Archiwum kategorii ‘Szachy w Polsce’

cze
09

Kontynuacja odcinka 150

Zgodnie z zaleceniami starszych kolegów klubowych kupiłem sobie w sklepie sportowym przy ulicy 1-Maja (obecnie Gdańskiej) dwa tomy końcówek Stanisława Gawlikowskiego i pionkówki Zygmunta Szulcego. Zabrałem się pilnie do ich studiowania.

Gawlikowski okazał się dla mnie za trudny. Przerzuciłem się więc na Szulcego. Jego książka była łatwiejsza, ale trening z końcówkami pionkowymi nie przyczynił się do podniesienia siły gry, gdyż dalej przeżywałem porażki. Okazało się, że nie mogłem wykorzystać zdobytej wiedzy o grze końcowej, ponieważ przegrywałem pojedynki już w fazie debiutowej albo na początku gry środkowej. Do końcówek wcale nie dochodziło.

Postanowiłem więc trenować wbrew nauce Capablanki oraz rad kolegów i zająłem się otwarciami. Już wtedy – jako początkujący sympatyk szachów – doszedłem do wniosku, że jest to jedyna logiczna droga do osiągania zwycięstw!

Od tego czasu minęło już wiele lat i w Polsce dalej spotyka się hasła w rodzaju: Studiuj końcówki, a w debiucie dasz sobie jakoś radę lub Debiuty uczą cię debiutów, końcówki uczą cię szachów itd.

Te absurdalne slogany i tym podobne powinny wreszcie zniknąć z terminologii naszych szachów wyczynowych, chodzi oczywiście o szkolenie młodzieży z ambicjami sportowymi!

Propagujmy zatem nauki wielkich autorytetów szachowych, np.:     

Anatoli Karpow – mistrz świata w latach 1975-1985 oraz 1993-1999: Każda faza partii, otwarcie, gra środkowa i końcówka ma duże znaczenie. Jeżeli na początku gry, któraś ze stron uzyska przewagę materialną lub pozycyjną, to zniwelować ją w grze środkowej będzie bardzo trudno. W tej sytuacji do końcówki może w ogóle nie dojść. Bez poprawnej gry w debiucie, nie można więc myśleć o sukcesach w szachach. 

Garri Kasparow – mistrz świata w latach 1985 – 2000: Nie ma znaczenia jak dobrze grasz, nie możesz spodziewać się dobrych wyników, kiedy masz przegraną po debiucie.

cze
08

Kontynuacja odcinka 371

Jak już zaznaczyłem w wpisie uważam Łukasza Jarmułę za zdolnego szachistę z dużymi możliwościami sportowymi. Jednak istotne jest to, aby stosował debiuty odpowiadające jego stylowi gry i zarzucił na razie ćwiczenie tzw. „oburęczności”. Jeszcze jeden przykład: link.

Oto próbka jego talentu z dzisiejszej rundy ekstraligi w Gorzowie Wielkopolskim.

 

 

 

 

 

cze
06

Kontynuacja odcinka 149

15 maja 1961 roku zostałem członkiem sekcji szachowej „CAISSA” przy Okręgowym Klubie Oficerskim w Bydgoszczy.

Na pytanie kierownictwa klubu „co robię” oprócz szkoły, odpowiedziałem, że uczęszczam na treningi koszykówki do klubu Zawisza oraz trenuję w grupie młodzików piłkę nożną w Polonii.

To teraz będziesz zajmować się innym rodzajem sportu:

Szachy to królewska gra, a szachiści to intelektualiści

To hasło mocno zmobilizowało mnie do nowego hobby. Przestałem uczęszczać na treningi koszykówki i piłki nożnej. Pewnego razu spotkałem w centrum miasta trenera Zawiszy. „Dlaczego nie chodzisz na treningi?” – zapytał. „Nie mam czasu, bo gram w szachy” – odpowiedziałem. Spojrzał na mnie jakoś dziwnie. „Te szachy to jakaś diabelska gra. Znam jednego wariata, który godzinami siedzi sam przy szachownicy. To nie jest normalne” i bez pożegnania poszedł w swoim kierunku. Często spotykałem się z jakimiś złośliwymi uwagami, które odnosiły się do szachów. Kiedy oznajmiłem nauczycielowi wychowania fizycznego w szkole, że nie jadę na zgrupowanie drużyny koszykówki, gdyż w tym czasie mam turniej szachowy, ten pokiwał głową i zdecydowanie zareagował: „Jurek, ty chyba upadłeś na głowę”!

W Caissie była spora grupka młodzieży. Liderem był Jerzy Lewi, przyszły mistrz Polski juniorów i seniorów. Zdziwił mnie brak jakichkolwiek zajęć szkoleniowych. Nie było trenera. Wyjaśniono mi, że na to nie ma w klubie pieniędzy. Miałem wtedy już pewną wiedzę szachową, ale była ona niewystarczająca w partiach treningowych przeciwko doświadczonym kolegom klubowym. Byłem ambitny i chciałem wygrywać wreszcie swoje pojedynki. Zwróciłem się do kilku czołowych zawodników pierwszej drużyny z pytaniem: „Co mam robić, aby grać lepiej”? Poradzono mi, abym zaczął naukę od gry końcowej. Tak zalecał bowiem studiowanie szachów sławny mistrz świata Jose Raoul Capablanca (1888-1942).

Wtedy usłyszałem po raz pierwszy slogan: „Studiuj końcówki, a w debiucie dasz sobie jakoś radę”. Byłem zdziwiony tą teorią, która polecała naukę szachów od „tyłu”.

Na mojej pierwszej sesji Młodzieżowej Akademii Szachowej PZSzach w 1999 roku w Zakopanem – ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu – dowiedziałem się, że w Polsce są trenerzy, którzy w pracy szkoleniowej polecają swoim podopiecznym takie metody treningu!

cze
04

I Otwarte Mistrzostwa Pabianic w Szachach Parkowych do lat 16

Pabianice, ul. Zielona 8  2018-06-09/2018-06-09

Dokładna informacja

cze
02

Ryszard Sternik napisał:

Olsztyn, 2018.06.01

Szanowny Panie!

Na Memoriale Leokajtisów dostałem nagrodę za działalność szachową, ale to już 70 lat grania.

Teraz ciekawostka psychologiczna – przez ostatnie 24 miesiące wygrałem 20 turniejów – 5 w DESC i tam „zarobiłem” 2017, i 15 w FICGS (tu 2023) i LSS (tu mam ponad 1850). Po raz pierwszy przekroczyłem 2000. Do tego czasu przez 10 lat wygrałem 50 turniejów.

Im starsze wino, tym lepsze?

Nagrodę wręcza Prezes Związku Szachowego Warmii i Mazur, Waldemar Kozłowski, brązowy medalista Młodzieżowych mistrzostw Polski Olsztyn 1987 i mistrz Bydgoskiego, bodajże w 1984, profesor Uniwer. Warm.-Maz.

Na 2-im i 3-cim zdjęciu mistrz Polski seniorów na 2018 r Tomasz Rak.

Na ostatnim jestem z całym Zarządem Szachowym.

Serdecznie pozdrawiam

Ryszard Sternik

/////////////////////////////////

Dziękujemy za relację i życzymy Panu Ryszardowi wiele zdrowia oraz dalszych wspaniałych sukcesów turniejowych!

maj
31

Kontynuacja odcinka 148

Bardzo pozytywnie przyjęto w kręgach czytelników bloga opinię Michała Krasenkowa w kwestii znaczenia debiutów w nowoczesnych szachach. Pamiętano bowiem kontrowersyjną wypowiedź arcymistrza w piśmie Polskiego Związku Szachowego MAT (4-2013): Kładzenie nacisku na pracę nad debiutami jest śmiesznym podejściem.”

Wywołało to wtedy szeroką dyskusję na blogu. Pisałem już wcześniej, że ten wywiad został przeprowadzony niefortunnie i wprowadził tylko wiele zamieszania wśród szachistów niższych kategorii. Otrzymałem wtedy wiele listów od Internautów w tej kwestii, którzy byli dosłownie zdezorientowani wypowiedzią ówczesnego trenera kadry. Dlatego temu problemowi poświęciliśmy na blogu wiele uwagi i staraliśmy się to przedstawić obiektywnie. Oczywiście spotkało się to z krytyką ze strony osób mających inny punkt widzenia w aspekcie współczesnego treningu w naszej dyscyplinie.

Wniosek: Ostatnia ocena tego problemu przez Michała Krasenkowa zadowoliła Internautów!

Także po ukazaniu się odcinka 147 otrzymałem  kilka ciekawych komentarzy. Ogólnie Internauci wyrażają zadowolenie z włączenia się do kwestii szkolenia otwarć sław polskich szachów Moniki Soćko i Włodzimierza Schmidta. Szkoda tylko, że tak późno! Na tym tym blogu ten temat jest „wałkowany” od wielu lat, co często spotykało się z negatywnymi ocenami oponentów debiutów.

Jeden z Internautów ubolewa, że tak znakomity znawca teorii debiutów arcymistrz Schmidt nie publikuje i nie przekazuje polskiej młodzieży owoców swych wieloletnich badań w tym ważnym zakresie szachów. Inny Internuta zaproponował napisanie książki o moich doświadczeniach na polu wieloletniej działalności trenerskiej.

Rzeczywiście pasywność naszego arcymistrza w tej dziedzinie, gdzie miałby naprawdę wiele do powiedzienia, jest zadziwiająca. Mnie raz udało się jednak namówić Włodka do napisania wspólnej książki debiutowej!

Sam opracowałem chyba najwięcej po polsku takich książek, co nie zawsze spotykało się z uznaniem. Po ukazaniu się Ciekawostek debiutowych 1

czołowy trener Młodzieżowej Akademii Szachowej Polskiego Związku Szachowego nazwał tę pracę badziewiem. Szkoda, że sam nie przyłączył się do mojego apelu pisania podobnych książek, co przyczyniłoby się do wzbogacenia wiedzy wśród naszej młodzieży w tym temacie.

Wniosek: Krytykować jest łatwo, ale coś zrobić pożytecznego w tym kierunku, to już problem!

Jeśli chodzi o książkę o moich doświadczeniach trenerskich, to już od kilku lat przygotowuję taką rzecz. Będzie to z pewnością ważny przyczynek do historii polskich szachów od 1961 roku z mojego punktu widzenia. Na razie będę pewne sprawy przypominać w tej serii oraz uzupełniać o nowe i nie opublikowane do tej pory fakty!

 

 

 

maj
29

Kontynuacja odcinka 58

Po sukcesie w mistrzostwach szkoły zacząłem się bardziej interesować szachami. Ale jeszcze nie myślałem wtedy, aby nimi zająć się poważnie. Kolega szkolny Lech Alchimowicz zaprowadził mnie pewnego razu do budynku przy ulicy Dworcowej (w środku na zdjęciu), gdzie grano raz w tygodniu w szachy. To była kiedyś siedziba znanego klubu szachowego „Budowlani”.

Gospodarzem był Witkowski. Pamiętam, że był to starszy pan i nie miał jednej ręki. Alchimowicz zareklamował mi go jako byłego mistrza Polski. Oczywiście pomylił ze Stefanem. Ale o tym dowiedziałem się później.

Miałem stałego partnera, którego zwałem Dziadkiem. Był to starszy mężczyzna około 80-tki. Graliśmy przyśpieszone partie bez zegara. Na nim przeprowadzałem pierwsze eksperymenty debiutowe. Pamiętam, że kiedyś graliśmy wariant po ruchach 1.e4 e5 2.Sf3 Sc6 3.Gc4 Sf6 4.Sg5 d5 5.exd5 Sxd5 6.Sxf7 Kxf7 7.Hf3+ i po odejściu królem na g8 dostałem mata. Potem „wzmocniłem” grę i odszedłem na e8. Dziadek bez trudu zrealizował przewagę pionka. W domu zająłem się analizą tej pozycji i następnym razem zagrałem prawidłowo 7…Ke6! i partię wygrałem. Powtórzyliśmy jeszcze kilka razy ten wariant i za każdym razem odniosłem zwycięstwo. Dziadek w końcu zrezygnował i grał potem już coś innego.

Już wtedy, jako początkujący gracz, zrozumiałem znaczenie fazy debiutowej, analizy własnych partii i podglądanie gry przeciwników.

Raz zagrałem kilka partii z gospodarzem klubu Witkowskim. Myślałem, że to rzeczywiście były mistrz Polski. Wygrałem bez trudu kilka pojedynków. Byłem z tego dumny i myślałem, że jestem genialnym szachistą. Ktoś sprowadził mnie na ziemię: „To nie jest ten mistrz Witkowski. Nasz gra na poziomie czwartej kategorii”. Mimo wszystko byłem zadowolony. W końcu byłem początkującym szachistą bez kategorii.

Ze Stefanem Witkowskim spotkałem się w późniejszych latach kilka razy przy szachownicy. Kilka pojedynków zakończyło się remisem i jedną partię wygrałem. Stało się to w rozgrywkach I ligi w Międzygórzu w 1972 roku.  Ukazała się potem z moim komentarzem w piśmie angielskim „The Chess Player”.

maj
28

Kontynuacja odcinka 23

Wojciech Zawadzki – ojciec naszej znakomitej arcymistrzyni Jolanty i tegorocznej mistrzyni kraju – nadesłał zbiór fotografii z Mistrzostw Polski 2018: link.

Dziękujemy!