Wpisy na blogach (nie tylko szachowych) żyją swoim życiem, między innymi dzięki zamieszczanym pod nimi komentarzach. Dlatego co pewien czas zaglądam do tych artykułów, na których trwa dyskusja internautów. Niedawno uczyniłem tak z wpisem Krzysztofa Jopka pt. „O postawie sportowej i antysportowej”. Zamieszczone tam starsze komentarze dotyczyły nieporozumienia na linii KK-KJ, które zostało ostatecznie wyjaśnione i zażegnane, dlatego nie ma potrzeby odnoszenia się do nich. Natomiast zainteresowało mnie kilka nowych komentarzy, dopisanych jako uzupełnienie toczącej się tam dyskusji. Komentator podpisujący się imieniem Tomasz, zamieścił ciekawe spostrzeżenie: „poruszasz [chodzi o KJ] bardzo ważne problemy, więc ludzi musisz wkurzać”. Myślę że dotyczy to wszystkich blogerów podejmujących kontrowersyjne i niewygodne tematy. Przy czym siła tego wkurzania jest proporcjonalna właśnie do stopnia kontrowersyjności głoszonych poglądów. Szczególnie silne emocje budzą ci blogerzy, którzy występują pod prawdziwym imieniem i nazwiskiem, a więc stają się osobami w pełni rozpoznawalnymi, i przez to postaciami publicznymi.
Komentator Tomasz deklaruje odwodzenie swoich podopiecznych (zapewnie chodzi o szachistów-juniorów) od poważnego zajmowania się szachami w przyszłości. Według opinii Tomasza, szachy mają stanowić jedynie pomoc w ich rozwoju, a nie być drogą życiową. Skoro w Polsce mamy ogólne nastawienie na zniechęcanie juniorów do kontynuowania kariery szachowej, to chciałbym zapytać się, w jaki sposób mamy propagować w naszym kraju poważne i profesjonalne podejście do szachów, i jak mamy budować zaplecze dla szachów seniorskich? Mam nadzieję, że w tym momencie nie narażę się na kolejne zarzuty komentatora Jacka, iż jestem „zwykłym prostakiem” piszącym takie rzeczy „używając pospolitego języka”. Nie chcę wywołać jakiś utarczek dotyczących niedawnego problemu juniorskiego, ale zachęcam do podania propozycji rozwiązania tej bolączki. Być może że osoby komentujące wpisy na obu blogach mają jakieś swoje pomysły czy spostrzeżenia, którymi warto podzielić się z pozostałymi czytelnikami. Szczególnie liczę na osoby profesjonalnie związane z nauczaniem szachów, gdyż są najlepiej zorientowane w opisywanym problemie i znają go z obu stron.
Komentator Tomasz wyraził pogląd, iż „gadać pusto i krytykować bez sensu potrafi każdy – a tak pisywać i poświęcać swój czas na ważne sprawy (podobnie jak Krzysztof Jopek) już tylko garstka nielicznych. I chociażby z uwagi na to należy się szacunek dla autora, nawet pomimo tego, że każdy ma prawo do odmiennego zdania. Proste?” Nie, nie jest proste. Proste byłoby wtedy, gdyby powyższe zdania dotyczyły wszystkich blogerów. To że ktoś ma odmienne zdanie (szczególnie contra) nie oznacza że gada pusto, i że krytykuje bez sensu. Nie wszyscy muszą mieć te same poglądy. Czasy pseudo-jednomyślności już minęły. Poza tym każdy z nas i każdy z niewymienionych tu z nazwiska szachowych blogerów poświęca swój czas i siły, na ważne dla niego i dla ogółu sprawy. Jest to jednocześnie odpowiedź na standardowy zwrot „ale dla tych mądrych krytyków mam tylko jedno pytanie : co Ty zrobiłeś dla tak zwanych polskich szachów, że upoważnia Cię to do tak zajadłej krytyki?”, pojawiający się w ustach komentatora Jacka. Na przykład to, że dana osoba (bloger, autor wpisów, czy komentator) dostrzega problemy polskich szachów i nie boi się o tym pisać publicznie po to, aby uczulić czytelników na zauważone niekorzystne zjawiska. To że poświęca swój czas i siły na pisanie polemicznych artykułów. To że nie boi się wystawić na publiczne potępienie, bo robi to po to aby zatrząść szachowo-sportowym sumieniem wszystkich miłośników szachów.
Krzysztof Kledzik




Panie Krzysztofie, wpisy Krzysztofa Jopka mogą wkurzać tych, co nie rozumieją żartów. Jak można brać na poważnie to co pisze amator szachowy K.Jopek, który jak sam się przyznaje, emocjonalnie podchodzi do kibicowania i często to tak wygląda cyt: „to, że się trzęsę jak grają nasi i szaleję to taka moja zabawa – lubię się cieszyć jak nasi grają i wtedy może wygląda jakbym koloryzował”. Czytanie jego felietonów szachowych było dla mnie zabawne do póki nie przeczytałem o jego przygodzie w Odessie: http://www.psychologiaiszachy.blogspot.de/2013/10/spotkania-z-odessa.html.
Jak może człowiek wykształcony chwalić się na swoim blogu, że znalazł pieniądze i przywłaszczył je kupując sobie koszulę i buty. W moich oczach taki człowiek jest skompromitowany. I nie mogę zrozumieć dlaczego się użala razem ze swoim kolegą Waldemarem Świciem, że na tym blogu są chamsko przez anonimów atakowani, co jest nieprawdą. Z przykrością muszę stwierdzić, że jeżeli chodzi o chamstwo i prostactwo to jest tego wiele w anonimowych komentarzach, które bez problemu znaleść można na blogach tych panów, ale nie tutaj. Waldemar Świć niedawno przekonał się i zrozumiał wreszcie, że nie warto pomawiać kogoś na podstawie czyjeś sugestii, nie mając niezbitych dowodów. Niestety, do tej pory nie przeprosił pana Kledzika za szyderczy epitet „Kledzik-bredzik”. Co więcej, dalej zaczepia swoimi „kulturalnymi” komentarzami KK. i JK na blogu Krzysztofa Jopka. Nie podaję swoich danych tak jak to napisał Tomasz, bo nikomu to do szczęścia nie jest potrzebne. Autor bloga wie kim jestem, więc to w zupełności wystarczy.
Ja lubię szachy, ciekawi mnie ta gra i ciekawią mnie wszystkie wydarzenia szachowe i około-szachowe. Ale do pewnej ich części podchodzę z pewnym dystansem i oceniam je na chłodno. Zawsze powtarzam, że nie mam racji we wszystkim, bo nikt jej nie ma. Wyrażam jedynie swoje zdanie, zachęcam (czy nawet prowokuję) do dyskusji szczególnie w tych tematach które są kontrowersyjne. To że w polskich szachach jest tak jak jest i to że mamy nad tym wszystkim władzę PZSzach-u, to nie jest powód aby przyjąć jako jedynie słuszną postawę ortodoksyjnego aplauzu. Nawet zagadnienie współpracy Wojtaszka z Anandem nie jest do końca jednoznaczne, i ma dwa oblicza. Tak mi się wydaje. Niestety, mój ostatni wpis o tym zagadnieniu nie został zrozumiany. Krzysztof Jopek zarzucił mi nawet mieszanie porządków logicznych. Zatem będę musiał uściślić moją wcześniejszą wypowiedź.
Krzysztof Jopek tłumaczy swoją logikę z pozycji amatora szachowego, a którą można zaakceptować jedynie w szachach amatorskich. Tu nie ma znaczenia czy zawodnik ma przerwę w aktywnej grze parę lat, czy parę miesięcy bo on gra dla swojej przyjemności, dla zabawy i to po prostu jest dla niego wspaniała przygoda z szachami jak to określa pasjonat szachów i amator KJ na swoim blogu. Wojtaszek jest natomiast zawodowcem o czym Jopek chyba zapomniał czytając pański artykuł, a to oznacza aktywną grę i ciągłą pogoń za czołówką światową, która przed nim stale ucieka i będzie w końcu dla niego nie osiągalna. To, że Radek nabija punkty na różnych ligach i pnie się do góry tym sposobem w rankingu, jest piękne, ale nie przekonywuje organizatorów super turniejów szachowych, na które nie zostaje zapraszany. Wiadomo, że w kraju jest najlepszy, ale do czołówki światowej jeszcze mu daleko, a żeby grać w elitarnych kołówkach musi pokazać swoją klasę, nie wiem czy to wystarczy wygrywając takie przeciętne openy, w których obecnie startuje.
Panie Macie (jak to fajnie brzmi :)), widzę że w 100% zrozumiał Pan przesłanie mojego poprzedniego wpisu. Właśnie chodziło mi o to, co Pan napisał powyżej:
_____________________________________________________
„Wojtaszek jest natomiast zawodowcem o czym Jopek chyba zapomniał czytając pański artykuł, a to oznacza aktywną grę i ciągłą pogoń za czołówką światową, która przed nim stale ucieka i będzie w końcu dla niego nie osiągalna. To, że Radek nabija punkty na różnych ligach i pnie się do góry tym sposobem w rankingu, jest piękne, ale nie przekonywuje organizatorów super turniejów szachowych, na które nie zostaje zapraszany.”
_____________________________________________________
Własnie to miałem na myśli i to chciałem przekazać. Ja nie widzę w tym co obaj napisaliśmy, tego braku logiki.
Proszę zobaczyć, co teraz napisał Waldemar Świć na swoim blogu:
———————————
Człowiek dorosły bierze odpowiedzialność za swoje czyny a wiedzy o tym jakie ma Radek plany życiowe nie mamy zbyt wiele Dlatego dobrze byłoby zostawić go w spokoju, pozostając przy jak najlepszych życzeniach.
———————————
Pisałem jakiś czas temu, że sportowiec czyli osoba publiczna musi być świadomy, że jego poczynania stanowią „dobro publiczne” i przez to jest poddawany jakimś ocenom. Pozytywnym bądź negatywnym. Gdybyśmy mieli gdzieś szachy i stan tej gry w Polsce, to zapewne wogóle nie dyskutowalibyśmy ani na temat Radka ani na jakikolwiek temat związany z szachami. Ale interesujemy się tą dziedziną i dlatego wszystko co jest związane szczególnie z polskimi szachami, jest dla nas istotne. WŚ sugeruje iż należy bezwzględnie odstąpić od jakiejkolwiek polemiki na temat wyników Radka. Mam pewnie skojarzenia z „ruki po szwam” i „małczat sabaki”. Mam nadzieję że stanowisko WŚ nie jest odzwierciedleniem stanowiska pozostałej części polskich szachistów.
Szanowny Krzysztofie!
1. Z tym moim wpisem związanym ze wkurzaniem ludzi, to najczęściej dzieje się tak jak są nie tylko ważne problemy, ale każdy ciągnie w swoją stronę. Nie jest to złe same w sobie, bo może prowadzić do tego, że wykluje się całkiem ciekawe rozwiązanie, którego żadna ze stron dotąd nie brała pod uwagę.
2. Jak dla mnie to, że występujesz Krzysztofie pod prawdziwym imieniem i nazwiskiem – nie jest powodem, który sprawia, że twoje wpisy mnie wkurzają. Ba! Specjalnie przeczytalem kilkanaście twoich wpisów, aby wyrobić sobie opinię o tym jak widzisz i komentujesz tematy, które poruszasz.
3. Tak, odwodzę od tego, aby juniorzy stawiali na swoje kariery szachowe – mam na myśli te, które sprawią, że będą mogli żyć (godziwie!) z gry w szachy. Natomiast te „małe kariery” związane z tym, aby wyciskali z siebie siódme poty i mierzyli się z tymi, którzy innych miażdzą wzrokiem – nawet zachęcam!
4. Tak długo szachy mają być pomocą w rozwoju, a nie drogą życiową… jak długo inne wyjście nie będzie realnie bezpieczne i dobre. Mam na myśli to, aby właśnie ci, którzy postawią WSZYSTKO na szalę szachowej kariery – nie musieli potem klepać biedy (z góry zakładam, że mają predyspozycje, talent i naprawdę chcą robić to z sercem).
5. Jeśli chcemy bawić się w profesjonalne podejście do szachów, to trzeba od nowa wszystko zacząć. Jak już wielu wspominało – od podstawy piramidy, zachęcać kluby i organizatorów do rozwoju życia szachowego, wspierać ich na każdym poziomie i robić to na maxa zawodowo. Inaczej można sobie darować mówienie o tym, żeby juniorzy POŚWIĘCILI się szachom. Takie jest moje zdanie (i jeśli dobrze czytuję – dużej większości). I nie jestem przeciwny ani wybitnym jednostkom, ani sportowi ani szachom. Jednak nie pozwolę nikomu zmarnować sobie życia – na tyle na ile będę miał na to wpływ (a informowanie rodziców o tym, że „z szachów nie da się wyżyć, więc proszę nie robić sobie nadziei”, jest właśnie przejawem troski o ich dzieci).
6. Poważne i profesjonalne podejście do szachów – na każdym poziomie i z uwzględnieniem tego, aby wszystkie trybiki maszyny pracowały z oddaniem, zaangażowaniem i z patrzeniem na całość, a nie jedynie swój tyłek. Mam nadzieję, że jasno się wyraziłem. Nie może tak być, że szkoleniowcy zamiast wzajemnie się wspierać… to dzielą się na obozy i obrzucają się gównem (jak kto woli „błotem”). Tak samo ze środowiskiem sędziów, działaczy czy organizatorów turniejów. Dopóki nie będzie jedności, wypracowanych wspólnych celów i myślenia w kategoriach MY społeczność szachowa – tak długo juniorskie szachy tak, ale kariera szachowa – NIE!
7. Związek Szachowy – tak długo jak nie będzie AKTYWNIE współpracował ze wszystkimi działaczami szachowymi – to pozostaje jedynie „wirtualnym tworem” – czymś co niby jest, ale tak naprawdę niewiele można z niego skorzystać. Pytasz o rozwiązania Krzysztofie – proszę bardzo. Wystarczy POWAŻNY dialog, współpraca, poszukiwanie rozwiązywania problemów, zachęcanie i wspieranie do organizowania życia szachowego w danym rejonie i REALNE wsparcie. Niestety zmiany wymaga praktycznie wszystko, więc na pewno zdecydowana większość „tych u góry” będzie stawała okoniem. Tylko nieliczni zgodzą się na to, aby „w końcu zacząć robić coś dla realnego dobra całej społeczności szachowej”, a nie własnego stołka czy tyłka. Trzeba wprost powiedzieć, że jest wiele osób, które nie nadaje się do szachów – więc albo konieczność ich zreformowania albo też nie łudzenie się, że „w końcu będzie dobrze”. Tak samo jak ze szkoleniem: albo dany zawodnik i trener dają z siebie MAXA albo udają, że pracują, a słabe wyniki to kwestia „pecha”.
8. Odmienne zdanie nie oznacza (chociaż może), że ktoś gada pusto (próżno) Krzysztofie. Tu chodzi o to, aby wspólnie się porozumiewać czy też poszukiwać rozwiązań, a nie wzajemnie po sobie „jeździć”. Tak samo z krytyką: wiele osób ją używa, ale już tylko nieliczni potrafią KONSTRUKTYWNIE krytykować. Dlaczego? Otóż tego rodzaju krytyka wymaga wysiłku, a nie wyładowania na innych. I nie piszę akurat Krzysztogie w tym miejscu o tobie czy też do ciebie – ale o wszystkich, którzy „piszą pusto”.
9. Nie twierdzę, że pisanie bloga czy prowadzenie strony – i wymiana swoich poglądów (tak przez ciebie jak i innych ludzi) to strata czasu na puste gadanie. Oczywiście także zgadzam się z tym, że sprawy są ważne. Niemniej skłaniam się STALE do tego, aby kłócić się mądrze – czyli tak, aby coś wynikało (dobrego) z tego, że się przebijamy argumentami. Pustych dyskusji i bezproduktywnej krytyki tyle się już osłuchałem (jak i byłem jej obiektem), że uwierz mi, że mnie już to nie podnieca.
10. Taka osoba jak Ty jest bardzo potrzebna – tak jak napisałeś: „…dana osoba (bloger, autor wpisów, czy komentator) dostrzega problemy polskich szachów i nie boi się o tym pisać publicznie po to, aby uczulić czytelników na zauważone niekorzystne zjawiska. To że poświęca swój czas i siły na pisanie polemicznych artykułów. To że nie boi się wystawić na publiczne potępienie, bo robi to po to aby zatrząść szachowo-sportowym sumieniem wszystkich miłośników szachów.” – właśnie za to masz u mnie DUŻY szacunek (tak jak i Krzysztof Jopek za prowadzenie swojego bloga).
11. Na koniec tego krótkiego wpisu – zadałbym dwa pytania:
Pierwsze pytanie: „co Ty zrobiłeś dla szachów (niekoniecznie polskich, bo szachy są dostępne na całym świecie)”.
Drugie pytanie: „jakie pomysły, działania i rozwiązania lub realizujesz (lub podajesz do rozważenia innym), aby polepszyć obecny stan szachów?
Mam nadzieję, że odrobinę temat wyczerpałem. Jeśli możesz Krzysztofie to nie zdradzaj tego co ja zrobiłem dla szachów. Nie chcę być obiektem kpin i ataków za to, że zrobiłem coś fajnego. Z góry dziękuję za zrozumienie oraz dochowanie tajemnicy.
Tomasz
Na tym blogu i mojej stronie omawiałem wielokrotnie problemy polskich szachów i moich doświadczeń z trenerami Młodzieżowej Akademii Szachowej. Nie były to personalne ataki, lecz podawałem konkretnie fakty opisujące podejście niektórych szkoleniowców do kwestii szkolenia polskiej młodzieży. Opisałem też „dyskusję” na forum Polskiego Związku Szachowego na temat „Unowocześnić MASZ czy nie”. Już dawno proponowałem pewne rozwiązania, m.in. opracowanie jednolitego programu szkolenia, wprowadzenia wirtualnego szkolenia w ramach Młodzieżowej Akademii Szachowej itd.
Proponuję Tomaszowi lekturę tematów
http://www.konikowski.net/akademia.php
http://www.konikowski.net/artyszkol.php
http://www.konikowski.net/komputer.php
i podobnych kwestii poruszanych na tym blogu.
Przypominam, że każdy związek sportowy na całym świecie ma jasne cele: wychowanie silnych juniorów, aby ci w przyszłości reprezentowali dany kraj w kategorii seniorów. Jeśli takiego ogólnego celu nie ma, to nie ma sensu prowadzenie działalności sportowej.
Można oczywiście przekształcić Polski Związek Szachowy w jakieś towarzystwo popularyzacji gry w szachy i wspierać tylko szachy szkolne.
Tomasz chwali blog Krzysztofa Jopka. Od razu widać, z jaką opcją jest on związany. To przecież na blogu KJ obrzucano mnie i Krzysztofa Kledzika błotem. To właśnie tam znany trener MASZ pisał o nas komentarze, które były daleko od kulturalnych form przyjętych w kręgach ludzi reprezentujących pewien poziom intelektualny. To właśnie tam ten trener oskarżył mnie o namawianie do rzucania szkół na rzecz szachów. Dla przypomnienia:
http://www.blog.konikowski.net/2013/11/11/paradoksy-szachowe-8/
http://www.blog.konikowski.net/2013/12/27/paradoksy-szachowe-19/
http://www.blog.konikowski.net/2013/12/28/paradoksy-szachowe-20/
Panie Tomaszu. Jeśli zamierza Pan kogoś krytykować to proszę najpierw zaznajomić się z problemami polskich szachów, które zostały omówione na mojej stronie i blogu. Tutaj jest podana obiektywna prawda o naszych szachach. Tutaj nie ma zakłamania i propogandy, które są charakterystyczną formą działalności pewnych blogów.
Pyta się Pan, co Krzysztof Kledzik zrobił dla polskich szachów? Zrobił dużo, ponieważ opublikował na tym blogu wiele cennych i pożytecznych artykułów. One mogą się Panu nie podobać, bo wiele z nich jest daleko od oficjalnej propogandy Polskiego Związku Szachowego. A co zrobił dla polskich szachów Krzystof Jopek? Może Pan odpowie na to pytanie?
Pan Krzysztof Kledzik nie tylko, że pisze ciekawie o różnych problemach, to i jeszcze z kulturą, której brakuje innym na pewnych blogach.
Komentarz Tomasza jest ciekawy. Natomiast pan Jerzy w swoich uwagach (będących odpowiedzią dla T.) zawarł to, co i mi teraz „chodziło po głowie”. Proszę zwrócić na wytłuszczony fragment komentarza pana Jerzego, i na zdanie zawarte bezpośrednio pod wskazanym fragmentem. PZSZach nie ma wizji rozwoju szachów wykraczających poza juniorstwo. Dopóki szachista jest „małolatem”, odbywają się szkolenia, zajęcia w Akademii, są z powodzeniem realizowane wizje turniejów, wygranych, itd. To wszystko trwa do wieku 19 lat, gdzie w 99,99% przypadków następuje krach koncepcji rozwoju szachów. Potem jest długo, długo nic, a dalej są nasi seniorzy, czyli rodzina Soćków i Gajewskich, oraz kilku innych zawodników. Ale praktycznie bez młodego zaplecza, bo wszystko wskazuje na to że po kilkuletnim okresie prosperity D.Świercz zrezygnował z kariery szachowej, a rozłam pokoleniowy na razie próbuje załatać jedynie JK.Duda. Właściwie można by z naszych seniorów utworzyć Stowarzyszenie Zawodowych Szachistów, a PZSZach przemianować na coś bardziej adekwatnego, czyli na Towarzystwo Popularyzacji Szachów Wśród Dzieci i Młodzieży.
W związku z zadanymi mi przez Tomasza pytaniami, odpowiem nieskromnie 😉 iż myślę że moim wkładem w polskie szachy jest pewnego rodzaju działalność publicystyczna na którą składa się 110 artykułów (stan na dzisiaj) zamieszczonych na blogu i stronie domowej pana Jerzego. Na tym polega mój wkład w naszą grę. Niektórzy wolą wpłacać datki na rzecz PZSzach-u czy Fundacji Wspierania Szachów w warszawie, inni próbują organizować lokalne kluby szachowe, inni wydają książki czy czasopisma albo prowadzą internetowe strony szachowe, i w tym realizują swoje oddanie tej grze. Ja wolę pisać polemiczne artykuły szachowe aby uczulić czytelników na różne problemy i zjawiska występujące na naszym „podwórku”.