Tomasz Sielicki w swoim sprawozdaniu pisze:
Nowe biuro PZSzach
Po wielomiesięcznych staraniach udało się znaleźć odpowiednie nowe biuro dla związku w samym centrum Warszawy w Alejach Jerozolimskich 49, w sercu miasta, obok Dworca Centralnego. W listopadzie 2010 roku, po podpisaniu umowy najmu, rozpoczął się remont w nowej siedzibie, który zakończył się po pięciu miesiącach. Przeprowadzka z Czerniakowskiej w Aleje odbyła się w kwietniu br. Nowy lokal posiada 250 m2 powierzchni (130 na parterze z wejściem od ulicy, oraz 120 w piwnicy) i dzięki swojej przestronności umożliwia organizację turniejów, wykładów i spotkań szachowych. Jednym z pierwszych przedsięwzięć w nowym lokalu było zorganizowanie w lipcu 2011 roku Turnieju Arcymistrzowskiego kobiet im. Krystyny Hołuj-Radzikowskiej, z udziałem kilku arcymistrzyń i naszych trzech obiecujących juniorek. Turniej był kontynuowany w roku 2012. W nowym biurze niemal codziennie odbywają się zajęcia i turnieje szachowe.
Nowe biuro związku, to nie tylko fantastyczna lokalizacja i duża powierzchnia. To także, wiele nowego sprzętu komputerowego i mebli, w tym stoły szachowe. Trzy łazienki pozwalają na bezkolizyjną pracę biura i klubu, a także na odświeżenie się po długich podróżach, co jest szczególnie ważne dla naszych „latających” trenerów.
Nowe biuro miało też swoją mniej przyjemną stronę – koszty. Remont i wyposażenie kosztowały ponad 200,000 zł co spowodowało stratę związku za rok 2011.
////////////////////
Lokalu tego nie znam, więc opieram się tylko na opinii kolegów i korespondentów. Według ich nowe pomieszczenie Polskiego Związku Szachowego nie nadaje się do swobodnego wykonywania czynności zawodowych. W jednym pokoju siedzą wszyscy pracownicy biura. W czasie rozmów telefonicznych powstaje hałas, co przeszkadza w pracy. W takich sytuacjach jest trudno na prowadzenie rozmów, co szczególnie daje się we znaki osobom, które chcą załatwić jakieś sprawy.
Turnieje błyskawiczne odbywają się raz w tygodniu i trzeba uiścić wpisowe 5 złotych. Nie ma nagród. Dlatego turnieje te nie cieszą się popularnością. Stwierdzenie „W nowym biurze niemal codziennie odbywają się zajęcia i turnieje szachowe” jest raczej wymysłem prezesa, które nie ma pokrycia w praktyce!
Pomieszczenia nie mają klimatyzacji. Latem w czasie trwania międzynarodowego turnieju kobiet było bardzo gorąco, co przeszkadzało w koncentracji zawodniczek i wpłynęło na obniżenie jakości rozgrywanych partii.
Lokal jest bardzo drogi w utrzymaniu i atrakcyjnym kąskiem dla ewentualnych „zamachowców. Już były takie próby. Szachiści się obawiają, że mogą w każdej chwili stracić siedzibę i wtedy co będzie?
////////////////////
Dobrze pamiętam siedzibę na Czerniakowskiej. Było tam kilka pomieszczeń, w których można było swobodnie i spokojnie pracować. Nikt nikomu nie przeszkadzał. Nie było żadnych problemów z dojazdem. A więc lokal był idealny. Dlaczego Tomasz Sielicki poszedł na takie ryzyko? Przeprowadzka kosztowała bardzo dużo pieniędzy. Było to rzeczywiście tego warte?
Moje zaproszenie do dyskusji spotkało się z dość dużym odzewem. Otrzymałem kilkanaście listów elektronicznych. Przeprowadziłem też kilka rozmów telefonicznych. Pozwoliło mi to na zebranie sporo ciekawych informacji, z którymi podzielę się z Państwem.
Moje przypuszczenia się sprawdziły, że komentatorzy chcą pozostać anonimowo. Choć niektórzy obiecali, że będą się włączać do ewentualnej dyskusji. Sprawa jawności jest problemem we wszystkich dziedzinach w kraju – tak mnie poinformowano. Ludzie nie chcą z reguły podawać swych nazwisk, aby nie narazić się na ewentualne szykany lub problemy.
Tak było też przed laty, kiedy to niektórzy koledzy popierali mnie w walce przeciwko przeciwnikom zmian w unowocześnieniu metod szkolenia Akademii Młodzieżowej, ale nie chcieli się ujawnić. Np. jeden z nich uważał, że szkolenie witualne to świetna sprawa, ale nie włączył się do jawnej dyskusji. Kiedyś się tłumaczył, że nie chciał stracić etatu w Akademii. I nie stracił, jest nadal wykładowcą.
Zaznaczam, że nie zamierzam walczyć z Polskim Związkiem Szachowym i prezesem Tomaszem Sielickim. Moim celem jest przedstawienie problemów polskich szachów z innej strony. Jeśli marzą się nam światowe szachy, to musimy obiektywnie spojrzeć na różne kwestie naszej dyscypliny. A nie z jednej relacji w stylu: Wszystko jest super. Tą drogą do szczytów na pewno nie dojdziemy!
A jaka jest nasza kondycja w świetle pozycji szachów światowych, ilustruje aktualna lista rankingowa FIDE. Aby to poprawić trzeba na pewno zdecydowanych czynów. Ale jeśli Polski Związek Szachowy działa w stylu, że tylko władza ma rację i inne głosy się nie liczą, sukcesów na miarę najwyższej ligi raczej nie osiągniemy.
Po tym wstępie przejdę do konkretów.
Wszyscy zwrócili uwagę na często używany zwrot Tomasza Sielickiego: nie mieliśmy szczęścia. W innym przypadku byłoby wspaniale!
Motyw szczęścia jest nieodłącznie związany z działalnością w sporcie. Raz się go ma, innym razem go nie ma. Często brakuje po prostu umiejętności i wtedy wszystko zwala się na „brak szczęścia”.
Nie możemy twierdzić, że naszym szachistkom i szachistom nie uśmiecha się los. Nie prowadzę takiej statystyki, ale przypominam sobie, co pisałem o występie naszych zawodniczek po olimpiadzie w Khanty-Mansijk 2010: „Nasze panie miały niebywałe szczęście w kojarzeniach. Z pierwszej dziesiątki Polki grały tylko z trzecią Gruzją (remis) i ósmą Bułgarią (przegrana). Ostatecznie szóste miejsce można ocenić pozytywnie. Ale musimy rozsądnie podejść do sprawy. Z uwagi na niezbyt silny dystans musimy być daleko od optymizmu w ocenie występu naszej drużyny”.
Przypominam o szczęściu Mateusza Bartla w turnieju w Dortmundzie 2012 w partiach z Ponomarjowem i Friedmanem. Mistrz Polski uzyskał w tych pojedynkach 1.5 pkt. Gdyby przeciwnicy wykorzystali swoje szanse, to nasz arcymistrz miałby tylko połówkę.
Uzupełniające informacje: Link
Instruktażowe filmy szachowe mogą stanowić dobre uzupełnienie tradycyjnej metody poznawania tajników szachów, czyli nauki za pomocą książek oraz czasopism. Niestety, pewnym ograniczeniem może być tu bariera językowa, gdyż zdecydowana większość materiałów filmowych została przygotowana w języku angielskim. Szachiści mogą też odczuć pewien niedosyt wiedzy, gdyż filmy zamieszczane np. w serwisie YouTube nie poruszają całości tematyki szachowej. Materiały tam dostępne należy traktować jako uzupełnienie treningu bądź zwykłej nauki szachów.
Na stronie YouTube będącej rozszerzeniem niniejszego blogu systematycznie zamieszczane są filmy instruktażowe, w miarę możliwości rozdzielane do odpowiednich grup tematycznych, tzw. playlist. Warto zwrócić uwagę na grupę filmów skatalogowanych jako „Lekcje gry”. Zebrano w nich materiały pomocne w nauce szachów, np. dla osób początkujących proponowane są dwie playlisty, w tym „Lekcje gry. Podstawowe maty”
czyli filmy instruujące jak należy prawidłowo matować króla przy minimalnej ilości bierek na szachownicy. Pozycja wręcz obowiązkowa dla nowicjuszy szachowych, podobnie jak studia nad zamieszczonymi tam typowymi strukturami szachowymi, np. pozycją Philidora.
Kolejną polecaną play listą są „Lekcje gry. Debiuty”
Oprócz techniki rozgrywania gry początkowej, dostępne są tam filmy omawiające typowe struktury pionkowe, np. strukurę Carlsbadzką, Schevenigen, itd. Do tej playlisty będą systematycznie dodawane filmy wprowadzające szachistów w meandry debiutów. Należy jednak zaznaczyć, że w zamierzeniu filmy te nie mają stanowić encyklopedycznego zbioru absolutnie wszystkich otwarć i ich wariantów. Będą prezentowane jedynie ważniejsze otwarcia wraz z głównymi kontynuacjami, czyli zostaną zasygnalizowane debiuty, które warto studiować samodzielnie z dostępnych podręczników debiutowych. Analogicznie postąpiono z playlistą „Lekcje gry. Końcówki”.
Dla osób bardziej zaawansowanych przewidziano kategorię „Lekcje gry. Analizy partii”
zawierającą analizy partii szachowych, w tym przeprowadzane przez znanych arcymistrzów. Warto tu wskazać na cykl dwóch wykładów pt. „Think and Play Like a GM”, prowadzonych przez am Romana Dzindżichaszwilego
które z pewnością przyczynią się do lepszego zrozumienia gry i sposobu myślenia szachisty w trakcie rozgrywania partii.
Krzysztof Kledzik
Ukazał się listopadowy numer miesięcznika z 8-stronnicową wkładką dla młodzieży i nauczycieli szachów. Magazyn jest już dostępny w MPIKach.
SPIS TREŚCI
| Od redakcji | 1 |
| O tym się mówi | 2 |
| Turniej Karpowa, Pojkowski 2012 | 3 |
| Komentowane partie, Stambuł 2012 | 5 |
| MŚ do 20 lat, Ateny 2012 | 7 |
| Olimpiada do 16 lat, Stambuł 2012 | 10 |
| Grand Prix kobiet FIDE 2012 | 12 |
| Mem. K. Hołuj-Radzikowskiej, W-wa 2012 | 15 |
| Mały szachista | I-VIII |
| Niemcy – Polska, kobiety, Gladenbach 2012 | 17 |
| Szachowe epizody A.F. (35) | 20 |
| Nauka gry (107) | 26 |
| Poradnik sędziego (103) | 30 |
| Prenumerata | 31 |
| Rozwiązania kombinacji | 31 |
| Kombinacje | 32 |
Od redakcji
Udany występ zanotował Radosław Wojtaszek, dzieląc III-IV miejsca w turnieju XIX kategorii w miasteczku Pojkowski na Syberii. To najlepszy wynik Polaka w turnieju o średnim rankingu powyżej 2700 p. Szkoda, że z doskonałym miejscem nie szła w parze gra interesujących partii, które ułatwiają otrzymanie zaproszeń do superturniejów. Organizatorzy, zapraszając zawodników z rankingiem powyżej 2700, preferują graczy rozgrywających ostre, skomplikowane pozycje. Widząc partie techniczne, bez woli walki, decydują się na wyższe rankingi, rzędu 2750.
Młodzież wystąpiła w sierpniu w MŚ do 20 lat w Atenach i w Olimpiadzie do 16 lat, rozgrywanej w Stambule. W obu turniejach wypadliśmy słabo, mimo, że reprezentowali nas czołowi zawodnicy. Naszej młodzieży brakuje silnych turniejów w kraju, które przez wiele lat stanowiły dla nich doskonałą szkołę. Wizytówkami polskich szachów były: chylący się ku upadkowi memoriał Akiby Rubinsteina w Polanicy Zdroju, przeżywający poważny kryzys memoriał Mieczysława Najdorfa w Warszawie i słabo obsadzony w tym roku Festiwal „Polonii“ we Wrocławiu. Turnieje czy mecz w Lublinie niestety nie mogą zmienić tej opinii. Silne openy znikły.
Warto przyjrzeć się końcowym wynikom sześciu turniejów kobiecego Grand Prix FIDE 2011-2012. W ostatnim z nich wystąpiła, po raz pierwszy w historii, reprezentantka Polski Monika Soćko, nasza bezsporna liderka i niezwykle doświadczona zawodniczka. Jej wynik potwierdził przepaść, jaka dzieli nasze zawodniczki od czołówki światowej. Widać to było też w Warszawie na turnieju poświęconym pamięci wielokrotnej mistrzyni Polski Krystyny Hołuj-Radzikowskiej. Bardzo skromny fundusz nagród uniemożliwił zaproszenie liczących się zawodniczek. Zagrały trzy Gruzinki, znajdujące się na dalszych miejscach w swoim kraju oraz dwie bardzo słabe Holenderki, które nie były w stanie nawiązać walki nawet z naszymi juniorkami. Gruzinki okazały się zdecydowanie lepsze od naszych szachistek, wśród których były dwie reprezentantki Polski na tegorocznej Olimpiadzie.
Dobrym sprawdzianem dla naszych szachistek był mecz z Niemkami, doskonale zorganizowany w Gladenbach. Niemki wystąpiły bez najlepszej szachistki Elizabeth Paehtz, co ułatwiło naszym paniom pokonanie rywalek na ich terenie. Spotkanie dało też pogląd na przedolimpijską formę naszych zawodniczek. Szkoda, że bardzo dobry wynik Klaudii Kulon nie spowodował powołania jej do reprezentacji olimpijskiej. Rozumiem, że reprezentację ustalono wcześniej i zgłoszenia ostatecznych składów były już przesłane do Turcji, ale nie raz, nie dwa, inne drużyny skutecznie wprowadzały pojedyncze zmiany po telefonicznych kontaktach z FIDE i organizatorami.
Zalecam obejrzenie załączonego kolejnego wydania „Małego Szachisty“ dla młodzieży i nauczycieli szachów!
Andrzej Filipowicz
Redaktor Naczelny
Na liście listopadowej w pierwszej setce jest tylko jeden Polak – Radosław Wojtaszek na 21 pozycji z 2734 pkt.
Wśród zawodniczek sytuacja jest następująca: Monika Soćko 2445 (42 pozycja), Iweta Rajlich 2410 (55 pozycja), Jolanta Zawadzka 2389 (74 pozycja), Joanna Majdan-Gajewska 2383 (79 pozycja), Karina Szczepkowska-Horowska 2378 (84 pozycja).
Junior Dariusz Świercz zajmuje 13 miejsce z 2611 pkt. Natomiast juniorka Klaudia Kulon z 2287 punktami znajduje się na 22 pozycji.
Dokładne informacje
Czołówka mężczyzn
Czołówka kobiet
Czołówka juniorów
Czołówka juniorek
Lista polskich zawodników
Lista polskich zawodniczek
ChessBase News (wersja angielska)
ChessBase News (wersja niemiecka)
Tomasz Sielicki (fotografia Marka Skrzypczaka)
W minioną niedzielę odbyło się w Warszawie Walne Sprawozdawcze Zgromadzenie Delegatów Polskiego Związku Szachowego (Fotogaleria Marka Skrzypczaka).
Zostało one poprzedzone publikacją prezesa Tomasza Sielickiego, które zostało zamieszczone na stronie PZSzach.
Z tym materiałem można zapoznać się także na mojej stronie.
Jest to podsumowanie dotychczasowej działalności Tomasza Sielickiego. Wszelkie uwagi Internautów są mile widziane. Chętnie je zamieszczę na blogu.
Zapraszam do konstruktywnej dyskusji.
Przypominam, że Tomasz Sielicki pełni funkcję prezesa od 2009 roku.
Zdjęcie z 1984 roku
Maja Cziburdanidze (ur. 17 stycznia 1961 w Kutaisi) podtrzymała dominację Gruzinek w szachowej elicie i przez trzynaście lat (1978-1991) była niepokonaną mistrzynią świata.
Maję Cziburdanidze poznałem osobiście na turnieju w Dortmundzie w 1983 roku
Niedawno otrzymałem najnowszy numer pisma Polskiego Związku Szachowego „MAT” (6-2012). Zainteresował mnie wywiad „Szachy i życie”, który przeprowadził Krzysztof Jopek. Bohaterem wywiadu jest Waldemar Świć.
Jest on więcej znany Internautom ze swojego pseudonimu „Shrek1953”, pod którym wyraża swoje poglądy na różne tematy odnoszące się do naszej dyscypliny.
Waldemar Świć ma swoje spojrzenia na problemy szachów w Polsce, które są ściśle związane z obecną polityką Polskiego Związku Szachowego. Także nie uznaje osób, które mają inne poglądy. Mnie atakował za to na różnych blogach, także – jak na ironię – na moim! Krzysztofa Kledzika, który jako wolny obywatel Polski ma prawo do głoszenia swych własnych opinii, przezywał „Kledzik bredzik”.
Ta kilkumiesięczna walka z nami ostatecznie się opłaciła. Dzięki temu Waldemar Świć zasłużył sobie na pełne uznanie władz Polskiego Związku Szachowego i w nagrodę jest obecnie delegowany jako trener na różne imprezy, nawet na wykłady Młodzieżowej Akademii Szachowej. Zasłużył sobie także na ten wywiad, który tym razem jest przeprowadzony w łagodnym tonie.
Bardzo mnie ubawiła końcówka wywiadu:
/////////////////////
A spotkania z ludźmi?
O tych najważniejszych mogę opowiadać, ale bez podania nazwisk. Cenię sobie ludzi ciepłych, serdecznych, pełnych uwagi i nie szukających dominacji. W nielicznych wypadkach osiągam stan, który ktoś opisał jako: „atomy przyjaźnie ocierają się o siebie”. I co najmniej tego wszystkim serdecznie życzę.
//////////////////////
Najlepiej ten wywiad ocenił jeden z czytelników MAT-a: Widzę, że Świć robił aluzje do „licznej grupy narzekaczy” i „znawców” przedmiotu, czyli pana i innych osób o wolnych poglądach. Redakcja dała bardzo łagodne, wręcz dobrotliwe zdjęcie Świcia. Bije z niego dobroduszność, ciepło i wyrozumiałość. Patrząc na tą fotografię nikt by nie uwierzył, że ten facet pisał wcześniej wszystkie obraźliwe teksty.
Dla przypomnienia:
Zygmunt Szendzielarz „Łupaszka”
W Klubie Polskim w Ashfield ujrzeliśmy ( 14.X.br) długo oczekiwany w Sydney film o bohaterskiej Ince, sanitariuszce z oddziału majora Zygmunta Szendzielarza – „Łupaszki”. Oddział ten znany jako Wileńska Brygada Śmierci dał się mocno we znaki siłom sowiecko-„polskim”, które niosły na bagnetach i czołgach dyktat rodzącego się imperium ZSRR. Powstawało ono dzięki hojnym, a całkowicie niepotrzebnym, koncesjom udzielonym Stalinowi w Teheranie i Jałcie. Rosjanie dostali tak potężną pomoc ze strony USA w czasie wojny, że wszelkie dodatkowe akty szczodrości Zachodu były po prostu kaprysem umysłów zbłąkanych, jeśli nie obłąkanych. Film pt. „Inka 46” zrealizowano w Polsce, we współpracy z TV, stąd poza emisją w telewizji nie trafił na ekrany kin. Porusza przecież zbrodnię, dokonaną przez Urząd Bezpieczeństwa, a pracowników tego resortu objęto ochroną przy okrąlym stole. Nikt więc nie odpowiedział za katowanie i rozstrzelanie 17-letniej Inki z Armii Krajowej, sieroty. Rodzice jej zginęli w latach wojny. Reżyserką filmu jest Natalia Koryncka-Gruz, a tytułową rolę odtwarza Karolina Kominek-Skuriatowicz. W filmie wystąpił też znany sydnejski aktor Lech Mackiewicz, w roli pracownika IPN-u, który w dialogu z panienką z TV przedstawia tragiczną historię życia Inki. Emisję filmu w Sydney zawdzięczamy inicjatywie Związku Więźniów Politycznych Stanu Wojennego oraz „Naszej Polonii”, a spotkanie w klubie prowadził pan prezes Hubert Błaszczyk. Film ten zamierzano wyświetlić wcześniej, jednak trwały bezowocne próby nawiązania kontaktu z Lechem Mackiewiczem, by zaprosić go na projekcję. Niestety, jest on już tak słynnym aktorem, że stale krąży między Polską a antypodami, a to nie ułatwia z nim porozumienia. W filmie o Ince Mackiewicz stworzył kreację czystą, a jego powściągliwa gra kontrastuje świetnie z buńczuczną reporterką, zdradzającą w dodatku historyczny infantylizm, a nawet peerelowskie nastawienie wobec bohaterki z Armii Krajowej.
Oczywiście w filmie dominuje kreacja właśnie Inki, stając się symboliczną rolą, obrazującą zniewolenie Polski po drugiej wojnie światowej. Proces zniewalania rozpoczął się już w momencie wkraczania Armii Czerwonej na kresy, w likwidowaniu oddziałów AK – podstępem i przemocą. W oswobodzeniu Wilna ( 13 lipca 1944) siły AK współdziałały z Rosjanami, a zatem oficerowie przyjęli zaproszenie na wspólną kolację, z której żaden z nich już nie wrócił. A żołnierzy AK zgromadzonych na skraju Puszczy Rudnickiej otoczono dając im propozycję wstąpienia do armii Berlinga. Po odmowie zesłano ich do obozów w głębi Rosji. Podobny scenariusz ( 27 lipca ) miał miejsce przy wyzwalaniu Lwowa. Po tych doświadczeniach dowództwo AK w stolicy miało jeszcze nadzieje na współdziałanie Armii Czerwonej z Armią Krajową w „wyzwalaniu” Warszawy ? Oczywiście po upadku Powstania Rosjanie zarządzili ewakuację stolicy ( tzn. zajętej przez nich części miasta), a mężczyzn między 14 a 60 rokiem życia wysyłali na Sybir. Prawdziwe piekło dla ludności niosły formacje NKWD, potem w kooperacji z UB, które otaczały nocą wioski, atakując o świcie albo podczas odpustów. Pojmanych mężczyzn wywożono na wschód, katowano gdy odmawiali wstąpienia do dywizji Berlinga. Opornych też rozstrzeliwano. Branki te miały na celu odebranie potencjału Armii Krajowej, a łapanki urządzano też w miastach.np. w Krakowie, skąd wywieziono 3 tys.60 mężczyzn po akcjach 5 lutego i 11 kwietnia 1945 roku. Obławy te równiez zasilały siły podziemia w lasach, dokąd uciekano przed branką. Znacznie więcej o tych tragicznych czasach pisze Bohdan Urbankowski w szeroko udokumentowanym dziele pod tytułem „Czerwona msza czyli uśmiech Stalina” ( W-wa, wyd.Penelopa, 2 tomy), która miała już trzy wydania. Lektura tych obu tomów w znaczący sposób daje nam wiedzę o tym okresie dziejów, o którym milczy większość historyków – siedzących „na płocie” albo bojących się tematu.
Film o Ince jest ważnym, choć raczej fabularnym uzupełnieniem „Czerwonej mszy”, zarazem opartym ścisle na faktach a niekiedy posiadającym cechy dokumentu, gdy na ekranie pojawiają się stare zdjęcia z tamtych lat. Polowania na patriotów, wstrząsające sceny bicia i torturowania Inki, przeplatane perswazjami śledczych – wszystko to mocno oddaje reżyseria filmu, ukazując bez retuszów zniewalanie Polski przez Sowietów z pomocą renegatów czy komunistów. Wydaje się, że arcybiskup Józef Michalik nie oglądał tego filmu, nie czytał też „Czerwonej mszy”, albowiem w przesłaniu podpisanym z Cyrylem przeoczył następujące zdanie: „ Naród polski i rosyjski łączy doświadczenie II wojny światowej i okres represji wywołanych przez reżimy totalitarne”. Nie jest bowiem prawdą, że „łączy” nas to doświadczenie, ale zdecydowanie dzieli. Sowieckiej inwazji 17 września, masowych mordów i deportacji na Sybir nigdy nie można zmieścić w kategorii wydarzeń, które by nas łączyły. Także likwidacji AK-owców, gwałtów i rzezi podczas „wyzwalania” Polski. Do pewnego stopnia można natomiast przyjąć, że łączy nas okres represji wywołanych przez reżimy totalitarne, ale i tu z dużym zastrzeżeniem: ów totalitarny reżim narzuciła nam Moskwa, a represje stosował aparat bezpieczeństwa wyszkolony na terenie ZSRR, często z pomocą oficerów i politruków przysłanych przez Stalina. Sądy „na kółkach” siały postrach w całej Polsce, wydając wyroki śmierci nawet na gimnazjalistów. Dziś władze szwedzkie nie chcą wydać Srefana Michnika, jednego z takich „sądowych” morderców. Obok tysięcy pomordowanych i deportowanych w okresie stalinizmu liczba więźniów politycznych sięgała 100 tysięcy jak czytamy w „Historii Polski” Wojciecha Roszkowskiego ( PWN 1991, str.167-8). Opór tzw. „żołnierzy wyklętych” złamano jednak nie siłą, lecz podstępem „amnestii”, po której 42 tysiące patriotów opuściło lasy, by paść ofiarą represji.
W dziedzinie kultury także działali przybysze zza Bugu, co jaskrawo ilustruje kariera majora Beniamina Goldberga, występującego w Polsce pod nazwiskiem Jerzego Borejszy. Wcześniej zasłynął z sowietyzacji pisarzy we Lwowie, a tacy” twórcy jak Lec, Lewin, Jastrun, Putrament, Szemplińska, Śpiewak, Wygodzki i wielu innych, zdawszy lwowski egzamin z zaprzaństwa zostali potem nadzorcami PRL „ ( Czerwona msza, t.I, wstęp, str.X ). Jednak to Borejsza był ich ober-nadzorcą, choć jako szef oficyny wydawniczej „Czytelnik” stroił się w szaty liberała wydając książki Dąbrowskiej, Iwaszkiewicza, Nałkowskiej, Brezy czy Miłosza zresztą już mocno związanego z reżimem. Z drugiej strony Borejsza opierał się na sprawdzonych we Lwowie pisarzach-kolaborantach takich jak Ważyk, Przyboś, Jastrun, Putrament czy Pasternak ( Czerwona msza, t.I, str.528 ). Pozyskiwał też młodszych jak Koźniewskiego, Jacka Bocheńskiego, Ryszarda Matuszewskiego, Kałużyńskiego, Andrzejewskiego, Bratnego, Sandauera czy Julię Hartwig, Annę Kamieńską i innych. Dla pozyskania czytelników Borejsza drukował też klasyków – np. „Krzyżaków” lub mocno ocenzurowanego Żeromskiego. Ale w masowym nakładzie wydał też „Popiół i diament”, powieść Andrzejewskiego, który z inspiracji Bermana szkalował w niej antysowieckie podziemie i Armię Krajową. Borejsza nie był umysłem tuzinkowym, o czym świadczą jego dyrektywy dla wydawnictwa „Ossolineum”, w których zalecał preferować rzekomą „tradycję postępową” w polskiej kulturze jak…arianizm, literaturę plebejsko-mieszczańską, jakobinizm i oczywiście Oświecenie, a inne okresy dziejów klasyfikowal po stronie ciemności. Z gen.Świerczewskiego robił narodowego bohatera! Zalecał też druk listów Stalina i pism Mao-Tse-Tunga! Mimo to przyjaźnił się z nim Tuwim ( a także z bratem Borejszy, który był szefem Departamentu Śledczego MBP ) i po śmierci poświęcił piękny wiersz temu nadzorcy kultury. Na wiersz zasługiwała Inka, 17-letnia dziewczyna, inkarnacja Polski zamordowanej przez siepaczy Goldberga ( Różańskiego), Michnika, Brystygierowej, Wolińskiej i tylu innych stalinowskich budowniczych PRL-u. Na popiołach takich kwiatów jak Inka wyrastało imperium zła.
Marek Baterowicz











