Archiwum kategorii ‘Szachy w Polsce’
Zgodnie z moim zrozumieniem szachów (otwarcie, gra środkowa i końcówka), pracowałem dalej nad ulepszeniem swojego repertuaru debiutowego. Stwierdziłem postęp w grze normalnej i błyskawicznej. W eliminacjach do I ligi w Białymstoku, grając z silniejszymi od siebie przeciwnikami, wygrałem dwie partie, dwie zremisowałem i przegrałem tylko z aktualnym wicemistrzem Polski Kazimierzem Marcinkowskim. Za ten wynik przyznano mi III kategorię. Rezerwowy Jerzy Lewi nie zagrał w żadnym meczu.
Niestety popełniłem duży błąd: zamiast dalej intensywnie trenować praktyczne szachy, wiele czasu poświęciłem kompozycji szachowej.
Zadebiutowałem dwuchodówką w miesięczniku Szachy (kwiecień 1962).
Mat w 2 posunięciach
Rozwiązanie: 1.Hh6! grozi 2.He6#
1…W8xd5 2.Hd6#
1…W3xd5 2.Gb2#
1…Sxd5 2.Gf4#
1…Gxd5 2.Sc6#
1…Hxd5 2.We4#
Tematem zadania jest pięć związań na polu d5.
W tym samym roku 7 moich utworów otrzymało odznaczenia na konkursach międzynarodowych, w tym dwie nagrody. To było dodatkowym bodźcem, aby się intensywniej zająć tą dziedziną szachów. W następnych latach opublikowałem wiele zadań, z których spora część otrzymała wyróżnienia i nagrody. Wtedy kompozycja tak mnie fascynowała, że poświęcałem jej więcej czasu, niż przygotowaniem się do turniejów. Długo nie mogłem podjąć decyzji, czym będę się więcej zajmować? Ostatecznie zostałem jednak przy grze.
Zajmowanie się problemistyką miało jednak pewne plusy szkoleniowe. Rozwijałem bowiem zmysł kombinacyjny, trenowałem technikę analizy końcówek oraz technikę liczenia wariantów. Swoje doświadczenia na tym polu opisałem w książce „Kompozycja w treningu szachisty” (Biblioteka Penelopy, Warszawa 2004).
Jako problemista opublikowałem około 400 zadań, z czego przeszło 100 zostało wyróżnionych na konkursach międzynarodowych.
W specjalistycznych Albumach FIDE (zbiorach najlepszych zadań świata) znalazło się moich 8 utworów. W Mistrzostwach Polski w Kompozycji wywalczyłem 5 medali: w dziale dwuchodówek raz zdobyłem srebrny medal (1967-1970), dwukrotnie brąz (1965-1966 i 1971-1973) i w dziale samomatów (1967-1970) uzyskałem srebro, a w dziale matów pomocniczych (1965-1970) otrzymałem brązowy krążek: link.
W 1974 roku nadano mi tytuł mistrza krajowego w kompozycji szachowej.
W 1993 roku ukazała się w Krakowie broszurka „25 kompozycji szachowych autorów krakowskich”. Znalazło się w niej 7 moich zadań.
Niestety układaniem zadań zaniedbałem samoszkolenie w grze praktycznej. Dlatego już jako trener zwracałem później uwagę moim podopiecznym na tę kwestię.
Szachista z ambicjami sportowymi powinien pracować przede wszystkim nad udoskonaleniem własnej gry, a nie zajmować się jakimiś innymi sprawami.
Zatem przestrzegałem młodych i zdolnych zawodników, aby nie tracili drogocennego czasu na „pisarstwo” w Internecie, prowadzenie blogów, redagowanie pism szachowych, zajmowanie się szkoleniem innych itd.
W swoich radach kładłem akcent na to, że zawodnik z planami odnoszenia znaczących sukcesów na arenie międzynarodowej powinien poświęcać samoszkoleniu jak najwięcej czasu.
Podkreślałem też znaczenie fazy debiutowej we współczesnych szachach. Aby być wiarygodnym, publikowałem nieraz w fachowej prasie krajowej przegrane partie naszej czołówki, aby praktycznie ilustrować braki szkoleniowe.
Jerzy Lewi i ja chodziliśmy do tej samej szkoły przy ulicy Staszica 4.
Jak już pisałem, Jerzego Lewiego poznałem 15 maja 1961 roku w trakcie półfinałów do mistrzostw Wojska Polskiego. Był niedużego wzrostu, szczupły z kruczoczarną czupryną. Okazało się, że znałem go już wcześniej z widzenia z boiska sportowego szkoły podstawowej nr 6 przy ulicy Staszica 4, której Lewi był uczniem. Sam do tej szkoły uczęszczałem w latach 1955-1957. Potem przeniesiono mnie, w wyniku reorganizacji wraz z pewną grupą uczniów, do szkoły przy ulicy Świętojańskiej 2 i po roku czasu do nowegu budynku przy ulicy Libelta (szkoła podstawowa nr 37).
Szkoła nr 6 (podstawowa i liceum ogólnokształcące) miała duże pole do gry i tam często widziałem Jurka uganiającego się za piłką. Byłem w tym miejscu bardzo często, gdyż to było bardzo blisko mojego domu. Mieszkałem niedaleko przy ulicy Sielanka 3.
Już w czasie drugiego pobytu w klubie podszedł do mnie Lewi z propozycją: „Zagramy meczyk?”. „Oczywiście” – odpowiedziałem. Byłem przekonany, że pokonam tę „chudzinkę”. Tymczasem Lewi znokautował mnie w granicach 20:0. Gdy jeszcze przez jakiś czas siedziałem w szoku przy stoliku i „przeżywałem” porażkę, pocieszył mnie starszy kolega klubowy: „Nie przejmuj się. To jest nasz najsilniejszy junior”.
Wtedy postanowiłem, że to ja będę najlepszy i to szybko, jak to jest tylko możliwe. Zacząłem obserwować grę Lewiego. W klubie mieliśmy roczniki miesięcznika „Szachy” i Jurek lubił przeglądać z nich partie i różne pozycje z praktyki turniejowej silnych zawodników. Zajmował się przede wszystkim analizą gry środkowej i końcowej. Dlatego miał już pewną technikę gry.
Obserwowałem jego fazę debiutową. Białym kolorem grał schematy z fianchettem gońca na g3 po 1.Sf3. Nieraz widziałem 1.e4. Czarnymi po 1.e4 odpowiadał 1…e5 i po 2.Sf3 Sc6 3.Gb5 Gc5. Jego repertuar był bardzo skromny. Zatem swoje szanse pokonania Lewiego widziałem tylko w stadium początkowym partii, gdyż to była jego słabość.
Przez kolejne miesiące zajmowałem się wyłącznie otwarciami, które postanowiłem grać. Stwierdziłem duży postęp w grze i zrozumieniu szachów. Nie przegrywałem już z członkami klubu towarzyskich partii do zera, lecz potrafiłem wreszcie odnosić pierwsze zwycięstwa.
Moim głównym warsztatem pracy były dwa tomy otwarć szachowych Keresa oraz kurs debiutów Panowa. W taki sposób przygotowałem się do mistrzostw okręgu juniorów, w których byłem lepszy od Lewiego. Oto nasza pierwsza partia turniejowa.
Na przełomie września i października 1961 r. odbyły się w lokalu klubu OKO Caissa przy ulicy Dwernickiego mistrzostwa okręgu juniorów. Nie miałem żadnej kategorii, ale miejsce w turnieju dostałem z puli organizatora. To były moje pierwsze zawody w życiu. Mimo braku doświadczenia 4 partie wygrałem, 4 przegrałem i jedną zremisowałem. Grałem bardzo bojowo. Nie miałem większego pojęcia o grze pozycyjnej. W każdej partii grałem na mata, co nie zawsze mi się jednak udawało. Np. zwycięzcy mistrzostw Fabianowskiemu nie dałem go w trzech ruchach! Natomiast z Kwiecińskim mając dwa pionki więcej sam przeoczyłem mata w jednym ruchu. Ostatecznie zająłem piąte miejsce, za co otrzymałem IV kategorię. Zostałem nieoficjalnie mistrzem Bydgoszczy i najsilniejszym juniorem klubu.
Był to mój duży sukces biorąc pod uwagę to, że zasady gry poznałem dopiero pod koniec lutego 1961 roku, a w maju zapisałem się do klubu. Pozytywny rezultat zawdzięczałem odpowiedniemu samoszkoleniu. Jak już pisałem wcześniej, trenowałem wbrew „Teorii Capablanki” oraz rad starszych kolegów klubowych. Już wtedy – jako początkujący szachista – doszedłem do wniosku, że podstawą szachów musi być silny debiut.
Wyprzedziłem wszystkich doświadczonych juniorów klubu tylko dlatego, że ja trenowałem otwarcia, tymczasem oni końcówki!
Moim wynikiem zrobiłem wielką niespodziankę kierownictwu klubu, które stawiało na Jerzego Lewiego. Ale o tym napiszę w następnym odcinku.
Ulrich Jahr napisał: kilka dni temu sędziowałem dwa turnieje w Mroczy. Bardzo dobrze zorganizowane na dużej hali.
Załączam kilka zdjęć z tych zawodów, startowało łącznie 51 zawodników.
Turniej główny wygrał Andrzej Maciejewski.
Turnieje zgłoszone do klasyfikacji FIDE. Zdjęcia wykonał Jakub Szałek grający w turnieju B.
Witam
zapraszamy na turnieje szachowe, które odbędą się w Kaliszu oraz w Ostrowie Wielkopolskim
8 września Mistrzostwa Kalisza Juniorów i Młodzików w szachach szybkich
- Komunikat organizacyjny http://www.szachmistrz.pl/komunikaty/2018mkaliszajun.pdf
28 września (Ostrów Wielkopolski) DGCS Open – X Mistrzostwa Polski Przedsiębiorców w szachach
- Strona mistrzostwa http://szachy.dgcs.pl/
- Formularz rejestracyjny: http://szachy.dgcs.pl/formularz-rejestracyjny/
- Komunikat organizacyjny – http://szachy.dgcs.pl/wp-content/uploads/2018/07/2018dgcs11.pdf
- Grupa diamentowa – http://www.chessarbiter.com/turnieje/2018/ti_3626/
- Grupa bursztynowa – http://www.chessarbiter.com/turnieje/2018/ti_3627/
18 listopada (Kalisz) MTM Cup – VIII Ogólnopolski Turniej Szachów Rodzinnych
- Komunikat organizacyjny – http://szachmistrz.pl/komunikaty/2018mtmcup1.pdf
- Serwis turniejowy – http://www.chessarbiter.com/turnieje/2018/tdr_4873/
Pozdrawiam
Maciej Sroczyński
Klub szachowy KTS Kalisz
Szkoła szachowa SzachMistrz
www.facebook.com/szachmistrz/
www.szachmistrz.pl
tel. 793-733-396
15 najważniejszych motywów taktycznych w szachach
https://www.youtube.com/watch?v=uTT5UHvG7fc
Więcej bezpłatnych materiałów szkoleniowych w dziale „Zapytaj SzachMistrza” …
http://szachmistrz.pl/zapytaj_szachmistrza.html
Zdjęcie zostało wykonane w maju 1961 roku w trakcie Drużynowych Mistrzostw Pomorza w grze błyskawicznej. Na stole nie widać zegarów. To był wtedy deficytowy towar i nasz klub miał ich tylko kilkanaście. Niewystarczająco, aby przeprowadzić większą imprezę. Zegary zastąpił zatem magnetofon z nagraniem: „białe ruch” i po kilku sekundach „czarne ruch” itd. Kłótni było co niemiara. Co chwilę było słychać okrzyki w rodzaju: „zrób pan wreszcie ruch” itd. Mało już kto pamięta te czasy, ale tak było.
Mój klub wystawił dwie drużyny: seniorów oraz juniorów. Byłem jeszcze za słaby i mogłem tylko kibicować. Ten stojący z lewej strony młodzieniec to właśnie ja. Grający od lewej strony to czołowi juniorzy klubu: Kania, Kwieciński, Baranowski i Janicki. Lewi grał w drużynie seniorów na 4 szachownicy.
Dla mnie słusznie nie było miejsca w drużynie, gdyż byłem najsłabszy. Byłem jednak bardzo ambitny i postawiłem sobie zadanie: możliwie szybko przegonić kolegów klubowych. Obserwowałem ich grę i starałem się odkryć ich słabości. Opracowałem sobie charakterystyki gry moich potencjalnych przeciwników. Wszyscy mieli już pewną wiedzę szachową oraz doświadczenie. Ostatecznie doszedłem do wniosku, że mogę ich jedynie pokonać po dobrze rozegranej fazie debiutowej. W tym kierunku pracowałem intensywnie i na każdego zawodnika opracowałem sobie osobno jakieś warianty.
Kierownictwo klubu zauważyło moje postępy w grze. Pewnego razu czołowy zawodnik klubu Jan Kośmicki zaproponował mi rozegranie dwóch towarzyskich partii. Pierwszą wygrałem, natomiast drugą przegrałem. Potem okazało się, że postanowiono w ten sposób sprawdzić moje umiejętności szachowe. Kośmicki wydał o mnie pozytywną opinię. Zaproponowano mi grę w najbliższych mistrzostwach okręgu juniorów!
Na przygotowanie się do tego turnieju nie miałem zbyt dużo czasu, około dwa miesiące. Musiałem też wziąć pod uwagę fakt, że we wrześniu rozpoczynałem naukę w szkole średniej. Mimo tego postanowiłem rozszerzyć repertuar debiutowy białymi o partię hiszpańską. Przeczytałem bowiem w jakiś materiałach w języku rosyjskim, że jest ona kamieniem węgielnym zrozumienia pozycyjnej gry i manewrowania. Oczywiście w tak krótkim czasie nie można poznać wszystkich tajników tego skomplikowanego otwarcia. Ale wcześniej podpatrzyłem, co grają czarnymi moi przyszli przeciwnicy. Swoje przygotowanie ograniczyłem najpierw do poznania tylko kilku wariantów. Przygotowałem też jeden wariant czarnymi.
Jak już wspomniałem w poprzednim odcinku, zainteresowały mnie w książce Władysława Litmanowicza tabelki z wynikami. Nie trzeba było być wielkim znawcą szachów, aby zauważyć rezultaty naszych najlepszych zawodników. Końcowe miejsca! Wyprzedzali nas szachiści ze Związku Radzieckiego, Węgier, Rumunii, Czechosłowacji, NRD i Bułgarii.
A przecież, jak pisałem już w tekście 150, powiedziano mi w klubie, że szachy to królewska gra, a szachiści to intelektualiści. Patrząc na te tabelki doszedłem do wniosku, że my ustępujemy zatem umysłowo tym w/w krajom, ponieważ gramy słabiej w szachy. Taki był tok rozumowania 14-latka, który dopiero poznawał problematykę gry jako sport.
Swoimi uwagami podzieliłem się w klubie. Reakcja była taka: „Jurek, ty nie możesz tak to oceniać. W tamtych krajach szachy mają wsparcie władz i są odpowiednio finansowane. W Związku Radzieckim to sport narodowy. Natomiast w Polsce traktują szachy jako grę świetlicową. Sam widzisz, że nie ma trenerów. Dotacja na działalność klubu jest niewielka”.
Drążyłem dalej temat: „A przecież przed wojną byliśmy potęgą szachową”. Feliks Chybicki ze spokojem wyjaśnił mi problem: ”Przed wojną byliśmy silni dzięki polskich Żydom. To oni byli tym motorem sukcesów naszych szachów. Niestety Polacy nie mają predyspozycji do gry w szachy i dlatego jesteśmy słabeuszami. Wpadnij do mnie w najbliższych dniach. Mam dla ciebie książkę o turnieju w Krynicy 1956. To zobaczysz wyniki naszych mistrzów”.
Byłem tym wszystkim zdruzgotany. Otóż zająłem się sportem, w którym nie mamy żadnych sukcesów międzynarodowych i na dodatek nie traktuje się szachistów poważnie.
W emocjach krzyknąłem: „Trzeba to zmienić”! Towarzystwo wybuchnęło śmiechem: „To zmień”. W tym momencie ktoś nadał mi przydomek: „Koniś marzyciel”!
Kilka dni później odwiedziłem Feliksa Chybickiego (kupowałem u niego literaturę szachową), który miał już przygotowaną dla mnie książkę „Międzynarodowy Turniej Szachowy w Krynicy 1956”. Załączam tabelkę, która mnie dosłownie „dobiła”!
Opisane wydarzenie miało miejsce pod koniec sierpnia 1961 roku. Wtedy postanowiłem sobie, że muszę wyjaśnić sprawę:
„Dlaczego nasi czołowi szachiści nie odnoszą sukcesów na arenie międzynarodowej. Nie mamy zdolności do uprawiania tego intelektualnego sportu, czy są jakieś inne przyczyny”?
A teraz mała dygresja. W 1980 roku mieliśmy zgrupowanie kadry narodowej w Zakopanem. Stanisław Gawlikowski miał kilka wykładów na temat historii szachów. Bardzo dowcipnie (nie wszystko mogę powtórzyć) przedstawił pozycję polskich szachów w świecie, która właściwie niewiele zmieniła się od 1945 roku. M.in. powiedział, że przed wojną Ministerstwo Spraw Zagranicznych, które finansowało wyjazd naszej reprezentacji na olimpiady stawiało jeden warunek: „Będą pieniądze, ale musi być w drużynie choć jeden prawdziwy Polak”! Dla przypomnienia: W drużynie w Hamburgu 1930 grał nasz Kazimierz Makarczyk!



















