Zdjęcie wykonała Maria Moldenhauer (ze zbiorów Eugeniusza Iwanowa).
III Międzynarodowy Turniej Juniorek w Częstochowie 1979.
Pojedynek Iwona Olszewska–Ewa Kaczmarek. Przygląda się sędzia Jan Jończyk.
Zdjęcie wykonała Maria Moldenhauer (ze zbiorów Eugeniusza Iwanowa).
III Międzynarodowy Turniej Juniorek w Częstochowie 1979.
Pojedynek Iwona Olszewska–Ewa Kaczmarek. Przygląda się sędzia Jan Jończyk.
Drużyna szachowa.
Drużyna… Szachowa drużyna… Drużyna wojów to było czyste męstwo, a tu wymyślono (chyba nie przy szachownicy) czyste szaleństwo. Świat poszedł jednak do przodu…. Drużyna wojowników na szachownicy musiała mieć w składzie kobietę i juniora. „Ja jestem Roch Kowalski, a to jest Pani Kowalska”. Z juniorem pół biedy, ale jak poradzić sobie z kobietą? Dom Kultury (Gminy, Powiatu, Województwa) zatrząsł się w posadach. Brakuje w nawiasach Centralnego? Nie, bo Centralny to mógł być tylko Komitet i skończyć (a jakże) z honorami… w gablocie.
Wybór padł na mnie. Bo jak rozumu nie mam to się do kobiet nadaję, bo co ja stracę?. Upatrzono nawet kandydatkę. Koncertmistrz po konserwatorium, to na szachownicy śpiewająco sobie poradzi. Umówiono mnie z ową koncertową dziewczyną w parku na ławce, nad stawem, nieopodal Domu Kultury. Miałem naszego drogiego gościa, czyli naszą cenną zdobycz, z honorami do tego (Domu) Kultury wprowadzić. „Ubrałem się w com ta miał”. A że nie miałem nic, to pożyczyłem bez pytania bielsko bialski garnitur mojego Taty. Czysta jasna stuprocentowa wełna.
Przyszedłem – jak Pan Bóg i Duchowe Kierownictwo nakazało – przed czasem. Zasiadłem dostojnie i czekam. Na sąsiedniej ławce leżała „Przyjaciólka”, w której z zainteresowaniem wzrok zatopiła opiekunka czteroletniego na oko dziecka, które grzecznie, na trójkołowym rowerku trawnik omijając, po alejkach parkowych przykładnie jeździło. Trawniki omijało, bo tak miało przykazane. Ale lustra wody nie ominęło. Zakaz tego lustra nie obejmował, bo komu by to do głowy przyszło. Dziecię zjechało w sam środek stawu. Bez namysłu (a w szachach nawet błyskawicznych namysł jest nakazem) skoczyłem do tego bajorka. Chwyciłem to dziecko w ramiona i na brzeg wyniosłem. Opiekunka (chyba jednak nie mamuśka) wrzasnęła: „wyciągnąłeś dziecko, to i rowerek wyciągnij”. Cóż było robić, znikąd pomocy. Uratowałem też ten rowerek. Zamiast „dziękuję” usłyszałem ”taki mokry?”.
Miałem wówczas jeszcze dobry słuch. Usłyszałem: nadchodzi moje przeznaczenie i naszej drużyny przyszłe wybawienie. Strasznie wykrzywione na buzi. Nie podchodząc do mnie mówi: „przepraszam, muszę pójść do dentysty, okropnie mnie zęby rozbolały”. Przyjąłem tę wymówkę jako dobrą monetę. Nie parsknęła śmiechem. Oniemiałem z podziwu: czysta inteligencja. Poszedłem samotnie do domu. Tam usłyszałem: „kto się w takim garniturze w błocie szlaja, Tata to w nim tylko do kościoła chodzi”.
Przypomniałem sobie. Park przez całą okupacje ogrodzony był napisami: „Nur fur Deutsche”. Mama mi przetłumaczyła:, „Tobie nie wolno, to nie dla ciebie”. A ja złamałem ten święty nie święty, ale przeznaczony dla mnie zakaz. Upadłem na duchu. Drużyna upadła. Cóż było robić? Skoro nadaję się tylko do mokrej roboty, stanąłem na pochylni. Owoc mojej pracy wylądował na samym dnie w centrum trójkąta bermudzkiego. Ja poszedłem jego śladem. Wylądowałem też w centrum na samym czubku Pałacu Kultury. Żeby godniej zabrzmiało: „Józefa Stalina”. Chroniłem przed korozją tę rdzę, co to nieustannie z anten spływała. Trzydzieści pięter pode mną pewien generał wronom coś tam nakazywał.
A ja w tym czasie dźwigałem na szczyty pięćdziesięciolitrowy pojemnik z benzyną. Ciężko było, ale niezastąpione ówczesne borowiki mi pomogły. Ma się to szczęście. W czepku byłem urodzony. Dziś pewnie jako terrorysta bym skończył. A ja kończę jak kończę. Niedoszły ale zasłużony dla szachów propagator. Nie mylić z programator…
Adam Frysiak
Od lewej strony: Kamil Mitoń, Radosław Wojtaszek, Mateusz Bartel, Dariusz Świercz, Kacper Piorun, Jan-Krzysztof Duda, Kamil Dragun i Bartosz Soćko
W dniach 7-12 sierpnia odbyło się w Ośrodku Przygotowań Olimpijskich w Spale zgrupowanie kadry narodowej mężczyzn.
Wzięła w nim udział męska reprezentacja, która już wkrótce wystąpi na Olimpiadzie Szachowej w Baku.
Zajęcia szachowe były przeplatane przygotowanymi przez trenera Bartosza Soćko aktywnościami fizycznymi. 11 rundowa Olimpiada wymagać będzie od naszych zawodników nie tylko perfekcyjnego przygotowania szachowego, ale również niezwykle ważna będzie kondycja.
Zdjęcie wykonała Maria Moldenhauer (ze zbiorów Eugeniusza Iwanowa).
Anna Rygielska z Częstochowy należała w latach 70-tych minionego stulecia do czołówki juniorek w Polsce. W latach 1977-1981 byłem trenerem w Ośrodku Szkoleniowym w Częstochowie i Ania często korzystała z moich rad. Później została żoną Jacka Flisa, mojego byłego podopiecznego.
Podobno tragicznie zginęła w 1992 roku. Szczegółów nie znam.
W Ministerstwie Finansów grywałem obok Mariana Braczko. Rodziców Mariana zabrali Rosjanie w 1939 roku. Marian szukał Rodziców przez całe długie życie. Niestety, nie znalazł. Być może teraz dany jest mu ten dar, że ich spotkał.
Na jednym ze zdjęć na pierwszym planie jest Henryk Krystofiak. Jego Ojciec – policjant – został zastrzelony przez Rosjan w Katyniu. Ja jestem na każdym z tych trzech zdjęć (na dwóch stoję pod ścianą – w okularach).
I najstarsze z lat 60. PDK w Wieluniu. W głębi red. Cielecki, stolik bliżej grają Jan Łączek i Czesław Misiak. Niestety, odeszli z tego świata.
Adam Frysiak: Przekazuję do ewentualnego wykorzystania tekst z dawnych lat (1 listopada 1990 roku). Nie dotyczy on wybranej osoby, lecz całego naszego światowego środowiska…
Pożegnanie
Amici sumus…
Pamięci miłośników
szachów korepondencyjnych
rozsianych? rozprzestrzenionych? zagubionych?
po nieznanym i szerokim świecie
Przyjacielu
nie znałem Twego głosu
oblicza, języka…
Tworzyłem obraz Twój
buszując
po szachownicy i słownikach
Nie skosztowałem Twojej strawy
nie dzieliłem Twojego milczenia
znałem jednakże
Twe obco brzmiące troski
i bliskie mi – pragnienia
Przez różne strefy czasu
poprzez tysiące mil
przeżyłem – dzięki Tobie
olśnienia kilka chwil
Przestałą krążyć w żyłach krew
zastygły w świecie Twoje listy
czs do namysłu wziąłeś
niestety… wiekuisty
Adam Frysiak
(1. listopad 1990 r. Wszystkich Świętych)
Stwierdzenie Daniela Sadzikowskiego: „Ja uważam odwrotnie – że nasza czołówka jest bardzo dobrze przygotowana debiutowo!” jest oczywiście dużą przesadą. Ciekawe skąd młody zawodnik czerpie taką wiedzę? Właśnie problem przygotowania debiutowego jest „piętą Achillesową” naszych kadr od dawna.
O tym była wielokrotnie mowa na tym blogu i w zasadzie niewiele to zmieniło się od następującej oceny czołowego trenera kraju:
Wiceprezes Włodzimierz Schmidt podkreślił, że słabe przygotowanie debiutowe jest problemem zarówno czołówki kobiet, jak i mężczyzn i zadeklarował gotowość nadzorowania pracy konsultanta debiutowego kadry kobiet i mężczyzn (Protokół z zebrania zarządu Warszawa, biuro PZSzach, Al. Jerozolimskie 49, 27 października 2012 r. godz. 10.00-18.00).
Aby obiektywnie ocenić stan przygotowania debiutowego naszej czołówki, trzeba znać historię polskich szachów, powiedzmy sobie od 1945 roku. A więc należy przeanalizować wyniki turniejowe (niepowodzenia i sukcesy), pozycję sportową w świecie, jakość rozegranych partii itd. Badaniem tych problemów zajmuję się od dawna i swoje spostrzeżenia opublikowałem w wielu źródłach.
Pierwszym liczącym się w świecie polskim szachistą po II wojnie światowej był Bogdan Śliwa.
Jego największą słabością były właśnie debiuty, o czym pisałem na blogu: Link.
Długo musieliśmy czekać na kolejnego zawodnika zauważalnego w świecie szachowym. Był nim Włodzimierz Schmidt.
Przykładał on wielką uwagę w swym samokształceniu na repertuar debiutowy i miał najlepsze notatki w tym zakresie w kraju. O tym arcymistrz mówił w wywiadzie z Pawłem Dudzińskim (Mat 3-2016).
W pewnym momencie swej kariery zawodniczej, będąc świetnym taktykiem, postanowił jednak pracować głównie nad strategią. Zmienił przy tym całkowicie swój repertuar debiutowy, co moim zdaniem było nietrafną decyzją.
Sam, jako młody zawodnik, byłem pod wrażeniem jego taktycznej interpretacji szachów i nagle ze zdumieniem zauważyłem zmianę w stylu jego gry. A mógłby przecież wzbogacać to o pozycyjne elementy, ale zachować dotychczasowe oblicze o zabarwieniu kombinacyjnym.
Przez to stracił swoje wszechstronne możliwości bojowe. Był wprawdzie zdecydowanie najsilniejszym szachistą Polski, ale najsłabszym liderem krajów tzw. bloku demokratycznego. Dla przypomnienia: Uhlmann (NRD), Pachman, Filip, Hort i Kavalek (Czechosłowacja), Gheorghiu (Rumunia), Bobocow i Radulow (Bułgaria), Szabo i Portisch (Węgry).
Moimi uwagami na ten temat dzieliłem się także na blogu, np.: link 1 i link 2.
Wspomnianemu wywiadowi poświęciłem kilka odcinków w zagadnieniu „Problemy szkoleniowe polskich szachów”, np. link.
cdn
[kontynuacja http://www.blog.konikowski.net/2016/07/11/z-zycia-pzszach-38/]
„Wojtaszek miewał turnieje, w których wytrzymywał do końca. Ostatnio walczył dość twardo, więc myślę, że będzie dobrze. Duda może wygrać z każdym bez wyjątku, i jest zawzięty, wierzę w jego możliwości. Piorun niedawno grał wybitnie, a ostatnio coś tam przegrał, ale ciągle był bardzo solidny. Bartel miewał już wyskoki formy, a ostatnio też aż tak dużo nie tracił, więc może nie być źle. W sumie skład męski mamy najsilniejszy od kiedy pamiętam, a to oznacza, że znowu mają podstawy do walki o medal.
Z kobietami wydaje się, że trochę gorzej. Monika wciąż solidna, ale to już nie ta ścisła czołówka światowa co kilka lat temu. Ale stabilna solidność jest, a przy odrobinie szczęścia i przypływie formy wciąż mogą jej wychodzić turnieje życia. Jola ma najlepszy okres w karierze, może wygrać wszystko na naszej drugiej desce. Karina stabilnie trzyma swój wysoki poziom rankingowy, jak trafi z formą to może nas znowu mile zaskoczyć. Na pierwszych dwóch deskach byłoby może trudno, ale na trzeciej ma szansę na duży wynik.
Młode na dalszych deskach też potrafią nieźle szarpać. Po 6 rankingu spodziewam się tradycyjnie walki o medal, jak na prawie każdej olimpiadzie”
zr komentarz z psychologiaiszachy.blogspot.com
(zdjęcie z Internetu)
Monika Soćko: „Każdy może grać w szachy. Zostać szachistą – nie. W Polsce profesjonalnych szachistów jest zaledwie kilkudziesięciu. (…) Ile i w jaki sposób powinien trenować profesjonalny szachista? – 6-8 godzin dziennie. Mój mąż jest trenerem kadry. Pierwsza godzina to zadania szachowe na rozruszanie mózgu. Potem gra się partie sparingowe z trenerami, najłatwiej wtedy wytrenować i sprawdzić nowe warianty.
Grywamy też na ślepo tzn. z zamkniętymi oczami – jest to bardzo potrzebne i dużo nam daje – pełne skupienie podczas całej partii.
Dobrą metodą jest też gra z komputerem. Trening męża i mój jest z nim nierozłącznie związany. Znam takich zawodników w Polsce, którzy potrafią siedzieć z komputerem 6 godzin dziennie. Mozolnie analizują swoje przeszłe partie i je udoskonalają. Pracują nad otwarciami, czyli nad wariantami szachowymi, które trzeba znać na pamięć. Są ich tysiące, one są cały czas udoskonalane, z wygrywających zmieniają się na przegrywające. Trzeba to cały czas sprawdzać. Jak na giełdzie, jak wypadasz, to nie wiesz o co chodzi, jaki jest kurs. Jest też internetowa baza wszystkich partii szachowych od XX wieku. Są ich miliony, moich też jest kilkaset. Przeglądam i uczę się na własnych błędach. Jak gram potem z jakimś X-em, to najpierw godzinami rozpracowuję jego ruchy, by poznać przeciwnika.
Jak jeszcze trenujecie? – Czytamy szachową klasykę, tak jak muzycy studiują Mozarta czy Beethovena. Np. ostatnio przeczytałam książkę Michaiła Botwinnika.
Ilu szachistów w Polsce żyje z tego sportu? – Zaledwie 20-30 zawodników i zawodniczek. Są też tacy, którzy przerzucili się na pokera, dorabiają sobie wieczorem.
Ile zarabia szachista? – Przeciętny zarobi powyżej średniej krajowej – jakieś 5 tys. zł. Lepszy: 10-15 tys. zł. Najlepsi w Polsce – jeszcze więcej. 25-letni Norweg Magnus Carlsen, mistrz świata i najlepszy szachista na świecie – miliony euro, także na kontraktach reklamowych.
Ale to wyjątek. Pierwsza nagroda na mistrzostwach Polski to 20 tys. zł. Moja najwyższa nagroda w mistrzostwach świata to 8 tys. dolarów.
Średnio szachista rozgrywa 10 partii miesięcznie, czasem dużo więcej, czasem dużo mniej”