Archiwum kategorii ‘Polemiki’

cze
13

Kontynuacja odcinka 130

Gość napisał: Z dużą uwagą przeczytałem cykl artykułów 1-41 w temacie Nasze największe sukcesy! 

Zainteresowało mnie zdjęcie w odcinku 29.

z Pana komentarzem „W książce „Moja szachowa wspinaczka” jest prawie takie same zdjęcie. Duet autorski Brustman/Bernard jednak mnie tam nie „zauważył”!

Pan to bardzo „delikatnie” ujął. A to jest zwykłe fałszerstwo w stylu „Komuny”. Historia fotografii zna wiele wypadków manipulowania zdjęciami, by zmienić „rzeczywistość”, którą przedstawiają. Tak komuniści zmieniali historię na swoją korzyść i takich fotografii jest bardzo dużo do obejrzenia w sieci. Załączam przykład w motywem szachowym.

Ze zdjęcia wyretuszowano Pieszkowa (podpadł władzy) i kolano kobiety

Agnieszka Brustman (a może Ryszard Bernard) wprawdzie nie wyretuszowała Pana, ale wybrała technicznie słabe zdjęcie, na którym Pana prawie nie widać. A były przecież lepsze fotki. Dla Brustman ważniejszy był jakiś Campomanes od trenera selekcjonera i kapitana medalowej drużyny. Ciekawe w czym Pan podpadł, że tak haniebnie potraktowano Pana?

Uważam, że to wielki skandal w stylu systemów totalitarnych. W PRL retuszerzy nie potrzebowali Photoshopa, by tworzyć „rzeczywistość”. Ludzie znikali z prawdziwego życia, z oficjalnych przekazów i ze zdjęć…

////////////////////////////////////

To jest fragment emaila Internauty. Podobnych komentarzy otrzymałem więcej.

cdn.

cze
01

Kontynuacja odcinka 129

W swojej książce duet autorski Brustman/Bernard opublikował na stronie 40 to samo zdjęcie. Podano źródło, ale bez komentarza Pawła Dudzińskiego.

Kilka osób zadało mi już dawno pytanie, jak to się stało, że zawodniczki zostały same sfotografowane, choć mnie widać z tyłu?

Zaraz po wylądowaniu na Okęciu zorganizowano szybką konferencję prasową. Wiceprezes Polskiego Związku Szachowego Krzysztof Kulesza określił kolejność relacji: kierownik ekipy Kazimierz Wasilewski opowiedział w kilku słowach o organizacji olimpiady oraz wspaniałej atmosferze panującej w naszej ekipie, co odbiło się na świetnych wynikach obu zespołów. Następnie Andrzej Filipowicz przedstawił rezultat mężczyzn i ja miałem „pochwalić” zawodniczki za brązowy medal. Andrzej jednak „zapędził się” w swoim obszernym opowiadaniu i dla mnie nie było już czasu.

Po zakończeniu podszedł do mnie Zbigniew Czajka: „Jurek idź przed budynek, gdyż jest fotograf i powinieneś być na zdjęciu razem z zawodniczkami”. Nie zdążyłem …!

Ciekawa historia: Hanna Ereńska-Radzewska (obecnie Barlo) oraz Paweł Dudziński zauważyli mnie na tym zdjęciu. Natomiast Agnieszka Brustman i jej były trener Ryszard Bernard NIE!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

maj
08

Kontynuacja odcinka 128

Jest to drugi materiał dotyczący olimpiady na Malcie 1980 r. nadesłany przez Gościa po ukazaniu się wpisu EDITORA Nasze największe sukcesy! (40).

///////////////////////////////////

To jest tekst Pawła Dudzińskiego:

Ciekawe, że błędnie opisano znajdujące się na zdjęciu szachistki, myląc Grażynę Szmacińską z 18-letnią zaledwie wówczas Agnieszką Brustman. Agnieszka Brustman, późniejsza dwukrotna uczestniczka turnieju pretendentek do tytułu mistrzyni świata, decyzją kapitana drużyny, Jerzego Konikowskiego, zastąpiła wtedy w kadrze doświadczoną Annę Jurczyńską. Decyzja okazała się korzystna, gdyż wywalczyła ona również srebrny medal indywidualnie. Druga ciekawostka jest taka, że posiadam w swoich zbiorach także fotografie pochodzące ze zbiorów nieżyjącej już 5-krotnej indywidualnej mistrzyni Polski Anny Jurczyńskiej.

Od lewej – brązowe medalistki Olimpiady na Malcie: Agnieszka Brustman, Małgorzata Wiese, Hanna Ereńska-Radzewska (ob. Ereńska-Barlo) i Grażyna Szmacińska. Pomiędzy Agnieszką Brustman i Małgorzatą Wiese widoczny jest stojący z tyłu Jerzy Konikowski. Warszawa, lotnisko Okęcie, 8 grudnia 1980 r.

Źródło https://www.centrumszachowe.pl/index.php/12-artykuly-historia-szachow

///////////////////////////////////

Ta fotografia została opublikowana na stronie 40 w książce „Moja szachowa wspinaczka” autorstwa Brustman/Bernard z adnotacją: Archiwum Pawła Dudzińskiego. Tymczasem pod zdjęciem nie ma podanego mojego nazwiska.

A o tym pisała Hanna Ereńska-Barlo w emailu do mnie. Dla przypomnienia:

Nasze największe sukcesy! (1)

Jurku,

dzisiaj, tj. 6 grudnia przypada 40-ta rocznica zdobycia medali olimpijskich w La Valletta!

Po latach ponownie dziękuję Tobie, trenerowi naszej reprezentacji, za poprowadzenie nas do tego sukcesu!

Nasza drużyna, grająca w składzie: Hanna Ereńska-Radzewska, Grażyna Szmacińska, Małgorzata Wiese, Agnieszka Brustman, jak pamiętasz, zdobyła nie tylko drużynowy brązowy medal, lecz również medale za wyniki indywidualne.

Debiutantka Agnieszka Brustman, zdobyła srebrny medal na szachownicy rezerwowej (8 z 11), a ja brązowy medal na I-szj szachownicy(9 z 13).

Może byłoby interesujące przypomnieć Twoim czytelnikom, o naszym wspólnym sukcesie!

Serdecznie pozdrawiam

Hanna Ereńska- Barlo (dawniej H.Ereńska-Radzewska)

P.S. dołączam zdjęcie z powitania nas na lotnisku w Warszawie 9.12.1980 roku

///////////////////////////////////

Dla przypomnienia wypowiedź Agnieszki Brustman:  wywiad arcymistrzyni. 

kw.
24

Kontynuacja odcinka 127

Po ukazaniu się wpisu EDITORA Nasze największe sukcesy! (40).
otrzymałem od Gościa dwa ciekawe artykuły.

Publikuję najpierw felieton Tomasza Lissowskiego. Autor potwierdza, że pod moim kierownictwem Polki zdobyły brązowy medal na olimpiadzie na Malcie 1980. To jest miłe dla mnie, gdyż Agnieszka Brustman wraz z Ryszardem Bernardem w książce „Moja szachowa wspinaczka” całkowicie zataili ten fakt.

Ale nie mogę się zgodziać ze stwierdzeniem autora: ” W końcu lat 1970-tych działacz Związku Zbigniew Czajka opracowuje i wdraża system szkolenia młodzieży”. Do tej kwestii wrócę później, gdyż wymaga większego omówienia.

Obecnie kontynuuję temat „Malta 1980”, a zainteresowanie nim jest nadal duże, co świadczy ilość osób oglądających wywiad arcymistrzyni. 

///////////////////////////////////////////////////

Z KART HISTORII PZSZACH

W kwietniu br. przypada 80 rocznica założenia Polskiego Związku Szachowego. Rocznica „okrągła”, ale nieco „gorsza” do stulecia lub półwiecza. Ponieważ nic nam nie wiadomo, czy Związek (przeciążony bieżącymi obowiązkami związanymi z realizacją kalendarza i dopinaniem budżetu) zna historię Związku w dostatecznym stopniu, postanowiliśmy przypomnieć ważniejsze wydarzenia minionych lat.
„Vistula”

Statut Polskiego Związku Szachowego stwierdza, iż celem jego istnienia jest „popularyzacja sportu szachowego, organizacja współzawodnictwa sportowego, koordynacja działań wojewódzkich związków szachowych ze szczególnym uwzględnieniem wyczynu sportowego w grze bezpośredniej, korespondencyjnej i kompozycji szachowej”.

Od kiedy Związek istnieje? Jakie były koleje jego losu? Jakie osoby lub stowarzyszenia przyczyniły się do jego powstania oraz pracy na szachowej niwie? Wyczerpująca odpowiedź na powyższe pytania wymagałaby napisania dłuższego referatu, jeśli nie książki, dlatego ograniczymy się w tym miejscu do podania najważniejszych tylko dat, nazwisk i wydarzeń, z konieczności uciekając się do opuszczeń i uproszczeń.

Jakkolwiek pierwsze stowarzyszenia szachowe na terenach dawnej Rzeczypospolitej istniały jeszcze pod zaborami (klub w Poznaniu powstał w latach trzydziestych XIX wieku, Krakowski Klub Szachistów – w 1893 roku), to dopiero po odzyskaniu niepodległości w 1918 roku powstały warunki sprzyjające powołaniu organizacji, która ujęłaby ruch szachowy całej Polski w jednolite ramy. Powstania śląskie, plebiscyty, wojna z bolszewikami oraz bolesny proces formowania nowej polskiej waluty spowodowały, że nie nastąpiło to od razu. Dopiero 11 kwietnia 1926 roku, w przeddzień pierwszych szachowych Mistrzostw Polski, w Warszawie przy ul. Wierzbowej 8, w siedzibie Warszawskiego Towarzystwa Zwolenników Gry Szachowej zgromadzili sie delegaci klubów szachowych z Białegostoku, Gdańska, Katowic, Krakowa, Lwowa, Łodzi, Poznania, Warszawy i kilku mniejszych ośrodków, podejmując uchwałę o powołaniu Polskiego Związku Szachowego. Pierwszym prezesem został wybrany warszawski prawnik Józef Żabiński, jego zastępcą – mistrz Dawid Przepiórka, sekretarzem generalnym – Bogdan Domosławski. W 1927 roku PZSzach został przyjęty do światowej federacji szachowej FIDE. Począwszy od roku 1928 reprezentacja Polski brała udział w olimpiadach szachowych.

W owych czasach, gdy sport był jeszcze na dobra sprawę w powijakach, gdy rodziły się dopiero takie zjawiska jak sportowe zawodowstwo oraz mecenat, zakres działania PZSzach był naturalnie znacznie skromniejszy od tego, jaki obserwujemy dziś. Inne (mniejsze) były oczekiwania społeczne i potrzeby, mniejsze środki, jakimi organizacja dysponowała. Warto pamiętać, że szachy były wtedy zajęciem dorosłych mężczyzn, kobiety grających w szachy oraz juniorów w wieku przedmaturalnym dawało się policzyć na palcach jednej ręki. Tym niemniej PZSzach, aż do 1939 roku kierowany faktycznie przez wymienionego już Dawida Przepiórkę oraz wpływowego pułkownika Mariana Steifera, który w Związku pełnił przez szereg lat funkcję kapitana sportowego, miał szereg niebagatelnych osiągnięć. Zdołano zorganizować cztery turnieje o mistrzostwo Polski (Warszawa 1926, Łódź 1927, Warszawa 1935 oraz Jurata 1937 – w obsadzie międzynarodowej) oraz dwukrotnie – drużynowe mistrzostwa kraju. Reprezentacja Polski, począwszy od Olimpiady Szachowej w Hadze 1928, była stałym uczestnikiem Turnieju Narodów i tylko raz (Folkestone 1933) znalazła się poza podium dla medalistów. Podczas olimpiady w Hamburgu w 1930 r. polski zespół w składzie: Rubinstein, Tartakower, P. Frydman, Przepiórka, Makarczyk wywalczył złote medale. Tylko Stany Zjednoczone miały w tym czasie osiągnięcia olimpijskie bardziej znaczące od polskich. Nasz kraj był ponadto gospodarzem olimpiady w 1935 roku i zdaniem zagranicznych gości impreza warszawska była niezwykle udana. W odbywającym się równolegle indywidualnym turnieju kobiet Polka Regina Gerlecka wywalczyła tytuł wicemistrzyni świata, pozwalając się wyprzedzić tylko legendarnej Verze Menchik. Warto nadmienić, że szachy cieszyły się wsparciem dostojników państwowych, zaś działacze Związku mieli dostęp do gabinetów marszałka Józefa Piłsudskiego, generała Kazimierza Sosnkowskiego i prezydenta Ignacego Mościckiego.

Wybuch II wojny światowej zakończył „złotą erę”. Po zakończeniu okupacji okazało się, że cały gmach o nazwie Polskie Szachy jest w ruinie. 90% polskiej kadry mistrzowskiej zginęło bądź znalazło się na emigracji. W związku ze zmianami granic znikły silne ośrodki we Lwowie i Wilnie, nie odrodziło się nigdy Łódzkie Towarzystwo Zwolenników Gry Szachowej, najbardziej prężny i zasobny w finanse klub na ziemiach polskich. Brakowało prawie wszystkiego: kadr, literatury, sprzętu i pieniędzy. Na szczęście nie zabrakło entuzjazmu i chęci do pracy?
Do wąskiego grona osób, które w 1946 roku odrodziło Polski Związek Szachowy, należeli Tadeusz Czarnecki, Stanisław Gawlikowski oraz Zbigniew Miller. Ten ostatni, w późniejszych latach wysokiej rangi urzędnik w kilku ministerstwach, objął funkcję prezesa Związku. Udaje się zorganizować pierwsze powojenne mistrzostwa Polski w Sopocie, gdzie złoty medal zdobywa nieznany na szerszym forum krakowianin Bogdan Śliwa. W 1947 roku ster Związku trafia w ręce Stanisława Wojnarowicza, dyrektora warszawskich wodociągów. W Warszawie odbywa się turniej międzynarodowy z udziałem m. in. Gligorića, Smysłowa i Bolesławskiego, zaś przebieg imprezy relacjonuje powołany niewiele wcześniej do życia oficjalny organ PZSzach czyli miesięcznik „Szachy”. Ukazuje się „Kodeks szachowy” (Czarnecki, Gawlikowski, Wojnarowicz) oraz kilka podręczników. Szachiści łączą wielkie nadzieje z perspektywami mecenatu państwowego, który tak świetne rezultaty przyniósł w ZSRR.

Te oczekiwania nie spełniły się niestety, być może dlatego, że w najwyższych kręgach władzy Związek nie znalazł żadnego możnego protektora – towarzysz Bolesław Bierut miał do szachów stosunek całkowicie obojętny. Na domiar złego w 1951 roku Polski Związek Szachowy został rozwiązany, zaś jego funkcje przejął państwowy urząd czyli Sekcja Szachów w strukturze Głównego Komitetu Kultury Fizycznej – ówczesnego ministerstwa sportu, upolitycznionego i zbiurokratyzowanego jak wszystkie inne organy w państwie budującym socjalizm.

Okres do 1957 roku, kiedy to na fali przemian popaździernikowych Polski Związek Szachowy został odtworzony, nie był czasem zupełnie straconym. Powstała sieć klubów kolejarskich, fabrycznych, związkowych, wojskowych i milicyjnych. Regularnie rozgrywano turnieje o mistrzostwo Polski, poprzedzane półfinałami. Pojawiły się mistrzostwa Polski kobiet i rozgrywki dla juniorów. Drużynowe mistrzostwa Polski, organizowane początkowo na poziomie miast, rychło przekształciły się zawody międzyklubowe zwane potocznie ligą, która stopniowo stała się wielopiętrową strukturą, porządkującą całe krajowe szachy wyczynowe. Doskonałe wyniki notował Bogdan Śliwa, awansując w 1955 roku do turnieju międzystrefowego. Swoje osiągnięcia mieli szachiści korespondencyjni, kompozytorzy i szachiści – inwalidzi. Polska reprezentacja była obecna – z niewielkimi przerwami – na olimpiadach, choć o powrocie do strefy medalowej oczywiście nie mogło być mowy.

Po 1957 roku Polski Związek Szachowy był w teorii organizacją samorządną, ale w istocie najwyższe stanowiska związkowe należały do tzw. nomenklatury, toteż nie wszyscy prezesi, niekiedy przynoszeni w przysłowiowej „teczce” na zebrania wyborcze, należeli do znawców problematyki szachowej. Na szczęście kondycja polskich szachów zależała nie tylko od wysokości dotacji państwowej, ale też od pracy, najczęściej bezinteresownej, ogromnej rzeszy działaczy – terenowych, klubowych i szeregowych członków zarządu Związku. Warto w tym miejscu wymienić takie wydarzenia jak zapoczątkowanie turniejów pamięci A. Rubinsteina w Polanicy (1963 r.), Drużynowe Akademickie Mistrzostwa Świata (Kraków 1964) i Olimpiadę Kobiecą (Lublin 1969 r.).

W epoce Gierka czyli w okresie 1970-1980 szachy dostają impuls do rozwoju. Pojawia się wiele turniejów otwartych, również w małych ośrodkach. Najlepsi szachiści mają szanse poświęcić się wyłącznie uprawianiu swej dyscypliny – pojawia sie szachowe zawodowstwo. W 1976 roku Włodzimierz Schmidt uzyskuje pierwszy po wojnie tytuł arcymistrza. W końcu lat 1970-tych działacz Związku Zbigniew Czajka opracowuje i wdraża system szkolenia młodzieży. W 1980 roku polska drużyna kobieca (H. Ereńska – Radzewska, M. Wiese, G. Szmacińska, A. Brustman) pod wodza trenera Jerzego Konikowskiego przywozi brązowe medale z olimpiady na Malcie. Następuje eksplozja talentu Adama Kuligowskiego, który wkrótce zdobywa dla Polski drugi tytuł arcymistrzowski.

W latach 1980-tych polskie szachy męskie notują regres. Coraz częściej natomiast z mistrzostw świata z medalami wracają do kraju nasze juniorki i juniorzy (m. in. Monika Bobrowska, Marcin Kamiński, Jacek Gdański). Arcymistrzyni Agnieszka Brustman dwukrotnie (lata 1985 i 1988) awansuje do turnieju pretendentek, dwukrotnie zajmując znakomita szóstą lokatę.

Zmiana ustroju politycznego w 1989 roku zastaje Polski Związek Szachowy pod prezesurą Jacka Żemantowskiego, wybitnego dziennikarza, jedynego prezesa Związku na przestrzeni trzech kadencji. Jacek rzuca pomysł zorganizowania Akademii Szachowej, wciela go w życie i zostaje pierwszym dyrektorem tej pożytecznej placówki.
Przemiany ekonomiczne rychło poczynają wywierać wpływ na mapę sportową kraju. Znika wiele potężnych dotąd klubów szachowych (np. Legion Warszawa, Maraton Warszawa, Kolejarz Katowice), w barwach polskich klubów zaczynają występować obcokrajowcy.

W 1994 roku Włodzimierz Schmidt po raz siódmy zdobywa tytuł mistrza Polski, bijąc rekord B. Śliwy. Poznański arcymistrz 14 razy reprezentuje nasz kraj na szachowych olimpiadach. Kontynuowane są podyplomowe studia trenerskie w specjalności szachy. Młodzież nie przestaje „łowić” medali na mistrzostwach Europy i świata juniorów. Bartłomiej Macieja trzy razy pod rząd kwalifikuje się do mistrzostw świata FIDE, zaś w roku 2002 zostaje mistrzem Europy. W przeciągu czterech lat drużyna warszawskiej Polonii zajmuje drugie miejsce w Klubowym Pucharze Europy, budząc wielką irytację konkurentów z Rosji, Serbii i innych szachowych potęg. Na Olimpiadzie w Bled (2002 r.) polskie szachistki (I. Radziewicz, M. Bobrowska – Soćko, J. Dworakowska i B. Kądziołka, trener Marek Matlak) zajmują trzecie miejsce za Chinkami i Rosjankami. Działa Akademia Szachowa, a wśród jej wykładowców widzimy nazwiska arcymistrzów o światowej renomie. Patronem Mistrzostw Polski na rok 2003 jest prezydent Rzeczypospolitej Aleksander Kwaśniewski.

W roku 2005 odbywają się w Polsce (Warszawa/Zegrze) Indywidualne Mistrzostwa Europy. W tym samym roku Drużynowe Mistrzostwa Europy w Goeteborgu przynoszą polskim szachom dawno oczekiwane laury – kobieca reprezentacja Polski w składzie J. Dworakowska, I. Radziewicz, M. Soćko, J. Zawadzka i M. Zielińska, trenerzy M. Matlak i P. Murdzia, zajęła pierwsze miejsce, zaś nasza męska reprezentacja, mimo porażki w ostatniej rundzie, znalazła się na doskonałym szóstym miejscu. Szkoda tylko, że nie mający precedensu w powojennej historii polskich szachów sukces nie został należycie wykorzystany do propagandy „królewskiej gry”. Nie było wywiadów telewizyjnych, artykułów w gazetach i w „kolorowych” tygodnikach.

Polski Związek Szachowy kontynuuje swą misję rozpoczętą w kwietniu 1926 roku. Nie działa w próżni; choć wydostał się z uwarunkowań politycznych, to jest uzależniony i od kondycji gospodarki państwa i od ludzi, którzy zechcą działać w jego strukturach. Ale ponieważ prawdziwych pasjonatów „królewskiej gry” w Polsce nigdy nie brakowało, wypada mieć nadzieję, że nasze szachistki i szachiści jeszcze nie raz nawiążą do „złotych” tradycji Rubinsteina, Tartakowera, Makarczyka, Najdorfa i Regedzińskiego.

Tomasz Lissowski

Źródło http://szachowavistula.pl/vistula/pzszach_z_kart_historii.htm

///////////////////////////////////////////////////

Od lewej strony: Jerzy Moraś (wydawca Penelopy) i Tomasz Lissowski.

Zdjęcie z archiwum Jerzego Morasia.

 

 

 

kw.
04

Kontynuacja odcinka 126

Czytelnik naszego bloga z Warszawy tak zareagował na ostatni wpis: Bardzo dobrze, że poruszył Pan ten problem. Ponieważ widziałem artykuły, w których porównywano Agnieszkę Brustman z Beth Harmon. Nie ma żadnych logicznych przesłanek, aby powtarzać takie porównania. Dlatego zgadzam się, że pierwowzorem fikcyjnej bohaterki serialu była Vera Mencik.

Załączam fotkę

Vera Menchik facing Géza Maróczy, side by side with Alexander Alekhine and Sultan Khan, at the start of the London International Tournament on February 1, 1932.

///////////////////////////////////////////////////////

Agnieszka Brustman miała wielkie sukcesy w konkurencji kobiet i co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Ale też jest prawdą, że nie miała żadnych osiągnięć w walce z mężczyznami.

Wniosek jest jeden: Pierwszą kobietą, z którą musieli liczyć się szachiści przeszłości była Vera Menchik, dopiero potem Nona Gaprindaschwili i następnie Maja Cziburdzanidze.   

Obecnie kobiety mogą z sukcesami konkurować z mężczyznami i kilka takich partii zamieściliśmy już na blogu.

Kilka dni temu o umiejętnościach szachowych płci pięknej przekonał się czołowy szachista Polski GM Grzegorz Gajewski na turnieju w Reykjaviku. Jego pogromczynią okazała się Dina Belenkaya.

 

 

 

mar
26

Kontynuacja odcinka 125

Po emisji serialu Gambit królowej próbuje się w kraju porównać karierę Agnieszki Brustman do fikcyjnej bohaterki Beth Harmon.

Treść filmu doskonale ujęła Aleksandra Jaworska – autorka artykułu Świat zamknięty w 64 polach. M.in. napisała: Jej kariera zaczęła się prężnie rozwijać, stała się swego rodzaju sensacją dla światowych mediów, gdyż jako jedyna kobieta brała udział w szachowych potyczkach wraz z mężczyznami… 

Natomiast polska arcymistrzyni konkurowała przede wszystkim z szachistkami i tylko tutaj miała osiągnięcia. Zatem nie było żadnych sukcesów w walkach z polską kadrą zawodników i podobnie z czołówką światową!

Należy wspomnieć, że swoje oburzenie serialem wyraziła była mistrzynia świata Nona Gaprindaszwili. Według niej, twórcy The Queen’s Gambit „świadomie kłamali na temat jej dokonań, aby tanio i cynicznie stworzyć dramat oraz sprawić, by wyglądało na to, że fikcyjna bohaterka dokonała czegoś, czego nie dokonał nikt przed nią”. Sprawa trafiła do sądu. Podobno obie strony doszły już do porozumienia.

Polska Wikipedia podała obiektywną ocenę problemu:  Jako jedna z nielicznych kobiet, a pierwsza po Verze Menchik, z  powodzeniem brała udział w silnych turniejach szachowych, zdominowanych przez mężczyzn.

O tym pisałem już dawno na blogu oraz w książce Królowe 64 pól  (Rozdział III: Szachy nie tylko dla mężczyzn):

Szachy kobiece zawsze wzbudzają emocje. Panie – w odróżnieniu od swych kolegów – grają przeważnie bojowo i do końca. Umówionych remisów prawie nie ma. Sam oglądam bardzo chętnie partie szachistek, ponieważ tutaj zawsze dzieje się coś ciekawego.

W ostatnich czasach płeć piękna daje sobie doskonale radę w pojedynkach z panami. Na uznanie musiały czekać jednak wiele lat!

Kiedy w 1929 Vera Menchik, ówczesna mistrzyni świata otrzymała – jako jedyna kobieta – zaproszenie do wzięcia udziału w prestiżowym turnieju w Karlsbadzie (obecnie Karlovy Vary), to austriacki mistrz Albert Becker wystąpił z propozycją założenia klubu jej imienia, którego członkami mieliby stać się pokonani przez nią szachiści. Ku uciesze uczestników Becker został pierwszym członkiem klubu własnego pomysłu.

Inny Austriak, Hans Kmoch założył się, że wystąpi w stroju baletnicy, jeśli Menchik zdobędzie więcej niż trzy punkty. Kmoch do końca turnieju musiał drżeć z emocji. Mistrzyni świata zdobyła dokładnie 3 punkty. Wygrała dwie partie, dwie zremisowała. Przegrała siedemnaście. Turniej zakończyła na ostatnim, 22 miejscu.

mar
15

Kontynuacja odcinka 124

Otrzymałem ostatnio kilka zapytań Internautów, czy będę kontynuować temat o Agnieszce Brustman, który zacząłem w temacie „Nasze największe sukcesy”. Ostatni odcinek 37.

Oczywiście, że sprawa nie została jeszcze zakończona. Jej wywiad w „Salonie książki sportowej” cieszy się nadal dużym zainteresowaniem, nawet osób nie związanych ze sportem szachowym.

Otrzymałem dość sporo pytań, które przedstawię na blogu. Jedno z nich brzmiało: czy karierę polskiej arcymistrzyni można porównać z filmową Beth Harmon?

Aby mieć orientację w tym temacie, kilka dni temu obejrzałem nawet serial na Netflixie. Wypowiem się w następnym odcinku.

Na razie przedstawiam ciekawy artykuł, który nadesłał mi jeden z Internautów.

/////////////////////////////

Świat zamknięty w 64 polach – recenzja serialu „Gambit królowej”

Szachy nazywane są „królewskim sportem”. Umiejętne poruszanie się pionami po szachownicy wymaga niezwykle analitycznego umysłu, przemyślanej strategii i zdolności wyprzedzania faktów. Z pewnością w dużej mierze szachiści kojarzeni są przez społeczeństwo jako starsi oraz doświadczeni ludzie, którzy wyróżniają się spokojem i opanowaniem. „Gambit królowej” łamie ten stereotyp. Reżyser serialu – Scott Frank – ukazuje historie młodej sieroty, dla której szachy są odskocznią od szarej rzeczywistości rozgrywającej się w kamiennych murach sierocińca Methuen. Beth Harmon (Anya Taylor-Joy) trafiła do sierocińca w wieku dziewięciu lat, zaraz po tym jak jej matka zginęła w wypadku samochodowym. Przez trudne dzieciństwo dziewczyna była zamknięta w sobie i stroniła od kontaktów międzyludzkich. Podczas gdy inne dziewczęta uczyły się kościelnych pieśni i zasad etyki, ona przesiadywała w piwnicy wraz ze szkolnym woźnym – Panem Shaibelem, ucząc się technik gry w szachy. Mimo ogromnego talentu, nie miała ona jednak możliwości rozwoju w tym kierunku ani uczestnictwa w konkursach szachowych, gdyż władze sierocińca skrupulatnie strzegły, aby ich podopieczne nie miały kontaktu ze światem zewnętrznym.

Mając piętnaście lat Harmon została adoptowana przez małżeństwo w średnim wieku i jednocześnie opuściła miejsce, w którym zaczęła się jej szachowa przygoda. Młoda dziewczyna zetknęła się z realiami prawdziwego świata: zaczęła uczęszczać do publicznego liceum wraz z chłopcami, ubierać sukienki, które znacznie odstawały od jej uniformów z sierocińca i uświadomiła sobie, iż szczęśliwie wyglądające małżeństwo, może kryć za sobą poważne problemy i rozterki. Mimo prywatnych problemów jej rodziny, braku pieniędzy i jawnego wyśmiewania w szkole, Beth była niezwykle zdeterminowana w rozwijaniu swojej pasji. Jako pozorna nowicjuszka zaczęła uczestniczyć w lokalnych konkursach szachowych i wygrywać je z miażdżącymi dla przeciwników skutkami. Jej kariera zaczęła się prężnie rozwijać, stała się swego rodzaju sensacją dla światowych mediów, gdyż jako jedyna kobieta brała udział w szachowych potyczkach wraz z mężczyznami. Z wielką sławą z reguły wiążą się liczne problemy. Beth w młodym wieku uzależniła się od alkoholu i zielonych tabletek (odpowiednika popularnego w latach 60. ubiegłego wieku Librium wspomagającego samopoczucie jednostki). Jej skłonność ku wysokoprocentowym trunkom spowodowana była wewnętrzną presją, chęcią odnalezienia się w dyscyplinie zdominowanej wśród mężczyzn oraz przykładu, jaki dawała jej matka zastępcza. „Gambit królowej” to serial który z pewnością opowiada o losach charyzmatycznej postaci, ale również w niejednym człowieku może rozpalić pasję do gry w szachy. Twórcy serialu niezwykle wiernie odwzorowali szachowe rozgrywki wykorzystując do tego jedne z najbardziej skomplikowanych szachowych manewrów począwszy od „obrony sycylijskiej” do „gambitu hetmańskiego”. Gra ta podkreśla potęgę ludzkiego umysłu i jego możliwości. Mówiąc o tej produkcji nie można nie wspomnieć o jej Polskim akcencie. Największego rywala młodej Harmon – sowieckiego mistrza świata, Wasilija Borgowa – gra Marcin Dorociński. Jego postać charakteryzuje się małomównością, ale mimika i gesty jakie wykorzystał polski aktor do odtworzenia tej roli, rozsiewają aurę respektu, grozy i dominacji, przez co amerykańscy krytycy zapowiadają mu wiele nominacji, nawet do prestiżowej nagrody Emmy. Wszyscy aktorzy występujący w tym serialu stworzyli wybitne kreacje aktorskie, które idealnie wpasowały się w realia oraz klimat lat 60. XX wieku. Warto również podkreślić stylistykę samego serialu. Przez wyblakłe kolory i kadry zachowane w porządku i czystości jest to prawdziwa uczta dla oka. Liczne przybliżenia na twarze szachistów pozwalają na dostrzeżenie ich najbardziej zatajanych emocji i mimiki, która potrafi zdradzić ich najszczersze obawy. Całość dopełnia świetna muzyka Carlosa Rafaela Rivery która płynnie miesza się z tykaniem szachowych zegarów podczas rozgrywek. Produkcja ta obfituje w liczne motywy mniej lub bardziej ważne dla każdego człowieka. Głównym z nich jest chęć odnalezienia się kobiety w świecie zarezerwowanym dla mężczyzn. Jej usilne próby zaistnienia, utrzymania pozycji oraz samotność w tej zdominowanej rzeczywistości. Postawa głównej bohaterki ukazuje również jedno z najbardziej kontrowersyjnych oraz akuratnych stwierdzeń, iż „nie było wielkiego geniuszu bez domieszki szaleństwa”. Serial został stworzony na podstawie książki „Gambit królowej” Waltera Tevisa, a samą produkcję można obejrzeć na platformie Netflix.

Aleksandra Jaworska 

mar
08

Jeszcze kilka miesięcy temu potrzebna byłaby naprawdę bardzo bujna fantazja, żeby stworzyć zdanie zawierające zarówno królewską grę, jak i seksualny gadżet. Ale wówczas świat szachów przeżył szok.

  • Czy wielka popularność szachów jest też zagrożeniem dla tej dyscypliny sportu?
  • Dlaczego ekspertom nie podoba się, że coraz więcej osób bierze udział w turniejach?
  • Jakie sposoby znajdują nieuczciwi gracze, żeby oszukać przeciwnika przy szachowej planszy?

Źródło

 

mar
05

Kontynuacja odcinka 123

Źródło

Nieznośne bzyczenie

Akiba Rubinstein – urodzony w latach 80. XIX wieku w miejscowości Stawiski, położonej w dzisiejszym województwie podlaskim – bez wątpienia zasługuje na miano jednego z najwybitniejszych polskich szachistów w dziejach. Prędko porzucił naukę w szkole talmudycznej i już jako nastolatek został niejako szachistą na pełen etat. Miał zresztą sporo szczęścia, że udało mu się w ogóle przeżyć tak długo. Jego rodzinę zdziesiątkowała bowiem gruźlica – straszliwa choroba, do dziś należąca do najniebezpieczniejszych na świecie, odebrała życie ojcu Akiby, a także aż dziesięciorgu jego rodzeństwa. Najmłodszy z Rubinsteinów uniknął jednak śmierci i w ekspresowym tempie zapracował na status regionalnej, a następnie kontynentalnej i światowej gwiazdy szachów. Już w 1903 roku błysnął talentem podczas wszechrosyjskiego turnieju szachowego w Kijowie, ucierając nosa wielu znakomitym zawodnikom z Cesarstwa Rosyjskiego. A potem było jeszcze lepiej.

W roku 1912 Rubinstein znalazł się u szczytu swych szachowych mocy – wygrał pięć międzynarodowych turniejów z rzędu i w zasadzie wszyscy publicyści zajmujący się grą królewską widzieli w nim potencjał na kolejnego mistrza globu. Problem w tym, że namówienie posiadacza tytułu mistrzowskiego, by przystąpił do starcia z potencjalnym pretendentem, wymagało pokaźnych nakładów finansowych. Rubinstein takowych nie posiadał, brakowało mu również możnych mecenasów bądź przyjaciół. Dlatego Emanuel Lasker, zasiadający wtedy na szachowym tronie, z zadowoleniem unikał konfrontacji z tak groźnym oponentem.

Wybuch I wojny światowej jeszcze bardziej oddalił Polaka od szansy na zdetronizowanie Laskera. Utracił wówczas wszystkie oszczędności.

////////////////////////

Partie Akiby Rubinsteina pozostawiają wrażenie monumentalnych budowli, w których najdrobniejszy kamyk nie powinien być przesunięty

Richard Reti

////////////////////////

Po wojnie Rubinstein jak gdyby zagubił dawny impet. Wprawdzie wciąż potrafił zaprezentować się z fenomenalnej strony – na przykład w 1930 roku w Hamburgu, gdy powiódł reprezentację Polski do triumfu podczas 3. olimpiady szachowej – ale udane występy przeplatał z okresami kompletnej posuchy. Zadziwiał też swym zachowaniem podczas turniejów. Niegdyś jego drobne wybryki traktowano jako niegroźne dziwactwa genialnego ekscentryka, lecz w latach 30. XX stulecia Rubinstein ewidentnie przestał nad sobą panować. Pogrążał się w nerwicach. Przede wszystkim, dręczyła go antropofobia – lęk przed ludźmi. Bał się kontaktu z publicznością, z organizatorami zawodów, a nawet z przeciwnikami. Doszło do tego, że po wykonaniu swojego ruchu w popłochu odbiegał od szachownicy, chował się gdzieś w kącie sali i – odwrócony twarzą do ściany – cierpliwie czekał na posunięcie rywala. Ustawienie figur analizował rzecz jasna w pamięci.

– Akiba nie lubił patrzeć na swoich oponentów – opowiadał arcymistrz Giennadij Sosonko, znawca historii gry królewskiej. – Ale jeszcze bardziej irytowało go, gdy naprzeciw niego stało puste krzesło. Często na jego życzenie organizatorzy umieszczali więc na stole lusterko, by Rubinstein mógł spoglądać na odbicie swojego przeciwnika. I być może również zerkać na samego siebie. Nawet w czasie swoich największych triumfów, wielki Akiba najchętniej usadawiał się w pozycji częściowo odwróconej od szachownicy. Jak gdyby izolował się od rywala i próbował traktować partię szachów niczym rozgrywkę z samym sobą.

Rubinstein regularnie narzekał również na to, iż wokół szachownicy krąży natrętnie bzycząca mucha, która utrudnia mu koncentrację. Dźwięki wydawane przez owada słyszał jednak wyłącznie on, nikt więcej. W 1932 roku Polak został ostatecznie zmuszony do przerwania kariery i stopniowo odciął się od świata zewnętrznego. – Mogą państwo wstąpić, ale tylko na chwileczkę. Inaczej mąż ucieknie  przez okno – takim ostrzeżeniem żona Akiby zwykła witać gości.

Właściwie nie jest do końca jasne, w jaki sposób Rubinsteinowi udało się przeżyć Holokaust. Wybuch II wojny światowej zastał go na terenie Belgii. Ponoć niemieccy żołnierze odnaleźli dawnego szachowego wirtuoza w szpitalu psychiatrycznym Jean Titeca w Schaerbeek i zapytali, czy czuje się tam szczęśliwy. Gdy Rubinstein przecząco pokręcił głową, naziści zaproponowali mu pracę ku chwale III Rzeszy. Rozpromieniony Akiba zgodził się natychmiast, co prawdopodobnie przekonało okupantów, że mają do czynienia z kompletnym wariatem. Dali więc sobie z Rubinsteinem spokój. Polak zmarł w 1961 roku.

– Po wojnie marniał w belgijskich przytułkach, żyjąc tam w opłakanych warunkach. Odszedł w 1961 roku, ale tak naprawdę dusza uleciała z niego znacznie wcześniej – ze smutkiem pisał arcymistrz Max Euwe. Z drugiej strony, polski dziennikarz Władysław Litmanowicz zapewniał w swych wspomnieniach, że odwiedził Rubinsteina na kilka lat przed jego śmiercią i zapamiętał go jako zadbanego, wciąż rzutkiego, choć być może odrobinę zdziwaczałego jegomościa.

– Szachy były dla niego wszystkim. A to trochę za mało, by wypełnić życie – przyznał Salomon, syn Akiby.

/////////////////////////////////

Więcej o życiu i twórczości sportowej Akiby Rubinsteina 

 

lut
20

Kontynuacja odcinka 170

Mistrz świata Magnus Carlsen jest wszechstronnym graczem i jego repertuar debiutowy jest niezwykle szeroki.

Przeciwko obronie francuskiej stosuje nawet wariant poboczny z 2.b3, w którym na turnieju online (platforma chess24) odniósł efektowne zwycięstwo przeciwko znanemu hiszpańskiemu arcymistrzowi.

Wariant ten sam proponuję zawodnikom mającym mniej czasu na gruntowne studiowanie teorii otwarć.

Z Anglikiem polskiego pochodzenia Markiem Soszynskim napisaliśmy wspólnie tematyczną książkę.

Sabotaging the Sicilian, French& Caro-Kann with 2.b3
Jerzy Konikowski i Marek Soszynski
144 stron
Format 230×155
Russell Enterprises, Inc
Milford, CT USA

////////////////////////////////

 

 

 

 

 

 

  • Szukaj:
  • Nadchodzące wydarzenia

    maj
    21
    wt.
    2024
    całodniowy Mistrzostwa Polski
    Mistrzostwa Polski
    maj 21 – maj 31 całodniowy
    W dniach 21-31.05.2024 roku w Rzeszowie odbywają się mistrzostwa Polski kobiet i mężczyzn. Więcej informacji na stronie Polskiego Zwiazku Szachowego: link.
    maj
    27
    pon.
    2024
    całodniowy Norway Chess
    Norway Chess
    maj 27 – cze 7 całodniowy
    Uczestnicy: Carlsen, Caruana, Nakamura, Ding Liren, Firouzja, Praggnanandhaa Strona turnieju
    lis
    20
    śr.
    2024
    całodniowy FIDE World Championship 2024
    FIDE World Championship 2024
    lis 20 – gru 15 całodniowy
    Mecz o  mistrzostwo świata: Ding Liren – Gukesh D
  • Odnośniki

  • Skąd przychodzą

    Free counters! Licznik działa od 29.02.2012
  • Ranking FIDE na żywo

  • Codzienne zadania

    Play Computer
  • Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

    Wprowadź swój adres email aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez email.