu Warszawskiego miało kiedyś wziąć udział w starciu z Zachodem. Te służby wojskowe – realizując wytyczne GRU – były też gwarantem wpływów i kontroli sowieckiej nad Polską. We wprowadzeniu dr. Cenckiewicz pisze sarkastycznie, że w gmachu przy al.Niepodległości funkcjonował jeden z najważniejszych instrumentów „podległości” naszego kraju. Pracę nad formowaniem przyszłych kadr Sowieci rozpoczęli już jesienią 1939 r. w obozach internowania polskich oficerów, oferując współpracę z NKWD, lecz tylko nieliczni w Kozielsku, a np. ppłk Zygmunt Berling w Starobielsku podjęli ją ku satysfakcji Berii, który informował Stalina: „…kilku pułkowników i podpułkowników ( Berling, Bukojemski, Gorczyński, Tyszyński) oświadczyło, że całkowicie stawiają się do dyspozycji władz sowieckich…”  ( str.42)  Był to zalążek przyszłych służb prosowieckich w Polsce, tych zwerbowanych nie wywieziono do lasu pod Katyniem, a przetransportowano do „willi szczęścia” w Małachówce pod Moskwą, gdzie studiowali sztukę wojenną i dzieje Armii Czerwonej oraz doktrynę Lenina.

     Po ataku Niemiec na ZSRR Berling i jego dwunastu konfidentów skierowało do władz sowieckich deklarację lojalności i chęć walki z III Rzeszą i budowę Polski w ramach Związku Sowieckiego. Powstanie dywizji kościuszkowskiej dało początek wywiadowi wojskowemu Polski Ludowej. Cenckiewicz przypomina też stanowisko legalnych władz polskich w Londynie, które już w lipcu 1943 uznały wojsko Berlinga za integralną część Armii Czerwonej  ( str.46). Natomiast formalnie genezy komunistycznego wywiadu wojskowego upatruje się w rozkazie z 8 sierpnia 1944, który powoływał Oddział Informacyjny Sztabu Głównego WP, choć – jak dodaje Autor – komórki wywiadu istniały w praktyce już w dywizji Berlinga, a w Armii Polskiej w ZSRR działał Wydział Wywiadowczy ( str.49).

    Sowieci traktowali „polski wywiad” jako część składową GRU. Cenckiewicz przestawia też działania grup wywiadowczych zrzucanych z samolotów jeszcze za okupacji  jak np. grupa „Michał” , dowodzona przez kpt.Mikołaja Arciszewskiego, a przerzucona do Polski w sierpniu 1941 r. ( str.55/6).

    Pod czujnym okiem Stalina powstała też „wierchuszka” tego Wojska Polskiego, złożona z agentów sowieckich tajnych służb ( Michał Rola-Żymierski, Zygmunt Berling, Aleksander Zawadzki, Marian Spychalski), zaś 1. i 2. Armią dowodzili Sowieci – gen.S.Popławski i gen. K.Świerczewski. Działał też gen. Armii Czerwonej – W.Korczyc i wielu innych, a w 1945 r. kierownictwo Oddziału II Sztabu Generalnego WP ( a więc razwiedki) tworzyli wyłącznie oficerowie sowieccy w liczbie siedemnastu ( vide str.66). Jeszcze dłuższą listę rosyjskich opiekunów „polskiego” wywiadu wojskowego Cenckiewicz podaje dalej ( str.94-100), a działali oni do roku 1958.

     Na marginesie można dodać ustalenia z nowej książki Bohdana Urbankowskiego „Pierścień Gygesa” (W-wa, Akces,2013): „ Peerelowskie specsłużby były budowane przez Rosjan i wytresowanych przez nich janczarów w rodzaju Baumana, Radkiewicza, a także całej hordy kujbyszewiaków. (…) GRU budował nasze służby związane z armią – Informację Wojskową i KBW, a NKWD organizował i nadzorował nasze Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego. W tzw.polskiej siedzibie MBP na Rakowieckiej NKWD miało swój własny korytarz, na który można było wchodzić tylko po otrzymaniu specjalnych przepustek. Radzieccy mogli swobodnie chodzić po całym gmachu, regularnie wpadali „na herbatki” do ważniejszyh funkcjonariuszy UB – była to forma przesłuchania i instruktażu.(…) Tak było do połowy lat 50-tych…” ( str.55)

     Długie ramię Moskwy urosło ponad miarę, kierownictwo wywiadu nie zapomniało o inwigilacji Polonii, od r.1975 Kiszczak inicjował akcję o kryptonimie „Skorpion”, a jej celem było śledzenie środowisk emigracyjnych ( str.196). Początkowo zajmowali się tym attache wojskowi, potem na fali masowej emigracji lat 1980/1 reżim instalował w skupiskach polonijnych  „skorpiony”, które docierały nie tylko z Polski, ale i z egzotycznych krajów afrykańskich, np. z Libii albo RPA. A jak działał wywiad w PRL-u dowiadujemy się np. z wyznań płk. Poradki ( str. 212-216), książka Cenckiewicza przytacza mnóstwo rewelacji, na szczęście nie tylko ponurych. Autor omawia ponad 40 przypadków dezercji polskich oficerów wywiadu w okresie 1956-1986, co świadczy że jednak sumienie nie pozwalało im na stałą służbę u sowieckiego okupanta. Historie ich ucieczek na Zachód tworzą jaśniejsze akcenty książki napisanej przez historyka, wybranego w r.2006 do zespołu likwidacyjnego WSI, dopiero w siedemnastym roku „budowania” demokracji w IIIRP. WSI jako post-sowiecka reduta , zależna od GRU, nie była nigdy organem polskiego państwa. Liczne aneksy, archiwalne zdjęcia, indeks oraz słownik pojęć stosowanych w komunistycznym wywiadzie wojskowym uzupełniają tę rzetelną i fachową książkę. Polski wywiad wojskowy nigdy nie dorównał profesjonalizmowi GRU, może jedynie Zacharski zdobywał informacje o technologiach Zachodu, tak potrzebnych Kremlowi. O szpiegostwie technologicznym pisał też Z.Brzeziński ( w „Planie gry”,N.Y.1987), cytowany przez Cenckiewicza: „Taka siatka szpegowska oszczędza Sowietom setki milionów rubli rocznie z wydatków na obronę” ( str.240). Terenem szpiegowskiej penetracji były i tzw. „kraje trzecie”, ale – jak czytamy – w r.1982 łatwiej pod tym względem było w RPA i Australii ( str.243).

     Książka wspomina też sylwetki polskich polityków ( jak np. Józef Oleksy) współdziałających z wywiadem KGB, potem rosyjskim. Byli oni energicznie bronieni przez WSI, rozwiązane ostatecznie dopiero w r.2006 z inicjatywy prezydenta Lecha Kaczyńskiego, a raport Komisji Weryfikacyjnej został odtajniony – też decyzją prezydenta Kaczyńskiego – i opublikowany w lutym 2008 roku. Wywołało to medialne ataki na prezydenta i oskarżenia o dekonspirację tajemnic WSI, wywiadu powstałego w r.1943 jako tzw. długie ramię Moskwy ( str.422-26). Czy „katastrofa” Tupolewa nie była zemstą starych służb? I czy istotnie utraciły swoje znaczenie?

    Ale długie ramię Moskwy to nie tylko sieci wywiadu, także bazy wojskowe ZSRR, likwidowane po upadku muru berlińskiego. Dziś Rosjanie dysponują jedynie bazą morską w Syrii, lecz właśnie – jak ujawnił sam minister obrony Federacji Rosyjskiej Sergiej Szojgu – trwają pertraktacje o bazy wojskowe w Wietnamie, Nikaragui, Wenezueli, znowu na Kubie, a też na Seychelles ( archipelag na Oceania Indyjskim) i na Singapurze. Utrzymanie tych baz pochłonie miliardy, czy Moskwę będzie stać na takie wydatki po sankcjach za interwencję na Ukrainie i aneksję Krymu ?

    Dzisiaj trudno odpowiedzieć na to pytanie, ale wydaje się, że izolacja Rosji,  bojkot G-8 w Soczi plus szereg innych retorsji mogą spowodować poważne problemy mocarstwa o ambicjach imperialnych. Mocarstwa, które wprawdzie dysponuje gazem i ropą ( a więc współczesnym „złotem”), lecz nazbyt polega na użyciu siły w rozwiązywaniu kwestii politycznych. A mając układ z Ukrainą o bazy na Krymie aż do roku 2042 kierownictwo Kremla nie musiało chyba wpadać w histerię i wysyłać wojsko tam, gdzie jeszcze obowiązuje umowa. Widocznie jednak perspektywa aneksji – jak w r.1783 – jest o wiele ponętniejsza niż wszelkie inne spekulacje. Zawsze ważniejsze jest długie ramię Moskwy.

Od Krymu po Kuryle, odebrane Japonii w r.1945 ( bez referendum!) i nazwane Kurilskiye Ostrova w sachalińkiej obłasti!

Marek Baterowicz

  • Szukaj:
  • Nadchodzące wydarzenia

    maj
    18
    pon
    2015
    all-day Mistrzostwa Europy Kobiet
    Mistrzostwa Europy Kobiet
    maj 18 – maj 31 all-day
    W dniach 18-31.05.2015 roku w Chakvi (Gruzja) odbywają się Mistrzostwa Europy Kobiet. Polskę reprezentują: Monika Soćko, Jolanta Zawadzka, Karina Szczepkowska-Horowska oraz Oliwia Kiołbasa. Strona mistrzostw Wyniki
    cze
    15
    pon
    2015
    all-day Norway Chess 2015
    Norway Chess 2015
    cze 15 – cze 26 all-day
    W dniach 15 – 26 czerwca 2015 odbędzie superturniej w norweskiej miejscowości Stavange z udziałem: Carlsen, Caruana, Nakamura, Anand, Topalov, Grischuk, Giri, Aronian, Vachier-Lagrave. Strona Dodatkowy link
    lip
    20
    pon
    2015
    all-day Biel
    Biel
    lip 20 – lip 30 all-day
    W dniach 20-30 lipca odbędzie się w znanej szwajcarskiej miejscowości Biel silny turniej z udziałem Radosława Wojtaszka. Strona turnieju

    View Calendar

  • Odnośniki

  • Skąd przychodzą

    Free counters! Licznik działa od 29.02.2012
  • Ranking kobiet na żywo

    2700chess.com for more details and full list
  • Ranking na żywo

    2700chess.com for more details and full list
  • Codzienne zadania

    Play Computer
  • Zaprenumeruj ten blog

    Wprowadź swój adres email aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez email.

    Dołącz do 56 pozostałych subskrybentów