Archiwum kategorii ‘Szachy w Polsce’

mar
18

Kontynuacja odcinka 155

Po ukazaniu się wpisu Przed końcówką jest debiut! (24) znowu rozgorzała na blogu dyskusja o znaczeniu debiutów we współczesnych szachach. Ten temat był tutaj już wielokrotnie omawiany.

Np. przypominam taki wątek:

Kilka lat temu studiując książkę Stanisława Gawlikowskiego „100 zwycięstw polskich szachistów“, Penelopa 1997, natknąłem się na stronie 122 na opis udziału Bogdana Śliwy w turnieju w Budapeszcie w 1952 roku.

Autor napisał: „Przez dwa powojenne dziesięciolecia w polskich szachach królował Bogdan Śliwa. Debiutując w pierwszych powojennych mistrzostwach Polski w Sopocie w 1946r., odniósł wielki sukces – zajął I miejsce i zdobył pierwszy (z sześciu w całej karierze) tytuł mistrza Polski. Po raz drugi zdobył tytuł w 1951 r., rozpoczynając całą serię zakończoną dopiero w 1954 r., a po raz ostatni został mistrzem kraju w 1960 r.

Gdy w 1952 r. Węgrzy organizowali wielki turniej poświęcony rok wcześniej zmarłemu jednemu z najsilniejszych szachistów okresu międzywojennego – Gezie Maróczy`emu, właśnie Śliwa miał bronić imienia polskich szachów. Trudno było liczyć na sukces, skoro startowali między innymi Keres, Geller, Botwinnik, Smysłow, Stahlberg, Szabo, Petrosjan, ale można się było wiele nauczyć, a przy okazji pokrzyżować plany nawet najwybitniejszym arcymistrzom. Wiadomo było, że najsilniejszą stroną Polaka jest gra środkowa, a najsłabszą debiut. Niestety, z losowania wynikało, że już na starcie nasz mistrz będzie walczył z całą czołówką. Obnażyła ona bezwzględnie braki w przygotowaniu teoretycznym Polaka. Efekt był tragiczny. Po 10 rundach na koncie Śliwy widniało tylko 1.5 punktu …

//////////////////////////////////////////////

Stanisław Gawlikowski przypomniał w swej książce problem przygotowania teoretycznego, który jest „odwieczną zmorą” polskich szachów. Już jako początkujący szachista zastanawiałem się, dlaczego nasi mistrzowie Polski z reguły zajmują końcowe lub nawet ostatnie miejsca w turniejach międzynarodowych. Dlaczego nasi czołowi zawodnicy są najsłabsi w tzw. „Krajach Demokracji Ludowej”? Rzadko byliśmy świadkami jakiś sukcesów turniejowych naszych asów.

Później już jako trener analizowałem tę kwestię i doszedłem do wniosku, że w innych krajach mocny nacisk kładziono na fazę debiutową. Tymczasem u nas ten problem traktowano mocno ulgowo i preferowano przede wszystkim grę środkową i końcówki. Modna była taka teza: „Studiuj grę środkową i końcówki, a w debiucie dasz sobie radę”.

Dlatego trenerzy często marginalnie zajmowali się tym zagadnieniem. Preferowano ogólne plany gry w otwarciach, co nie było wystarczające już na wyższym szczeblu. Kiedyś opisałem w „Magazynie Szachista” przypadek czołowego krajowego szkoleniowca, który „opracowywał” w słupku warianty debiutowe bez komentarza i kazał się uczyć ich na pamięć. Na kolejnym treningu sprawdzał, czy uczniowie wykonali zadania domowe.

Sam jako trener polecałem swoim podopiecznym pracę nad teorią debiutów polegającą na studiowaniu całych wzorcowych partii, aby w ten sposób prześledzić fazy przejściowe do gry środkowej i nawet końcówki. Można poznać przez to typowe plany gry i ważne struktury pionkowe. Ta wiedza ułatwi nam zrozumienie problemów strategicznych i taktycznych w granych przez nas otwarciach.

O tych problemach piszę w swojej najnowszej książce Szachy dla przyszłych mistrzów.

Problemy nauki debiutów poruszałem wielokrotnie w artykułach w fachowej prasie i książkach, także na tym blogu i stronie.

Tymczasem u nas w Polsce są osoby, które w dalszym ciągu preferują teorię Capablanki sprzed 100 lat!

W artykule „O statystyce i prognozowaniu” (Magazyn Szachista, luty 2005) pisałem, że od wielu lat zajmuję się analizą gry czołówki polskiej i moimi wnioskami dzielę się na łamach krajowej prasy fachowej.

Dlatego nie usprawiedliwiajmy często przeciętnych wyników naszych kadr w turniejach międzynarodowych przejściowym brakiem formy. Dokładna analiza rozegranych partii ilustruje ogólnie niedostateczne przygotowanie początkowego stadium gry.

To jest niepokojące zjawisko, ponieważ w wielu krajach już dawno zrozumiano, że bez dobrej znajomości otwarć szachowych oraz optymalnie opracowanego do stylu gry repertuaru debiutowego nie można liczyć na postęp zawodniczki i zawodnika. Bez tych umiejętności nie można oczekiwać na znaczące sukcesy międzynarodowe.

Dlatego my nadal mamy tylko jednego zawodnika potrafiącego walczyć z czołówką świata!

 

mar
16

Młodzieżowa Akademia Szachowa – szkoła z tradycjami
Agnieszka Fornal-Urban i Marek Matlak (MAT 8-2015)

„Na przestrzeni wielu lat działalności szkoły system szkolenia był nadzorowany, koordynowany i dofinansowywany ze środków publicznych. Przechodził wiele przeobrażeń i modyfikacji. Wdrażano nowe rozwiązania, które miały na celu uczynić go bardziej skutecznym. Zmiany dotyczyły nie tylko ram programowych, metodyki prowadzenia szkolenia, ale również doboru kadry trenerskiej, doboru kandydatów i selekcji zawodników. Ponadto uwzględniano trendy rozwoju sportu szachowego na świecie i dostosowywano sposób nauczania do odbiorcy w różnym wieku” …

///////////////////////////////////////////////

Kontynuacja odcinka 154.

Sesja w Wiśle 13-21.04.2000 (2)

Foto1

Z moją grupą

Powracam do moich treningów. Została przydzielona mi utalentowana grupa średniaków, w której m.in. byli: Dorota Czarnota, Paweł Czarnota, Marcin Tazbir, Piotr Brodowski, Dominika Hermanowicz itd.

Tematem zajęć były różne formy ataku na króla. Wobec braku zegarów musiałem zrezygnować z zajęć praktycznych. Na szczęście sala treningowa była duża. Każdy miał swój stolik i komplet szachów. Na tablicy demonstracyjnej pokazywałem różne partie wzorcowe. W krytycznych momentach zadawałem wiele pytań, na które młodzież musiała po analizie odpowiedzieć. Była dyskusja i wymiana uwag. Był to trening aktywny. Taka forma szkolenia jest też bardzo efektywna, pod warunkiem, że trener zadaje wiele pytań i zmusza tym samym podopiecznych do intensywnej pracy. Młodzież pracowała sumiennie i otrzymała ode mnie bardzo dobrą ocenę.

W konsultacjach indywidualnych spotykałem się z wieloma osobami. Analizowaliśmy własne partie, ciekawe pozycje i końcówki. Marcin Tazbir zainteresował mnie interesującym wariantem po ruchach 1.e4 c5 2.Sf3 d6 3.d4 cxd4 4.Sxd4 Sf6 5.Sc3 a6 6.Gg5 e6 7.f4 Sc6!?

Foto1_0001

Wspólna analiza pewnej partii: Paweł Czarnota, Marcin Tazbir i Piotr Brodowski

Pisałem już o tym na blogu. Dla przypomnienia:

Ten przypadek opisałem w piśmie w tekście „Gorzka Prawda” (Szachy-Chess 75-76 2002).

Wycinek (jest tylko błąd: sesja odbyła się w Wiśle, nie w Zakopanem):

Sesja1

O tym pisałem też w książce Polskiego Związku Szachowego „Wybrane zagadnienia teorii i praktyki szachowej”, Warszawa 2002.

Wariant mnie zainteresował do tego stopnia, że rozegrałem kilkanaście tematycznych partii pocztą elektroniczną i owoce moich doświadczeń opublikowałem, w periodykach: Chess Base Magazine (76-2000) oraz Fernschach (4-2002). Cały obszerny rozdział ruchowi 7…Sc6!? poświęciłem w mojej książce o obronie sycylijskiej: link.

Marcin zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie. Nie przypuszczałem wtedy, że kilka lat później zaatakuje mnie w wyjątkowo paskudny sposób. Można się z tym zapoznać po wpisaniu w wyszukiwarce hasła: Marcin Tazbir.

Maciej Brzeski z Koszalina poprosił mnie – przykładem współpracy z Radkiem Wojtaszkiem – o pomoc fachową drogą internetową. Zgodziłem się, ale do tego wrócę jeszcze w późniejszych odcinkach.

20 kwietnia dałem symultanę na 7 szachownicach. Trzy partie zremisowałem (Tomczak, Andrzejczyk i Gościniak) i 4 wygrałem (Brzeski, Przeździecka, Leks i Jackowska).

Atmosfera na sesji była znakomita. W czasie zajęć sportowych odbył się turniej halowy w piłce nożnej zorganizowany przez Annę Domaradzką-Żyłę. W sumie byłem zadowolony z pobytu w Wiśle, choć pozostał pewien niedosyt: nieobecność Radka Wojtaszka i brak zegarów.

Z Markiem Matlakiem uzgodniłem, że przyjadę na sesję jesienną. Ale wyraziłem dwa życzenia: obecność Wojtaszka i dostęp do zegarów. Otrzymałem zapewnienie, że nie będzie z tym żadnych problemów! 

 

 

mar
14

[tu znajdował się logotyp PZSzach, ale PZSzach nie zezwolił na publikację tutaj logotypu PZSzach]

[tu znajdowało się zdjęcie z facebook’a PZSzach, ale PZSzach nie zezwolił na publikację tutaj rzeczonego zdjęcia PZSzach]

„Zawody rozgrywane są systemem szwajcarskim na dystansie 9rund”

http://www.pzszach.org.pl/userfiles/file/Regulaminy/2016/Regulamin_IMP%202016.pdf

„IMP oraz IMPK zostaną rozegrane systemem kołowym na dystansie 9rund”

http://pzszach.pl/wp-content/uploads/2016/02/Komunikat-Organizacyjny-IMP-i-IMPK-2016.pdf

mar
14

Gość napisał:

W Szklarskiej Porębie trwają MPJ do 16 i 18 lat.

Porównałem listy startowe MPJ w tych kategoriach wiekowych z mistrzostwami sprzed 10 lat.

Wyniki są zaskakujące – poziom naszej czołówki jest niższy (w grupach D16 i C18 dramatycznie niższy).

porownanie

mar
13

W dalszym ciągu na niektórych blogach i w krajowych publikacjach szachowych toczy się dyskusja o znaczeniu fazy debiutowej we współczesnych szachach.

Czy powinno się dalej poważnie traktować teorię Capablanki, że należy rozpoczynać naukę gry w szachy od końcówek?

Na ten temat toczy się w Polsce od lat dyskusja, również na tym blogu. Z tego względu, że w dalszym ciągu są jakieś wątpliwości i pytania Internautów, zdecydowałem się wracać od czasu do czasu do tej kwestii.

Przypominam, że podobną teorię głosił Siegbert Tarrasch.

Ale to było przecież około 100 lat temu. Wtedy było inne podejście do szachów. Teoria debiutów nie była tak szeroko rozpracowana. Nie było tylu szachistów, nie rozgrywano takiej liczby turniejów, co obecnie. Nie wychodziła taka masa literatury szachowej. Wtedy była zupełnie inna technika gry…

Kiedyś czytałem w pewnej gazecie artykuł o rozwoju techniki wyjścia z progów skoczków narciarskich. W ciągu kilkudziesięciu lat sylwetka skoczka zmieniala się wielokrotnie. Zupełnie inaczej skakał Marusarz w 1939 roku od Małysza i teraz zostały opracowane nowe techniki skoków. Chodzi o to, że o długości skoku decyduje doskonałość aerodynamiczna oraz tzw. kąt natarcia, czyli kąt pomiędzy płaszczyzną nart, a kierunkiem lotu. Te techniki wypracowywano sobie przez wiele lat.

Natomiast w szachach wielu krajowych trenerów trzyma się ciągle sloganu Capablanki i w takim kierunku szkolą swoich podopiecznych. Ogólnego poziomu polskich szachów i pozycji w świecie to nie podnosi. Mamy tylko jednego zawodnika, który przekroczył granicę 2700 punktów w rankingu FIDE. Jak na ironię jest nim Radosław Wojtaszek, który wielokrotnie głosił, że pracuje głównie nad debiutami!

Niedawno na blogu jeden z Internautów napisał: „Jest rzeczą normalną, że każda dziedzina życia zmienia się, np. technika, nauka, sport, itd. Teoria i praktyka danej dziedziny potrafi znacznie różnić się od tej, uprawianej kilkanaście-kilkadziesiąt lat temu, a czasami dochodzi nawet do zmian rewolucyjnych, nieomal całkowicie odwracających dawne standardy postępowania. Dlaczego zatem szachy mają być „odporne” na ewolucję?“

Dla przypomnienia teorie wybitnych mistrzów świata:

Jose Raul Capablanca – mistrz świata w latach 1921- 1927: Błędem jest nauka debiutów bez związku z następującą po nich grą środkową i końcówką. Nieprawidłowa jest też nauka gry środkowej bez myślenia o końcówce, która może powstać. Stąd wypływa wniosek, że naukę gry w szachy trzeba rozpoczynać przede wszystkim od końcówki, a następnie, gdy osiągnie się w niej odpowiedni poziom, można przejść do nauki początkowej fazy partii i gry środkowej połączonych z końcówką.

Anatoli Karpow – mistrz świata w latach 1975-1985 oraz 1993-1999: Każda faza partii, otwarcie, gra środkowa i końcówka ma duże znaczenie. Jeżeli na początku gry, któraś ze stron uzyska przewagę materialną lub pozycyjną, to zniwelować ją w grze środkowej będzie bardzo trudno. W tej sytuacji do końcówki może w ogóle nie dojść. Bez poprawnej gry w debiucie, nie można więc myśleć o sukcesach w szachach.

Garri Kasparow – mistrz świata w latach 1985 – 2000: Nie ma znaczenia jak dobrze grasz, nie możesz spodziewać się dobrych wyników kiedy masz przegraną po debiucie.

Magnus Carlsen – mistrz świata od 2013: Głównie pracowałem nad otwarciami (przed meczem z Anandem). Myślę, że końcówki i grę środkowo opanowuje się dzięki grze turniejowej. W tym sensie nie trenowałem tych faz gry, które są moją siłą.

 

mar
09

Młodzieżowa Akademia Szachowa – szkoła z tradycjami
Agnieszka Fornal-Urban i Marek Matlak (MAT 8-2015)

„Na przestrzeni wielu lat działalności szkoły system szkolenia był nadzorowany, koordynowany i dofinansowywany ze środków publicznych. Przechodził wiele przeobrażeń i modyfikacji. Wdrażano nowe rozwiązania, które miały na celu uczynić go bardziej skutecznym. Zmiany dotyczyły nie tylko ram programowych, metodyki prowadzenia szkolenia, ale również doboru kadry trenerskiej, doboru kandydatów i selekcji zawodników. Ponadto uwzględniano trendy rozwoju sportu szachowego na świecie i dostosowywano sposób nauczania do odbiorcy w różnym wieku” …

///////////////////////////////////////////////

Kontynuacja odcinka 153.

Sesja w Wiśle 13-21.04.2000 (1)

Dwa miesiące przed rozpoczęciem sesji rozmawiałem telefonicznie ze Zbigniewem Czajką w celu uzyskania informacji, czy mogę liczyć na moje oczekiwania: obecność Radka Wojtaszka, odpowiednie warunki do przeprowadzenia zajęć (sala i sprzęt) oraz wypełnione przez uczestników zgrupowania ankiety zawodnika. Kierownik wyszkolenia zapewnił mnie, że wszystko będzie jak należy.

O tym, że Wojtaszek nie przyjedzie do Wisły, dowiedziałem się miesiąc przed rozpoczęciem sesji. Wtedy jeszcze nie domyślałem się, że jest to celowe działanie osób odpowiedzialnych za szkolenie młodzieży w Polsce. W ten to sposób została odrzucona moja koncepcja włączenia wirtualnego szkolenia w ramach działalność Akademii i tym samym uniemożliwienie mi bezpośrednich kontaktów z Radkiem.

Na miejscu nie było przygotowanych ankiet. Część blankietów przywiozłem ze sobą, resztę skopiowaliśmy w pobliskim sklepie i rozdaliśmy uczestnikom do wypełnienia. Z tego materiału korzystali potem wszyscy trenerzy.

Kolejnym rozczarowaniem dla mnie było brak zegarów. To uniemożliwiło mi przeprowadzenie treningu praktycznego, jak to zrealizowałem w Zakopanem. Zostałem w ten sposób zmuszony do zmiany koncepcji treningowej. Na moje usilne starania u kierownika sesji Marka Matlaka zegary znalazły się pod koniec zgrupowania. Na wykorzystanie ich w zajęciach było już za późno, ale mogliśmy przynajmniej przeprowadzić turniej błyskawiczny z nagrodami książkowymi, które przywiozłem ze sobą.

Sesja zaczęła się od mojego dwugodzinnego wykładu inauguracyjnego pt. „Wspólne idee: gra praktyczna i kompozycja”. Omówiłem na bazie przykładów praktycznych i studiów następujące tematy:

1. Odciągnięcie
2. Własna figura przeszkadza
3. Zugzwang
4. Nowotny
5. Słaba promocja
6. Widłowe uderzenia
7. Warto znać studia

W mojej wieloletniej pracy trenerskiej polecałem swoim podopiecznym rozwiązywanie pouczających zadań i studiów w celu ćwiczenia abstrakcyjnego myślenia oraz poprawy techniki w końcówkach, ale na bazie kompozycji zbliżonych swym charakterem do gry praktycznej. Wykluczałem jednak trening z zadaniami typu samomaty, maty pomocnicze i bajkowe, ponieważ te problemy nie mają żadnego aspektu szkoleniowego. Wręcz przeciwnie, uważam, że szkodzą w normalnym rozwoju szachisty. Niech tymi zadaniami zajmują się problemiści i solverowcy, ale nie zawodnicy, szczególnie młodzi.

Już pisałem kiedyś na blogu, że jeśli ktoś uważa, iż rozwiązywanie samomatów i współmatów mu pomaga w podwyższeniu kwalifikacji szachowych, to jest jego osobista sprawa. Ja mam inne zdanie. Podobnie nie mogę się zgodzić z ogólną teorią, że kompozycje szachowe pochodzą z praktycznych partii. Oczywiście są wyjątki, o czym pisałem w mojej książce „Kompozycja w treningu szachisty” („Penelopa” Warszawa 2004), którą polecam ambitnym szachistkom i szachistom.

cdn

mar
09

[tu znajdował się logotyp PZSzach, ale PZSzach nie zezwolił na publikację tutaj logotypu PZSzach]

[tu znajdowało się zdjęcie z facebook’a PZSzach, ale PZSzach nie zezwolił na publikację tutaj rzeczonego zdjęcia PZSzach]

Źródło

 

mar
06

Kontynuacja odcinka 11

Pisałem już wielokrotnie w moich artykułach, że szachiści na całym świecie (także ścisła czołówka) korzystają w pracy treningowej z pomocy komputerów. Także komentatorzy partii, czy autorzy książek sprawdzają swe analizy w ten sposób. Nikomu to nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie, jest to wskazane, aby materiał do czytelników trafiał bez błędów.

Analizując stare materiały (artykuły i książki) często napotykamy na analityczne omyłki i te przypadki chcą uniknąć nowoczesne wydawnictwa.

Tymczasem na polskich forach czytamy nieraz komentarze w rodzaju „włącza przy analizie Fritza, daje komentarze komputerowe” itd. Okazuje się, że to co na całym świecie jest normalką, w Polsce jest traktowane negatywnie. Niedawno czytałem w jednym polskim piśmie szachowym, że autor pewnego artykułu używa określenia „analizy komputerowe”. Czyli jednym słowem przeszkodziło mu to, że komentator partii  sprawdzał swoje uwagi za pomocą komputera.

Sam kiedyś stałem się obiektem ataku krajowych amatorów szachowych, którzy nie pojmują ważnego aspektu, że każdy komentator ma swoje indywidualne spojrzenie na przebieg partii i będzie ją widział w swoich „kolorach”. Jeden autor poświęci więcej uwagi fazie debiutowej, inny grze środkowej, a jeszcze inny skoncentruje się głównie na końcówce.

Wniosek: Do niektórych polskich szachistów nie dotarło jeszcze to, że my żyjemy już w XXI wieku, czyli w erze komputerowej i należy w naszej dyscyplinie korzystać w szerokim zakresie z najnowszej techniki!

 

mar
05

[tu znajdował się logotyp PZSzach, ale PZSzach nie zezwolił na publikację tutaj logotypu PZSzach]

[tu znajdowało się zdjęcie z facebook’a PZSzach, ale PZSzach nie zezwolił na publikację tutaj rzeczonego zdjęcia PZSzach]

JAN KRZYSZTOF DUDA

Zawodnik MKS MOS Wieliczka, jest najmłodszym arcymistrzem Europy w szachach (do lat 20), w które gra od piątego roku życia. Zdobył kilkadziesiąt medali mistrzostw Polski a w szachach szybkich był mistrzem Europy.

Źródło