Archiwum kategorii ‘Kontrowersje’

mar
09

Po publikacji tekstu Krzysztofa Kledzika w dniu 18 stycznia 2014 roku Wojtaszek o komputerach w szachach otrzymałem kilka emaili od Internatów w tej kwestii i propozycją przypomnienia mojej „wirtualnej” współpracy z naszym najlepszym arcymistrzem.

W przytoczonym wywiadzie w piśmie związkowym „MAT” Radosław Wojtaszek wypowiada się na temat wykorzystania komputerów w pracy szachistów. Krzysztof Kledzik pisze:

Nasz arcymistrz poruszył też pewną interesującą kwestię, mianowicie opowiedział o roli komputerów w pracy analitycznej. Ze względu na objętość artykułu nie podawał szczegółów, ale zasygnalizował ten ciekawy i często błędnie rozumiany problem. W obecnych czasach nikogo nie powinno dziwić wykorzystanie komputerów (programów komputerowych) w najróżniejszych dziedzinach naszego życia. Czasami wręcz nie wyobrażamy sobie świata bez tych urządzeń, które bardzo ułatwiają nam różne prace, obliczenia, analizy, itp. Szachy nie są tu wyjątkiem. Programy szachowe są powszechnie wykorzystywane jako bazy rozegranych partii oraz ułatwiają przeprowadzanie analiz szachowych. Służą na przykład do oceny wariantów, gdyż dzięki wynikom ich pracy możemy szybko wyłapać jakiś wcześniej niezauważony gruby błąd.

Oczywiście Radosław Wojtaszek nie odkrył „Ameryki”, gdyż o tych problemach pisałem już dawno w różnych publikacjach. Szkoda, że arcymistrz nie wspomniał o możliwości wykorzystania komputera i Internetu w szkoleniu szachistów. Sam z takiej formy korzystał na przestrzeniu czterach lat! Przedstawiłem to obszernie na mojej stronie: Link

Także na blogu była o tym wielokrotnie mowa w kategorii Szachy w Polsce/Wirtualne szkolenie. Pisałem m.in.

Trening szachowy na odległość za pomocą komputera i Internetu jest już rozpowszechniony na całym świecie.

Przypominam, że w 1999 roku zaproponowałem taką formę szkolenia w ramach Młodzieżowej Akademii Szachowej i pierwszy zapoczątkowałem trening poprzez Internet z Radosławem Wojtaszkiem.

Moja inicjatywa spotkała się z oporem ówczesnych szkoleniowców Polskiego Związku Szachowego, którzy nie byli mentalnie i technicznie przygotowani do takiej akcji. Oficjalnie szkolenie wirtualne w ramach MASZ zostało wprowadzone przez prezesa Tomasza Sielickiego dopiero w 2012 roku. Oczywiście nie wspomniano o mojej roli i doświadczeniach na tym polu. Jak na ironię wśród trenerów wirtualnych znalazły się osoby, które wcześniej krytowały moją inicjatywę”.

Dla przypomnienia: Link

cdn

mar
09

Felietony znanego publicysty i szachisty z Sydney Marka Baterowicza cieszą się dużym zainteresowaniem i z reguły wywołują interesujące dyskusje na blogu. Publikuję kolejny tekst Pana Marka, który z pewnością będzie źródłem kolejnych polemik.  Zapraszam do dyskusji!

///////////////////////////////

NA CZYM POWSTAJĄ IMPERIA ?

…z  perspektywy dziejów łatwiej dać odpowiedź. Jak powstało imperium Egiptu opisał wybornie Prus w świetnej powieści „Faraon”. Imperium rzymskie powstawało w drodze podbojów, ale potem praktyki prawa, sprawnej administracji i hegemonii łaciny. Imperium Karola Wielkiego także dzięki sile oręża, prawom i wierze. Imperium hiszpańskie rodziło się z miecza, zaszczepiania nowej religii i wspólnego języka. Mniej natomiast z praktyki kodeksu!  Imperium francuskie powstałe z potrzeby obrony kraju było efemerydą, a nie uratował go kodeks Napoleona. A jak powstawało imperium brytyjskie wiemy coraz lepiej…O hegemonii USA też sporo powiedzieć można…Imperium rosyjskie oparto na prochu armat, aneksji ziem i przemocy, bez poszanowania praw innych narodów, a nawet cerkwi, która stała się podporą carów, zwłaszcza od Piotra Wielkiego ( a potrafił  osobiście przebijać rapierem unickich bazylianów w Połocku!). W ostatniej fazie imperialnej, tej już sowieckiej, nie szanowano nawet ikon. I oczywiście ludzi zamęczonych w łagrach, zagłodzonych na Ukrainie, zabijanych w lasach, katowanych na UB, mordowanych na ulicach Budapesztu… W starożytnym imperium Chin szanowano prawa, a także trzeźwość czyli inaczej mówiąc abstynencję. Była ona – zdaniem wielu w tamtej epoce – jednym z filarów potęgi państwa. Oto zachowany tekst z XII-tego wieku przed Chrystusem, podyktowany przez księcia Czu ( zapisał go wierny skryba), a zatytułowany „PRZECIWKO OPILSTWU” !!

Tako rzekł władca : spraw, by znano w Państwie Mei doniosłe zalecenia. Kiedy nasz wielki a dobrotliwy ojciec, władca Wen, położył podwaliny naszego cesarstwa na zachodzie, dniem i nocą ostrzegał swych dygnitarzy tymi słowy : „Wina używajcie tylko dla ofiar”. I jeśli Bóg zsyłał pomyślność ludowi, działo się tak, gdyż wina używano jedynie dla uroczystych obrządków. I tam, gdzie Bóg zesłał plagi, kraj zasię uległ zamętowi, a ludzie utracili poczucie cnót, działo się tak zawsze za sprawą skłonności do wina. Takoż kiedy w małych czy wielkich państwach zarówno podobne darzyły się klęski, oto nadużycie trunków zawsze stawało się źródłem ich upadku.

Na naszych oczach upadło olbrzymie imperium, które uważano za niezniszczalne! Ba, sami jego władcy sądzili, że trwać będzie wiecznie, a nawet drogą rewolucji podbije całą plametę (!) Aliści, imperium to oparto na fałszywej ideologii, podlanej wódką tak obficie, że potop był tu nieunikniony. Imperium rządzone przez rozpitych sekretarzy trwało i tak dość długo.Pito w nim zresztą na wszystkich szczeblach, pewnie dlatego przegniły, także od korupcji. A dzisiaj relikty tego imperium straszą jeszcze na antypodach, reklamy „Stolnicznej” nieraz straszą na ulicach Sydney!  Nie wiem jednak czy cel osiągną, bo mamy wiele wódek  lepszych od „Stolnicznej” – czy to bałkańska śliwowica, włoska grappa albo nasza „Żubrówka” czy „Jarzębiak”!

W samej Rosji natomiast kwitnie kult wódki. Oto otworzono w Moskwie …muzeum tego pospolitego trunku! Znajdują się w nim najstarsze flaszki po wódkach pędzonych w carskiej Rosji. I wiele innych „zabytków” z wódczanej branży. Tylko patrzyć, a powstanie na Placu Czerwonym świątynia dla „Stolnicznej”, w której będą odprawiać uroczyste gusła z pobrzękiwaniem szklanek napełnionych tą cieczą.

Tymczasem w Chinach – zgodnie z pradawną tradycją – unika się raczej alkoholu, choć szanowano tam wino i dziś wina francuskie wkraczają triumfalnie na chiński rynek. Ale pije się tam raczej herbatę, od tysięcy lat, a wyrafinowana kuchnia sprzyja zdrowiu kolejnych pokoleń. I pewnie dlatego Chińczycy wysuną się na czoło w wyścigu imperiów. Tym bardziej, że imperium Anglosasów zaczyna poważnie kuleć, złapane w potrzasku „wojny-nie wojny” w Iraku czy Afganistanie a ponadto szachowane ( narazie niezbyt groźnie ) przez inne państwa, aspirujące do potęgi nuklearnej.

Jak wiemy republika Lechistanu nie aspiruje do członkostwa w klubie atomowym, naszą potęgą jest przecież ( poza Kamilem Stochem, Justyną Kowalczyk i łyżwiarzami)  „Żubrówka” czy sporo gatunków piwa, których rodakom wymieniać nie trzeba. I tym się obronimy, zalejemy wszelkich intruzów, co by chcieli wtargnąć w nasze odwieczne granice, albo w te nieco nowsze – ustalone poza naszymi plecami w jałtańskim traktacie trzech wujaszków. Tak zamazano ostatecznie kształt naszej Rzeczypospolitej wielu narodów, rozdartej niegdyś rozbiorami, które unicestwiły naszą federacyjną monarchię, opartą na zbyt liberalnych prawach, przyczynach naszego upadku. Nie było to  imperium, a w łonie Rzeczypospolitej tolerowano nazbyt te czynniki, które osłabiały władzę królewską i państwo. Mądry Polak po liberum veto…I patrzymy teraz bezsilni jak w murach Lwowa albo Wilna, odebranych nam przez Stalina z błogosławieństwem Anglosasów panoszą się obce elementy. Niestety, mamy tyle szans odzyskania Lwowa, co Tatarzy – deportowani na Daleki Wschód – odebrania Krymu, gdzie z kolei ścierają się obecnie Ukraińcy i Rosjanie w kolejnej odsłonie pomarańczowej rewolucji.  Czy przetrwa zagrożona rosyjskimi czołgami?  Janukowicz – ze swej kryjówki w Rostowie nad Donem – wzywał Putina do interwencji i władca Kremla musi stanąć na wysokości zadania, bo przecież już w grudniu 2013 panienki z Pussy Riot zgłosiły kandydaturę uwolnionego Chodorkowskiego na urząd prezydenta Rosji. W dodatku w Kijowie sen spędza mu widmo uwolnionej Julii Timoszenko. Przegrać w starciu z kobietami ? Nie jest to chyba marzeniem  byłego pułkownika służb specjalnych. W dodatku od wieków Ukraina dla Rosjan była tylko Małorosją! Ale różne mogą być wyroki dziejów i dopiero wtedy zobaczymy na czym jeszcze powstają imperia, albo dlaczego ulegają erozji. Narazie Kreml ma ambitne plany – co mediom zdradził sam minister obrony Szojgu: otworzyć bazy wojskowe w Nikaragui, Wenezueli, znowu na Kubie, w Wietnamie, na Sejszelach a nawet na Singapurze! Czy jednak starczy na to funduszy w razie retorsji gospodarczych, zamrożenia wpółpracy i odwołania G-8 w Soczi po interwencji na Krymie ? A cóż dopiero po świeżej aneksji Krymu? O tamtej w r.1783 Zachód pewnie nie pamięta, a jeszcze w r.1709 Mazepa ostrzegał Stambuł, że jeśli Turcja nie odgrodzi się od Rosji niepodległą Ukrainą, to w przyszłości utraci Krym. Tej dalekowzrocznej rady nie wysłuchano, nawet dyplomacja szwedzka i wysłannicy Leszczyńskiego nie skłonili Turcji do wspólnej wojny przeciwko Rosji. Podobno pomysł tej koalicji utrąciła łapówka przesłana sułtanowi przez cara! Czy dzisiaj też o dziejach świata zdecyduje bakszysz wręczony właściwej instancji ?

Marek Baterowicz

mar
03

Po opublikowaniu odcinka 32 otrzymałem kilka zapytań w kwestiach w nim przedstawionych. Jeden z Internautów powątpiewa, aby organizatorzy renomowanej imprezy zmienili regulamin po zakończeniu turnieju.

Niestety tak się stało i dowodem tego jest notatka prasowa, która została zamieszczona w „Żołnierzu Polski Ludowej (pismo Pomorskiego Okręgu Wojskowego) i jej kopia w odcinku 32.

W dniach 4-19 sierpnia 1968 roku odbył się w Augustowie festiwal międzynarodowy z udziałem m.in. zawodników z Lublina, w tym dwóch moich zaprzyjaźnionych kolegów. Jeden z nich był świadkiem pewnego wydarzenia zaraz po zakończeniu turnieju. Jego relacja: Do dyrektora turnieju Zbigniewa Nestorowicza podszedł „wpływowy po linii partyjnej” zawodnik, który zdecydowanie zaprotestował przeciwko twojemu ewentualnemu udziałowi w przyszłym roku w turnieju A. „Prezesie, chcecie obniżyć rangę turnieju dopuszczając do niego kandydata”? Zbigniew Nestorowicz zaczął się tłumaczyć regulaminem i wcześniejszymi ustaleniami. „To trzeba postawić warunek. Konikowski zagra wtedy, gdy będzie miał tytuł mistrza”.

Następnie kolega opowiedział mi historię Zbigniewa Nestorowicza. Jako partyzant Narodowych Sił Zbrojnych został skazany przez władze komunistyczne na karę śmierci, którą zamieniono na dożywocie. Dopiero w wyniku ogólnej amnestii uzyskał wolność. „Jurek, Nestorowicz pójdzie na ustępstwa, ponieważ jest ciągle przestraszony swoją przeszłością. Nie masz wyboru, rób normy”.

To mnie rzeczywiście zmobilizowało i wynikiem 7.5 z 10 partii w turnieju indywidualnym wywalczyłem upragnioną normę, natomiast drugą zdobyłem niebawem w turnieju o puchar Bieszczadów (Iwonicz Zdrój, 6-15.09.1968).

W październiku byłem kilka dni w Lublinie na pewnej imprezie wojskowej. Odwiedziłem centrum szachowe na Krakowskim Przedmieściu i obecny tam Zbigniew Nestorowicz oficjalnie poinformował o warunku mojego uczestnictwa w turnieju A w przyszłym roku. „Prezesie, mam już dwie normy” – odpowiedziałem. Ale jeszcze wtedy nie znałem regulaminu nadawania tytułu mistrza krajowego przez Polski Związek Szachowy.

Jedno jest pewne, że decyzja organizatorów turnieju im. PKWN w Lublinie w 1968 roku była chyba ewenementem na skalę światową i jedyną tego rodzaju. Nikt bowiem nigdy nie zmieniał regulaminu po zakończeniu turnieju. Ja takiego przypadku nie znam!

Na początku lat 80-tych minionego stulecia rozgrywano w Dortmundzie, oprócz głównego turnieju, także grupę B. Zwycięzca miał prawo gry w następnym roku w turnieju arcymistrzowskim. W 1985 roku „eliminacje” wygrał niespodziewanie słaby zawodnik. Nikt nie zakwestionował jego udziału w przyszłorocznym turnieju A, w którym był zdecydowanie ostatni. Zdobył tylko pół punktu, przedostatni miał 3.

Dla ciekawości. Grałem kilkakrotnie w turniejach B. W 1981 roku byłem drugi, rok później zająłem trzecią lokatą, natomiast w 1984 drugą. Dyrektor turnieju i zarazem prezes mojego klubu „Hansa” Klaus Neumann dwukrotnie proponował mi grę w głównym turnieju. Mój ranking międzynarodowy wynosił wtedy 2400. Za każdym razem odmawiałem, ponieważ nie byłem pewny otrzymania urlopu w tym czasie, a udział w turnieju trzeba byłu potwierdzić na pół roku przed jego rozpoczęciem.

Lub1Lub1_0001

lut
28

Gość poruszył ważny problem nadawania kategorii szachowych przez Polski Związek Szachowy. Ogólna ocena tej decyzji jest następująca: łatwość ich zdobywania jest spowodowana chęcią zarobienia dużej kasy przez PZSzach. Spowoduje to jednak osłabienie poziomu gry naszych szachistek i szachistów: Link.

Gram w szachy od 1961 roku i przez te lata byłem świadkiem wielu „dziwacznych pomysłów” działaczy Polskiego Związku Szachowego.

W dniach 7-20 lipca 1968 roku wziąłem udział w IV Międzynarodowym Festiwalu Szachowym im. PKWN w Lublinie. Impreza ta po Memoriale Rubinsteina w Polanicy Zdroju była pod względem rangi drugim turniejem w Polsce.

Odbyły się dwa turnieje międzynarodowe: grupa A, w której grało 12 zawodników (wygrał Węgier Kovacs) oraz grupa B z udziałem 18 uczestników.

W trakcie uroczystego rozpoczęcia festiwalu jego dyrektor i zarazem członek zarządu Polskiego Związku Szachowego Zbigniew Nestorowicz ogłosił, że zwycięzca turnieju B wywalczy sobie prawo do startu w przyszłym roku w głównym turnieju.

Tak więc było o co walczyć. Po słabym starcie (2.5 z 5 partii) rozegrałem znakomicie dalszą fazę turnieju i ostatecznie zdobyłem 7.5 pkt z 11 partii. Podzieliłem 1-2 miejsce z Kazimierzem Steczkowskim (Hutnik Nowa Huta), ale miałem lepszą wartościowość. Zadecydował o tym nasz pojedynek w ostatniej rundzie. Partia miała dramatyczny przebieg. Białym kolorem nie uzyskałem żadnej przewagi debiutowej i w pewnym momencie „zaostrzyłem grę” wędrówką królem na środek szachownicy. Mój partner zaczął szukać mata i wpadł w duży niedoczas. Mat był, ale Steczkowski go nie dał. Ofiarował wprawdzie poprawnie figurę i kilka pionków, ale nie znalazł zakończenia. Ostatecznie udało mi się schować króla w bezpieczne miejsce na jego skrzydle hetmańskim i przewaga materialna zadecydowała o wyniku partii.

Na zakończeniu turnieju sędzia główny Tadeusz Pieprzowski w trakcie ogłaszania końcowych wyników potwierdził, że wywalczyłem sobie miejsce w przyszłym roku w turnieju A.

Wydawałoby się, że sprawa jest jasna. Okazało się, że nie! Działacze Lubelskiego Związku Szachowego i zarazem organizatorzy festiwalu im. PKWN po jakimś czasie postawili warunek. Mam zdobyć tytuł mistrza krajowego! Bez niego nie będę mógł zagrać w turnieju A. Jak się później dowiedziałem od kolegów z Lublina, decyzja została zmieniona wskutek „akcji” pewnego zawodnika-działacza i członka partii (nazwisko jest mi oczywiście znane), który to zaproponował po turnieju i przekonał wszystkich, że muszę spełnić ten warunek.

W tym momencie byłem tylko kandydatem na mistrza. Po maturze w 1967 roku postanowiłem 2-3 lata poświęcić się szachom. W tym celu podjąłem służbę wojskową. Jako wychowankowi klubu wojskowego OKO Caissa Bydgoszcz umieszczono mnie w klubie oficerskim Pomorskiego Okręgu Wojskowego i zagwarantowano możliwość startów w turniejach. Sukces w Lublinie dawał mi duże nadzieje. Tymczasem na przeszkodzie  stanęli działacze.

W kolejnych turniejach: międzynarodowy festiwal w Augustowie (4-19.08.1968) oraz w pucharze Bieszczadów (6-15.09.1968) zdobyłem dwie normy na mistrza krajowego. Wnioski zostały złożone w regulaminowym czasie w komisji sportowej PZSzach w Łodzi. Tytułu mi jednak nie dano. Okazało się, że wymyślono przepis utrudniający zdobywanie tego tytułu. Jedną normę trzeba było wywalczyć w jakimś turnieju z cyklu mistrzostw Polski, np. I-liga lub indywidualne mistrzostwa kraju. Nie grałem w drużynie I-ligowej i nie powiodło mi się w pófinałach MP w Białymstoku (2-15.12.1968). Mimo zdobycia dwóch norm w silnych turniejach tytułu nie nadano i pozbawiono mnie możliwości walki w renomowanym turnieju międzynarodowym.

W następnych latach kandydaci lubelscy, np. Murat i Lipski grali w turniejach A. Kazimierz Steczkowski (miał wtedy I kategorię), który ze mną walczył o miejsce w turnieju A, oznajmił mi później. „Ja bym to tak lekko nie zostawił Lubliniakom. Sprawę skierowałbym do sądu za zmianę regulaminu po turnieju i za skandaliczne wprowadzenie zawodników w błąd”.

Na początku 1969 roku zadzwoniłem do Stefana Fursa, przewodniczącego komisji sportowej PZSzach, aby upewnić się o regulaminie nadawania tytułu mistrza. Potwierdził, że to prawda. Opisałem mu moją sytuację i zadałem pytanie: czy zdaje pan sobie sprawę z tego, że ten przepis jest szkodliwy i hamuje tylko rozwój sportowy młodym zawodnikom w kraju? Trudno – odpowiedzał – nie będziemy dla pana zmieniać regulaminu.

Ile lat ten durny przepis szkodził polskim szachom nie wiem. W 1974 roku za wynik na drugiej szachownicy w I-lidze nadano mi tytuł mistrza.

A obecnie FIDE i Polski Związek Szachowy handlują tytułami. Produkuje się marnych arcymistrzów, mistrzów międzynarodowych i mistrzów krajowych. I to wszystko dla kasy.

 Lub1

 

 

 

lut
26

Gość napisał: Kategorie szachowe robiłem jeszcze w czasach, gdy trzeba było rozegrać 9 czterogodzinnych partii, aby uzyskać II. Zmiany zachodzące w polskich przepisach klasyfikacyjnych były więc dla mnie może trochę dziwne, ale cóż… świat się zmienia, wszystko przyśpiesza, więc i czas gry krótszy i ilość partii mniejsza. Jednak to, co dzieje się w ostatnim roku, jest po prostu szokujące!

Pierwsza koncepcja to zmniejszenie liczby partii koniecznych do wypełnienia normy do pięciu. Wystarczy, więc pograć dobrze na początku turnieju… System ten już działa, czego przykładem jest choćby Liga Mazowiecka: link

Jak widać można zrobić normę kandydacką z 6 partii.

Ciekawostką Ligi Mazowieckiej jest też przepis, że drużyna musi mieć w składzie kobietę, ale nie musi ona grać na szachownicy kobiecej. Efektem tego są artystyczne widoki, gdy naprzeciwko dziewczynki ledwo wystającej nad stół siedzi zwalisty, siwiejący „dziadek”. 🙂

Jakby mało tego było pojawiła się nowa, iście genialna koncepcja, ułatwiająca robienie norm na I kategorię! PZSzach zdecydował, że do celów klasyfikacyjnych zawodnicy z II+ będą mieli ranking 1900…

Link

Polityka Polskiego Związku Szachowego jest porażająca… niewątpliwie zarobią masę kasy, ale z polskimi kandydatami będą wygrywały zagraniczne II, a z I już III i IV itd.

Właściwie, to nasuwa się tutaj pytanie: Po co robić tyle zachodu? Może lepiej od razu zamieścić cennik ile jaka kategoria kosztuje i jaki jest aktualny kurs za podwyższenie rankingu (wraz z upustami przy jednorazowych zakupach większych niż 100 punktów).

 

lut
24

1. Wiceprezes Włodzimierz Schmidt podkreślił, że słabe przygotowanie debiutowe jest problemem zarówno czołówki kobiet, jak i mężczyzn i zadeklarował gotowość nadzorowania pracy konsultanta debiutowego kadry kobiet i mężczyzn (Protokół z zebrania zarządu Warszawa, biuro PZSzach, Al. Jerozolimskie 49, 27 października 2012 r. godz. 10.00-18.00).

2. Michał Krasenkow – trener kadry Polskiego Związku Szachowego (Pismo MAT 4-2013): Kładzenie nacisku na pracę nad debiutami jest śmiesznym podejściem.

3. Anatoli Karpow – mistrz świata w latach 1975-1985 oraz 1993-1999: Każda faza partii, otwarcie, gra środkowa i końcówka ma duże znaczenie. Jeżeli na początku gry, któraś ze stron uzyska przewagę materialną lub pozycyjną, to zniwelować ją w grze środkowej będzie bardzo trudno. W tej sytuacji do końcówki może w ogóle nie dojść. Bez poprawnej gry w debiucie, nie można więc myśleć o sukcesach w szachach.  

4. Władimir Kramnik – mistrz świata w latach 2000-2007: Moja specjalność to debiut i przejście do gry środkowej. Tu nie chodzi o wiedzę, tylko o zrozumienie oraz pojęcie kierunku działania”.

5. Borys Gelfand – wicemistrz świata w 2012 roku: Byłem wychowany, że debiut to najważniejsza część partii i trzeba go wygrać. Dlatego muszę silnie obciążać mózg.

6. Czołowy trener MASZ: Ja osobiście, w pracy i w konsultacjach z juniorami, zwracam większą uwagę na idee, myśli, najważniejsze ścieżki, nastawienie do partii, nie zalewając ich wariantami.

7. Jerzy Konikowski – trener I klasy i publicysta: Studiujcie debiuty, a w grze środkowej i końcówkach dacie sobie na pewno radę!

8. Monika Soćko – najlepsza polska szachistka: Ranking rzędu 2400 czy 2500 można zdobyć samym talentem, ale dalszy rozwój wymaga dobrych trenerów i wielkiej własnej pracy. Tak, polscy szachiści są leniwi. Naturalnie nie wszyscy, ale większość.

9. Mistrz świata Magnus Carlsen: „Głównie pracowałem nad otwarciami (przed meczem z Anandem). Myślę, że końcówki i grę środkowo opanowuje się dzięki grze turniejowej. W tym sensie nie trenowałem tych faz gry, które są moją siłą.”

//////////////////////////////////////////////

Od pewnego czasu obserwuję karierę młodego Węgra Richarda Rapporta (rocznik 1996). Młody arcymistrz (od 2010 roku) ma na swoim koncie kilka znaczących sukcesów, w tym mistrzostwo Europy w szachach szybkich w Warszawie 2014.

Jego repertuar debiutowy jest bogaty w różnorodne i rzadkie warianty, którymi zaskakuje swych silniejszych przeciwników, np. 1.c4 c5 2.Sc3 g6 3.g4!?, 1.e4 c6 2.Sc3 d5 3.d4 dxe4 4.Sxe4 Gf5 5.Hf3!?, 1.e4 e6 2.d4 d5 3.Sc3 dxe4 4.Sxe4 Sf6 5.Sxf6 gxf6!?, 1.b3 itd.

W grze Rapporta jest wiele elementów taktycznych i dzięki temu potrafi ograć nawet silnych arcymistrzów. Na turnieju w Wijk aan Zee 2014 jego ofiarą stał się wicemistrz świata z 2012 roku Borys Gelfand, który nie znalazł optymalnej recepty przeciwko gambitowi budapeszteńskiemu.

Podejście Richarda Rapporta do repertuaru debiutowego powinno być wzorcem dla naszej młodzieży, która w przeciwieństwie do Węgra często stosuje otwarcia, których nie rozumie i ich gra nie rzadko upodabnia się do przysłowiowego suwania drzewa na szachownicy.

O tych problemach piszę już od dawna i w tym kierunku opracowałem „Ciekawostki debiutowe 1”.

Niestety ta kwestia nie jest odpowiednio zrozumiana przez polskich szkoleniowców. Jeszcze nie tak dawno jeden z trenerów Młodzieżowej Akademii Szachowej nazwał moją książkę badziewiem.

Tymczasem w naszych szachach młodzieżowych nie mamy zawodnika klasy Richarda Rapporta i wszystko wskazuje na to, że długo będziemy na niego czekać!

Dodatkowe informacje:

Link 1

Link 2

Link 3

Link 4

Link 5

lut
16

raj777 29 stycznia 2014 o godz. 21:18 napisał w swym komentarzu:

Robert Fischer: „Nie wierzę w psychologię. Wierzę w dobre ruchy.”

///////////////////////////////////

Wawa79

Zawsze z dużą rezerwą odnosiłem się do wszelkich ubocznych zajęć naszej kadry. Uważałem, że  powinni zajmować się przede wszystkim uzupełnianiem swej wiedzy szachowej, studiowaniem teorii oraz wprowadzaniem nowych elementów w grze.

Oczywiście nie wszyscy nasi kadrowicze zajmowali się psychologią, filozofią dalekiego wschodu, czy ćwiczeniami jogi. W sumie jednak stan wyszkolenia naszych kadr  w odniesieniu choćby do tzw. „krajów demokratycznych” był niewystarczający. Świadczą o tym jakość partii i wyniki w skali międzynarodowej.

Przykład z okresu, kiedy pełniłem stanowisko trenera kadry. W dniach 6-31 stycznia 1979 roku odbył się w Warszawie turniej strefowy. Organizatorem był Polski Związek Szachowy. Otrzymałem dość wcześnie osobowe składy poszczególnych krajów uczestniczących w turnieju: Czechosłowacji, Rumunii, Węgier i Bułgarii.

Na podstawie tych informacji opracowałem dla naszych zawodników w formie pisemnej bazę z partiami przeciwników oraz ogólną ich charakterystykę. Był to materiał pomocniczy, który miał być wykorzystany w pracach przygotowawczych do turnieju.

Polskę reprezentowali nasi najlepsi wówczas zawodnicy: Włodzimierz Schmidt, Adam Kuligowski, Aleksander Sznapik oraz Ryszard Skrobek. Każdy z nich miał do pomocy indywidualnego zawodnika-trenera. Turniej odbył się w dwóch fazach: eliminacje i finał. Niestety do finału zakwalifikował się jedynie Aleksander Sznapik.

Wyniki finału:

1. Ribli (Węgry) 4.5
2. Sax (Węgry) 4
3. Smejkal (Czechosłowacja) 4
4. Gheorghiu (Rumunia) 4
5. Adorjan (Węgry) 4
6. Ghinda (Rumunia) 3
7. Prandstetter (Czechosłowacja) 2.5
8. Sznapik (Polska) 2

Polacy nie byli odpowiednio przygotowani do tej bardzo ważnej imprezy. Niektóre pojedynki przegrywali już w debiucie. Widziałem osobiście trening jednego zawodnika, któremu zawodnik-trener pokazywał jakieś ogólne plany, bez konkretnych wariantów. Taka praca – na tak wysokim szczeblu – jest niewystarczająca, czego skutki były widoczne w partiach.

Nawet nasz najlepszy szachista – znawca debiutów – Włodzimierz Schmidt miał kłopoty z początkową fazą partii. W partii z Ghindą zagrał błędne 10…Gd7?, zamiast polecanego przez teorię i sprawdzonego w praktyce 10…Hc7. Rumun energicznie obalił błędną koncepcję Schmidta. Oto ta partia.

 

lut
15

Na kilku blogach szachowych trwa dyskusja o wpływie (oraz formie) przygotowania psychologicznego na efekty uzyskiwane przez polskich i zagranicznych szachistów. Pojawiają sie zatem różne teorie zastępcze, zasadniczo mające podbudować morale naszej kadry narodowej oraz usprawiedliwić ich kiepską formę szachową. Ta zaś, jak widać od lat, wystarcza do osiągania sukcesów w przeciętnych openach, w których polska czołówka gra z zawodnikami o rankingu najwyżej 2650. Powyżej, dla naszych asów, jest już tylko przysłowiowa „ściana”.

W ramach promowania roli przygotowania psychologicznego w szachach, Waldemar Świć opublikował na swoim blogu wpis pod tytułem „Przygotowanie psychologiczne niejedno ma imię”. W artykule tym trener MASz tłumaczy jak to Kasparow posiłkował się twórczością Włodzimierza Wysockiego w celu przezwyciężenia przedłużającego się krachu szachowego. W tym celu pan Waldemar przypomniał sprawę fatalnego dla Kasparowa przebiegu pierwszego meczu o mistrzostwo świata z Anatolijem Karpowem. Ale trener MASz nie zauważył, że przygotowanie Kasparowa do meczu nie polegało wyłącznie na słuchaniu pieśni Wysockiego, lecz wiązało się z wcześniejszym poważnym treningiem szachowym i nastawieniem na bezwzględne zwycięstwo. Zresztą efekty przygotowania szachowego przyszłego mistrza świata były dobrze widoczne na długo przed samym meczem o koronę szachową. Na przykład warto wspomnieć o nieomal „zniszczeniu” przy szachownicy przez G.K. innych pretendentów do korony, w cyklu meczów pretendenckich. Nikt nie neguje tego, że słuchanie piosenek Wysockiego dobrze wpływało na psychikę Kasparowa, ale WŚ powinien zaznaczyć że stanowiło to jedynie dodatek do całości przygotowania szachowego.

Pieśni Wysockiego ani inny trubadurów nie zastąpią gruntownego szkolenia szachowego. Zagadnienie dotyczy też i innych dziedzin sportu. Na przykład nasza wspaniała zawodniczka, Justyna Kowalczyk, może nosić talizmany w kieszeni, może słuchać Maryli Rodowicz albo donGURALesko, ale swoje fenomenalne wyniki osiągnęła ciężką i systematyczną pracą na treningach. Natomiast bardzo wątpię czy bez solidnego treningu szachowego samo słuchanie Lady Gagi czy Dody pomoże naszym szachistom w przebiciu się chociażby przez grupę B jakiegoś lepszego turnieju.

Krzysztof Kledzik

lut
12

raj777 29 stycznia 2014 o godz. 21:18 napisał w swym komentarzu:

Robert Fischer: „Nie wierzę w psychologię. Wierzę w dobre ruchy.”

///////////////////////////////////

W ostatnich odcinkach opisałem uzupełniające w przeszłości zajęcia niektórych członków naszej kadry narodowej.

A czym zajmuje się dodatkowo nasza współczesna czołówka? Tym problemem jeszcze się zajmę.

Natomiast dzisiaj poruszę inną bardzo ciekawą kwestię. Zmobilizowało mnie to tego obejrzany wczoraj w polskiej telewizji kablowej ITVN interesujący program pt. „Wróżka”. Dowiedziałem się z niego, że to jest oficjalny zawód w Polsce i z usług wróżek lub wróżbitów korzystają osoby różnych grup społecznych i zawodowych, także sportowcy.

Nasunęło mi to myśl, czy z wiedzy  „jasnowidzów” nie mogłaby skorzystać nasza czołówka? Może miałoby to jakiś pozytywny wpływ na rozwój ich szachowej twórczości!

W Internecie znalazłem ciekawe tematyczne oferty, które można by z pewnością wykorzystać w uzupełniającym szkoleniu polskich szachistów.

1. Terapeutka duszy i trener rozwoju osobistego. W swojej zawodowej drodze łączy podejście naukowe z naturą. Uważa, że każdy nosi odpowiedzi na najważniejsze pytania w sobie, a rolą doradcy duchowego jest jedynie naprowadzić poszukującą osobę na znalezienie odpowiedzi. Od wielu lat z pomocą narzędzi jakimi są pozycje planet, karty anielskie i karty tarota, jak również wahadła, stara się dawać odpowiednie drogowskazy osobom poszukującym swojej życiowej ścieżki.

2. Zajmuję się zgłębianiem Królewskiej Wiedzy, jaką jest Astrologia. Korzystam również z wielu innych znaków jakie są pozostawione dla nas przez Merkurego – przewodnika po moście pomiędzy, tym co widzialne i niewidzialne. W interpretowaniu ZNAKÓW oprócz astrologii pomaga mi również tarot, karty anielskie, oraz symbolika dnia codziennego, przyrody, ludzkiego języka i zachowania zwierząt.

3. Zajmuję się profesjonalnym i kompleksowym doradztwem duchowym. W swojej zawodowej pracy łączę osiągnięcia nauki z magią naturalną. Po wielu latach praktyki stwierdzam, że nauka i natura nie wykluczają się, ale uzupełniają. Możesz skorzystać z wielu różnych narzędzi, dzięki którym można uzyskać szerszy wgląd w Twoją drogę życia: horoskopy osobiste, biznesowe, partnerskie, karty tarota, karty anielskie, analiza radiestezyjna. Najważniejsze jednak jest to, aby odpowiedź jaką uzyskasz przyczyniła się do zmiany Twojego życia na lepsze. Moją rolą jest jedynie naprowadzić Cię na drogę do SAMOUZDROWIENIA i SAMOUDOSKONALENIA, ponieważ siła, która Cię uleczy jest w Tobie.

4. Wróżę z kart Tarota i z linii dłoni (chiromancja). Tarotem zajmuję się od 20 lat i wypracowałam z nim bardzo skuteczną i osobistą formę komunikacji. Połączyłam gruntowną wiedzę z intuicją, co daje mi możliwość bardzo dokładnego przewidzenia przyszłości osoby pytającej. Tarot jest sztuką zadawania pytań, przy konkretnie zadanym pytaniu otrzymuję jasną i precyzyjną odpowiedź.

5. Specjalista od spraw psychologii i biznesu, spełnia się również, jako trener liderów biznesu oraz doradca życiowy. Od 12 lat zajmuje się interpretacją kart Tarota, ale także szeroko rozumianą astrologią. Dlatego pomaganie innym w rozwiązywaniu problemów życia codziennego stanowi dla niego prawdziwe wyzwanie.

6. Nie dam Ci gotowej recepty na wszystkie niepowodzenia, ale mogę rozłożyć dla Ciebie karty tarota, które wskażą jakie masz przed sobą możliwości. Pokażę Ci drogi, ale tylko od Ciebie będzie zależało, którą z nich podążysz. Pamiętaj, że nic nie dzieje się poza Twoją wolą. W gwiazdach zapisana jest przyszłość. Odczytam ją dla Ciebie i pomogę ją zmodyfikować, jeśli nie jest tym czego pragniesz, lub ustrzegę przed zboczeniem ze ścieżki, która doprowadzi Cię do szczęścia.

7. Zajmuję się pracą z wahadłem, nad skutecznym i bezpiecznym oczyszczaniem centr energetycznych/czakr/usprawniając przepływ energii w ciele człowieka. Pozwala to na dokładne zlokalizowanie zakłóceń oraz usunięciu blokad.

8. Odczytuje stan emocjonalny, fizyczny i psychiczny swoich rozmówców. Uwalnia od traumatycznych wspomnień i destrukcyjnych doświadczeń wpływających negatywnie na stan psychosomatyczny. Wykorzystuje także elementy jasnowidzenia, channelingu i uzdrawiania duchowego.

9. Potrafi być niezwykle dokładna i precyzyjnie określić daną sytuację oraz możliwe drogi jej dalszego rozwoju. Talia Tarota pomaga jej dostrzec najbardziej dogodny czas na realizację przedsięwzięć długo i krótkoterminowych, zarówno na polu zawodowym, w kwestiach finansowych jak i w życiu uczuciowym. Odczytuje także, jakie zadania wybraliśmy sobie na to wcielenie oraz indywidualne predyspozycje.

cdn

lut
09

raj777 29 stycznia 2014 o godz. 21:18 napisał w swym komentarzu:

Robert Fischer: „Nie wierzę w psychologię. Wierzę w dobre ruchy.”

///////////////////////////////////

We wspomnianym ostatnim odcinku o obozie kadry w Zakopanem, byłem świadkiem jeszcze innego wydarzenia. W trakcie posiłków zauważyłem, że jeden z zawodników jakoś nerwowo zachowuje się przy stole. Ręce miał schowane pod obrusem i co chwilę tam zaglądał.  Zapytałem się: „Masz jakieś problemy i co tam właściwe szukasz?”. „Sprawdzam za pomocą wahadełka jakość jedzenia” – odpowiedział. Myślałem, że żartuje. Odsunąłem nakrycie stołu i rzeczywiście trzymał w ręku wahadełko, które puszczał w ruch. „I co ci te wahadełko mówi?” – zapytałem. „Tego posiłku nie mogę spożyć, gdyż może mi zaszkodzić. Mogę iść do miasta, aby coś innego zjeść?” – zapytał. Odpowiedziałem, że oczywiście może iść, ale musi być punktualnie na zajęciach. Ta historia powtórzyła się w czasie zgrupowania kilkakrotnie. W końcu zadałem mu pytanie w formie żartu: „ Jeśli tak wierzysz w to swoje wahadełko, to możesz sprawdzać ruchy w czasie partii. Pomyślisz sobie o jakimś posunięciu, które chcesz wykonać, puścisz instrument w ruch i sprawdzisz jego reakcję”. Spojrzał na mnie, krótko się zastanowił i odpowiedział: „Nie to jest niemożliwe. Ruch szachowy nie jest związany z materią”.

W okresie 1978-1981 w kadrze narodowej było kilku zawodników, którzy fascynowali się – jak już poprzednio wspomniałem – filozofią dalekiego wschodu. Poświecali dużo czasu na studiowanie odpowiedniej literatury fachowej kosztem szachowej. Ta sama grupa też zajmowała się różnymi ćwiczeniami, jak techniką oddychania oraz jogą.

Widziałem na własne oczy te ćwiczenia, którymi zawodnicy zajmowali się w wolnym czasie od zajęć szachowych. Nie dziwiło mnie, jeśli zawodnik o szczupłej budowie ciała stał na głowie, czy siedział w pozycji „lotosu”, „kobry” itd. Ale pewnego razu w hotelowym pokoju młodszej kadry zobaczyłem zawodnika, około 100 kg żywej wagi, który stał na głowie. Miałem wrażenie, że mu ta górna część ciała  (w tej sytuacji dolna) już prawie koloru buraka zaraz odłączy się od korpusu. „Przestań” – krzyknąłem. Zawodnik posłusznie wrócił do normalnej pozycji. „To jest niebezpieczne co robisz” – zwróciłem mu uwagę – „Jak ta twoja głowa utrzyma tyle kilo?”. „Jurek, mam wszystko pod kontrolą” – odpowiedział.

Od tego momentu zawodnik otrzymał przezwisko „Jogin wagi ciężkiej”. Po latach stwierdzam, że te ćwiczenia raczej mu zaszkodziły, niż pomogły.

cdn

  • Szukaj:
  • Nadchodzące wydarzenia

    wrz
    27
    sob.
    2025
    całodniowy I Bundesliga open
    I Bundesliga open
    wrz 27 2025 – kw. 26 2026 całodniowy
    W okresie 27.09.2025-26.04.2026 odbywają się rozgrywki I ligi niemieckiej open z udziałem zawodników z Polski. Dodatkowe informacje na  ChessBase Info: 1 runda 2 runda  2 runda cd Niefortunnie wystartował Mateusz Bartel, który reprezentuje barwy klubu[...]
    sty
    16
    pt.
    2026
    całodniowy Tata Steel Masters 2026
    Tata Steel Masters 2026
    sty 16 – lut 1 całodniowy
    Wijk aan Zee Strona turnieju  
    mar
    29
    niedz.
    2026
    całodniowy FIDE Candidates 2026
    FIDE Candidates 2026
    mar 29 – kw. 15 całodniowy
    29 Mar – 15 Apr 2026, (Cyprus) Uczestnicy Nakamura, Caruana, Giri, Praggnanandhaa, Wei Yi, Sindarov, Esipenko, Bluebaum
    całodniowy FIDE Women’s Candidates 2026
    FIDE Women’s Candidates 2026
    mar 29 – kw. 15 całodniowy
    Strona turnieju Uczestniczki: Zhu Jiner, Tan Zhongyi, Koneru, Goryachkina, Divya, Vaishali, Lagno, Assaubayeva
  • Zwiastun

  • Odnośniki

  • Skąd przychodzą

    Free counters! Licznik działa od 29.02.2012
  • Ranking FIDE na żywo

  • Codzienne zadania

    Play Computer
  • Zaprenumeruj ten blog

    Wprowadź swój adres email, by prenumerować ten blog i mieć informację o nowych wpisach przez email.