Archiwum dla 3 maja 2012
maj
03

Dzisiaj otrzymałem wiadomość z kraju, że Polski Związek Szachowy wreszcie wprowadził w życie moją propozycję z 1999 roku! Konkretnie chodzi o włączenie wirtualnego szkolenia w zakres działalności Młodzieżowej Akademii Szachowej.

Dla przypomnienia polecam lekturę następujących tematów na mojej stronie:

Akademia Szachowa
Komputery w szachach
Szkolenie

Moje liczne artykuły w polskiej prasie szachowej są dowodem na to, że ta idea jest moim pomysłem! Niestety wtedy to spotkało się na forum Polskiego Związku Szachowego z ostrą krytyką i atakami na mnie. Odbyło się to pod przewodnictwem arcymistrza Bartłomieja Maciei, który wciągnął do tej brudnej akcji przeciwko mnie wiele osób. Mnie „zaszufladkowano” do wroga i szkodnika polskich szachów. To wszystko odbyło się pod okiem ówczesnego prezesa Polskiego Związku Szachowego Przemysława Gdańskiego, który swoją biernością zaakceptował te wszystkie działania przeciwko mnie.

Przypominam, że mur betonowy przed zaproponowanymi przeze mnie reformami szkolenia polskiej młodzieży postawili główni szkoleniowcy Polskiego Związku Szachowego Ryszard Bernad i Marek Matlak. Teraz po dziesięciu latach została ona wprowadzona w życie. O wiele za późno!

Na stronie MASZ jest podany skład trenerów wirtualnych. Jak na ironię losu jest tam mój największy oponent Ryszard Bernard.

Ryszardzie, czy Ci teraz nie jest wstyd z tego powodu? Ja na Twoim miejscu zapadłbym się pod ziemię. Taka hańba, a Ty dalej działasz i wpisałeś się nawet na listę trenerów wirtualnych.

W moim archiwum jest wiele materiałów, które będę teraz systematycznie publikować w celu przypomnienia moich działań. To wszystko czyniłem  dla dobra polskich szachów! W „nagrodę” za to spotykały mnie tylko przykrości.

Na liście trenerów wirtualnych jest również Artur Jakubiec, który też brał udział w nagonce na mnie na forum Polskiego Związku Szachowego w trakcie dyskusji o akademii.

cd w odcinku 2

maj
03

Na blogu am Bartla trwa dyskusja związana z problemem braku postępów naszych juniorów. Zauważyłem, iż sporo osób negatywnie wypowiada się na temat pracy trenerów i ich postawy wobec swoich podopiecznych. Na pewno są trenerzy lepsi i gorsi, i to nie tylko w szachach ale i w innych dziedzinach sportu. Nie chcę usprawiedliwiać tych, którzy ewidentnie rozminęli się z powołaniem. Ale myślę, iż nie należy całej winy za brak rozwoju juniorów zrzucać na trenerów. Zwróciłem uwagę na komentarz osoby podpisującej się „mamakrzysia”. Czytamy tam, że „żeby nie było tak jak z moim synem – „trener” pobawi się dzieckiem jak zabawką i wyrzuci jak śmiecia jak się znudzi”. Nie chcę podważać wagi jej wypowiedzi, gdyż nie znam szczegółów tej sprawy. Dlatego w tym momencie nie polemizuję z opinią mamykrzysia, ale toczę rozważania ogólne. Z moich obserwacji wynika, iż często tak jest, że rodzice wyolbrzymiają zdolności własnych dzieci, niepotrzebnie zmuszając je do czegoś, co nie stanowi ich pasji. Gloryfikują swoje pociechy, pokładając w nich wielkie nadzieje. Chcieli by widzieć swoje dzieci w roli kogoś, kogo fałszywe wyobrażenie mają przed własnymi oczami. Nierzadko jest tak, iż nie słuchają rad osób które przyglądają się z boku całej sytuacji i potrafią na chłodno, krytycznym okiem ocenić czy rzeczywiście ich dziecko ma zdolności w określonej dziedzinie, czy jest to tylko „pobożnym” życzeniem jego rodziców. Taką osobą może być trener, który ze względu na swoje doświadczenie może na spokojnie i bez zbytnich emocji ocenić, czy dziecko rokuje nadzieje. Pewnie w tym celu trzeba przeprowadzić kilka zajęć szachowych, po których warto szczerze porozmawiać z rodzicami. Jeżeli dziecko jednak nie rokuje nadziei na karierę szachową, to trudno się dziwić trenerowi że rezygnuje z dalszych zajęć z nim. Zatem to czy postąpił słusznie, czy rzeczywiście „pobawił się dzieckiem jak zabawką i wyrzucił jak śmiecia jak się znudzi”, zależy od konkretnego przypadku i bez zaznajomienia się z argumentami obu stron nie można jednoznacznie przekreślać kompetencji i postawy etycznej takiego trenera.

Nigdy nie trenowałem nikogo, ale w trakcie pracy na uczelni widziałem już wielu studentów, którzy kompletnie nie nadawali się do studiów na kierunku chemii. Niektórzy z nich przyszli na mój wydział bo nie dostali się na medycynę czy biologię, choć pamiętam też osobę, która wybrała studia chemiczne bo nie przyjęto jej na polonistykę! To nie są już dzieci, więc przynajmniej teoretycznie powinni sami decydować o wyborze kierunku studiów. Teoria teorią, ale w sporej liczbie przypadków, to rodzice wymuszają na nich taki wybór! Jeden z moich dobrych znajomych, z urodzenia zapalony humanista, studiował chemię tylko ze względu na presję i pasję swoich rodziców (obydwoje też są chemikami). To nie miało szansy powodzenia, więc po przemęczeniu się prawie czterech lat, zrezygnował z dalszej nauki chemii, właśnie i nie tak dawno ukończył jeden z kierunków humanistycznych, o którym marzył od zawsze. Proszę zauważyć, że to są (przynajmniej teoretycznie) dorosłe osoby, a co mówić o dzieciach i ich zajęciach szachowych?

Natomiast Rutra w swoim komentarzu napisał, iż ma III kategorię szachową, w szachy gra od czterech lat i że rzadko używa silnika. Z kontekstu wpisu wynika, iż chodzi o program szachowy wykorzystywany do analizy partii. Rutra twierdzi, iż to trzeba lubić. Ale raczej nie chodzi o lubienie czy nielubienie programów szachowych i analiz wykonywanych przez nie, ale o świadomość iż analizy komputerowe trzeba stosować umiejętnie. Niestety sporo osób wykorzystuje analizy komputerowe jako zamienniki własnego myślenia, zapominając o tym iż w trakcie prawdziwej partii szachowej nie można posługiwać się komputerem, a trzeba zdać się wyłącznie na własny umysł. Rutra badał też losy młodziutkich szachistów, których pamiętał z turniejów 15-minutowych. Wraz z upływem lat, szachiści ci zniknęli gdzieś w tłumie. Nie znam wszystkich przyczyn ich zniechęcenia do gry, ale może część winy ponoszą te turnieje w których brali udział. Pamiętam jak mm Czerwoński powtarzał mi, iż mam grać wyłącznie partie dłuższe niż 15 minut na zawodnika. Te krótsze nie mają dostatecznych walorów szachowych. Może więc juniorom od Rutry brakowało dostatecznego zaplecza teoretycznego, a przygotowania szachowe które czynili polegały na próbie ogrania przeciwnika w debiucie, np. poprzez złapanie figury? Wobec braku startów w turniejach z dłuższymi partiami, ich umiejętności wystarczyły na krótko, a brak systematycznej i rozwojowej pracy nie pozwolił na wyrwanie się poza 15-minutowe turnieje? Trudno powiedzieć, to są tylko moje domysły.

Piotrkaim uważa, że „Uważałbym jednak za ostrą przesadę, gdyby ktoś namawiał rodziców do skasowania alternatywnych zajęć tylko po to, by dziecko mogło „w całości” poświęcić się szachom. Nie tędy droga. Dobry trener powinien wiedzieć, że potrzebna jest równowaga”. O nadmiarze zajęć którymi obarcza się dzieci, pisałem już w innym miejscu. Może warto by zrobić rozgraniczenie pomiędzy dziećmi które po prostu lubią grać w szachy, a tymi które mają ewidentne predyspozycje i szachowy talent. Dzieci które tylko lubią grać, niech dalej chodzą np. na lekcje fortepianu czy gitary. Ale myślę, że jeżeli dziecko przejawia wyjątkowe zdolności szachowe, to warto ograniczyć zajęcia dodatkowe, szczególnie jeżeli terminarz juniora jest nimi przeładowany. Oczywiście warto zostawić te, które pomogą w ogólnym rozwoju i będą pewną przeciwwagą dla szachów. Np. pływanie na basenie z pewnością poprawi kondycję dziecka i korzystnie wpłynie na jego sprawność i samopoczucie. Ale z pakietu lekcji chińskiego, baletu, fortepianu i jeździectwa chyba warto zrezygnować.

Krzysztof Kledzik

maj
03

SPIS TREŚCI

Od redakcji 1
O tym się mówi 2
ME, Płowdiw 2012 4
Partie komentowane, ME 2012 7
Komisja Techniczna FIDE, Bruksela 2012 8
XV Open, Krynica 2012 9
MP do 16 i 18 lat, Solina 2012 11
Komisja Klasyfikacyjna FIDE – W-wa 2012 17
MP w solvingu, Warszawa 2012 18
Sprostowanie w sprawie DMŚ 19
Szachowe epizody A.F. (29) 20
Nauka gry (101) 26
Poradnik sędziego (97) 30
Prenumerata 31
Rozwiązania kombinacji 31
Kombinacje 32

Od redakcji

Kwiecień nie był udanym miesiącem dla naszych szachistów. Bardzo słabo wypadł start w mistrzostwach Europy w Bułgarii, chociaż w gruncie rzeczy nie odbiegał od zeszłorocznego występu w mistrzostwach kontynentu. Przed rokiem niespodziankę sprawił Radosław Wojtaszek wracając ze srebrnym medalem. Tym razem zabrakło go na stracie, zresztą nie tylko w tym turnieju, bo praktycznie od wielu miesięcy nie uczestniczy w turniejach, poza występem w MP i grą w ligach zagranicznych.

Pozostali nasi reprezentanci, zarówno rok temu, jak i w kwietniowym występie w Płowdiw, nie byli w stanie znaleźć się wśród pierwszej pięćdziesiątki europejczyków, a nawet zajęcie miejsca w pierwszej setce stanowiło poważny problem. Nie ulega wątpliwości, że z każdym rokiem ME są coraz silniejsze, bowiem w walce o prawo gry w Pucharze świata rywalizuje coraz więcej czołowych graczy Europy. Z tegorocznych ME awansowało aż 23 zawodników, ale dla naszych graczy była to nieosiągalna bariera. Wynika to z prostego powodu. Nikt nie zmusza naszych zawodników do rywalizacji o udział w MP, dostają miejsca bez gry, nie muszą o nic walczyć, nawet o miejsca w ekipie olimpijskiej, bo w finałach liczących powyżej 20 zawodników, są uczestnicy, z którymi łatwo zdobywa się punkty. Po trzech latach takiej polityki, nasi zawodnicy oduczyli się grać o miejsca i zatracili umiejętność gry w decydujących partiach. Być może należy wprowadzić 10-osobowe finały MP, gdzie tylko medaliści poprzedniego finału dostają miejsca bez gry, a pozostali muszą przebić się przez jakiekolwiek eliminacje turniejowe lub rankingowe.

Sytuacja w czołówce przekłada się też na naszych najsilniejszych juniorów do 16 czy 18 lat. MP gra się w grupach z udziałem kilkudziesięciu zawodników, a ranking zawodników ustępuje finalistom MP mężczyzn o 200 do 300 punktów, co jasno pokazuje, że najlepsi nasi juniorzy nie mają żadnych szans w konfrontacji z czołówką. Teoretycznie 16 i 18-latkowie przeszli kilkuletnie szkolenie w Młodzieżowej Akademii Szachowej. Oglądając niski poziom gry, ilustrujący wiedzę szachową, widać dobitnie, jakie „korzyści“ przynosi udział w zgrupowaniach Akademii. Nie jest to jedyny przykład, bowiem rezultaty naszej młodzieży w ME i MŚ, w różnych grupach wiekowych też pozostawiają wiele do życzenia. Naturalnie nie tylko Akademia jest winna. Utalentowana młodzież nie ma gdzie grać w kraju, bo chociaż turniejów otwartych jest wiele, to są to imprezy o charakterze turystycznym (też potrzebne!), w których zawodników potrafiących grać w szachy, na jakim takim poziomie, jest jak na lekarstwo.

Priorytetowym zadaniem PZSzach i Wojewódzkich Związków powinno być stworzenie w kraju serii silnych openów, chociażby z udziałem przynamniej 20 zawodników z rankingiem powyżej 2400. Na początek po jednym turnieju w każdym województwie. To w tej chwili jedyna możliwa i stosunkowo tania droga poprawienia poziomu gry naszej młodzieży.

Andrzej Filipowicz
Redaktor Naczelny

 

maj
03

Zadanie 13

Białe zaczynają i wygrywają

Rozwiązanie jest w komentarzu