Archiwum kategorii ‘Kontrowersje’

kw.
22

Gość napisał: Bardzo ubawił mnie komentarz Gali Śledziewskiej w temacie:

Natura nie znosi próżni – MASZ już praktycznie nie istnieje, ale powstaje kolejne miejsce wirtualnego (i nie tylko) treningu – http://www.ce-academy.pl. Założycieli, Artura Jakubca i Kamila Mitonia, nie trzeba przedstawiać, miejmy więc nadzieję, że do Chess Evolution Avademy będą waliły tłumy.

Pamiętam dyskusję na stronie Polskiego Związku Szachowego o unowocześnieniu Akademii Szachowej i aktywny udział Artura Jakubca, który m.in atakował Pana za ideę wprowadzenia szkoleniu wirtualnego, a tutaj w jego programie jest takie szkolenie. Co się stało, że Artur nagle „uzdrowił się intelektualnie” i po tylu latach uznał takie szkolenie za praktyczne?

////////////////////////////////////

Ten temat był już wielokrotnie omawiany na blogu i stronie. Dlatego nie będę powracać do tych spraw. Z problematyką można się łatwo zapoznać po wpisaniu haseł w wyszukiwarce, np.

1. Wirtualne szkolenie

2. Trening wirtualny w MASZ

3. Problemy szkoleniowe w polskich szachach

W kategoriach (po lewej stronie) można szybko wyszukać odpowiednie tematy.

kw.
14

Anatoli Karpow – mistrz świata w latach 1975-1985 oraz 1993-1999: Każda faza partii, otwarcie, gra środkowa i końcówka ma duże znaczenie. Jeżeli na początku gry, któraś ze stron uzyska przewagę materialną lub pozycyjną, to zniwelować ją w grze środkowej będzie bardzo trudno. W tej sytuacji do końcówki może w ogóle nie dojść. Bez poprawnej gry w debiucie, nie można więc myśleć o sukcesach w szachach.  

////////////////////////////////////////////////////////////////////////////

W odcinku 47 przytoczyłem opinię Michała Krasenkowa: Problem polega na tym, że teoria debiutów rozrosła się w sposób niesamowity. Wobec tego – żeby nie wpaść w tarapaty w początkowej fazie partii – trzeba nad debiutami dużo pracować, dużo analizować, a także przypominać sobie własne analizy.

Tej tezie jest trudno zaprzeczyć. Każdy turniej – a jest ich w ciągu roku ogromna ilość – jest kuźnią wielu nowych idei debiutowych. Każdy zawodowy i ambitny szachista stara się wychwycić te najważniejsze nowinki, które są związane bardzo często z jego repertuarem debiutowym.

To jest ogromna praca i do tego trzeba posiadać jeszcze odpowiednio dobry komputer, bazę z partiami, program ChessBase do jej pielęgnowania, możliwość korzystania z Internetu itd.

Wielu zawodników, z różnych względów, nie może się zdecydować na zakup odpowiedniego sprzętu oraz  wyposażenia w różne programy szkoleniowo-treningowe. Unika się w ten sposób gigantycznego wysiłku w zakresie obserwacji osiągnięć na polu nowych idei debiutowych oraz omija się jakiś dysput teoretycznych w początkowym stadium partii. Dlatego wielu zawodników dąży do rozstrzygnięcia walki w grze środkowej lub w końcówce.

Podobnie do tego zagadnienia podchodzą niektórzy trenerzy, którzy głoszą teorie typu: Ja zwracam większą uwagę na idee, myśli, najważniejsze ścieżki, nastawienie do partii, nie zalewając ich wariantami. Studiujcie końcówki, ponieważ to jest najważniejsza faza partii i tak polecał naukę szachów genialny Capablanca. Ostatnio bardzo modna jest teza o „przeskakiwaniu debiutów”.

Takie podejście można zaakceptować w sytuacji, gdy ktoś traktuje grę jako hobby. Natomiast w szachach wyczynowych (zawodowych) to jest już niewystarczające do odnoszenia znaczących sukcesów turniejowych.

Wielokrotnie była mowa na blogu, że faza debiutowa jest najsłabszym ogniwem w grze naszych kadr. Stwierdził to nawet wiceprezes Włodzimierz Schmidt: Słabe przygotowanie debiutowe jest problemem zarówno czołówki kobiet, jak i mężczyzn i zadeklarował gotowość nadzorowania pracy konsultanta debiutowego kadry kobiet i mężczyzn (Protokół z zebrania zarządu Warszawa, biuro PZSzach, Al. Jerozolimskie 49, 27 października 2012 r. godz. 10.00-18.00).

Z tym zgadzam się w 100%. Od wielu lat komentuję partie naszej czołówki dla czasopism „Magazyn Szachista” oraz „Panorama Szachowa” i mam dokładną orientację o stanie jej wyszkolenia w tym zakresie. Popieram więc Włodzimierza Schmidta, że trzeba zmobilizować nasze kadry do intensywnej pracy w tym kierunku.

Dlatego uważam, że bardzo szkodliwe jest twierdzenie trenera kadry Michała Krasenkowa: Kładzenie nacisku na pracę nad debiutami jest śmiesznym podejściem. Rozpowszechnianie tej kwestii w tej formie w związkowym piśmie „MAT” jest nieodpowiedzialnym krokiem, gdyż to wprowadza tylko dezorientację wśród naszej utalentowanej młodzieży, która marzy o sukcesach sportowych na skalę międzynarodową, chce się prawidłowo szkolić i nagle staje przed dylematem: Jak mam właściwie trenować?

Dlatego jeszcze raz powtarzam, że koniecznością jest ustalenie jednej myśli szkoleniowej w naszych szachach. Nie może być tak, że dwie osoby odpowiadające za stan szkolenia w Polsce mają odrębne podejście do tego bardzo ważnego zagadnienia!

kw.
10

Szanowni Państwo!

Wczoraj nastąpiła awaria bloga i w związku z tym zaginęła większa część komentarzy do poprzedniego odcinka Paradoksy szachowe 47.

Na szczęście miałem je zabezpieczone w archiwum. Z uwagi na bardzo ciekawą dyskusję, zamieszczam dalszą ich część.

Przepraszam wszystkich Internautów – sympatyków bloga – za te kłopoty!

/////////////////////////////////////////

  • Pionek

7 kwietnia 2014 o godz. 18:55

Poziom szachów w Polsce osiągnął dno – paru szachistów gra jako tako, a reszta, to kompletni frajerzy, co potwierdzają mistrzostwa Polski i Bundesliga. Nawet na kiepskim dystansie – prawie same minusy.

  • Krzysztof Kledzik

7 kwietnia 2014 o godz. 19:00

Zastanawiam się czy ten stan rozkładu polskich szachów widzą osoby z PZSzach-u, w tym urzędnicy z biura i szkoleniowcy. To są ludzie inteligentni, więc raczej widzą, ale udają że nie widzą, bo tak jest wygodniej.

  • lukiluk

8 kwietnia 2014 o godz. 11:12

Rozkładu?
– Radek Wojtaszek osiąga najwyższy ranking w historii polskich szachów. Jako pierwszy Polak od dawna potrafi nawiązywać równą walkę z czołowymi arcymistrzami świata, kilku z nich pokonując.
– Mateusz Bartel wygrywa wielki turniej Aerofłot i jako pierwszy Polak w powojennej historii gra w superturnieju(gra słabo, ale przez poprzednie 50 lat nawet taki wyczyn był poza zasięgiem).
– Dariusz Świercz zdobywa tytuł Mistrza Świata Juniorów do lat 20, co wcześniej nie udało się nigdy (były tylko tytuły kobiece).
– Monika Soćko wyeliminowała Mistrzynię Świata Hou Yifan z Mistrzostw Świata kobiet w roku 2012
– W ostatnich 5 drużynowych mistrzostwach Europy Polki zdobyły 4 medale, w tym raz złoto, a Polacy 4 razy zakończyli zawody w pierwszej dziesiątce – czyli wyżej, niż sugerował numer startowy.

Ostatni raz takie sukcesy polskie szachy wyczynowe odnosiły przed wojną. A jeśli ktoś woli narzekać, to niech przynajmniej poda argumenty.
Najchętniej nieco bardziej przemyślane, niż kiepski występ na Mistrzostwach Polski, bo jeśli słabo tam wypadli np. Świercz i Soćko, to znaczy, że inni polscy zawodnicy wypadli dobrze i im punkty pozabierali – jak np. Duda albo Gajewski. Zgadzam się, że szachy klubowe, amatorskie, mają się nie najlepiej, a zmiany tego zarządu w regulaminie klasyfikacyjnym (normy pod strzechy) są absurdalne, ale akurat polskie szachy wyczynowe mają się bardzo dobrze.

  • szachista

8 kwietnia 2014 o godz. 12:01

Musimy się z tym zgodzić, że były pojedyńcze sukcesy, ale raczej na zasadzie przypadku. Tak jak kiedyś skoczek Wojtek Fortuna zdobył złoty medal na olimpiadzie w Japonii, a nigdy wielkim sportowcem nie był.
1. Wojtaszek jest ciągle wysoko na liście FIDE, ale jakoś go nikt nie zaprasza na superturnieje. Jest natomiast w zasięgu Memoriału Gaszimowa.
2. Mateusz Bartel wygrał bardzo szczęśliwie Aurofłot, bo Caruana w partii z nim odrzucił remis i w końcu przegrał. Matii pokazał w Dortmundzie „swoją klasę”. Trzeba się zgodzić, że jest graczem, który potrafi nas zaskoczyć na krótkim dystansie i nic więcej.
3. Dariusz Świercz jako junior osiągnął bardzo wiele i z tym trzeba się zgodzić. Jako senior stanął jednak w miejscu. Jego wielcy poprzednicy Spasski, Karpow, Kasparow, Anand i Aronjan byli też mistrzami świata juniorów do lat 20.
4. Monika Soćko w pojedyńczych partiach może być groźna dla każdej czołowej zawodniczki świata, nawet dla samej mistrzyni świata. Ale z tego nic nie wynika, bo nikt Moniki nie zaprasza na superturnieje kobiece. Nie zalicza się do elity światowej. A nie mamy na jej miejsce następczyni.
5. Zgadzamy się, że w konkurencji drużynowej nasze zawodniczki są silne i zdobywają medale. Ale nie mamy gwiazdy na skalę światową.
Dlatego trzeba się zastanowić o systemie szkolenia w Polsce. Na ten temat są ciągle dyskusje na tym blogu. Kto ma w końcu rację: trener kadry Michał Krasenkow czy trener-publicysta Jerzy Konikowski? Ja sam jestem zdezorienowany a zajmuję się trochę szkoleniem.

  • slawomirus

8 kwietnia 2014 o godz. 12:13

Jeśli ktoś wypadł słabo to znaczy, że ktoś wypadł dobrze…. Muszę to sobie gdzieś zapisać. Argumenty dotyczące zajęcia miejsca powyżej rankingowego były już kiedyś przedstawiane. Można np. wysłać słabszą drużynę o 50 miejscu w rankingu i po zajęciu 30 miejsca odtrąbić sukces, chyba nie o to chodzi. Można się zgodzić częściowo co do sukcesów Wojtaszka i drużyny kobiecej, reszta to melodia przeszłości. A chyba ważniejsze są perspektywy.

  • szachista

8 kwietnia 2014 o godz. 12:20

Zapomniałem napisać, że przed wojną byliśmy mocarstwem szachowym w świecie. Polskę reprezentowali: Akiba Rubinstein, Savielly Tartakower i Mieczysław Najdorf. To była ścisła elita światowa. Czy można Wojtaszka przyrównywać do nich?

  • amator

8 kwietnia 2014 o godz. 12:36

„polskie szachy wyczynowe mają się bardzo dobrze”
Skoro jest tak dobrze, dlaczego nasi zawodowcy muszą dorabiać jako trenerzy?

  • Krzysztof Kledzik

8 kwietnia 2014 o godz. 14:37

„Polskie szachy wyczynowe mają się dobrze”. Fajny dowcip, ale Prima Aprilis już był kilka dni temu. Wojtaszek to już prawie polski Anand, Macieję przedstawiano jako A.Rubinsteina, a Świercz jest lepszy od Fischera i Kasparowa. Wniosek? Jesteśmy potęgą światową

  • szachista

8 kwietnia 2014 o godz. 14:43

Z jednym możemy się chyba wszyscy zgodzić, że w „Propagandzie sukcesów w szachach” jesteśmy potęgą światową!

  • lukiluk

8 kwietnia 2014 o godz. 15:18

„Jeśli ktoś wypadł słabo to znaczy, że ktoś wypadł dobrze…. Muszę to sobie gdzieś zapisać.”

Owszem, wypadałoby, zwłaszcza jeśli kogoś to dziwi. Może tylko w nieco dokładniejszej postaci: „Jeśli ktoś wypadł słabo, to znaczy, że ktoś inny wypadł dobrze.”
Szachy są grą o sumie zerowej. Jeśli ktoś wypadł słabo (przegrał), to ktoś wypadł dobrze (wygrał). Jeśli ktoś w turnieju wypadł dobrze i na rankingu zarobił, to znaczy że ktoś inny wypadł słabo i trochę oczek stracił, bo na rankingu się zawsze zarabia kosztem innych graczy.

  • lukiluk

8 kwietnia 2014 o godz. 15:19

„Skoro jest tak dobrze, dlaczego nasi zawodowcy muszą dorabiać jako trenerzy?”

Bo mówimy tu o szachach, a nie o piłce nożnej. W szachach nie ma i nigdy nie będzie takich pieniędzy, jak w większości innych sportów. Przyczyna jest prosta – szachy nie są i nigdy nie będą sportem tak medialnym, tak interesującym dla masowego widza, jak prawie dowolny inny sport. Dlatego z samej gry w szachy (bez dorabiania trenowaniem/sędziowaniem/etc.) jest w stanie się na dobrym poziomie utrzymać (i zapewnić sobie dobrą emeryturę na stare lata, gdy już przestaną wygrywać!) może z 50 czołowych szachistów i może z 10 czołowych szachistek na świecie.
A reszta musi dorabiać. Jedni jako trenerzy, a inni, bardziej poważnie myślący o przyszłości, zwyczajnie na etacie lub w ramach działalności gospodarczej. Dlatego właśnie, gdy nasi zdolni juniorzy idą na studia, to przeznaczają na szachy mniej czasu. Jako ludzie na ogół inteligentni rozumieją, że może 1 na 10 z nich zdoła się z szachów na dobrym poziomie utrzymać.

Jasne, że związek może z naszych podatków co bardziej obiecującym juniorom lub reprezentantom wypłacać jakieś stypendium, ale nie będą (i nie powinny być!) to żadne wielkie pieniądze, a co najwyżej zwrot kosztów wyjazdów turniejowych, wynagrodzeń trenerów, materiałów szkoleniowych etc. Pieniądze są na rynku. A skoro rynek szachowy jest względnie ubogi, to pieniędzy starcza tylko dla ścisłej elity, do której na chwilę obecną aspiruje (nie zawsze z powodzeniem) tylko Wojtaszek.
Jeśli ktoś ma ochotę dłużej poczytać o temacie, polecam wpis pod poniższym linkiem:

http://gegitor.chessbrains.pl/2011/07/12/czy-chcialbyschcialabys-zeby-twoje-dziecko-zostalo-szachista/

  • amator

8 kwietnia 2014 o godz. 15:32

Polska jest 10 potęgą szachową świata. http://ratings.fide.com/topfed.phtml Wyprzedzamy Anglię, Izrael, Azerbejdżan. Norwegia daleko w tyle.

  • amator

8 kwietnia 2014 o godz. 15:37

„z samej gry w szachy (bez dorabiania trenowaniem/sędziowaniem/etc.) jest w stanie się na dobrym poziomie utrzymać (i zapewnić sobie dobrą emeryturę na stare lata, gdy już przestaną wygrywać!) może z 50 czołowych szachistów”

To prawda i dlatego tylko grę Wojtaszka można nazywać szachami wyczynowymi. Pozostali to najwyżej silni amatorzy.

  • Pionek

8 kwietnia 2014 o godz. 15:41

Pasjonaci szachów zniknęli zarówno z Centralnego Związku, jak i z okregów. Nikomu nie zależy na zapraszaniu silnych graczy do Polski.

Nasza czołówka bardzo rzadko gra w zagranicznych openach, a co tydzień są dziesiątki turniejów.

Przykładowo – vide TWIC – idzie aktualnie 6 świetnych openów bez naszych graczy. Do Pojkowskiego też Polaka nie zaprosili.

Wszystko bez reakcji ze strony Związku – obojętność absolutna.

  • Krzysztof Kledzik

8 kwietnia 2014 o godz. 15:45

Nie jesteśmy żadną 10 potęga, jedynie jesteśmy na 10 miejscu. Zresztą co z tego wynika? Nic. Na superturnieje nie dostanie zaproszenia żaden Polak, lecz przedstawiciel wspomnianej Anglii, Izraela i Azerbejdżanu. Nazwisk nie muszę podawać, bo wszyscy wiedzą o kogo chodzi.A mówienie że w polskich szachach wyczynowych jest dobrze, to jak wypuszczenie do boju golasów z piórami i ostrogami, twierdzącymi że są husarią.

  • amator

8 kwietnia 2014 o godz. 16:14

Panie Krzysztofie, to była ironia, a to co pan napisał jest oczywiste. Jesteśmy taką samą 10 potęgą, jak byliśmy w gospodarce 40 lat temu. Tak samo nic nie znaczymy w kobiecych szachach. Mamy 4-5 średnich zawodniczek, a inne drużyny mają mniej wyrównany skład (np. w Bułgarii jest tylko Stefanowa) i tylko dlatego odnosimy sukcesy w grach drużynowych.

  • Krzysztof Kledzik

8 kwietnia 2014 o godz. 16:29

Tak, wiem że to była ironia. A co do szachów kobiecych, to nie mogę się nadziwić, że nagrody Hetmanów zbiera M.Matlak, znany z doprowadzenia szachów kobiecych do stanu takiego jaki mamy obecnie.

  • slawomirus

8 kwietnia 2014 o godz. 16:31

„Jeśli ktoś wypadł słabo, to znaczy, że ktoś inny wypadł dobrze.” To nie znaczy nic więc czemu miałoby to mnie dziwić?
„Bo jeśli słabo tam wypadli np. Świercz i Soćko, to znaczy, że inni polscy zawodnicy wypadli dobrze i im punkty pozabierali – jak np. Duda albo Gajewski”. Akurat Duda i Gajewski nie grali ze Świerszczem czy Soćko. Równie dobrze można powiedzieć „Weichhold wygrał, Duda przegrał , zawodnicy wypadli dobrze”. A dalej „jest dzień, będzie noc, a jutro będzie dzień itd.”.

  • lukiluk

8 kwietnia 2014 o godz. 16:31

„A mówienie że w polskich szachach wyczynowych jest dobrze, to jak wypuszczenie do boju golasów z piórami i ostrogami, twierdzącymi że są husarią.”

Kpić, jak widać, jest łatwo. Argumenty za lansowaną przez siebie tezą, jak również widać, podawać jest trudniej.
Chyba, że argumentem ma być brak w Polsce gwiazdora kalibru Aroniana, Mamedjarowa, Caruany czy nawet Adamsa. Jeśli jednak kryterium ma być siła najsilniejszego polskiego zawodnika, to (pomijając importowanego Krasenkowa) jest teraz lepiej, niż kiedykolwiek w latach powojennych. Mamy w końcu zawodnika, który jest w stanie walczyć ze światową elitą – i czasem nawet zwyciężyć.
Nadal nie jest tak dobrze, jak u co niektórych sąsiadów, ale jest lepiej, niż było jeszcze niedawno. A to powód do radości, a nie narzekania.
Wiem, że niektórzy po prostu uwielbiają narzekać, ale bardzo proszę, żeby chociaż spróbować podeprzeć swoje narzekanie faktami, jakkolwiek może to się wydawać trudne. Jeśli ktoś twierdzi, że polskie szachy wyczynowe się staczają, to niech wysili się na jakiś konkretny przykład. I napisze, co takiego w tych szachach wyczynowych jest teraz gorsze, niż chociażby z 10 lat temu. Jeśli to za mało, to niech i będzie 20 lat temu. Skoro jest coraz gorzej, to chyba nie będzie to zbyt trudne? No chyba że jednak jest coraz lepiej?

  • Krzysztof Kledzik

8 kwietnia 2014 o godz. 16:39

Ja sobie pozwoliłem na trochę ironii, a to chyba nie jest nic złego. Argumenty podawałem wielokrotnie w moich wpisach zamieszczonych na tym blogu. A w latach powojennych mieliśmy w Polsce różnych silnych zawodników.

8 kwietnia 2014 o godz. 19:01

Kilka faktów: Śliwa grał w turnieju międzystrefowym w czasach, gdy eliminacje odbywały się w turniejach kołowych, więc trudno tu szukać przypadku. Bednarski grał z mistrzami świata jak równy z równym. Jego nowinka w partii z Gellerem była prawdziwą nowinką, a nie wypocinami programu szachowego. Polska drużyna swój największy sukces (czwarte miejsce w ME) odniosła grając systemem każdy z każdym, co też wykluczało przypadek. Myślę, że lukiluk wie, jaka jest różnica między systemem szwajcarskim a systemem każdy z każdym. Tę różnicę widać dokładnie w wyniku Bartla w Dortmundzie. Skoro polskie szachy tak idą do przodu, to dlaczego nie ma wyników w turniejach kołowych? Chyba że lukiluk uważa występy Wojtaszka i Świercza w Wijk aan Zee za sukces, jak również sukcesem był występ Polaków w arcymistrzowskim turnieju w Lublinie.

  • chaosk

8 kwietnia 2014 o godz. 20:06

Lukiluk-nieustannie chylę czoło.Niech czynniki najwyższe dadzą Tobie siłę Von Gooma.

  • lukiluk

8 kwietnia 2014 o godz. 20:42

„Ja sobie pozwoliłem na trochę ironii, a to chyba nie jest nic złego. ”

Nic złego, jeśli ironia pomaga zaprezentować argumenty w ciekawy sposób. Gorzej, jeśli ma maskować brak argumentów.

„A w latach powojennych mieliśmy w Polsce różnych silnych zawodników.”

A kogo konkretnie, kto by wytrzymał porównanie z Wojtaszkiem ?

Śliwa? Owszem raz udało mu się wejść do turnieju międzystrefowego – gdzie zajął ostatnie miejsce, robiąc 5,5/20 punktów. W szczytowym momencie swojej kariery miał 63 ranking na świecie.
http://www.chessmetrics.com/cm/CM2/PlayerProfile.asp?Params=199510SSSSS3S122960000000111000000000027510100

Bednarski? Nigdy nie był nawet najlepszy w Polsce, a co dopiero na świecie, gdzie maksymalnie wszedł na miejsce 137, urywając tylko kilka połówek światowej elicie.

Trochę im daleko do zawodnika, który od kilku lat regularnie melduje się w pierwszej trzydziestce światowego rankingu.

Czwarte miejsce na Mistrzostwach Europy w 1973 to duży sukces, ale udało się go powtórzyć w roku 2007. To prawda, że sukces w kołówce znaczy więcej, niż w szwajcarze. Ale z drugiej strony – myślę, że Gala wie, o ile łatwiej było zajmować wysokie miejsca, gdy gracze sowieckiej szkoły szachowej reprezentowali tylko 1 państwo – a nie tyle, co dziś.

Porażki i słabe turnieje się naszym orłom się zdarzają – tak jak i silniejszym od nich zawodnikom. Owszem, Wojtaszek w Wijk an Zee nie błysnął, ale Duda (nie Świercz, który Wijk an Zee C akurat wygrał) już wystąpił jak na niego całkiem dobrze. Z drugiej strony, niewiele wcześniej dwie (prawda – słabsze) kołówki Wojtaszek wygrał.
Nie chodzi przecież o to, żeby słabych występów nie było w ogóle – to jest niewykonalne, zdarzają się nawet najlepszym na świecie zawodnikom, jak widać chociażby po wyczynach Kramnika, Aroniana i Topałowa w ostatnim turnieju kandydatów. Rzecz w tym, żeby był postęp – żeby z upływem czasu dobrych występów było coraz więcej, a słabych występów coraz mniej.
I tak właśnie jest. Bartel wygrywa Aerofłot i rezerwową szachownicę na olimpiadzie, Soćko wygrywa Puchar Rosji i zajmuje drugie miejsce w Memoriale Czigorina, Wojtaszek przez chociaż krótki okres czasu wchodzi do pierwszej dwudziestki światowego rankingu i zdobywa srebrny medal na I szachownicy na Olimpiadzie (a liczył się już rating performance – 2844, a nie procent zdobytych punktów!).
Nie jest jeszcze tak dobrze, jak by się chciało, ale jest coraz lepiej.

  • Krzysztof Kledzik

8 kwietnia 2014 o godz. 21:11

Już wielokrotnie tłumaczyłem, że osoba mająca miejsce trzydzieste-któreś, nie jest w pierwszej trzydziestce, ale w pierwszej czterdziestce. Tak samo jak np. Maxime Vachier-Lagrave ktory ma miejsce nr 11, jest w pierwszej dwudziestce, a nie dziesiątce. W pierwszej dziesiątce jest np Nakamura z numerem 9.

8 kwietnia 2014 o godz. 21:27

Ach ta propaganda sukcesu… Wszysto da się zinterpretować metodą statystyk Bartlomieja Maciei, czy przy pomocy demagogii dra Maciei. Pójście dołem w turnieju open i uzyskanie właściwego wyniku w ostatnich rundach oznacza tylko tyle, że ten zawodnik nie wyczerpał sił grając ze słabszymi przeciwnikami, więc wystarczyło mu energii na pokonanie trochę silniejszych albo bez formy przeciwników i zdobycie wymarzonego miejsca w turnieju. A rankingi uzyskane polskich asów dość często przewijają się na stronie Zbigniewa Nagrockiego. Może i Śliwa był 63. na świecie, ale wówczas na świecie było niewiele więcej utytułowanych szachistów. Osobiście cenię wielokrotny tytuł mistrza Polski Śliwy bardziej niż wielokrotny tytuł mistrza Polski Bartla. I dlaczego nasz najlepszy zawodnik zostaje mistrzem Polski psim swędem? Zgodnie z rankingiem, powinien zdobyć co najmniej 1,5 – 2 punkty więcej. Jeśli to jest dla niego nieosiągalne, oznacza to, że jego ranking jest niewiele wart.

  • lukiluk

8 kwietnia 2014 o godz. 21:47

„Już wielokrotnie tłumaczyłem, że osoba mająca miejsce trzydzieste-któreś, nie jest w pierwszej trzydziestce”

Ależ zgadza się. Tylko że Radosław Wojtaszek jest w tej chwili, po policzeniu zysków z Mistrzostw Polski, na miejscu 25
http://www.2700chess.com/

  • szachista

8 kwietnia 2014 o godz. 21:55

Ale groteska nabić punkty rankingowe w przeciętnych MP. Wojtaszek wyprzedza teraz takich świetnych zawodników: Ponomarjow, Bacrot, Radjabow, Le, Kamsky, Jobava, Szirow itd. Radek nigdy nie miał tak znakomitych sukcesów od wymienionych.

8 kwietnia 2014 o godz. 21:55

A z kim on te punkciki zdobył? Obecny system przeliczania ułatwia utrzymanie rankingu. Bo np. dlaczego za wygranie z kimś o klasę lub dwie gorszym dostaje się jakiekolwiek punkty? Nie zapominajmy, że za obecność na liście rankingowej trzeba płacić.

  • lukiluk

8 kwietnia 2014 o godz. 22:52

„A z kim on te punkciki zdobył?”
Polecam stronę ratings.fide.com – wszystko można sobie sprawdzić. Przykładowo Klubowy Puchar Europy w roku 2013 – remis z Karjakinem, Cheparinov i Topalov pokonani. Wystarczająco klasowi zawodnicy? Czy znowu za mało?

http://ratings.fide.com/individual_calculations.phtml?idnumber=1118358&rating_period=2013-11-01&t=0

  • lukiluk

8 kwietnia 2014 o godz. 22:53

„Wojtaszek wyprzedza teraz takich świetnych zawodników: Ponomarjow, Bacrot, Radjabow, Le, Kamsky, Jobava, Szirow itd. Radek nigdy nie miał tak znakomitych sukcesów od wymienionych.”

Owszem, oni kiedyś mieli wielkie sukcesy. Karpow też kiedyś miał sukcesy, nawet jeszcze większe. Ale teraz grają słabiej i ich aktualny ranking to pokazuje.

8 kwietnia 2014 o godz. 22:59

Ślepej kurze też trafia się ziarno. A dlaczego Wojtaszek tak musiał się męczyć ze zdobyciem mistrzostwa Polski? Czyżby polscy gracze dorównują tym wymienionym przez Ciebie powyżej?

  • lukiluk

8 kwietnia 2014 o godz. 23:00

„Może i Śliwa był 63. na świecie, ale wówczas na świecie było niewiele więcej utytułowanych szachistów.”
No właśnie – czyli tym łatwiej było te 63 miejsce na świecie mieć. W dzisiejszych czasach silnych i utytułowanych szachistów jest znacznie więcej, doszli chociażby arcymistrzowie z Chin i Indii, dlatego o wysokie miejsce na światowych listach jest znacznie trudniej. I tym bardziej należy doceniać osiągnięcie Radosława Wojtaszka.
„I dlaczego nasz najlepszy zawodnik zostaje mistrzem Polski psim swędem? Zgodnie z rankingiem, powinien zdobyć co najmniej 1,5 – 2 punkty więcej.”

Że niby zawodnik z rankingiem Radosława Wojtaszka powinien zrobić 8,5 albo 9 punktów z 9 zamiast 7? Wolne żarty. Wystarczy sprawdzić stronę turniejową, żeby zauważyć, że Radek przekroczył swój wynik oczekiwany o 0,81 punktu. Gdyby zagrał poniżej swojego rankingu, to by na nim stracił, prawda?
A tymczasem zyskał.
Dla wygody podaję link do wyników rankingowych turnieju, żeby utrącić ten absurdalny argument:
http://www.chessarbiter.com/turnieje/2014/ti_1701/list_of_rating_changes.html

8 kwietnia 2014 o godz. 23:16

A powinien wygrać ten turniej z trzaskiem.

  • lukiluk

8 kwietnia 2014 o godz. 23:18

Topalov, Nakamura, Radjabov, Cheparinov, Rodshtein, Areschenko, Alekseev, Motylev, Bologan, Laznicka, Kryvoruchko – tylko pokonani, tylko powyżej 2650, tylko w ciągu ostatnich 3 lat. Trochę dużo ziarna jak na „ślepą kurę”
Który powojenny polski szachista ma większe osiągnięcia? Albo chociaż podobne?

„A dlaczego Wojtaszek tak musiał się męczyć ze zdobyciem mistrzostwa Polski?”
Bo ciężko jest przebijać zawodników 2600+, jeśli nawet białymi grają na remis – a tak się zazwyczaj gra z faworytem. A do tego do niedawna w znakomitej formie był Mateusz Bartel – i wystarczyło.

  • szachista

8 kwietnia 2014 o godz. 23:26

Topalov, Nakamura, Radjabov to rzeczywiście silni zawodnicy. A kogo Wojtaszek pokonał jeszcze z elity światowej? Nie przypominam sobie. Jakie miał znaczące wyniki na skalę światową. W każdym silniejszym turnieju typu Wijk aan Zee był daleko. Odczekajmy do memoriału Gaszimowa i zobaczymy co tam pokaże.

8 kwietnia 2014 o godz. 23:52

Wojtaszek musiał czekać wiele lat na swój drugi tytuł mistrza Polski, choć przez cały ten czas był i jest uważanany za gwiazdę polskich szachów. Mam więc prawo i OBOWIĄZEK oczekiwać pogromu w jego wykonaniu. Ale Wojtaszek trzęsie się nad swoimi punktami rankingowymi i woli nie ryzykować.

  • amator

9 kwietnia 2014 o godz. 00:39

Z wysokiego rankingu Wojtaszka nic nie wynika. Liczą się sukcesy sportowe, a nie ranking. Kilka wygranych partii z silnymi zawodnikami niewiele znaczy. Janowicz wygrał kilka gemów z Nadalem, a chyba nie ma wątpliwości, kto jest lepszy. Gdyby Radek wygrał mecz z klasowym zawodnikiem, to co innego. Ale grał tylko jeden mecz, z Jobavą i przegrał. Wojtaszek jest dobrym zawodnikiem ale daleko mu do czołówki.

  • amator

9 kwietnia 2014 o godz. 00:44

Krasenkow był chyba nawet jeszcze wyżej w rankingu. I też nie miał zaproszeń na turnieje kołowe czołówki światowej.

  • Krzysztof Kledzik

9 kwietnia 2014 o godz. 10:45

lukiluk: „Wojtaszek wyprzedza teraz takich świetnych zawodników: Ponomarjow, Bacrot, Radjabow, Le, Kamsky, Jobava, Szirow itd. Radek nigdy nie miał tak znakomitych sukcesów od wymienionych.”
Owszem, oni kiedyś mieli wielkie sukcesy. Karpow też kiedyś miał sukcesy, nawet jeszcze większe. Ale teraz grają słabiej i ich aktualny ranking to pokazuje.
________________________________
Ostatnie dwa znaczące zmagania Wojtaszka z Jobavą wykazały że w grze indywidualnej nawet B.Jobava to za wysokie progi jak na Radka nogi. O pozostałych zawodnikach nie wspomnę, bo mecz RW z nimi skończył by się pewnie tak, jak w niedawnej grupie B w Wijk aan Zee.
A gdyby Radek cudem otrzymał ranking nawet 2750, to z powodu samych cyferek i tak nikt go nie zaprosi na superturnieje. Tam zaproszą kogoś i z niższym rankingiem, ale potrafiącego pokazać ciekawe i dobre szachy.
___________
amator: Z wysokiego rankingu Wojtaszka nic nie wynika. Liczą się sukcesy sportowe, a nie ranking.
Zgadza się, z rankingu nic nie wynika. Ale dla PZSZach-u liczy się przede wszystkim ranking. Można grać nudne i bezprzyszłościowe szachy, ale dla profesjonalistów z biura nie liczy się ani klasa gry ani postępy sportowe. Jedynie ranking i jakieś tam miejsce w krajowych openach. A dzięki cyferkom można załapać się do kadry narodowej. Uważam że RW ma jeszcze daleko nie tyle do czołówki światowej, bo to jest widoczne gołym okiem, ale ma jeszcze kawałek drogi nawet do jej solidnego zaplecza. Oczywiście nie chodzi mi o cyferki ELO, lecz o klasę gry. W miarę ciągłą stabilną klasę gry (z tendencją wznoszącą), przy czym nie chodzi mi o jeden czy drugi wyrwany punkt Nakamurze ileś lat temu.

  • Hetman

9 kwietnia 2014 o godz. 14:13

Ten lukiluk jest wyraźnie przesiąknięty ideologią PZSzach-u. Pewnie boi się występować pod własnym nazwiskiem. Ale nawet gdyby to zrobił to i tak nikt by go nie wyzywał personalnie. Jeżeli on jest z Warszawy, to może jest z kręgów związkowych? Kto wie?

  • Pionek

9 kwietnia 2014 o godz. 14:44

Oczywiście mamy 4-5 graczy, którzy mogą grać na wysokim szczeblu i wygrać pojedyncze partie, ale na świecie takich szachistów jest grubo ponad 100.

Każdy sukces w pojedynczych partiach świadczy o potencjale, ale dopiero sukcesy w turniejach, ważnych meczach itp. mają znaczenie.

Najgorsze, że zniknęły turnieje w kraju z obsadą rzędu 2550-2600, a nasza czołówka ma już około albo grubo powyżej 30 lat, z małymi wyjątkami.

 

kw.
06

Anatoli Karpow – mistrz świata w latach 1975-1985 oraz 1993-1999: Każda faza partii, otwarcie, gra środkowa i końcówka ma duże znaczenie. Jeżeli na początku gry, któraś ze stron uzyska przewagę materialną lub pozycyjną, to zniwelować ją w grze środkowej będzie bardzo trudno. W tej sytuacji do końcówki może w ogóle nie dojść. Bez poprawnej gry w debiucie, nie można więc myśleć o sukcesach w szachach.  

Źródło

////////////////////////////////////////////////////////////////////////////

W swoim komentarzu w odcinku 38  techniczny redaktor pisma związkowego „MAT” Piotr Kaim przytoczył wypowiedź trenera kadry Polskiego Związku Szachowego:

Michał Krasenkow: „Problem polega na tym, że teoria debiutów rozrosła się w sposób niesamowity. Wobec tego – żeby nie wpaść w tarapaty w początkowej fazie partii – trzeba nad debiutami dużo pracować, dużo analizować, a także przypominać sobie własne analizy. Musimy jednak pamiętać, że są to potrzeby graczy ze światowej czołówki. To nie są problemy, z którymi styka się zwykły gracz z pierwszą kategorią czy kandydat na mistrza. Swoją drogą gracze czołówki mogą się poświęcić szlifowaniu debiutów, bo wiedzę końcówkową posiedli wcześniej – zanim do tej czołówki dotarli…”

////////////////////////////////////////////////////////////////////////////

Zgadzam się całkowicie z Michałem Krasenkowem o niesamowitym rozwoju w ostatnich czasach teorii debiutów. Jednakże zadaję od razu pytanie: jaki cel ma ta wypowiedź trenera kadry? Można z niej zrozumieć, że Michał Krasenkow odradza studiowanie teorii debiutów naszym największym talentom, aby ci dopiero w późniejszej fazie swego twórczego rozwoju zajęli się tym zagadnieniem? Kiedy będzie już za późno! Czy to sformuowanie trenera kadry nie szkodzi polskim szachom? Jaki cel miał ten wywiad Michała Krasenkowa w czasopiśmie „MAT” bez podania kontrargumentów drugiej strony? A przecież w jego ojczyźnie Rosji jest inne podejście w tej kwestii. Podobnie jest w innych krajach, które mają większe osiągnięcia od polskich szachów. Pisałem już o tym wielokrotnie: Link.

Przytoczyłem kiedyś przykład wówczas 12-letniego Sergieja Karjakina (od kilku lat reprezentującego Rosję), który w niedawno zakończonym turnieju kandydatów zajął 2 miejsce i od wielu lat zalicza się do ścisłej czołówki światowej. Dlaczego więc Michał Krasenkow wprowadza dezinformację w polskich szachach? Jaki ma więc cel – urodzony w Moskwie – arcymistrz? Czy mu zależy rzeczywiście na nowoczesnym rozwoju naszych szachów? Nie wierzę w to, że będąc czynnym zawodnikiem może być dobrym trenerem i doradcą!

Przypominam przypadek pewnego naszego arcymistrza-trenera, który szkolił przed laty czołowego juniora Polski, aby w bezpośrednim pojedynku wykorzystać owoce wspólnych analiz w celu zainkasowania pełnego punktu!

Osobiście nie wierzę w dobre intencje Michała Krasenkowa. Przypominam, że w 2003 roku – w trakcie dyskusji na stronie Polskiego Związku Szachowego o unowocześnieniu Młodzieżowej Akademii Szachowej – stanął po stronie oponentów i tym samym znalazł się na negatywnej liście Radosława Jedynaka:

Link 1

Link 2

A jaki cel ma Polski Związek Szachowy? Rozwój polskich szachów wyczynowych, czy propagowanie naszej dyscypliny jako gry świetlicowej dla amatorów?

kw.
02

Tegorocznym mistrzem Polski został Radosław Wojtaszek (rocznik 1987). Wielkiej niespodzianki nie było, gdyż Radek od wielu lat jest naszym najsilniejszym zawodnikiem.

Poznaliśmy się w Zakopanem w 1999 roku na sesji Akademii Szachowej. Radek był w mojej grupie szkoleniowej. Szybko zorientowałem się, że ma talent. Zainteresowałem się jego treningiem. Radek narzekał, że w Kwidzynie, gdzie mieszka, nie ma trenera. Systematyczne szkolenie pod opieką doświadczonego pedagoga jest jego największym problemem.

Zaproponowałem mu trening wirtualny. Entuzjatycznie przyjął nową formą szkolenia. W ten sposób współpracowaliśmy ze sobą przez 4 lata. Dostarczałem mu systematycznie materiały szkoleniowe, analizy różnych pozycji, wskazówki do pracy samokształceniowej itd. Dla 12-16 letniego chłopaka był to z pewnością pożyteczny kontakt.

Niestety nasze kontakty nie znalazły akceptacji osób odpowiedzialnych za szkolenie młodzieży w Polskim Związku Szachowym. Nie interesowano się tym i przeszkadzano mi w pełnej realizacji tego przedsięwzięcia.

W pewnym momencie Wojtaszek powiadomił mnie, że są naciski na niego, aby przerwał ze mną kontakt. Tak się też stało. Mogłem oczekiwać, że po tylu latach mojego poświęcenia usłyszę choć jedno słowo: DZIĘKUJĘ! Nadaremnie. Widocznie takie coś nie ma miejsca w słownictwie arcymistrza Radosława Wojtaszka!

Ale to nie wszystko. Wkrótce dowiedziałem sie z różnych źródeł, że Radek nie przyznaje sie do naszych kontaktów. Okrzyczano mnie kłamcą. Dlatego po 10 latach zdecydowałem sie na mojej stronie na publikację materiałów dowodowych. Znowu mnie zaatakowano, że ujawniłem prywatną korespondencję. Tymczasem to była normalna wymiana poglądów na linii trener – zawodnik. Tym całym wydarzeniem był bardzo mocno zbulwersowany redaktor naczelny pisma związkowego „MAT” Mateusz Bartel. Jednym słowem arcymistrz Wojtaszek został rozgrzeszony przez swoich kolegów.

Ostatnio przeglądając moje archiwum natknąłem się  na wycinek z „Panoramy Szachowej 2001” z opublikowanym wywiadem z Wojtaszkiem, w którym przyznaje się do kontaktów ze mną. Jak na ironię wywiad przeprowadzil Mateusz Bartel!

 Woj1

Woj2

Niedawno redaktor techniczny „MAT-a” Piotr Kaim przeprowadził wywiad z Wojtaszkiem o korzystaniu komputerów w szachach. Szkoda, że nie poruszono kwestii szkolenia za pomocą Internetu. Tutaj nasz arcymistrz mógły – na bazie własnych doświadczeń – dużo powiedzieć o korzyściach takiego treningu. Sam Piotr Kaim był dobrze obeznany z problematyką, gdyż aktywnie uczestniczył w dyskusji na ten temat na stronie Polskiego Związku Szachowego „Unowocześnić Akademię Szachową czy nie” w 2003 roku.

Oficjalnie trening wirtualny w dodatkowym szkoleniu polskiej młodzieży – czyli to, co ja zaproponowałem już w 1999 roku – został wprowadzony dopiero w 2012 roku. Oczywiście nie było żadnej wzmianki o mojej inicjatywie i doświadczeniach na tym polu.

Naturalnie te problemy były wielokrotnie omawiane na moim blogu i stronie. Powtarzam je dla moich nowych Czytelników, aby zapoznali się z sytuacją szachów wyczynowych w Polsce!

 

 

kw.
01

Ze zdumieniem przeczytałem pewne niepokojące zdania, zamieszczone w artykule na blogu ChessBrains.pl

     Jest w nim trochę nieścisłości i dyskusyjnych zagadnień. Przede wszystkim należy zachować umiar w gloryfikowaniu Radosława Wojtaszka i jego umiejętności. Nazywanie naszego zawodnika „wielkim zawodnikiem” jest nieporozumieniem. Zwracam uwagę Autorowi cytowanego artykułu, iż wielkimi zawodnikami byli: Fischer, Karpow, Kasparow, Anand, Kramnik oraz inne osoby z dawnej i obecnej czołówki światowej. Warto zachować trzeźwość osądu, szczególnie przy pisaniu o polskich zawodnikach z kadry narodowej. Radek jest po prostu silnym zawodnikiem w Polsce. Na świecie niestety się nie liczy.

     Natomiast sformułowanie „Wszyscy wiemy, że klasa Radka nie wzięła się znikąd, a wielki w jego pozycji w światowym rankingu udział ma nikt inny tylko 5-krotny Mistrz ŚwiataViswanathan Anand” świadczy albo o niezrozumieniu aktualnych (a właściwie tych z ostatnich lat) wyników turniejowych Radosława Wojtaszka, albo o uprawianiu demagogii. Na tym blogu wielokrotnie tłumaczyłem i wyjaśniałem, że regres Radosława objawiający się zarówno w stosunkowo słabym rankingu (jak na warunki światowe) jak i przede wszystkim złym stylem gry, jest skutkiem „rozmienienia się na drobne” w ekipie Ananda. Zamiast pracować nad własnym rozwojem szachowym, Radek zaprzepaścił kilka lat swojej kariery. Obecnie zbiera gorzkie owoce swojej błędnej decyzji. Prawdopodobnie nie nadrobi lat zmarnowanych na zajmowanie się obcym zawodnikiem.

     Zresztą widać, że niestety nadal ciągną się za nim pozostałości po-Anandowe. Jak przyznał sam Radek, jedną nogą jeszcze „siedzi” w pracy dla Ananda, a drugą w Mistrzostwach Polski. Prawdopodobnie przez to nie robi dobrze ani jednego ani drugiego. Takie rozdrabnianie się i „łapanie kilku srok za ogon” nie służy niczemu, jedynie powoduje zaprzepaszczenie szans na dobrą grę na Mistrzostwach Polski. Już raz praca dla Ananda pokrzyżowała bardzo ważny start Radosława, przez co nasz czołowy zawodnik odmówił reprezentowania barw naszego kraju na arenie międzynarodowej.

     Uważam że zagrożeniem dla kariery Jana Krzysztofa Dudy jest niepokojące stwierdzenie R. Wojtaszka, który w cytowanym artykule zapowiedział, że chciałby wciągnąć naszego młodego zawodnika do współpracy z Anandem. Gdy do tego dojdzie, to prawdopodobnie powtórzy się dobrze znany scenariusz z roztrwonieniem kilku lat na liczeniu wariantów dla byłego mistrza świata, skutkujący stagnacją JK Dudy w zakresie własnej gry. Mam nadzieję, że Jan Krzysztof dokona właściwego wyboru i skoncentruje się na swojej, doskonale zapowiadającej się karierze, a nie ugrzęźnie na lata w słupkach liczonych dla obcych zawodników.

     W związku z ostatnim zdaniem „Szczególnie, że Janek przypomina wszystkim Vishiego z czasów, kiedy on miał 16 lat” powiem tak, Panie i Panowie decydenci z Polskiego Związku Szachowego, odłóżcie fantasmagorie na bok i zajmijcie się lepiej prawidłowym ukierunkowaniem rozwoju JK Dudy. A jak nie wiecie o co mi chodzi, to przypomnijcie sobie sukces medialny Dariusza Świercza i skutkujący tym jego obecny zastój szachowy. To daje sporo do myślenia.

Krzysztof Kledzik

mar
30

Anatoli Karpow – mistrz świata w latach 1975-1985 oraz 1993-1999: Każda faza partii, otwarcie, gra środkowa i końcówka ma duże znaczenie. Jeżeli na początku gry, któraś ze stron uzyska przewagę materialną lub pozycyjną, to zniwelować ją w grze środkowej będzie bardzo trudno. W tej sytuacji do końcówki może w ogóle nie dojść. Bez poprawnej gry w debiucie, nie można więc myśleć o sukcesach w szachach.  

////////////////////////////////////////////////////////////////////////////

Po publikacji odcinka  zwrócono mi uwagę w emailach, że nie poruszyłem jednej bardzo istotnej kwestii: talent zawodnika. To jest bardzo ważna cecha decydująca o rozwoju każdego szachisty. Jeśli Piotr Kaim, mimo studiowania prawie wyłącznie debiutów, nigdy na serio nie przekroczył poziomu 2300, to może brakuje mu tego daru natury?

Z tym nie mogę się zgodzić. Kiedyś uczestniczyłem w dyskusji o ogólnych problemach szachów w Polsce i jeden z kolegów wspomniał o bardzo zdolnym juniorze „Legionu Warszawa” Piotrze Kaimie. Myślę, że nastąpiły inne przeszkody w prawidłowym rozwoju szachowym Pana Piotra, ale ja nie jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie.

Spotkałem w swoim życiu wielu niezwykle pracowitych szachistów, ale bez odpowiednich zdolności i odwrotnie.

Przypomnę przypadek Jerzego Lewiego. Wspomnienia o Jurku zamieściłem na mojej stronie.

Jerzy Lewi miał niezwykły talent, który rozwinął  się burzliwie po jego wyjeździe w 1963 roku do Warszawy. W latach 1961-1963 graliśmy w jednym klubie OKO Caissa Bydgoszcz i przez ten okres miałem możliwość obserwacji jego szachowego rozwoju.

Jurek grał znakomicie taktyczne pozycje i lubił analizować końcówki.  Jego największą słabością były otwarcia. W pewnym momencie zaproponowałem mu współpracę. Miała ona polegać na tym, że ja mu pomogę rozwiązać problemy debiutowe, a on będzie ze mną analizować różne końcówki. Wspólnie trenowaliśmy przez kilka miesięcy i potem po jego wyjeździe do Warszawy graliśmy kilka tematycznych partii drogą korespondencyjną.

Repertuar debiutowy Jurka był bardzo skromny i ograniczał się praktycznie do 3-4 debiutów: białymi grał podobne schematy po 1.g3 lub 1.Sf3, czasami 1.c4. Czarnymi po 1.e4 odpowiadał symetrycznie 1…e5, natomiast po 1.d4 grał układy „Benoni”, rzadko obronę Grünfelda.

Mimo tego odnosił w Polsce sukcesy. Był pięć razy mistrzem Polski juniorów, W 1968 roku zdobył w Kielcach trzecie miejsce na mistrzostwach Polski w grze błyskawicznej. W następnym roku wygrał V Międzynarodowy Festiwal im. PKWN w Lublinie. W tymże roku został mistrzem Polski juniorów i seniorów. Słabo wypadł jednak w Memoriale Rubinsteina w Polanicy Zdroju, w którym zajął 12 miejsce na 16 uczestników (6.5 pkt) oraz w turnieju strefowym w Atenach, po którym nie powrócił do kraju i następnie wyemigrował do Szwecji. Kariery szachowej na obczyźnie nie zrobił. Tragicznie zginął w wieku 23 lat.

Jestem przekonany, że gdyby Jurek pracował solidnie nad swoim repertuarem debiutowym to mógłby być bardzo silnym zawodnikiem. Okazało się, że w renomowanych turniejach jego wielkie naturalne predyspozycje do gry w szachy był niewystarczające. Wiele partii przegrywał już w fazie debiutowej i jego technika w końcówkach na niewiele mu się przydała.

Przykład Jerzego Lewiego, uważanego za największy talent szachowy w Polsce po II wojnie światowej, dowodzi o tym, o czym ja już dawna głoszę i piszę:

Bez dobrze opracowanego i dopasowanego do stylu gry repertuaru debiutowego jest trudno osiągać znaczące sukcesy na skalę międzynarodową.   

Dla ciekawości. Niedawno przeglądając Panoramę Szachową (luty 2004) na stronie 51 zapoznałem się z sylwetką Radosława Wojtaszka. M.in. podano tam: Jego najsilniejszą stroną jest właśnie doskonała znajomość teorii debiutów.

Chyba trudno zgodzić się z tą oceną. Właśnie w jego grze nie widać tej znakomitej znajomości teorii debiutów, o czym świadczą partie z ostatnich lat.

mar
27

Artykuł polemiczny – wizerunek Polskich szachów

Oprócz podejmowanych na tym blogu szczegółowych propozycji skupiających się na problematyce szkolenia i treningu, warto zwrócić uwagę  na  ogólną pozycję szachów jako dyscypliny, oczami szachowego amatora. Wydaje się to istotne choćby w kontekście dyskusji na temat wyboru drogi życiowej i warunkom poświęceniu się zawodowym szachom. Młodzi obiecujący zawodnicy muszą mieć ” motywację do wyczynowego uprawiania szachów” cytując Pana Konikowskiego, niestety tu cieniem kładzie się  nieudolność działań PZSZACH. Jak postrzegani są szachiści ? Jaki jest prestiż naszej dyscypliny? Na jakie korzyści i profity może liczyć nastolatek podejmując decyzję by związać swoja przyszłość z zawodowym uprawianiem szachów?  To niełatwe pytania, bilansując potencjalne korzyści z włożonym wysiłkiem ( ciężką stałą pracą nawet po 8-10 godz. dziennie ) dojdziemy do wniosku że  jest to wyjątkowo niełatwa droga.

W dodatku moim zdaniem, związek robi naprawdę niewiele, ani samodzielnie ani nie mobilizuje związków terenowych w kierunku działań propagujących szachy, zwiększających masowość i popularność królewskiej gry.

Gdzie działania dla rozwoju szachów amatorskich np. symultany z „mistrzem” rozgrywane w małych miejscowościach, gdzie jakaś oferta pomocy w organizacji (nie  turniejów) ale imprez promocyjnych dla małych klubów w dogorywających szachowo miejscowościach?

Przecież tylko zwiększając masowość i popularność można przyciągnąć sponsorów, wprowadzić większe zainteresowanie szachami a poprzez to zapewnić możliwość utrzymywania siebie i rodziny przez czołowych zawodników. W stosunku do wyrzeczeń,  nakładu pracy itp. efekty finansowe czołówki są niekonkurencyjne  ze średnio-przeciętnymi regionalnymi „kopaczami” a  nawet w porównaniu do stabilnej pracy naukowej na uczelni.

To jest głównie  powodem tego że czołowi szachiści dorabiaja nie tylko trenowaniem  i konsulacjami ale innymi dostępnymi im zajęciami np. pracą w związku, wydawnictwach itp. To właśnie finanse są powodem zainteresowania wielu dobrych zawodników pokerem sportowym któremu poświęcają więcej czasu niż szachom, w kuluarach powszechnie wiadomo że poważny to problem którego oficjalnie się nie zauważa.

Niestety realnie szachy to wciąż w Polsce niszowa dyscyplina, zawodowy szachista nie ma nawet szans na sportowa emeryturę jaka dostanie każdy medalista olimpijski w zaryzykuję-jednak mniej popularnych dyscyplinach jak strzelectwo, pchnięcie kulą lub gimnastyczne ćwiczenia na koniu z łękami. Poważne ograniczenie rozwojowe stanowi to iż szachy obok brydża stanowią najmniej „telewizyjny” sport, na szczęście internet z transmisjami na żywo i interaktywnymi serwisami daję nadzieję na lepsze perspektywy.

Niezwykle istotny (także wizerunkowo) a rzadko podejmowany publicznie jest problem sędziowania i środowiska sędziowskiego w szachach. W ramach naszego związku PZSZACH-u każdy sędzia może prowadzić własną „politykę” i samodzielne „postrzeganie” przepisów, słynne są forumowe spory sędziów w sprawach interpretacji poszczególnych paragrafów i wykładni przepisów dotyczącej nawet spraw podstawych jak reklamacji remisu w niedoczasie.

Kontrowersje sędziowskie w wielu turniejach, szczególnie niższej rangi prowadzą do kłótni i sporów a temu przyglądaja się dzieci i ich rodzice czy lokalni decydenci.

Pomyślał ktoś w związku  jak to wpływa na wizerunek dyscypliny ?

Nie ma otwartych szkoleń i wykładów dla szeregowych sędziów, wprowadzania do zmian w kodeksie, praktycznie nie działają wojewódzkie kolegia sędziowskie, nie wydaję się jednolitych wytycznych ani sposobów postępowania w sprawach spornych ale powtarzających się sytuacji( takiej oficjalnej ściągi dla zawodników i sędziów ) a nieprzewidywalność decyzji sędziowskich źle wpływa na atmosferę zawodów i poziom agresji na sali gry. To temat rzeka.  Widoczny jest brak możliwości samooczyszczania tegoż środowiska, nawet po rozpatrzonych pozytywnie protestach ( które to złożone na piśmie stanowią może promil sytuacji gdzie gracze bywają skrzywdzeni przez sędziów ) przy  poważnych naruszaniach przepisów i konsekwencje dla sędziów są wręcz symboliczne.

W końcu dochodzą ciągłe zmiany w przepisach gry – nowe przepisy często doprowadzają do powstawania spornych trudnych do oceny nawet przez najlepszych sędziów sytuacji.

Takie rozwiązania znów  prowadzą do  gry nieeleganckiej z naruszeniem zasad fair ( przykładem skutków modyfikacji przepisów w szachach błyskawicznych były incydenty z łapaniem za rękę rywala stawiającego mata w FINAŁACH mistrzostw polski).

Wszytko to świadczy o bezradności, braku wpływu i realnych  działań wspomagających szachy masowe oraz braku prawidłowej koncepcji rozwoju szachów. PZSZACH skupia się na reprezentacjach, zaniedbując całą resztę podstawy – piramidy zawodników, na forach szachowych przewijaja się tematy o drenażu finasowym małych klubów i osób grających dla przyjemności dla których związek nie robi nic, amatorszczyźnie i błędach (przełom roku 13/14 komunikaty klasyfikacyjne i finansowe, problemy z prawidłowym działaniem oficjalnego programu związkowego chessarbiter  itp).

Na szczęście istnieje  inicjatywa oddolna, jest wielu szachowych zapaleńców idących własną drogą.  Z powodu braku akceptacji działań związku coraz częściej powstają samodzielne ligi i rozgrywki niezależne od oficjalnych struktur. Ale to już odrębny temat.

Tomasz Pańczak 

mar
27

Anatoli Karpow – mistrz świata w latach 1975-1985 oraz 1993-1999: Każda faza partii, otwarcie, gra środkowa i końcówka ma duże znaczenie. Jeżeli na początku gry, któraś ze stron uzyska przewagę materialną lub pozycyjną, to zniwelować ją w grze środkowej będzie bardzo trudno. W tej sytuacji do końcówki może w ogóle nie dojść. Bez poprawnej gry w debiucie, nie można więc myśleć o sukcesach w szachach.  

Źródło

////////////////////////////////////////////////////////////////////////////

Piotr Kaim napisał w swoim komentarzu: Krótko pisząc, arcymistrz nie namawia nikogo do lekceważenia debiutów. Skrytykował jedynie teorię, wedle której szachista powinien studiować debiuty PRZY JEDNOCZESNYM lekceważeniu końcówek. Jestem żywym dowodem na to, że ta teoria jest chybiona, bo jako junior studiowałem prawie wyłącznie debiuty i dlatego nigdy na serio nie przekroczyłem poziomu 2300.

////////////////////////////////////////////////////////////////////////////

Osobiście znam wiele przypadków, że szachiści po gruntownym studium fazy debiutowej szybko podnieśli swój poziom szachowy. Być może, że Piotr Kaim pracował w niewłaściwym kierunku. Może miał niedostosowany repertuar debiutowy do swojego stylu gry. Może korzystał z niewłaściwej literatury szachowej. Przyczynę słabego progresu redaktora „MAT-a” mógły ocenić tylko doświadczony trener.

Nigdy nie twierdziłem, że nie należy zajmować się końcówkami. Napisałem przecież wiele książek na ten temat. To tej kwestii zresztą jeszcze wrócę. Twierdziłem natomiast, że szachista z ambicjami sportowymi musi mieć dobrze opracowaną początkową fazę partii. Bez tego nie ma żadnych szans na uzyskiwanie znaczących sukcesów na arenie międzynarodowej.

Tak traktują ten problem czołowi szachiści świata i o tym była już wielokrotnie mowa na blogu. Nam jeszcze bardzo daleko do tej klasy i to zarówno w konkurencji kobiet, jak i mężczyzn. Ale  nieraz jesteśmy świadkami większych niespodzianek i to nas cieszy. Ale chyba nie na tym  polega rzecz. Wszyscy szachiści w kraju chcieliby widzieć naszych asów w renomowanych turniejach i to na czołowych miejscach. Podobnie wzrosłaby ranga szachów w Polsce w przypadku włączenia się naszych kadr do walki o mistrzostwo świata!

Ale jesteśmy wszyscy realistami. Takich emocji w najbliższych latach nie oczekujemy. Trening szachisty wymaga kolosalnej pracy i to około 8-10 godzin dziennie. Po grze naszej czołówki i poziomu rozgrywanych przez nich partii nie widać takiego zaangażowania treningowego!

Ale powracam do moich doświadczeń. Opisałem moje początki w wspomnieniach: link.

Dzięki mojemu zdrowemu rozsądkowi nie posłuchałem rad niektórych starszych klubowych kolegów o studiowanie szachów „od tyłu” i rozpocząłem intensywne studia nad otwarciami, czyli początkową fazą partii. Dzięki temu w szybkim tempie doszedłem do ścisłej czołówki Polski juniorów. Potem – jeszcze jako junior – stałem się czołowym szachistą Pomorza w kategorii seniorów.

Na karierę szachisty zawodowego nigdy się nie zdecydowałem. Wybrałem rolę trenera. W  pracy szkoleniowej zwracałem uwagę na studiowanie debiutów oraz przygotowanie optymalnego repertuaru debiutowego.

Dla przypomnienia moje najważniejsze sukcesy na tym polu:

1. Pierwsze doświadczenia w treningu Lidii Fentzel: link

2. Punkt szkoleniowy w Częstochowie w latach 1977-1981: link 1 i link 2.

3. Trener kadry 1978-1981. W swojej działalności p0dkreślałem problem uczenia się debiutów na bazie całych partii: link

Największy sukces to brązowy medal wraz z drużyną kobiet na olimpiadzie na Malcie: link

4. Praca z Arkadim Naiditschem 1997: link

5. Współpraca z Radosławem Wojtaszkiem 1999-2003: link

6. W punkcie szkoleniowym w Essen 1983-1998 uczęszczali na moje zajęcia z teorii debiutów m.in. dwaj olimpijczycy: Christopher Lutz oraz Detlev Heinbuch.

7. W latach 2005-2011 byłem trenerem kadry niemieckiej głuchoniemych: link

W wydawnictwie Polskiego Związku Szachowego „Wybrane zagadnienia teorii i praktyki szachowej” (Warszawa 2002) omówiłem temat: Zasady pracy szkoleniowej nad debiutami.

W wieloletniej pracy trenerskiej zwracałem uwagę na wszystkie fazy w partii ze szczególnym uwzględnieniem znaczenia otwarć oraz przygotowaniem dobrze opracowanego do stylu gry repertuaru debiutowego!

 

 

mar
26

Marcin Chojnowski, głuchoniewidomy ostrołęczanin, ma jedną wielką miłość – grę w szachy.
Link

////////////////////////////////////////////////

Szanowny Ministrze Sportu

Pragnę zaapelować o mądre i kontrolowane wydatki na sport środowiska niesłyszących i niewidomych. Niewidomi dostają masę pieniędzy a niesłyszący o wiele mniej. Jestem osobą gluchoniewidomą i mogę być zarówno głuchy jak i niewidomy.

Jestem medalistą medalistą świata w szachach głuchoniewidomych.

Jako socjolog wiem, że pomagać należy najmniej uprzywilejowanom jednostkom. Czytam, że nie ma pieniędzy na MP w warcabach na 3 dni: link. a niewidomi dostają krocie. Prosze porównać budżety.

To dla mnie np usłyszeć czyjeś dzień dobry to dar od życia. Spotkać się za szachownicą i potem od tłumacza przewodnika dowiedzieć się, że obok mnie jest piękna dziewczyna itp to jest to, co dostaje człowiek bardzo upokorzony przez los.

Grałem wiele lat w link i po takich zajściach jak przyjazd samochodem lub bezproblemowe czytanie w okularach książek itp szachowych jak osoba zdrowa (już nie mówię o słuchu) to gdzie tu oni są niepełnosprawni. Chcę zaapelować aby Ci najmniej uprzywielejowani czyli całkowicie głusi, ślepi, na wózkach mieli równe szanse a nie byli dyskryminowani przez tylko niedosłyszących lub niedowidzących.

Apeluję także by gluchoniewidomi też mogli poprzez swoje zmagania sportowe jakos żyć. Wcale nie są to duże koszta, bo w przeciwieństwie do imprez niewidomych rozgrywki głuchoniewidomych i głuchych są zupełnie skromniejsze i tańsze.

Wicemistrz świata w szachach

Marcin Chojnowski

////////////////////////////////////////////////

Szanowny Panie,

w odpowiedzi na pismo wysłane pocztą elektroniczną w dniu 19 marca 2014 r., dotyczące finansowania zadań z zakresu sportu osób niesłyszących i niewidomych uprzejmie informuję, że:

Ministerstwo Sportu i Turystyki dofinansowuje realizację zadań publicznych z zakresu rozwijania sportu osób niepełnosprawnych na podstawie art. 29 ust. 1 i 7 ustawy o sporcie z dnia 25 czerwca 2010 r. (Dz. U. z 2010 r. Nr 127, poz. 857, z późn. zm.), ustawy z dnia 27 sierpnia 2009 r. o finansach publicznych (Dz. U. Nr 157, poz. 1240, z późn. zm.) oraz rozporządzenia Ministra Sportu i Turystyki z dnia 23 sierpnia 2010 r. w sprawie dofinansowania zadań ze środków Funduszu Rozwoju Kultury Fizycznej (Dz. U. Nr 156, poz. 1051). Na podstawie wyżej powołanego rozporządzenia corocznie ogłaszany jest konkurs ofert na dofinansowanie zadań z zakresu sportu osób niepełnosprawnych.

Polski Związek Sportu Niesłyszących, realizujący zadania z obszaru sportu osób niesłyszących  otrzymał w 2014 r. w ramach konkursu wniosków na dofinansowanie zadań w obszarze sportu wyczynowego osób niepełnosprawnych ze środków Funduszu kwotę w wysokości 2 541 000,00 zł, natomiast ze środków budżetu państwa –  1 600 000,00 zł. Ogółem, w 2014 r. na sport wyczynowy osób niesłyszących przeznaczono środki w wysokości 4 141 000,00 zł.

Zadania z zakresu sportu wyczynowego osób niewidomych realizowane są przez Polski Związek Kręglarski, Stowarzyszenie Kultury Fizycznej, Sportu i Turystyki Niewidomych i Słabowidzących „CROSS” oraz Związek Kultury Fizycznej „OLIMP”. Ww. organizacje otrzymały w 2014 r. w ramach konkursu wniosków na dofinansowanie zadań w obszarze sportu wyczynowego osób niepełnosprawnych ze środków Funduszu kwotę w wysokości 930 000,00 zł, natomiast ze środków budżetu państwa –  100 000,00 zł.

Ogółem, w 2014 r. na sport wyczynowy osób niewidomych przeznaczono środki w wysokości 1 030 000,00 zł.

Jak z ww. danych finansowych wynika, informacja o niedofinansowaniu sportu osób niesłyszących w porównaniu do sportu osób niewidomych, na którą powołuje się Pan w piśmie jest nieprawdziwa.

Informacja o dofinansowaniu zadań państwowych jest ogólnodostępna i znajduje się na stronie internetowej Ministerstwa Sportu i Turystyki.

Z poważaniem

Danuta Redel

Departament Sportu Wyczynowego

Ministerstwo Sportu i Turystyki

00-082 Warszawa, Senatorska 14

tel. 22 244 32 05

www.msport.gov.pl

 

  • Szukaj:
  • Nadchodzące wydarzenia

    wrz
    27
    sob.
    2025
    całodniowy I Bundesliga open
    I Bundesliga open
    wrz 27 2025 – kw. 26 2026 całodniowy
    W okresie 27.09.2025-26.04.2026 odbywają się rozgrywki I ligi niemieckiej open z udziałem zawodników z Polski. Dodatkowe informacje na  ChessBase Info: 1 runda 2 runda  2 runda cd Niefortunnie wystartował Mateusz Bartel, który reprezentuje barwy klubu[...]
    sty
    16
    pt.
    2026
    całodniowy Tata Steel Masters 2026
    Tata Steel Masters 2026
    sty 16 – lut 1 całodniowy
    Wijk aan Zee Strona turnieju  
    mar
    29
    niedz.
    2026
    całodniowy FIDE Candidates 2026
    FIDE Candidates 2026
    mar 29 – kw. 15 całodniowy
    29 Mar – 15 Apr 2026, (Cyprus) Uczestnicy Nakamura, Caruana, Giri, Praggnanandhaa, Wei Yi, Sindarov, Esipenko, Bluebaum
    całodniowy FIDE Women’s Candidates 2026
    FIDE Women’s Candidates 2026
    mar 29 – kw. 15 całodniowy
    Strona turnieju Uczestniczki: Zhu Jiner, Tan Zhongyi, Koneru, Goryachkina, Divya, Vaishali, Lagno, Assaubayeva
  • Zwiastun

  • Odnośniki

  • Skąd przychodzą

    Free counters! Licznik działa od 29.02.2012
  • Ranking FIDE na żywo

  • Codzienne zadania

    Play Computer
  • Zaprenumeruj ten blog

    Wprowadź swój adres email, by prenumerować ten blog i mieć informację o nowych wpisach przez email.