Aktualna siła gry oraz wiedza i doświadczenie to są dwie odrębne kwestie w sporcie. A więc oddziela się rolę trenerów od zadań zawodników. Te zasady są ogólnie przyjęte na całym świecie we wszystkich dyscyplinach sportowych.
Ale nie w szachach! W naszym środowisku rozpowszechniona jest teoria, że dobrym trenerem jest tylko silny szachista, najlepiej arcymistrz z wysokim rankingiem FIDE i mający na swoim koncie znaczące sukcesy turniejowe.
I tak według tej teorii np. wiadomości szachowe dwudziestoparoletniego arcymistrza są wyżej oceniane od wiedzy trenera z tytułem mistrza i z 30-letnim stażem szkoleniowym.
Idąc tym śladem rodzice angażują więc za duże pieniądze czynnych zawodników i oczekują na szybkie sukcesy swych pociech. Tymczasem trener-zawodnik nie ma zbyt dużo czasu na przygotowanie się do zajęć ze swoimi podopiecznymi. Wskutek tego pół Polski gra np. obronę francuską lub obronę królewsko-indyjską. Nie ma czasu na przygotowanie osobistego repertuaru debiutowego i pasującego do stylu gry młodego zawodnika, ponieważ to wymaga dużo wysiłku. Więc trener-zawodnik każe swojemu uczniowi ćwiczyć „oburęczność”, czyli stosowanie możliwie dużej gamy wariantów. Do tego wystarczy pokazać podopiecznemu ogólne idee, myśli, najważniejsze ścieżki bez szczegółowego podawania wariantów. Po co się więc wysilać? Najlepiej głosić teorię, że wybitny mistrz świata Capablanca polecał około 100 lat temu rozpoczynać szkolenie od końcówek. Taka teza jest bardzo na rękę zawodnikowi-trenerowi, który musi się przecież sam przygotować do zawodów, w których weźmie udział.
Potem nie dziwmy się, że nasza zdolna młodzież robi postępy na krótkim dystansie Po przekroczeniu wieku juniora przestaje się przeważnie liczyć w międzynarodowym współzawodnictwie sportowym.
A co na to działacze Polskiego Związku Szachowego? Na szkoleniu przeważnie się nie znają. Oni mają zresztą inne priorytety: zorganizować jakąś imprezkę szachową i zarobić kasę. A zawodowi trenerzy tłumaczą się przeważnie lenistwem naszej młodzieży. Gdy jedni juniorzy wypadają z obiegu, przyjdą inni. I tak kółko od lat się kręci!
Najważniejsze jest trzymać sztamę, opowiadać piękne historyjki o naszych talentach. W nagrodę dostanie się jakiś atrakcyjny wyjazd zagraniczny typu mistrzostwa Europy juniorów, który można przecież potraktować jako urlop wypoczynkowy. Należy się przecież nagroda za ciężką i całoroczną pracę szkoleniową. Rodzice są z tego niezadowoleni? Grożą napisaniem skargi do ministerstwa? Strachy na Lachy i tak to wszystko zostanie tajemnicą w naszym środowisku. Nikt nie puści pary i nikt nie poniesie żadnych konsekwencji.
Z tymi problemami spotykamy się już od wielu lat. Ale – uwaga – nadchodzą prawdopodobnie lepsze czasy! Wiceprezes ds. młodzieżowych Polskiego Związku Szachowego Andrzej Modzelan wysunął kandydaturę „Marka Matlaka na przewodniczącego Komisji Młodzieżowej, jako największego specjalisty w sprawach szachów młodzieżowych w Polsce”.
Trzymamy więc kciuki za dynamiczny rozwój polskich szachów młodzieżowych!